Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 82
Po
zakończeniu pierwszego trymestru wymioty, mdłości i zawroty głowy odeszły tak,
jak obiecywały wszystkie głupie książki dla przyszłych matek. Pojawił się z
kolei inny problem ̶ mój brzuch zaczął być widoczny w nawet dość
luźnych ubraniach. Domyślałam się, że z powodu bycia drobną i niską nie będę w
stanie ukrywać swojego stanu w nieskończoność, nie podejrzewałam jednak, że
brzuch zacznie rosnąć mi z dnia na dzień. W pracy nosiłam grube swetry i
wiązałam na nich fartuch pomimo tego, że było mi cholernie gorąco po całym dniu
pracy, ale tylko w taki sposób byłam w stanie chować rosnącą pod ubraniami
piłkę.
Moim kolejnym problemem były dni,
które upłynęły od czasu kiedy zaczęłam pracę w barze: do rozprawy Gaary zostały
cztery dni. Cztery pierdolone dni, w których uratowałby mnie tylko cud. Yuri
była cholernie ostrożna w tym, co mówiła. Pomimo tego, że wiedziałam o niej
więcej (między innymi o tym, że tak jak ja, była w dzieciństwie maltretowana
przez ojca tyrana, że matka zawsze podkładała się zamiast niej, że wiele razy
zaznała głodu) nadal nie przyznała się do tego, że kiedykolwiek została
zgwałcona w klubie lub, że toczyło się jakiekolwiek postępowanie sądowe z
jakimkolwiek klientem o naruszenie nietykalności. Reszta dziewczyn z kolei
rozmawiała z Yuri czymś w rodzaju dziwnego szyfru, który po części udało mi się
rozpracować, jednak nie na tyle, żeby rozumieć, o co w nim chodzi. Zawsze,
kiedy wchodziłam na zaplecze żeby odpocząć podczas półgodzinnej przerwy ich
ożywione rozmowy zawsze urywały się w pół zdania, a dziewczyny wymieniały
między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Za każdym razem, kiedy to widziałam,
miałam ochotę stanąć na środku pomieszczenia i ciskać w nie gromy byle tylko coś
wyśpiewały. Milczały jednak jak kamienne posągi.
Jednego wieczoru, kiedy razem z Yuri
byłyśmy same na zapleczu, a ja przebierałam się w jeden z wielkich workowatych
swetrów, ona podeszła do mnie i położyła mi rękę na brzuchu. Na początku bardzo
sceptycznie podeszła do mojej informacji, że postanowiłam urodzić dziecko.
Jednak od ponad tygodnia, kiedy mój brzuch rósł sobie z dnia na dzień,
widziałam jak fascynuje ją ten proces.
- Czujesz już jak się rusza? -
zapytała, a ja kiwnęłam głową. Nie były to absolutnie kopnięcia w stylu tych,
kiedy masz wrażenie, że dziecko zaraz przebije ci skórę na brzuchu, lub ćwiczy
kopnięcia niczym Chuck Norris. Poczułam je w bardzo dziwny sposób, w nocy.
Miałam wrażenie, że w moim brzuchu
musują bąbelki, które łaskotały mnie od środka w okolicach pępka. Na początku
zerwałam się jak oparzona i zaczęłam obawiać się, że z dzieckiem może być coś
nie tak, ale bardzo głęboko odetchnęłam i położyłam dłoń na wypukłości. Musowanie
zaczęło zanikać, a ja zaaferowana zadzwoniłam do Marie i poprosiłam ją, żeby
sprawdziła co to mogło być. Kiedy powiedziała, że prawdopodobnie czułam właśnie
pierwsze ruchy swojego dziecka, usiadłam na łóżku po turecku i zaczęłam gadać
do swojego brzucha. Było to niesamowite uczucie: po raz pierwszy miałam niezbity
dowód na to, że coś we mnie jest. Że już nie tylko badania lekarskie, test
ciążowy i wymioty mi to potwierdzają, ale sama malutka istotka. Popłakałam się
ze wzruszenia i jednocześnie smutku, że Gaara nie mógł mi towarzyszyć w tej
bardzo intymnej i ważnej chwili, ale obiecałam sobie, że kiedy tylko wróci do
domu i znowu poczuję coś równie niecodziennego, od razu mu o tym powiem. -
Jakie to uczucie?
- Jakbyś wrzuciła tabletkę musującą
do wody gazowanej i obserwowała jak zaczyna się rozpuszczać. - Yuri zaczęła się
śmiać. Zbadała ręką wypukłość na moim podbrzuszu.
- Jest już spory. Dziewczyny
niedługo zaczną coś podejrzewać.
- Yuri, każda z nas ma jakąś
tajemnicę, o której nie chce mówić. Obiecałam, że zniknę, kiedy ciąża zacznie
być widoczna. Ten czas zbliża się nieubłaganie. - pomyślałam o kilku ostatnich
dniach jakie miałam na zdobycie nawet ochłapów informacji.
- Tak... Masz rację. Każdy ma taki
sekret... Słuchaj, może przez jakiś czas mieszkałabyś u mnie? Skoro masz zamiar
odejść z pracy... W ciąży nie możesz wylądować na ulicy. Zaczął się listopad.
Na zewnątrz jest już bardzo zimno, a ty...
-Yuri, to bardzo miłe z twojej
strony, ale nie mogę. Muszę wyjechać z Tokio. Zacznę życie razem z moim
dzieckiem w innym mieście, być może kiedyś w innym kraju. Mój były jeszcze mnie
nie znalazł. Być może nie szukał. Być może jeszcze nie wpadł na odpowiedni
trop. Udało mi się odłożyć całkiem ładną sumę pieniędzy dzięki napiwkom. Szef
również nie trzyma węża w kieszeni, więc wypłata też pozwoli mi przeżyć
przynajmniej do lutego. Pojadę na południe. Im dalej od Tokio, tym lepiej.
- Tamiko, nie musisz podejmować
takiej decyzji tak nagle. Jesteś... Twój stan nie pozwala ci na tak ogromny
stres. Potrzebujesz lekarza, pomocy w opiece nad dzieckiem. Myślę, że my
wszystkie mogłybyśmy jakoś ci pomóc.
- Yuri, nie. Dziękuję, ale nie mogę
przyjąć waszej pomocy. Kiedy zaczynałam pracę nie wiedziałam, że spodziewam się
dziecka. Jakby to wyglądało gdybym teraz poszła do szefa i powiedziała mu, że
jestem w czternastym tygodniu ciąży? Kazałby wam przejąć moje obowiązki,
dokładając wam pracy. Popracuję tu ostatni tydzień. Może dwa. I odejdę. Sama
widzisz, że nie jestem w stanie ukryć brzucha, który rośnie chyba z dnia na
dzień.
- Więc naprawdę odejdziesz?
Polubiłam cię.
- Ja też zaczęłam was traktować jak
rodzinę, której nie miałam, ale... Zawsze coś musi się skończyć. Moja przygoda
tutaj się kończy. Inna zaczyna za kilka długich miesięcy. - mruknęłam i
delikatnie przejechałam dłonią po brzuchu.
- Wiesz, kiedy pojawiłaś się w tym
klubie pomyślałam, że znowu to miejsce przyciągnęło jakąś idiotkę z problemami
tak, jak nas wszystkie, ale ty jesteś inna niż my.
- Inna? W sensie bardziej
nienormalna? Podejrzewam, że większość z was na moim miejscu usunęłaby ciążę
bez namysłu.
- Tak. Masz rację. Dwie z naszych
koleżanek mają za sobą takie zabiegi. Dlatego mówię, że ty jesteś inna. Masz
swoje zasady.
- Yuri, nie uważam, że one postąpiły
źle. To był ich wybór. miały swoje powody. Chodzi mi o to, że... Dziecko to
moja odpowiedzialność. Wiem, w jaki sposób powstało. - dosłownie na sekundy
mignął mi obraz Gaary przed oczami. Nasze wspólne chwile w Londynie. Jego
gorące usta na mojej szyi i wargach. Miarowe ruchy jego bioder, kiedy znajdował
się między moimi udami i sprawiał, że zatracałam się w jego bliskości. Mój
krzyk, kiedy osiągałam spełnienie. Jego ciche kocham cię, wypowiadane do mojego
ucha, kiedy po wszystkim leżał obok mnie i drażnił skórę gorącym oddechem. -
Uważam, że po prostu... Urodzić je jest najwłaściwszą rzeczą na jaką się
decyduje.
- Dlaczego? Wiesz dobrze, że mogłaś
się go pozbyć i mieć spokój.
- Dlatego, że bezwarunkowa miłość
jaką zdążyłam obdarować to dziecko sprawia, że chcę je chronić. I dać to, co
będę mogła, żeby tylko miało lepiej niż ja. - Yuri blado się uśmiechnęła.
- Właśnie o to mi chodzi Tamiko. Ty
się nie poddajesz. Podejmujesz najcięższe wyzwania jakie stawia przed tobą
życie. A teraz zakładaj na siebie ten worek. Klienci na nas czekają.
Dwa dni później siedziałam przy
stole, a łzy płynęły mi po policzkach ciurkiem. Dwa dni. Do rozprawy mojego
męża zostały dwa dni. Marie i Sakura prosiły, żebym wróciła do domu. Mówiły mi,
że byłam dzielna. Że pomimo stanu, w jakim się znajdowałam podjęłam walkę o
wolność mojego męża i powinnam być z siebie dumna, bo doszłam dalej, niż
którekolwiek z nich od czasu rozpoczęcia śledztwa.
Ja jednak czułam, że zawiodłam.
Zawiodłam siebie. Zawiodłam mojego męża. Naszą rodzinę. A przede wszystkim
zawiodłam dziecko, które nosiłam w sobie. Obiecałam mu wiele razy, że wyciągnę
jego ojca z więzienia. Że zapewnię mu pełną i normalną rodzinę, której ani ja,
ani Gaara tak naprawdę nie mieliśmy. Że damy mu miłość. I nie byłam w stanie
dotrzymać żadnej z tych obietnic.
Spoglądałam na białą kopertę, którą
z rana przyniosła mi Marie. Razem z Naokim i Ryu byli u Gaary porozmawiać o
najważniejszych punktach do jakich miał się odnieść mój mąż podczas sądowej
rozprawy. Zamierzał przyznać się do popełnionej zbrodni. Wykazać skruchę i
przeprosić ofiarę. Marie powiedziała, że Gaara napisał dla mnie list i poprosił
ją o to, żeby mi go dała.
Kiedy w końcu zdecydowałam się
otworzyć kopertę, palce mi drżały. W środku znajdowały się trzy kartki zapisane
starannym drobnym pismem Gaary. Kilka miesięcy wcześniej jeden z takich listów
sprawił, że postanowiłam dać naszej miłości jeszcze jedną szansę. Teraz spodziewałam
się tego, że Gaara prosił mnie o wybaczenie.
Słowa były mocnym atutem mojego
męża. Zawsze potrafił zamienić je w słodki miód lub ostrą broń w zależności od
ludzi i sytuacji. Jednak niemal zawsze był szczery. Nawet w sytuacji, kiedy na
jaw wyszło jego kłamstwo o Londynie potrafił mi powiedzieć w twarz, że bał się
tego, jak zareaguję, ale nie zrzucił winy na mnie. Odetchnęłam, a potem
przeniosłam wzrok na kartkę.
Moja
Saro,
Nawet
kiedy piszę Twoje imię na kartce uśmiecham się. Pewnie uznasz mnie za
nienormalnego, kiedy to przeczytasz, ale tak, napiszę to jeszcze raz, uśmiecham
się. Uśmiecham się, ponieważ wiem, że Twoje imię ̶ imię,
które towarzyszy mi codziennie od kilku lat i sprawia, że jestem
najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi ̶ sprawia, że codziennie chcę się uśmiechać.
Nawet w sytuacji w jakiej teraz jestem, Ty jesteś najjaśniejszym światłem mojej
duszy i serca.
Spędziłem
z Tobą najwspanialsze chwile całego życia, jakie otrzymałem w darze. Dziękuję
Ci za nie. Nie proszę Cię o wybaczenie, choć pewnie kiedy zobaczyłaś ten list
uznałaś, że właśnie po to go napisałem. Nie zrobiłem tego. Być może teraz
zastanawiasz się skąd u mnie ten tupet i powinienem w podskokach padać przed
Tobą na kolana, ale wiem, że nie muszę tego robić. Nie przed Tobą. I na pewno
teraz dałabyś mi w łeb, gdybym był obok, ale pozwól mi wyjaśnić skąd to
przekonanie.
Kocham
Cię od pierwszych chwil, kiedy się poznaliśmy
̶ to już wiesz. Sprawiłaś, że
jestem szczęśliwy ̶ to też na pewno wiesz. Wiesz też jak kocham Twój
uśmiech, brzmienie głosu, dotyk, pocałunki. Wiesz, jak kocham oglądać Cię rano,
kiedy krzątasz się zaspana po kuchni i robisz nam kawę. Wiesz, jak kocham to,
kiedy złościsz się, kiedy nie możesz czegoś znaleźć. Kiedy ktoś Cię
zdenerwował. Kiedy miałaś gorszy dzień. Kocham Cię, kiedy jestem obok Ciebie i
razem milczymy, bo wiemy, że nie potrzebujemy słów żeby czuć bliskość tej
drugiej osoby. Kocham Cię za te wszystkie małe rzeczy, które robisz dla mnie:
kanapki na uczelnie. Kawę, kiedy uczę się po nocach. Kiedy dbasz o nasz dom...
Jednak
te wszystkie rzeczy łączą się w jedną, za którą kocham Cię najbardziej ̶
Ciebie.
Saro,
kocham Cię. I jeśli chcesz mogę napisać Ci to setki, tysiące, setki tysięcy
razy. Wiem, że nie muszę. Wiem, że to wiesz.
Wiem
z kolei czego nie wiesz ̶ tego, jak silna jesteś.
Teraz
na pewno musiałaś się zdziwić. Ja? Silna? O czym ten Gaara pisze. Saro, jesteś
jedną z najsilniejszych osób, jakie poznałem w swoim życiu. I nie chodzi mi o
to, jakie piekło przeżyłaś w dzieciństwie, choć wiem, że niezaprzeczalnie
wpłynęło na wiele rzeczy w Twoim życiu.
Jesteś
silna, bo pomimo tego, co Cię spotkało zawalczyłaś o siebie i o swoje życie. Pozwoliłaś obcym ludziom
zbliżać się do Ciebie i kochać Cię za to,jaką osobą jesteś. Zaufałaś, choć
życie nauczyło Cię, że to zwykle najbliżsi ranią najbardziej.
Miałem
to szczęście, że pozwoliłaś mi uczestniczyć w swoim życiu. Nie tylko jako
przyjaciel, ale jako Twoja druga połówka. Pozwoliłaś mi na to, żebym stał się
Twoim mężem i mógł budować z Tobą plany na przyszłość. Zaufałaś, że zaopiekuję
się Tobą. Że w przyszłości wspólnie wychowamy nasze dzieci. Zestarzejemy się
razem...
Uwierz,
że samo myślenie o tym jest jak sypanie soli na otwarte rany. Sama myśl o tym,
że przez tyle lat ominie mnie tyle pięknych rzeczy związanych z Tobą. Z nami.
Wiem, użalam się nad sobą, choć nie powinienem. Pamiętam, co mi powiedziałaś,
kiedy byłaś u mnie po raz ostatni: Że będę miał trzydzieści osiem lat, kiedy
wyjdę na wolność, a ty trzydzieści siedem. Masz rację, nie będziemy starszy. Moglibyśmy
przeżyć jeszcze wiele wspólnych lat. Może nawet dorobić się dzieci.
Powiedziałaś też, że poczekasz...
Saro,
te słowa sprawiły, że prawie umarłem. Nie z bólu. Zabrzmi to jak bełkot kogoś
chciwego, ale prawie umarłem z radości. W tamtej chwili zrozumiałem czym jest
szczęście posiadania obok drugiego człowieka, który gotów jest postawić Ciebie
ponad siebie samego. I uwierz, że nigdy w życiu nie mógłbym prosić Cię o aż
tyle.
Jeśli
istnieje przeznaczenie wiem, że odnajdziemy się w innych wcieleniach. W innych
życiach. Wierzę, że ̶ tak jak mówi wiele mitów i legend ̶ ludzie
byli sobie przeznaczeni już od samego początku i odnajdują się, lub czekają na
inne czasy, ale wszystko sprzyja temu, aby mogli być razem.Wierzę, że takie
czasy kiedyś nadejdą dla nas, bo niezależnie od czasów, życia i przeciwności,
zawsze wybrałbym Ciebie.
Wiem,
że pierwsze chwile beze mnie na pewno będą dla Ciebie ciężkie, ale wiem, że
dasz radę. Zawsze umiałaś sobie radzić beze mnie lepiej niż ja radziłem sobie
bez Ciebie. Wiem też, że w końcu nauczysz się żyć beze mnie i mam nadzieję, że
zdążysz spotkać kogoś, kto będzie w stanie uczynić Cię szczęśliwą. Kogoś, kto
pokocha Cię za te wszystkie małe rzeczy, za które ja kocham Cię od samego początku.
I mam nadzieję, że Ty również pokochasz. Być może inaczej niż kochałaś mnie,
ale zasługujesz na to bardziej niż ktokolwiek inny.
Błagam
Cię, nie skreślaj swojego życia. Żyj. Uśmiechaj się, tańcz, odnajduj radość w
małych rzeczach, ponieważ to one tworzą Ciebie i cudowną istotę jaką jesteś i
jaką świat zesłał mi w darze. I, co do której mam pewność, że będzie jeszcze
przez kogoś kochana jeśli tylko na to pozwoli.
Wracając
do wcześniejszego fragmentu listu: wiem, że nie muszę prosić o wybaczenie, ponieważ
Ty, jako jedyna osoba potrafiłaś mną wstrząsnąć, a nie współczuć. Byłem, jestem
i będę pewien, że gdybym poprosił, próbowałabyś mi pomóc i wiem, że poszłabyś
do piekła gdyby zaszła taka konieczność, ale nie chciałem tego. I nadal nie
chcę. Wiele razy sprawiłem, że powinnaś przestać we mnie wierzyć. Powinnaś
wystawić mi walizki za drzwi. A mimo tego, nie zrobiłaś tego, tylko pozwalałaś
mi wracać do siebie i swoich ramion, żebym mógł znaleźć w nich ukojenie.
Za
to i za wszystkie lata, które były dla mnie cudem dziękuję Ci z całego serca. Mam
nadzieję... Nie. Wiem o tym, że uda Ci się jeszcze znaleźć szczęście, którego niestety ja nie byłem w stanie Ci dać, choć uwierz, że bardzo chciałem.
Kocham
Cię. Teraz. I będę kochał przez wszystkie następne lata dopóki nie wydam z
siebie ostatniego oddechu.
Na
zawsze
Gaara
Zagryzłam zęby tak mocno, że aż
zabolała mnie szczęka. Powstrzymywałam się, żeby nie krzyknąć na całe gardło,
kiedy dosłownie czułam, że rozpadam się na kawałki. Gaara... Mój Gaara... Kiedy
nie mogłam złapać oddechu zacisnęłam ręce w pięści i skuliłam się w kłębek.
Krzyknęłam. Raz. Drugi. Trzeci. Otępienie i ból były nie do zniesienia.
Krzyknęłam kolejny raz. Znów nie pomogło. Zaczęłam uderzać w twardy blat stołu
tak mocno i tak długo, aż na moich kostkach pojawiła się krew, a ból rozjaśnił
mi w głowie. Przesunęłam palcami po białej kartce papieru, a potem ścisnęłam
ją. Kartka zaczęła się kurczyć z szeleszczącym dźwiękiem, a zimno w moich
kościach rozchodziło się po moim ciele jeszcze bardziej.
Pożegnanie... Gaara się ze mną
żegnał. Żegnał nasze wspólne cele i plany na następne lata. Żegnał mnie. Żegnał
nas. Znowu krzyknęłam.
- Przeklęta dziwko!!! Przeklęta
dziwko, przez którą to wszystko się dzieje!!! Przeklęta! Przeklęta!
Przeklęta!!! - wrzasnęłam na całe gardło i znowu zaczęłam uderzać pięścią w
blat stołu. Kiedy w końcu ręka zdrętwiała mi z bólu zwinęłam się w kłębek i
pozwoliłam, aby łzy spływały mi po twarzy.
Nie byłam pewna ile czasu
przeleżałam na brudnej zimnej podłodze, ale w pokoju najpierw zrobiło się
różowo od zachodzącego słońca, później barwa zmieniła się na stalowoszarą, aż w
końcu zrobiło się całkiem ciemno. Słyszałam wiatr dmący w szyby i siepiące w
nie krople deszczu. Przedpotopowy telefon, którego używałam do komunikacji z
Sakurą i Marie zaczął dzwonić obwieszczając mi, że powinnam zacząć się szykować
do pracy, ale miałam go gdzieś. Na nic było zarzynanie się co noc w obskurnym
barze żeby uzyskać informacje, skoro nie udało mi się żadnych uzyskać. Na nic
ryzykowałam życie mojego dziecko, kiedy ktoś w nocy mógł mnie skrzywdzić,
mogłam paść z wyczerpania, lub po prostu przewrócić na jednej z mokrych plam
zrobionych przez klientów baru.
Na nic.
Nie uratowałam mojego męża. Nic nie
udało mi się znaleźć. Dziwka Yuri co wieczór podrywała nowych klientów,
rozdawała swoje adresy i numery jak Święty Mikołaj cukierki w Boże Narodzenie,
i pewnie równie często rozkładała przed nimi nogi, a mój mąż czekał w areszcie
na przyznanie się do winy i wydanie wyroku. Ta sama dziwka nie pisnęła słowem o
tym, że doszło do czegoś takiego, tak samo jak jej koleżaneczki. Przysięgam, że
miałam ochotę zabić Yuri. Nawet jeśli sama miałam trafić do więzienia żal i
frustracja spowodowana sytuacja w jakiej był Gaara doprowadził do tego, że
miałam ochotę zabić tą dziewczynę.
I w jednej chwili ostry ton Gaary
sprowadzał mnie na ziemię, kiedy gdzieś w głowie niczym dzwon rozbrzmiewały mi
jego słowa o tym, że prosi mnie żebym się nie wtrącała w śledztwo. Byłam niemal
pewna, że nawet gdyby udało mi się zdobyć jakiekolwiek dowody, Gaara najpierw
wolałby mnie zabić za to, że znowu zrobiłam na przekór jego słowom, a dopiero
potem dotarłoby do niego, że mógł zostać uniewinniony.
Poczułam mocne ciągnięcie w
podbrzuszu i nagle przypomniałam sobie o tym, że dziecko również czuje moje
emocje. Spokojnie głęboko odetchnęłam, a potem powoli usiadłam. Czułam mrówki w
zdrętwiałej ręce. Lewe biodro bolało mnie od odgniecenia twardej ziemi.
Przytuliłam zgnieciony list do piersi i mocno zagryzłam usta, żeby znowu nie
zacząć się wydzierać.
- Saro, uspokój się. Uspokój się, bo
nerwy nic ci nie dadzą. Uspokój się. Gaara nie chciał cię zdenerwować i dobrze
o tym wiesz. Pomyśl o sobie i o waszym dziecku. Uspokój się Sabaku. Uspokój
się. - mruczałam do siebie jak mantrę.
Odetchnęłam. Raz. Drugi. Trzeci. Zmięłam list w jeszcze większą kulkę i odetchnęłam
jeszcze głębiej. Po chwili rozwinęłam list i zaczęłam drzeć go na malutkie
kawałki. Tak malutkie, że gdyby ktoś próbował go z powrotem posklejać, nie
dałby rady lub potrzebowałby na to wręcz lat.
Moje ręce popuchły, na kostkach
pojawiły się skrzepy. Czułam wyczerpanie, tak emocjonalne jak fizyczne.
Nieregularny sen i pierwszy trymestr ciąży tak strasznie dały mi się we znaki,
że naprawdę czułam się wyczerpana. Brak Gaary sprawił, że czułam się wręcz
wyjałowiona.
- Sabaku, byłabyś beznadziejną
hazardzistką. - mruknęłam i przetarłam zmęczone oczy.
Podskoczyłam, kiedy ktoś rąbnął w
drzwi tak mocno, że aż zatrzęsły się w zawiasach. Chwyciłam telefon z łóżka.
Dochodziła północ. Ukryłam telefon w szufladzie i po cichu podeszłam do drzwi.
Kolejne kilka mocnych rąbnięć.
- Sabaku, otwórz!!! To ja, Marie!!!
Musisz czym prędzej pojechać do mnie do domu! Naoki chce do mnie przyjechać!
Powiedział, że musi z tobą porozmawiać! Nie mogę się do ciebie dodzwonić!!!
Otwórz do cholery! Byłam w klubie, ale cię tam nie widziałam!!!
Złapałam za klucz i przekręciłam
zamek. Marie wpadła do mojego pokoju jak oparzona. Zapaliła światło i niemal od
razu spojrzała na mój brzuch.
- Jej... Naoki... On na pewno...
- Zauważy? Serio? Co ty nie
powiesz?! Nie mogę pokazać mu się w takim stanie! Od razu powie Gaarze! Czego
on chce?
- Kiedy wyszliśmy z widzenia z
Gaarą, Naoki został z nim sam na sam. Nie wiem o czym rozmawiali, ale Naoki był
dziwnie milczący. Wyglądał na bardzo przybitego. Powiedział, że musi z tobą
porozmawiać.
- Marie, powiedz mu, że spotkam się
z nim jutro rano. Jest środek nocy! Powiedz, że... Aaa!!! Daj mi swoją komórkę!
- wyrzuciłam ręce w powietrze i miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy. Znałam
tupet Naokiego i wiedziałam, że jeśli Marie zrobi za pośredniczkę, on nie
odpuści.
Marie podała mi swoją komórkę, a ja
weszłam w ostatnie połączenia. Ryknęłam śmiechem, kiedy zobaczyłam, że Marie
wpisała go jako BUC. Odetchnęłam, a potem przesunęłam palcem w prawo żeby
rozpocząć połączenie.
Palce mi drżały. Pierwszy sygnał.
Drugi sygnał. Za trzecim usłyszałam kilka trzaśnięć. Odsunęłam telefon od ucha.
- Halo, Marie. Co się stało? - w tle
słyszałam dość głośną muzykę.
- Naoki, to ja. Sara. Jesteś gdzieś
w klubie? Strasznie słabo cię słyszę. - w telefonie zapadła cisza. Usłyszałam
jedynie głośne trzaśnięcie drzwi, a potem zrobiło się totalnie cicho. Jedyną
rzeczą, która świadczyła o tym, że Naoki się nie rozłączył był jego
przyśpieszony oddech w słuchawce.
- Saro... Ja... Chciałbym... Bardzo
chciałbym z tobą porozmawiać. Wiesz, że byliśmy dzisiaj u Gaary. On...
- Nadal podtrzymuję swoją wersję, że
nie rozwiodę się ze swoim mężem. Kocham go. I poczekam nawet dwadzieścia lat
jeśli będę musiała. Nie zmienisz mojego zdania, Naoki. - w słuchawce znowu
zapadła cisza.
- Nie zamierzam cię przekonywać. Po
prostu chcę z tobą porozmawiać. To bardzo ważne. Dotyczy Gaary, ciebie,
wszystkich. Poświęć mi choć odrobinę swojego czasu.
- Naoki, porozmawiamy jutro rano.
Przepraszam cię, ale przez tą całą sytuację nie mam dzisiaj siły na rozmowy.
Marie mówiła mi tylko, że Gaara obiecał, że przyzna się do winy, więc pójdzie
do więzienia. Potrzebuję choć chwili odpoczynku. Muszę nad tym wszystkim
pomyśleć. Jutro. Jesteś w stanie poczekać?
- Tak. Jasne. Postaraj się uspokoić.
Dobrej nocy i do zobaczenia jutro rano.
Kiedy usłyszałam dźwięk zakończonego
połączenia oddałam telefon Marie. Usiadłam na łóżku i ścisnęłam skronie, kiedy
poczułam nieprzyjemne pulsowanie.
- Boże, co za dzień...- mruknęłam.
- Dzień? Co za straszne tygodnie!
Zaczynasz wyglądać jakbyś połknęła dużą brzoskwinię. Nie. Może z pół melona.
Myślałam, że do przynajmniej czwartego miesiąca brzucha nie widać!
- Marie, jestem niska i bardzo
szczupła. Nie licz na to, że ten brzuch magicznie rozejdzie się na boki, bo
jedyne gdzie może się pchać, to przód. Boże, muszę coś wymyślić. Naoki od razu
zobaczy tą piłkę kiedy jutro się z nim spotkam...
- Antygwałty! - krzyknęła nagle.
- Nie wiem czy wiesz, ale w świetle
ostatnich wydarzeń to słowo nie brzmi dobrze. - mruknęłam.
- Przepraszam. Chodzi mi o spandeks.
O te wstrętne obciskające pantalony po same pachy, które często wystają
celebrytkom spod sukienek, kiedy wiatr postanawia obwieścić światu, że wcale
nie są fit. Żona mojego ojca ma ich kilkanaście. Myślę, że idealnie ukryją twój
brzuch.
- A dziecku nic się nie stanie? To
bezpieczne?
- Sara, nie każę ci tego nosić przez
całą dobę. Chcesz, żeby Naoki dowiedział się o twoim dziecku, czy nie? Chcesz
żeby Gaara dowiedział się od niego, że zostanie ojcem? Ta informacja w świetle
ostatnich wydarzeń zdecydowanie mu nie pomoże.
- Marie, zgodzę się na wszystko
jeśli to w jakikolwiek sposób pomoże mojemu mężowi. Do rozprawy zostały dwa
dni. Wiesz, że nic już nie wymyślę. Zostanę samotną matką z dzieckiem, którego
ojciec wyląduje za kratami więzienia do czasu, aż dziecko będzie niemal dorosłe...
Nie mam nic więcej do stracenia.
W pokoju zapadła niezręczna cisza.
Usiadłam na brzegu łóżka i zacisnęłam palce na pościeli. Próbowałam powstrzymać
drżenie ramion.
- Przepraszam, Saro.
Spojrzałam na Marie i zmarszczyłam
brwi. Dziewczyna stała na środku pokoju, a z jej oczu kapały łzy. Poczułam, że
ściska mnie w gardle.
- Nie rozumiem... Za co mnie
przepraszasz? Przecież nie zrobiłaś nic złego.
- Przepraszam za to, że nie byłam w
stanie pomóc Gaarze, żeby wyciągnąć go z tej sytuacji. To ja powinnam szukać
dowodów, a nie pozwolić ci na to. W dodatku w ciąży. Wiele lat temu cieszyłabym
się z tego, że cierpisz. Wiele razy prosiłam o to, żeby los was rozdzielił. Gdybym
wiedziała, że zrobi to w tak okrutny sposób... Błagam, wybacz mi. - Marie
osunęła się na ziemię, a jak zerwałam się jak oparzona i szybko podeszłam w jej
stronę.
Marie zanosiła się płaczem jak ja po
przeczytaniu listu od Gaary.
- Przepraszam! Przepraszam cię. Tak
strasznie cię przepraszam, że kiedykolwiek w ogóle tak myślałam. Wybacz mi,
proszę. Nie zasługujecie na to, żeby żyć bez siebie. Tak strasznie się kochać.
- Marie, błagam, przestań. Nie
gniewam się na ciebie. O nic nie jestem zła. Nie ty jedna życzyłaś mi źle przez
związek z Gaarą. I tylko jako jedna z dwóch osób zgodziłaś się na mój szalony
plan wiedząc, że odpowiadam teraz nie tylko za siebie. Proszę, przestań się
obwiniać. W życiu nie pomyślałam o tobie. Ryu i Naoki zaniedbali wspólnego
pilnowania. Mój mąż jest dorosły. Jeśli naprawdę to on, wiedział co robi. Nie
wierzę, że zgwałciłby Yuri, ale jeśli zrobiłby to, wiedział, że może ponieś za
to karę. Nie obwiniaj siebie. Nie ty nasłałaś tą dziwkę na Gaare. Uwierz, że
podkłada się wszystkim, którzy wyglądają na lepiej sytuowanych. - przytuliłam
ją do siebie i po chwili zaczęłam czuć, że się uspokaja.
- Sara, ja też wierzę, że to nie on.
Nie wierzę w żaden gwałt. To dla mnie śmierdzi. Gorzej niż szambowóz, który
niedawno wypompowywał ścieki przy mojej ulicy. - zaśmiałam się. - Ta dziewczyna
sama jest chodzącym szambem.
- Marie, obiecałam Gaarze, że nie
pojawię się na rozprawie. Powiedz mu, że czytałam list. Że dziękuję za to
wszystko co w nim napisał. Że go kocham. I wbrew temu, czego dla mnie pragnie,
poczekam na niego. Na dobre rzeczy warto czekać do samego końca. Przyjadę do
ciebie rano. Teraz musisz iść. Nie chcę, żeby ktoś cię zobaczył. Idź. I błagam,
nigdy więcej nie myśl, że to twoja wina, że to wszystko teraz dzieje się w
naszym życiu. Dziękuję, że byliście ze mną do samego końca, ale ta walka... Już
się skończyła.
Około drugiej lub w pół do trzeciej,
kiedy zapłakana leżałam na łóżku, uslyszałam kolejne walenie do drzwi. Serce
zatrzymało mi się w piersi.
- Tamiko, otwieraj!!! W tej
chwili!!! Powiedziałam szefowi, że od rana miałaś grypę żołądkową i pewnie
dlatego nie ma cię w pracy! Otwieraj!!! - Yuri nawalała w drzwi równie
namiętnie co Marie kilka godzin wcześniej. Szybko rzuciłam okiem na rzeczy
zostawione w pokoju, założyłam soczewki i poszłam otworzyć.
Dziewczyna stała w niebotycznie
krótkiej spódniczce mini i mocno wydekoltowanej bluzce. Sam jej widok działał
na mnie jak płachta na byka, a po szalonym dniu ten efekt tylko się zaostrzył.
- Ojej, wyglądasz fatalnie. Dziecko
znowu daje popisy? - zapytała, a potem weszła do mojego mieszkania.
- Tylko trochę. Musiało mu
nie odpowiadać to, co zjadłam. Przepraszam za kłopoty. I dziękuję, że mnie
kryłaś. - mruknęłam a potem zaczęłam ziewać. Naprawdę byłam wyczerpana.
- Nie ma sprawy. Czego się nie robi
dla przyjaciół. Połóż się. Wyglądasz fatalnie.. Jakbyś jeszcze jutro nie czuła
się na siłach, daj znać. Powiem szefowi, że czujesz się naprawdę kiepsko. Muszę
wracać, przerwa zaraz się kończy. Gdybyś czegoś potrzebowała... Do zobaczenia
jutro. Trzymaj się.
Rano zwlekłam się z łóżka ledwo
przytomna. Noc była bardzo ciężka. Przysypiałam dosłownie na chwilę, żeby nagle
zrywać się z krzykiem, kiedy śniłam o Gaarze za kratami, piętnowanego,
wyśmiewanego przez współwięźniów, którzy po tym jak dowiadują się co zrobił,
sami go krzywdzą.
Wyszłam z domu o ósmej rano i przed
dziewiątą byłam już u Marie. Wyglądała na bardzo zmęczoną i równie przybitą jak
ja. Niemal od razu zaprowadziła mnie do swojej sypialni i usadziła na łóżku.
Pomogła mi zdjąć ubrania, a potem pokazała mi strój, o którym mówiła.
W pierwszej chwili miałam wrażenie,
że ryknę śmiechem. Rozmiar, który wybrała mógł pasować na wychudzoną modelkę, a
nie na zdrową, nawet szczupłą dwudziestoparolatkę w prawie czwartym miesiącu
ciąży.
- Sara, przymierzaj to. Naoki będzie
tu za pół godziny, a my musimy ukryć twój brzuch! - ochrzaniła mnie, a potem
pomagała mi siłą wciskać się w ubranie.
Moje piersi od czasu ciąży spuchły
prawie 3 rozmiary. Wyglądałam bardzo groteskowo z chudym tułowiem i ogromnymi
cyckami niczym Pamela Anderson. Marie widząc to zacmokała.
- Może powinnam namówić mojego
faceta na dziecko? Albo poprosić ciebie żebyś oddała mi połowę tego, co tu
masz. Naoki może nie zobaczy brzucha, ale te dwie armaty na pewno. - dźgnęła
mnie palcem w bok piersi, a ja podskoczyłam.
Drugą ważną rzeczą, o której nie
mówią kobietom zanim zajdą w ciążę jest to, że owszem, piersi robią się
ogromne, ale równocześnie kurewsko bolą. Nie jest to ból podobny do tego przed
okresem. O nie. W moim przypadku piersi przy każdym nawet najdelikatniejszym
dotyku bolały tak, jakby ktoś przypalał je rozgrzanym prętem i były gorące jak
piec. Sutki pociemniały i były wiecznie nabrzmiałe i sterczące co dodatkowo
wzmagało uczucie pieczenia, kiedy ocierały się o materiały ubrań.
- Wow, nie mogę się napatrzeć na te
cycki. Przyznaj się, że zrobiłaś sobie operację. Nikomu nie powiem.
- Marie, przestań gadać głupoty! Mam
cycki jak niewydojona krowa na pastwisku, moje plecy krzyczą o pomstę do nieba,
każdy dotyk boli! Przez prawie sześć tygodni rzygałam jak kot i każdy nawet
najmniejszy zapach drażnił mnie tak, że wymiotowałam żółcią, bo nie byłam w
stanie nic jeść. Uwierz mi, nie chcesz być w ciąży. Na pewno nie z takimi
objawami jak ja. Kiedy Gaara wyjdzie z więzienia, zabiję go za to, że mnie
zapłodnił! - w tyle głowy bardzo wyraźny głos mówił, że wcale tak nie myślę,
ale mój wredotyzm był spowodowany silnym zmęczeniem.
Marie tylko głupio się uśmiechnęła.
- Zawsze chciałam cię zapytać o to,
jak bardzo Gaara jest dobry w te klocki, ale jakoś nigdy nie byłam w stanie się
odważyć. - spojrzałam na Marie, a potem sama zaczęłam się śmiać.
- Właśnie się odważyłaś. -
uśmiechnęłam się, a potem przymknęłam oczy i zadrżałam, kiedy miałam wrażenie,
że czuję na sobie dłonie mojego męża.- Gaara... On. Tego nie sa się wyrazić
słowami. Jeśli chodzi o jego umiejętności w łóżku to, Marie, uwierz że są dużo
powyżej standardowych umiejętności, ale to nie tylko to jak się kocha. Czasem
wystarczyło żeby na mnie spojrzał. Żeby musnął palcami moją skórę. Żeby
przybrał odpowiedni ton głosu. On cały jest jak chodzący erotyzm. Cała jego
postawa pokazuje, że czuje się pewnie sam ze sobą i to przekłada się na to, że
po prostu jest jaki jest. I zawsze myśli o tym, żebym była spełniona. Zawsze. W
skali dziesięciostopniowej daje mu dwadzieścia.
Marie ryknęła śmiechem. Ja razem z
nią. Kiedy w końcu ubrałam się w całości, moja koleżanka miała rację, że
Naokiemu na pewno nie umknie ogromny rozmiar mojego biustu, ale okropne spodnie
przeciwdziałające oddychaniu idealnie spełniały swoją rolę. Mój brzuch był
idealnie płaski, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że był to pewnie ostatni raz,
kiedy mogłam go takim oglądać na przynajmniej najbliższy rok. Kiedy
usłyszałyśmy dzwonek do drzwi razem z Marie zeszłyśmy na dół do holu, gdzie
stał już Naoki.
Nigdy nie lubiłam sposobu w jaki
chłopak na mnie patrzył. W jego spojrzeniu było coś bardzo niewłaściwego.
Zupełnie tak, jakby próbował rozebrać mnie wzrokiem, a potem posiąść. Tym razem
było tak samo. Powoli zlustrował całe moje ciało i ze spokojem zaczął
przyglądać się mojej twarzy. Pragnęłam żeby Marie ze mną została, ale ona tylko
kiwnęła Naokiemu głową, a potem poszła do biblioteki swojego ojca. Nam kazała
iść do salonu i prosić jeśli chcielibyśmy napić się herbaty lub kawy.
Kiedy w końcu siedzieliśmy w
salonie, czułam się bardzo niezręcznie. Naoki co chwila spoglądał na mnie i
posyłał w moją stronę dziwne uśmiechy. Ja z kolei czułam, że ledwo mogłam
oddychać w okropnych spandeksach.
- Wiesz, że Gaara prosił abyś nie
uczestniczyła w rozprawie i gdybyś jednak zmieniła zdanie, mamy cię odwodzić od
tego pomysłu?
- Domyślam się. Możesz uspokoić
mojego męża. Nie zamierzam brać udziału w rozprawie jako obserwator. -
wzruszyłam ramionami, a potem zaczęłam obserwować swoje paznokcie.
- Prosił nas, żebyśmy pomagali ci za
każdym razem kiedy będziesz tego potrzebować.
- Tego też się domyślam. Gaara nie
pozwoliłby na to, żebym została sama. Zaraz powiesz mi, że prosił, żebyście
przekonali mnie do rozwodu. Na to się nie zgodzę. Poprosił was, żebym zaczęła
żyć dalej, zakochała po raz kolejny i założyła rodzinę. Tego też nie chcę
robić. Poczekam na Gaare. Tak długo, jak będzie to konieczne. - powiedziałam
spokojnie.
Dosłownie na sekundę dostrzegłam jak
w oczach Naokiego błysnęło coś niebezpiecznego.
- Zamierzasz być sama przez następne
piętnaście lub dwadzieścia lat? Naprawdę tego chcesz? - zapytał.
- Tak. Będę czekać. - powiedziałam
bardzo pewnie. Naoki zerwał się z miejsca tak szybko, że przewrócił krzesło.
Pierwszy raz w życiu zaczęłam się go bać.
- Saro, nie podejmuj tej decyzji
pochopnie, błagam. Wszyscy wiemy, że jesteś teraz w silnym stresie. Że
wszystkie wydarzenia, które dzieją się wokół ciebie i Gaary mogą wpłynąć na
twoją decyzję, ale wszyscy chcemy uratować ciebie i twoją przyszłość. Będąc z
mężem kryminalistą nigdy nie będziesz mogła podjąć pracy w zawodzie. Być może
nigdy nie znajdziesz zawodu godnego twoich umiejętności. Nie urodzisz dziecka.
Nie będziesz szczęśliwa...
- Naoki, ja już nie jestem szczęśliwa.
Mój mąż pójdzie do więzienia, a ja mogłam jedynie stać z boku i patrzeć. Ta
bezczynność doprowadziła mnie niemal na skraj załamania nerwowego.
- Saro, Gaara poprosił mnie żebym
zajął się tobą, kiedy zostanie zamknięty. Obiecałem mu, że zrobię wszystko, co
w mojej mocy, żebyś była szczęśliwa. - powiedział i położył mi dłoń na
ramieniu.
- Więc wyciągnij go z więzienia.
Tylko o to proszę. - spojrzałam Naokiemu w oczy.
Chłopak szybko odwrócił wzrok.
- Saro, zrobię wszystko żeby
zapewnić ci dobre spokojne życie. Obiecuję ci, tak samo jak Gaarze, że
zaopiekuję się tobą i postaram dać ci wszystko żebyś była szczęśliwa. Jednak
nie jestem cudotwórcą. Tego nie będę mógł zrobić.
- W takim razie nic mi nie obiecuj.
Nie chcę obietnic. Nie chcę żadnych gwarancji. Chcę żebyście dali mi spokój.
Obiecałam Ryu, że jeśli nie wyciągnięcie Gaary z więzienia, zniszczę wam życie.
Mogłabym to zrobić, ale najzwyczajniej w świecie nie mam na to siły. Ostatnie
tygodnie całkiem mnie wyczerpały. Tęsknię za moim mężem codziennie odkąd go nie
ma i będę tęsknić dopóki znowu z nim nie będę, ale wiem, że wytrzymam. Porszę
was, żebyście zniknęli z mojego życia. Mam do was żal, że nie pilnowaliście się
na tej imprezie.
- Saro, to nie nasza wina, że to się
stało. Daj spokój. Gaara wiedział, co robi. Nie skreślaj nas za jego błędy. Nie
skreślaj mnie.
- Naoki, proszę. Daj mi już spokój.
Przestań do mnie dzwonić. Przestań nakłaniać mnie na rozwody. Przestań
obiecywać, że zrobisz dla mnie wszystko. Nie chcę tego. Traktuję cię tylko jako
kolegę męża, przez którego w dodatku często się z nim kłóciłam. Dajcie mi żyć
własnym życiem. A teraz proszę cię, żebyś mnie zostawił.
- Saro, proszę, nie skreślaj mnie!
Nie zniknę z twojego życia tak łatwo! Będę upierdliwy tak długo, aż w końcu
dasz sobie pomóc!
- Naoki! Mi już nic nie pomoże!!!
Straciłam męża, którego kocham. Nie zależy mi nawet na sobie. Ja wiem, że Gaara
tego nie zrobił! Niewinny człowiek pójdzie siedzieć na długie lata i to
zniszczy mu życie!- tupnęłam nogą.
- Saro, dowody jednoznacznie
wskazują na Gaare. Przykro mi, ale nic nie możemy zrobić. Szukaliśmy ile się
dało. Nie znaleźliśmy nic. Zero.
- Wiem. Marie mi mówiła. Naoki,
proszę. Zostaw mnie. Teraz... Teraz potrzebuję chwili samotności. Jutro
rozprawa. Uwierz, że czuję się pusta w środku.
- Dobrze. Zostawię cię. Ale tylko
teraz. Po rozprawie będę odwiedzał cię tak długo, ąz w końcu pozwolisz sobie
pomóc. I wtedy nie przyjmę odmowy. - powiedział dość ostrym tonem, a potem
odwrócił się na pięcie i wyszedł z salonu.
Skronie tak mi pulsowały, że aż
musiałam usiąść na krześle, żeby się nie przewrócić. Spojrzałam na zegar na
ścianie. Do rozprawy zostało dwadzieścia osiem godzin.
- Miałeś rację mężu. Czasem cuda
niestety się nie zdarzają.
Moi Kochani!
Jako, że jest to moja ostatnia notka w tym roku, pragnę życzyć Wam na nadchodzący Nowy Rok samych wspaniałych chwil! Dużo zdrowia, radości i szczęścia w każdym dniu oraz abyście odkrywali w sobie nowe pasje i bez obaw realizowali je. Abyście spełniali się w życiu zawodowym i osobistym i codziennie odkrywali w swoim życiu małe rzeczy, które okażą się Waszymi osobistymi cudami!
Pozdrawiam serdecznie
Sara
Świetny rozdział. Będę zaglądać w poszukiwaniu kolejnego. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego w Nowym Roku. 😊
OdpowiedzUsuń