Informacja/ Wstęp do jednopartówki
Moi Kochani Czytelnicy!
Piszę! Opowiadanie jednopartowe powstaje i powstanie na pewno. Przy czym cóż... Nie sądziłam, że jednopartówka może okazać się niemal książką 😅! Podejrzewam, że dla wielu z Was będzie tu powielony jakiś schemat, być może okaże się, że opowiadanie będzie niesmaczne. Długo walczyłam, czy zostawić opowiadanie w takiej formie, w jakiej zaczęłam je pisać , ale uznałam, że cóż... Piszę to, co wymyśliłam w mojej głowie. Mogę się założyć, że opowiadanie będzie miało zwolenników jak i krytyków czego nauczyłam się przez ponad 12 lat pisania blogów. Po opublikowania tego opowiadania mam już pomysł na następne, jednak pisanie tak długich wątków w ciągu zajmuje mi niestety więcej czasu, niż tak jak poprzednio napisanie jednej notki. Proszę o cierpliwość.
Poniżej zamieszczam krótki wstęp do jednopartówki. I obiecuję, że niedługo postaram się dodać resztę!
Pozdrawiam!
Sara
Mam na imię Sara. Tak po prostu. Zwykłe imię dla zwykłej
dziewczyny. Mam dwadzieścia pięć lat i pochodzę z zamożnej rodziny, która ma
swoją własną firmę.
Na pewno większość z was pomyśli teraz o tym, że już na
starcie mam z górki przez swoją sytuację. Owszem, pieniądze są świetnym
dodatkiem do życia. Jednak… Nie w tym przypadku.
Moja mama umarła kiedy wydała mnie na świat. Ojciec
przebywał w domu może kilka dni w ciągu roku. Mnie od zawsze wychowywały
nianie. Nianie, które były selekcjonowane z wielką dokładnością. Nianie, które
od małego wpajały mi twarde zasady Japońskiej kultury zimnego patriarchatu. Już
jako malutka dziewczynka byłam uczona tego jak należy siadać, jak należy pić.
Uczono mnie, kiedy powinnam się odzywać, a kiedy powinnam milczeć. Uczono mnie,
co wypada mówić w towarzystwie mężczyzn, a kiedy powinnam ugryźć się w język.
Uczono mnie, że epatowanie wiedzą nie jest dobrze odbierane. Uczono wielu
rzeczy, które dla świata są dziś nie do przyjęcia. Dla mnie były szarą
codziennością.
Chodziłam do żeńskiej szkoły z równie twardymi zasadami
wychowania, co te serwowane mi w domu. W szkole uczono nas nie tylko matematyki
i innych przedmiotów, ale na zajęciach uczono nas również gotowania, szycia i
(choć nigdy nie powiedziano nam tego otwarcie) tego, jak powinna zachowywać się
przykładna Japońska żona. Z takim przygotowaniem każda z nas powinna bez
zająknięcia dostosować się do każdego mężczyzny jakiego spotkała w swoim życiu.
I powinna nauczyć się go kochać, lub przynajmniej nie narzekać na jego wady.
Taki los spotkał mnie. W wieku dwudziestu lat ojciec
wydał mnie za mąż za syna swojego wieloletniego przyjaciela. Chłopak był ode
mnie starszy o pięć lat i do tego ślubu kwapił się równie „gorąco”, co ja. Miał
na imię Gaara i tak samo jak ja, miał odziedziczyć w spadku ogromne pieniądze
ojca. Żyłam z tym mężczyzną od pięciu lat pod jednym dachem, gotowałam, prałam,
sprzątałam jego bałagan i znosiłam liczne zdrady. Jeśli zastanawiacie się teraz
dlaczego nie odeszłam odpowiedź była prosta: nie przeszkadzało mi to, co robił.
I ja i mój mąż żyliśmy pod jednym dachem, ale osobno. Gaara prawie ciągle
przebywał poza domem. Zawsze pod maską pilnych interesów wyjeżdżał z kochankami
na drogie wakacje po świecie, rozpieszczał je prezentami. Ja (oficjalnie) byłam
zajęta domem. Nieoficjalnie kończyłam w tajemnicy zaoczne studia z zarządzania.
Mój mąż może i był przystojny (według opinii ludzi z naszego środowiska), ale
nie potrafił gospodarować pieniędzmi. Ja wręcz przeciwnie (ojciec zawsze mówił,
że talent do zarządzania zasobami tak ludzkimi jak i finansowymi miałam po
matce).
Dlaczego w tajemnicy? W naszych kręgach nie do przyjęcia
była mężatka, która próbowała rozwijać się zawodowo zamiast skupić się na
rodzinie. Mój teść i teściowa od wielu lat nalegali na wnuki. Polecali nam
różne miejsca na odstresowujące wyjazdy. Lekarzy, kiedy po ponad dwóch latach
od ślubu nadal nie zaszłam w ciążę. Z wpojoną w dzieciństwie pokorą kiwałam
głową i przyjmowałam ich dobre rady, w środku z kolei gotowało się we mnie.
Dlaczego? Dlatego, że mój mąż nigdy mnie nie dotknął. Od ponad pięciu lat
oficjalnie byliśmy małżeństwem na papierze. Nigdy jednak nie doszło między nami
do zbliżenia. Nigdy nie płakałam z tego powodu. Ani on, ani ja nie próbowaliśmy
przekraczać tej granicy. On miał swoje kochanki, ja wspomnienie wielkiej
miłości i szalonej namiętności, która spotkała mnie, kiedy miałam ledwo
piętnaście lat i skończyła chwilę po szesnastych urodzinach. I to ta miłość
sprawiła, że bycie przykładną Japońską żoną nigdy nie miało się ziścić.
Hyun był starszym bratem jednej z moich koleżanek ze
szkoły. Robiłyśmy razem projekt na plastykę. Miałyśmy wtedy po piętnaście lat i
na słowo randka chichotałyśmy jak głupie. Chłopak wszedł do salonu w momencie,
kiedy zarumieniona po same czubki uszu stałam nad moją koleżanką i nie mogłam
uwierzyć, że użyła słowa seks na głos. Pamiętałam go tak, jakby stał przede mną
teraz. Był wysoki i szczupły. Z tatuażami na lewym ramieniu i kolczykiem w
prawym uchu. Jego włosy były krótkie w kolorze pszenicy. I o mój Boże, jak on
się uśmiechał.
Koleżanka zapraszała mnie do siebie coraz częściej, Hyun
przebywał z nami coraz dłużej, aż w końcu zaczęłam wykradać się dla niego z
domu. Zabierał mnie na przejażdżki motorem nad Zatokę Tokijską, pokazywał Tokio
nocą. Całował tak, jakbym jutro miała umrzeć i jego pocałunki miały być
ostatnim wspomnieniem i pozwalał mi być sobą. Kiedy po raz pierwszy
rozmawialiśmy na jakiś naukowy temat zagalopowałam się i wdałam z nim w krótką
dyskusję, a potem zaczęłam przepraszać za swoje krnąbrne zachowanie. Hyun
roześmiał się i powiedział, że nigdy więcej mam nie przepraszać za to, że
jestem sobą, i że wiem więcej od niego. Ja kochałam go za to, że mogłam być
sobą. On kochał mnie za to, że taka byłam.
Nasz związek skończył się, kiedy zaręczyny z Gaarą stały
się oficjalne. Hyun wyjechał z Japonii ze złamanym sercem. Namawiał mnie na
ucieczkę, ale wiedziałam, że nie mogłabym tak upokorzyć ojca. Nigdy by się po
tym nie podniósł. Miłość mojego życia zostawiła mnie ze złamanym sercem i
pustką, której do tej pory nie udało mi się wypełnić i prawdopodobnie której
wypełnić już nigdy nie miałam…
− Dzwonił twój ojciec. Prosił, żebyś przyjechała do niego
do firmy. I złościł się, że nie odbierasz telefonów. – drgnęłam, kiedy od drzwi
dobiegł mnie głos mojego męża. Zasiedziałam się nad obrazem, który od niedawna
tworzyłam, tak długo, że nie przywitałam męża w drzwiach pierwszy raz od pięciu
lat jak byliśmy razem.
Zerwałam się na równe nogi i skłoniłam głowę. Włosy
zawsze idealnie upięte w ciasnego koka, teraz związałam w luźnego koczka, a
większość pasm okalała mi twarz. Ubranie, zawsze skromne i schludne, teraz było
krótkimi spodenkami i dopasowanym topem na ramiączkach. Twarz, usta i dłonie
miałam wybrudzone farbą. Nie tak powinien oglądać mnie mąż.
− Witaj w domu. Dziękuję za informację. – znowu skłoniłam
głowę choć miałam ochotę powiedzieć mu, żeby spieprzał jak najdalej stąd. Kiedy
wyprostowałam się, zemdliło mnie od jego spojrzenia. Gdybym go nie znała,
pomyślałabym, że podobało mu się to, jak wyglądam.
On z kolei zawsze wyglądał nienagannie. Ludzie z naszego
kręgu za każdym razem powtarzali mi, że wyrwałam najlepszą partię. Koleżanki
zazdrościły mi przystojnego męża, koledzy z kolei jego fortuny. Wszyscy
zachwycali się tym jak pięknie wyglądaliśmy razem na galach i bankietach, a
nikt nie myślał o tym, jak bardzo nienawidziliśmy się za zamkniętymi drzwiami
we własnym domu.
− Dzisiaj nie wrócę na noc. Mam w mieście kilka spraw i pilny
projekt w firmie. – nie patrząc mi w oczy zaczął rozwiązywać krawat i podszedł
do obrazu, który malowałam. – Nowy Jork? Przecież nigdy nawet tam nie byłaś. Nigdy
nawet tam nie pojedziesz. Wyobraźnia za bardzo cię poniosła. – Gaara uśmiechnął
się kpiącym uśmieszkiem, a ja miałam ochotę rzucić go butlą z denaturatem.
− Tak, masz rację. To dziecięca fantazja. Powinnam
dorosnąć. Ciężko pracujesz. Jesteś dumą dla mnie jako swojej żony. – mówiłam to
z uśmiechem, chociaż do oczu cisnęły mi się łzy.
− Oczywiście, że tak. Nigdy o tym nie zapominaj. Idę
wziąć prysznic. Zrób mi coś do jedzenia. Umieram z głodu.
Byłam tak zaaferowana i wściekła, że kiedy robiłam Gaarze
bento do firmy i kroiłam warzywa w kostkę, omal nie obcięłam sobie palca. W
mojej głowie kotłowały się setki myśli na minutę. Łącznie z tym, jak szybko
policja oskarżyłaby mnie o morderstwo, gdybym „niechcący” nasypała cyjanku do
jedzenia mojego męża. Dopiero kiedy odetchnęłam poczułam na sobie czyjś wzrok.
Odwróciłam się na pięcie i dostrzegłam Gaare, który opierał się ramieniem o
framugę w drzwiach i przyglądał się temu, co robię. Ze sztucznym uśmiechem
wskazałam mu ręką krzesło przy stole i wstawiłam wodę.
Gaara przebrał się w koszulę i czarne jeansy. Nadal lekko
wilgotne włosy wpadały mu do oczu. Tęczówki w kolorze lazurowego morza
lustrowały każdy mój krok. Wiedziałam, że wyglądałam nagannie. Gdyby Gaara
przyprowadził ze sobą gości, plotkowaliby o tym, że nie tak powinnam wyglądać
witając męża w domu. Twarz i szyja paliły mnie na myśl o tym jak bardzo
nienawidziłam ludzi z kręgu w jakim się obracałam. Wszyscy ludzie, których
znaliśmy mieli od dwudziestu do trzydziestu kilku lat. Chodzili z krawatem
zawiązanym pod szyją tak ciasno, że śmiało mogliby mocniej za niego pociągnąć
gdyby odechciało im się żyć. Dziewczyny, a raczej słodkie do wyrzygania
kukiełki, które były żonami lub narzeczonymi tychże sztywniaków zawsze
uśmiechały się szeroko i grały słodkie idiotki wpatrzone w swoich mężczyzn
niczym w ósmy cud świata. Zawsze, kiedy mężowie bezczelnie obrażali je w
towarzystwie, pokornie spuszczały głowy i z wielkim oddaniem dolewały sake do
ich czarek lub podawały ogień, kiedy chcieli odpalić papierosa.
To była jedna z rzeczy, która różniła mnie od nich. Ja
nigdy ślepo nie usługiwałam Gaarze, on z kolei nie oczekiwał tego ode mnie.
Papierosy odpalał sobie sam, jeśli chodziło o alkohol zawsze mówił, że nie
umiem się z nim za bardzo obchodzić (co było absolutną prawdą).
Hej mam pytanie czy masz może jeszcze inne blogi o gaarze lub może znasz jakieś
OdpowiedzUsuńAaa. W końcu coś jest ibardzo bardzo mi się podoba i czekam na więcej. Opowiadanie zaczyna się inaczej niż te które do tej pory pisałaś i chyba dlatego tak bardzo nie mogę się doczekać kontynuacji.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. 😊
Kiedy coś dodasz i czy masz jeszcze inne blogi
OdpowiedzUsuń