Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8

Tydzień po pamiętnym wydarzeniu na plaży Itachi razem z Sasuke zarządzili grilla. Ciocia i wujek wyjechali gdzieś na domki ze swoimi znajomymi, a nam pod opieką zostawili dom.
            Pomagając chłopcom przygotowywać jedzenie wygłupiałyśmy się z Sakurą do piosenek puszczonych z laptopa. Była tam cała playlista, którą razem przez lata tworzyłyśmy. Akurat darłyśmy się do Black Eyed Peas Pump It, oraz tańczyłyśmy krojąc sałatkę warzywną.
-Co tu się dzieje?-zapytał Shikamaru z uśmiechem na ustach, kiedy zobaczył mnie wywijającą biodrami z sałatą w ręku.
-Kurs gotowania dla uzdolnionych muzycznie. Przyszedłeś zapalić?-zapytałam, a on kiwnął głową i podszedł do okna otwierając je na oścież. Przy okazji położył na blacie paczkę z wołowymi kotletami do hamburgerów i żeberkami ociekającymi pikantną marynatą.- To wszystko dla ciebie?
-Oszalałaś? Zjem jednego kotleta i tyle mi wystarczy. Choji jest wiecznie nienajedzony. To dla niego. Podejrzewam, że Temari też coś ledwo skubnie i tyle będzie z jedzenia.
-Właśnie. Tydzień temu Gaara powiedział, że umawiasz się z jego siostrą. Nie miałam o tym pojęcia.-powiedziałam zabierając jego paczki z blatu i przekładając mięso na półmiski.
-Mało kto o tym wie. Temari jest starsza ode mnie o trzy lata, więc dla naszych znajomych wygląda to trochę dziwnie.
-Jakby dla ciebie to miało jakiekolwiek znaczenie.-od drzwi dobiegł znajomy głos, od którego dostałam dreszczy. Spojrzałam w stronę drzwi i zarumieniłam się jak głupia. Zaczęłam nienaturalnie szybko kroić warzywa rumieniąc się po same uszy.-Cześć dziewczyny.
-Cześć.-odpowiedziałyśmy chórkiem z Sakurą, a Gaara dołączył się do Shikamaru. Starałam się z całych sił ignorować jego obecność.
-Rozmawiałam wczoraj z Martinem. Powiedział, że bardzo za tobą tęskni i chce żebyś wróciła ze mną do Stanów.-powiedziała Sakura, a ja zdziwiona spojrzałam się na nią i przez nieuwagę pociągnęłam nożem po palcu. Zaklęłam głośno i wyrzuciłam nóż z ręki. Po mojej ręce zaczęła spływać krew.- Wszystko dobrze?
-Tak. To tylko skaleczenie, nic wielkiego.-mruknęłam i włożyłam skaleczony palec pod wodę. Zaczęłam szukać po szafkach jakichkolwiek materiałów opatrunkowych, ale ciocia nic takiego nie miała.-Sakura, przynieś mi proszę z łazienki apteczkę. Potrzebuję gazików i plastra.-moja przyjaciółka bez słowa wyszła z pomieszczenia.
-Rozstałaś się z tym chłopakiem w wielkiej awanturze, że tak zareagowałaś?-zapytał Shikamaru i zrobił mi prowizoryczny opatrunek z chusteczki higienicznej. Podziękowałam mu bladym uśmiechem.
-Z Martinem? Nie. Rozeszliśmy się w zgodzie. Co prawda on chciał kontynuować nasz związek, ale uzmysłowiłam mu, że odległość między Japonią, a USA jest dość duża. Myślałam, że nasz związek to zamknięty temat.
-Może dla ciebie, nie dla niego.-czułam się niezręcznie rozmawiając o tym w towarzystwie Gaary, ale uznałam, że nie robię nic niewłaściwego.
-Mieliśmy fajny związek, ale się skończył. Ja nic od niego nie oczekuję. Został sentyment i tyle.-wzruszyłam ramionami, a wtedy Sakura wkroczyła do łazienki razem z bladym Itachim za plecami.
-Wszystko w porządku? Jak twój palec?-zaczęłam się głośno śmiać widząc jakie zamieszanie wywołała jedna mała rana.

            Siedząc w ogródku pod parasolami czuliśmy się co najmniej jak na luksusowych wakacjach. Każde z nas jadło do oporu, chłopcy pili piwo, które kupił Itachi. Kiedy mnie poczęstował pokręciłam głową i podziękowałam. Nienawidziłam alkoholu, już sam jego zapach wywoływał silne wspomnienia.
            Śmiejąc się usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Itachi poszedł otworzyć, a ja korzystając z okazji wymknęłam się do kuchni, żeby dorobić sałatki. Omal się nie przewróciłam, kiedy zobaczyłam Gaare grzebiącego w lodówce. Nawet nie zakodowałam, że wychodził z ogrodu.
-Boże!-krzyknęłam i złapałam się za serce.
-To tylko ja. Przyszedłem po piwo.-pomachał mi czerwoną puszką w ręku, a ja się uśmiechnęłam.
-A ja przyszłam dorobić sałatki.-kiedy wystawił na blat dwanaście piw zrobił mi miejsce. Szybko wyjęłam potrzebne składniki, umyłam je, a potem zaczęłam kroić. Gaara ociągając się z wyjściem postanowiła zapalić.-Bez problemu możesz to robić w ogrodzie.
-Przeszkadza ci moja obecność?-zapytał i podszedł do mnie żeby sprawdzić, co robię. Zabrał kawałek pokrojonego bakłażana, a potem go zjadł.-Bleee. Co to?
-Bakłażan. Też go nie lubię, ale moja przyjaciółka za nim przepada. Robię małą miseczkę specjalnie dla niej.- powstrzymywałam śmiech, krojąc kolejny plaster. Gaara otworzył piwo i patrząc przez okno zaczął je pić.
-Chcesz trochę?-zapytał pokazując mi puszkę. Skrzywiłam się.
-Nie przepadam za alkoholem.-wzruszyłam ramionami nie przerywając krojenia.
-Dzieciństwo?-zapytał, a ja kiwnęłam głową. Stanął za moimi plecami, a ja poczułam ciepło bijące od jego skóry. Pachniał gryzącym dymem, ale również jakimiś dobrymi markowymi perfumami.- Piłaś kiedyś alkohol?
-Raz. Martin dał mi spróbować słabego drinka. Kiedy poczułam smak alkoholu aż zrobiło mi się niedobrze. Piwa nawet nie ruszałam. Mój tata je lubił.
-Zaufaj mi, że to jedno z lepszych jakie piłem.-odetchnęłam głęboko widząc jego błyszczące z rozbawienia oczy. Odłożyłam nóż na blat i wyciągnęłam rękę po puszkę. Gaara podał mi ją, a ja wzięłam mały, bardzo mały łyk. Bąbelki zapiekły mnie w język. Poczułam gorycz chmielu i wzdrygnęłam się.
-Jak smakowało jedno z gorszych?-mruknęłam i zacmokałam kilka razy chcąc pozbyć się cierpkiego smaku z języka.
-Tego się tak nie pije.
-A jak?-zapytałam, a on wziął niedużego łyka i podszedł do mnie.
            Bez żadnego ostrzeżenia złapał moją twarz i przyciągnął do swojej. Poczułam chłodne piwo spływające do moich ust. Jęknęłam odruchowo przesuwając palce w jego włosy, on mocno objął mnie w pasie i posadził na blacie. Przełknęłam gorzki płyn i spróbowałam nabrać powietrza szerzej otwierając usta. Gaara bez ostrzeżenia wsunął język do mojej buzi, ja poczułam galopujące w piersi serce.
-Właśnie tak.-mruknął rozbawiony i lekko przejechał językiem po moich ustach zlizując resztki piwa. Jego głos był zabarwiony chrypą. Siedziałam zdezorientowana na blacie, czując słodycz pocałunku i gorycz piwa na wargach. Myślałam, że za chwilę zemdleję.-Teraz zdecydowanie jest to najlepsze piwo jakie piłem.
            Wyszedł zostawiając mnie samą. Na miękkich nogach podeszłam do blatu i dokończyłam krojenie sałatki. Biorąc miskę do ręki zaczęłam iść do ogrodu.

            Stając w drzwiach balkonowych o mały włos nie padłam na zawał.
-Sara!!!-głos Martina poniósł się echem po ogrodzie, a ja wpatrywałam się w swojego byłego chłopaka z wielkim niedowierzaniem i szokiem.
-Martin?-ledwo wydukałam odzyskując panowanie nad sobą. Zaczęłam rozglądać się po terenie próbując znaleźć ukryte w zielsku kamery. Mój były podszedł do mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Od razu było widać, że spędzał wakacje w rodzinnym Los Angeles. Był opalony, a jego i tak zawsze jasne włosy były niemal białe od słońca.
-We własnej osobie. Przyjechałem cię odwiedzić i poznać twoje rodzinne miasto.
-Myślałam, że zacząłeś już nowy rok akademicki.Yale szybciej zaczyna semestr.-mruknęłam odstawiając miskę na stół, a wtedy chłopak porwał mnie w niedźwiedzi uścisk. W Ameryce większość koleżanek zazdrościła mi takiego chłopaka. Był wysoki, przystojny i dobrze zbudowany. Należał do studenckiej drużyny footballu i miał typową urodę chłopca z Zachodniego Wybrzeża.
-Dla moich wykładowców to nie była żadna różnica. Dobrze wiesz, że nie mam problemów z nauką. Nadrobię zaległości w kilka dni.
-Czekaj. Słuchajcie, to jest Martin. Mój były chłopak, z którym spotykałam się będąc w Ameryce. Aktualnie... kumpel. Martin poznaj proszę, to są moi kuzyni oraz ich ekipy. Itachi to ten starszy kuzyn, a ten blondyn Deidara i wiewióra Sasori to perkusista i basista w jego zespole. Przy okazji ten okolczykowany chłopak to Pain, klawisze. Dalej masz Sasuke i większa część osób należy do jego towarzystwa. Po kolei Shikamaru, Naruto, Choji, Ino, Kiba, Kankuro, Temari, Gaara, Sai. Za niedługo dojdzie jeszcze kilka osób.
-Zaczęłaś dogadywać się z Sasuke? Widzę, że dwa miesiące to jednak bardzo długi kawał czasu.
-Jak widzisz. Przy okazji Itachi i jego zespół przyjęli mnie do siebie jako wokalistkę. Śpiewam u nich.-Martin szeroko otworzył oczy ze zdziwienia.
-Po tym, jak Amanda prawie cię nie zabiła nadal chcesz śpiewać?-zrobiłam się sztywna jak kij, kiedy to powiedział. Przed oczami stanęła mi najbardziej wredna dziewczyna. Dopadła mnie w szatni po zajęciach tańca i próbowała utopić za to, że wygrałam kolejny konkurs z rzędu, który to jej się marzył.
-Tak, nadal chcę śpiewać.
-Zaraz, jak to zabić? O czymś nie wiemy?-zapytał nagle Itachi bardzo czujny na naszą rozmowę.
-To było rok temu. Sara zgarnęła główną nagrodę w konkursie. Amanda, najbardziej wredna suka z całej szkoły dopadła ją w szatni i próbowała utopić. Wpychała jej głowę do wiadra, a dwie jej przydupaski pilnowały, aby nikt jej nie przeszkodził. Na całe szczęście pani trener usłyszała podejrzane hałasy i weszła do szatni innym wejściem. Amanda została wyrzucona ze szkoły razem ze swoimi przyjaciółeczkami. Znajduje się w poprawczaku i ma kuratora do czasu, aż skończy dwadzieścia jeden lat.
-Ktoś chciał cię zabić?! Czemu moi rodzice nic o tym nie wiedzą?-krzyknął Itachi.
-Żeby to raz ktoś tego próbował.-miałam ochotę udusić Sakurę gołymi rękami.
-Słucham dalej. Widzę, że życie a Ameryce było świetnym pretekstem do okłamywania nas.
-Nie okłamywałam was! Po prostu nie chciałam martwić, jest różnica!-krzyknęłam.
-Sakura, powiedz o czymś jeszcze.- Sasuke również wydawał się wściekły.
-O rany... Raz jedna dziewczyna po złości podpaliła Sarze sweter. Cudem obeszło się bez obrażeń. Później niby przypadkiem jedna z przyjaciółek Amandy wjechała w Sarę autem, obeszło się na lekkim potłuczeniu. Najgorszy wypadek zdarzył się na basenie, kiedy Tish popchnęła ją, a Sara poślizgnęła się na mokrych kafelkach i uderzyła głową w kant basenu. Pamiętam przerażenie w oczach tej idiotki, kiedy woda zaczęła mieszać się z krwią, a Sara się nie budziła. Wstrząs mózgu, miesiąc z życia wyjęty na odpoczywaniu i dochodzeniu do siebie... Rany była tego masa. Niby niechcący ktoś popchnął ją na schodach z taki sposób, że tylko giętkie ciało ratowało ją od kontuzji, to na imprezie zawsze ktoś się do niej doczepiał. To ktoś dolała jej do wody jakiś specyfik powodujący obniżenie głosu, a to ktoś niszczył jej ubrania do konkursów.
-Po prostu życie pod tytułem: "Nienawidzimy cię suko".-wzruszyłam ramionami. Widziałam jak wszyscy przyglądają mi się szeroko otwartymi oczami.
-Traktujesz to chyba jako zabawę, co?-zapytał Sasuke i podszedł do mnie.
-Sasuke, powiedziałam, że nic gorszego niż moje dzieciństwo z rodzicami ćpunami nie może mnie spotkać. Naprawdę, szkoła i to co się tam działo było przy tym pikusiem. Poza tym zemściłam się w piękny sposób w odpowiednim momencie.-uśmiechnęłam się szeroko z dzikim błyskiem.
-Aż się boję zapytać, co zrobiłaś...-Gaara uśmiechnął się szeroko, a ja odwróciłam w jego stronę.
-Plusem bycia zawsze trzeźwym jest to, że oglądasz pijanych ludzi. Wszystkie suki, które kiedykolwiek mnie gnębiły dostały za swoje na tegorocznym rozdaniu dyplomów. Jako szczególnie zasłużona w konkursach, dostałam przywilej rozdawania ich. Na slajdzie zrobiłam piękną mozaikę z kompromitujących zdjęć moich kochanych koleżanek, kiedy na przykład rzygają w krzakach, całują się z jakimś okropnym kolesiem, leżą nieprzytomne na podłodze. Zaufaj mi, że wszystkie wyszły z płaczem z auli nawet nie podchodząc po dyplomy.
-Jesteś małym potworem.-skwitował Gaara, a ja posłałam mu najbardziej promienny uśmiech jaki miałam.
-Wiem. Wyrachowana zimna suka ze mnie.
-Nieprawda. Jesteś najmilszą osobą, jaką znam.-powiedział Martin, a ja zauważyłam w jego oczach oddanie dla mojej osoby. Westchnęłam.
            Kiedy pod wieczór wszyscy zaczęli się zbierać modliłam się o to, aby Martin również sobie poszedł. Ociągał się w wyjściem jak żółw, ale po jakimś czasie odpuścił. Widział, że nie mam ochoty na towarzystwo.
-To do zobaczenia jutro. Cieszę się, że mogłem znowu cię zobaczyć.-powiedział i nachylił się, żeby mnie pocałować. Szybko odwróciłam głowę i poczułam mokry pocałunek na policzku.
-Ja też się cieszę. Do zobaczenia.-mruknęłam i zamknęłam za nim drzwi. Weszłam do kuchni chcąc posprzątać.
-Widzę, że szybko wywołałaś wilka z lasu. Co teraz zrobisz?-zapytała Sakura, która wstawiała naczynia do zmywarki.
-Jak to co zrobię?-zmarszczyłam czoło na jej dziwne pytanie i podeszłam do niej. Zaczęłam podawać jej naczynia, dzięki czemu robota szła nam dużo szybciej.
-Z Martinem. Traktowałaś go tak, jakby co najmniej był twoim bratem, a nie kolesiem, z którym kiedyś byłaś. Najwidoczniej na twoje zmysły działa zupełnie kto inny. Pan ciasteczko wyszedł z domu z wielkim uśmiechem na ustach. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie dorwał cię na blacie w kuchni, kiedy szykowałaś sałatkę.-zarumieniłam się na słowa mojej przyjaciółki.
-Dał mi piwo do spróbowania. Jako szklanki użył swoich ust. Przyznam ci, że chyba nigdy lepszego trunku nie piłam.
-Dlatego pytam, co masz zamiar zrobić z Martinem. Kiedy chwilę z nim rozmawiałam mówił, że chce starać się o stypendium za granicą. Zgadnij jaki kraj sobie wybrał?
-Chyba żartujesz, że... Przecież skończyłam z nim przed powrotem do domu!- warknęłam zirytowana.
-Najwidoczniej on nie skończył z tobą. Jeśli masz braki związane z seksem, korzystaj. Martin na pewno nie będzie miał nic przeciwko, a to jak na razie twój jedyny facet. Na pewno będziesz czuć się komfortowo. Z kolei jeśli chodzi o pana ciasteczko wydawał się bardzo niezadowolony z faktu, że twój ex jest tutaj.
-Rany Sakura, całowałam się z nim raptem dwa razy w życiu. To zupełnie co innego niż z Martinem.
-Omal nie kochałaś się z tym całowałam się dwa razy w życiu. Gdyby nie Shimamaru wątpię, że coś by was od tego odwiodło. Dlatego zastanawiam się, co zrobisz z Martinem.
-Rany! Co zrobię? Co zrobię? Nic. Martin to mój były. Nie chcę robić mu jakichkolwiek niepotrzebnych nadziei na to, że może coś z nas jeszcze być. A co do Gaary, nie mam pojęcia jak dalej rozwinie się nasza znajomość. Nie chcę przewidywać przyszłości.-mruknęłam strzepując z rąk wodę.
-Sasuke zaprosił mnie na randkę.-powiedziała, a ja westchnęłam.
-Jesteś dorosła. Jeśli chcesz umów się z nim.
-To twój kuzyn. W dodatku traktował cię tak okropnie...
-Sakura. To jest twoje życie. Wiem, że mój kuzyn ci się podoba. Nie widzę absolutnie żadnego problemu w tym, żebyś się z nim umówiła. Nie wiem czy się zmienił, ale na pewno stara się nie być tak okropnym dupkiem, jak kiedyś. Idź. Sas ma trochę nie po kolei w głowie, więc może się okazać, że była to najlepsza randka w twoim życiu. Jednak jeśli tylko powie coś, przez co poczujesz się dotknięta, przysięgam, że porażę go gromem.- zaczęłyśmy śmiać się tak głośno, że musiał nas słyszeć cały dom.

            Dwa dni później poszliśmy całą paczką na film do kina. Żeby było sprawiedliwie losowaliśmy miejsca obok kogo będziemy siedzieć. Na moje szczęście Martin wylosował miejsce obok Saia i Kankuro, mi trafiło się miejsce z samego brzegu, a zaraz obok mnie wylądował pan ciasteczko. Zajęłam swoje miejsce i założyłam nogę na nogę, a ręce splotłam na piersi. W kinie było dość chłodno.
-Wszystko ok?- zapytał Gaara i podał mi opakowanie z popcornem.
-Jasne. Po prostu trochę tu chłodno. Żałuję, że nie ubrałam długich spodni.- mruknęłam nasuwając rękawy kardigana na dłonie. Gaara zmierzył mnie leniwym wzrokiem.
-Mi się tam podoba.-poczułam rumieniec wstępujący na twarz.
-Ja nie mówię, że mi się nie podoba. Doskonale wiem, że moje nogi wyglądają świetnie w szortach. Chodzi mi raczej o to, że tu nie jest za ciepło.-mruknęłam, a Gaara uśmiechnął się do mnie. Nachylił się nade mną.
-Znam bardzo skuteczny sposób, żeby cię rozgrzać. Daj mi dosłownie pół minuty. Nawet nie. Dziesięć sekund.-głośno odetchnęłam widząc jak ciemnieją mu oczy.
-Nie. Są tu nasi znajomi i mój były facet. Nie będę aż tak bezczelna.-na moje słowa Gaara spochmurniał. Wyprostował się jak struna i ignorował mnie aż do rozpoczęcia seansu.

            Nie miałam pojęcia, że film będzie horrorem. Sam tytuł tego w żaden sposób nie zapowiadał. Kiedy na ekranie rozgrywała się scena, kiedy demon rzuca chłopakiem o ścianę, mocno zacisnęłam pięści i zaczęłam szybciej oddychać.
-To tylko film. Jeśli źle się czujesz możemy wyjść na zewnątrz.- Gaara chyba zrozumiał dlaczego ta scena niezbyt przypadła mi do gustu. Kiwnęłam głową, a my bardzo powoli, tak żeby nie zwracać uwagi reszty naszych znajomych wyszliśmy z sali.

            Dopiero kiedy znalazłam się na powietrzu zaczęłam się rozluźniać.
-Chodź. Tam jest park, będzie zdecydowanie ciszej.-złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę zadrzewionego terenu za budynkiem kina.
            Musiałam przyznać, że park nie był duży, ale na pewno przyjemny. Wysoki parkan pochłaniał hałas z ulicy, a kwitnące krzewy i sztuczny staw nadawały miejscu uroku.
-Ładnie tutaj.-skwitowałam.
-Tata często nas tu zabierał. Mama uwielbiała to miejsce.-powiedział i zabrał mnie nad stawek. Usiedliśmy na betonowym wzmocnieniu.
-Trzeba przyznać, że miała gust.-uśmiechnęłam się i zaczęłam wpatrywać w wodę. Po powierzchni pływały kaczki i łabędzie.
-Dlaczego tak nerwowo reagujesz na tego typu momenty nawet na filmie.
-Kiedy byłam mała tata często łapał mnie za ramiona i rzucał mną po ścianach. Czasami, kiedy był naprawdę agresywny potrafił przyciskać mnie do ściany i dusić... Mam odruch napinania się, kiedy ktoś niespodziewanie złapie mnie za ramię, a ja nie wiem, że za mną stoi. To przez matkę. Kiedy nie była naćpana do nieprzytomności robiła tak, a po chwili wpadała w furię i biła mnie, aż słaniałam się na nogach. Jak widzisz jestem zdrowo popieprzona.-oparłam brodę na kolanach i wpatrywałam się w migoczące na wodzie światła Tokio.
-Każdy ma swoje demony. Nie ty jesteś popieprzona, popieprzeni byli twoi rodzice.
-Tak, ale... Martin miał czasem problem z moim zachowaniem.
-Biłaś go?- zapytał, jakby rozbawiony.
-Słucham? Co ty. Po prostu czasami jestem nieprzewidywalna. Raz...-zaschło mi w ustach.
-Coś ci zrobił?-jego ton zrobił się ostry.
-Raz... Chciał urozmaicić nasze współżycie. Nie wiedział i tak naprawdę do tej pory nie wie o chyba 90% krzywd jakie spotkały mnie ze strony rodziców. Próbował chyba odegrać coś z dennego porno, albo nie wiem co, ale zawiązał mi oczy i czymś uderzył. Nie spodziewałam się tego, myślałam, że chodzi mu o jakąś niespodziankę. Nawrzeszczałam na niego, wpadłam w histerię i nie odzywałam chyba przez dwa miesiące. Dopiero po tym wydarzeniu przyznałam mu się do tego, że jako dziecko byłam ofiarą przemocy domowej. I tak nigdy już nie było tak samo. Miałam wrażenie, że dla Martina byłam zupełnie kimś innym niż wcześniej. Kimś...
-Niedorobionym?-zapytał, a ja niepewnie kiwnęłam głową.
-Na szczęście było to chwilę przed powrotem do Japonii. Myślę, że dobrze się stało. On pochodzi z bogatej, dobrze sytuowanej rodziny. Ja jestem nieślubnym dzieckiem pary ćpunów. Żyjemy jako dwie zupełnie różne osoby. On nigdy nie był w stanie zrozumieć mojej zadziorności, choć bardzo mu się podobała. Prawdę mówiąc pomimo trzech lat związku, Martin chyba nigdy mnie nie poznał.
-Albo nie chciał poznać.-spojrzałam się na Gaare i zmarszczyłam brwi.
-Powiedziałabym, że raczej widział to, co sam chciał zobaczyć.
-Zastanawiam się... Czy rzeczywiście jesteś tak odważna w niektórych kwestiach, czy to tylko pozory. Dziwna powierzchowność, którą starasz się otaczać.
-Jestem odważna. Często zakrawa to wręcz na głupotę, ale przez doświadczenie wiem, że jeżeli nie ryzykuje się czegoś w swoim życiu, nigdy tak naprawdę do końca się nie żyje. Mam granice, których nie przekroczę, ale jestem otwarta na nowe doświadczenia.-uśmiechnęłam się.
-Fajne podejście do filozofii życia.
-Nic nie mów o filozofii, błagam. Musiałam kuć filozofię szkoły Platońskiej od dechy do dechy. Nigdy więcej!-wydałam z siebie dźwięk jak męczennik i założyłam ręce na głowę. Gaara ryknął śmiechem tak donośnym, że ptaki z pobliskiego drzewa poderwały się do lotu.

            Siedząc na betonie i przeskakując z tematu na temat, nagle rozdzwonił się mój telefon. Odebrałam.
-Gdzie jesteś? Albo raczej zapytam gdzie jesteście?- głos Sasuke był bez emocji, jak niemal zawsze.
-Źle się poczułam. Gaara zabrał mnie na powietrze. Będziemy za pięć minut.-mruknęłam i rozłączyłam się. Wstałam z ziemi i otrzepałam z paprochów.- Moja ochrona boi się, że będziesz próbował wykorzystać tak niewinną istotę, jak ja.
-Słuchaj, w przyszłym tygodniu odbędzie się festiwal z okazji zakończenia wakacji. Będzie wata cukrowa i inne. Masz może ochotę pójść na niego ze mną?
-Ale w sensie... Randka?- Gaara uśmiechnął się pokazując wszystkie zęby.
-Dokładnie. Randka. Chociaż znając nasze szczęście jakieś radary będą za nami podążać.- zaśmiałam się wiedząc, że ma na myśli Shikamaru.
-Cóż, wydaje mi się, że nie jestem w tym czasie zajęta, więc z wielką chęcią.-przez chwilę wydawało mi się, że przez jego twarz przemknął cień ulgi.
-W takim razie chciałbym wziąć od ciebie numer telefonu.- bez czekania na jakąkolwiek odpowiedź wziął mój telefon do ręki i wklepał tam swój numer, a potem puścił strzałkę na swój telefon.
-Trzeba ci przyznać, że do cierpliwych nie należysz.-uśmiechnęłam się i odebrałam od niego swoją komórkę.
-Półtora miesiąca czekałem żeby zaprosić cię na randkę, a miesiąc, żeby cię pocałować. To się dopiero nazywa cierpliwość. Szczególnie w moim przypadku!- nie miałam pojęcia jak on to robił, ale w jego obecności byłam uśmiechnięta niemal przez cały czas.
-Czyżbyś należał do osób niecierpliwych? Przy okazji mam nadzieję, że opłacało się czekać.-poruszyłam brwiami w górę i w dół. Gaara podszedł do mnie tak blisko, że niemal stykaliśmy się ciałami.
-Z pocałunkiem czy z zaproszeniem na randkę?- pochylił się i założył mi pasmo włosów za ucho.
-I z tym i z tym.
-Z tym zaproszeniem na randkę mogło być ciężko na pierwszym spotkaniu, a co do pocałunku, powinienem był to zrobić już wcześniej. Kiedy siedzieliśmy sami w kuchni.- miał seksowną chrypę, kiedy położył dłoń na moim policzku. Odruchowo zamknęłam oczy.
            Pocałunek był spokojny. Jego wargi leniwie przesuwały się po moich, usta były gorące i miękkie. Palce powoli wsunęły się we włosy, a on mocniej przylgnął do mnie. Delikatnie musnęłam językiem jego usta, a on mruknął zadowolony. Odsunął się ode mnie, a jego oczy błyszczały, tęczówki pociemniały o kilka tonów.
-Lepiej już chodźmy. Wszyscy na nas czekają.

            Kiedy wróciliśmy do reszty Martin niemal od razu podbiegł do mnie i chwycił w objęcia. Poczułam się dość niezręcznie przypominając sobie, że chwilę wcześniej całowałam się z Gaarą.
-Wszystko dobrze? Co się stało? Sasuke mówił, że źle się poczułaś.-przyłożył mi rękę do czoła, a ja przewróciłam oczami.
-Wszystko dobrze. Po prostu niezbyt lubię... sceny przemocy.- mruknęłam i wzruszyłam ramionami odsuwając się od niego.Widziałam jak badawczo przygląda mi się Sakura.
-A, fakt. Bez przesady. I dlaczego poszłaś z nim?-Martin wskazał brodą na Gaare mierząc go zimnym spojrzeniem.
-To chyba nie jest zabronione?-omal nie warknęłam, a Martin zdziwiony odsunął się kawałek.
-Nie. Jasne, że nie. Po prostu... martwiłem się.- miałam ochotę kląć widząc jego zbolałą minę.

            Leżąc z Sakurą w łóżku nie mogłam zasnąć. Przekręcałam się z boku na bok i co chwila głośno wzdychałam.
-Co jest?- zapytała, kiedy chyba po raz setny przekręcałam się na swoim miejscu.
-Myślę.-mruknęłam przecierając oczy.
-O Gaarze.-to nie było pytanie. Westchnęłam, a Sakura zapaliła lampkę po swojej stronie łóżka.
-Zaprosił mnie na randkę. Chce iść mną  na festiwal z okazji zakończenia lata.
-To super! Podejrzewam, że chciałaś się z nim umówić. Nie rozumiem dlaczego...
-Martin. Jakbyś nie zauważyła łazi za mną jak szczeniak, pomimo tego, że specjalnie trzymam go na dystans. Nie rozumiem, jak można być aż tak upartym w kwestii wchodzenia mi na głowę.
-Pogadaj z Martinem. Myślę, że jeśli dosadnie wytłumaczysz mu, że nic od niego nie chcesz, wróci do USA i w końcu dojdzie do siebie.
-Obawiam się, że tak łatwo to do niego nie dotrze. A ja zdecydowanie chcę spotkać się na tym festiwalu z Gaarą. Bez żadnych osób trzecich.
-W takim razie zajmę się Martinem. Poza tym nie musi nawet wiedzieć, że gdzieś wychodzisz. Wyłącz telefon i powiedz Sasuke i Itachiemu, że będziesz niedostępna przez jakiś czas, bo... idziesz gdzieś, gdzie zasięgu nie ma.
-Prościej będzie powiedzieć, że wychodzę i wrócę za kilka godzin. To nie są moje niańki. Nie będą za bardzo wnikać, gdzie zniknęłam.
-Jak chcesz. Mówię tylko, że absolutnie na sto procent powinnaś spotkać się z Gaarą. Na twoim miejscu nawet bym się nie zastanawiała. Jest boski.-szeroki uśmiech Sakury sprawił, że zaczęłam się głośno śmiać.
-Zaufaj mi, że kiedy zapytał od razu wiedziałam, że się zgodzę.-puściłam do niej oko i ułożyłam w wygodniej pozycji.
-To takie dziwne.
-Co jest dziwne?-zmarszczyłam czoło.
-Pierwszy raz widzę cię tak rozentuzjazmowaną. Nawet będąc trzy lata z Martinem nigdy tak żywo nie zareagowałaś na propozycję randki. Gaara zaprosił cię dopiero na pierwszą, a ty już jesteś w skowronkach.
-Może to dlatego, że Gaara jest... czymś dla mnie nowym. Mówiłam ci, że to przeciwieństwo Martina. Przynajmniej jak na razie.
-To zdecydowanie przeciwieństwo Martina. Wydaje się spokojny i dość niepozorny, ale ma w sobie coś... dzikiego, namiętnego. Aż zżera mnie od środka, żeby dowiedzieć się, jaki jest sam na sam. Mam nadzieję, że dobrze mi to streścisz.
-Wesoły. Przy nim ciągle się śmieję. Jest do bólu szczery i taki... życiowy. Nie boi się powiedzieć mi, że jestem wredna, czyli taka jaka naprawdę jestem. Martin zawsze bał się, że to wywoła kłótnie. Dzisiaj rozmawialiśmy o moim... problemie z przemocą. Nie zareagował tak jak Martin.
-Może sam kiedyś był bity?
-Nie. Jego tata był prokuratorem. Zajmował się przemocą w rodzinie i często zabierał i jego i jego rodzeństwo na wezwania. Gaara powiedział, że chciał im w ten sposób pokazać, jak nieszczęśliwe życie potrafią mieć dzieci.
-Jego mama na to pozwalała?!
-Nie żyje. Nie pamięta jej. Mieszkają z wujkiem. Chyba dlatego, jest taki, jaki jest. I dlatego moje dzieciństwo nie wzbudza w nim ani litości, ani... obrzydzenia. Boże, Sakura nie wiem! Wiem tylko, że jest fajny i chcę się z nim spotkać.
-Dlatego własnie mówię, że jesteś inna niż przy Martinie. Zupełnie tak, jakbyś w końcu znalazła kogoś równego sobie charakterem i temperamentem.
-Nie wiem. Aż tak dobrze go nie znam.-przetarłam twarz i ziewnęłam głośno.
-Właśnie po to chodzi się na randki. Żeby się poznać. Skoro ci to zaproponował, to znaczy, że on też chce cię lepiej poznać. Nie spieprz tego i przestań przejmować się Martinem. Oficjalnie i nieoficjalnie nie jesteście już razem. A teraz czas iść spać. Jutro czeka nas wyprawa w góry. Dobranoc.-powiedziała, a potem przerzuciła się na lewy bok. W tej pozycji najwygodniej było jej zasnąć.

-Dobranoc.-mruknęłam, a potem zamknęłam oczy. Miałam wrażenie, że nadal czuje na ustach pocałunek Gaary, którym obdarzył mnie w parku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11