Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 84


Kiedy jechałam do sądu jak na złość trafiłam na ogromny korek w centrum miasta. Wiedziałam, że do sądu miałam dobre dwadzieścia minut pieszo, ale nie dbałam o to. Stanie w tym korku zajęłoby mi dobrze z godzinę. Zapłaciłam taksówkarzowi należną kwotę i niczym proca wyleciałam z pojazdu. Dosłownie biegłam zatłoczonymi ulicami Tokio, a w mojej głowie rozbrzmiewała jedyna myśl: Gaara. Muszę biec ratować Gaare.
            Zatrzymałam się, kiedy moja komórka zaczęła dzwonić. Była to Sakura.
            - Sara, gdzie jesteś? Sędzia zarządził przerwę. Podobno Yuri źle się poczuła i potrzebowała chwili, żeby dojśc do siebie po tym, jak zobaczyła Gaare na sali sądowej. Za piętnaście minut wznawiają proces. - powiedziała, a ja zaklęłam tak siarczyście, że starsza kobieta obok mnie posłała mi pełne dezaprobaty spojrzenie.
            - Będę za pięć minut! Gdzie odbywa się rozprawa? - zapytałam, kiedy z prędkością odrzutowca przebiegłam przez przejście i skręciłam za róg ulicy, gdzie znajdował się sąd.
            - Pierwsze piętro, sala numer A205. Będę na ciebie czekać.
            Wpadłam do sądu zziajana jak gepard na polowaniu. Pot zalewał mi oczy.
            - Sara! - Sakura stała przy oszklonych drzwiach prowadzących na korytarz. Kiedy mnie zobaczyła, zrobiła wielkie oczy. Zrobiły się jeszcze większe, kiedy spojrzała na mój brzuch.- Wow, jeśli przyszłaś powiedzieć Gaarze o tym, że zostanie ojcem uwierz, że w tym momencie słowa będą zbędne.
            Ja z kolei szybko odszukałam wzrokiem piktogram toalety i bez słowa zaciągnęłam Sakurę do środka. Pisnęła z powodu mojego gwałtownego zachowania.
            Oparłam się o biały polerowany blat i zaczęłam głęboko oddychać. Kiedy spojrzałam na siebie w lustrze wyglądałam gorzej jak siedem nieszczęść: miałam oklapnięte i na wpół wyschnięte włosy, czerwone z wysiłku policzki mocno kontrastowały z szarą zmęczoną cerą. W tamtym momencie nie mogłam zrozumieć jak Marie mogła mi powiedzieć, że wyglądam pięknie będąc w ciąży.
            - Sara, co się stało, że na łeb na szyję postanowiłaś pojawić się na rozprawie? Mówiłaś, że nie chcesz w tym uczestniczyć. W twoim stanie to nawet nie jest wskazane! Dodatkowe nerwy nie są ci potrzebne! - Sakura chodziła od jednego końca pomieszczenia, do drugiego. Nerwowo skubała skórki przy paznokciach.
            - O czym mówili na rozprawie? Co tam się działo? Sakura, muszę wiedzieć!- krzyknęłam.
            - Nic szczególnego. Prokurator odczytał akt oskarżenia. Przedstawiono dowody zebrane w sprawie. Wygłoszono też mowę o tym, że Gaara ma zamiar dobrowolnie przyznać się do popełnionej zbrodni. Wtedy obrońca Yuri powiedział, że jego klientka nie czuje się najlepiej i zarządził przerwę. Sara, co się dzieje? Wiesz, że możesz mi powiedzieć.
            Rozległ się dźwięk podobny do gongu. Do końca przerwy zostało niecałe dziesięć minut.
            - Nie mam czasu na tłumaczenia. Czy rozmawiałaś z Marie? Daj mi swoją kosmetyczkę!- omal nie wrzasnęłam. Sakura bez słowa podała mi kosmetyczkę, z której wygrzebałam podkład i tusz do rzęs.
            - Rozmawiałam. Nie możesz się z nią spotkać, ponieważ siedzi z Gaarą, Naokim i Ryu w sali dla oskarżonych. Podejrzewam, że dyskutują o tym, co wydarzyło się na sali. Wie, że kiedy zadzwonisz ma wnieść o zmianę obrońcy. Nie mów, że ty nim będziesz? - z powątpiewaniem spojrzała na mój niemal sportowy strój, z odstającym spod białego topu brzuchem.
            Ja z kolei spojrzałam na nią. Miała na sobie luźną tunikę w białym kolorze i moją beżową marynarkę narzuconą na ramiona.
            - Sakura, rozbieraj się. Naprawdę nie mam czasu na tłumaczenia. - moja przyjaciółka mocno uniosła brwi do góry i spojrzała na mnie jak na wariatkę.
            - Nie wiem, co planujesz, ale wątpię aby mój striptiz miał pomóc...
            - Sakura!!! - wrzasnęłam na nią, a ona bez gadania zaczęła ściągać z siebie ubranie.
            Dosłownie po kilku minutach rozbrzmiały dwa sygnały po sobie. Przerwa właśnie się skończyła, a wszystkie osoby uczestniczące w procesie miały wracać na salę. Sakura mocno mnie do siebie przytuliła i z nerwów cała drżała.
            - Sara, cokolwiek planujesz pamiętaj, że to nie to samo, co rozprawy na uniwersytecie. Tu nie ma podpowiedzi i czasu na dedukcje. Uwierz, że obrońca Yuri jest bardzo zawziętą babą z dwudziestoletnim doświadczeniem w zawodzie. To nie jej pierwsza rozprawa o gwałt. Gaara jest na straconej pozycji.
            - Mam w nosie obrońcę Yuri! Ja... Ja chcę tylko uratować mojego męża. - powiedziałam spokojnie. Sakura westchnęła, ścisnęła moją dłoń, a potem bez słowa wyszła na korytarz, na którym zaczęło robić się głośno. Odczekałam ponad pięć minut, żeby zostać na korytarzu sama, a potem wyszłam.
            Na korytarzu znajdowały się dwa duże plazmowe telewizory, które nadawały to, co działo się w sali. Marie powiedziała mi, że proces Gaary jest jawny. Na moje szczęście jakoś w tamtej chwili nie interesował nikogo oprócz mnie i ludzi zebranych w sali. Z drżącymi od emocji kolanami oglądałam co dzieje się na sali sądowej. Widziałam jak sędzia - wysoki i barczysty mężczyzna po pięćdziesiątce- zajmuje należne mu miejsce. Widziałam jak zwraca się do Yuri, która nie przypominała siebie sprzed wczorajszej nocy, kiedy kipiała werwą i seksapilem - miała na sobie znoszone ubrania, była bez makijażu i świetnie udawała rolę zastraszonej. Oraz był mój mąż - siedział z opuszczoną głową i mocno napiętymi ramionami. Kobieta, o której mówiła Sakura, a która była obrońcą Yuri wyglądała jak chodząca tyczka o zaciętej twarzy okolonej ciemnymi kruczoczarnymi włosami mocno ściśniętymi w koka. Miała szeroko rozstawione oczy, które spoglądały na mojego męża z nienawiścią. Usta były tak wąskie, że mocno zaciśnięte zlewały się bladą kreską z resztą buzi.
            Poczułam dreszcz przebiegający po plecach i odruchowo położyłam dłoń na brzuchu. W momencie, kiedy sędzia wezwał prokuratora do odczytania zebranego materiału dowodowego, bez zastanowienia wybrałam numer do Marie. Widziałam jak drgnęła. Niemal natychmiast zerwała się na równe nogi. Widziałam poruszenie jakie zapanowało na sali. Moja rodzina, która siedziała w pierwszej ławce zaczęła przeskakiwać zdezorientowanym wzrokiem z jednego na drugiego. Strażnik stojący przy drzwiach uchylił drzwi, a do moich uszu dobiegł mocny, dźwięczny głos z południowo-japońskim akcentem. Strażnik wyjrzał zza drzwi i kiedy mnie zobaczył mocno zmarszczył czoło.
            - To ty, dziewczynko? Ciebie wzywają? - zapytał, a ja poczułam, że czerwienię się ze złości. Podeszłam do drzwi i bardzo głęboko odetchnęłam. Słyszałam namiętne uderzanie młotka w ławę w celu uspokojenia poruszenia jakie wywołała prośba Marie. Wejście na salę sądową przewinęło mi się niemal jak na stop-klatce. Widziałam kilku naszych profesorów prawa, którzy siedzieli w tylnych ławkach sali sądowej. Widziałam głowy Itachiego, Sasuke, Sakury, Naruto i reszty paczki naszych najbliższych przyjaciół. Widziałam zapłakaną Temari i pobladłego Kankuro, którzy wpatrywali się w Gaare jakby za chwilę miał zostać skazany na karę śmierci. Widziałam sędziego, który ze zdziwienia uniósł brwi, kiedy zobaczył małą drobną dziewczynę wyglądającą z twarzy jak nastolatka. Zobaczyłam Yuri, która kiedy tylko mnie zobaczyła zrobiła się zielona na twarzy i niemal zsunęła się z krzesła, a potem zakryła swoje usta obiema dłońmi żeby powstrzymać się od krzyku. Kiedy szłam wąską alejką oddzielającą ławy dla obserwatorów, czułam na sobie spojrzenia wszystkich osób, które miałam za plecami. Nagle wszystkie obawy, cały strach jaki czułam, jakiekolwiek wątpliwości rozwiały się, kiedy zobaczyłam Gaare, który nawet nie spojrzał na osobę, która weszła do sądu. Ryu i Naoki niemal otworzyli usta ze zdziwienia. Tylko Marie się do mnie uśmiechała.
            - Nowy obrońca? A to ci żart! Gimnazjum? Dziewczynko, sala rozpraw rozwodowych rodziców znajduje się piętro niżej. - zakpiła kobieta, która była obrońcą Yuri. Uśmiechnęła się do mnie w kpiący sposób, ale kiedy posłałam jej spojrzenie pełne ognia, niczym kuta stal, poprawiła się na krześle.
            - Imię i nazwisko... obrońcy?- miałam ochotę zaśmiać się z pytania sędziego.
            - Sara Sabaku. - mój głos poniósł się echem po sali. Z ławy Gaary dobiegł dźwięk jakby ktoś się dławił.
            - Dla oskarżonego? - zapytał, a potem sięgnął po akta Gaary leżące na biurku.
            - Żona. Jednocześnie obrońca. - powiedziałam bardzo pewnie. Z ławy Yuri wydobył się dziwnie zdeformowany dźwięk. Kiedy na nią spojrzałam, miała wypieki na policzkach i nerwowo wierciła się na krześle. - Japońskie prawo nie zabrania bronienia członków własnej rodziny o ile mi wiadomo. Nie zabrania tego kodeks cywilny ani prawo rodzinne, ani żaden artykuł i paragraf zapisany w tym prawie. Według kodeksu...
            - Widzę, że nie muszę przypominać pani o żadnej ewentualności. Zawód? - sędzia był chyba rozbawiony moją butnością, choć starał się za bardzo tego nie okazywać.
            - Studentka. Trzeci rok prawa na specjalizacji radcy prawnego. - powiedziałam spokojnie i tym razem sędzia nie zdołał ukryć uśmiechu.
            - Zapraszam panią do pulpitu. - bez skrępowania podeszłam do wąskiej podłużnej ławki i położyłam prawą dłoń na sercu. Lewą z kolei na wysokość twarzy. - Czy przysięga pani...
            - Świadoma znaczenia moich słów i odpowiedzialności przed prawem przyrzekam uroczyście, że będę mówiła szczerą prawdę, niczego nie ukrywając z tego, co mi jest wiadome. - powiedziałam spokojnie, bez drżenia głosu. Sędzia znowu się uśmiechnął.
            - Zapraszam panią do ławy oskarżonego. - kiedy usiadłam obok Gaary, czułam na sobie jego wzrok. Wyprostowałam się i starałam ułożyć tunikę Sakury tak, aby nie było widać spod niej brzucha. - Czy wie pani w jakiej sprawie i od jak dawna toczy się postępowanie w sprawie pani męża?
            - Tak wysoki sądzie. Artykuł 197 paragraf 1 kodeksu karnego, który mówi o doprowadzeniu do obcowania płciowego pod przymusem, groźbą lub z użyciem podstępu do tego właśnie celu. Wiem również o tym, że w trakcie zbierania materiału dowodowego obrońca oskarżycielki zażądał przemianowania pozwu z artykułu o tym samym numerze, ale o paragrafie numer 4, który mówi już o gwałcie ze szczególnym okrucieństwem.
            - Uważasz dziewczynko, że to co stało się mojej klientce nie było gwałtem ze szczególnym okrucieństwem? Nie wspominając o traumie na całe życie. - sapnęłam, kiedy podniosłam głowę i spojrzałam na obrońce Yuri. Dosłownie czułam, jak drgają mi nozdrza.
            - Nie życzę sobie, aby mówiła mi pani na ty. Nie jesteśmy sobie przedstawione, nie mówiąc już o jakiejkolwiek zażyłości. Nie jestem dziewczynką, tylko dorosłą kobietą, mężatką z ponad trzyletnim stażem. I jeśli tak bardzo pani chce, stanę z panią w szranki właśnie w tym momencie, tylko po to, żeby udowodnić, że nie ma pani ze mną najmniejszych szans, bo ja w porównaniu do pani wiem, o co walczę w tym procesie. - wstałam i głosem mocnym jak dzwon rzuciłam tej kobiecie wyzwanie. Moja pewność siebie musiała lekko zachwiać jej pewnością siebie, ale po chwili kpiąco się do mnie uśmiechnęła.
            - O co? O kryminalistę? O śmiecia, który zgwałcił niewinną dziewczynę, bo miał taki kaprys, bo pewnie nie był zadowolony ze swojej żony.- poczułam, że Gaara poruszył się na krześle tak, jakby chciał wstać. Przytrzymałam go za ramię, a potem zacisnęłam na nim palce.
            - Wysoki sądzie, obrońca oskarżonej obraża mojego klienta i jednocześnie tworzy fałszywe pomówienia. Z tego, co pamiętam grozi za to grzywna do stu pięćdziesięciu tysięcy jenów (niewiele ponad pięć tysięcy złotych). - powiedziałam spokojnie i spojrzałam na kobietę, która od razu spąsowiała i zamilkła. - Czy teraz nasza kolej na przemowy, Marie?
            - Masz dwadzieścia minut. Licząc od... Teraz.- klasnęła w dłonie, a ja głośno się zaśmiałam. Pewnym krokiem wyszłam z ławki i podeszłam do barierek, a potem weszłam na niewielki plac przed ławą sędziego. Powolnym krokiem zaczęłam przechadzać się między nim, a ławą Yuri. Cmoknęłam, kiedy grałam na czas.
            - Panno...
            - Pani. Mam męża. No tak, kiedy wyskoczyłam z taksówki i biegłam tu na złamanie karku miałam dosłownie scenariusz filmu w myślach, teraz nie mogę znaleźć słów... Może od początku. Jak już wcześniej powiedziałam, jestem żoną tego oto skruszonego i napiętego do granic mężczyzny, który we wrześniu tego roku został oskarżony o gwałt na kelnerce małego podrzędnego klubu w jednej z dzielnic Tokio. Yuri Hanada, bo tak nazywa się oskarżycielka, pracuje w nim od środy do niedzieli w godzinach 22:00- 6:00 lub sporadycznie 7:00 rano. Zawsze w czasie przerwy w klubie, która trwa od 2:00 do 2:30 w nocy przebiera się w wyuzdane ubrania, a potem klei się do klientów i rozdaje im swoje numery telefonu oraz adres jak Mikołaj cukierki w święta. Yuri wybiera zawsze dobrze sytuowanych klientów. Zawsze. Bez wyjątku.
            - Sprzeciw wysoki sądzie. Obrońca nie ma na to dowodów. - powiedziała kobieta o orlej buzi, a ja parsknęłam śmiechem.
            - Skąd o tym wiem, chce pani zapytać. Powiem. Niecały tydzień po tym, kiedy dowiedziałam się o co został oskarżony mój mąż, pod wpływem impulsu wynajęłam pokój w obskurnym motelu niedaleko tego klubu, a potem udawałam biedną zbłąkaną duszę, bitą i zgwałconą przez byłego partnera. Wiedziałam, że dziewczyny z tego klubu w większości mają właśnie taką historię. Mnie również łączyła z nimi historia traumatycznego dzieciństwa spędzona z rodzicami alkoholikami i narkomanami. Szybko odnalazłam z Yuri wspólny język. Wiedziałam, że to o nią chodzi. Dowiedziałam się tego od obrońców mojego męża i od razu mówię, nie można ich za to podciągnąć do odpowiedzialności karnej. Proces zostały zakwalifikowany jako jawny. - powiedziałam ostro, kiedy widziałam, jak obrońca Yuri próbuje otworzyć usta. Kobieta natychmiast je zamknęła. - Co wieczór w klubie nosiłam fałszywą tożsamości dziewczyny imieniem Tamiko. Co wieczór próbowałam przysłuchiwać się rozmowom dziewczyn z klubu, dowiedzieć się więcej. Przez sześć tygodni próbowałam zbliżyć się do Yuri i w jakikolwiek sposób dowiedzieć się czegokolwiek o tym, czy rzeczywiście Gaara posunął się do tego, o co został przez nią oskarżony. Skutecznie trzymała język za zębami. Aż do ostatniej nocy, kiedy jak to powiedziała, chce opowiedzieć mi bajkę na dobranoc.
            - Kłamiesz Tamiko! Saro... Pal licho! Nie masz na to żadnych dowodów. Rozmawiałyśmy, a ty zasnęłaś i kiedy to zrobiłaś, wyszłam od ciebie z pokoju! - Yuri wstała jak oparzona. - Moje słowo, przeciw twojemu.
            Posłałam w jej stronę uśmiech promienny jak słońce.
            - Wysoki sądzie, proszę o dodanie do zebranych dowodów nowego materiału dowodowego w formie nagrania czegoś w rodzaju spowiedzi pani Yuri Hanada. Co zawiera? Mogą państwo przekonać się o tym sami po wysłuchaniu prawie dwugodzinnego nagrania. - pokazałam sędziemu dyktafon, który miałam w tylnej kieszeni spodni.
            - Wyrażam zgodę na dodanie nowych dowodów. Pani Sabaku, czy kasetę trzeba...
            - Nagranie zostało przewinięte do odpowiedniego fragmentu. Wystarczy wcisnąć play.
             - W takim razie proszę o odtworzenie nagrania. - na sali zapadła cisza. Odetchnęłam, kiedy sędzia wcisnął przycisk na dyktafonie. Z głośników popłynął głos Yuri, a ja zacisnęłam dłonie w pięści, kiedy niemal odruchowo położyłam je sobie na brzuchu w celu uspokojenia się.
            Na kasecie odtwarzała się właśnie część, kiedy razem z Yuri dyskutowałyśmy w łóżku, a psychiczne zmęczenie sprawiło, że zaczęłam zasypiać. Yuri opowiadała mi o tej części życia, którą już znałam. O traumatycznym dzieciństwie, kiedy widziała jak ojciec bił jej matkę, często do nieprzytomności. Jak uciekała nocami z domu, kiedy pijany zataczał się po korytarzu i kiedy tylko ją dostrzegł, próbował złapać, a matka ściągała na siebie jego gniew. Opowiedziała o tym, jak samotna się czuła. Jak wielką złość ma w sobie za to, że nikt nie zareagował na ich cierpienie.

" (...) Na pewno o tym wiesz, Tamiko. Każdy z nas stracił kogoś, kogo kochał. Przynajmniej raz w życiu. Ojciec skatował moją matkę na moich oczach. Do dzisiaj pamiętam zapach krwi i to, z jaką łatwością rozprysła się po całym salonie. Mama padła na dywan, a jej puste oczy spoczęły centralnie na mnie... Zupełnie tak... Zupełnie tak, jakby miała do mnie żal o to, że tym razem jej nie uratowałam. Uciekłam. Tym razem na dobre. Mój ojciec został zamknięty. Ja tułałam się od jednego miejsca, do drugiego. Przez krótki czas byłam zwykłą utrzymanką obleśnych starych facetów, którzy dawali mi kawałek podłogi do spania kiedy dałam im dupy. Sama nawet dobrze nie pamiętam, kiedy zobojętniałam na to tak bardzo, że przestałam się sobą brzydzić... Aż któregoś razu trafiłam do tego klubu tak, jak ty. Przerażona, zagubiona w wielkim Tokio, po próbie samobójczej. Spotkałam wtedy szefa naszego klubu. Kiedy zaproponował mi pomoc, nieufnie na niego spojrzałam. Bałam się, że będzie jak wszyscy obleśni faceci, którzy w zamian za przysługi liczyli na rozłożenie przeze mnie nóg. Na szczęście on był uczciwy. Sam miał kiedyś zatargi z prawem, o czym mi powiedział. Zaproponował mi pracę, dał pożyczkę, dzięki której było mnie stać na wynajęcie mieszkania i w miarę godne życie. Klub okazał się dodatkowo atrakcyjnym miejscem w momencie, kiedy zobaczyłam, że przychodzą do niego studenci: nadziane dzieciaki spragnione zabawy. Młodzi faceci, którzy zostawiali mi wysokie napiwki. Nie wyglądali jak podstarzali tatuśkowie szukający rozrywki. Byli młodzi, przystojni, ubrani w markowe ubrania i rozsiewający wokół siebie woń drogich perfum. Nie trzeba było dużo, żebym poczuła się spragniona zabawy."
            Dalej Marie opowiadała o tym jak wyglądała jej praca w klubie. Jak niektórzy adoratorzy wracali do niej z prezentami i chcieli kolejnej wspólnej nocy. Jak czuła się dowartościowana, że spotyka ją coś takiego.
            Gdzieś wewnątrz siebie współczułam jej jako kobieta. Sama często zastanawiałam się jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie wujek i ciocia. Dzięki nim poznałam prawdziwą miłość i troskę o bliskich. Miałam cudownych wspierających przyjaciół, mogłam odebrać świetne wykształcenie, które mogło zapewnić mi w przyszłości dobrze płatną pracę. No i miałam męża, dzięki któremu czułam się kochana i wspierana w dokonywanych przez siebie wyborach. Drgnęłam, kiedy znowu zaczęłam wsłuchiwać się w nagranie.
            " (...) Kiedy zapytałam cię o to, czy kiedyś zrobiłaś coś, co wiedziałaś, że jest dla ciebie dobre, ale złe dla kogoś innego... Nigdy w życiu nie chciałam tego mówić, ale wiem, że mogę ci zaufać. Wiem, że rozumiesz mój język... Czasem odnoszę wrażenie, że wiesz o mnie więcej niż sama chcę ci powiedzieć i potrafisz przejrzeć na wylot moje myśli. Nie powiem, żeby mi się to podobało, ale z drugiej strony dało mi to odwagę do tego, aby dzisiaj do ciebie przyjść... Mówiłam ci, że nie będzie mnie w nocy w pracy, ponieważ mam coś do załatwienia. Wiem, że śpisz i masz mnie w nosie, ostatnie tygodnie były dla ciebie bardzo ciężkie, ale po prostu muszę o tym komuś powiedzieć... Jutro mam rozprawę w sądzie. Dotyczy gwałtu... Na mnie. Nie mówiłam ci o tym... Wtedy jeszcze nie pracowałaś, więc nie wiedziałaś, co się stało..."
            - Wysoki sądzie, proszę o zatrzymanie nagrania. - powiedziałam spokojnie, a potem wstałam i zdjęłam z ramion marynarkę. Stanęłam w pewnej siebie pozycji i odetchnęłam.  Czułam lekkie zawroty głowy, ale zamrugałam szybko kilka razy, żeby skupić uwagę.
            - Czy wszystko w porządku? Dobrze się pani czuje? Czy mam zarządzić przerwę?- zapytał sędzia, a ja oparłam rękę na biurku i zaczęłam przecząco kręcić głową. Znowu głęboko odetchnęłam.  
            - Nie. Absolutnie nie jest to konieczne. Prosiłam o zatrzymanie nagrania w celu... Konfrontacji. Wzywam na świadka Yuri Hanada, oskarżycielkę.
            - Sprzeciw wysoki sądzie! Pani Sabaku nie ma do tego podstaw. - spojrzałam na obrońcę Yuri tak, że speszona szybko odwróciła wzrok.
            - Powiem tak.. Odsłuchałam taśmę do końca. Wiem, co zawiera. - powiedziałam ostro, a potem nagle świat przed moimi oczami niebezpiecznie zawirował. Dosłownie ugięły się pode mną kolana. Zaczęłam szybko mrugać, żeby rozpędzić mroczki przed oczami.
            - Sara! - przerażony głos Gaary poniósł się po sali. Marie zdążyła do mnie doskoczyć w momencie, kiedy osunęłam się na krzesło. Na sali zawrzało.
            - Sara! Sara, co ci jest? Co się stało? - Marie odgarnęła mi włosy z twarzy. - Poprosimy o krótką przerwę.
            - Nie! Marie, nie! Nie możemy dać im czasu na...
            - W tej chwili. Nie dyskutujesz. - ostry głos mojego męża zadźwięczał w moim uchu. Sędzia dał nam dwadzieścia minut przerwy.
            Wsparta na ramieniu Marie zostałam zaprowadzona do osobnego pomieszczenia gdzieś z boku budynku. Było w nim cicho i spokojnie. Dziewczyna pomogła mi dojść do niewielkiej skórzanej kanapy i posadziła mnie na niej. Oparłam przedramiona na udach i splotłam dłonie na karku. Kiedy próbowałam wyrównać oddech usłyszałam nad sobą wściekły głos mojego męża.
            - Przecież cię prosiłem!!! Do jasnej cholery, czy ty kiedykolwiek zaczniesz mnie słuchać! Jesteś chyba najgorszym przykładem japońskiej żony jaka chodzi po tym świecie!!! Mówiłem: nie mieszaj się do tego! Konsultowanie zebranego materiału z Naokim, Ryu i Marie w celu wyłapania czegoś, co mogli pominąć jeszcze zrozumiem, ale zatrudnianie się pod fałszywym imieniem w obskurnym klubie, w którym podobno doszło do tego wszystkiego... Sara, po cholerę tu przyszłaś?! Zobacz jak stres na ciebie działa!!! - kiedy podniosłam wzrok omal nie ryknęłam śmiechem. Gaara chodził od ściany do ściany i wymachiwał rękoma jak dziki. Strażnicy zdjęli mu kajdanki. Świat przed oczami nadal wirował, ale w miarę oddechów wracał do normalności.
            - Uwierz, że zrobiłam to choćby po to, żeby zobaczyć twoją reakcję. Żałuję z całego serca, że nie mam aparatu. Gaara, wiedziałam co robię. Wiedziałam dla kogo i po co. Nawet jakbyś przyczepił mi do tyłka nadajnik GPS, wiesz dobrze, że postąpiłabym dokładnie tak samo. - powiedziałam spokojnie i wzięłam od Marie szklankę z wodą i cukrem. Zaczęłam pić małymi łykami.
            - Do jasnej cholery! Wiem!!! Spodziewałem się tego, ale nie sądziłem, że naprawdę ci odbije i wmieszasz się w to! Kurwa! Kurwa! Kurwa!!! Jak w ogóle... Coś ty zrobiła?! Czy jesteś niespełna rozumu?! Zatrudniłaś się w tym cholernym barze i próbowałaś zdobyć dowody na moją niewinność!!! A gdyby coś ci się stało?! Gdyby ktoś cię skrzywdził?! Gdyby któraś z tych kelnerek dowiedziała się kim naprawdę jesteś? Groziło ci niebezpieczeństwo!!! - Gaara ciężko opadł na krzesło i zaczął głęboko oddychać. - Boże święty, ja naprawdę ożeniłem się z wariatką.
            - Która cię kocha. Gdybym mogła, zrobiłabym to drugi raz. - wzruszyłam ramionami.
            - Która w dodatku się do tego przyznaje!!! Wracasz do domu!!! Marie, Naoki i Ryu wy z kolei do bycia moimi obrońcami. - Gaara wstał z krzesła i przeczesał włosy palcami.
            - Nie ma mowy!!! Wracam do domu, ale tylko z tobą! - tupnęłam nogą ze złości.
            - W takim razie przyjedziesz odebrać mnie z więzienia za jakieś piętnaście lat! Doskonale wiesz, że nie tego chcesz! Zapomnij o mnie i zacznij żyć na nowo! Zakochaj się i odetnij ode mnie, bo inaczej zatruję ci życie jak pierdolona trucizna! - Gaara niemal pluł ze złości.
            Z powodu krzyków do pomieszczenia zajrzał jeden z policjantów wyznaczonych do pilnowania Gaary.
            - Czy wszystko w porządku?
            - Tak. To tylko... Małżeńska sprzeczka. Marie, Ryu, Naoki, czy... Możecie zostawić nas na dosłownie pięć minut? Proszę. - spojrzałam na Marie błagalnym wzrokiem. Kiwnęła głową i zaczęła iść w stronę wyjścia. Naoki i Ryu niepewnie spoglądali to na mnie, to na Gaare i niezbyt chętnie chcieli ruszyć się z miejsca.
            - Chłopcy, chodźcie. Jeśli to ich ostatnia rozmowa w taki sposób na następne piętnaście lat , dajmy im trochę prywatności. - Marie podeszła najpierw do Naokiego, potem do Ryu i pociągnęła ich za rękawy za drzwi.
            W pomieszczeniu zapadła niezręczna cisza. Gaara wpatrywał się we mnie wściekłym wzrokiem. Był czerwony na policzkach. Kiedy zrobił krok w moją stronę miałam wrażenie, że mocno mną potrząśnie. Głośno przełknęłam ślinę.
            - Boże, Sara. Tak bardzo chciałem, żebyś nie musiała tego oglądać. - powiedział, a potem położył mi dłoń na policzku i przyłożył swoje czoło do mojego. Zadrżałam od tej bliskości. - To takie nierealne. Myślałem, że nie będę mógł być tak blisko ciebie dzisiejszego dnia, a jednak przyszłaś. Miałem nadzieję, że tego nie zrobisz, ale w głębi duszy czułem, że nie odpuścisz. To nie w twoim stylu. Kiedy będą ogłaszać wyrok, nie chcę żebyś przy tym była, Sara. To będzie dla ciebie zbyt duży szok.  
            - Gaara, nie martw się o mnie. Naprawdę potrafię poradzić sobie z wieloma rzeczami w życiu. Przeżyłam roczną rozłąkę, kiedy byłeś w Londynie. Nie pójdziesz do więzienia. Nie pozwolę na to... My nie pozwolimy. - powiedziałam i przełknęłam kluchę, która zaczęła rosnąć mi w gardle.
            - Z rozmów Naokiego, Marie i Ryu wynika, że więcej dowodów świadczy na moją niekorzyść niż niewinność. Pogodziłem się z tym, że trafię do więzienia. Dlatego proszę cię, żebyś naprawdę ułożyła sobie życie beze mnie.
            - Boże, Gaara... Nie o to... - odetchnęłam, kiedy nie mogłam znaleźć słów. - Gaara, nie jesteśmy tu sami. - mruknęłam, a potem ścisnęłam nasadę nosa.
            - Oczywiście, że nie. Na zewnątrz czeka dwóch ochroniarzy i trójka naszych znajomych. W dodatku całe pomieszczenie jest monitorowane. Ciężko o intymność w takiej chwili i poczucie bycia tylko we dwoje. - przysięgam, że miałam ochotę go rozszarpać za głupotę, która wybrała sobie bardzo kiepski czas na ujawnienie się.
            Westchnęłam, a potem złapałam jego rękę i bez zbędnych słów położyłam na swoim sporym już brzuchu. Gaara najpierw zmarszczył czoło i przejechał dłonią po wypukłości. W miarę jak badał mój brzuch jego mina ze zdziwionej, zamieniała się w przerażoną. Poderwał głowę i spojrzał na mnie błyszczącymi oczami, jakby szukając odpowiedzi w mojej twarzy.
            - Tak. Będziemy rodzicami. - kiedy to powiedziałam, Gaara oderwał dłoń od mojego brzucha i zaczął wpatrywać się we mnie przerażonym wzrokiem. Zbladł tak bardzo, że aż się przestraszyłam.
            - Jesteś w ciąży?! Idąc do tej cholernej pracy w tej zapyziałej norze byłaś w ciąży?! Wiedziałaś o tym?! - nie takiej wybuchowej reakcji się spodziewałam.
            - Tak. Kiedy szłam do pracy w klubie, wiedziałam, że spodziewam się naszego dziecka. Kiedy byłam u ciebie po raz pierwszy, nie wiedziałam. Po powrocie z aresztu rozmawiałam z Sakurą o tym, jakim perfidnym gnojem jesteś. Powiedziała mi, że mam nie zachowywać się jak baba z okresem. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie pamiętam, kiedy w ogóle miałam go po raz ostatni... Kiedy wyjechałeś, odstawiłam hormony... Dobrze wiesz, co działo się w Londynie. Nie planowałam tego. Żadne z nas nie planowało tego tak szybko. Stało się. Mogę cię jedynie przeprosić za to, że po prostu dałam się ponieść chwili i teraz...
            - Wiedziałaś, że jeśli ten facet cię przyjmie będziesz musiała stać przez kilkanaście godzin, biegać po sali, zbierać kufle po piwie i chuj wie co jeszcze! Mogłaś się poślizgnąć, mogłaś się przewrócić! Ktoś mógł to zrobić!!! Do jasnej cholery!!! Boże święty, z kim ja się ożeniłem!!! Co ty sobie myślałaś?! W ogóle jakim cudem... Jak?! Kiedy?! - spoglądałam na wyprowadzonego z równowagi Gaare i zaczęłam się tak głośno śmiać, że mój mąż omal mną nie potrząsnął.
            - Gaara, już powiedziałam, że wiedziałam, co robię. Gdybym mogła, postąpiłabym tak samo. Jestem przerażona tym, że to stało się tak szybko. Żadne z nas tego nie planowało. Nie 
chcieliśmy tego tak szybko... Nie pomyślałam o tym, żeby użyć jakiegokolwiek zabezpieczenia. Wiem, że nie powinnam być tak lekkomyślna, ale...
            - Sara, też tam byłem. Też mogłem o tym pomyśleć... Boże, nawet nie pomyślałem, że po prawie roku od czasu jak siedziałem w Londynie mogłaś po prostu odstawić hormony. Kiedy wtedy w mieszkaniu cię pocałowałem, zaraz obok łóżka... Jedyne o czym mogłem myśleć to to, żeby po prostu rzucić cię na nie i słuchać twoich jęków przy uchu. To ja przepraszam. Kiedy się z tobą żeniłem, obiecywałem twojej rodzinie, że dorobimy się dzieci dopiero dziesięć lat po ślubie. Minęły ledwo trzy, a ty już jesteś w ciąży. Kto jeszcze wie? Trzymałaś to dla siebie?
            - Sakura i Marie wiedziały. To one miały mnie powstrzymać gdyby sytuacja zrobiła się zbyt niebezpieczna. Sprawdzały mój stan i postęp śledztwa. No i Yuri wiedziała. Pierwszy trymestr znosiłam tak fatalnie, że rzygałam jak kot. Sama się domyśliła. Nie było sensu kłamać. Myślę, że ciąża była również momentem przełamania śledztwa. Yuri sama zaczęła się do mnie zbliżać i myślę, że chciała mnie chronić. Troszczyła się o mnie od momentu, kiedy dowiedziała się o dziecku.
            - Sara, jestem na ciebie wściekły. Jestem tak cholernie wściekły, że mam ochotę rzucić cię na tą kanapę, związać ci ręce i doprowadzić do takiej temperatury, że sama miałabyś dość. - przeczesał włosy palcami, a ja głośno odetchnęłam, kiedy to powiedział. Chyba tylko Gaara mógł nawiązać do "karania" w taki sposób, w takiej sytuacji. – Teraz… Powiedz mi, co takiego jest na tym nagraniu, że Yuri tak się boi?
            - Gaara jest tam zdecydowanie za mało, żeby wygrać sprawę. Yuri nie mówi, że to wszystko zostało ukartowane. Ale naprowadziła mnie na kilka wskazówek, które mogą być dla mnie pomocne. Muszę wziąć ją pod włos. Tylko tak będę w stanie wyciągnąć z niej wszystko, co chcę wiedzieć.
            - Jesteś pewna, że dasz radę? – zapytał, a potem położył rękę na moim brzuchu. Ścisnęło mnie w gardle.
            Wiedziałam, że nie tak powinnam była mu o tym powiedzieć. Nie w takich okolicznościach. Kiedy czułam jego palce na swojej skórze miałam ochotę popłakać się jak dziecko. Chciałam być z nim w domu. Chciałam, żebyśmy leżeli na kanapie i pili herbatę, rozmawiając. Chciałam, żeby mój mąż poszedł ze mną na badania i razem ze mną słuchał bicia serca dziecka. Chciałam normalnego życia, jakie mieliśmy zanim wszystko wywróciło się do góry nogami.
            Mocno zacisnęłam powieki i złapałam policzki Gaary, a potem na ślepo odszukałam jego usta. Jęknął, kiedy nasze wargi się zetknęły, a potem odruchowo objął mnie ręką w pasie i przyciągnął do siebie. Pogłębił pocałunek, chwile pieścił moje wargi swoimi, a potem odskoczył ode mnie jak oparzony.
            - Muszę uważać! Mogłem zrobić krzywdę tobie i dziecku! – kiedy na niego spojrzałam, nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Stałam przed nim z rozpalonymi policzkami. On z koli wyglądał jak opętany: miał spuchnięte usta, potargane włosy i błyszczące oczy. Oddychał płytko.
            - Co? Oszalałeś? Jakim cudem? – wychrypiałam, a potem odchrząknęłam.
            - My nie… Seks w ciąży chyba nie jest zbyt wskazany? To znaczy… Jeśli faktycznie stąd wyjdę, to myślę, że powinienem trzymać ręce przy sobie, żeby was nie skrzywdzić. – szczęka opadła mi do samej ziemi.
            - Żartujesz, prawda? To kiepski żart. Miliony kobiet uprawia seks w ciąży i jakoś nic im nie jest. Czemu ja mam być wyjątkiem?! Poza tym pocałowałeś mnie. Do seksu było bardzo daleko… Boże! Gaara, to nasz najmniejszy problem na tą chwilę. Wróćmy na ziemię. Nie mam za dużo dowodów przeciw Yuri. Muszę działać instynktownie. – westchnęłam ciężko. Gaara uśmiechnął się do mnie i złapał moją dłoń. Drugą znowu położył na moim brzuchu.
            - Myślę, że jeśli dasz się ponieść instynktowi tak jak wtedy w Londynie, to będzie to bardzo owocna rozprawa. – ryknęłam śmiechem na jego słowo, a potem nakryłam jego dłoń swoją. Była ciepła i szorstka. Staliśmy tak przez chwilę, aż głos Ryu nie przywrócił nas do porządku.
            - Saro… - podskoczyłam, kiedy zostałam wyrwana z letargu. Spojrzałam w stronę drzwi. Marie uśmiechała się do mnie, Ryu stał z szeroko otwartymi ustami, Naoki sztywno jak kołek. Marie pierwsza przerwała ciszę jaka zapadła.
            - Sarze już gratulowałam. Teraz czas na ciebie. Gratuluję z całego serca przyszłemu tatusiowi. Wiem, że ty i Sara sprawdzicie się w roli rodziców, a wasze dziecko naprawdę będzie miało idealne geny. Wszystkiego dobrego. – Marie podeszła do oszołomionego Gaary i mocno go uściskała.
            - Tak. Ja… Dzięki Marie. To dla mnie świeże. Jestem w lekkim szoku, ale to jedna z najwspanialszych informacji jakie kiedykolwiek usłyszałem. – Gaara ścisnął moją dłoń, a ja uśmiechnęłam się do niego.
            - Naprawdę? Naprawdę jesteś w ciąży? Tym razem to nie żart? – Ryu podszedł do mnie, a ja podciągnęłam bluzkę i pokazałam mu wypukły brzuch i odstający pępek. – Wow… WOW!!! Gratulacje!!! Boże, będziecie rodzicami! O mój Boże! Będziesz matką! Gaara ojcem! O mój Boże!!! Będę wujkiem! Będę wujkiem!
            Ryu mocno mnie uściskał. Zaczęłam się śmiać z tej wylewności i na chwilę zapomniałam o tym, że byłam na niego wściekła. Byłam pewna, że on ucieszy się najbardziej ze wszystkich, ponieważ czekał na ten moment od czasu, kiedy tylko wzięłam z Gaarą ślub. Spojrzałam na Naokiego. Był blady, jego usta drżały.
            - Czas wracać na salę. Przerwa dobiega końca. Nie sądzę, że to dobry pomysł, żeby Sara…
            - Czuję się dobrze. Dziękuję. Masz rację, czas wracać. – powiedziałam spokojnie, a potem odetchnęłam i położyłam rękę na brzuchu. – Nawet nie wiecie jak dobrze móc to znowu robić bez kontroli.
            Weszłam na salę trzymając Gaarę za rękę. Usiedliśmy w ławie oskarżonych. Yuri siedziała w ławie oskarżycieli i cicho dyskutowała ze swoim obrońcą. Kobieta co chwilę rzucała w moją stronę ostre spojrzenia. Yuri z kolei przerażone.
            Sędzia uderzył młotkiem w ławę. Na sali zrobiło się cicho.
            - Czuje się pani na siłach, aby bronić oskarżonego? – sędzia spojrzał na mnie, a ja posłałam mu szeroki uśmiech.
            - Nie czułam się tak dobrze od kilku ostatnich miesięcy wysoki sądzie. Tak, czuję się na siłach. Wręcz czuję ją podwójnie. – powiedziałam spokojnie. Poczułam jak Gaara ściska moje palce pod stołem. – Tak jak przed przerwą, powołuję na świadka panią Yuri Harada. Oskarżycielkę mojego męża.
            - Sprzeciw, wysoki sądzie. Moja klientka ma prawo odmówić. Złożyła już zeznania w sprawie. W związku z przeżytą traumą nieuczciwe byłoby zmuszać ją do ich ponownego składania.
            - Nie wnoszę o ponowne złożenie zeznań. Wnoszę o bycie świadkiem. Jeśli pani Hanada nie kłamie, myślę, że nie będzie miała problemów z udzieleniem mi odpowiedzi na pytania, na które być może już odpowiadała. Jeśli się nie zgodzi, zebrany przeze mnie materiał dowodowy będzie wystarczającym asem do odwrócenia przebiegu tej rozprawy. Wysoki sądzie, proszę o…
            - Nie! – Yuri zerwała się na równe nogi z mocno zaciśniętymi po bokach pięściami. Jej nozdrza unosiły się i opadały w szybkim tempie. – Będę zeznawać. Zgadzam się na bycie przesłuchaną przez ciebie, Tamiko… Saro.
            - Skąd mogę mieć pewność, że przysięga złożona przed sądem ma dla ciebie jakąkolwiek wartość? Z nagrania wynika co innego…
            - Nie mieszaj do tego tego przeklętego nagrania. Miejmy to już za sobą. – warknęła, a potem wyszła ze swojego miejsca i podeszła do barierek. Widziałam, że drżą jej kolana. Stanęłam naprzeciwko niej. Takie spojrzenie potrafiła posłać mi tylko Ayo. I tylko w momencie, kiedy omal mnie nie zabiła.
            Razem z Yuri odetchnęłyśmy w tym samym czasie.
            - Yuri Hanada, czy zgodnie z kodeksem karnym…
            - Tak. Przysięgam mówić prawdę. Nie zataję żadnej rzeczy, o której wiem, że miała miejsce. Znam konsekwencje składania fałszywych zeznań. – powiedziała niby luźnym tonem, jednak pracując z nią przez tyle tygodni, byłam w stanie wyłapać w jej głosie napięcie.
            - Pani Hanada, we wrześniu bieżącego roku zgłosiła pani gwałt, do którego miało dojść w pani miejscu pracy. Pani zeznania w kilku miejscach, jak na przykład miejsce dokonanej zbrodni hm… Podała pani raz parking na tyłach klubu, raz zaułek, gdzie znajduje się tylne wejście do pani miejsca pracy. Proszę wyjaśnić tą nieścisłość.
            - Jeśli chodzi o to, gdzie to się stało to po prostu był szok. Kiedy ten facet… Twój mąż czy kim ona tam jest, wyszedł za mną z klubu, a potem zaciągnął na tyły klubu nie skupiałam uwagi na tym, czy jest to parking, czy bardziej tyły klubu. Kiedy… To się skończyło poszłam na nasze zaplecze i poprosiłam dziewczyny, żeby wezwały policję. Znaleźli go w toalecie. I zabrali na komisariat. Złożyłam zeznania i… I teraz tylko czekam na karę adekwatną do tego, co mi zrobił. – powiedziała z błyskiem w oku.
            - W zeznaniach nie było mowy o tym, że poszłaś do dziewczyn, żeby zadzwoniły po służby mundurowe. Było tam napisane, że chaotycznie wbiegłaś do klubu i zaczęłaś przeciskać się przez tłum. Jedna z dziewczyn znalazła cię na sali i zabrała na zaplecze.- niemal wyrecytowałam i widziałam jak Yuri zaczyna blednąć. – Choć jak zapewne rozumiem, to pewnie wina stresu.
            - Tak. To nadal ciężkie do opowiedzenia. To… Traumatyczne. Nadal wszystko miesza mi się w głowie. Budzę się z krzykiem. Pamiętam te wszystkie straszne rzeczy, które mi mówił. Jego siłę. Zapach skóry…- jej ciałem wstrząsnął dreszcz. - Nie zapomnę go do końca życia.
            - W zeznaniach było również wspomnienie o tym, że na samym początku, jak sama przyznałaś, oskarżony ci się spodobał, ale kiedy dostrzegłaś obrączkę na jego palcu, zrezygnowałaś z flirtu. Podałaś, że oskarżony i jego znajomi zamawiali drinka za drinkiem. Według rachunków jakie znaleziono w portfelu oskarżonego ostatniego drinka zamówił o północy. Prawie trzy godziny przed zdarzeniem. Nasuwa się pani jakiś wniosek?
            - Oprócz tego, że czuł się bezkarny po coraz większej ilości alkoholu, nie. Zdawałaś sobie sprawę z tego z jakim potworem żyłaś? – zapytała, a ja spojrzałam na nią ze spokojem. – Ile lat jesteś jego żoną? Wiesz coś o człowieku, z którym… To w ogóle jego, czy chcesz go wrobić?
            - W porównaniu do ciebie wiem kogo wpuszczam do łóżka. – powiedziałam bardzo spokojnie, a Yuri zrobiła się czerwona jak burak. – Jakim cudem, kiedy zobaczyłam cię ledwo tydzień po rzekomym brutalnym gwałcie, o którego uznanie zabiega twoja obrończyni widziałam cię w pełni zdrową, z delikatnym małym siniakiem na policzku, którego wielkość nie przekraczała orzeszka ziemnego? Z zeznań wynikało, że miałaś posiniaczone rękę, nogi, obitą twarz i uszkodzone miejsca intymne.
            - Szybko dochodzę do siebie. – wzruszyła ramionami.
            - Brak materiału biologicznego do badań? – zapytałam spokojnie.
            - Twój mąż myśli o szczegółach nawet kiedy jest napity. Choć o tyle dobrze. – drgnęłam na te słowa. Mój mózg zaczął pracować na trochę szybszych obrotach.
            - Zdążył się zabezpieczyć? – spojrzałam na Gaare, który siedział skulony na swoim miejscu. Yuri prychnęła.
            - Jak widać, tak. Mówię przecież, że chociaż jest dobrze wyuczony dbania o własne zdrowie. Miał prezerwatywę w tylnej kieszeni spodni. Przytrzymał mi nadgarstki jedną dłonią. Drugą… Zrobił co zrobił i potem mnie zgwałcił. – Yuri znowu wzruszyła ramionami.
            - Wyjął prezerwatywę z tylnej kieszeni spodni? – czułam, że mój mózg dosłownie paruje. Skronie mi pulsowały, a serce biło bardzo szybko.
            - Nie rozumiesz co mówię?! Twój jebany mężulek powalił mnie na ziemię, na siłę się do mnie dobierał, nałożył prezerwatywę na swojego fiuta i mnie zgwałcił. Pokaleczyłam się o jego pasek, jebany zegarek i dodatkowo zostałam pobita. Co trzeba mu przyznać ma całkiem spory sprzęt, więc pewnie miałaś zajebisty seks. – głupio się do mnie uśmiechnęła. Uniosłam brew, a potem odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam na nią spod rzęs.
            - A więc mówisz, że mój mąż… Na którym ręku miałaś zadrapania od zegarka?
            - Na prawej. – odetchnęłam. Poczułam przeszywający spokój.
            - Wysoki sądzie, proszę o odtworzenie nagrania w miejscu, w którym zostało ono zatrzymane.
            Yuri opuściła wzrok, kiedy to mówiłam. Sędzia kiwnął głową i wcisnął odtwarzanie. Po sali rozniósł się głos Marie.
            „Pamiętam tego chłopaka, jakbym widziała piękny obraz. Nie spodziewałam się, że będzie tak przystojny. Wszedł do klubu w dopasowanej czarnej koszulce i ciemnych spodniach. Przeczesał włosy palcami i uśmiechnął się do swojego kumpla, kiedy ten coś do niego powiedział. Dziewczyny aż podeszły do mnie z wrażenia i zaczęłyśmy go obgadywać. Wszystkie stanęłyśmy za barem, kiedy on i jego ekipa do niego podeszli. Jeden z chłopaków nazwał go Gaara. Pamiętam ich rozmowę. Opijali rozpoczęcie ostatniego roku studiów, ale po chwili chłopak, z którym rozmawiał najwięcej poklepał go po plecach i powiedział, że cieszy się najbardziej z tego, że wrócili do domu z Anglii. Od razu wiedziałam, że obaj musieli być z bogatych rodzin. Gaara uśmiechnął się tak szerokim uśmiechem, że zmiękły mi nogi. Zapytałam czego chcieliby się napić i zaczęłam wdzięczyć się do tego chłopaka. Jednak on zupełnie mnie nie zauważał. Zupełnie. Ciągle mówił o swojej żonie: Sara to, Sara tamto. Z Sarą to, z Sarą tamto. Byłam uparta, ale on był zupełnie nieczuły na moje zaloty, a kiedy mówił o tej dziewczynie, gotowało się we mnie, że można kogoś tak kochać. Już samo mówienie o niej sprawiało, że on promieniał. Jakby słońce mogło padać tylko na niego. Boże, jaki on był piękny. Wdzięczyłam się, dwoiłam i troiłam, ale on nie zwracał na mnie uwagi. Był bardzo miły, ale zwracał na mnie uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiłam tacę z alkoholem. Mówił dziękuję i znowu stawałam się powietrzem. Tak po prostu. Chłonęłam jego obraz jak coś najwspanialszego na świecie. Tak bardzo chciałam, żeby był mój chociaż na jedną noc.”
            - Proszę o zatrzymanie nagrania. – powiedziałam spokojnie.
- Wielkie mi halo. Spójrz na swojego męża. Jest piękny. Jest  cholernie przystojny. Każda z nas mówiła to samo. Widziałam, że był kasiasty, przystojny i miał w sobie to coś. Tylko idiotka nie zwróciłaby na niego uwagi. To jeszcze nie jest dowód na to, że chciałam iść z nim do łóżka po tylu odrzuceniach mnie. Był żonaty. – powiedziała.
            - No właśnie. Dobrze to ujęłaś.
            - A myślisz, że żonaci nie zwracają uwagi na inne dziewczyny? Gdyby tak nie było, słowo zdrada małżeńska nie istniałaby w słowniku. – prychnęłam. – Z czego się śmiejesz? Jesteś aż tak pewna siebie, że myślisz, że twój mąż by cię nie zdradził?
            - Ręki nie dam sobie uciąć, chociaż przez ostatnie cztery lata raczej nie narzekaliśmy na brak zainteresowania innych osób, wyznania miłości i inne, a jak widać nadal jesteśmy razem. Nie o to chodzi. Znam cię już kilka długich tygodni. Zawsze wybierasz bogatych i przystojnych facetów. Żaden z nich nie był żonaty. Mimo, że kilku takich ci się spodobało…
            - On? W dupie miałam to, że miał żonę. Dziewczyno, gdyby tylko kiwnął palcem kiedy pierwszy raz się zalecałam, nie zastanawiałabym się. Po kilku razach jak mnie odrzucił, zrezygnowałam. Najwidoczniej później się zainteresował i uznał, że mój sprzeciw nie ma nic do rzeczy.
            - Co oznaczały słowa „nie sądziłam, że będzie tak przystojny”? – wtedy Yuri drgnęła. Niezbyt mocno, ale zauważalnie.
            - Ja… No bo był. Był bardzo przystojny. Sama mówiłam, że zrobił na mnie wrażenie.
            - Oczywiście, że tak. Gaara zawsze robi wrażenie na kobietach, co często mi się nie podobało, ale cóż… Chodzi o sens tych słów. Podobno tamtego dnia widziałaś go po raz pierwszy. Te słowa sugerują coś innego. – powiedziałam spokojnie.
            - Sprzeciw wysoki sądzie! To narzucanie mojej klientce odpowiedzi.
            - Podtrzymuję sprzeciw. Proszę o inne pytanie pani Sabaku.
            - Proszę o dalsze odtworzenie nagrania. – powiedziałam spokojnie. Sędzi wcisnął guzik.
            „Tej nocy dostałam to czego chciałam. Nie tak, jak się spodziewałam, ale jednak… Zeznania, przesłuchania. Wiem, że chłopak ma szansę zostać skazany na jakieś dwadzieścia lat… Dwadzieścia lat więzienia, wyobrażasz to sobie? Tak młody facet wyjdzie z pudła dopiero po czterdziestce. Jego żona zostanie sama… Chociaż myślę, że pewnie szybko sobie kogoś znajdzie. Wiem… Myślę, że tak będzie. Poradzi sobie.”
            - Skąd ta pewność, Yuri? Skąd wiedziałaś, że sobie poradzę?
            - Uznałam, że taki facet nie ożeniłby się z byle kim. Chociaż powiem ci, że spodziewałam się bardziej… Modelkowatej laski, a nie ciebie. – uśmiechnęła się złośliwie, a ja odwzajemniłam uśmiech. Chyba się jej to nie spodobało. – Masz jeszcze jakieś insynuacje? Taśma za chwilę się skończy, wiesz dobrze, że nie mówiłam nic złego. Powiedziałam całą prawdę na kasecie.
            - Na kasecie może i powiedziałaś prawdę. – skrzyżowałam ręce i oparłam je na brzuchu. Podskoczyłam, kiedy usłyszałam podniesione głosy mojej rodziny i przyjaciół.
            - SARA!!! O mój Boże!!! Sara!!! – to był głos cioci. Odwróciłam się przerażona, a dopiero potem zdałam sobie sprawę z tego, że opierając ręce w ten sposób uwydatniłam brzuch. Westchnęłam i kiwnęłam głową, a potem położyłam dłoń w bardzo charakterystycznym dla kobiet w tym stanie geście. Wtedy w oczach cioci dostrzegłam ogromną determinację. Spojrzała najpierw na mnie, potem na Gaare i znowu na mnie. Kiwnęła głową i ścisnęła kciuki. Uśmiechnęłam się szeroko i poczułam napływ nowej siły do walki.
            - Ciąża to była wielka tajemnica? Mężulek też już wie?- zapytała Yuri z ogromną złośliwością. – Jak się czujesz z tym, że będziesz samotną matką? Zupełnie jak dziewczyna, której tożsamość przywdziałaś. – ryknęła śmiechem, co mnie rozzłościło, ale odetchnęłam kilka razy żeby się uspokoić.
            - Wie. Jest szczęśliwy. I wiem, że będzie najlepszym ojcem na świecie. Nasze dziecko dostanie takiego ojca, jakiego ja i ty nigdy nie miałyśmy.
            - Zza krat? Dobre sobie. Nie pozwolę, żeby uniknął więzienia za to, co mi zrobił. Napuszony chłopaczek z bogatej rodziny, wychowywany bez rodziców ale za to bogaty wujek zapewniał mu wszystko na co ma ochotę. Dostał domek z ogrodem, wakacje w tropikach ze swoją nową żoneczką... Och, patrzcie na mnie, jestem taki wspaniały…
            - Skąd wiesz, że mojego męża wychowuje wujek? Skąd wiesz, że nie ma rodziców? – Yuri zbladła. Zrobiła się biała jak ściana za jej plecami. – Skąd wiesz, że dostał domek z ogrodem i wyjeżdżał ze mną na wczasy w tropiki? Skąd mogłaś to wiedzieć?
            - Ja… Ja… Moja obrończyni zebrała te informacje. Wiem to od niej. – zaczęła uciekać spojrzeniami po ścianach.
            - Że dostaliśmy dom? Że byliśmy na Seszelach w podróży poślubnej? Nie wiedziałam, że policja zbierając materiał dowodowy pyta o takie rzeczy albo każe wyciągać albumy rodzinne z szaf. Pytam skąd o tym wiesz?
            - Sprzeciw wysoki sądzie! To strofowanie mojej klientki! Proszę przestać!
            - Oddalam. Proszę odpowiedzieć na pytanie pani Hanada.
            - Najwidoczniej tak. Przed rozprawą wiele razy rozmawiałam z moją obrończynią o gwałcicielu. Mówiła, że Gaara Sabaku jest żonaty od trzech lat z niejaką Sarą Iregiro. Poznali się w liceum i od tej pory byli razem. Podobno byli bardzo zgraną parą, aż do wyjazdu jej męża do Londynu na roczny staż w sądzie w Anglii. Kontynuował studia w Cambridge, ty zostałaś tutaj, a po stażu wrócił do Tokio. Wiem, że pojechałaś do niego do Londynu i wtedy się pogodziliście. Odwołałaś rozwód. – kiedy Yuri to powiedziała, poczułam jak moje serce się zatrzymuje. Zakręciło mi się w głowie. Musiałam oprzeć się o barierkę, kiedy kolana się pode mną ugięły.
            - Sara!!! – to był głos mojego męża. Potem usłyszałam głos sędziego i brzęk uderzających o siebie łańcuszków. Poczułam ciepło dłoni na plecach. – Sara, już wystarczy. Proszę, wystarczy. Nie narażaj siebie i dziecka.
            - Twój altruizm jest tak cholernie irytujący, że zaraz ci przywalę. Nic mi nie jest. Proszę, wróć na swoje miejsce.
            - Sara, nie rób nic głupiego. Za bardzo się denerwujesz…
            - Proszę państwa, jesteśmy w środku rozprawy, to nie jest… - powiedział sędzia, a ja spojrzałam na niego.
            - Gaara, nic mi nie jest. Przysięgam ci, że czuję się dobrze. Wróć na miejsce… Gaara. – powiedziałam ostrzegawczym tonem, kiedy Gaara ani drgnął.
            - Sara, to nie jest zabawa.
            - Och, naprawdę?! No co ty nie powiesz?! Siadaj na miejsce, albo zaraz sama cię tam zaprowadzę! Przestań obchodzić się ze mną jak z jajkiem, albo zaraz sama ci pokażę, że możesz się nim stać! – zacisnęłam ręce po bokach.
            - Na pana miejscu rozważałbym czy pójście za kratki nie byłoby lepszym pomysłem.- mruknął sędzia, a ja posłałam mu wściekła spojrzenie.
            - Chyba sam zaczynam to rozważać. – spojrzałam na Gaare z wyrzutem. Odetchnął i wzruszył ramionami. – Następnym razem sam wyniosę cię z sali.
            - Wysoki sądzie, proszę o odtworzenie reszty nagrania. – powiedziałam, kiedy Gaara usiadł na miejsce. Obserwował mnie wilkiem. Odwróciłam się do niego plecami.
            „ Przysięgam ci, że kiedy to wszystko się skończy, uciekniemy. Tak jak chciałaś pojedziemy do Kioto, albo do innego miejsca na ziemi i tam pomogę ci wychować twoje dziecko. Myślę, że może uda nam się założyć tam prawdziwe rodziny. Może uda nam się znaleźć szczęście, którego teraz nie miałyśmy. Obiecuję ci, że nie zostawię cię w tak trudnej sytuacji. O nic nie musisz się martwić. Zostawimy Tokio za sobą i będziemy żyć, tak jak na to zasługujemy.”
            Kaseta kliknęła, a  na sali zapadła cisza.
            - Na tej kasecie nie ma nic, co wskazywałoby na winę mojej klientki. – obrończyni Yuri omal nie wstała z miejsca. Miała na ustach szeroki uśmiech.
            - Yuri, skąd wzięła się u ciebie ta pewność, że będziesz w stanie mi pomóc? – zapytałam spokojnie.
            - Kiedy odkryłam, że jesteś w ciąży chciałam ci pomóc. Twoja historia była równie ciężka, co moja, a skończyła się dużo gorzej… Przynajmniej wtedy tak mówiłaś.
            - W jaki sposób chciałaś mi pomóc? – Yuri zmarszczyła brwi.  – W jaki sposób chciałaś udzielić mi tej pomocy? Obie byłyśmy biedne jak myszy kościelne. Pracowałyśmy w klubie, który w żaden sposób nie był w stanie zapewnić utrzymania dwóm kobietom w tym jednej w ciąży. Na czym twoja pomoc miałaby polegać?
            - Chciałam pomóc ci wychować dziecko. Przebierać, kąpać i inne. Dopóki nie mogłabyś wrócić do pracy na pewno pomogłabym ci finansowo. Przecież dostawałabyś zasiłki na siebie i dziecko. Do tego dochodziłyby moje pieniądze, co oznacza, że na pewno dałybyśmy radę.
            - Musiałabyś mieć naprawdę dużo tych pieniędzy, żeby zaczynać życie od nowa w zupełnie nowym miejscu. – powiedziałam spokojnie, a Yuri głośno przełknęła ślinę.
            - Mam oszczędności. W ciągu pracy w barze udało mi się odłożyć trochę zaskórniaków. Na sam początek byłyby wystarczające.
            - Rozumiem… Wysoki sądzie, to wszystko, co chciałam wiedzieć. Dopasowałam wszystkie elementy układanki. – odetchnęłam głęboko.
            - Czyli zrozumiałaś, że twój mąż dopuścił się obrzydliwej zbrodni wobec mnie i powinien iść za kratki? Cieszę się, że… - powiedziała, a ja posłałam w jej stronę takie spojrzenie, że aż zadrżała.
            - Owszem Yuri, dopuścił się obrzydliwej zbrodni. Rozkochał mnie w sobie tak bardzo, że ani się obejrzałam nosiłam jego nazwisko, a teraz dodatkowo uwiedziona w Londynie noszę pod sercem jego dziecko. To jedyna zbrodnia jakiej się dopuścił. W dodatku jest to chyba najlepsza zbrodnia jaką świat widział, bo sprawił, że dwoje ludzi było ze sobą szczęśliwych. Chcę tylko wiedzieć, dlaczego tak perfidnie kłamiesz i chcesz wsadzić niewinnego człowieka za kratki. – Yuri pobladła.
            - Ja nie… Nie kłamię. Skąd takie przypuszczenia? Wiem, że chcesz uratować męża, ale nie za taką cenę. Wiesz dobrze, że mnie skrzywdził. Potwornie mnie skrzywdził… Nie wysuwaj takich… Przecież…
            - Chcesz powiedzieć dowody? Tak, tak. Dowody jasno wskazują na Gaare, w to nie śmiem wątpić. Wszystko zostało tak idealnie ukartowane, że mogłabym mówić o zbrodni idealnej, gdyby nie to, że potrafię być cholernie upierdliwa i byłam pewna, że tam, gdzie Ryu, Marie i Naoki nie zrobili nic, ja znajdę chociaż jeden element. Uwierz, że przez sześć tygodni jak pracowałam w klubie szukałam wszędzie, a miałam go centralnie pod nosem. Jeden cholerny element, który udało mi się znaleźć w ostatniej chwili.
            - Niby jaki? To cholerne nagranie?
            - Ty, Yuri. Tym elementem byłaś ty. Nie twoje zeznania, nie dowody przeciw Gaarze. To od samego początku byłaś ty. Boże, jaka ja byłam głupia. Jaka naiwna…- aż prychnęłam.
            - Ja? Jakim cudem?
            - W dwie minuty powiedziałaś mi wszystko to, co było mi potrzebne, żeby pokonać cię jednym pstryknięciem palca. Dwie minuty, a ja szukałam tego przez sześć tygodni.
            - Sprzeciw wysoki sądzie! To szczucie.
            - Przychylam się. Pani Sabaku, proszę o wyjaśnienia pani słów.
            - Yuri… Wysoki sądzie, podam teraz niepodważalne dowody na to, że mój mąż jest niewinny. Tego feralnego wieczora, kiedy Yuri oskarżyła go o gwałt… To nie był on.
            - Skąd takie wnioski? Materiał dowodowy…
            - Jaki materiał dowodowy? Nagranie z tyłu klubu, na którym widać jakieś niewyraźne kontury dwójki szamoczących się ludzi? Yuri kłamie! Perfidnie was oszukiwała, a wy jej wierzyliście! Gaara tamtej nocy nie miał na sobie obrączki. Skąd Yuri od razu mogła wiedzieć, że Sara, o której wspominał w wyżej wspomnianej rozmowie była jego żoną? To mogła być każda inna dziewczyna. Yuri nic nie powiedziała o żadnej obrączce, nawet o tym, że Gaara tak nazwał mnie w rozmowie. Skąd więc wiedziała? Drugi, dany ode mnie. Gaara nie miał prawa wyjść z tylnej kieszeni spodni żadnej prezerwatywy. Nie miał ich przy sobie. – powiedziałam spokojnie, a Yuri aż wstała.
            - Pewnie kupił, kiedy szedł do klubu. Może miał nadzieje na to, że uda mu się coś przelecieć, kiedy ciężarna żona w domu marudziła na złe samopoczucie. – wzruszyła ramionami.
            - To rzeczywiście mogłaby być trafna teoria, gdyby nie fakt, że Gaara, ani nawet ja, nie wiedzieliśmy o dziecku. Czułam się wtedy genialnie, a na seks miałam ochotę po pięć razy dziennie. Gaara od tak nie kupiłby byle jakich prezerwatyw, ponieważ ma alergię na lateks.
            - Może kupił jakieś z wyższej półki. Dobrze wiedzieć, że chociaż to było w tym luksusowe.
            - Fakt, mogłoby tak być, gdyby nie fakt, że spodnie jakie miał wtedy na sobie nie miały kieszeni. – Yuri zadławiła się powietrzem.
            - To było tak dawno temu, że…
            - Tak. Dawno. Ale to co robiłam z nim przed wyjściem do klubu zapadło mi w pamięć. Mój mąż nie miał na sobie spodni z kieszeniami. Wysoki sąd ma je w torbie z dowodami. Proszę je wyjąć. – powiedziałam, a sędzia zmarszczył brwi. Skinął głową jednemu ze strażników, a ten sięgnął po torbę i wyjął z nich spodnie. Były poplamione krwią, ubrudzone ziemią na kolanach, ale nie miały kieszeni. Yuri jęknęła.
            - Mogły zostać podmienione. – powiedziała obrończyni Yuri.
            - Kolejny dowód? Mówiłaś, że pokaleczył cię paskiem. Albo raczej sprzączką od paska. Nie miał go. Przed wyjściem na imprezę poszliśmy do łóżka. Gaara związał mi nim nadgarstki podczas stosunku, a po zostawił na łóżku. Zapomniał go ubrać z powrotem. Proszę o przejrzenie torby.Wśród rzeczy mojego męża nie ma paska. – strażnik wyjął wszystko na ladę. Były tam spodnie, koszula, portfel, zegarek, ale nie pasek, którym Gaara związał mi ręce a potem doprowadził do szczytowania biorąc od tyłu. Zadrżałam na to wspomnienie i zaczęłam rozmasowywać kark.
            Kiedy poczułam na sobie czyjś wzrok, od razu przesunęłam go na Gaare, który uśmiechał się do mnie jednym kącikiem ust. Znał mnie na tyle, żeby wiedzieć o czym w tamtej chwili myślałam, a ja spaliłam raka, zawstydzona tym, że złapał mnie na takich myślach. Gaara opuścił głowę, próbując ukryć uśmiech.
            - Pani Sabaku, miała pani rację. Paska od spodni nie ma wśród rzeczy pani męża. Ale jest zegarek, o którym mówiła pani Hanada.
            - Tak, Gaara dostał go ode mnie w prezencie na święta dwa lata temu. Yuri powiedziała, że zegarek zadrapał ją w prawą rękę, co sugeruje, że Gaara musiał mieć go na lewym nadgarstku. Mój mąż nie nosi zegarka na lewej ręce. Nie lubi rozpraszać się tym, że musi spoglądać na niego, kiedy jest zajęty na spotkaniu lub podczas ważnego projektu. Nosi go na prawej ręce żeby podczas pisania kontrolować czas, a to znaczy, że pani Hanada powinna mieć zadrapania, jako lustrzane odbicie, na lewej dłoni lub przedramieniu. Jeśli wysoki sąd mi nie wierzy, proszę sprawdzić nadgarstek mojego męża. Ma na nim opalony pasek i tarczę zegara. – sąd skinął głową, strażnik podszedł do Gaary i uniósł jego prawą rękę do góry. Odsłonił nadgarstek, na którym znajdował się jasny pasek skóry. – Wracając do domniemanego gwałtu. Ślady biologiczne wskazują na otarcia nabłonka i ślady lateksu, o którym mówiłam, że mąż jest na niego uczulony. Jeśli wysoki sąd chce, to też możemy sprawdzić.
            - Nie. Tego sprawdzać nie będziemy. Wierzę pani na słowo z racji… Relacji. – uśmiechnęłam się. – Pani Sabaku, ja chcę konkretnego dowodu na to, że pani mąż jest niewinny. Konkretnego, a nie tych ochłapów.
            - Yuri, kto zapłacił ci za to kłamstwo? – zapytałam spokojnie. Yuri siedziała ze splecionymi na kolanach dłońmi, miała spuszczoną głowę, a łzy skapywały jej na spodnie.
            - To nie jest kłamstwo. On… On…
            - Yuri, nie kłam. Kto zapłacił ci za to kłamstwo? Jak to naprawdę wyglądało? – zapytałam spokojnie.
            Na sali zapadła tak przytłaczająca cisza, że niemal słyszałam bicie własnego serca. Poczułam łaskotanie w podbrzuszu i automatycznie położyłam na nim rękę. Zaczęłam masować się w dolnym odcinku brzucha. – Wiem, że Gaara tego nie zrobił. Przez chwilę myślałam o tym, że chcesz się na nim za coś zemścić, ale wiem, że to nie to. Jeśli przyznasz się do winy, sędzia załagodzi wyrok za współpracę.
            - A ja nie wniosę oskarżenia o próbę zniesławienia. – powiedział Gaara. Odwróciłam się do niego i blado uśmiechnęłam.
- Ja… To nie miało być tak. – Yuri ukryła twarz w dłoniach i zaczęła zanosić się płaczem. Po chwili doszły do tego spazmy. – Ja… Ja… Ja…
            - Może ustalmy przerwę. Potrzebujesz odpoczynku…
            - Nie udawaj altruistki. Jestem w stanie mówić. Ja… Boże, okazałaś się takim wrzodem na dupie… W życiu nie spodziewałabym się, że w takiej małej babie drzemie taka determinacja. Szybko poskładałaś elementy.
            - Pogubiłaś się w swoich kłamstwach. Masz rację, że nagranie nie wniosło tyle, co pociągnięcie cię za język. Przyznaj się. Jeśli tego nie zrobisz i tak to z ciebie wyciągnę.
            - Mówił, że taka jesteś. Zdeterminowana. Tak, masz rację. To miała być zbrodnia idealna. Miałam wrobić tego idealnego faceta w gwałt, dostać pieniądze i zniknąć z Tokio na zawsze. Taka była umowa. I tak by się stało, gdybyś nie stanęła na mojej drodze. Ta rozprawa dawno by się zakończyła.
            - A niewinny człowiek poszedłby siedzieć na lata tylko dlatego, że miałaś taki kaprys. Domniemany gwałt?
            - Zaplanowany. Kilka tygodni wcześniej poznałam kogoś, kto obiecał mi, że zapłaci mi ogromną sumę pieniędzy za to, że wrobię pewnego chłopaka w gwałt. Wszystko zaplanowałam. Miejsce, to, co potem zrobię… Wszystko było dopięte na ostatni guzik.
            - Opisz to krok po kroku. – czułam potworną wściekłość. Tak ogromną, że miałam ochotę udusić Yuri własnymi rękami.
            - Dodałam twojemu mężowi pigułkę gwałtu do drinka. Działa tak jak na kobiety. I tak jak się spodziewałam nikt nie pokusił się o sprawdzenie, czy nie był naćpany. Wszyscy uwierzyli, że brutalnie mnie zgwałcił pod wpływem alkoholu. Zaciągnęłam go to kibla i tam znaleźli go policjanci.
            - Nadal kłamiesz. Nadal. Chcę wiedzieć, kto kazał ci to zrobić? Kto obiecał ci pieniądze za to oszustwo i dlaczego?
            - Nie kłamię…- nie wytrzymałam. Złapałam Yuri za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. Pisnęła, a strażnicy niemal się do nas zerwali.
            - Do jasnej cholery!!! Głupia dziwko, próbowałaś wrobić mojego męża w gwałt, którego nie popełnił, tylko dla pieniędzy! Omal nie pozbawiłaś mnie męża, którego kocham i ojca dla dziecka, które w sobie noszę! Nie ma słów i miejsca dla takich ludzi, jak ty! Jesteś zwykłą kurwą, która wyczuła dobry moment na zarobek tracąc nawet nie resztki godności! Dlaczego i kto kazał ci to zrobić?! Mów, albo ja za siebie nie ręczę! Przez sześć tygodni walczyłam o ochłapy jakichkolwiek informacji i nawet groźba zawieszenia i zakazu wykonywania zawodu mnie od tego nie odwiedzie. Sama cię skrzywdzę na wszystkie możliwe sposoby. Począwszy od przepisów prawnych, kończąc na aspektach fizycznych! Mów!!! Ratuj swoją skórę! Trafisz do pieprzonego więzienia, bo ja nie zamierzam ci odpuszczać tego, co zrobiłaś mojemu mężowi!!!- wrzasnęłam i puściłam jej koszulkę. Odetchnęłam.- Mów. I tak nie masz już nic do stracenia, bo nie uda ci się dostać pieniędzy za wrobienie Gaary. Na każdy twój argument, dam dowód na niewinność mojego męża.
            Zrozumiała. Yuri naprawdę zrozumiała to, że nie wygra ze mną tej rozprawy. Opuściła głowę i odetchnęła.
            - Kilka miesięcy temu do naszego klubu przyszedł chłopak, który upił się jak szalony. Pijany poprosił mnie o zamówienie taksówki, a w czasie, kiedy na nią czekaliśmy opowiedział mi historię o dziewczynie, w której się zakochał, ale ta wyszła za innego. Płakał i opowiadał. Przychodził co wieczór. Pił coraz mniej, mówił coraz więcej. Któregoś razu trafiliśmy do łóżka. Zaczęłam być nim zafascynowana i chciałam mu w jakiś sposób pomóc. Opowiadał o tej dziewczynie z takim przejęciem, miłością, że było mi go szkoda. Kiedy zaproponował mi ukartowanie gwałtu, w dodatku chciał mi za to zapłacić nie zastanawiałam się. Wiedziałam jak wyglądają imprezy w naszym klubie. Kiedy zobaczyłam tego chłopaka moją pierwszą myślą było to, że poszłabym z nim do łóżka bez zająknięcia. Był tak cholernie przystojny. Boże, jak młody Bóg. Roztaczał wokół siebie aurę czegoś wspaniałego. Aż zaczęłam ubolewać nad tym, że był żonaty i zaczęłam zazdrościć dziewczynie z opowieści takiego mężczyzny. Planowo, około północy, dosypałam mu do drinka narkotyki i czekałam. Kiedy zobaczyłam, że zaczynają działać, a on próbuje wyjść z klubu, rozpoczęła się druga część planu. Zawlekłam tego chłopaka do toalety, z kolei inny, zaangażowany w to przedstawienie miał za zadanie trochę mnie poobijać i zerżnąć. Tak, żeby wyglądało to wiarygodnie. Resztę już znasz. Policja, proces i tak dalej. Twój mąż mnie nie dotknął. To cała prawda.
            - Kto?
            - Jak to kto? O co ci jeszcze chodzi?
            - Kto ci to zlecił? Kto chciał ci zapłacić?
            - Jakby to miało znaczenie. Twój mąż jest niewinny. Tyle chciałaś wiedzieć.
            - Czy ta osoba jest obecna na tej sali? – kiedy zadałam to pytanie Yuri odruchowo powędrowała wzrokiem w dwa miejsca, a potem szybko odwróciła wzrok i zaczęła wlepiać go w swoje splecione dłonie. Ja z kolei mocno zmarszczyłam brwi. Próbowałam przypomnieć sobie kto w nich siedzi i aż ugięły się pode mną kolana.
            - Czy była to więcej niż jedna osoba? – zapytałam słabym głosem, a Yuri głośno wciągnęła powietrze do płuc. – Czy tymi osobami są mężczyźni o imieniu Kei i Naoki?
            Za moimi plecami zawrzało. Marie z Ryu zaczęli krzyczeć między sobą, z kolei Naoki rozwrzeszczał się na jednego ze strażników, który próbował zatrzymać go przy bocznym wyjściu. Itachi z Sasuke rzucili się na Keia, który próbował uciec tylnymi drzwiami. Przyprowadzili go do barierek w ułamku sekundy.
            - Myślałeś, że cię nie zauważę w tym tłumie, Kei?
            - Sara, to nie tak. To był pomysł Naokiego! To on wszystko wymyślił!!!- wrzasnął.
            - Wysoki sądzie, to mężczyźni, którzy powinni siedzieć na miejscu mojego męża. Tak jak podejrzewałam od jakiegoś czasu. Kei nagle zniknął. Naoki z kolei strasznie kręcił w sprawie dowodów i opóźniania ich zdobywania.
            - Ale jak… Naoki był z nami przez cały czas na imprezie?! – Ryu blady jak ściana spoglądał na szamoczącego się Naokiego, który próbował wyrwać się strażnikowi.
            - Do tego potrzebował Keia. Gdyby zniknął w tym czasie, kiedy doszło do rzekomego gwałtu, Ryu lub ktoś z towarzystwa zaczęliby coś podejrzewać. Gaara zniknął, Naoki nie. Kei w tym czasie zabawiał się z Yuri, a ta potem oskarżyła Gaare, o którym wiedziała, że jest nieobecny.
            - Jak ty to… Jakim cudem dopasowałaś to wszystko? – Naoki szamotał się jak szalony.
            - Ty nie nosisz zegarka. Kei z kolei nie raz żalił mi się na swoje zapięcie, które ma wyszczerbiony koniec i niekiedy nieświadomie potrafił się nim ranić. Wielkim dopasowaniem was w odpowiednie miejsca było to, że Yuri wiedziała takie fakty z życia mojego i Gaary, jakich nie miała prawa znać. Choćby nasze pogodzenie się w Londynie. Podróż poślubna i inne. To nie pasowało. Wszystko dopasowało się dopiero teraz. Ciebie, Naoki, podejrzewałam już od jakiegoś czasu, ale próbowałam wmówić sobie, że nie mógłbyś być aż tak perfidny. Jednak widzę, że w ogóle nie masz granic. Żadnych. Kei… Ja nie wiem, co powiedzieć. Po tym, jak powiedziałeś Gaarze, że jeśli jeszcze raz mnie skrzywdzi… Myślałam, że jesteś moim przyjacielem…
            - Naoki i ja cię kochamy. To popchnęło nas do tego, co zrobiliśmy. Wiedzieliśmy, że dopóki Gaara jest na horyzoncie, żaden z nas nie ma szans. Dopiero jego usunięcie dałoby nam jakiekolwiek szanse.- prychnęłam na słowa Keia.
            - Zabierając mi mężczyznę, którego kocham? Oszaleliście?
            - Miałem jeszcze jeden powód. Ayo. – spojrzałam na Naokiego, a moje oczy zrobiły się okrągłe jak spodki. Nie miałam pojęcia, że Naoki znał tą wywłokę, która kilka lat wcześniej omal mnie nie zabiła.
            - Ayo? Ale skąd… - zaczęłam niepewnie.
            - Ayo to moja kuzynka, z którą wychowywałem się od dziecka jak z siostrą. Nigdy nie poznałem Gaary osobiście, ale wiedziałem, że Ayo była w nim zakochana jak wariatka. Wykorzystał ją i porzucił, a potem na ich drodze pojawiłaś się ty. Desperacja doprowadziła ją do tego, że omal cię nie zabiła. Zrobiła to z miłości do Gaary… Kiedy dowiedziała się, że ty i on pobraliście się, popełniła samobójstwo w ośrodku, do którego ją wysłaliście… Skąd mogłaś wiedzieć? Przecież nie interesowałaś się nią od czasu, kiedy zniknęła z waszego życia. Chciałem zniszczyć Gaare, ale zakochałem się w jego żonie, co okazało się dla mnie przekleństwem. Krzywdzenie jego, było krzywdzeniem ciebie. Kiedy Gaara powiedział, że chcesz się z nim rozwieść miałem wrażenie, że dostałem ułaskawienie sekundy przed egzekucją. Miałem nadzieję, że po powrocie do Tokio będziecie już po rozwodzie, a ty będziesz próbowała ułożyć sobie życie na nowo. Ten dzień, kiedy zobaczyłem was w łóżku, w tym cholernym Londynie uświadomił mi, że nie ważne jak źle między wami by nie było, i tak będziecie się godzić, dopóki on nie zniknie z twojego życia. Po powrocie do Tokio upijałem się do nieprzytomności, byle o tobie zapomnieć. Na jednej z imprez spotkałem Keia. Kiedy rozmawialiśmy… To było jak grom z jasnego nieba. Obmyśliliśmy plan jak pozbyć się Gaary i potrzebowaliśmy po prostu czasu. To był idealny plan i udałby się, gdyby nie to, że się w to wtrąciłaś. Wyrok zostałby już dawno wydany, a on siedziałby za kratkami. – kiedy Naoki to powiedział, nie zapanowałam nad sobą.
            Uderzyłam go w twarz zaciśniętą pięścią tak mocno, że aż zapiekły mnie kostki. Naoki krzyknął, ja zaklęłam. Twarz chłopaka zalała krew.
            - Wysoki sądzie! Widział to wysoki sąd?! – Naoki splunął na ziemię.
            - Ale co? Nie, nic nie widziałem.- Naoki z wyrzutem spojrzał na sędziego, który na pewno widział całe zajście. W duszy dziękowałam mu, że w tym jednym momencie zachował się nieprofesjonalnie.
            - Już wiem dlaczego mój mąż chciał to zrobić wiele razy. – powiedziałam, a potem odwróciłam się do sędziego. – Wysoki sądzie, myślę, że do zrobienia została jedna rzecz: uniewinnienie mojego męża.
            - Panie prokuratorze, czy wyrok wymaga przerwy w celu jego ustalenia, czy wszystko jest klarowne?
            - Sądzę, że wszystko co miało zostać powiedziane, powiedziane zostało.
            - A więc. Z racji zebranego przez panią Sabaku materiału dowodowego, jednoznacznie świadczącego na korzyść oskarżonego, uznaję pana Gaare Sabaku niewinnym i oczyszczam go ze wszystkich zarzutów postawionych w trakcie procesu. Jednocześnie zasądzam trzymiesięczny areszt dla pana Naokiego i pana Keia oraz dla pani Yuri w celu ustalenia dalszego postępowania karnego. I jeszcze na koniec. Panie Sabaku, gdyby każdy miał tak cudowną żonę, moi koledzy i ja nie prowadzilibyśmy spraw rozwodowych. Gratuluję wyboru właściwej osoby i życzę dalszych sukcesów w życiowej drodze. Zasądzam koniec rozprawy. – uderzył młotkiem, a ja osunęłam się po ściance na ziemię i zaczęłam płakać. Poczułam niesamowitą lekkość w sercu i jednocześnie zawroty głowy od nadmiaru emocji. Trzęsłam się i nie mogłam złapać tchu. Dopiero głos mojego męża sprawił, że zaczęłam z powrotem zauważać otoczenie.
            - Sara, wszystko dobrze? Jak się czujesz?- Gaara złapał moją rękę i mocno ją ścisnął. Spojrzałam na jego twarz. Był zalany łzami i jednocześnie przerażony. Kiwnęłam głową i zaczęłam wpatrywać się w Gaare.
            - Czy ja… Naprawdę rozprawa się skończyła? To koniec? – zapytałam słabym głosem. Gaara położył mi dłoń na policzku i zaczął gładzić go kciukiem.
            - Sara, to koniec, ale nie tylko. Wygrałaś rozprawę. Rozumiesz to? Wygrałaś. Zostałem uniewinniony. Nie zgwałciłem tej dziewczyny. Jestem niewinny. Dokonałaś niemożliwego tam, gdzie wszyscy spisali mnie na straty. Gdzie sam zacząłem wierzyć, że byłem zdolny do tak potwornej rzeczy.
            - Ja od samego początku wiedziałam, że nie zrobiłbyś czegoś takiego. Wiedziałam, że jesteś niewinny. Ja… Boże… Nie wierzę, że… Aż nie mogę…- nie byłam w stanie wykrztusić słowa. Gaara uśmiechnął się do mnie, a potem mnie pocałował.
            Cały świat się zatrzymał. Skupiłam się jedynie na cieple ust mężczyzny, którego kochałam. Na jego bliskości i zapachu. Czułam, jak krew pulsuje mi w uszach i pod skórą. Wyciągnęłam ręce i oplotłam go ramionami. Wsunęłam palce we włosy i zacisnęłam je w nich. Jęknęłam, kiedy Gaara pogłębił pocałunek, a potem gwałtownie się ode mnie odsunął.
            - Nie tu. Obiecuję ci, że kiedy wrócę do domu, ale nie tu.- mruknął mi w usta, musnął je po raz ostatni, a potem pomógł mi wstać. Objął mnie ramieniem i odwrócił w stronę naszej rodziny i przyjaciół. Wszyscy głupkowato się do nas uśmiechali, ale widziałam ulgę na ich twarzach i ślady łez na policzkach. Podeszliśmy do nich, a ciocia od razu zrobiła kilka kroków w naszą stronę. Oskarżycielsko wskazała na mój brzuch.
            - Kiedy… Jak… W ogóle jakim cudem?! Naprawdę?
            - Tak. Jestem w ciąży. Zaszłam w nią w Londynie, kiedy o ironio wiozłam Gaarze pozew rozwodowy. Wszyscy wiedzą, że się pogodziliśmy, teraz widzicie jakie środki zostały użyte przez mojego męża, w dodatku z bardzo namacalnym skutkiem… Tak ciociu, będziemy rodzicami. Zostaniecie dziadkami. Wiem, że zarzekaliśmy się, że to nie nastąpi tak szybko i w ogóle…- ciocia uśmiechnęła się do nas, a potem objęła mnie ramionami. W takim sam sposób, jak wtedy, kiedy byłam dzieckiem.
            - Sara, to cudowna wiadomość. Gratuluję wam z całego serca i nie mogę doczekać się tego dnia. Od trzech lat udowadniasz mi, że w twoim przypadku bycie żoną to determinacja bez limitu. Uratowałaś własnego męża z beznadziejnej sytuacji, robiąc to w ciąży. To szaleństwo, ale znów dopięłaś swego. Jesteśmy z ciebie dumni, córeczko. – ciocia pocałowała mnie w czubek głowy, a ja odetchnęłam.
            Następnego dnia czekałam na Gaare pod aresztem. Brama z grubego żelaza wyglądała potwornie, a ja nie mogłam się doczekać, aż Gaara zza niej wyjdzie. Mżawka moczyła moje włosy, ale nie przejmowała się tym. Stałam jak otępiała i co rusz poprawiałam opinającą się na moim ciele kurtkę, kiedy tylko robiłam kilka kroków. Zdałam sobie sprawę z tego, że powrót na uczelnię w błogosławionym stanie nie przejdzie niezauważony, z kolei moja garderoba wymagała gruntownnej wymiany.
            Kiedy wróciliśmy z sądu roznosiła mnie złość, że nie mogłam zabrać Gaary do domu, ale Sasuke powiedział, że Gaara musi spędzić jeszcze jedną noc w areszcie w celu przygotowania odpowiedniej papierologii i zabrania swoich rzeczy. Nie przespałam nocy i z duszą na ramieniu modliłam się, żeby wyrok uniewinniający nie okazał się jedynie snem. Nerwowo obgryzałam skórki przy paznokciach, a kiedy drzwi wycięte w bramie otworzyły się i wyszedł z nich strażnik, mój puls osiągnął poziom krytyczny. Za strażnikiem wyszedł mój mąż. Ubrany w za dużą kurtkę i spodnie. Rozejrzał się, a kiedy mnie dostrzegł uśmiechnął się i niemal w podskokach przybiegł do mnie. Bez zbędnych słów objął mnie ramieniem i przyciągnął do namiętnego pocałunku.
            - Już się bałem, że zapomniałaś o swoim ukochanym mężulku. – mruknął w moje usta, a potem przejechał po nich koniuszkiem języka. Zacisnęłam uda, kiedy poczułam moc tego gestu.
            - Rozważałam spakowanie ci walizek i zostawienie ich pod tą bramą, ale uznałam, że nie po to namęczyłam się z tymi cholernymi dowodami w procesie, żeby teraz samej musieć zmieniać pieluchy i wstawać w nocy. – Gaara blado się do mnie uśmiechnął, a potem złapał mnie za rękę i zaczął iść w stronę auta.
            Kiedy znaleźliśmy się w domu, Gaara od razu wyrzucił do kubła przy bramie ubrania, które miał na sobie tej pamiętnej nocy w klubie. Usiadł przy stole w kuchni i odetchnął głęboko.
            - Boże, jak dziwnie znowu być w domu z czystym sumieniem.- opadł na krzesło w kuchni i oparł głowę na łokciach. Zdjęłam z siebie sweter i przewiesiłam przez krzesło. Gaara spojrzał na mnie. Od razu powędrowałam za jego spojrzeniem i zdałam sobie sprawę z tego, że wpatruje się w mój brzuch widoczny z opiętej koszulki. Wyciągnął rękę, a ja niepewnie podeszłam do niego.
            Gaara złapał moją koszulkę i podciągnął ją. Drżącymi palcami muskał skórę na brzuchu, a na sam koniec pocałował mnie w odstający pępek i objął mnie ramionami. Wtulił twarz w piłeczkę.
            - Obiecuję ci, że już nigdy nie zostawię ciebie i twojej mamy. Przysięgam. Kiedy będziesz starsze opowiem ci o tym, jak cudowną masz mamę i co dla mnie… Co dla nas wszystkich zrobiła. I będę modlił się, żebyś ty i twoje przyszłe rodzeństwo kiedyś spotkało kogoś tak wyjątkowego. Jest dla mnie największym błogosławieństwem. Teraz podwójnym.
            - A ty naszym, Gaara. – mruknęłam i przeczesałam jego włosy palcami.
            Gaara razem ze mną poszedł do sypialni. Nadal roznosił dziwną woń więziennych detergentów i jak sam przyznał, modlił się o jak najszybszy prysznic. Wyjął ręcznik z szafki i zaczął zrzucać z siebie ubrania. Obserwowałam jego ciało, ale nie żeby się nim zachwycać. Szukałam jakichkolwiek oznak tego, czy nie został skrzywdzony i nie chciał mi o tym powiedzieć.
            - Czemu tak badawczo mi się przyglądasz? Nie. Nie zorganizowałem sobie porwania w celu zrelaksowania się na Hawajach przy tancerkach hula. Nadal jestem blady jak to ja i jak widzisz nie mam na sobie slipek z napisem Aloha. – Gaara obrócił się w miejscu, a ja bez zastanowienia złapałam za swoją koszulkę i zdjęłam ją.
            - Tak sobie pomyślałam, że może jednak lepiej ci się przyjrzę. Może się okazać, że smarowałeś się filtrem jak szalony. – Gaara zaczął się śmiać, kiedy to powiedziałam, a potem rzucił we mnie drugim ręcznikiem.
            Trzymałam prysznic w ręku i dokładnie spłukiwałam Gaarze szampon z włosów. Stał z głową opartą na moim ramieniu. Czułam woń, którą doskonale znałam: jego ciało. Lekka nuta czegoś ostrego wymieszana z intensywnym zapachem jego skóry. Kiedy sięgnął po mydło i kulistymi ruchami zaczął myć moje plecy, dostałam gęsiej skórki. Skończył i wziął ode mnie słuchawkę. Obrócił mnie do siebie plecami i zaczął spłukiwać pianę z mojej skóry. Podał mi swój żel pod prysznic, a ja wylałam go na dłonie i zaczęłam spieniać. Położyłam je na jego klatce piersiowej i zaczęłam myć.
            - Powiem ci, że zapach własnych kosmetyków jest najlepszy. Więzienne mydło pachnie jodyną i proszkiem do prania.- mruknął, a potem odchylił głowę do tyłu, żebym mogła umyć mu szyję. – Tyle, że w więzieniu takie piękne dziewczyny nie myły mojego ciała.
            - Tylko by spróbowały. I ty i one bylibyście w opłakanej sytuacji. – mruknęłam naburmuszona, a Gaara zaśmiał się i skradł mi szybkiego buziaka.
            - Żadne nie umiałyby robić tego tak dobrze jak ty. W więzieniu śmiałem się, że robisz to jak perfekcyjna gospodyni domowa. – tym razem ja się zaśmiałam i zaczęłam szorować brzuch Gaary. W jednej sekundzie przed oczami stanął mi jeden obraz, a moja ręką powędrowała niżej. Gaara jęknął kiedy zacisnęłam dłoń na jego przyrodzeniu. – Sara, co ty…
            - W tym momencie nie chcę być żadną perfekcyjną gospodynią domową. Tęskniłam za tobą. Tak cholernie cię pragnę.- wolną ręką przyciągnęłam jego twarz do pocałunku. Gaara rozchylił mi usta językiem i zaczął całować bardzo namiętnie. Krzyknęłam, kiedy wsunął we mnie palce i poruszył nimi kilka razy, a ja poczułam spełnienie. Zdezorientowana odsunęłam się od niego i zaczęłam uspokajać oddech. – Co do…
            - Nie wiem, ale nie przestawaj. – jęknął w moje usta, a potem chwycił mnie w biodrach i wyszedł z łazienki do sypialni.
            Leżeliśmy na łóżku i całowaliśmy się jak szaleni. Gaara pieścił mnie tak, że co chwilę osiągałam spełnienie. Za którymś razem nie wytrzymałam i zadyszana usiadłam na łóżku.
            - Co to jest do cholery? Ledwo mnie ruszysz, a ja…- nie mogłam nawet znaleźć na to słów. Nawet roczna rozłąka w Londynie tak na mnie nie działała. Gaara zaśmiał się, a potem mnie pocałował.
            - To przez ciążę, kochanie. – zmarszczyłam brwi. – Kiedy Temari była w ciąży mój szwagier żalił mi się, że Temari ma ochotę na seks kilkanaście razy dziennie i jest tak wrażliwa, że on nawet nie zdąży się rozkręcić, a ona już kilka razy zaczyna od nowa. Czytałem, że to przez lepsze ukrwienie narządów intymnych. I powiem ci, że patrząc na to jak się wyginasz od lekkiego dotyku, wcale mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Czuję się jak czarodziej, który ledwo machnie palcem i wyczarowuje cudowne rzeczy. – Gaara wyszczerzył się do mnie.
            - W takim razie przestań mnie pieścić i zacznij ze mną kochać. – mruknęłam mu na ucho, ale Gaara szybko spuścił wzrok i zaczął wpatrywać się w prześcieradło.- Gaara?
            - Ja nie… Nie wiem, czy to dobry pomysł. Jeszcze wczoraj…- zmroziło mnie.
            - Gaara, czy ktoś coś ci zrobił w tym areszcie? Ktoś cię skrzywdził? – zapytałam i położyłam mu rękę na ramieniu. Czułam narastającą kluchę w gardle.
            - Nie, nie o to chodzi. Po prostu… Sara, byłem oskarżony o gwałt. O coś, co według mnie jest obrzydliwą zbrodnią przeciwko kobiecie. Przez prawie dwa miesiące siedzenia w areszcie myślałem o sobie same najgorsze rzeczy. Myślałem, że może naprawdę to zrobiłem. Że jestem potworem. A dzisiaj leżę obok mojej pięknej żony, której pragnę, którą kocham. Ta myśl, że i ciebie mogę w jakiś sposób skrzywdzić… - powiedział i zacisnął ręce w pięści. Poczułam piekące łzy pod powiekami. Bez zbędnych słów usiadłam Gaarze na kolanach i zmusiłam do spojrzenia na siebie.
            - Gaara, jesteś niewinny. Nic złego nie zrobiłeś. Jedyną osobą jaką skrzywdziłeś, jesteś ty sam. Jesteś jedną z najlepszy osób jakie poznałam i od samego początku wiedziałam, że nie skrzywdziłbyś nikogo w taki sposób. To Naoki i Kei chcieli cię skrzywdzić. Nas. Nikt więcej. Kocham cię i pragnę. Jestem dorosła i wszystko to, co chcę robić dzieje się za moją zgodą. Jestem tego świadoma i czekam tylko na twój ruch. Jeśli potrzebujesz czasu, żeby się z tym oswoić to zrozumiem, ale chcę żebyś wiedział, że nigdy nie zmuszałeś mnie do bliskości z tobą. I nigdy nie zmuszałeś do tego nikogo innego. – Gaara wtulił twarz w moje piersi i mocno mnie przytulił.
            - Wiesz, że są ogromne? Dopiero widząc cię zupełnie nagą widzę, jak urosły.- ryknęłam śmiechem. Westchnęłam, kiedy Gaara położył dłoń na jednej z piersi. – Boże, kiedyś prawie wchodziły mi w dłoń. Teraz dwie ręce to za mało. Nie przeszkadza mi to, jakby co. Nawet po urodzeniu dziecka mogłyby takie zostać.
            - Zapomnij. Dźwiganie tego jest wystarczającą karą w ich obecnym rozmiarze. Marie kazała mi się przyznać do operacji piersi i uznała, że czas samej zajść w ciążę jeśli ma tak wyglądać… Nasze życie w kwietniu wywróci się do góry nogami.
            - Powiem ci, że nie mogę się doczekać tego dnia. Od wczoraj, kiedy wiem o dziecku jestem naprawdę szczęśliwy. Mam wrażenie, że to będzie dopełnienie tego wszystkiego, co jest między nami. Jestem na siebie zły tylko o to, że stało się to w momencie, kiedy jeszcze studiujesz. Jak chcesz napisać pracę?- zapytał, a potem nakrył nas kocem.
            - Normalnie. Nie ja pierwsza i nie ostatnia będę miała małe dziecko studiując. Poradzę sobie, Gaara. Ciocia wczoraj do wieczora siedziała u mnie i nadawała, że mogę na nią liczyć i pomoże mi z dzieckiem. Kiedy twoja babcia się o tym dowie przeniesie się do Tokio. Nasze dziecko to było spełnienie jej marzeń od dnia, kiedy po raz pierwszy zabrałeś mnie na Okinawę. – musnęłam usta Gaary, a on westchnął.
            - Dopiero się nasłuchasz o płodności swoich lędźwi. A ja o wysokiej jakości swoich ziaren. – Gaara zacmokał, ja ryknęłam śmiechem. Znowu go pocałowałam. Westchnął i mocno objął mnie ramionami. Pogłębił pocałunek, a moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Jęknęłam, kiedy jego palce zaczęły muskać skórę na moich plecach. Przesunął usta na moją szyję.- Tak strasznie cię kocham.
            - A ja ciebie, Gaara.- mruknęłam, a potem niemal krzyknęłam, kiedy Gaara wsunął się we mnie i wykonał dość mocny ruch biodrami. Jęknęłam, kiedy zrobił to znowu. Przyciągnęłam go do siebie i czułam, że czeka nas nowy wspaniały czas w długim wspólnym życiu.
            Kiedy staliśmy przed bramą uniwersytetu Gaara miał kwaśną minę. Ściskał moją dłoń i niepewnie wpatrywał się w napis nad portalem.
            - Ciężko wrócić po takim czasie, co? Rozmawiałam z twoim promotorem. Powiedział, że musisz spiąć pośladki żeby obronić się przed przerwą wiosenną. Przy czym z tego, co wiem, twoja praca jest już prawie skończona.
            - Dziwnie, to wracać po tym wszystkim co się wydarzyło. Zupełnie tak, jakby te okropne kilka tygodni w ogóle nie miało miejsca. – Gaara podrapał się w tył głowy.
            - Gaara, dużo się zmieni. Kei i Naoki nie wrócą już na uczelnię. Ayo nie żyje o czym nie mieliśmy pojęcia… Wracasz tu jako niewinny człowiek, którym od początku byłeś. Jeśli ktokolwiek śmie w to wątpić, chętnie wyperswaduję mu niewłaściwe myśli.- powiedziałam, a potem zacisnęłam pięść. Gaara ryknął śmiechem i przyciągnął mnie do pocałunku. Pociągnął mnie za rękę w stronę drzwi.
            - Chodź moja mała wojowniczko. Lepiej żebyśmy nie spóźnili się na pierwszy wykład po tak długiej nieobecności.
            Odprowadziłam Gaare pod jego salę wykładową i skradłam mu buziaka, kiedy bał się do niej wejść. Złapałam jego dłoń i pchnęłam klamkę, a potem otworzyłam drzwi. Jakie było moje zdziwienie, kiedy nagle rozległy się oklaski, a jego znajomi z roku razem z opiekunem stali po obu stronach ławek i wpatrywali się w Gaare. Nad tablicą wisiał wielki napis: Witaj Gaara!
            Mój mąż, zawsze wygadany i pewny siebie, zrobił oczy ja spodki i nagle zasłonił je przedramieniem. Jego ramiona drżały, a kiedy Ryu i Marie wyskoczyli do niego, żeby móc go uściskać, popłakał się na całego. Przyjaciele obejmowali go bardzo mocno i klepali po plecach. Na samym końcu powitał go jego promotor.
            - Dobrze znowu cię widzieć, chłopcze. Wiesz, że przed tobą bardzo intensywny czas pracy. Znając ciebie, poradzisz sobie. – poklepał go po plecach.
            - Tak, panie profesorze. Muszę. W kwietniu zostanę ojcem i nie będę miał czasu na pisanie poprawek. – profesor spojrzał na mnie zza pleców Gaary i uśmiechnął się.
            - Gratuluję, pani Sabaku. Znowu pokazała pani najwyższy kunszt prawniczy. Przy okazji gratuluję cudownej nowiny. Mamy nadzieję, że za dwadzieścia lat i wasze dziecko zaszczyci progi naszego uniwersytetu i pokaże, że nazwisko Sabaku nie bez powodu jest tu legendą. – zaczęłam się śmiać i położyłam rękę na brzuchu.
            - Panie profesorze, póki co i ja i dziecko musimy iść na swoje wykłady. Jeśli nie uda mi się nadrobić całego materiału jaki ominęłam, nazwisko Sabaku tylko częściowo będzie legendarne. Zostawiam Gaare w dobrych rękach i liczę na to, że wróci do  mnie w jednym kawałku. Do zobaczenia później, mężu.- przelotnie musnęłam usta Gaary, odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojej Sali wykładowej. Kiedy zajęłam miejsce obok Junzo i Tomoko, czułam na sobie spojrzenia mojego roku, ale nie przejmowałam się tym. Wiedziałam od Junzo, że Tomoko wściekła się, kiedy usłyszała o tym, że jestem w ciąży (chyba nadal wyobrażała sobie, że jednak postanowię rozstać się z Gaarą), w dodatku miała nadzieję, że nie wrócę już na uczelnię z tego powodu.
            - I jak, Sabaku, zwarta i gotowa na naukę i pokonywanie trudności? Albo raczej powinienem zapytać, zwarci?- objął mnie po przyjacielsku i poklepał po brzuchu. Ryknęłam śmiechem i niemal przez łzy radości kiwnęłam głową, że jak najbardziej tak.

            Aula była wypełniona po brzegi. Siedziałam na jednym z krzeseł blisko wyjścia, w razie gdyby zrobiło mi się słabo od emocji. Oparłam ręce na bardzo dużej piłce, która była moim brzuchem i dosłownie modliłam się żeby już urodzić. Z niecierpliwością czekałam, aż cała uroczystość w końcu się zacznie. Chciałam pogratulować Gaarze dyplomu, który obronił na szóstkę, o co wnioskowała cała komisja egzaminacyjna. Kiedy po obronie wrócił do domu był tak rozwalony po całym stresie, że zamiast opijać sukces, padł na łóżko i przespał ponad dwanaście godzin.
            Uroczystość rozpoczęła się punktualnie o dwunastej. Nastąpiło oficjalne odśpiewanie hymnu, dziekan wygłosił doniosłą przemowę o wszystkich studentach, którzy kończyli studia (omal nie parsknęłam śmiechem, kiedy przypomniałam sobie sytuację sprzed czterech lat, kiedy Tsunade zrobiła coś podobnego na zakończenie liceum), a potem zaczął od tych najbardziej utytułowanych. Ryu otrzymał z obrony soczystą piątkę, tak samo jak Marie, która przez obronę omal nie nabawiła się nerwicy. Z ich roku jeszcze dwie osoby zdobyły piątki.
            - Teraz nasz najbardziej utytułowany student z tego rocznika. Sabaku Gaara, który otrzymał szóstkę z obrony pracy. Serdeczne gratulacje i wyrazy uznania za tak fantastyczny wynik. – wstałam i zaczęłam bić brawo chyba najgłośniej na całej auli, kiedy Gaara szedł po swój dyplom. Ukłonił się, uścisnął rękę dziekanowi i profesorom, a potem odwrócił się w moją stronę, posłał szeroki uśmiech i pomachał mi dyplomem, a potem wrócił na miejsce. Byłam z niego tak dumna, że gdybym mogła, urosłabym jeszcze bardziej.
            Dziecko kopnęło. Blado się uśmiechnęłam, a potem położyłam rękę na brzuchu, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że Gaara zamknął kolejny etap w swoim życiu i niedługo miał rozpocząć karierę w zawodzie. Baki zgodził się, aby rozpoczął pracę w maju ( Gaara chciał spędzić pierwszy miesiąc po porodzie razem z nami w domu). Wiedziałam, że oglądam go po raz ostatni na tej scenie, na tej auli, w stroju pana magistra i zebrało mi się na potworne sentymenty, kiedy przypomniałam sobie zakończenie liceum i to, że kolejne cztery lata uciekły niemal niezauważalnie. Nawet nie zauważyłam, kiedy Gaara w gwarze rozmów i śmiechu podszedł do mnie. Zdjął czapkę z głowy i przyciągnął mnie do pocałunku.
            - O rany, ale w tym wdzianku jest gorąco! Chodźmy na zewnątrz. Chciałbym żebyś zrobiła mi jakieś pamiątkowe zdjęcie zanim na dobre opuszczę ten przybytek. – uniosłam jedną brew.
            - Przybytek? Co to za słownictwo? Czyżby tytuł magistra uderzył ci do głowy?- zapytałam, kiedy Gaara złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć do wyjścia.
            Przed budynkiem czekała już na nas Sakura z Sasuke, a raczej powinnam powiedzieć państwo Uchiha. Nasi przyjaciele zorganizowali spontaniczny ślub na początku marca, kiedy zaprosili nas na rodzinno-przyjacielski obiad, który okazał się ceremonią ślubną. Jak uznali, po tym, co razem z Gaarą odstawiliśmy kilka lat wcześniej, ich wyczyn mieścił się raczej w granicach normy. Pomijając wściekłość cioci, rzeczywiście ceremonia była bardzo skromna, Saki z kolei wyglądała pięknie w białej delikatnej sukience.
            - I jak tam szwagrze? Dyplom z wyróżnieniem odebrany? – Sasuke przybił piątkę z Gaarą i poklepał go po plecach. Sam miał na sobie takie samo ubranie jak mój mąż.
            - Modliłem się o koniec tej szopki… Kolejny etap za nami. – Sakura zrobiła zdjęcie Gaarze i Sasuke.
            - Matko, to takie niesamowite! Skończyliście studia! Jestem tak podekscytowana, że mam ochotę płakać z radości!
            - Może też jesteś w ciąży, tak samo jak ja? Przypomnij sobie moje rozchwianie emocjonalne na samym początku i to by pasowało.- Sakura się zaśmiała i zrobiła kolejne zdjęcie.
            - Póki co podziękuję. Pomyślimy o tym z Sasuke za rok, kiedy same będziemy się bronić. Nie jestem aż takim hardcorem jak ty. Wyobraziłam sobie ciebie przed komputerem, piszącą jedną ręką, drugą z kolei z dzieckiem przy piersi i zasypiającą nad monitorem. Nie jest to zbyt zachęcający widok. – jęknęłam żałośnie.
            - Dzięki, że zobrazowałaś mi jakiś obraz nędzy i rozpaczy macierzyństwa. Jeszcze ze mną w roli głównej! – Sakura się zaśmiała, ja z kolei miałam ochotę rwać włosy z głowy.
            - Wcale tak nie będzie. Sara sobie poradzi. Będę jej pomagał z całych sił. To w końcu też moje dziecko. – Gaara objął mnie ramieniem i skradł całusa.
            - A jesteś tego taki pewny? Wiesz, lipiec i sierpień były długie. – Sasuke puścił mi oczko.
            - Sasuke, zabiję cię za takie gadanie. Na wieki wieków amen wiem z kim mam to dziecko i na 1000000% jest to Gaara.
            Wieczorem siedzieliśmy z wujostwem przy stole i świętowaliśmy sukces Gaary i Sasuke. Kiedy razem z Sakurą szykowałyśmy przekąski, śmiałyśmy się jak szalone.
            - Ale daj spokój. Wyglądasz jak okrągły teletubiś. Nawet twój pępek jest jak antenka.
            - O tak! E.T GO HOME!!! – podniosłam ręce, a potem upuściłam kieliszek, kiedy poczułam jak coś ścieka mi po nodze. Sakura zdezorientowana zaczęła się we mnie wpatrywać.
            - Ja wiem, że podobno dziecko robi sobie z twojego pęcherza poduszkę, ale żeby od razu się zsikać jedynie podnosząc ręce?
            Kiedy spojrzałam w dół skrzywiłam się. Ten dziwny płyn wyglądał jak mocno roztopniona galaretka wokół moich nóg. Po chwili konsternacji poczułam bardzo nieprzyjemny ucisk w okolicach podbrzusza.
            - Saki, odeszły mi wody. Zaczęło się. – nagle zrobiło mi się bardzo gorąco na samą myśl o tym, że naprawdę zaczęłam rodzić.
            - Co? Ale termin masz dopiero za jakieś dwa tygodnie… - kilka minut później poczułam kolejne ciągnięcie, mocniejsze. Jęknęłam.- Gaara!!!
            Przysięgam, poród bolał. Bolał cholernie. Miałam wrażenie, że cała pieprzona szkoła rodzenia mogła sobie wsadzić swoje rady w tyłek, bo każdy skurcz powodował tylko to, że mój oddech szedł w niepamięć. Miałam wrażenie, że akcja porodowa ciągnęła się w nieskończoność, a kiedy pielęgniarki uświadomiły mi, że znajdowałam się na porodówce dopiero cztery godziny, miałam ochotę wstać i chodzić po ścianach. Nie darłam się  wniebogłosy jak przedstawiała to duża ilość filmów, ale z każdym mocniejszym skurczem zaciskałam ręce na wszystkim co było w pobliżu, albo zgrzytałam zębami tak mocno, że w myślach liczyłam rachunek od dentysty.
            Spocona, wymęczona i cholernie obolała z bezsilności po prostu zaczęłam płakać. Czułam się jak rozjechana przez walec, odklejona od ziemi, wrzucona do betoniarki i przemielona w maszynce do mięsa. Seks był wspaniały. Świadomość tego, że miałam być matką była wspaniała. Samo doświadczenie jakie trzeba było między tymi odcinkami przejść mogło jednak zostać wycięte z harmonogramu…
            Nie miałam pojęcia, kiedy przy moim łóżku znalazł się lekarz i dwie pielęgniarki. Odcinki czasu były jak wielkie czarne dziury, między którymi pojawiały się jakieś urywki wydarzeń. Nagle jedna z pielęgniarek zaczęła coś mówić o mocnym parciu i oddechach. Druga, razem z lekarzem stali między przede mną i mówili coś do siebie. Pielęgniarka zaczęła przygotowywać jakiś materiał, lekarz z kolei pochylił się i wyciągnął po coś ręce. Pamiętałam tylko, że głośno krzyknęłam, a potem usłyszałam płacz. Głośny, mocny płacz.
            I wtedy wszystko wokół mnie zamarło.
            Dziecko.
            Urodziłam dziecko.
            Pielęgniarka zabrała je gdzieś na chwilę, a potem oddała mi owinięte w kocyk. Było malutkie i pomarszczone, ale kiedy tylko je dotknęłam, poczułam łzy na policzkach. Odchyliłam kocyk, żeby lepiej przyjrzeć się drobnej twarzyczce.
            Usta Gaary, mój nos, włosy czarne jak smoła…
            - Gratulujemy. To śliczna zdrowa dziewczynka. – z moich ust wydobyło się och, a z oczu poleciało więcej łez.
            Córka. Mieliśmy córkę. Śliczną córkę. Nie mogłam oderwać od niej oczu. Była taka śliczna. Taka idealna. Kiedy otworzyła oczka, miały intensywnie niebieski kolor.
            - Gaara… - ledwo wydukałam. Lekarz odwrócił się na pięcie i zniknął za drzwiami. Po chwili pojawił się w nich mój mąż. Blady i przestraszony. Kiedy zobaczył mnie i małą, zakrył usta z wrażenia. Podszedł do łóżka i pochylił się nad nami. Z jego piersi wydobyło się dziwne jęknięcie, a potem zaczął płakać. Tak po prostu.
            - Wyobrażanie tego momentu nie oddaje nawet w jednej setnej tego, jakie jest naprawdę. Cześć skarbie. Boże…- Gaara pochylił się i pocałował mnie, a potem przytulił. – Sara, dziękuję.
            - Gaara… Dziewczynka. Córka. – mruknęłam. Byłam wyczerpana. Jedyną rzeczą o jakiej marzyłam był długi regenerujący sen.
            - Yuuki. – powiedział, a potem wziął ode mnie dziecko. Wiedziałam, że takie imię wybrała kiedyś jego mama, gdyby Gaara okazał się dziewczynką. W dniu, kiedy się urodził, padał śnieg.- Yuuki Sabaku. Przysięgami ci, że od dzisiaj jako twój tata będę cię chronił i kochał z całych sił. Tak samo jak twoją mamę.
            - I twoje przyszłe rodzeństwo.- dodałam, na co Gaara zaczął się głośno śmiać.

            Biegłam do samochodu jak opętana. Przystawiłam słuchawkę do ucha i zaklęłam, kiedy nie mogłam połączyć się z Gaarą. Piknęła skrzynka głosowa. Rozłączyłam się i spróbowałam wybrać numer do Sakury. Odebrała.
            - Saki, spróbuj dodzwonić się do Gaary. Ma wyłączony telefon. Jadę po Yuuki i Taro do przedszkola. Cholera, jestem tak spóźniona, że wystawią mi dzieci przed budynek. Mogłabyś odebrać Takeru ze żłobka? Inaczej jego też wystawią mi przed budynek.
            - Jasne. Zobaczymy się u moich teściów w domu. Przy okazji wszystkiego najlepszego z okazji dziesiątej rocznicy ślubu, Iregiro.
            Uśmiechnęłam się, kiedy Sakura to powiedziała.
            - Dzięki za pamięć, Haruno. Do zobaczenia!
            Kiedy wbiegłam do przedszkola, moje dzieci już na mnie czekały. Yuuki stała z naręczem rysunków, Taro ściskał w rączce drewniany pociąg. Przybiegły do mnie i uwiesiły się na moich nogach.
            - Mamo, a pojedziemy na lody?! Tata obiecał, że jak będziemy grzeczni zabierze nas na lody!- Yuuki zaczęła ciągnąć mnie za rękę z taką siłą, że omal mi jej nie wyrwała.
            - Mamo, a Yuuki powiedziała, że ja nie dostanę lodów, bo jestem od niej młodszy i nie mogę! Powiedz, że mogę! Mamo!!! Ja chcę lody!!!
            Miej dzieci, mówili. Będzie cudownie, mówili… Przeszło mi przez myśl.
            - Yuuki, Taro, błagam was, przestańcie krzyczeć! Tata jest dzisiaj na ważnym spotkaniu i wróci późno do domu. Musimy jechać na chwilę do cioci Sakury. Musiała odebrać waszego brata ze żłobka. Obiecuję, że po drodze zabiorę was na lody, ale musicie mi obiecać, że będziecie cicho.
            Cicho trwało tylko przez pierwsze kilka minut jedzenia loda. Taro władował Yuuki loda prosto między oczy, ta rozwrzeszczała się jak syrena. Zanim dojechałam do domu Sasa i Saki, zdążyłam mieć migrenę.
            Sakura otworzyła mi drzwi z moim drugim synem wyjącym na ręce. Kiedy tylko mnie zobaczył wyciągnął do mnie ręce, a potem wytarł gile w moją koszulę. Uczepił się jak miś koala i rozdarł bardziej od Yuuki, kiedy wkładałam go do fotelika w aucie. Sakura przyglądała się moim poczynaniom z ledwo powstrzymywanym śmiechem.
            - Hm, powiem ci, że nawet ci współczuję. Tak odrobinkę. Chyba nie tak wyobrażałaś sobie swoją dziesiątą rocznicę.
            - Sakura, nie wiem jak się nazywam. Uwierz, że dziesięć lat temu wyobrażałam sobie, że dopiero teraz będę rodzić pierwsze dziecko. Mam ich już trójkę.
            - Mamo!!! Taro zaczepia Takeru i wkłada mu palce do nosa!!!- jęknęłam żałośnie i ukryłam twarz w dłoniach.
            - Gaara do późna poza domem? – Sakura z politowaniem spojrzała na samochód, z którego zaczęły wydobywać się wręcz kocie wrzaski.
            - Chyba tak. Pomaga Ryu w jakiejś sprawie o oszustwa podatkowe. Wałkują to od kilku tygodni. I on i ja jesteśmy wyczerpani. Dzisiaj do pracy zamiast jogurtu, zabrałam mleko Takeru, które przygotowałam. Jemu chyba dała jogurt…
            - Wakacje? – niepewnie zapytała Saki.
            - A co to znaczy? – Sakura zaśmiała się głośno, kiedy usłyszała mój ton.
            - Jedź do domu. Musisz jeszcze ogarnąć parę spraw zanim będziesz mogła położyć się spać.
            Chwilę przed dwudziestą drugą, kiedy siedziałam z papierami z pracy, usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach. Gaara westchnął, kiedy odkładał swoją teczkę na stolik przy drzwiach. Wszedł do salonu i oparł się o framugę. Zaczął rozmasowywać kark i posłał mi zmęczony uśmiech.
            Nie mogłam uwierzyć, że dosłownie siedem miesięcy wcześniej stuknęła mu trzydziestka. Jego twarz całkowicie straciła jakąkolwiek miękkość, rysy nabrały bardzo kanciastych kształtów, sylwetka nadal powodowała u mnie małpie odruchy prokreacji, tak samo jak jego głos i spojrzenie, którymi doprowadził do trzech ciąż w ciągu raptem sześciu lat. I, o dobry Boże, w ciągu tych dziesięciu lat małżeństwa kochałam go z każdym dniem coraz bardziej.
            - Cześć kochanie.- mruknął i podszedł do mnie. Pocałował mnie i usiadł obok na kanapie, a potem objął mnie ramieniem. Oparł głowę o zagłówek.
            - Ciężki dzień? – zapytałam i odłożyłam dokumenty na stolik do kawy. Moja praca na dzień dzisiejszy dobiegła końca.
             - Cholernie ciężki. Trzy rozprawy sądowe i jeszcze ta pieprzona sprawa Ryu, która ciągnie się jak ser na pizzy… Czemu ja zgodziłem się mu pomóc…
            - Bo to twój przyjaciel od dziesięciu lat. Razem z nim i Marie prowadziliście już setki spraw. Weszło ci to w krew. – wtuliłam się w jego tors i dopiero to sprawiło, że poczułam się zrelaksowana po całym dniu.
            - To chyba coś w rodzaju uzależnienia a nie nawyku… Jak było dzisiaj? Wyglądasz na zmęczoną bardziej ode mnie.
            - W pracy jak to w pracy. Upierdliwa klientka, która nie rozumie, że nie wezmę jej sprawy z racji braku czasu, bo jak to pani ma dzieci i nie może znaleźć dodatkowych godzin.… Dzieci dały mi trochę w kość, ale zaczynam się już do tego przyzwyczajać, że Yuuki jest wredna tak samo jak ja, a Taro w przyszłości będzie zagadywał wszystkich na śmierć, Takeru z kolei chyba ćwiczy życiową rolę koali w jakimś filmie.- złapałam nasadę nosa i ścisnęłam ją palcami. Gaara się zaśmiał.
            - Nie mamy lekkich charakterów. To, że nasze dzieci będą wybuchową mieszanką wiedzieliśmy, zanim jakiekolwiek z nich pojawiło się na świecie.
            - Wiesz, że nawet jeśli narzekam, nie zamieniłabym swojego życia na żadne inne. – usiadłam Gaarze na kolanach i splotłam ręce na karku.
            - Wiem. Doskonale wiem. Przy okazji, wszystkiego najlepszego z okazji naszej dziesiątej rocznicy ślubu.- położył mi ręce na biodrach i pocałował.
            - I wzajemnie.
            Siedzieliśmy z pizzą i piwem na dywanie w salonie i wspominaliśmy wspólnie spędzone lata. Nie zawsze było kolorowo. Nawet po całym koszmarze, kiedy Gaara został oskarżony o gwałt, a ja dowiedziałam się, że jestem w ciąży z Yuuki, nie zawsze było kolorowo. Nie raz wyzywałam się z Gaarą i szłam do sypialni pakować walizki, żeby potem skończyć z nim w łóżku. W piątą rocznicę ślubu tak się pokłóciliśmy, że równo dziewięć miesięcy później na świat przyszedł Taro.
            - Mam wrażenie, że jutro obudzimy się jako starszy ludzie z dorosłymi dziećmi i wnukami. I nawet nie będziemy wiedzieć kiedy to wszystko się stało. Pamiętasz jak ludzie nie wierzyli, że damy radę wytrzymać ze sobą więcej niż rok? Dzisiaj mija dziesięć lat.- powiedziałam, kiedy wtulona w Gaare wpatrywałam się w ciemność za oknem.
            - Nie oddałbym ich za nic, Saro. I gdybym tylko mógł, chciałbym powtórzyć każdy z tych dni od nowa. Nawet te najgorsze. – Gaara pocałował mnie za uchem, a ja wstrzymałam oddech z wrażenia.- Jesteś najwspanialszą rzeczą jaka spotkała mnie w życiu. Kocham nasze dzieci bezwarunkowo i z całego serca, ale to ty jesteś moim cudem. Wiem, że jako ojciec mówię okropne rzeczy, ale taka jest prawda.
            - Nawet jeśli byś kłamał, to najmilsze kłamstwo jakie od lat mi powtarzasz. I którego mogę słuchać tylko ja.- podsunęłam się i spojrzałam Gaarze w oczy. – I chciałabym żebyś mówił mi je do końca życia przez następne dni i lata. Dlatego, że ty również jesteś moim największym cudem i gdybym mogłam, chciałabym przeżyć nasze wspólne życie jeszcze raz. Z każdym dniem bez wyjątku, bo one wszystkie codziennie uświadamiają mi, jak bardzo cię kocham.
            Gaara uśmiechnął się do mnie, przyciągnął mnie do pocałunku, a potem sprawił, że zatraciłam się w jego bliskości.


O Boże! W końcu!
Przysięgam, nie sądziłam, że uda mi się dokończyć to opowiadanie. Sama zaczęłam wątpić, czy kiedykolwiek napiszę tą notkę. Przyznam szczerze, że każde kolejne zdanie kończące to opowiadanie sprawiało, że rosła mi klucha w gardle. Być może zakończenie nie jest z przytupem, jak większość z Was pewnie oczekiwała. Chciałam, żeby skończyło się zwyczajnie. W ciągu tych kilku długich lat jak zaczęłam je tworzyć, losy Gaary i Sary były tak pogmatwane, że spokojny koniec podsumowania ich historii był moim marzeniem. Chciałam, żeby spędzili go tak zwyczajnie jak wyobrażali go sobie już na samym początku opowiadania, kiedy się w sobie zakochali i cieszę się, że udało mi się to zrobić po wszystkich dzikich perypetiach.
Dziękuję Wam za wszystkie spędzone razem lata, za wszystkie miłe słowa dotyczące moich opowiadań, bo to one motywowały mnie do dalszego pisania. Dziękuję za wszystkie uwagi, krytykę, dzięki której rozwijałam się jako Sara- autorka tego bloga.
Muszę przyznać, że z żadnym poprzednim opowiadaniem nie było mi się tak trudno rozstać, jak właśnie z tym. Przez lata zżyłam się z moimi ukochanymi bohaterami i losami, jakie dla nich stworzyłam, ale jak to się mówi, każda podróż ma swój koniec. Mam nadzieję, że zakończenie jakie przygotowałam trafi do Waszych serc i w jakiś sposób wzruszy, tak samo, jak niektóre z wcześniejszych rozdziałów.
Pewnie niektórzy z Was chcieliby wiedzieć czy będę prowadziła nowe opowiadanie.
Moja odpowiedź: nigdy nie mów nigdy J
Jeśli jesteście wytrwali, a na pewno jesteście o czym świadczy cierpliwość dotycząca tej ostatniej notki, proszę Was o zaglądanie na bloga. Może któregoś dnia klaśniecie w dłonie widząc zapowiedź nowej przygody Gaary i Sary.
Dziękuję za wszystko co przez te lata dla mnie robiliście.
Sara

Komentarze

  1. Tyle lat tutaj a tu nagle ostatni rozdział i koniec. Ciężko w to uwierzyć. Naprawdę swietnie piszesz i bardzo przyjemnie sie to wszystko czytało. Będę zaglądać od czasu do czasu. Pozdrawiam. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział zajebisty tylko szkoda ze to już koniec mam nadzieję że jak wejdę kiedyś na tą stronę będzie zaczeta nowa historia.
    PS. Czy ta dziewczyna która kiedyś prawie zabiła Sare nie miała przypadkiem na imię Ayo???

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8