Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 79


Kiedy dwa tygodnie później siedziałam na zapleczu i walczyłam z silnymi mdłościami, Yuri wpadła do pomieszczenia niczym burza.
-Tamiko, chodź! Mamy dzisiaj okropny ruch!- zaczął się październik, a co za tym szło, rok akademicki i życie studenckie. W naszym barze niemal od otwarcia nie było już wolnych stolików.
-Tak, już idę Yuri. Przepraszam. Dzisiaj na obiad zjadłam gotowe danie i czuję się okropnie.- mruknęłam, kiedy podparłam głowę na łokciu.
            Ciąża jak na złość zaczęła dawać mi się we znaki tak strasznie, że ukrywanie jej szło mi coraz gorzej. Często po kilku godzinach biegania po sali tak bardzo kręciło mi się w głowie, że musiałam podpierać się ścian, żeby nie zemdleć, a kiedy targały mną mdłości, ukrywałam się w toaletach dla klientów i wymiotowałam tak długo, aż ledwo stałam.
            Przez dwa tygodnie nie udało mi się dowiedzieć niczego. Byłam w takiej samej kropce jak w momencie, kiedy znalazłam się pod drzwiami klubu. Na moją prośbę Marie prześwietliła przyjaciela mojego szefa, który okazał się średniej klasy biznesmenem bez żadnych rys na koncie.
            Za pieniądze, które dostałam od szefa kupiłam sobie zwykłe ubrania z lumpeksu i udawałam, że wynajęłam mały obskurny pokój, w którym mieszkałam od pierwszego dnia szalonego planu. Do wyznaczonej rozprawy zostało trzy i pół tygodnia. Byłam przerażona brakiem postępów oraz tym, że tak naprawdę nie zapowiadało się na to, że mogłam je zdobyć. Kilka razy dzwoniłam do Marie niemal z histerią godną hollywoodzkiej aktorki i wyłam, że nie dam rady uratować mojego męża. Jednak po jakimś czasie i kliku ostrych słowach Marie, przywracałam się do ładu i składu i dalej obmyślałam swój jakże niedopracowany plan.
-Dobra, w takim razie idź wsadź sobie dwa palce do gardła i wyrzygaj jak kot, a potem zasuwaj na salę i pomóż nam. Dawno nie pamiętam tu takiego szaleństwa.- Yuri zniknęła za drzwiami, a ja głośno westchnęłam, kiedy zadrżałam od powstrzymywania wymiotów.
            Kilka dni później leżałam po ciężkiej nocy w łóżku i starałam się zasnąć, kiedy moje dziecko dawało mi znaki, że jedzenie, które jadłam nie za bardzo mu odpowiadało. Co chwilę musiałam wstawać do toalety, a po silnych atakach, wracałam do łóżka i walczyłam z płaczem spowodowanym własną głupotą. Kiedy nagle usłyszałam pukanie do drzwi, usiadłam na łóżku i zaczęłam nasłuchiwać. Nikt oprócz Marie nie wiedział gdzie mieszkam. Nikt. Ona z kolei była właśnie na wykładach i miała do mnie zadzwonić dopiero wieczorem żeby przekazać mi informacje z ostatniego spotkania ich trójki z moim mężem. Choć spodziewałam się, że nie dotyczyło to żadnego innego zagadnienia jak rozwód. Marie powiedziała mi, że Naoki pomógł Gaarze przygotować wniosek rozwodowy, o jakim marzy chyba każda kobieta, która wcześniej paliła gacie swojego męża na balkonie. Gaara zrzekł się dosłownie wszystkiego, co miał i co razem udało nam się zgromadzić od ponad trzech lat małżeństwa i zostawił to mi, włącznie z informacją o dowolnym rozdysponowaniu jego pieniędzmi, które miał na koncie. Wiedziałam, że i ja i mój mąż dzięki zabezpieczeniu jakie zrobili nam nasi najbliżsi jesteśmy hm... Bardzo zamożni, jednak nigdy w życiu nie przyszło by mi do głowy zabierać pieniądze, które należały do Gaary. Ściskało mnie na myśl za każdym razem, kiedy tylko przypominałam sobie jego słowa o zabezpieczeniu mnie na przyszłość, kiedy on widział siebie za kratami w celi.
            Po cichu podeszłam do drzwi, a kiedy w wizjerze dostrzegłam burzę różowych włosów poczułam szybkie bicie serca. Otworzyłam, a Sakura dosłownie wparowała do środka. Bez słowa podeszła do mnie i mocno przytuliła, a ja popłakałam się z radości, że po prawie trzech tygodniach mogłam ją zobaczyć.
-Skąd się tu wzięłaś? Przecież nie mówiłam ci gdzie mieszkam, tylko zadzwoniłam, że jestem bezpieczna.
-Marie mi powiedziała. Uległa, kiedy wpadłam w histerię z powodu zamartwiania się o ciebie i dziecko. Jak się czujesz? Marie mówiła, że kiepsko.- Sakura rozejrzała się po pokoju i zacmokała.- No cóż, Hilton to to nie jest, ale w porównaniu do akademików można powiedzieć, że to klasa na miarę Mercura. Ładnie się urządziłaś. Jak idzie śledztwo?
-Nijak. Minęły ponad dwa tygodnie od czasu kiedy zaczęłam pracę, a ja nie mam nic. Oprócz przekonania o tym, że moja główna podejrzana czyli Yuri po prostu jest dziwką.- Yuri nie sypiała (chyba) ze wszystkimi klientami naszego klubu, ale jej rytuał wyglądał zawsze tak samo. Kiedy zaczynała się nasza przerwa, a klienci byli zlani w trupa, szła przebrać się w mini i dekolty, a potem zalotnie uśmiechała się do każdego klienta. Jeśli któryś z nich był przystojny i wyglądał na lepiej sytuowanego, zalecała się tak długo, aż nie dostała od chłopaka hojnego napiwku. Kilka razy widziałam również jak po cichu dawała chłopakom karteczki najprawdopodobniej ze swoim adresem.- Tak wiem, że teraz kobiet nie nazywa się dziwkami, tylko wyzwolonymi spod łańcuchów cnoty i zniewieścienia, ale dla mnie ona po prostu jest dziwką. Od dwóch tygodni jak tu jestem rozdała karteczki ze swoim adresem czy tam numerem chyba z ośmiu klientom. Aż nie chce mi się wierzyć, że Gaara musiał posuwać się do zgwałcenia jej, skoro w mojej opinii ona byłaby bardziej chętna niż on.
-Sara, może źle zaczęłaś? Może nie powinnaś podchodzić do niej w ten sposób, tylko w jakiś inny? Znajdź jej słaby punkt i w ten sposób spróbuj się do niej...- Sakura nie dokończyła. Zerwałam się na równe nogi i w ostatnim momencie udało mi się doskoczyć do kosza na śmieci, do którego zwymiotowałam.- Wiem, że czasem gadam głupoty, ale żeby rzygać na moje pomysły to chyba lekka przesada.
-Bardzo zabawne moja sarkastyczna przyjaciółko. Ciocia Saki chyba nie jest w stanie wczuć się w ciążowe objawy przyszłej matki.- mruknęłam, kiedy oparłam się o ścianę.
-Od dawna tak masz?- Saki położyła mi mokry ręcznik na czole.
-Od jakiegoś tygodnia. Mam nadzieję, że kiedy skończę pierwszy trymestr, minie. Inaczej chyba się zastrzelę...- powiedziałam, a potem przymknęłam powieki i dosłownie po kilku sekundach usiadłam prosto jak struna.- Samobójstwo...
-Co?! Czy mam cię zabić za najgłupszy w świecie pomysł na jaki wpadłaś?! Wiem, że jesteś w bardzo ciężkiej sytuacji, ale przypominam ci, że popełniając samobójstwo, w pewnym sensie staniesz się też zabójcą. Nie to, żebym nie była za prawem wyboru dla nas, jako kobiet, ale uwierz, że już zaakceptowałam fakt, że zostanę ciocią i chciałabym, żeby mały Sabaku się urodził, więc otwarcie będę nazywać cię...
-Saki, zamknij się. Po prostu przez chwilę nic nie mów w napadzie nerwów. Nie mówię o swoim samobójstwie. Mówię o Yuri.- wytarłam usta wierzchem dłoni.
-Chcesz ją zabić?! Sara, opanuj się.- Sakura zerwała się z miejsca i zaczęła wpatrywać we mnie niedowierzając w to, co powiedziałam.
-Saki, nie mówię o morderstwie! Mówię o samobójstwie! Yuri jakiś czas temu chciała popełnić samobójstwo. Widziała jak jej ojciec skatował matkę. Chciała się zabić.
-Co ty... Nie! Nie ma opcji, że posuniesz się tak daleko jak udawana próba samobójcza, która może być nie daj Boże udaną próbą samobójczą!
-Saki, nie mam zamiaru próbować się zabić! Jestem w ciąży! Takie ryzyko nie wchodzi w grę! Mam pomysł, ale potrzebuję jeszcze kilku dni na dopracowanie go. Muszę poobserwować moją ofiarę. Ona coś ukrywa. Nie zachowuje się jak ktoś, kogo spotkał gwałt. Wiem, że to nigdy nie wygląda książkowo, ale ona... Ona zachowuje się tak, jakby takie traumatyczne przeżycie nigdy nie miało miejsca. Ryu mówił mi, że była bardzo poturbowana, jednak kiedy zobaczyłam ją raptem kilka dni po tym na policzku miała jedynie lekkiego siniaka... Wiem, że niektóre ofiary gwałtu stają się hiperaktywne seksualnie, ale ona... Ona... Sakura, mam wrażenie, że ona to wszystko zmyśliła. Po prostu dla mnie te dziewczyny trzymają jakiś dziwny pakt, w którym każda chroni każdą z jakiegoś dziwnego powodu. Dlatego Ryu, Naokie i Marie nie mogą znaleźć żadnych dowodów. I ich nie znajdą próbując robić to z takiej pozycji, na jakiej są. Yasu nie lubi mnie od samego początku. Mam wrażenie, że podejrzewa, że jestem jakąś podstawioną dziewuchą, która ma za zadanie odkryć prawdę. Obserwuje niemal każdy mój krok, próbuje złapać na jakimkolwiek kłamstwie... Saki, zegar tyka. Mój mąż może zostać oskarżony o coś, czego nie zrobił, a ja muszę zacząć przekraczać wszelkie granice, żeby zdobyć dowody na jego niewinność. Nawet jeśli oznacza to budzenie w kimś traumatycznych wspomnień.
-Sabaku, wiem, że zrobisz wszystko żeby uratować Gaare. Nie każę ci patrzeć na jakiekolwiek rzeczy, które mogą skrzywdzić tą dziewczynę. Rób, co uważasz za słuszne i posuwaj się w tym tak daleko, jak trzeba. Proszę cię jedynie o to, żebyś na siebie uważała. Pamiętaj, że odpowiadasz też za tego małego człowieka, który w tobie rośnie i narażanie się na jakiekolwiek niebezpieczeństwo wiąże się też z narażaniem jego.
-Sakura, zaczynam żałować, że powiedziałam komukolwiek o ciąży. Mam dziwne wrażenie, że ani ty, ani Marie nie patrzycie na to z punktu widzenia kobiety, której mąż został oskarżony o tak okropną rzecz jaką jest gwałt, i któremu grozi prawie dwadzieścia lat więzienia, tylko mam wrażenie, że widząc mnie widzicie inkubator na dziecko Gaary, który zamiast pomagać dziecku robi wszystko, żeby je unicestwić. To jest moje dziecko, moje ciało. Saki, zaufaj mi i uwierz, że znam siebie. Wiem, kiedy moje ciało ma dość, kiedy jest zmęczone, kiedy dochodzę do jakiejś granicy i na chwilę muszę odpuścić. Gdyby nie to, że wtedy, kiedy oskarżono Gaare o gwałt, wspomniałaś o tym, że zachowuję się jak kobieta przed okresem, na pewno do tej pory nie wiedziałabym, że jestem w ciąży... To znaczy, teraz, po takich wymiotach i zawrotach głowy pewnie zaczęłabym coś podejrzewać, ale po prostu nie wiedziałabym o tym. Sakura, uwierz, że kiedy podejmuję jakieś działanie, mam na uwadze to, że nie jestem już sama. Wiem o tym, że jestem w ciąży. Wiem o tym, że muszę na siebie uważać i dbać o siebie i uwierz mi, że robię to. Proszę cię, skończ z tym upierdliwym przypominaniem mi o tym, dlatego, że to w żaden sposób mi nie pomaga, a jedynie irytuje mnie bardziej. Obiecałam, że nie narażę dziecka. I dotrzymam słowa.
-Sara, wiem. Znam cię tyle lat, że wiem, że dotrzymasz słowa. Wiem, że znasz siebie i na pewno czujesz, kiedy zbliża się limit twoich możliwości. Jednak nie znasz ich. Nie znasz tych dziewczyn, z którymi aktualnie pracujesz. Wiesz tylko, że wszystkie mają czarną przeszłość. Czy to związaną z ich postępkami, czy związaną z postępkami ich bliskich. To jest niebezpieczne. Nie znasz ich reakcji, ich charakterów. Pamiętaj, że każdy człowiek ma maski. I każdy ubiera je na specjalne okazje. Mam nadzieję, że te, które założyły dziewczyny, były adekwatne do okazji i udało ci się je dobrze rozgryźć. Gdyby coś się działo, natychmiast do mnie dzwoń. Wezmę chłopaków, przyjedziemy do ciebie i pomożemy ci.
-Czy Sasuke albo Itachi coś podejrzewają?- zapytałam, kiedy przez chwilę poczułam ukłucie winy.
-Wydaje mi się, że nie. Przynajmniej nie Sasuke. Itachi jest trochę bardziej dociekliwy. Bardziej dlatego, że po prostu nas nie odwiedzasz, ale cały czas mu mówię, że kiedy będzie już po rozprawie, wrócisz do nas.
-Wrócę do domu z Gaarą. Ale na pewno będziemy was odwiedzać. Przecież moi wujkowie na pewno nie odpuszczą roli dziadków dla naszego dziecka. Poza tym będziemy musieli przyzwyczaić się do roli rodziców. Gdyby Itachi albo Sasuke tylko wyszli w swoich przypuszczeniach daj mi znać...
Nagle rozdzwoniła się przedpotopowa komórka Marie. Dziewczyna dzwoniła, a ja szybko odebrałam. Miała rozgorączkowany głos.
-Sara?! Sara, musisz do mnie bardzo szybko przyjechać! Naoki już wie, że nie mieszkasz u wujków, tylko podobno od kilku tygodni jesteś moim gościem. Jedzie do mnie, żeby się z tobą rozmówić.
-Powiesz mu, że nie zamierzam z nim rozmawiać i tyle.
-Uwierz, że to nie będzie takie proste. Naoki zrobił się ostatni bardzo stanowczy. I uwierz, że jeśli powiem, że nie ma cię u mnie tylko gdzieś wyszłaś, będzie czekał do skutku. Jeśli z kolei powiem, że nie chcesz z nim rozmawiać, wejdzie do domu siłą.- warknęłam, kiedy Marie to powiedziała.
Naoki wydzwaniał do mnie prawie codziennie. A to zapytać jak się czuję, a to zapytać co robiłam. I zawsze w pewnym momencie zapętlał rozmowę w taki sposób, że pojawiało się w tej rozmowie słowo rozwód. W pewnym momencie przestałam odbierać od niego telefony, żeby po prostu niepotrzebnie się nie denerwować.
-Sakura, jesteś samochodem?- zapytałam. Saki kiwnęła głową.- Za chwilę u ciebie będziemy.
Zdążyłyśmy przed Naokim dosłownie o minuty. Zdążyłam jedynie usiąść w salonie Marie, kiedy Naoki zaczął dobijać się do drzwi. Potem słyszałyśmy jego rozmowę ze służbą, a kiedy wszedł do salonu, wyglądał jak w amoku. Kiedy mnie dostrzegł jego oczy rozbłysły.
-Czy możesz w końcu przestać mnie unikać?!- krzyknął, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie. Chłopak wzdrygnął się, a potem odetchnął kilka razy.
-Marie, Saki, zostawicie nas samych na kilka minut?- zapytałam, a dziewczyny wymieniły szybkie spojrzenia, uspokoiłam je jedynie gestem ręki, a one szybko wyszły z pomieszczenia. Naoki z kolei złapał krzesło i usiadł na przeciwko mnie.
-Dlaczego przestałaś odbierać moje telefony i odpisywać na moje wiadomości?- zapytał, a potem odgarnął włosy niedbałym ruchem ręki.
-Dlatego, że jak do tej pory nie masz mi do przekazania nic wartościowego. Powiedziałam ci już, że masz sie ze mną kontaktować tylko w sytuacji, kiedy będziesz miał dowody na niewinność mojego męża. W innych przypadkach nie chcę z tobą rozmawiać. Zwłaszcza, że póki co jedynym gównem jakim mnie raczysz, jest niemal zmuszenie mnie do podpisania papierów rozwodowych, do których stworzenia upoważnił cię mój mąż. Skoro nie dociera to do ciebie przez telefon, spójrz mi w oczy i powiem to powoli i wyraźnie. NIE ROZWIODĘ SIĘ Z GAARĄ -artykułowałam każde słowo długo i wyraźnie. Naoki w miarę przedłużania mojej wypowiedzi z kolei czerwienił się coraz bardziej.- Tą wiadomość możesz przekazać mojemu mężowi. I powiedzieć mu, że jest to decyzja niepodlegająca dyskusji.
-Dobrze wiesz, że kiedy skażą Gaare...
-Jeśli go skażą. Sędzia nie uprawomocnił żadnego wyroku oraz nie odbyła się żadna rozprawa, która mogłaby na to pozwolić.- weszłam Naokiemu w słowo.
-Sara, skażą go. Nie ma żadnych, ale to żadnych dowodów na to, że jest niewinny. Wiem, że Ryu mówił ci o filmie, który zarejestrowała kamera z tyłu klubu. To jedyny dowód poza zeznaniami. Wszystkie kelnerki widziały jak Gaara flirtuje z dziewczyną, którą zgwałcił. Wszystkie. Ich zeznania niemal w całości się pokrywają. Są to tak mocne dowody, że jedyną rzeczą jaką możemy zrobić dla Gaary, jest po prostu przekonaniie go do przyznania się do winy, skrucha i prośba o skrócenie kary. Jeśli sąd przychyli się do tego, skrócą Gaarze wyrok do piętnastu lat.
Zaczęłam się głośno śmiać, a potem spojrzałam na Naokiego z obrzydzeniem.
-Wow!!! Wyrok skrócony z dwudziestu, do piętnastu lat! Ale wy jesteście wspaniałomyślni!!! Brawo!!! Brawo!!! Brawa dla najgorszych obrońców prawa w Japonii!!!- wybiłam kilka pojedynczych braw. Spojrzałam na Naokiego w taki sposób, że wzdrygnął się i skulił.- Ryu usłyszał to ode mnie w dniu, kiedy Gaare wsadzono do aresztu. Teraz, skoro nie powtórzył ci tego, co mu powiedziałam, powiem ci to osobiście. Jeśli nie doprowadzicie do uniewinnienia Gaary, zniszczę wam życie. Zwłaszcza tobie, Naoki. Nawet jeśli zemsta zajmie mi całe życie, zniszczę wam życie.
Naoki spoglądał na mnie szeroko otwartymi oczami. Głośno przełknął ślinę, a na jego czole pojawił się pot. Kilka razy odetchnął, zanim się odezwał.
-Saro, wiem, że twój świat się zawalił, ale tak jak mówiłem, nie znajdę dowodów z powietrza. Te, które istnieją bardzo obciążają Gaare i niestety na pewno nie będą świadczyć na jego korzyść. Gaara o tym wie. Właśnie dlatego kazał stworzyć nam papiery rozwodowe i chce żebyś je podpisała. Twój mąż doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jakie życie będziesz miała jeśli nadal formalnie pozostaniesz żoną kryminalisty. Wie, że możesz na nowo ułożyć sobie życie i fantastycznie rozwijać się w zawodzie, ale wie, że nie może w tym uczestniczyć. I uwierz, że to kara większa od tej, którą za kilka tygodni zarządzi sąd.-ścisnęło mnie w gardle, kiedy Naoki to powiedział.
-Naoki, ja doskonale wiem o tym, że mogę ułożyć sobie życie na nowo. Przecież planowałam rozwieść się z Gaarą ledwo trzy miesiące temu. Tylko, że ja nie chce. Po co mi nowe życie? Po co mi kariera? Po co mi cokolwiek, skoro nie będę miała przy sobie mężczyzny, który jako jedyny sprawiał, że te wszystkie rzeczy miały jakikolwiek sens? Powiedz mi, po co?
-Saro, jesteś jeszcze młodziutka. Uwierz, że naprawdę masz teraz najwspanialsze lata życia i być może za jakiś czas znowu się zakochasz i uznasz, że podjęłaś najlepszą decyzję rozwodząc się z Gaarą? Dlaczego stawiasz wszystko na szali. Gaara się załamie jeśli będzie żył ze świadomością, że tak cię od siebie uzależnił, że nie umiesz normalnie funkcjonować, nie mając go przy sobie.- miałam ochotę przywalić Naokiemu za to, co powiedział.
-On nigdy mnie od siebie nie uzależniał, a dawał tyle swobody ile potrzebowałam. Jestem dorosła i umiem sama podejmować za siebie decyzję. Moja odpowiedź brzmi nie. Nie zgadzam się na rozwód teraz i nie zgodzę się na niego w przyszłości. Nawet jeśli będzie musiała czekać do cholernej śmierci i nigdy więcej nie będę mogła być z moim mężem, nie odwrócę się od niego i nie będę z kimś innym.
-Boże, dlaczego jesteś tak cholernie uparta i tak strasznie trzymasz się swojego postanowienia?! Masz dwadzieścia dwa lata i całe życie przed sobą!!!- Naoki aż wrzasnął.
-Wiem, że ludzie wybierają różne ścieżki. Życie każdemu układa się inaczej. Moja ścieżka skrzyżowała się ze ścieżką Gaary ponad cztery lata temu i nadal idziemy nią w jedną stronę. Mimo, że niekiedy pojawiają się na niej wyboje lub niekiedy wyrwy, które powodują, że pewne fragmenty musimy przejść pojedynczo, zawsze się na tej ścieżce spotykamy. Gaara pokazał mi to, czym jest prawdziwa miłość. Pokazał mi, czym jest troska o drugiego człowieka. Pokazał mi to, jak patrzy na mnie swoimi oczyma i za co mnie kocha. Pokazał mi siebie. Pokazał mi swoją siłę, ale i swoje słabości. Pokazał mi, że niezależnie od wybranego kierunku, zawsze można go zmienić. Pokazał mi, że ta ścieżka, która w pewnym momencie się splotła i sprawiła, że idziemy po niej razem, wcale nie jest taka straszna. Dzięki Gaarze zrozumiałam, że nie jest ważne to, co mam, skoro nie mam przy sobie właściwego człowieka. Gaara pokazał mi właśnie to, że mając przy sobie odpowiednią osobę, mam wszystko. Kiedy szłam po tej głupiej ścieżce sama, szłam dużo szybciej. Jednak kiedy zaczęłam po niej iść z Gaarą, zaszłam dalej niż kiedykolwiek. Właśnie dlatego, Naoki. Dlatego, że Gaara jest osobą, z którą przekraczam granice siebie. On i ja uzupełniamy się, kochamy i rozumiemy w taki sposób, w jaki ludzie nie mogą za żadne skarby świata pojąć. Bez Gaary wszystkie rzeczy przestaną mieć sens.- powiedziałam bardzo spokojnie, a Naoki odwrócił wzrok i zaczął wpatrywać się w podjazd za oknem. Odetchnął kilka razy, a potem spojrzał na mnie z ogniem w oczach.
-W takim razie przyzwyczajaj się do tego, że twoje życie przez wiele lat będzie puste.- warknął, a potem bardzo szybko opuścił salon, jednocześnie głośną trzaskając drzwiami.
-To się jeszcze okaże, paniczyku.- syknęłam pod nosem, a potem położyłam sobie dłoń na brzuchu, kiedy poczułam mrowienie w okolicach pępka.- To się jeszcze okaże.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8