Jednopartówka część 2
Kochani!
Wracam i uciekam jak fale. Dopiero dzisiaj weszłam na bloga od marca, kiedy poinformowałam o tym, że wznawiam pisanie.
Po pierwsze bardzo dziękuję wszystkim za słowa wsparcia. Nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić jak bardzo mnie one pokrzepiły. Powrót do rzeczywistości nadal ma swoje lepsze i gorsze momenty, są chwile bezradności i zwątpienia, ale mam nadzieję, że powiedzenie, że czas to najlepsze lekarstwo odnosi się też do straty bliskiej osoby.
Dodaję dalszą część jednopartówki, która okaże się chyba kolejnym opowiadaniem wielorozdziałowym o tematyce zupełnie innej od ostatniej choć opierającej się na wątku Gaary i wymyślonej przeze mnie postaci Sary. Mam nadzieję, że przypadnie wam ona do gustu.
Uściski
Sara
- Dzwoniłaś do taty? Nie chciałbym później wysłuchiwać pretensji pod swoim adresem o tym, że nie dotrzymałem obietnicy i nie przekazałem…- westchnęłam zirytowana.
- Jeszcze nie. Pamiętam o tym. Uwierz, że twoja reputacja nie ucierpi, bo i tak miałam do niego dzisiaj dzwonić. – siliłam się na miły ton, chociaż sama czułam, że moja szczęka drga.
- Dobrze. W takim razie podaj mi herbatę i posiłek. Za godzinę muszę być w firmie. Wiesz, że nie lubię się spóźniać.
„Szkoda, że nie spóźniłeś się na nasz ślub, cwelu…” przeszło mi przez myśl, ale ugryzłam się w język, nim wypowiedziałam te słowa na głos.
Kiedy jedliśmy w ciszy, przez głowę przemykało mi tysiąc myśli na minutę. Zastanawiałam się, czego ojciec może ode mnie chcieć? Co było tak pilną sprawą, że postanowił poinformować Gaare o tym, że mnie szuka? Mój ojciec nie był wielkim fanem mojego męża, ale uważał, że trafiłam na porządnego i ułożonego mężczyznę. Mówił wielokrotnie, kiedy błagałam go o zastanowienie się nad wyborem Gaary na mojego męża, wręcz błagając o odwołanie zaręczyn nim podano je do oficjalnej informacji, że pochodzi z szanowanej Japońskiej rodziny z wielowiekową tradycją i będzie dla mnie dobry. A ja wiele razy w swoim życiu zastanawiałam się, jak bardzo trzeba nienawidzić własnego dziecka żeby zgotować mu taki los…
- Znowu odpłynęłaś myślami. Nie podoba mi się to, że mnie nie słuchałaś. – Kiedy głos Gaary przywrócił mnie do teraźniejszości widziałam, że mój mąż zmarszczył nos.
- Myślałam o tym, czego może chcieć mój ojciec. Czy aby na pewno nie zdradził się z tym, czego chciał?
- Sugerujesz, że kłamię? – zrobiło mi się gorąco. Moja mina musiała chyba dać Gaarze do zrozumienia, że nie to miałam na myśli, ponieważ po chwili wzruszył ramionami i odetchnął.- Tata nic mi nie powiedział. Prosił tylko o to, żebyś się z nim skontaktowała. Zaznaczył, że chciałby, abyś zrobiła to jak najszybciej. Przy okazji za tydzień w firmie mojego ojca wydają bankiet. Proszę, żebyś do tego czasu poszukała sobie odpowiedniego stroju. Czas już na mnie. Do zobaczenia jutro.
Kiedy Gaara wyszedł, odetchnęłam i poczułam jak całe napięcie opuszcza moje ramiona. Nienawidziłam silić się na te sztuczne uprzejmości, do których byłam zmuszona w obecności Gaary. Zawsze drażniło mnie to, że muszę odnosić się do niego z szacunkiem nawet wtedy, kiedy on sam mi go nie okazuje. Wstałam z krzesła i poszłam po swoją komórkę.
Ojciec odebrał dopiero przy drugiej próbie.
- Saro, nareszcie. Próbowałem się do ciebie dodzwonić wcześniej, ale nie odbierałaś. Coś się stało?
- Nie. Zajęłam się obowiązkami w domu. Nie słyszałam telefonu. Co się stało? – podeszłam do barku i wyjęłam z niego szklankę. Odkorkowałam karafkę z wodą i nalałam niemal do pełna.
- Za tydzień w firmie Sabaku organizowany jest bal charytatywny. Mam nadzieję, że Gaara ci o tym powiedział?
- Tak. Zanim wyszedł do biura. Powiedział, że mam przygotować sobie suknię. Także mój mąż cię uprzedził. Czy tylko po to dzwoniłeś?
- Nie. Saro, proszę cię, żebyś pomogła mi poprowadzić prezentację o naszej firmie. Nie udawaj tylko, że nie dasz rady. Wiem, że przed swoim mężem często udajesz głupią gęś, ale przede mną nie musisz. Żyłkę do biznesu masz po matce. Ja nie zamierzam udawać, że tak nie jest.
- Nie wypada mi tego robić. Dobrze o tym wiesz. – podniosłam głos.
- I dobrze o tym wiem, że palisz się do tego, żeby stawać okoniem, ale jesteś na tyle dobrze wychowana, żeby tego nie okazywać. To będzie świetny moment, żeby pokazać wszystkim, że nie jesteś tylko słodką ładną buźką u boku swojego męża, Saro. Miej to na uwadze.
- Gaara się wścieknie! Czy nie tego kazałeś mnie uczyć? Pokora, pokora i jeszcze raz pokora… - zaczęłam naśladować ton ojca.
- Liczyłem na to, że uda mi się wyplewić z ciebie charakter matki, ale sama dobrze wiesz, że poległem po całej linii. Świetnie udajesz pokorną, choć wcale taka nie jesteś. Wezmę złość Gaary na siebie. Jesteś jedyną dziedziczką naszej firmy, tak więc nie mam nikogo prócz ciebie, aby o to prosić. Gaara stawia honor ponad wszystko inne. To sprawa honoru.
„Gaara stawia dziwki ponad wszystko i nie wie co to honor”, powiedziałam w myślach, ale nigdy w życiu nie powiedziałabym ojcu o zdradach Gaary. Ojciec by go zabił.
- Kiedy mam do ciebie przyjechać? – zapytałam i ścisnęłam nasadę nosa. Zegar wybił godzinę siedemnastą.
- Jak najszybciej.
Zajechałam na podjazd ojca i zaparkowałam obok wejścia. Miałam na sobie dopasowane jeansy i rozkloszowaną bluzę do połowy uda. Ojciec nie zwracał mi uwagi za to, że ubierałam się zbyt luźno czy odważnie. Od dnia ślubu nie założyłam na siebie nic co było krótkie/ wydekoltowane/ zbyt krzykliwe, bo według wszystkich wokół, było to nie na miejscu. Dlatego Gaara widząc mnie w takim stroju dzisiejszego dnia musiał być bardzo zniesmaczony.
Weszłam do rezydencji i od razu skierowałam się do salonu, skąd unosił się dym z drogich kubańskich cygar. Ojciec nigdy nie palił nic innego. W pomieszczeniu było siwo od dymu, a stosy dokumentów były porozkładane niemal w każdym kącie stołu.
- Witaj, córko. – ojciec wstał i ucałował mnie w oba policzki. Wskazał mi miejsce obok siebie, a potem podsunął pod nos stos dokumentów do przejrzenia. Kiedy pobieżnie przebiegałam wzrokiem po niektórych linijkach tekstu, wiedziałam już, że nasza prezentacja będzie wymagała dużo czasu i nerwów. Cieszyłam się z tego, że Gaara spędzał noc poza domem i po cichu liczyłam na to, że będzie tak do dnia bankietu.
Grubo po jedenastej w nocy wróciłam do domu. Idąc do kuchni mocno przeciągałam się i próbowałam rozluźnić zesztywniałe od siedzenia mięśnie. Ziewając, poszłam do kuchni i zaczęłam na oślep szukać włącznika.
- Bardzo późno wróciłaś. Gdzie byłaś? – wrzasnęłam na całe gardło i przywarłam plecami do ściany. Zrobiło mi się potwornie gorąco, z kolei moje kolana w jednej chwili zrobiły się miękkie, a ja zjechałam na podłogę. Gaara siedział przy stole. Trzymał w ręku szklankę z whiskey i lodem. Koszulę miał rozpiętą pod szyją, włosy były w nieładzie.
- Dobry Boże!!! Nigdy więcej tak nie rób! Myślałam, że to włamywacz!!!- wrzasnęłam i zerwałam się na równe nogi. Ledwo doszłam do zlewu i odkręciłam kurek z zimną wodą. Obmyłam rozgorączkowaną twarz i próbowałam uspokoić walenie serca w piersi.
Pisnęłam, kiedy Gaara mocnym szarpnięciem odwrócił mnie w swoją stronę.
- Zapytałem grzecznie, gdzie byłaś? – jego oddech pachniał whiskey. Nachylił się nade mną i mocniej wciągnął powietrze. – Kubańskie cygara. Męskie towarzystwo…
- Gdybyś częściej jeździł ze mną do taty, wiedziałbyś, że twój teść je uwielbia. Jeśli chcesz, zadzwoń do niego. Nie mam nic do ukrycia. – powiedziałam, a potem odsunęłam Gaare na bok i podeszłam do lodówki. Wyjęłam z niej zimny sok pomarańczowy.
- Czy uważasz mnie za ignoranta odnośnie swojej rodziny? To poważne oskarżenia.
- Boże, Gaara. Dlaczego w każdym moim słowie doszukujesz się ataku na ciebie? Czy kiedykolwiek zarzuciłam ci ignorancję czy inne rzeczy? Staram się jak mogę żebyś był zadowolony. Jesteś moim mężem. Twoje szczęście to mój priorytet. – ostatnie słowa wycedziłam niemal przez zęby.
- Priorytet? Ty te swoje nadskakiwania nazywasz priorytetem? Ty po prostu jesteś miła, bo musisz być miła. Dobrze wiem, że nie robisz tego z miłości do mnie, tylko raczej z wpojonego poczucia obowiązku. – zamarłam ze szklanką w ręku. Odwróciłam się w jego stronę siląc się na smutną minę.
- Ale jak… Jak możesz tak mówić. Twoje szczęście to moje szczęście. Czy nie o to chodzi w małżeństwie? O miłość i wzajemny szacunek? – Gaara zaśmiał się.
- Miłość i wzajemny szacunek, powiadasz? A to dobre. Gdybym cię nie znał, prawie bym uwierzył. – Podszedł do mnie tak blisko, że czułam ciepło bijące od jego ciała. Wyciągnął mi szklankę z dłoni i odstawił ją na blat. Kiedy na mnie spojrzał, głośno przełknęłam ślinę. – Przecież wiem, że mnie nie kochasz. Po co udawać. Gdybyś mnie kochała, w życiu nie pozwalałabyś mi na to, żebym, o czym doskonale wiesz, robił, to, co robię. Świetnie udajesz głupią i nawiną jak reszta tych zjebanych żoneczek moich kolegów, ale ty nigdy ślepo nie wpatrywałaś się we mnie z zachwytem. Doskonale wiem, że gdybyś mogła odeszłabyś ode mnie, albo jeszcze więcej… Zabiłabyś mnie.
- Gaara, nie mów tak. Proszę, nie mów tak. – próbowałam silić się na spokojny ton, ale mój głos mnie zdradzał. Drżał.
- Nie udawaj, że cię to obchodzi. Wyszłaś za mnie tylko dlatego, że twój ojciec ci kazał. Na siłę próbował uszczęśliwić grzeczną panienkę z dobrego domu, tak samo jak moi rodzice postanowili uszczęśliwić na siłę mnie. Miałem ledwo dwadzieścia pięć lat i szerokie horyzonty. Mogłem mieć każdą, rozumiesz to? Każdą. A trafiłem na ciebie. Co za ironia losu.
Oczy Gaary były czerwone na spojówkach. Zaczęłam się zastanawiać ile cholernego whiskey musiał wypić zanim wróciłam do domu.
- Jak myślisz, gdzie byłem?
- W biurze. Sam mówiłeś, że nie będzie cię na noc, ponieważ masz dużo pracy. Dlatego twoja obecność tak mnie przestraszyła.
- Dobrze wiesz, że nie byłem w biurze. Nie udawaj i nie graj. Choć ten jeden raz. – zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Potraktowałam to jako wyzwanie. Zadarłam głowę i spojrzałam na niego wściekle. Chyba nie był na to przygotowany, ponieważ zmarszczył czoło ze zdziwienia.
- Jak miała na imię? To jakaś z tych, do których chodziłeś, czy jakaś nowa? – zapytałam twardo, a Gaara się uśmiechnął. Pomimo cieni czających się w jego spojrzeniu, był to piękny uśmiech.
- Olya. Rosjanka. O zimnym sercu i gorącym temperamencie. Chcesz poznać inne imiona?
- Nie. Gaara, jesteś pijany. Proszę cię, idź do łóżka. Rano o wszystkim zapomnimy.
- Zapomnimy, powiadasz? O tym, że mnie nie kochasz nie zapomniałem przez ostatnie pięć lat małżeństwa. I nie jestem pijany. Po prostu trochę ośmielony. Wchodzę do domu, a mojej żony nie ma. Zegar wybija dziesiątą, jedenastą, wybija w pół do. A jej nadal nie ma. Czekam i kiedy wchodzi do domu podnosi na mnie głos. Nie powiem, było to zaskoczeniem. Zwykle to ty przepraszałabyś za to, że nie wróciłaś do domu, teraz w końcu wina spadła na mnie. Co ty masz na sobie? W mojej obecności w życiu nie ubrałabyś tego na siebie.- powiedział, a potem bezceremonialnie złapał za moją bluzę i zdjął ją ze mnie szybkim szarpnięciem.
Musiałam przyznać, że w pozbywaniu się ubrań był bardzo szybki.
- Jechałam do ojca. Nie silę się wtedy na strojenie jak choinka Bożonarodzeniowa. Ojciec nie przykłada do tego aż takiej wagi, jak ty, mężu. Pozwoliłam sobie na więcej swobody, bo nie oczekiwałam zastać cię w domu. Więcej tego nie zrobię. – powiedziałam spokojnie. Głośno przełknęłam ślinę, kiedy Gaara położył mi dłoń na ramieniu i złapał za ramiączko od koszulki. Nadal miałam na sobie poplamiony od farby top, który dodatkowo pachniał rozpuszczalnikiem i kubańskimi cygarami. Przesunął palce z ramienia na dekolt, położył dłoń na piersi i ją ścisnął.
Moje serce waliło ze zdenerwowania jak szalone. On nigdy nie dotykał mnie w ten sposób. Nigdy nie był tak napity w mojej obecności i dodatkowo nie był tak zdenerwowany. Bałam się, że nagle po tych kilku latach alkohol popchnie go do wykonania małżeńskiego obowiązku. Na samą myśl mnie zemdliło.
- To takie interesujące… Dzisiaj po raz pierwszy odkąd jesteśmy małżeństwem zobaczyłem u ciebie odkryte kawałki ciała. I nagle przypomniałem sobie, że moja żona ma biust… Całkiem spory biust. – powiedział i powoli przesunął drugą rękę na wolną pierś. Miałam ochotę go odepchnąć i iść do diabła, ale byłam zbyt zaskoczona, żeby zareagować w jakikolwiek sposób. – Wali ci serce. Czyżbyś się denerwowała?
Kiedy na mnie spojrzał, jego oczy były bardzo ciemne. Mój lęk z kolei coraz większy. Nikt nigdy nie dotykał mnie w ten sposób. Nikt oprócz Hyuna. Za każdym razem, kiedy mnie dotykał moje ciało płonęło i błagało o więcej. Za każdym razem, kiedy kochaliśmy się i spleceni oddawaliśmy przyjemności, chciałam więcej. Jeden ruch palca na skórze ramienia odczuwałam dosłownie w stopie. Kiedy dotykał mnie własny mąż czułam jedynie obrzydzenie i chęć ucieczki.
- Boisz się, że nagle rzucę się na ciebie i uznam, że czas skonsumować nasze małżeństwo?- uśmiechnął się półgębkiem, a potem nachylił tak nisko, że dosłownie czułam ruchy jego warg na swoich. Jego dłonie powędrowały na moje biodra. Mocnym szarpnięciem posadził mnie na blacie i rozchylił mi uda. Zaczęłam drżeć, choć nie z przyjemności. Wysunął czubek języka i przejechał nim po mojej dolnej wardze. Załaskotało, a ja jęknęłam zaskoczona. Gaara parsknął śmiechem i odsunął się ode mnie. – Nienawidzisz mnie, ale twoje ciało reaguje jak trzeba. Nie jest ci czasem ciężko? Nie czujesz potrzeby, żeby ktoś cię zerżnął? Może byłabyś milsza.
Odepchnęłam go od siebie i czerwona ze złości zeskoczyłam z blatu. Dyszałam i próbowałam się opanować. Na usta cisnęły mi się setki przekleństw.
- Nawet jeśli, to na pewno nie przez ciebie! Szkoda, że nie zostałeś ze swoją dziwką tak jak planowałeś! Może gdybyś zerżnął ją jak trzeba, sam byłbyś milszy!- wrzasnęłam wyprowadzona z równowagi. Gdyby widział to mój ojciec, najpierw zdzieliłby mnie po pysku, a dopiero później mordowałby Gaare.
- Myślę, że nie narzekała. Sądzę, że ją wykończyłem. Nie miała siły kontynuować. – powiedział z kpiącym uśmiechem. – Za kilka lat tak czy tak trzeba będzie pchnąć to do przodu. Moi rodzice oczekują dziedzica fortuny.
- To niech go sobie spłodzą! Masz rację! Nienawidzę cię! Nienawidzę cię tak bardzo, że nigdy w życiu nie chcę żebyś dotykał mnie w taki sposób. Brzydzę się myślą, że mógłbyś w ogóle robić to w ten sposób! Gdybym te dziewięć lat temu…- ugryzłam się w język.
Oczy Gaary zwęziły się. Zrobił krok do przodu.
- Te dziewięć lat temu, co? Postawiłabyś się tatusiowi? Powiedziała mu, że ten niedobry Gaara, którego wybrał na twojego męża będzie robił, to, co robi? Sama na to pozwalasz. Od lat wiesz, że sypiam z innymi i nigdy nawet nie kiwnęłaś palcem, żeby to zmienić.
- Bo w żaden sposób nie chcę tego zmieniać. – powiedziałam spokojnie, a Gaara szeroko otworzył oczy. – Nie kocham cię. To, że masz inne kobiety w żaden sposób nie sprawia, że cierpię. Wręcz przeciwnie. Czuję ulgę, że rozładowujesz swoje napięcie z każdą tylko nie ze mną. I masz rację, ironią losu jest to, że każde z nas chciałoby mieć obok siebie kogoś innego, a zostaliśmy skazani na swoje towarzystwo. Uczyńmy to bardziej znośnym i po prostu nie wchodźmy sobie w drogę. – Powiedziałam bardzo spokojnie, a Gaara westchnął. Uśmiechnął się do mnie, a po chwili zaczął kierować się do drzwi.
Kiedy rano zeszłam do kuchni Gaary nie było. Gdyby nie szklanka po whiskey w zlewie i mój niedopity sok na blacie, przysięgałabym, że ta irracjonalna wręcz rozmowa nigdy nie miała między nami miejsca. Moje policzki płonęły ze złości na samo wspomnienie okropnych słów jakie powiedzieliśmy sobie z Gaarą, ale taka była prawda. Ani on, ani ja nie kochaliśmy się. Nawet nie próbowaliśmy udawać, że tak jest.
- Sara, dałaś się ponieść. Powiedziałaś za dużo.- mruknęłam do siebie na głos, a potem wsadziłam szklankę z niedopitym sokiem do zlewu.
Kiedy pojechałam do ojca, przywitał mnie z otwartymi ramionami.
- Cześć córeczko. Kiepsko wyglądasz. Coś się stało?- zapytał, a potem przytulił mnie do siebie. Nie lubiłam aż takiej wylewności z jego strony, ale tym razem nie protestowałam.
- Wiesz, że nie lubię, kiedy Gaary nie ma w domu. Nie śpię wtedy spokojnie.- mruknęłam.
Zawsze okłamywałam ojca jeśli chodziło o moją relację z Gaarą. Nigdy nie powiedziałam mu, że nie kocham mężczyzny, którego dla mnie wybrał. Nie powiedziałam mu, jak cholernie nieszczęśliwa jestem w tym związku i jak bardzo każdego dnia żałuję, że powiedziałam „tak” przed ołtarzem, zamiast odwołać całą tą szopkę.
- To normalne, że ciężko jest zasnąć, kiedy jesteś przyzwyczajona do czyjejś obecności od ponad pięciu lat. No, ale czas nas nagli. Siadajmy do tego projektu.
Znowu byłam w domu bardzo późno. Światło w salonie rozświetlało szyby. Odetchnęłam, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że będę musiała zmierzyć się z Gaarą po wczorajszej rozmowie, a wcale nie miałam na to ochoty. W dodatku dzisiaj również nie byłam ubrana tak, żeby się nie przyczepił. Dopasowana koszula i wąskie jeansy to był kiepski pomysł…
Weszłam do środka i zmarszczyłam nos. Zza drzwi salonu wydobywał się ciężki zapach dymu papierosowego. Pociągnęłam za klamkę i dosłownie musiałam machać ręką, żeby coś zobaczyć. Gaara siedział razem z kilkoma swoimi bliskimi przyjaciółmi przy stole do kart. Głośna muzyka sączyła się z głośników, a śmiechy co chwilę zakłócały dźwięki. Pierwszy dostrzegł mnie Ryu: wieloletni przyjaciel mojego męża, z którym znali się chyba od piaskownicy. Był jedynym chłopakiem z jego paczki, którego naprawdę serdecznie lubiłam. Zaraz obok Ryu siedział Sasuke Uchiha: wysoki, cholernie przystojny brunet z zimnym spojrzeniem, który sprawiał, że potrafiła obrócić się za nim cała ulica. Obok Sasuke, siedział Kankuro, mój szwagier, który zrezygnował z prowadzenia rodzinnej firmy i zajmował się miłością do fotografii. Obok Kankuro siedział Naruto Uzumaki: chłopak o szerokim szczerym uśmiechu i talencie do wpadania w wielkie tarapaty. Jego ojciec razem z moim teściem od wielu lat prowadzili współpracę. Spojrzałam na Gaare, który siedział w zwykłej koszulce i jeansach. Jego pozycja była luźna. Palił papierosa, drugiego miał zatkniętego za prawe ucho. Obok jego lewej dłoni stał drink z whiskey.
Napięłam się, kiedy to zobaczyłam. Wiedziałam, że powinnam iść dzisiaj szybko spać, żeby uniknąć niepotrzebnych kłótni. Gaara musiał wyczuć mój wzrok, ponieważ odwrócił głowę w moją stronę, a jego wzrok z normalnego, zrobił się niemal kpiący. Wstał od stołu i mocnym głosem oznajmił.
- W końcu moja żona wróciła! Dzisiaj również byłaś u ojca? – Gaara podszedł do mnie. Wystawiłam mu prawy policzek, a on musnął go wargami. Zawsze witaliśmy się tak w towarzystwie gości, aby stwarzać pozory normalnego związku. Po chwili ucałował mnie w drugi policzek, a na samym końcu przelotnie musnął usta. Na wspomnienie wczorajszego wydarzenia w kuchni aż zadrżałam od tego gestu. Gaara uniósł jeden kącik ust widząc to. – Porozmawiamy później. Nie podoba mi się to, że tak późno ostatnio wracasz. – mruknął mi na ucho, a potem łapiąc moją dłoń poprowadził mnie do swoich przyjaciół.
Kiedy wyszłam spod prysznica i ubrałam na siebie piżamę, czułam się wyczerpana. Zaczęłam rozczesywać włosy, a potem je suszyć. Na końcu nasmarowałam się balsamem i o mało nie padłam na zawał, kiedy w drzwiach mojej łazienki dostrzegłam Gaare. Opierał się o futrynę i przyglądał się temu, co robię.
- Stało się coś, że zawdzięczam ci tak późną wizytę? – zapytałam, a potem odwiesiłam mokry ręcznik na kaloryfer. Nakremowałam twarz i zaczęłam myć zęby.
- Zastanawiam się co robisz z tatą, że spędzasz u niego tyle czasu? Od pięciu lat jak jesteśmy razem nigdy ci się to nie zdarzyło. – spojrzałam na niego w lustrze i uniosłam brwi.
- Gdybym cię nie znała, pomyślałabym, że jesteś zazdrosny. Ale to nie jest możliwe. – powiedziałam jadowicie i wyminęłam go. Zapaliłam lampkę przy łóżku i wzięłam książkę z półki.
- O ciebie? Chyba za dużo ostatnio marzysz na jawie. Po prostu gdyby nagle okazało się, że jesteś w ciąży, ciężko byłoby to wytłumaczyć wszystkim wokół. O niepokalanym poczęciu czytałem raz.
- Nie martw się. Nie powinieneś mierzyć wszystkich swoją miarą, wtedy nie miałbyś powodów do obaw. Tata ma ostatnio… gorszy czas. Wspieram go jak tylko mogę. Myślałam, że dzisiaj również będziesz poza domem, ale zapomniałam o brydżu i whiskey w piątek. Powinnam być w domu wcześniej. – mruknęłam i zdjęłam wisiorek z szyi, pierścionek z brylantem oraz obrączkę z lewej dłoni oraz bransoletkę, którą dostałam od Gaary na pierwszą rocznicę ślubu podczas oficjalnej kolacji u moich teściów (nie, Gaara nigdy nie wyszedłby z taką inicjatywą gdyby nie ta cała szopka). Usiadłam na łóżku i zsunęłam kapcie ze stóp. Poczułam, że materac obok mnie ugina się pod ciężarem Gaary i zrobiło mi się gorąco.
Mieliśmy osobne sypialnie. O tej porze Gaara dawno siedział już w swojej i szykował się do snu. Chociaż powinnam powiedzieć, że oficjalnie mieliśmy swoją małżeńską sypialnię z wielkim łóżkiem i wygodnym materacem. Jednak nigdy z niej nie korzystaliśmy.
- Nie powinienem mierzyć wszystkich swoją miarą, hę? A czyją powinienem? Ciebie? Cnotki-niewydymki, która nie daje się dotknąć nawet swojemu mężowi chociażby po to, żeby ludzie przestali gadać, że jest bezpłodna?
- Przynajmniej będziesz miał pretekst żeby się ze mną rozwieść. Powiesz, że nie mogę dać ci dziecka. Przy takich wymaganiach jakie mają nasze rodziny nikt się nawet nie zająknie o tym, że wybuchnie z tego skandal. – mruknęłam i wzruszyłam ramionami.
- Nie jesteś mężczyzną, a jednak to na ciebie przejdzie firma Iregiro.
- I żeby tak się stało musiałam za ciebie wyjść. Tradycja nakazuje, aby to mężczyzna pełnił oficjalne obowiązki w firmie. Przez to, że twój starszy brat oddał ci pałeczkę, jesteś jedynym spadkobiercą firmy Sabaku i oficjalnie, kiedy mój ojciec pójdzie na emeryturę, staniesz się dyrektorem w firmie Iregiro. Oczywiście nie będziesz mógł pełnić obowiązków w dwóch firmach w jednym czasie, więc będziesz musiał przekazać mi pałeczkę jako zastępcy dyrektora. Tak oto upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Ty zostaniesz w swojej rodzinnej firmie, ja w swojej. Fuzja miała zapewnić bezpieczne przejęcie firmy przez kobietę. Tak, aby nikt z męskich krewnych taty nie odważył się położyć lepkich palców na pracy jego życia.
- To chyba najdłuższa wypowiedź jaką kiedykolwiek do mnie wystosowałaś. Co do twoich zarzutów… Myślałem o tym. – powiedział spokojnie.
- O rozwodzie? – zapytałam niepewnie, a on kiwnął głową. – I do jakich wniosków doszedłeś?
- Że jest mi tak dobrze. Nie oczekujesz ode mnie, że będę cię kochał i udawał, że żyjemy w idealnym związku. Gdybym miał ożenić się z kimś ponownie, na pewno nie byłoby tak kolorowo. – zaśmiałam się. Pierwszy raz szczerze od wielu lat zaśmiałam się. Gaara nigdy wcześniej mnie nie rozbawił. – Nie miałem zamiaru opowiadać żartu…
- Ja nie chciałam się zaśmiać, ale zaskakujesz mnie. Skazujesz się na życie z kimś, kogo wiesz, że nie kochasz. I, co do którego masz pewność, że nie kocha ciebie. To masochizm w czystej postaci. Jeśli to ja złożyłabym pozew, wybuchłby skandal. Jeśli ty zrobisz ze mnie bezpłodną jędzę, wyjdziesz z tego związku jako bohater. Zastanów się nad tym. Jesteś trzydziestoletnim amantem Japońskiego biznesu. Sądzę, że gdybyś z powrotem wrócił na rynek matrymonialny nie oderwałbyś się od kobiet. Byłoby to lepsze niż płacenie kobietom za seks. – powiedziałam spokojnie i rozmasowałam obolały kark.
- Nigdy nie musiałem się do tego zniżać. – wzruszył ramionami. Uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust i złapałam za spinkę we włosach. Czarne pukle rozsypały się po plecach jak wodospad.
- W to nie wątpię. Nasza rodzina i przyjaciele od dnia naszych wymuszonych zaręczyn powtarzają mi, że trafiła mi się najlepsza partia w całej Japonii. Zupełnie tak jakbym wyszła za jakiś rodzaj nadczłowieka. – starałam się aby mój ton nie brzmiał kwaśno, ale nie było to łatwe. Sama obecność Gaary w moim pokoju, w którym miałam swoje schronienie denerwowała mnie.
- Ale ty tak nie uważasz.
- Drogi mężu, trafiłeś w punkt. Ja tak nie uważam.
- Ty nie myślałaś o rozwodzie ze mną? Byłabyś szczęśliwsza.
- Gaara, decyzji jaką podjęłam dziewięć lat temu nie da się już zmienić. Wychodząc za ciebie podporządkowałam swoje życie tradycji i obowiązkom jakich się ode mnie oczekiwało. Nie kocham cię, ale akceptuję to, co robisz, aby ulżyć sobie w sytuacji. Tak jak powiedziałam wczoraj, to, że masz kobiety z którymi sypiasz w żaden sposób mi nie przeszkadza. Naprawdę się z tego cieszę i akceptuję twój sposób życia, dopóki nie wymagasz tego rodzaju aktywności ode mnie. A teraz, jeśli pozwolisz chciałabym położyć się spać. Jutro czeka mnie spotkanie z twoją siostrą i matką.
- Jak sobie życzysz, żono. – niemal wysyczał i wyszedł z pokoju zamykając drzwi z trzaskiem.
Dopiero wtedy głęboko odetchnęłam i rozluźniłam napięte z nerwów ciało.
Komentarze
Prześlij komentarz