Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 77


Kiedy Marie wyszła zaczęłam chodzić po pokoju jak szalona. Wyjęłam torbę z szafy i usiadłam na podłodze, a potem zaczęłam głęboko oddychać. Zdałam sobie sprawę z tego, że działałam chaotycznie, nie miałam planu i jedyną rzeczą, o jakiej w ogóle byłam w stanie myśleć, było uratowanie Gaary. Wiedziałam, że byłam szalona, że bardzo się narażałam, zwłaszcza biorąc pod uwagę stan, w jakim byłam. Bałam się nie tylko o siebie, ale i o dziecko, które w sobie nosiłam. Nawet jeśli udałoby mi się wyciągnąc Gaare z więzienia, ale coś stałoby się dziecku, mój mąż nigdy by mi tego nie wybaczył.
            Przymknęłam oczy i zaczęłam głęboko oddychać. Przypomniałam sobie twarz Gaary, kiedy widziałam go po raz ostatni. Cierpienie, jakie rysowało się w jego oczach sprawiło, że poczułam palące łzy pod powiekami. Wiedziałam, że mój mąż jest niewinny. Wiedziałam, że muszę go ratować nawet jeśli było to niebezpieczne.
            Ciocia, gdyby wiedziała, że jestem w ciąży i co planuję, zamknęłaby mnie na cztery spusty!, przeszło mi przez myśl. Położyłam dłoń na brzuchu i pogładziłam się po nim.
-Wiem, jakie to niebezpieczne, ale obiecuję ci, że nic ci się nie stanie. Wiem o tobie dopiero od kilku godzin i nadal nie mogę uwierzyć w to, jak wszystko się potoczyło, ale jesteś najwiekszą niespodzianką jaka mnie... Nas spotkała. Wiem na pewno, że twój tata zareaguje tak samo jak ja, ale będzie szczęśliwy. Tylko muszę zastanowić się nad tym, jak mam mu pomóc.
            Drżącymi rękami złapałam telefon w dłonie i szybko napisałam wiadomośc do Marie z prośbą o podanie mi dokładnego adresu klubu. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Jednak jak to Marie, musiała dopisać swoje trzy grosze i prosiła mnie o ponowne przemyślenie całej sytuacji. Ja jednak nie miałam czego analizować. Wiedziałam, że jeśli Gaara zostanie zamknięty w więzieniu, nie będę miała już nic do stracenia. Musiałam postawić wszystko na jedną kartę. Teraz, albo nigdy.
            Podskoczyłam, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Po chwili do środka weszła zmartwiona ciocia.
-Kochanie, wszystko dobrze?- kiedy zobaczyła mnie na podłodze z torbą i otwartą szafą zmarszczyła czoło.- Co robisz?
-Ja... Marie zaproponowała, żebym przez jakiś czas pomieszkała u niej. Chce mnie wspierać w czasie, który pozostał do wyznaczonego terminu rozprawy.- głośno przełknęłam ślinę i modliłam się, żeby moje słowa zabrzmiały przekonywująco.
-Saro, najlepiej będzie jeśli do rozprawy pomieszkasz u nas. Wiem, jakie to wszystko musi być dla ciebie ciężkie, ale wolałabym żebyś została u nas.- głośno odetchnęłam.
            Wszystko, co miałam, zawdzięczałam moim wujkom. Wszystko. Gdyby nie oni najprawdopodobniej dawno bym nie żyła, albo skończyłabym w jakimś domu dziecka lub patologicznym środowisku takim, w jakim żyli moi rodzice. Zapewnili mi dom, edukację i miłość, której zawsze mi brakowało. Dzięki nim miałam okazje zaznać normlanego życia.
            Jednak teraz... Teraz zdałam sobie sprawę z tego, że moją rodziną byli nie tylko wujkowie. Nie tylko moi kuzyni, ale przede wszystkim mój mąż i dziecko, które miało się narodzić. Musiałam przestac być sentymentalna.
-Ciociu, doceniam waszą troskę, ale muszę znaleźć się jak najdalej stąd. Tutaj wszyscy chcą mnie pocieszać, współczują mi. Ja... Ja oszaleję. I tak nie jestem w stanie nic zrobić. Nie mogę pomóc mojemu mężowi, choć bardzo bym chciała. Chcę być z dala od tego wszystkiego. Teraz najbardziej tego potrzebuję.- nie byłam w stanie patrzeć mojej cioci w oczy.
-Saro, naprawdę nie sądzę aby była to dobra decyzja. Jesteś teraz zagubiona. Dziecko...
-Nie jestem już dzieckiem!!!- zerwałam się na równe nogi i rzeczywwiście zachowałam jak dziecko. Kilka razy odetchnęłam głęboko i objęłam się ramionami.- Nie jestem już dzieckiem, ciociu. Mam dwadzieścia dwa lata, męża i własne życie.Czasy, kiedy byłam małą Sarą dawno się skończyły. Podejmuję decyzję za siebie. I ta jest jedną z nich.
            Ciocia wpatrywała się we mnie szeroko otwarymi oczami. Obawiałam się, że jeśli ciocia się rozpłacze nie dam rady wyjść z domu. Jednak ona po chwili odetchnęła i blado się do mnie uśmiechnęła.
-Tak, masz rację. Już dawno nie jesteś dzieckiem. Zapomniałam o tym jak bardzo zdeterminowaną młodą kobietą potrafisz być i jak bardzo mocno walczysz o to, co kochasz. Wiem, że postąpisz słusznie. Kiedy już odpoczniesz, wróć do domu. Niezależnie od tego, co się stanie, będziemy tu na ciebie czekać.
Kiedy wyszłam z domu po ciężkiej tyradzie moich bliskich, wezwałam taksówkę, poprosiłam o zawiezienie mnie do hotelu, który znajdował się niedaleko klubu i kiedy zameldowałam się w pokoju, usiadłam na łóżku, a potem zdałam sobie sprawę z tego, że... Jak do tej pory to był cały mój plan. Jedyne, co zrobiłam, to zameldowałam się w pokoju obskurnego hotelu z odłażącą od ścian farbą i skrzypiącym materacem. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie miałam pojęcia jak dostać się do klubu, z kim powinnam rozmawiać, o czym, a przede wszystkim musiałam przestać być Sarą Sabaku, która znalazła się w tamtym miejscu w poszukiwaniu dowodów na niewinność, a musiałam stworzyć sobie nową tożsamość.
-Dasz radę. Saro, dasz radę.- powiedziałam pod nosem, choć tak naprawdę czułam, że idę ciemnym tunelem, co do którego końca absolutnie nie mogłam być pewna.
Przez następne dwa dni wisiałam z Marie na telefonie niemal cały czas. Wypytywałam ją o wszystkie szczegóły dotyczące personelu klubu, wystroju, klientów jacy odwiedzają to miejsce.
-Powiem ci tak, po przetrzepaniu kartotek koleżanek dziewczyny, która wniosła oskarżenie, na pewno nie są to dziewczyny z rodzin mlekiem i miodem płynących. Poprawczaki, domy dziecka czy jakieś problemy z prawem to coś na porządku dziennym. Sam szef klubu też nie ma czystej kartoteki. Kiedyś przyłapano go na nielegalnym handlu zielonym, został na to skazany na kilka lat, teraz jego klub jest często nadzorowany, ale z tego co widzimy, na dobre skończył z byciem dilerem. Twoja potencjalna ofiara czyli Yuri Harada, ma dwadzieścia jeden lat, w zeszłym roku przeszła próbę samobójczą po tym, jak jej ojciec na jej oczach skatował matkę. Przez pół roku znajdowała się na oddziale zamkniętym pod ścisłą obserwacją. Pracuje w klubie od trzech miesięcy. Stali bywalcy mówią, że jest wzorową pracownicą... Sara, nie mam pojęcia jak przeszmuglować się do środka. Wszyscy znają mnie tam już na pamięć, a każde moje pojawienie powoduje, że czuję się jak w pieprzonym Big Brotherze...
Ja jednak nie słuchałam wywodów Marie. Mój mózg zaczął pracować na bardzo szybkich obrotach, a kiedy nagle coś zaskoczyło, wypaliłam jak karabin.
-O której dziewczyny zaczynają pracę?
-Oficjalnie klub jest czynny dopiero od dziesiątej wieczorem. Dziewczyny są w pracy godzinę szybciej.- po odpowiedzi Marie szybko spojrzałam na zegarek. Dochodziła siedemnasta, a więc nie miałam za dużo czasu, żeby ucharakteryzować się na potrzeby przedstawienia.
-Za godzinę w moim hotelu. Będę potrzebowała twojej pomocy

-Nie ma mowy!!!- Marie wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami, a jej policzki płonęły z gniewu.
-Marie, proszę cię. Sama nie dam rady tego zrobić.- powiedziałam spokojnie, a Marie poczerwieniała jeszcze bardziej.
-Nie ma mowy!!! Nie uderzę cię! Na dodatek nie w twarz i nie kilka razy! Gaara połamałby mi palce i nie tylko, gdyby się dowiedział, że coś ci zrobiłam. Albo raczej, że zgodziłam się na twój idiotyczny pomysł!
-Marie, musisz mnie... Poturbować. Nie rozumiesz? Jeśli zjawię się wypacykowana i pachnąca żadna z tych dziewczyn nie będzie chciała mi pomóc. Tylko będąc w podobnej sytuacji jak one kiedyś być może uda mi się wkupić w ich łaski.
-Ale dlaczego od razu mam cię bić?! Nie mogę po prostu nie wiem, poszarpać twoich ubrań? Czemu od razu mam posuwać się do uszkodzenia? Co prawda kilka lat temu zrobiłabym to z wielką przyjemnością, ale teraz...- westchnęłam na jej słowa.
-Marie, przypomnij sobie nasze pierwsze spotkanie. Przypomnij sobie jak cholernie wściekła byłaś z powodu mojego związku z Gaarą. Przypomnij sobie jak bardzo mnie wtedy nienawidziłaś i po prostu mnie uderz.
-Sara, jeśli macie z Gaarą takie zapędy to wcale się nie dziwię, że taka dobrana z was para. Boję się, że zrobię ci krzywdę. Jesteś w ciąży, co jest bardzo istotne w tym momencie. Co będzie jeśli przez to coś stanie się dziecku?
-Marie, prosiłam żebyś uderzyła mnie w twarz, nie w brzuch. Musisz mocno uderzyć mnie pod oko, a potem w usta, oczywiście zęby zostają na miejscu. To dwa uderzenia. Wyobraź sobie po prostu, że jesteś Mikeyem Tysonem Tokio i mnie uderz.
-Sara, Mike Tyson odgryzł ucho swojemu rywalowi podczas jednej z walk. Ja nadal uważam, że to bardzo kiepski pomysł i...-
-Obiecałaś, że mi pomożesz! Naprawdę nie jestem w stanie sama uderzyć się tak, że zrobię sobie krzywdę. Jak widzisz byłam w stanie podrapać się do krwi, ale nie będę w stanie przywalić sobie z prawego sierpowego, dlatego...
Poczułam silne pulsowanie na policzku, potem niemiłosierne pieczenie i aż syknęłam. Marie stała z dłońmi przy twarzy i oddychała szybko.
-Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam!!!- kiedy spojrzałam w lustro efekt przerósł moje oczekiwania. Marie przywaliła mi tak mocno, że skóra na policzku została przecięta i teraz z małej, cholernie pulsującej rany sączyła się krew, a samo miejsce nabierało bardzo czerwonego koloru.
-Dobra, teraz w usta.- wydęłam wargi i po chwili poczułam okropne pieczenie w ich lewym kąciku. Po chwili poczułam metaliczny smak krwi i niemal natychmiast zerwałam się do toalety, a potem zaczęłam wymiotować.
-Sara, przepraszam!!!- Marie zaczęła nade mną skakać jak głupia. Ja z kolei po tym jak przestałam rozmawiać z obskurną toaletą, zaśmiałam się pod nosem i wytarłam usta chustką.
-Już widzę, że dziecko nie trawi smaku krwiopodobnego.- mruknęłam, a potem zaczęłam płukać usta. Z zadowoleniem spojrzałam w lustro. Momentalnie po wymiotowaniu zrobiłam się blada, a ciemnoczerwone miejsce na policzku ładnie spuchło. Z kolei z wargi nadal delikatnie sączyła się krew, a miejsce rozcięcia zrobiło się sine.
-Wyglądasz jak ofiara przemocy domowej... - powiedziała, a po chwili stanęła na baczność i kilka razy szybciej zamrugała.- Nie wierzę, że własnie to planujesz zrobić!!! A co będzie jak cię nie wpuszczą. Nie dasz rady przekonywująco udawać maltretowanej dziewczyny z patologicznego domu. Sama pochodzisz z wyższych sfer.- zaczęłam się głośno śmiać na jej słowa, ale niechciane wspomnienia dzieciństwa naparły na mnie jak taran.
-Jestem z patologicznej rodziny. Przynajmniej byłam w takiej do czasu, aż brat mojej mamy znalazł mnie w Niemczech, nie zabrał do siebie i nie zapewnił życia w normalnej rodzinie. Dam radę, Marie, bo wiem jak to jest żyć na marginesie społeczeństwa, kiedy nikt się tobą mnie interesuje, a wszystkie bliskie ci osoby wolą wydać pieniądze na wódkę niż na jedzenie dla ciebie.- Marie zrobiła się czerwona jak burak i zaczęła uciekać wzrokiem na wszystkie strony.
-Ja... Ja... Ja...- zaczęła się jąkać, a ja po prostu przytuliłam ją.
-Ty wykonałaś swoją część zadania. Wróć na spokojnie do domu. Teraz moja kolej. Marie, bardzo cię proszę, żebyś informowała mnie o tym, czy Naoki i Ryu mają zamiar odwiedzać klub i jeśli tak, to kiedy, bo będę musiała się przed nimi ukrywać. Ryu wyczuje mnie nawet po zapachu szamponu do włosów.
-Sara, obiecałam ci pomóc w tym szalonym przedsięwzięciu, więc zrobię to najlepiej jak umiem. Tu masz mój stary telefon, do środka włożyłam kartę i zapisałam na nią swój numer telefonu. Jeśli działoby się coś złego, od razu na niego dzwoń.
-Przecież mam swój telefon...
-Ktoś z dużego marginesu społecznego z takim telefonem?- spojrzała na mój bardzo drogi telefon.
-Masz rację. Dziękuję, że o tym pomyślałaś.- powiedziałam, a potem wzięłam od niej aparat.
-W pudełku masz jeszcze szkła kontaktowe, twoje oczy są zbyt charakterystyczne. I najważniejsze.- Marie wyjęła z pudełka malutki mikrofon- Za chwilę uruchomię ci sprzęt, który będzie nagrywał każdą rozmowę. Podsłuch włącza się tu- przesunęła paznokciem po malutkim druciku wystającym ze sprzętu.
-A jeśli ktoś go zobaczy?
-Sara, to najmniejszy mikrofon jaki udało mi się zdobyć. Z jaką rzeczą nigdy się nie rozstajesz?
-Chyba z obrączką.- pokazałam Marie pierścionek, a ona niemal natychmiast wyciągnęła do mnie rękę. Od razu zrozumiałam, co miała na myśli.- Nie! Nie zdejmę jej! Tego nie zrobię.
-Sara, twoja obrączka jest warta więcej niż ta stara komórka, ubrania jakie teraz na sobie masz i pewnie więcej niż wypłata i napiwki jakie dostaniesz podejmując pracę. Przechowam ją dla ciebie, bo wiem, ile dla ciebie znaczy, ale nie możesz jej nosić. Oprócz tego, że byłabyś niewiarygodna, ktoś mógłby ci ją ukraść.- kiedy zdjęłam obrączkę, poczułam się dziwnie. Jakby zabrakło jakiejś fizycznej części mnie.
-Kiedy Gaara był w Londynie i kłóciliśmy się, nie nosiłam jej i nie czułam jej braku. Teraz, kiedy chciałabym mieć coś, co mogłoby podtrzymywać mnie na duchu, muszę się tego pozbyć.
-Sara, masz w sobie dziecko. Uwierz, że bardziej dobitnej fizycznej części Gaary mieć już nie będziesz. Błagam cię, uważaj na siebie jak jasna cholera. Czy ty jesteś najbardziej pewna ze wszystkich pewnych osób tego, co chcesz zrobić?
-Marie, jestem. Nie ma odwrotu, nie chcę go robić. Walczę dla Gaary, dla siebie, ale przede wszystkim dla tego małego człowieka, który spokojnie siedzi sobie we mnie i czeka, aż mama wyciągnie tatę z okropnej sytuacji, w jakiej jest. Miłość do Gaary daje mi siłę, ale świadomość, że chcę żeby nasze dziecko wychowywał najwspanialszy mężczyzna, który jest jego ojcem, daje mi jej jeszcze więcej. Gaara zawsze postępował tak, jak dyktowało mu sumienie. Moje dyktuje mi teraz ratowanie własnego męża.
-Mam do ciebie prośbę. Kiedy to wszystko się skończy, napisz książkę o miłości twojej i Gaary. Uwierz, że będzie świetnym poradnikiem dla ludzi, a przede wszystkim jakimś światełkiem w tunelu, że miłość może niemal wszystko.- zaśmiałam się przez łzy, kiedy Marie to powiedziała. Podeszła do mnie i mocno mnie objęła.- Dobra mamuśka, idź zakładaj kontakty, szykuj się, a ja poustawiam sprzęt jak należy. Zaczynamy operację wyciągnąć Sabaku z bagna.
-Dobrze, Marie. Idę. I pamiętaj, musisz mi donosić o każdym kroku Ryu i Naokiego. Ten plan musi być dopięty na ostatni guzik Nie ma w nim miejsca na pomyłki, bo każda może kosztować zbyt wiele.
-Wiem. I powiem ci, że rola podwójnej agentki zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Będę Tokijską Czarną Wdową!- Marie aż zatańczyła w miejscu, a ja znowu zaczęłam się śmiać, a potem mocno zacisnęłam pięści, gotowa do działania.


Moi kochani czytelnicy! 
Jak widzicie, długo przetrzymałam Was z nowym rozdziałem.. Niestety, ale jest to spowodowane obowiązkami jakie spadły na mnie w ostatnim miesiącu. Zwłaszcza uczelnia dała mi się we znaki, ale po rozładowaniu największej ilości egzaminów, jakoś dałam radę. Nowego rozdziału możecie mam nadzieję spodziewać się szybciej, jednak jeśli nie, pojawi się on pewnie dopiero pod koniec czerwca. Mam zaplanowanych około 8-10 rozdziałów, które zakończą historię. Będą na pewno dłuższe niż ten. 
Serdeczne pozdrowienia!
Sara

Komentarze

  1. Kochana czekam niecierpliwie na kolejną część ❤ Codziennie zaglądam sprawdzać czy dodałas moze coś nowego ❤
    ~Dominika

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8