Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 83


Marie weszła do salonu chwilę po wyjściu Naokiego. Podeszła do mnie i położyła mi dłoń na ramieniu. Uniosłam głowę, a potem zaczęłam szybko mrugać, żeby się nie popłakać. Czułam, że ledwo mogłam oddychać i marzyłam tylko o tym, żeby zdjąć potwornie obciskające pantalony z tyłka.
            - Nie mam pojęcia jakim cudem nie zabiliście go przez te prawie cztery lata wspólnych studiów, ale ja mam ochotę zrobić to za każdym razem, kiedy tylko muszę z nim rozmawiać. Chodźmy do twojej sypialni. Muszę się przebrać, albo za chwilę zemdleję.- mruknęłam, a potem wspierana przez Marie poszłam z nią do jej sypialni.
            Szybko streściłam dziewczynie rozmowę z Naokim, a ona co chwilę marszczyła brwi, albo wydymała usta z niezadowolenia.
            - Książę Naoki zawsze miał tupet, ale w sprawach twoich i Gaary przeginał w każdą możliwą stronę. Jakoś nie mogę uwierzyć, że Gaara go o to poprosił. Sądzę, że kiedy mówił: znajdź sobie kogoś innego było tam dodane drobnym drukiem byle by nie Naokiego. - zaśmiałam się na uwagę Marie. kiedy zsunęłam z tyłka bieliznę wyszczuplająca, mój brzuszek od razu znowu zrobił się wypukły. Nawet mój pępek przestał być wklęsły i wyglądał jak niewielka antenka. Położyłam palec na guziczku i uśmiechnęłam się, a potem zaczęłam gadać.
            - O matko, dziecino, mama przeprasza a te Spartańskie warunki, ale chciała chyba po raz ostatni zobaczyć swój płaski brzuch. Poza tym przysięgam ci, że jeśli kiedykolwiek będę mieć synową lub zięcia takiego jak Naoki, dostaniesz dożywotni szlaban na randki. - mruknęłam, a Marie zaczęła się śmiać. Podeszła do mnie i położyła mi rękę na brzuchu.
            - Wyglądasz tak pięknie. Powinnaś być w ciąży cały czas. Gdyby Gaara mógł cię zobaczyć, pękałby z dumy. Czy teraz, kiedy postanowiłaś się poddać, czy masz zamiar... - między nami zawisło niewypowiedziane pytanie. Głęboko odetchnęłam.
            - Powiedz mi, czy to coś zmieni, jeśli będzie wiedział? Gaara spędzi kilkanaście lat życia za kratami. Wyjdzie, kiedy nasze dziecko będzie miało około piętnastu lat o ile nie dwudziestu. Zdążymy mieć jeszcze dziecko. Albo dwoje... Boże, nadal jestem na siebie taka wściekła, że po prostu nie pomyślałam o głupich prezerwatywach, tylko zachowywałam się z Gaarą jak króliki. Mam dwadzieścia dwa lata, a zachowałam się jak nieodpowiedzialna małolata. - ścisnęłam nasadę nosa.
            - Sara, nie mów tak. Wiem, że nie chcieliście mieć dzieci tak wcześnie, ale zostałaś pobłogosławiona tym, że możesz mieć dzieci. Masz je z mężczyzną, którego kochasz.
            - I  który za chwilę pójdzie siedzieć na lata za kratki. - szybko wytarłam policzki, kiedy pojedyncze łzy spłynęły mi po twarzy. - Będę wyglądać jak wieloryb chodzący na dwóch nogach. Zobacz jak wielki jest ten brzuch, pomimo tego, że ledwo zbliżam się do piątego miesiąca! Nie mogę nawet przyjść na salę, bo Gaara od razu zobaczy, że Londyn w pewien sposób zapisze się w naszym życiu do samego końca. Może to nawet dobre imię dla dziewczynki: London. Na cześć i chwałę miejsca poczęcia. Chłopca z kolei nazwiemy Kensington. Dokładnie w tym samym celu. Kiedy wrócę do rodziny wujkowie padną na zawał.
            - Sara, nie masz się czego wstydzić. Jesteś dorosła. Od trzech lat jesteś mężatką. Masz dziecko z mężczyzną, którego kochasz i który kocha ciebie. Macie swój dom, z tego, co wiem od Gaary jesteście dobrze zabezpieczeni finansowo przez wasze rodziny. Przecież wzięliście ślub, to chyba logiczne, że chodziliście do łóżka jako mąż i żona i w ogóle dorośli ludzie. Dramatyzujesz tak, jakbyś przynajmniej miała piętnaście lat i zrobiła sobie dziecko z kolegą, który ucieka od odpowiedzialności. Uwierz, że znam cię na tyle, że wiem, że zajmiesz się tym dzieckiem tak, jak większość rodziców nie jest w stanie, i że dasz mu tyle miłości ile możesz, dopóki jego ojciec nie wróci do domu. Jestem z ciebie dumna, chociażby dlatego, że pomimo błogosławionego stanu podjęłaś się tak niebezpiecznej misji jak praca w tym okropnym klubie i próba zdobycia jakichkolwiek dowodów na niewinność Gaary. W przyszłości będę opowiadać małemu Sabaku jak bardzo jego matka jest dzielna i jak wielkie serce nosi w piersi. Wasze dziecko będzie dumne z ciebie i ze swojego ojca.
            - Do momentu kiedy zda sobie sprawę z tego, że jego ojciec jest kryminalistą z amnezją... - powiedziałam i aż ścisnęło mnie w gardle.
            - To już od ciebie zależy jaki obraz Gaary przekażesz waszemu dziecku. Pomimo tego, że moi rodzice rozwiedli się kiedy byłam dość mała, ojciec zawsze wyrażał się o mojej matce z szacunkiem i mówił o niej jako jednej z najlepszych kobiet na świecie. Dzięki temu nie obwiniałam jej o rozpad małżeństwa, a po wielu latach i poznaniu ciebie i Gaary zrozumiałam, że miłość nie jest przymusem, a wyborem i ciężką pracą dwóch osób, które się na to zdecydowały. I że nie zawsze bycie z kimś dla dobra dziecka, to dobre wyjście. Dopiero po tylu latach zdałam sobie sprawę z tego, że moja mama była z ojcem nieszczęśliwa, kiedy odkryła jego zdrady. To, że ojciec złożył pozew rozwodowy, po latach okazało się dla niej błogosławieństwem. Dla ojca z resztą piękną spłatą karmy. Jego obecna kobieta jest tak wredna, że czasem dziwię się jakim cudem nie wystawił jej jeszcze walizek za drzwi. Nie rozstałaś się ze swoim mężem po tym wszystkim co spotkało was podczas rocznej rozłąki...
            - Bo go kochałam. Kochałam go przez ten cały czas i kocham go nadal, Marie. I nie rozwiodę się z nim, bo nie wyobrażam sobie życia bez niego. A teraz jak na złość będę musiała bez niego żyć. Z naszym dzieckiem i wizją bezrobocia przez brak możliwości wykonywania zawodu... Ale bez mojego Gaary. Bez jedynej osoby na tym świecie, która sprawiała, że naprawdę chciało mi się żyć. Kiedy go poznałam miałam osiemnaście lat, on dziewiętnaście. Nigdy w życiu nie sądziłam, że po powrocie ze Stanów moje życie ułoży się w ten sposób. Że się zakocham, wyjdę za mąż, będę miała cudownego mężczyznę, którego omal nie straciłam przez swoją dumę i zacięcie i że tak szybko zajdę w ciążę z facetem, z którym kilka dni wcześniej chciałam się rozwodzić. Boże, gdyby Gaara nie wyglądał jak chodzący Bóg seksu na pewno nie byłabym w tej ciąży!!! - jęknęłam żałośnie, a Marie zaczęła się głośno śmiać.
            - Sądzę, że nawet gdyby był poniżej przeciętnej, i tak byś w niej była. Pożądanie robi swoje. Rok abstynencji w połączeniu z pożądaniem robi jeszcze więcej. Mam jechać z tobą do tego obskurnego hoteliku, w którym teraz mieszkasz i pomóc ci zabrać rzeczy? Nie chcę, żebyś musiała dźwigać to sama, będąc w ciąży. - odetchnęłam, kiedy Marie to powiedziała.
            Gaara jutro miał rozprawę, która tak naprawdę zamykała go w czasie najlepszych lat życia w zapyziałym więzieniu. Kiedy o tym pomyślałam, omal się nie popłakałam. Zacisnęłam ręce w pięści i głośno wypuściłam powietrze z płuc.
            - Nie, Marie. Dziękuję, ale nie chcę. Potrzebuję tego dnia dla siebie. Chcę... Musze spędzić go w samotności. Muszę jakoś pomyśleć nad tym wszystkim. Zastanowić się co zrobić, kiedy to wszystko w końcu się skończy.
            - Mam nadzieję, że nie zrobisz nic głupiego...
            - Marie, zaufaj mi, że nie zrobię. Kocham mojego męża, ale oprócz niego mam teraz pod sercem małą istotę, która będzie mnie potrzebować przez wiele lat. Chcę po prostu spędzić czas do jutrzejszego popołudnia w samotności. Zadzwoń do mnie po rozprawie. Chciałabym dowiedzieć się wszystkiego od ciebie. Od nikogo innego.
            - Cóż, jakby nie patrzeć to ja jestem głównym obrońcą Gaary. Naoki i Ryu są tylko do pomocy w razie ustalania jakichkolwiek faktów.
            - Losowaliście słomki kto obstawia tą fuchę? - Marie się zaśmiała.
            - Gaara mnie o to poprosił. Chyba nadal myśli, że ma u mnie dług po tym, jak przekonałam cię do pogodzenia, a nie rozwiedzenia z nim. Ciągle dziękuje mi za to, że choć przez chwile mógł się cieszyć tak pięknym życiem, jakie miał w momencie, kiedy przyjechałaś do Londynu i spędziliście tam cudowny tydzień rozmnożenia się.
            - To rozmnożenie nie było planowane. Na początku w ogóle nie planowałam żadnej zgody! Chciałam się rozwieść, a nie godzić! Och! Gaara Sabaku, dlaczego jesteś tak cudownym człowiekiem, że kocham cię bardziej niż siebie?!- warknęłam, a potem wstałam i zaczęłam chodzić po pokoju.
            - Los skrzyżował wasze drogi po to, żeby ludzie mogli uwierzyć w prawdziwą miłość. Tak jak było ze mną. No i pewnie po to, żebyście wydali na świat dzieci z idealnym DNA. - tym razem to ja się zaśmiałam. Odruchowo położyłam rękę na swoim brzuchu. - Wiesz już czy będziesz matką córki czy syna?
            - Byłam na badaniach, lekarka powiedziała, że może określić już płeć, ale nie chcę wiedzieć. Chcę żeby to była niespodzianka aż do dnia porodu. Czuję, że będę mieć córkę. Dziewczynkę z szopą ciemnoczerwonych włosów jak jej ojciec i jasną karnacją również po nim. Będzie miała mój narwany charakter, ale jego złote serce. Będzie wszystkimi cudownymi cechami swoich rodziców. I będzie kochana. - powiedziałam i zaczęłam delikatnie masować wypukłość.
            - A jeśli to będzie syn?
            - To będzie diabelnie inteligentny jak jego ojciec z kolei po mnie odziedziczy czarne włosy i błękitne oczy. No i oczywiście lekko karmelowy odcień skóry. Przy okazji będzie dżentelmenem i mama wychowa go tak, żeby szanował kobiety. Chciałabym, żeby kiedyś traktował swoją wybrankę jak jego ojciec mnie. I dam mu tyle miłości ile będzie chciał i jeszcze więcej. Czy to będzie syn, czy to będzie córka, będę je kochać równie mocno.
            - Sara, jestem pewna, że będziesz cudowną matką. I wiem, że gdyby Gaara mógł, byłby dumnym ojcem chodzącym na spacery z wielką spacerówką. Kiedy w końcu wyjdzie na wolność, na pewno postaracie się o następne dziecko.
            - Pewnie masz rację, Marie. Ja... Muszę już iść. Jeśli nie daj boże Yuri mnie odwiedzi, lepiej żebym była w domu i udawała obłożnie chorą.
            W momencie, kiedy weszłam do przeklętego motelowego pokoju, poczułam, że robi mi się zimno. Wcale nie dlatego, że w pokoju było chłodno. Wręcz przeciwnie. Ogrzewanie było nastawione na ponad dwadzieścia stopni, a okna były szczelnie pozamykane, ale dlatego, że czułam się pusta.
            Przez ostatnie tygodnie moje życie kręciło się tylko wokół pracy w barze, rzyganiu jak kot z powodu ciąży i tym, żeby znaleźć jakiekolwiek dowody odciążające mojego męża. Co noc modliłam się do Boga o pomoc i prosiłam go, żeby pomógł mi wyciągnąć Gaare z tej beznadziejnej sytuacji. Żyłam nadzieją, która gasła z dnia na dzień, aż w końcu dzisiaj ulotniła się ze mnie jakakolwiek jej resztka. W miejscu mojego serca ziała ogromna dziura. Zupełnie jakbym wyszła nago na mróz i próbowała iść przed siebie. Z tą różnicą, że moje ciało nie czuło bólu odmrażanych kończyn. Ono samo było jak pusty sopel. Bez nadziei, bez jakichkolwiek innych uczuć. Mój mózg zupełnie się wyłączył. Bodźce, które w jakikolwiek sposób napędzały go tygodniami, teraz stanęły.
            Wiedziałam, że nie dam rady iść dzisiejszego wieczoru do baru. Byłam zbyt otępiała i przygaszona, żeby móc wytrzymać tyle godzin w hałasie, z przyklejonym do ust uśmiechem w celu zbierania zamówień. Naprawdę potrzebowałam czasu dla siebie i swoich myśli.
            Jutro miałam stracić męża na ponad piętnaście lat. Jutro zacznę żyć z myślą, że Gaara został skazany i osadzony w więzieniu za gwałt na największej dziwce w klubie. Jutro miał zacząć się najczarniejszy czas mojego życia...
            - Do czasu aż nie urodzisz dziecka. Wiesz, że musisz być silna, Sabaku. Dasz sobie radę. Te lata zlecą tak szybko, że nawet się nie obejrzysz jak Gaara znowu będzie z tobą i dzieckiem. Znowu będziesz mogła go przytulić, pocałować i budzić się przy nim oraz zasypiać każdej nocy. - mruknęłam do siebie na głos, żeby dodać sobie otuchy.
            I zdawałam sobie jednocześnie sprawę z tego, że było to kłamstwo. Mój mąż, ojciec mojego dziecka, miał spędzić w więzieniu minimum piętnaście lat. Każdy dzień miał zostawiać na nim nową, niewidoczną bliznę i zmieniać go w kogoś, kim nigdy nie chciał się stać.
            Nasz związek był cholernie burzliwy. Ostatni rok szczególnie, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że przetrwaliśmy głównie dzięki temu, że mieliśmy wsparcie w bliskich, ale przede wszystkim kochaliśmy  się z całych sił. Niemal cały rok, który Gaara spędził w Londynie, ja spędziłam na myśleniu o tym jak bardzo go nienawidzę za to, co zrobił, choć tak naprawdę gdzieś podświadomie czułam, że nadal go kochałam. Gaara był moją pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed snem, nawet jeśli cholernie niechcianą. To, że nie chcę się z nim rozwodzić, uświadomiłam sobie już w momencie, kiedy tak naprawdę pisałam pozew, chociaż dalej brnęłam w to, jak bardzo go nienawidzę. Moment, kiedy Kei mnie pocałował, a Gaara pojawił się przed moim oczami, był jak trzaśnięcie bata. Omal gorzko się nie zaśmiałam, kiedy uświadomiłam sobie, że nawet jeśli Gaara nie napisałby listu, a Marie nie wygłosiła swojego cholernego przemówienia i tak w momencie, kiedy go zobaczyłam, wszystko skończyłoby się dokładnie tak samo: pogodzilibyśmy się.
            Głośno przełknęłam ślinę, a potem otarłam łzy, które toczyły się po moich policzkach. Sztywno, niczym robot, podeszłam do rozpadającej się szafy i otworzyłam ją. W środku znajdowało się jedynie kilka sztuk odzieży, którą kupiłam w lumpeksach. Z dna wygrzebałam przetartą materiałową torbę i powoli zaczęłam wrzucać do niej cały dobytek, który towarzyszył mi podczas tych kilku okropnych tygodni spędzonych na szukaniu dowodów niewinności. Niemal mechanicznie składałam ubrania i upychałam je do tobołka. Nawet się nie przestraszyłam, kiedy z półki na swetry wypadł staromodny dyktafon na kasety magnetofonowe. Kupiłam go chwilę temu, żeby prowadzić jakiekolwiek zapiski dotyczące sprawy Gaary, ale użyłam go jedynie dwa razy. Są na nim zanotowane pojedyncze zdania. Pierwsze z nich: Do rozprawy zostały jedynie 2 tygodnie. Nadal nic nie mam. Drugie: Do rozprawy zostało jedynie kilka dni. Boję się, że to początek  końca. Że już nic nie uda mi się znaleźć. Boję się, że mój mąż zostanie wsadzony za kraty...
            Przygryzłam dolną wargę i krzywiłam się, kiedy łzy o gorzkim smaku wpadały mi do ust. Moje ramiona drżały, tak samo jak całe ciało od powstrzymywanego płaczu. Nie spodziewałam się, że te słowa będą aż tak prorocze.
            Odetchnęłam kilka razy, zanim zdecydowanym ruchem wcisnęłam przycisk przewijania, a potem nagrywania. Kiedy taśma przeskoczyła, odezwałam się drżącym głosem.
            - Cześć, kochanie. Chciałam... Wiem, że to głupie, ale niestety nie potrafię tak pięknie przelewać słów na papier jak ty. Potrafię zamieniać je w dźwięki i to chyba jedna z tysiąca rzeczy, która sprawia, że idealnie się uzupełniamy. Jutro jest dzień twojej rozprawy. Jutro zimny system prawa odbierze mi męża, którego kocham całym sercem i wsadzi go na lata do więzienia za coś, czego nadal jestem pewna, nie zrobił. Znowu zimna ręka sprawiedliwości dotknie niewinnego człowieka, który trafił pod jej osąd tylko dlatego, że nie można było znaleźć żadnych dowodów na jego niewinność... Nie chcę o tym mówić. Nie teraz. Napisałeś mi w liście, że jestem silna, i tak miałeś rację, nie mam pojęcia w jak absurdalny sposób w ogóle śmiałeś coś takiego napisać, ale ja wcale nie czuję się silna. Czuję się jak dziecko, które zostało porzucone w ciemnym lesie i musi samo znaleźć drogę do domu, który znajduje się tysiące kilometrów od niego. Czuję się tak, jakby świat po raz kolejny zabierał mi szczęście, zupełnie tak jakbym na nie nie zasługiwała... Pamiętasz jak w styczniu zadzwoniłam do ciebie z informacją, że szykuję pozew rozwodowy... Boże, gdybym wtedy potrafiła sobą potrząsnąć tak, jak zawsze ty potrafiłeś to robić, mielibyśmy aż pół roku szczęścia więcej do tego okropnego dnia, kiedy dostałam informację, co się stało i o co cię oskarżają... Chcę żebyś wiedział, że nawet jeśli mówiłam ci, że cię nienawidzę, że chcę się z tobą rozwieść, że nic nie zmieni moich planów co do tego... Ja... To zawsze byłeś ty, Gaara. Wiem, że to na ciebie czekałam. Nawet dni, które spędzaliśmy z dala od siebie na innych kontynentach były dniami, w których zawsze wiedziałam, że to ty. Uświadomiłam to sobie dopiero w momencie, kiedy naprawdę cię stracę. Kiedy przez wiele lat nie będę mogła zasnąć obok ciebie, nie obudzę się i nie spojrzę na twoją twarz. Nie zobaczę jak marszczysz nos przez sen, kiedy coś ci się śni, ani nie poczuję twoich ust na swojej szyi, kiedy będziesz się budził wcześniej ode mnie. Nie złapię cię za rękę, kiedy przestraszę się głupiego kota w ciemnej alejce, ani nie przytulę do twojego ramienia w zimny zimowy wieczór. Moja lepsza część zostanie mi brutalnie odebrana na lata. Będę budzić się w pustym łóżku, będę krzątać się rano w pustej kuchni. Będę parzyć jeden kubek kawy, choć pewnie lata przyzwyczajeń sprawią, że przez długi czas będę chwytać twój kubek, żeby uświadomić sobie, że nie ma cię w domu. Zawsze w tym momencie poczuję ból i pustkę i będę ocierać łzy. Będę to robić za każdym razem, kiedy będę chodzić w nasze miejsca, w które chodziliśmy jeszcze jako licealiści. Kiedy pójdę do parku, przypomnę sobie naszą pierwszą randkę na festiwalu z okazji zakończenia lata. Kiedy pojadę nad zatokę, przypomnę sobie jak obejmowałeś mnie ramionami w grudniowy dzień i spoglądając na nasze obrączki uświadomiłeś mi, że jestem twoją żoną od czterech miesięcy. Będę robić to, uświadamiając sobie jak wielką radością mojego życia były te najzwyklejsze w najwspanialszy sposób dni. Kiedy spojrzę na zdjęcia z Londynu uświadomię sobie, że był to nowy początek miłości, która nigdy nie umarła i sprawiała, że byłeś człowiekiem, który całkowicie zmienił moje życie i nigdy nie powinien przechodzić przez to, co zafundowałam mu na wiele miesięcy przez swoją dumę. Był to również nieoczekiwany początek nowego życia... Nie tylko naszego. Czegoś, co razem stworzyliśmy... Kilka dni po tym jak trafiłeś do aresztu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Jak się pewnie domyślasz twoja okrutna i podstępna żona planowała dać ci dokumenty rozwodowe do podpisania i nie zakładała, że... No cóż, zadomowię się w twojej sypialni na cały tydzień w celu... Nadrabiania zaległości w obowiązkach małżeńskich, ale jak oboje wiemy, własnie tak się stało... W tym wszystkim zupełnie zapomniałam o tym, że... Boże, co ja gadam... Jestem w ciąży, słyszysz?! Urodzę nasze dziecko! To nadal brzmi abstrakcyjnie. Wyobrażam sobie jak bardzo się wściekniesz, kiedy się o tym dowiesz, ale nie planowałam... My nie planowaliśmy tego, że tak się w ogóle stanie. Po prostu powinni ci zakazać bycia chodzącym bogiem seksu i tyle! Na samym początku też dałam się na to nabrać i ani się obejrzałam, prałam twoje majtki i skarpetki i nosiłam twoje nazwisko obok swojego imienia! I teraz będę wyglądać jak chodzący wieloryb z wielkim brzuchem, w połączeniu z niewydojoną krową, bo moje piersi własnie tak wyglądają! Powiedziałam Marie, że zabiję cię za to, że zrobiłeś mi dziecko i zamierzam dotrzymać obietnicy tylko... Wróć do mnie, Gaara. Proszę, wróć. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Nawet jeśli mam czekać latami, a ty pragniesz tego, żebym znalazła kogoś innego, nie umiem tego zrobić. Od czasu kiedy cię poznałam i oddałam swoje serce byłeś, jesteś i będziesz moją pierwszą myślą o poranku i ostatnią myślą przed snem. Obiecuję ci, że będę dla naszego dziecka wsparciem i będę mówić mu o tym, jak wspaniałego ojca ma. Do dnia, w którym znowu będziemy mogli być razem, jako rodzina. Kochamy cię z całego serca i czekamy na to, żebyś mógł być przy nas. Tylko proszę cię, wróć.
            Kiedy mój głos zaczął się łamać odłożyłam dyktafon i musiałam odetchnąć kilka razy zanim w ogóle byłam w stanie patrzeć na coś, bez łez w oczach. Nogi zdrętwiały mi od nagrywania tej cholernie długiej wiadomości, ale czułam, że wyrzuciłam z siebie choć niewielką ilość kotłujących się we mnie uczuć. Po tym, jak do moich dolnych kończyn znowu napłynęła krew, schyliłam się, żeby dokończyć pakowanie i krzyknęłam, kiedy rozległo się nawalanie do drzwi. Podeszłam do nich i spojrzałam w wizjer. Odetchnęłam i złapałam za klamkę.
            -Yuri dzisiaj też nie czuję się na siłach iść do pracy. Zastanawia mnie raczej, czemu ty w niej nie jesteś?- Yuri obrzuciła pokój krytycznym spojrzeniem, a kiedy zobaczyła moją na wpół spakowaną torbę  cmoknęła.
            - Tak właśnie czułam, że zamierzasz zmyć się bez pożegnania i dlatego nie chodzisz do pracy. Mam dzisiaj wolne. Jutro rano... Mam coś do załatwienia. Nie mogę być po nocce.- wzruszyła ramionami, a potem usiadła na moim łóżku i chwyciła za kubek z zimną herbatą, którą piłam dzień wcześniej. Skrzywiła się. - Obrzydlistwo! Nie chce ci się wymiotować po czymś takim?
            - Kiedy wczoraj wymiotowałam miałam nadzieję, że poczuję się po niej lepiej. Jak widzisz niestety ciąża nadal daje mi się trochę we znaki. - mruknęłam, a potem wyjęłam jej kubek z ręki i wstawiłam go do zlewu. Zacisnęłam palce na metalowym obramowaniu. - Słuchaj, przyszłaś w jakimś konkretnym celu, czy po prostu...
            - Chciałam zobaczyć jak się czuje przyszła mamusia. Niestety nie masz w zasięgu telefonu komórkowego, więc osobiste wizyty to jedyne wyjście.
            - Skoro masz dzisiaj wolne, powinnaś skorzystać i nie wiem, pójść na zakupy, na jakąś imprezę podrywać chłopaków... Robić coś, co zwykle dziewczyny w naszym wieku robią.
            - Dziewczyny w naszym wieku zwykle są albo rozwiązłe seksualnie jak ja, albo są w ciąży jak ty. Złoty środek nie istnieje. - położyła się na moim łóżku i zaczęła wpatrywać w odłażący sufit. - Serio powinnaś zmienić lokum.
            - Jak widzisz mam to w planach. Za dwa dni chcę jechać do Kioto.
            - Dziewczyny już wiedzą, że jesteś w ciąży. Domyśliły sie tego. Przyszły do mnie zapytać, czy to prawda. Potwierdziłam.
            - To było nieuniknione. Rzadko która kobieta w ciąży nie ma brzucha. To była kwestia czasu. Cieszę się, że wiedzą i nie musiałam uciekać wzrokiem jak ktoś, kto za uprawianie seksu powinien spłonąć na stosie.- wzruszyłam ramionami.
            - Tamiko, obiecuję ci, że ja Yuri Harada, zaopiekuję się tobą i twoim dzieckiem. Przysięgam, że pomogę ci je wychować i będę ukrywać cię przed twoim byłym psycholem.
            - Dziękuję Yuri, ale nie sądzę, że jest mi to potrzebne. Dam sobie radę, naprawdę. - mruknęłam i położyłam się obok niej. Świat przed moimi oczami wirował od nadmiaru emocji, a moje ciało dosłownie rwało się to uduszenia Yuri.
            - Tamiko, zrobiłaś kiedyś coś, co nie było dobre dla kogoś, ale wiesz, że dla ciebie jak najbardziej? - zapytała, a ja drgnęłam.
            - Tak. Nie zabezpieczałam się w żaden sposób. I tak oto jestem w ciąży. - mruknęłam złośliwie, a Yuri uśmiechnęła się do mnie.
            - Chyba ktoś tu jest zmęczony, co? - zapytała, a ja kiwnęłam głową. Chociaż nie chciałam zasypiać w jej obecności, czułam, że moje powieki oszukują i zaczynają się przymykać coraz bardziej. - W takim razie połóż się, a ja opowiem ci bajkę na dobranoc, dobrze?
            - Jestem chyba za stara na bajki... - mruknęłam ledwo otwierając usta. Yuri się zaśmiała.
            - W takim razie powiedzmy, że będzie to historia o dziewczynce z takim samym imieniem jak moje. Nic nie mów, po prostu słuchaj. - kiwnęłam głową i ostatnie słowa jakie słyszałam brzmiały: Była kochana przez swoją matkę, ojciec jej nienawidził.
            I dosłownie na chwilę przed oczami zobaczyłam swojego ojca i matkę i zdałam sobie sprawę z tego, że nasza wczesna historia mogła nosić podobne imię, tylko, że ja w porównaniu do Yuri znalazłam kogoś, kto bardzo mnie kochał i sprawił, że tamten czas nie liczył się tak bardzo.
            Kiedy się obudziłam, było już widno. Niebo miało kolor bladego różu i było poprzecinane kilkoma ciemniejszymi chmurami. W głowie tak mi wirowało, że przez chwilę musiałam walczyć z silnymi mdłościami. Zdezorientowana rozejrzałam się po pokoju. Yuri nie było. Albo moje zmęczone emocjami ciało samo zmaterializowało mi tą okropną dziewczynę w pokoju, żeby jeszcze bardziej uprzykrzyć mi życie. W pokoju nie było nawet najmniejszego śladu jej urzędowania. Warknęłam i ledwo przytomna zwlekłam się z łóżka. Spojrzałam na zegarek w telefonie. Rozprawa Gaary miała zacząć się za godzinę. Zacisnęłam pięści i ciężko przełknęłam ślinę. Wstawiłam wodę na kawę i z kwaśną miną spojrzałam na otwartą szafę oraz podartą torbę na jej dnie. Zacmokałam z dezaprobatą, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że moje senne koszmary wczoraj odciągnęły mnie od pakowania torby.
            - Sabaku, najpierw kawa i prysznic. Wyglądasz jak chodząca zmora.
            Kiedy po szybkim prysznicu ubrałam na siebie ciemne jeansy i opięty top, wróciłam do pokoju i ze smutną miną spojrzałam na dyktafon, na który nagrałam wczoraj wiadomość dla Gaary. Marie mówiła, że rozprawa może trwać nawet kilka godzin, z krótką przerwą na ogłoszenie wyroku. Puściłam nagranie i zdałam sobie sprawę z tego, że to nie mój głos rozbrzmiał w pokoju. Wcisnęłam przycisk stop i walczyłam z drżeniem.
            - W twoim pokoju nie było żadnego psychopaty, a duchy i zombiee nie istnieją. Uspokój się. Nic nie odwiedziło cię w nocy i nie miałaś tu przeżyć niczym egzorcysta. - niezbyt przekonywająco powiedziałam do siebie w myślach. Cofnęłam taśmę i puściłam. Znowu nie słyszałam siebie. Cofałam tak długo, aż znalazłam moment, kiedy po moim wyznaniu zaczyna się nawalanie do drzwi. Przewinęłam kawałek do przodu i odnalazłam moment, który zapamiętałam jako ostatni.
            Yuri naprawdę była u mnie w nocy, pomyślałam kwaśno, ale po chwili wyobraziłam ją sobie sterczącą nago na mrozie i poczułam się lepiej. Z dezaprobatą i cmokaniem słuchałam historii jej życia.
            Kiedy przestała, słyszałam w tle swój miarowy oddech. Jakiś czas później głośne skrzypnięcie łóżka i ciche zamykanie drzwi. Jakiś czas później taśma się skończyła. Spojrzałam na zegarek. Bez zastanowienia chwyciłam w dłoń kurtkę i szalik oraz mój przedpotopowy telefon. Jak wariatka zaczęłam wybierać numer do Sakury. Odebrała.
            - Sara, zaraz zaczyna się rozprawa. Nie mogę rozmawiać.
            - Sakura! Sakura posłuchaj mnie! Znajdź Marie! W tej chwili podejdź do niej i weź ją na stronę! Powiedz, że ma mieć telefon blisko siebie. Będę do niej dzwonić! Kiedy poczuje wibracje, ma w tej chwili powiedzieć, że wnosi o zmianę obrony!- wrzasnęłam do telefonu i wybiegłam na ulicę. Przebiegłam kilkanaście metrów zanim znalazłam się na głównej ulicy i zaczęłam jak wariatka machać do przejeżdżających taksówek.
            - Sara, co ty do cholery robisz? Gdzie jesteś?! - kiedy Sakura się odezwała, wsiadałam do taksówki.
            - Do sądu najwyższego, do centrum, jak najszybciej proszę! Sakura, kiedy do ciebie zadzwonię, wyjdź przed salę! Mam nadzieję, że masz ze sobą jakiekolwiek kosmetyki i coś ładnego na wierzchu.
            - Wiesz, że zawsze mam przy sobie małą kosmetyczkę, chociaż ochrona chciała mi ją zabrać. Zupełnie tak, jakby maskara do rzęs była śmiercionośną bronią. Mam twoją beżową marynarkę. Zaraz... Po co jedziesz do sądu? Chcesz oglądać proces?- zapytała cicho, a  ja słyszałam w tle jak ktoś anonsuje prośbę o ciszę.
            - Spotkamy się na miejscu! Idź szukać Marie!!!- wrzasnęłam a potem rozłączyłam się i zaczęłam spoglądać na swoje dłonie, które trzęsły się od emocji.

Komentarze

  1. Ja już wiem co będzie i nie mogę się doczekać ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Strasznie trzymasz w napięciu. :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę dodaj Kochana jak najszybciej kolejna część bo nie mogę się już jej doczekać *.* Codziennie tu zaglądam wyczekujac kolejnego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8