Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 80
Dopiero kiedy Naoki wyszedł poczułam jak bardzo
jestem zdenerwowana. Kiedy próbowałam wstać, nogi ugięły się pode mną jak
scyzoryk. Oparłam głowę na dłoniach i kilka razy odetchnęłam głęboko. Poczułam
silne mdłości.
- Sara, czego chciał
Naoki? - Marie i Sakura weszły do salonu i kiedy zobaczyły mnie w bardzo
mizernym stanie przy stole, od razu do mnie podeszły. Kiedy próbowałam otworzyć
usta, wszystko podeszło mi do gardła. Zdążyłam jedynie chwycić pustą misę ze stołu
i zwymiotowałam.
- Jakim cudem kobiety mogą mówić, że to
najpiękniejszy okres życia...- mruknęłam i wytarłam usta wierzchem dłoni.-
Oczywiście namawiał mnie na rozwód z Gaarą. A ja oczywiście odmówiłam. Wściekł
się. Jak zawsze, kiedy z takim uporem odmawiam.
- Sara, bardzo źle wyglądasz. Powinnaś odpocząć.
Przynajmniej kilka dni. Widać, że ciąża daje ci się we znaki, a praca jaką
teraz masz do lekkich nie należy.- Sakura położyła mi dłoń na czole.
- Saki, wiem. I wiem, że się o mnie martwicie, ale
zostało mi raptem kilka tygodni. Kilka tygodni, od których zależy być lub nie
być mojego własnego męża. Dajemy radę. Naprawdę dajemy radę. Najwidoczniej mam cięższą postać ciąży,
ale tylko mi jest z tego powodu gorzej. Dziecku na pewno nic nie jest.-
mruknęłam, a potem wzięłam szklankę wody i powolutku zaczęłam pić małymi
łykami.- Sakura, odwieź mnie do hotelu. Za trzy godziny zaczynam pracę.
- Kiedy powinnaś iść do lekarza na wizytę kontrolną?-
zapytała Saki.
- Jakoś za trzy tygodnie. Chwilę przed rozprawą.
- Wiesz, że na sali sądowej nie będziesz w stanie
ukryć brzucha? To tak naprawdę kwestia dni, kiedy będzie go widać. Musisz coś
wykombinować.- prawda była taka, że przez to, że zawsze byłam szczupła w
dodatku niska, sama widziałam już niewielką wypukłość na dole brzucha, która nie
chciała zniknąć nawet, kiedy wciągałam brzuch. Zdawałam sobie sprawę z tego, że
za trzy i pół tygodnia ta wypukłość zrobi się jeszcze większa i nie będę w
stanie ukryć ciąży przed nikim. Najbardziej obawiałam się jednak reakcji Gaary,
kiedy zobaczy mój brzuch, a znając jego szybko połączyłby fakty.
- Wiem. Proszę was, przestańcie dokładać mi
zmartwień tylko pomóżcie wykombinować, co zrobić. Zostało mi niewiele ponad
dwadzieścia dni. Co mogę zrobić w takim czasie? Wydaje mi się, że nic.
- Sara, w ciągu tygodniowego pobytu w Londynie
zmajstrowałaś ze swoim mężem dziecko. Sądzę, że to wystarczający dowód na to,
że potrafisz zrobić naprawdę dużo w niewielkim czasie.- kiedy Saki to
powiedziała, zaczęłam się głośno śmiać.
- Jakby spojrzeć na to z tej strony, trzy i pół
tygodnia to dla Sary wystarczająca ilość czasu, żeby uniewinnić przynajmniej
czterech skazanych... A na poważnie, Sara, bądź sobą. Uwierz, że umiesz zjednać
sobie ludzi po prostu będąc sobą. Bądź miła, czarująca i koleżeńska. Znajdź
jakikolwiek wspólny język z tymi dziewczynami. Przecież sama masz takie
doświadczenia jak one. Znasz życie na marginesie.- Marie spojrzała na mnie.
- Znam. I uwierz, że na pewno tak samo jak one chcę
uciec od tej części wspomnień. Ja po prostu... Wymyślę coś. W ciągu kilku dni.
Na pewno coś wymyślę. I będę z wami w
kontakcie. A teraz przepraszam, ale naprawdę muszę iść. Niedługo otwierają
klub.
Kiedy Saki odstawiała mnie pod drzwi hotelu,
widziałam w jej oczach ogromne zmartwienie. Zapewniłam ją jednak, że wszystko ze
mną w porządku, a potem trzasnęłam drzwiami auta i wróciłam do mojego obskurnego
lokum. Kiedy usiadłam na twardym materacu westchnęłam głośno i poczułam
upierdliwe pieczenie pod powiekami.
- Boże, Gaara, a po twoim powrocie do domu miało być
tak pięknie. Wiedziałbyś o ciąży, wróciłbyś na ostatni semestr studiów i
broniłbyś pracę magisterską w czasie, kiedy ja rodziłabym dziecko. Wszystko
miało być takie piękne i proste. Ale oczywiście u nas nic nie może takie być.- szybko
otarłam policzki z łez i odetchnęłam. Wiedziałam, że łzy w niczym nie pomogą,
ale brakowało mi Gaary. Brakowało mi jego głosu, dotyku, jego kojących słów.
Widziałam się z nim po raz ostatni prawie miesiąc temu i kiedy to sobie
uświadomiłam, aż zabolało mnie serce. Nigdy nie sądziłam, że mogę aż tak
tęsknić za tym, żeby go dotknąć. Nie czułam takiej tęsknoty nawet wtedy, kiedy
przez rok był w Londynie. Boże, jak bardzo chciałam go zobaczyć. Odruchowo
spojrzałam na zegarek. Do otwarcia klubu zostały trzy godziny. Nie chciałam,
żeby po wizycie w domu Marie, Sakura jeszcze ze mną siedziała. Planowałam
odpocząć, ponieważ mdłości potrafiły budzić mnie nawet w trakcie snu. Jednak po
rozmowie z Naokim, moje emocje buzowały ja wstrząśnięta puszka gazowanego
napoju. Chciałam zobaczyć Gaare. To jedyna myśl jaka chodziła mi po głowie. -
Sara, wybij to sobie z tego pustego łba, on nie chce cię oglądać.
Jestem idiotką, przeszło mi przez myśl, kiedy jeden
ze strażników więziennych prowadził mnie do prywatnej sali rozmów, gdzie z
reguły rozmowy były prowadzone między obrońcami a oskarżonymi. Kiedy ochroniarz
więzienny zamknął mnie w salce, miałam ochotę wstać i wybiec, ale mocno
zacisnęłam pięści i uspokoiłam drżenie kolan. Kiedy Gaara wszedł do
pomieszczenia aż zatrzymał się w pół kroku, a w jego oczach dosłownie rozbłysł
ogień złości.
- Nie wierzę... Straż, proszę...- odwrócił się w
stronę strażnika, a ja zerwałam się z krzesła tak szybko, że je przewróciłam.
Gaara niemal podskoczył. Strażnik szybko przesuwał wzrok to na mnie, to na
mojego męża.
- Czy coś nie tak? Dobrze trafiłem. Chciała się pani
widzieć z Gaarą Sabaku, prawda? -
zapytał, a potem podrapał się w tył głowy.
- Prawda.
- Ale ja nie chcę widzieć się z nią. Niech mnie pan
zabierze do celi, bo... - Gaara prawie odwrócił się do mnie plecami.
- Nie! Zostajesz! Ostatnim razem to ja wysłuchałam twoich
gorzkich żali. Dzisiaj ty wysłuchasz mnie. Mam dość tego, że mnie unikasz!
Jesteś tchórzem, Sabaku! Nawet nie potrafisz spojrzeć w oczy własnej żonie, bo
się boisz! - wrzasnęłam. Trzęsłam się jak osika i tylko cudem walczyłam ze
łzami. - Przestań mnie unikać do kurwy nędzy! Chcesz się spotykać ze
wszystkimi, tylko nie ze mną! Jakby znęcanie się nade mną w ten sposób
sprawiało ci przyjemność. Jakby to, że mnie krzywdzisz, było w porządku! Jesteś
perfidnym tchórzem!!!
Kiedy spoglądałam na strażnika, wyglądał na
zszokowanego. Gaara skulił ramiona, ale nie odwrócił się w moją stronę. Omal
nie krzyknęłam z irytacji i szybkim krokiem przeszłam obok mojego męża.
Poczułam chwyt na nadgarstku i prawie krzyknęłam, ale po chwili poczułam wokół
siebie stalowy uścisk ramion i znajome bicie serca przy uchu. Moje ręce
odruchowo powędrowały na wysokość jego pasa. Zacisnęłam palce na koszulce Gaary
tak kurczowo, że aż zdrętwiały mi palce, ale nie dbałam o to. Płakałam,
krzyczałam w tors Gaary i zanosiłam się w spazmach, ale to nie miało dla mnie
znaczenia.
Zwykły dotyk. Najzwyklejszy dotyk, przytulenie i
bliskość Gaary... Kiedyś śmiałam się, że ludzie mogą tęsknić za czymś tak
zwykłym. Nie wierzyłam, że mogliby oddać wszystko za dotyk, głos kogoś, kogo
kochają. I dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo nie rozumiałam miłości do
drugiego człowieka.
- Sara, proszę cię, wybacz mi. Przepraszam.- Gaara
szeptał mi do ucha, a ja byłam w stanie jedynie kręcić głową, a moje gardło
było ściśnięte. Wtulałam się w niego tak mocno, jakbym chciała się z nim
zespawać. Pachniał szarym mydłem i środkiem do dezynfekcji, ale to nadal był mój
mąż.- Saro, spójrz na mnie. Proszę, spójrz na mnie.
Zanim to zrobiłam, odetchnęłam kilka razy. Poniosłam
głowę i napotkałam oczy Gaary. Czerwone od łez, ale jaśniejsze niż zapamiętałam
jej z ostatniej wizyty. I miałam cichą nadzieję, że to ja byłam powodem tej
chwilowej poprawy.
- Właśnie dlatego nie chciałem, żebyś mnie
odwiedzała. Nie chciałem za każdym razem oglądać cię w takim stanie. -
powiedział, a ja uderzyłam go w tors.- Ej!
- W takim stanie?! Do takiego stanu nie doprowadziło
mnie to, że siedzisz tutaj, bo to tylko stan przejściowy! Do takiego stanu
doprowadziła mnie twoja ignorancja i wkurwianie mnie przez Naokiego w twoim
imieniu, kiedy każdy telefon kończy się awanturą z powodu namawiania mnie na
rozwód z tobą. Powiedziałam ci, że masz zostawić ten temat, bo choćby Naoki
miał mnie zabić, nie podpiszę tych dokumentów!- omal nie zerwałam się na równe
nogi. Byłam tak zaaferowana bliskością Gaary, że nawet nie zauważyłam tego, że
usiadł ze mną na jednym z krzeseł i trzymał mnie na kolanach.
- Sara, proszę cię, przemyśl to. Kiedy wyląduję w więzieniu
i tak nie będzie robić ci różnicy, czy jesteś moją żoną, czy nie. Będziesz mnie
odwiedzać raz w tygodniu, na dziesięć minut, góra dwadzieścia. Nie będę
zasypiał obok ciebie. Nie będziemy mieć dzieci. - omal nie drgnęłam na jego
słowa, ale udało mi się opanować. Wiedziałam, że to nie jest odpowiednie
miejsce ani odpowiedni czas żeby powiedzieć mu, że jedno jest aktualnie w
drodze.- Chcę żebyś miała normalne życie na jakie zasługuje tak wyjątkowa
dziewczyna jak ty. Pragnąłem ci je dać, ale nie umiałem. Za każdym razem mi nie
wychodziło.
- Gaara, nie skażą cię. Nic nie zrobiłeś. Wiem to.
Wrócisz do domu za kilka tygodni. Wtedy zaczniemy nasze życie na tym etapie na
jakim zostało ono przerwane.
- Sara, wiesz dobrze, że nie ma nic na moją
niewinność. Wiem o tym. Naoki, Ryu i Marie mi o tym powiedzieli. Obiecałem, że
się przyznam. Skrócą mi najwyższy możliwy wyrok o pięć lat. Nic więcej nie mogą
zrobić.
- Cóż, w takim razie kiedy wyjdziesz na wolność będę
miała trzydzieści siedem lat. Zdążymy mieć z trójkę dzieci na przyspieszonych
obrotach. I przeżyć jeszcze razem wiele lat.
- I będą mówić o tobie, że masz męża kryminalistę.
Sara, nie zmarnuj sobie życia czekając na mnie. Naprawdę chcę, żebyś była
szczęśliwa. Chcę żebyś poznała kogoś, kto zajmie się tobą lepiej niż ja. Chcę
żebyś miała dzieci, żebyś została najlepszym radcą prawnym w Tokio. Chcę, żebyś
miała normalne życie. Bez kryminałów. - Gaara potarł mój policzek kciukiem.
- To oznacza, że dajesz mi przyzwolenie na miłość do
kogoś innego. Skrzywdzę cię.
- Nie, jeśli będziesz szczęśliwa. Ja też będę,
wiedząc, że ułożyłaś sobie życie.- spojrzałam na Gaare, jakbym nie mogła
uwierzyć, że naprawdę to powiedział. Jednak jego oczy były jasne i czyste.
Mówił prawdę.
Objęłam go za szyję i niemal odruchowo pocałowałam.
Jego usta były chłodne, ale skóra na wargach miękka, ich smak znajomy. Gaara
jęknął, ja zadrżałam. W dosłownie jednej sekundzie byłam tak naelektryzowana,
że czułam się jak przewód wysokiego napięcia. Przesunęłam palce w jego włosy i miałam
wrażenie, że pod moimi opuszkami pulsuje prąd. Pukle Gaary były dziwnie
sztywne, jakby nalakierowane, ale zupełnie nie na tym się skupiałam.
Rozchyliłam jego usta językiem i pogłębiłam pocałunek. Czułam pulsowanie między
udami i nieprzyjemne ciągnięcie w podbrzuszu. Miałam ochotę rzucić się na Gaare
i zdzierać z niego ubrania.
- Sara, już. Błagam, już.- Gaara ledwo wystękał i
odsunął się ode mnie. Jego policzki były zarumienione, usta czerwone, oczy
błyszczały.
- Jeśli obiecasz mi, że jakikolwiek mężczyzna będzie
w stanie działać na mnie tak, jak ty, obiecuję, że się zastanowię nad
podpisaniem dokumentów. - mruknęłam. Gaara blado się uśmiechnął.
- Wiesz dobrze, że to niemożliwe, bo żaden facet
nigdy tak na ciebie nie działał. Już podczas naszego pierwszego pocałunku omal
nie skończyliśmy na tylnej kanapie twojego auta i to nie w celu dalszej wymiany
śliny, a innych płynów ustrojowych. Poza tym sądzę, że niektórzy z moich
współoskarżonych chcieliby żebym zrobił im to, co zwykle robiłem tobie. Nie wiem
czemu, ale kiedy bierzemy prysznic pod moimi nogami często lądują kostki mydła...
Po krótkim zastanowieniu to oni chyba jednak chcą zrobić mi to, co ja robiłem
tobie.
- Gaara!!!- pisnęłam i zerwałam się na równe nogi. Byłam
czerwona. Gaara się zaśmiał, a potem złapał mnie za rękę, posadził na swoich
kolanach i pocałował w czoło.
- Wiem. Taki niewinny więzienny żarcik... Kiedyś myślałem,
że te wszystkie filmy muszą przerysowywać rzeczywistość, ale one nawet jej nie
oddają. Ludzie żyją wspomnieniami, faceci po cichu gadają, jaki inny facet robi
tu za męską dziwkę, kto może zamienić się za papierosy czy inne rzeczy... Po
prostu, agresja, szukanie kłopotów i seks.
- No tak... Świetnie tu pasujesz. Poza tym
przypominam ci, że ja nie mam ciągotów do takich zabaw...- moje poliki płonęły.
- Wiem. Poza tym wracając na ziemie... Naprawdę
zastanów się nad tym roz...
- Nie mam nad czym. Moja odpowiedź brzmi nie. Nawet
jeśli masz się na mnie wściec.- powiedziałam stanowczo, a Gaara westchnął.
- Mogłem się tego spodziewać. W końcu ożeniłem się z
wyjątkowo upartą kobietą.
- I spędzisz z nią całe życie... Gaara, chciałam cię
zapytać... Naprawdę nic nie pamiętasz z tamtej nocy?
Pomiędzy nami zapadło niezręczne milczenie. Gaara
opuścił wzrok.
- Nie. Nic a nic. Piłem, bawiłem się z chłopakami a
potem obudziłem się w toalecie w klubie, a raczej obudzili mnie policjanci,
którzy mnie stamtąd wywlekali.
- Pamiętasz tą kelnerkę, która oskarżyła cię o
gwałt?- Gaara zmarszczył czoło.
- Jesteś pierwszą osobą, która zapytała o to taki sposób. Pamiętam. Była dość nachalna. I
to od samego początku imprezy. Wdzięczyła się, trzepotała rzęsami. Pochylała mi
się nad twarzą z bardzo głębokim dekoltem. Wciskała mi do ręki kartkę, chyba ze
swoim adresem. Powiedziałem jej, że ma mi dać spokój, ponieważ jestem żonaty,
ale powiedziała, że po kilku drinkach więcej, nie będzie mi to robiło różnicy.
Wypiłem jeszcze dwa drinki. Wtedy film mi się urwał. Pamiętam, że chciałem
wrócić do domu kiedy poczułem, że szumi mi w głowie, ale chłopcy nalegali,
żebym został na jeszcze jedną kolejkę. Pamiętam, że stałem przy barze,
zamawiałem drinka u jednej z barmanek, a potem tylko to, jak szarpali mnie za
koszulę i ładowali do radiowozu. Nie pamiętam nawet samego momentu jak... Jak
podobno gwałciłem tą dziewczynę. Właśnie dlatego nie jestem w stanie się
bronić. Byłem poszarpany, miałem jej krew na dłoniach. Nie ma chyba bardziej
gruntownego dowodu.
- Gaara, nie ukrywam, że kiedy się nawalisz włącza
ci się chęć na seks. Ale kiedy urywa ci się film nawet ci nie staje, więc nie
wiem jakim cudem miałeś tyle siły żeby w ogóle móc przytrzymywać tą dziewczynę,
rozbierać ją i jeszcze... Nie wiem. Dla mnie to nie trzyma się kupy. Ty nawet
nie jesteś sam w stanie utrzymać się na nogach. W Hakubie Sasuke i Naruto ledwo
dali radę żeby cię utrzymać.
- Sara, nie wiem. Nic nie pamiętam. Nie mam nic na
swoją obronę, a twoje słowa dotyczące tego jak zachowuję się po alkoholu są
niewystarczające. Obrona tej dziewczyny może zasugerować, że mogę udawać, że nic
nie pamiętam. Tylko, że ja naprawdę nic nie pamiętam.
- Brałeś coś? Razem z chłopakami? Albo któryś z nich?
- Nie. Żaden z nas. Poza tym gdyby nawet chłopcy
ćpali ja bym nie mógł. Za bardzo cię kocham i szanuję, żeby zrobić coś takiego,
a twoje przeżycia z dzieciństwa są wystarczające, żebym bał się, że stracę w
twoich oczach. Planujesz przyjść na rozprawę?
- Tak. Oczywiście, że tak.- mruknęłam.
- Wolałbym, żeby cię tam nie było. Nie chcę żebyś to
oglądała. Chociaż może w ostatnim momencie uratowałabyś rozprawę i obroniła
swojego męża, tak jak robiłaś to na uniwersytecie. - Gaara blado się
uśmiechnął.
- Wierzysz w cuda, Gaara?- zapytałam, a Gaara
przelotnie musnął moje usta.
- Ty jesteś moim cudem. Namacalnym. Także tak,
wierzę.- miałam ochotę przywalić Gaarze za to, że prawie się popłakałam.
- W takim razie uwierz i tym razem. Tylko o to mogę
cię prosić i aż tyle obiecać. - chwyciłam jego dłoń i musnęłam ustami chłodne
kostki.
- Skoro mnie o to prosisz, uwierzę... Saro,
prosiłbym żebyś do czasu rozprawy nie odwiedzała mnie więcej. Nie dlatego, że
nie chcę, ale dlatego, że Naoki, Ryu i Marie odwiedzają mnie ostatnio za
często. O ile wiem, że od czasu poprzedniej wizyty u mnie zdecydowałaś się mieszkać
u Marie, żeby mieć święty spokój, o tyle twoje kontakty z Ryu i Naokimi są
raczej dość... Ciężkie. Nie chcę niepotrzebnych konfliktów. I nie chcę, żebyś niepotrzebnie
się denerwowała. Albo nie daj Boże trafiła tu ze mną za pobicie ze skutkiem
śmiertelnym.
- W sumie jeśli to jedyny sposób, żeby być z tobą,
to czemu nie. Myślę, że Naoki byłby pierwszym celem. Mimo wszystko nadal mam
sentyment do słodkiego Ryu.
-Sara.- jego ton był karcący.
- Dobrze. Chociaż niechętnie, zgadzam się. I jeśli
wolisz, żeby nie było mnie na rozprawie wśród obserwatorów, też nie przyjdę.-
powiedziałam, a Gaara się uśmiechnął.
- Wiedziałem, że w końcu dasz się trochę udobruchać.
Kiedy wyszłam od Gaary, niemal od razu poszłam na
autobus i pojechałam do pracy. Strażnik więzienny nagiął chyba niemal wszystkie
zasady i dał mi i Gaarze ponad pół godziny czasu razem. Wracałam od niego z nową siłą, ale i obawami. Zaczęłam zastanawiać się, w jaki sposób mogę wyciągnąć
od dziewczyn informacje o tamtym wieczorze i nie wzbudzić w nich podejrzeń,
skąd w ogóle o tym wiem. Przerażało mnie zrezygnowanie Gaary z walki o swoją
wolność, ale po jego opowieści nie dziwiłam się, że nie widział, jak w ogóle ma
o nią zawalczyć.
- Cóż mężu, obiecałam, że nie pojawię się na sali
jako obserwator i zamierzam dotrzymać słowa... Obiecałam ci cud i też zamierzam
udowodnić ci, że istnieją. A w sumie w dniu, w którym cię uwolnię dowiesz się o
dwóch cudach.- mruknęłam, a potem położyłam dłoń na brzuchu. Głęboko
odetchnęłam, kiedy dostrzegłam budynek klubu, a potem zmrużyłam oczy, kiedy
zauważyłam pod tylnymi drzwiami trzy dziewczyny, z którymi współpracowałam.
- Tamiko!!! Chodź do nas!!!- Yuri dostrzegła mnie z
daleka. Zmrużyłam oczy, ale odmachałam jej.
- Zdemaskuję cię, szmato. Przysięgam, że dowiem się
dlaczego chciałaś zniszczyć życie mojemu mężowi. A wtedy cię zniszczę. -
mruknęłam pod nosem, a potem pewnym krokiem zaczęłam iść w stronę dziewczyn,
które na mnie czekały.
No i jest! Z lekkim opóźnieniem, ale udało mi się dodać nową notkę. ;)) Pozdrawiam serdecznie!
Komentarze
Prześlij komentarz