Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 81


Następnego wieczoru biegałam po sali i jak szalona zbierałam puste kufle po piwie ze stolików. Głośna muzyka drażniła moje uszy, po dłuższym zbieraniu bałaganu, którzy zostawili klienci dostawałam zadyszki jak diabli. Kiedy lawirowałam między jednym ze stołów i podeszłam do stolika żeby zabrać puste kufle ze stolika, przy których siedzieli studenci, zostałam zaczepiona przez jednego z nich.
            - Przepraszam, czy my się skądś nie znamy?- zapytał, a ja poczułam jak moje serce wywija fikołka w piersi. Spojrzałam na chłopaka. Nie wyglądał znajomo. Nie kojarzyłam go nawet z wyglądu z uniwersyteckich korytarzy, a on, gdyby był chłopakiem z pierwszego roku, nie miał prawa kojarzyć mnie. Od czasu rozpoczęcia roku akademickiego nie byłam na uczelni.
            - Musiał mnie pan z kimś pomylić. Nie kojarzę.- powiedziałam, a potem zaczęłam zbierać puste szklanki ze stołu.
            - Na pewno się znamy. - rzuciłam na niego okiem jeszcze raz. Miał jasne włosy i miłą twarz. Jednak nie byłam w stanie w żaden sposób skojarzyć go ze swojego otoczenia.
            - Na pewno nie. - mruknęłam. Poczułam rękę na biodrze i omal nie odskoczyłam.
            - Jesteś dziewczyną z moich snów. Nie wyobrażasz sobie co w nich robiliśmy, ale jeśli chcesz, mogę ci pokazać. - próbowałam się odsunąć, ale chłopak mocnym szarpnięciem pociągnął mnie tak, że usiadłam na jego kolanach.
            - Proszę mnie puścić!!! Zostaw mnie!!!- krzyknęłam, kiedy poczułam natarczywe dłonie na moich pośladkach i usta na szyi. Znajomi, z którymi przyszedł tylko głupio rechotali i gapili się na nas. Chłopak trzymał mnie tak mocno, że nie byłam w stanie się wyrwać. Czułam jak jego wolna ręka przesuwa się po moim ciele w taki sposób, w jaki od wielu lat dotykał mnie tylko mój mąż. Miałam ochotę płakać.
            - W tej chwili wynocha! Macie zakaz wstępu do tego klubu.- nawet nie wiem kiedy pojawił się mój szef razem z ochroniarzem. Chłopak od razu mnie puścił, a ja zerwałam się jak oparzona i stanęłam za moim przełożonym.
            - Spokojnie. Ta panienka sama chciała ze mną porozmawiać i była chętna do zabawy. Ja tylko przystałem na jej propozycję. Nie działo się tutaj nic złego. - chłopak uśmiechnął się półgębkiem. Gdyby nie to, że byłam w ciąży, na pewno rzuciłabym się na niego z pięściami, albo przywaliłabym mu tacką z pustymi kuflami.
            - Yuri, zabierz Tamiko na zaplecze i zajmij się nią. My zajmiemy się natrętnymi gośćmi.
            Nawet nie wiem kiedy obok mnie wyrosła moja współpracownica. Poczułam jedynie mocny chwyt za łokieć, a potem razem z Yuri lawirowałyśmy między nawalonymi na parkiecie ludźmi.
            Kiedy w końcu usiadłam na kanapie byłam roztrzęsiona. Nogi miałam jak z waty i walczyłam z uporczywym pieczeniem pod powiekami.
            - Trafił ci się natręt, nie ma co. Zdarzają się tutaj tacy, ale nasz szef umie sobie z nimi radzić.- Yuri podała mi kubek z przezroczystym płynem, a ja wlałam jego zawartość do ust. W jednej sekundzie moje oczy zrobiły się szerokie jak spodki. Wyplułam wszystko jak fontanna.
            Alkohol.
            - Co to? - zapytałam, kiedy skrzywiłam usta i otarłam je wierzchem dłoni.
            - Sake. Na rozluźnienie. Na pewno dobrze ci zrobi po tym... Wybryku. - kiedy zobaczyłam jak Yuri leje mi kolejny kieliszek, zaczęłam przecząco kręcić głową.
            - Nie, Yuri. Ja i tak tego nie wypije. - mruknęłam. Yuri wysoko uniosła brwi.- Ja po prostu... Nie piję alkoholu. Od zawsze. Nawet kiedy czuję jego zapach przed oczami widzę moich rodziców zachlanych i zarzyganych na kanapie. W domu zawsze śmierdział alkohol. Czuję jego smak w ustach po dziś dzień. Kiedy piłam drinki, myśląc, że to sok... Nienawidzę tego trunku najbardziej na świecie.- moim ciałem wstrząsnął dreszcz, kiedy dosłownie na sekundę, mignął mi obraz mojego domu w Niemczech. I moi rodzice, którzy po libacji nie mogli wstać z kanapy i majaczyli pod nosem napici i naćpani.
            - Chyba miałaś naprawdę straszne dzieciństwo.
            - Teraźniejszości nie mogę nazwać sielankową, chociaż od czasu kiedy tu pracuję jestem spokojna. Na pewno bardziej niż kiedy mieszkałam z moim byłym.- mruknęłam. Tym razem Yuri podała mi kubek z parującą herbatą. Uśmiechnęłam się i pociągnęłam niewielki łyk.
            W jednej chwili wszystko podeszło mi do gardła. Była to znienawidzona przeze mnie mięta. Wypuściłam kubek z dłoni, a potem w ostatniej chwili doskoczyłam do kosza na śmieci i zaczęłam wymiotować. Drżałam na całym ciele, kiedy w najbardziej żenującej sytuacji ktoś mnie oglądał. Yuri stanęła nade mną i przytrzymała mi włosy, zanim mój żołądek się nie uspokoił. Potem odprowadziła mnie na kanapę i podała chusteczkę do wytarcia ust. Usiadła na przeciwko mnie z zatroskaną miną. Czułam, że z mojej twarz odpłynęły wszystkie kolory. Moje palce drżały.
            - Tamiko, czy ty nie jesteś w ciąży?- kiedy Yuri zadała to pytanie, zamarłam.
            - O mój Boże... Nie, na pewno nie. Przecież już od miesiąca jestem u was. Kiedy...- język mi się plątał.
            - Mówiłaś, że twój facet brał cię za każdym razem, kiedy chciał. Brałaś jakieś pigułki? Zabezpieczałaś się w jakiś sposób? - starałam się udawać przerażenie taki samo jak w momencie, kiedy liczyłam datę ostatniej miesiączki w kalendarzu od czasu pobytu u Gaary, kiedy zaszłam w ciążę.
            - Nie. Ja... Przecież to nie jest możliwe. Nie zachodziłam w ciążę przez tak długi czas, więc na pewno nie jestem w ciąży.- mruknęłam.
            - Tamiko, od kilku tygodni widzę, jak ukradkiem uciekasz do toalety, kiedy robisz się blada. Jesteś bardzo słaba, wymiotujesz kilka razy w ciągu nocy. Myślałam, że może sama coś podejrzewasz, ale nie chcesz nic mówić. Naprawdę nie pomyślałaś, że możesz spodziewać się dziecka?
            - Nie. Yuri, mylisz się. Nie jestem w ciąży. Może po prostu... Może po prostu schodzi ze mnie stres z powodu odejścia od mojego byłego? Może to zmęczenie? Jedzenie jakie jem...- Yuri podeszła do swojej torebki i rzuciła mi na kolana test ciążowy. Czułam, że zaschło mi w gardle.
            - Kupiłam go dzisiaj w aptece. Zrób go. Będziesz mieć pewność, że mylę się w swoich przypuszczeniach.
            - Na pewno się mylisz, Yuri. Nie muszę nawet robić testu ciążowego...- dłonie nie pociły mi się tak strasznie nawet w momencie, kiedy liczyłam datę ostatniej miesiączki.
            - Ja na twoim miejscu bym go zrobiła, Tamiko. - Yuri założyła mi niesforny kosmyk włosów za ucho, a ja miałam ochotę rzucić się na nią i dusić za to, że gdyby nie ona, nie byłoby mnie tutaj.
            - Zrobię go tylko po to, żebyś dała mi święty spokój.- mruknęłam, chociaż byłam przerażona tym, że mój błogosławiony stan wyjdzie na jaw.
            Kreski pojawiły się na teście już w momencie, kiedy bibułka zmokła, nie musiałam czekać na upłynięcie wyznaczonego czasu. Jednak dla większej dramaturgii poczekałam. Byłam bardzo spokojna, gładziłam się po brzuchu i próbowałam przekonać siebie samą, że wszystko będzie dobrze. Spojrzałam na siebie w lustrze i próbowałam przybrać jak najbardziej przerażony wyraz na jaki było mnie stać. Kiedy wyszłam do Yuri udawałam, że ledwo trzymam się na nogach.
            - I jak? Już wiesz?
            - Dwie kreski...- ledwo wydukałam, a Yuri zmarszczyła brwi.- Dwie kreski... Pokazały się dwie kreski. - starałam się przybrać jak najbardziej przerażony ton. Teatralnie padłam na kolana i zaczęłam zanosić się płaczem. Yuri klęknęła obok mnie i położyła mi rękę na plecach.
            - Tak jak myślałam. - powiedziała spokojnie.
            - A jeśli test się myli?! Jeśli nie jestem w ciąży? - zerwałam się na równe nogi i zaczęłam chodzić po zapleczu.
            - Wątpię, żeby się mylił. Jeśli chcesz, możesz przecież pójść jutro do szpitala i zrobią ci badania. Upewnisz się.
            - Nie. Ja... Boże, co ja mam teraz zrobić... - spojrzałam na swoje dłonie. Przypomniałam sobie moment, kiedy po raz pierwszy usłyszałam bicie serca mojego dziecka. Brzmiało jak stado dzikich koni. Bicie było mocne, pewne, szybkie. Było jak piękna piosenka, którą razem z Gaarą stworzyliśmy. Z pożądania, chwili zapomnienia, ale jednocześnie wielkiej miłości. Położyłam dłoń na brzuchu i zacisnęłam palce na koszulce. Spojrzałam na Yuri. - Nikomu nie mów. Obiecuję, że popracuję tu ostatni miesiąc, odłożę trochę pieniędzy i zniknę.
            - Usuniesz? - zapytała, a ja poczułam, jak włoski na karku stają mi dęba.
            - Nie. To nie jest wina dziecka. Nie zamierzam... Nie chcę żeby ono płaciło za moje błędy. Urodzę je. - powiedziałam słabym głosem. Yuri wpatrywała się we mnie jakby nie wierzyła w to, co właśnie powiedziałam.
            - Zastanów się na spokojnie. Może jeszcze zmienisz zdanie.
            - Yuri, kiedy byłam mała moi rodzice kilka razy omal mnie nie zabili. Przez kilka dni potrafiłam nic nie jeść, byle tylko moi rodzice mieli za co pić. Sądzę, że w tym wypadku posiadanie dziecka nie będzie aż tak traumatyczne.
            - Próbowali cię zabić? - jej głos zmienił barwę. Od razu to wyczułam, ale pilnowałam się, aby nie okazać zbyt wielkiego zainteresowania związanego z bodźcem jaki to wywołał.
            - Tak. Nie raz. A jeśli nie mnie, to siebie. - mimowolnie, przysięgam, mimowolnie zacisnęłam pięści tak mocno, że kostki na wierzchu aż zbielały. Moje ramiona całe się trzęsły, a mój oddech przyśpieszył.
            Kiedyś Gaara powiedział mi, że za błędy rodziców zawsze płacą dzieci. Nawet jeśli moje życie wyszło na prostą, uczucie odrzucenia i bólu zawsze znajdowało się gdzieś w moim wnętrzu. I wystarczył impuls żeby wylało się ze mnie jak woda z pękniętej tamy. Uczucia te zawsze były silne, gwałtowne, wręcz bolesne. I atakowały nagle, pod wpływem i pulsu, tak jak teraz.
            Ścisnęłam się za koszulkę i skuliłam. Dławiłam się powietrzem, kiedy wzięłam oddech.
            - Tamiko...
            - Yuri, proszę cię, nie mów nikomu. Nikomu. Obiecuję, że zniknę zanim moja ciąża zacznie być widoczna. I... Zastanowię się jeszcze co z nią zrobię. Mam... Mam straszny mętlik w głowie. - ścisnęłam skronie. Wiedziałam, że muszę się uspokoić. Moje nerwy nie były dobre ani dla dziecka, ani dla mnie samej. Przez najbliższe dni musiałam mieć trzeźwy umysł. Mój czas na znalezienie dowodów kurczył się w zawrotnym tempie. Zaczęłam rozumieć, co ludzie mieli na myśli, kiedy mówili, że doba jest za krótka.
            - Nikomu nie powiem. Masz moje słowo. Sama doskonale wiem, co to znaczy utknąć w gównie po szyję. Mam tylko nadzieję, że podejmiesz właściwą decyzję, jaka by ona nie była. Czujesz się na siłach, żeby wrócić na salę i obsługiwać gości? - kiwnęłam głową.
            Kiedy tylko wróciłam do mieszkania od razu zadzwoniłam do Sakury. Była przerażona. Obawiałam się jej złości, a ona była przerażona.
            - Sara, musisz to skończyć! To zaczęło być niebezpieczne! A co, jeśli Yuri i tak mimo swojej obietnicy powie komukolwiek o twojej ciąży? Nie znasz tej dziewczyny, nie wiesz co znaczy jej słowo. - westchnęłam. Moje skronie pulsowały w nieprzyjemny sposób.
            - Masz rację, nie wiem. Sakura, może właśnie... Musiałam się do niej zbliżyć. Myślę, że tajemnica, o ile Yuri jej nie wygada, trochę nas do siebie zbliży.
            - Sara, mówisz o swojej ciąży, nie o ukrywaniu przed facetem, że spałaś z połową miasta!!! Chodzi o wasze dziecko, a nie o jakieś nieistotne pierdoły! Opanuj się! Już ci powiedziałam, że pracujesz za ciężko, przeciążasz się! Co będzie jeśli nie donosisz ciąży? Co będzie jeśli Gaara skończy w więzieniu? Nie wytrzymasz tego! Zrezygnuj z czegoś!
            - Sakura, nie mogę. Wyciągnięcie Gaary z więzienia jest dla mnie zbyt ważne
            - A twoje dziecko? Ono nie jest ważne? - wstrzymałam oddech.
            - Sakura, jest dla mnie najważniejsze, ale... Nie chcę żeby wychowywało się bez ojca i żyło z poczuciem, że jego ojciec jest przestępcą. Gdybym po prostu rozwiodła się z Gaarą za zdrady, to byłoby prostsze w inny sposób. Nie w taki. - w słuchawce zapadła cisza.
            - Czy nadal jesteś pewna tego, co robisz? Czy uważasz, że dziecko i ty jesteście bezpieczni? Czy nadal uważasz, że możesz ocalić swojego męża?
            - Tak. - była to prosta krótka odpowiedź, która zabrzmiała z ogromną mocą. Sama byłam zdziwiona pewnością w swoim głosie. I milczenie Sakury jasno dało mi do zrozumienia, że ją też zaskoczyłam.
            - W takim razie czekam na informacje o postępie w śledztwie. Pamiętaj, że masz naprawdę mało czasu. Gdyby coś się działo, zadzwoń. - powiedziała już spokojnym tonem, a ja odetchnęłam głęboko, kiedy w telefonie rozległy się pojedyncze długie bibnięcia.
            Obudziłam się późnym popołudniem zlana potem. Od nadmiaru wrażeń śniły mi się koszmary, a moje serce waliło jak dzwon. Zerwałam się, a potem pożałowałam, kiedy wszystko podeszło mi do gardła. Przyzwyczajona do nagłych ataków mdłości postawiłam sobie miskę przy łóżku, żeby w razie czego mieć jakieś zabezpieczenie.
            Ironicznie się zaśmiałam, kiedy przeszło mi przez myśl, że mogłam pomyśleć o zabezpieczeniu, kiedy tak jak kiedyś powiedział Gaara po mojej wizycie w Londynie, co z niego schodziłam, po chwili wchodziłam znowu. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie byłam w stanie nawet powiedzieć, w jaki dzień konkretnie mogłam zajść w ciążę. Lekarka też się z tego śmiała i powiedziała, że przynajmniej pamiątka z wakacji nie zgubi się jak reszta.
            Byłam przerażona. Pomimo tego, że naprawdę oswoiłam się z informacją o ciąży i bardzo z niej cieszyłam, naprawdę byłam przerażona. Nigdy nie zakładałam, że zostanę matką tak wcześnie. Nawet kiedy nie znałam Gaary wyobrażałam sobie swoje życie zupełnie inaczej. Nigdy nie pomyślałabym, że wyjdę za mąż jeszcze jako nastolatka, w dodatku za chłopaka, którego znałam rok. Pamiętam jak bardzo bałam się tego, że po ślubie Gaara zmieni zdanie co do posiadania rodziny, ale tak nie było. Gaara zamierzał najpierw skupić się na swojej karierze, żeby zapewnić swojej przyszłej rodzinie jak najlepsze warunki życia. I ja również chciałam skupić się najpierw na robieniu kariery dopiero później na dzieciach. Posiadanie kogoś, kto mnie kochał sprawiało, że czułam wsparcie i rozwijałam się. Nawet jeśli ostatni rok należał chyba do najcięższych w moim życiu. Zdałam sobie sprawę z tego, że dopiero teraz moje życie naprawdę miało wywrócić się do góry nogami, a ja musiałam wejść w rolę, która miała mi towarzyszyć w większej lub mniejszej częstotliwości przez całe moje życie.
            Bałam się tego, jak mam powiedzieć Gaarze o ciąży. Bałam się tego, co powie. Zawsze to ja zajmowałam się sprawami zabezpieczenia podczas seksu. Gaara nawet nie miał pojęcia, że w ogóle odstawiłam pigułki, a ja po prostu w przypływie pożądania zupełnie o tym zapomniałam.
            Kiedy zamknęłam oczy westchnęłam. Przypomniałam sobie nasze chwile w Londynie, kiedy wolni od wszystkiego zatracaliśmy się w sobie. Wtedy wszystko było piękne, cudowne, takie dzikie i wyzwolone. Noce, dnie, kiedy nasze jęki, westchnienia i krzyki roznosiły się po pokoju wydały mi się odległe o lata. Nie chciałam uwierzyć, że działy się raptem kilka miesięcy temu.
            Krzyknęłam, kiedy rozległo się głośne pukanie do drzwi. Szybko zerwałam się na równe nogi, wrzuciłam komórkę do szuflady i rozejrzałam się po pokoju. Kiedy wyglądał tak, jak powinien, pobiegłam otworzyć drzwi. Spodziewałam się, że zastanę Sakurę, która mocno mną potrząśnie, ale zmarszczyłam czoło.
            - Yuri? - zapytałam niepewnie, a ona bez słowa weszła do środka mojego mieszkania. Obrzuciła je krytycznym spojrzeniem i zacmokała.
            - To chyba nie jest najlepsze miejsce dla ciężarnej, nie uważasz? - zamarłam.
            - Do wczoraj tak nie uważałam. Lepiej tak, niż gdybym miała mieszkać pod mostem. - zauważyłam i splotłam ręce na klatce piersiowej. Towarzystwo Yuri było ostatnim o jakim marzyłam.
            - Racja. Jak się czujesz? Twój żołądek nadal uważa, że jedzenie to zło konieczne? W ogóle jak się czujesz? Bycie w ciąży to chyba coś jak noszenie jakiegoś worka z wodą środku? - Yuri usiadła na brzegu łóżka i spojrzała na mnie.
            - Wiem o niej od wczoraj. Jakoś nie zastanawiałam się nad tym, jak się czuje. Oprócz potwornych mdłości nie miałam innych objawów. Może oprócz zmęczenia. Yuri, nie wiem jak czują się inne kobiety. Nie siedzę w ich ciałach. W ich głowie. Muszę się otrząsnąć z tej... Informacji. - choć niechętnie, usiadłam obok niej i podkuliłam nogi pod siebie.
            Yuri była ubrana normalnie. Nie miała na sobie prawie grama makijażu, włosy związała w kitka. Gdybym przeszła obok niej na ulicy, nie poznałabym jej. Była bardzo nijaka.
            - Domyślasz się, kiedy mogłaś zajść w ciążę? - zadrżałam. Bardzo szybko zaczęłam kręcić głową.
            - To było tak często... Tak często, jak on... - spojrzałam na ścianę. W moich oczach zaszkliły się łzy. Wcale nie wymuszone. Zdałam sobie sprawę z tego, że Gaara dotykał mnie w ten sposób po raz ostatni dawno temu. Że w ogóle dotykał mnie bez żadnej obawy, bez poczucia winy, czule, dawno, dawno temu. - Przepraszam. Nadal nie mogę dojść do siebie po informacji z nocy.
            - Tamiko, dziwi mnie, że nie zabezpieczałaś się, wiedząc, że twój facet bierze cię, kiedy chce. To chyba logiczne, że kiedy uprawiasz seks, możesz zajść w ciąże. Zwłaszcza, kiedy mężczyzna robi to w ten sposób. - powiedziała bardzo spokojnie.
            - Byłaś kiedyś w takiej sytuacji? Że ziemia paliła ci się pod stopami? Bo ja mam wrażenie, że nie dość, że się pali to ugrzęzłam w smole.
            - Nigdy nie bałam się, że jestem w ciąży. Zawsze bardzo uważam. Biorę tabletki. I zawsze mam przy sobie prezerwatywy. Przezorny zawsze ubezpieczony. - niedbale machnęła ręką, a ja zmarszczyłam brwi. - Patrząc na ciebie sądzę, że twój luby był pierwszy i ostatni. Wyglądasz na bardzo nieśmiałą.
            - Tak. Ja... Yuri, to chyba nie jest coś o czym chcę rozmawiać. Na samym początku myślałam, że to była miłość. Teraz myślę, że po prostu miałam nadzieję, że on się zmieni, chociaż od początku wiedziałam jaki jest naprawdę. Nie chcę żeby dowiedział się o dziecku, bo boję się, że albo będzie próbował coś mi zrobić, albo zabrać je ode mnie. Nie wiem tak naprawdę, co powinnam zrobić. Mam mętlik w głowie. Taki straszny bałagan.
            - Nie dziwię się. Na twoim miejscu też bym miała. Pewnie nie tak wyobrażałaś sobie swoje życie.
            - Yuri, ja w ogóle go sobie nie wyobrażałam! Uzależniłam wszystko od faceta, z którym byłam i zostałam z niczym! Zobacz jak żyję! Jestem w ciąży, której nawet nie chciałam, mieszkam w obskurnym mieszkaniu z odłażącą farbą na ścianach i pracuje w barze, w którym wczoraj obmacywał mnie jakiś palant! I boję się ile raz ktoś będzie próbował dotknąć mnie w taki sposób! Nie chcę tego dotyku! Nie takiego. Tak zawsze dotykał mnie ten gnój! Jakby mu się należało!!!- zerwałam się na równe nogi i zaczęłam chodzić po pokoju i wyrzucać ręce jak szalona. Gdyby mój mąż mógł mnie zobaczyć, uznałby, że zasługuję na Oscara. Oparłam się o ścianę i przytknęłam czoło do zimnej nawierzchni.
            - Tamiko, życie nie jest sprawiedliwe. Ale zawsze można spróbować uczynić je troszkę lepszym. Ja robię to wykorzystując facetów z tego klubu. Lubię niezobowiązujący seks, dobrą zabawę i brak odpowiedzialności.
            - Więc dlaczego tu jesteś? Mogłabyś robić niemal wszystko inne. - zapytałam, a Yuri drgnęła. Niemal niezauważalnie, ale kilka lat studiów prawniczych wyczuliły mnie na niektóre odruchy.
            - Jestem tu z własnej nieprzymuszonej woli. W takim miejscu łatwiej poznać młodych, chętnych do zabawy facetów. Uwierz, że po kilku drinkach są tak samo chętni, jak ja. Wystarczy umieć ich podejść. - miałam ochotę podejść do niej i trzasnąć ją w twarz. Była bezczelna i bezkrytyczna wobec siebie. Jeśli uważała, że zalecanie się do żonatego faceta, bo ona miała ochotę na seks, było w porządku, zasługiwała na to, żebym wydrapała jej oczy. Nadal nie dochodziło do mnie to, że mój mąż w jakikolwiek sposób mógł próbować tknąć taką dziewczynę, jak ona. Znałam przeszłość swojego męża, ale wiedziałam też, że miał pewne granice, których by nie przekroczył. - Szykujmy się do pracy. Zaraz będziemy musiały iść do baru.
            Spojrzałam na zegarek i westchnęłam z irytacją, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że Yuri miała rację.
            -Masz rację. Daj mi kilka minut, muszę zebrać swoje rzeczy.
            Zbiegłam do łazienki. Moja dłonie się trzęsły, ale poczułam jak całe zdenerwowanie uchodzi ze mnie. Sakura obawiała się o to, że Yuri powie komuś o ciąży i prawda była taka, że mogła to zrobić. Nie odpowiadałam za jej język. Jednak ucieszyłam się z tego, że moja żałosna historia życia i to, jak niespodziewanie się ono pokomplikowało wywołało w niej odruch, o jaki mi chodziło.
            - Coraz mniej czasu. Mam coraz mniej czasu. - szepnęłam do siebie, a potem wrzuciłam puder i tusz do rzęs do lnianego worka.

Komentarze

  1. Tak długo czekałam na rozdział *. * Piszesz na prawdę genialnie <3 Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zagladalam codziennie aż w końcu jest. Nie mogę się doczekać aż dowiem się o co chodzi z tym wszystkim. Czekam na wiecej. Pozdrawiam. 😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8