Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Kiedy dwa tygodnie później zaczęliśmy nagrywanie demo naszej piosenki, jak na złość złapałam silne przeziębienie. Mój głos całkiem odmówił posłuszeństwa, a kaszel i katar utrudniały spanie w nocy. Itachi razem z Sakurą dbali o mnie starając się, aby jak najszybciej wróciła do zdrowia.
-Nie możesz jeszcze śpiewać! Rozumiem, że wściekasz się na siebie, że złapałaś przeziębienie, ale do końca przyjmowania zgłoszeń zostały jeszcze dwa tygodnie. Na pewno wyzdrowiejesz do tego czasu, przestań się przejmować.-Sakura siedziała obok mnie i zajadała popcorn oglądając jedną z dennych brazylijskich telenoweli.
-A co będzie, jeśli nie uda nam się nagrać tego demo? Czuję się jak jeden wielki worek smarków. Dlaczego po złości musiałam rozchorować się akurat teraz?-warknęłam i wydmuchałam nos, a potem niemal od razu opadłam w poduszki.-Nie chcę rozczarować Itachiego i reszty chłopaków.
-Nie rozczarujesz ich. Zaufaj mi, że Itachi bardziej martwi się o twój stan niż o to, czy dacie rade nagrać demo. Jeśli nie w tym konkursie, spróbujecie w innym i tyle. Zacznij w końcu martwić się o siebie, a nie o innych. Nad tym zdecydowanie powinnaś popracować.
            Po tygodniu udało mi się wyjść z choroby, jednak mój głos pozostawiał wiele do życzenia. Lekarz zalecił mi, abym go nie przeciążała, a wręcz zniechęcał do śpiewania przez kilka najbliższych tygodni. Wsiadając z Itachim do auta miałam łzy w oczach.
-Przepraszam.-wydukałam tylko i spojrzałam na swoje dłonie.
-Za co?-zdziwiony zmarszczył brwi.
-Za to, że przez to przeziębienie nie zdążymy wysłać piosenki na konkurs.-mój głos drżał. Miałam ochotę płakać jak małe dziecko.
-Nic się nie stało. Kiedy się rozchorowałaś rozmawiałem z chłopakami. Zaufaj mi, że dla nas wszystkich ważniejsze jest twoje zdrowie, niż jakiś głupi konkurs. Skoro lekarz zabronił ci śpiewać dla dobra głosu, po prostu masz nie śpiewać. Jakbyś nie zauważyła i tak wolimy poświęcać czas wam, niż na próby.
-Ale Sasuke...
-Sasuke, to Sasuke. Na pewno będzie się bardzo cieszył z tego, że nie weźmiesz udziału w konkursie, bo dzięki temu ma przynajmniej szansę na zwycięstwo. Naprawdę nie przejmuj się tym wszystkim. Najważniejsze jest to, abyś odzyskała pełnię zdrowia.
Kiedy wytłumaczyłam wszystkim zebranym w garażu o zarządzeniu lekarza nie wydawali się rozczarowani, ale po ich twarzach mogłam dostrzec, że liczyli na dobrą diagnozę.
-Cóż, spróbujemy w wiosennym konkursie. Szans będzie jeszcze wiele. Ważne, żeby nasza wokalistka poczuła się dobrze.-Deidara posłał mi szeroki uśmiech od ucha do ucha.
-Popieram cię. Mała, no cóż, wyszło jak wyszło. Nie mamy ci tego za złe. Lepiej, żebyś wydobrzała, niż miała występować i stracić głos.-poparł Sasori.
-Spodziewałam się krzyków i wyrzutów sumienia. Rozczarowaliście mnie.-udawałam zranioną, a wszyscy jak jeden mąż zaczęli się głośno śmiać.
            Z samego rana zeszłam po cichu do kuchni. Wchodząc do pomieszczenia o mało co się nie przewróciłam. W ostatniej chwili udało mi się nie stratować Shikamaru. W dodatku w pomieszczeniu znajdowała się reszta ekipy Sasuke.
-Jest siódma rano. Mam nadzieję, że macie dobry powód, żeby tu być.-mruknęłam i owinęłam się ramionami. Wśród tylu osób, stojąc jedynie w krótkich spodenkach i koszulce na ramiączkach, czułam się goła.
-Jedno słowo: Sasuke. Przez to, że eliminacje kończą się za kilka dni szaleje. Za chwilę idziemy do garażu nagrywać nasz kawałek.-uśmiechnął się Naruto.
            Rozejrzałam się po zebranych, ale nigdzie nie zauważyłam mojego kuzyna.
-A gdzie sam zainteresowany?
-Poszedł do pokoju po laptop. Chce nam coś pokazać. Jak wam idzie nagrywanie kawałka?-blondyn był bardzo ciekawski.
-Nie bierzemy udziału w konkursie. Na zgłoszenie mamy ostatnie sześć dni, a ja przeszłam niedawno silne zapalenie gardła. Lekarz powiedział, że powinnam na kilka tygodni wstrzymać się od śpiewania, inaczej mogę stracić głos. Chłopcy to zrozumieli i ustaliliśmy, że wystąpimy kiedy indziej.-wzruszyłam ramionami i wyciągnęłam z szuflady pudełko z liśćmi zielonej herbaty. Wyciągnęłam kubek, nasypałam dwie łyżeczki i wstawiłam wodę.
-Sasuke będzie rozczarowany.
-Śmiem twierdzić, że raczej wściekły. Nie lubi, kiedy ktoś jest w czymś lepszy od niego.-powiedziałam od niechcenia.
-Tu ciężko się z tobą nie zgodzić, ale wbrew pozorom nie jest złym facetem. Bez przesady.-mruknął Shikamaru, a ja uniosłam jedną brew i spojrzałam na chłopaka.
-Porozmawiamy o tym, kiedy zapomnę o tym, jak mnie traktował. Wtedy rzeczywiście będę mogła powiedzieć, że jest dobrym chłopakiem. Nastąpi to zapewne nigdy, więc nie próbuj mi wmówić jaki jest mój kuzyn.
-Wszystko, co złe można zapomnieć i wybaczyć. Zależy od chęci.-przymknęłam powieki.
            Przed oczami stanął mi obraz taty. Stał nade mną z paskiem owiniętym wokół dłoni. Sprzączka błyszczała w świetle lampy. Ojciec stanął nade mną z furią w oczach. Jego źrenice były rozszerzone tak bardzo, że błękitna tęczówka ginęła w czerni, a białko było przekrwione. Jego przystojna twarz była wykrzywiona w okropnym grymasie, a z nosa powoli sączyła się krew. Wciągnął wtedy jakiś dziwny proszek, który jego kolega zachwalał jako nowość. 
-Chodź do mnie. Nie mów, że nie chcesz przytulić się do tatusia.-drżałam skulona w kącie, a tata powoli wyciągał rękę w moją stronę. Kiedy dotknął mojego ramienia ryknęłam płaczem, a on w furii mocno przyciągnął mnie do siebie, omal nie łamiąc mi ręki.-Zamknij ryj!!! W tej chwili masz się zamknąć!!!
-Puść mnie! Puść mnie! Puść mnie!-krzyczałam i próbowałam się wyrwać, ale ojciec był za silny. Uniósł rękę, a srebrna sprzączka przypominała płomień. Poczułam na ciele pierwsze uderzenie, tak silne, że przed oczami stanęły mi gwiazdy.
            Spojrzałam na swoje dłonie, które drżały. Mocno zacisnęłam palce w pięści i owinęłam się nimi wokół ramion. Odchrząknęłam wracając myślami z powrotem do domu w Tokio.
-Można wybaczyć. Nigdy zapomnieć.-mój głos przypominał skrzeczenie żaby. Poczułam nagłą potrzebę wyjścia na zewnątrz i zaczerpnięcia świeżego powietrza.
-O czym rozmawiacie?-głos Sasuke dochodzący od drzwi sprawił, że cała się spięłam. Pomimo tego, że nie wyzywał mnie i nie męczył od dłuższego czasu, nadal reagowałam na niego dość specyficznie.
-O wybaczeniu.-Naruto jak zwykle tryskał optymizmem. Uśmiechnęłam się pod nosem widząc to.
-A ty co tu robisz? Przyszłaś na próbę przed eliminacjami?-zapytał Sasuke i podszedł do mnie.
-Widzę, że Itachi nadal z tobą nie rozmawiał. Musimy się wycofać. Lekarz zabronił mi śpiewać przez kilka najbliższych tygodni. Inaczej mogę stracić głos. Tak więc nie zmierzymy się w konkursie.-powiedziałam i załapałam za kubek z parującą herbatą.
-Zabronił ci śpiewać?- zmarszczył brwi i podszedł do mnie.
-Niestety tak. Rozmawiałam już z chłopakami z mojego zespołu.
-Spróbuj coś zaśpiewać.-zaproponował Sasuke. Tym razem to ja zmarszczyłam brwi.
-Widzę, że bardzo ci zależy na tym, abym nie mogła śpiewać.
-Nie. Chcę po prostu sprawdzić, czy nagranie ledwo trzyminutowej piosenki będzie aż takim problemem.
-Posłuchaj mnie, to ja chodziłam do szkoły muzycznej i zajmowałam się nagrywaniem piosenek. Nie da się tego zrobić od razu perfekcyjnie, chyba, że jest się drugim Freddiem Mercurym. Ja nim nie jestem i nie będę ryzykować.-powiedziałam ostro.
-Nie chcesz nawet spróbować?-zapytał i uśmiechnął się do mnie.
-Nie. Nie muszę sobie niczego udowadniać. Znam swój głos. Dostał ostry wycisk w bardzo krótkim czasie i wcale się nie dziwię, że odmówił mi posłuszeństwa.-mruknęłam i znów napiłam się herbaty.- Zostawię was samych. Życzę owocnej pracy.

            Wyszłam na ogród, aby w spokoju wypić herbatę i pobyć w samotności. Ilekroć przymykałam powieki widziałam ojca, który opuszcza na mnie zaciśniętą w pięść rękę.
-Nie sądziłem, że kogoś tu spotkam.-podskoczyłam wylewając na nogi ciepły już napój. Zaklęłam pod nosem i odwróciłam głowę w stronę głosu.
            Moje serce zabiło szybciej, kiedy zobaczyłam Gaare. Opierał się o ścianę domu i palił.
-Długo tu siedzisz?-zapytałam wycierając herbatę koszulką.
-Widziałem jak wchodzisz do ogrodu i siadasz na leżaku, więc już jakąś chwilę.-powiedział i zaczął kierować się w moją stronę. Jego krok był pewny, ramiona luźne, głowa zadarta dość wysoko. Od razu można było stwierdzić, że chłopak nie ma problemów z kompleksami.
            Pod białą opiętą koszulka zauważyłam rysujące się mięśnie. Dopiero teraz tak naprawdę miałam okazję przyjrzeć się chłopakowi z bliska. Był wysoki, przystojny, dobrze zbudowany. W dodatku śpiewał w taki sposób, że na skórze pojawiały się ciarki. Doszłam do wniosku, że matka natura potraktowała go zbyt łaskawie.
            Usiadł na leżaku obok mnie, skrzyżował nogi, a jedną rękę założył za głowę. Promienie słońca tańczyły w jego włosach tworząc coś na imitację strzelających iskier. Miał bardzo nietypową urodę.
-Masz świetny głos.- powiedział nie patrząc na mnie. Poczułam, że moje policzki robią się czerwone. Zdawałam sobie sprawę z tego, że świetnie śpiewam, jednak nie spodziewałam się tego usłyszeć. Tym bardziej nie od kogoś, kto był w tym zdecydowanie lepszy ode mnie.
-Dzięki. Ja mogę powiedzieć to samo o twoim.
-Doskonale o tym wiem.-powiedział z rozbrajającym uśmiechem. Poczułam jak coś wywraca się w moim brzuchu. Musiałam zacisnąć uda, żeby pozbyć się tego uczucia.
-Grunt to być pewnym siebie. W sumie... Dlaczego nie jesteś z resztą na próbie? Chyba po to tu jesteście.-chłopak wyciągnął kolejnego papierosa i odpalił go.
-Cóż, jakby nie patrzeć nie gram w zespole. Robię za kolejnego służącego Sasa, a niezbyt mi to odpowiada. Jak mam siedzieć i gapić się bez powodu, wolę oglądać co innego.-spojrzał się na mnie, a jego niebieskie oczy zaczęły wesoło błyszczeć. Poczułam jak oblewa mnie rumieniec.
-Nie wiem, czy jestem dobrym kompanem do towarzystwa. Zapewne Sasuke powiedział ci z jakiej rodziny się wywodzę, i że odstaję od was.
-A co mnie obchodzi, co on gada? Raczej nie kieruję się jego zdaniem. Mam swój rozum.-wzruszył ramionami, a ja zmarszczyłam czoło.
-Albo nic jeszcze nie wiesz.-mruknęłam i podkurczyłam kolana pod brodę.
-Nic mi o sobie nie powiedziałaś, więc nie mam skąd wiedzieć. Skoro należysz do nieśmiałych, może zaczniemy od początku. Jestem Gaara Sabaku, mieszkam niedaleko was na ulicy Piaskowej.-zaśmiałam się.
-Oryginalnie. Trzeba przyznać, że twoi rodzice mają poczucie humoru.-uśmiechnęłam się do niego.
-Mieszkamy z wujkiem. Moi rodzice nie żyją.- po jego słowach poczułam się jeszcze bardziej czerwona niż chwilę temu.
-Prze... Przepraszam. Nie miałam pojęcia.- zawstydzona opuściłam wzrok i przygryzłam dolną wargę.
-Nie masz za co przepraszać. To było tak dawno temu, że nawet za bardzo o tym nie myślę. Mamy nie pamiętam, tatę już owszem. Zmarł kilka lat temu.- mówił o tym bardzo normalnie. Jak ktoś pogodzony z tym, co go spotkało.- Co z twoimi rodzicami?
-Kiedy wujek zabierał mnie od nich mama trafiła do ośrodka odwykowego. Nie mam pojęcia, co dzieje się z nią dzisiaj. Jeżeli chodzi o tatę w ogóle nie mam pojęcia co się z nim stało. Pewnie zaćpał się na śmierć.-mocniej objęłam kolana.
-Miałaś szczęście, że twój wujek cię odnalazł. Znam dużo takich rodzin, gdzie dzieci powielają błędy rodziców.-dokładnie go zlustrowałam. Nie wyglądał jak ktoś, kto kiedyś był ofiarą przemocy domowej.
-Nie wyglądasz jak ktoś, kto sam tego doświadczył.- pomyślałam na głos, a po chwili ugryzłam się w język.- Przepraszam, nie chcę być wścibska.
-Nie jesteś. A ja rzeczywiście nie jestem dzieckiem, które miało do czynienia z przemocą. Ojciec chował nas twardą ręką, ale nie używał siły. Pracował jako prokurator. Najczęściej zajmował się właśnie przemocą wobec dzieci. Często zabierał nas ze sobą na wezwania, żeby pokazać jakie życie mają naprawdę skrzywdzone dzieci. Uwierz, że przemówiło to do mnie dużo bardziej, niż pięści.
-Cóż, moi rodzice uważali, że pięści są najlepszym nauczycielem...-poczułam, że moje dłonie zaczynają drżeć. Pomimo tego, że nie chciałam o tym rozmawiać, nie mogłam przestać. Obecność tego chłopaka tak na mnie działała.- I masz rację. Miałam szczęście, że wujek mnie odnalazł. Inaczej zapewne dzisiaj nie moglibyśmy ze sobą rozmawiać... Nie wiem nawet, czy nadal bym żyła.
-Nie myśl o tym. Nie można zmienić przeszłości.-drgnęłam, kiedy to powiedział. Sama myślałam podobnie.
            Między nami zapadła cisza, którą po chwili przerwał dźwięk gitary elektrycznej, a po niej spięcie. Skurczyłam się o całą szyje.
-Najwidoczniej Sai nie za bardzo radzi sobie z tym sprzętem. Pójdę już. Miło się rozmawiało. Do zobaczenia.-uśmiechnął się i wstał, a potem poszedł do garażu.

            Siedząc na leżaku przysłuchiwałam się próbie mojego kuzyna. Musiałam przyznać, że szło im naprawdę dobrze. Głęboko odetchnęłam na myśl, że przeze mnie chłopcy nie będą mogli wziąć udziału w konkursie i poczułam się tak, jakby wielki ciężar spadł na moje barki.

            Na początku sierpnia siedzieliśmy w salonie. Oba zespoły razem. Oglądaliśmy najnowszą część Paranormal Activity. W momencie największego napięcia zadzwonił dzwonek do drzwi, a Deidara podskoczył niczym dziewczyna. Sasuke zaczął się podnosić, ale ja byłam szybsza.
-Ja pójdę.-powiedziałam, a potem zaczęłam przedzierać się przez ludzi siedzących na ziemi.

            W drzwiach stał kurier z dwoma dość dużymi kopertami.
-Dzień dobry. Przesyłka dla pani Sary Iregiro i pana Sasuke Uchiha.-zmarszczyłam czoło.
-Sara Iregiro, to ja. Pana Uchiha nie ma.
-Jest z nim pani spokrewniona?-kiwnęłam głową, a kurier dał mi do podpisania doręczenie przesyłki. Podpisałam i wzięłam do ręki dwie duże koperty.
            Po cichu weszłam do salonu i podeszłam do Sasuke.
-Przesyłka do ciebie.-mruknęłam i wręczyłam mu kopertę. Sama wróciłam na miejsce obok Saki i zaczęłam wpatrywać się w przesyłkę.
-Co to?-zapytała moja przyjaciółka i spojrzała mi przez ramię. Wzruszyłam ramionami w odpowiedzi i spojrzałam na Sasuke, który już otworzył kopertę. Wyciągnął z niej dość obszerny list. Wiedziona ciekawością zrobiłam to samo. Rozłożyłam kartkę i zaczęłam czytać.
Szanowna Pani Iregiro,
Z wielką radością pragniemy powiadomić Panią o zakwalifikowaniu się do krajowego konkursu młodych talentów. Razem z zespołem prosimy o nadesłanie potwierdzenia dołączonego do listu. Pragniemy również powiadomić o okolicznościach przyjęcia. Regulamin konkursu jasno mówił o zasadzie, że piosenka ma  być napisana i skomponowana osobiście. Pani nadesłała nam cover zespołu Evanescence, co zdecydowanie powinno zdyskwalifikować Panią i Pani zespół z eliminacji. Biorąc jednak pod uwagę list dołączony do nagrania, mówiący o tym, że przeszła pani silne zapalenie gardła i nie była w stanie nagrać własnej piosenki, wzięliśmy to pod uwagę i z wielką chęcią przesłuchaliśmy nadesłany materiał. Jury jednogłośnie stwierdziło, że niedopuszczenie Pani i Pani zespołu do konkursu byłoby wielką stratą. Mamy nadzieję zobaczyć panią w grudniu na finałowym występie.
Z poważaniem
Prezes Tokio Music Center,
Fujimaki Keita
            Przeczytałam list kilkakrotnie od deski do deski. Za każdym razem moje oczy robiły się coraz większe z niedowierzania i przerażenia. Konkurs! Konkurs muzyczny, przez który cały tydzień rozpaczałam. Przeszłam eliminacje...
-To chyba jakiś żart...-spojrzałam na Sakurę, która z dużą zmarszczką pomiędzy brwiami również czytała list. Zrobiłam się blada jak papier.
-Wszystko w porządku?-zapytał Itachi widząc moją twarz, a jego pytanie zwróciło uwagę większości osób w salonie.
            Na trzęsących się nogach podeszłam do niego i wręczyłam mu list. Ze zdenerwowania zaczęłam przygryzać kciuk. Itachi zaczął czytać, a kiedy skończył odetchnął głęboko i podał lis Deidarze. On sam z kolei podszedł do Sasuke.
-Masz tupet, żeby robić coś takiego.-powiedział spokojnie, a Sasuke spojrzał na niego wilkiem.
-Nie wiem, o co ci chodzi.
-O to, że w imieniu Sary wysłałeś zgłoszenie na konkurs. Właśnie dostała list z potwierdzeniem tego, że razem z zespołem zakwalifikowała się do finału.-Sasuke wyglądał na zdziwionego, a w salonie zapanowało poruszenie.
-Nie wiem, o co ci chodzi, ale to nie ja to zrobiłem. Ja dostałem list z odmową. Nie zakwalifikowaliśmy się. Z resztą nie wiem jakim cudem mogli was przyjąć, skoro nie nagraliście demo.- warknął poirytowany, a ja doszłam do wniosku, że znalazł kolejny powód do nienawidzenia mnie.
            Itachi podszedł do Deidary, który z szerokim uśmiechem wpatrywał się w świstek papieru. Mój kuzyn wziął go, a potem podał Sasuke. Ten przeczytał kartkę mnąc ją w palcach. Jego twarz była czerwona z wściekłości.
-A więc to tak? Nie zdyskwalifikowali was, ponieważ byłaby to ogromna strata dla konkursu. Nawet jeśli wasze zgłoszenie było niezgodne z regulaminem... Cóż, zostało mi jedynie pogratulować i tobie Itachi i tobie kuzyneczko. Co do nagrania, liczba osób, która mogła wysłać zgłoszenie zamyka się w liczbie osób znajdujących się w tym pokoju. Być może Sara sama to zrobiła, a teraz nie chce się do tego przyznać.
-Nic nie zrobiłam! Nie miałam pojęcia, że ktoś w ogóle nagrywa mój występ. Jestem zdziwiona tym listem równie mocno co wszyscy!-krzyknęłam wydzierając mu list z ręki. Czułam, że jestem czerwona ze zdenerwowania.
-Co zrobimy?-zapytał Itachi.
-Jak to co? Napiszemy do wytwórni, że odrzucamy ich propozycję. To byłoby nie fair wobec reszty przyjętych zespołów, żeby...
-To byłaby głupota.-wtrącił się Shikamaru. Wszyscy spojrzeliśmy się w jego stronę.- Mój ojciec współpracował kiedyś z Tokio Music Center. To prestiż na jaki mało osób może sobie pozwolić. Nigdy nie łamali regulaminu w sprawie tego konkursu, choć wiele osób próbowało wysyłać covery zamiast własnych utworów, ponieważ tylko wtedy wypadali korzystnie.
-Tym bardziej nie rozumiem, jakim cudem przyjęli zgłoszenie coveru zamiast oryginalnie nagranej piosenki.-mruknęłam, a chłopak szeroko się do mnie uśmiechnął.
-To chyba ty nie rozumiesz jak bardzo twój głos jest wyjątkowy, skoro twojemu coverowi udało się przekonać Jury do nagięcia regulaminu konkursu. Jesteś pierwszą osobą w historii wytwórni, której udało się tego dokonać. Odrzucenie ich propozycji będzie równoznaczne ze spoliczkowaniem samego prezesa.
            Stałam na środku salonu z szybko bijącym sercem i wyschniętym na wiór gardłem.
-Zdajesz sobie sprawę z tego, co się stanie, kiedy ta informacja ujrzy światło dzienne?-zapytałam ostro.
-Oprócz nas i samego Music Center nikt o tym nie wie.-zauważył Gaara, a ja szybko odwróciłam się w jego stronę.
-Czyli według ciebie przyjęcie oferty będzie w porządku, tak?-miałam dość nieprzyjemny ton, ale chłopak nie wydawał się tym przejmować.
-Tak. Skoro sam prezes zgodził się nagiąć regulamin jest to zdecydowanie jak najbardziej wskazane.-jęknęłam ciężko.
-Ja... Muszę się czegoś napić. Za chwilę wrócę.-mruknęłam i niczym strzała pobiegłam do kuchni.
            Opierałam się czołem o lodówkę trzymając w dłoni szklankę z wodą. Nie spodziewałam się takiej niespodzianki. Uważałam, że nie zasługiwałam na nią, choćby dlatego, że nie nagrałam własnej piosenki, tylko zaśpiewałam cudzą. Dostałam silnego bólu brzucha.
-Przejmujesz się tym wyróżnieniem co najmniej jak wyrokiem śmierci.-do kuchni wszedł Gaara. Trzymał między palcami nieodpalonego papierosa.
-Bez Shikamaru?
-Kłóci się z Sasuke. Za chwile na pewno do mnie dołączy.-otworzył okno i odpalił ogień. Bibułka i tytoń zajęły się z charakterystycznym dźwiękiem.- Chyba nie lubisz niespodzianek, co?
-Jako dziecko miałam ich aż nad to. Wiesz... Liczyłam na to, że tata zleje mnie pasem, a wybierał rzucanie o ściany.-powiedziałam sarkastycznie, a Gaara, skrzywił się.
-Twarda sztuka z ciebie. Choć niezbyt pewna swoich umiejętności. Kiedy śpiewasz masz diabła w oczach. Teraz wyglądasz jak nieśmiała panienka z klasztoru.- zarumieniłam się, a on podszedł do mnie. Sięgałam mu do szyi.
-Gdybym poszła do klasztoru ten przestałby istnieć w kilka miesięcy. A co do diabła w oczach, mam go nie tylko kiedy śpiewam.-powiedziałam, zanim ugryzłam się w język. Miałam ochotę trzepnąć się w czoło. Gaara uśmiechnął się do mnie z dzikim błyskiem w oku.
-Zechcesz zaprezentować mi jeszcze inne okoliczności?
-Cóż... szybka jazda samochodem, zabawa na imprezie, tańce...-zaczęłam wymieniać i szukać w pamięci momentów, kiedy Martin i Sakura często mówili mi, że zmieniam się nie do poznania.
-Seks.-powiedział Gaara, a ja nie kodując tego, co mówi, powtórzyłam.
-Seks.-dopiero kiedy powiedziałam to na głos dotarło do mnie, co właściwie wyszło z moich ust. Zrobiło mi się niesamowicie gorąco.-C... Co?
-Raczej nie udawaj, że nie. Nie wyglądasz na żelazną dziewicę.- wpatrywał się we mnie rozbawionym wzrokiem, a ja nie byłam w stanie wykrztusić z siebie słowa. On jedyny mnie przejrzał. Wszyscy twierdzili, że wyglądam jak aniołek o niewinnej twarzyczce.
-Uhm... Nie mam zamiaru udawać. Dziwi mnie, że to dostrzegłeś. Większość osób, która widzi mnie po raz pierwszy zawsze myli się w tym osądzie.
-Znam się na dziewczynach. Miałem ich już trochę.- z jego wyglądem wcale mu się nie dziwiłam.
-Och... No tak. Rozumiem, że zastosowałeś jakiś specjalny algorytm, gdzie podzieliłeś sposób chodzenia przez obwód mojego biustu i dodałeś do tego to, jak bawię się włosami, albo oblizuję usta. Obliczyłeś i wyszedł ci jakiś demon seksu, tak?-chłopak ryknął śmiechem widząc jak silę się na poważny ton, choć mnie samą bawiła ta rozmowa. Jak widać nie tylko mnie.
-Nie, ale twoja propozycja stworzenia takiego wzoru jest dużo ciekawsza niż mój sposób.- w ciemnej już kuchni błysnął jego biały uśmiech.
-Więc jaki jest twój sposób?-uniosłam jedną brew i wiedziona ciekawością podeszłam do niego i przyjrzałam jego twarzy.
-Mój? Widzę to w twoich oczach. Za tą maską nieśmiałości kryje się mały diabeł, który kiedy tylko ma okazję wychodzi z ciebie, a ty mu na to pozwalasz. Sądząc po tym, jak przygryzasz wargi, kiedy się nad czymś zastanawiasz stwierdzam, że często myślisz o czymś nieprzyzwoitym, a kiedy tylko czujesz jakiś zapach, który może kojarzyć się z namiętnością lekko garbisz plecy i zaciskasz uda, a na twojej skórze pojawiają się dreszcze. Podejrzewam, że kiedy chłopak dotyka twojej skóry reagujesz w taki sam sposób.- jego głos zabarwił się chrypą i obniżył o kilka tonów. Samo to wywołało na mojej skórze dreszcze. Delikatnie wyciągnął dłoń w moją stronę, a potem przejechał palcami po odkrytym ramieniu, wolno i dość zdecydowanie.
            Skóra jego palców była stwardniała i lekko szorstka. Poczułam charakterystyczne przewracanie się czegoś w żołądku, co niemal machinalnie spowodowało zaciśnięcie ud. Z kolei czując jego zapach przygryzłam wargi. Ten chłopak cały był jak seks. Mój oddech przyśpieszył, a podbrzusze zaczęło pulsować.
-Ciekawa teoria.- wychrypiałam. Czułam się tak, jakbym miała pustynię w ustach. Dopiero teraz dostrzegłam jak blisko siebie stoimy, a Gaara pochylał się nade mną w taki sposób, że jego gorący oddech muskał mój policzek. Miałam ochotę jęczeć i aby to powstrzymać przygryzłam wargi.
-Śmiem twierdzić, że prawdziwa.- dotknął palcami moich warg uwalniając je z uścisku, a ja wstrzymałam oddech. Czułam bijące od niego gorąco. Zacisnęłam uda jeszcze mocniej, a pulsowanie w podbrzuszu stało się bolesne. Chłopak obrysował kciukiem moje usta. Czułam drżenie jego dłoni i zdałam sobie sprawę z tego, że nie tylko ja muszę czuć się tak nabuzowana. Jego twarz powoli zaczęła zbliżać się do mojej.
-Nie wiem co żeście zrobili, ale atmosfera w tej kuchni jest tak gorąca, że można by tu usmażyć jajko na kafelkach.- odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni i niemal w jednej chwili spojrzeliśmy w stronę drzwi.
-Shikamaru.- mój głos był tak zachrypnięty, że musiałam odchrząknąć, żeby powrócił do normalności.
-Spodziewałaś się Świętego Mikołaja?-zakpił, a ja spiorunowałam go wzrokiem.-No już, już. Widzę, że przyszedłem w nieodpowiednim momencie, ale chciałem cię poinformować, że Itachi cię szuka. Chcą z tobą porozmawiać o tym nieszczęsnym konkursie. Ja z kolei przyszedłem zapalić. Chociaż wydaje mi się, że mogłem przyjść później. Zastałbym na pewno dużo ciekawsze widoki.
-Skończ. To, że umawiasz się z moją siostrą wcale nie upoważnia cię do nabijania się ze mnie.-powiedział Gaara, choć wcale nie wydawał się zły.
-Wcale się nie nabijam. Zastanawiam się tylko jakim cudem w te kilka minut stworzyliście tu nastrój jak z Dirty Dancing.- przewróciłam oczami na jego słowa.
-Przepraszam, ale czas na mnie. Miłego dotleniania się.-mruknęłam i czym prędzej opuściłam kuchnię trzaskając drzwiami.
            Stojąc na korytarzu opierałam się o ścianę. Pierwszy raz w życiu czułam tak silne podniecenie do kogoś, kogo ledwo znałam. Nadal czułam pulsowanie w podbrzuszu, ale nie było ono aż tak nieprzyjemne jak w kuchni.
-Boże, co to za facet? On nie ma prawa istnieć.-zirytowana przeczesałam włosy palcami i kilka razy głęboko odetchnęłam. Nawet dotyk Martina nie działał na mnie w ten sposób. Ba! Martin nigdy nie podniecił mnie tak bardzo jak ten chłopak! Nigdy w tak krótkim czasie! Nigdy samym dotykiem i głosem.
            Zirytowana jeszcze bardziej niż chwilę temu podeszłam do lustra wiszącego na ścianie. Moje oczy błyszczały, źrenice były rozszerzone, wargi czerwone tak samo jak policzki. Tak wyglądałam wtedy, kiedy rzeczywiście miałam ochotę na, jak to określił Gaara, uwolnienie Diabła, którego miałam za uszami.
-Tu jesteś! Czekamy na ciebie! Shikamaru nie przekazał ci wiadomości?- zapytał Itachi, który wyszedł na korytarz, najprawdopodobniej w poszukiwaniu mnie.
-Przekazał. Po prostu... potrzebowałam jeszcze chwili żeby to przemyśleć.-mruknęłam, co wcale nie było prawdą. Miałam jednak nadzieję, że Itachi nie zauważy mojej nieszczerości.
-I jak? Podjęłaś już jakąś decyzję?

-Tak. Chodźmy do reszty. Będzie lepiej jeśli porozmawiamy wszyscy razem.-mój oficjalny ton sprawił, że Itachi zrobił bardzo niepewną minę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8