Rozdział 11
Od incydentu spod szkoły
minęły prawie 3 tygodnie. Zaczęłam już meblować nowe mieszkanie. Bankiet z
udziałem moim i Naruto skończył się na tym, że zaczęto trąbić o rzekomym
ustawionym małżeństwie w niedalekiej przyszłości. Razem z naszymi znajomymi
śmialiśmy się z tego, ale większość ludzi w szkole uwierzyła w te plotki. Dla
podgrzania ich, dosyć często Naruto mnie przytulał, albo ja łapałam go za rękę.
Na drugi dzień cała szkoła trąbiła o tym, że ustalamy datę ślubu jakoś po
skończeniu szkoły. Korki z Gaarą szły coraz lepiej. Serio dobrze sobie radził z
przyswajaniem wiedzy. W dodatku ja przyłapałam się na tym , że lubię go coraz
bardziej. Potrafiliśmy siedzieć po skończonej nauce jeszcze kilka dobrych
godzin i śmiać się z byle czego. Moi znajomi zauważyli, że coś się dzieje.
Oczywiście mówiłam, że absolutnie się mylą. Sama czułam coś innego. Czułam, że
zaczynam zbliżać się do niego. Nie był już taki smętny. Nawet jego siostra
bardziej mnie polubiła, z kolei Karin zaczęła jeszcze serdeczniej nienawidzić. Ostatnio
miałyśmy nawet małą bójkę, z której wyszłam bez prawie najmniejszego szwanku,
poza kilkoma zadrapaniami na rękach. Ona przez kilka dni nie pokazywała się w
szkole. Czekaliśmy właśnie na biologię, kiedy na holu zauważyłam mojego wujka.
Nie widziałam go już dość długo.
-Saro, chodź na chwilę.-powiedział i odciągnął mnie o moich znajomych.
-Czego ty tu szukasz? Pakuję się już. Za niedługo będziesz miał cały dom dla siebie. Sprowadź tam swoją dziewczynę i żyjcie sobie długo i szczęśliwie.
-Chciałbym żebyś oddała mi firmę.-moje oczy przybrały kształt wielkich złotych monet.
-Co?! Do jasnej cholery słucham! Chyba się przesłyszałam! Za niecałe pół roku kończę 18 lat! Nie ma mowy! Ta firma należała do mojego ojca!
-I ja prowadzę ją od prawie 8 lat, od czasu jego śmierci! Należy mi się!
-Gadasz tak, jakbyś sam zlikwidował mojego ojca tylko po to żeby dostać firmę!!!-ryknęłam na całe gardło. Wszyscy obecni na holu zaczęli się nam przyglądać.
-To nie jest rozmowa na...
-To po co tu przyszedłeś?! Chcesz, to wynajmę adwokata, zobaczysz, że położy cię w sądzie na łopatki! To moja firma! Mój ojciec zbudował ją z niczego! Nie dostaniesz jej!-powiedziałam. Chwyciłam go za bark i odwróciłam w stronę drzwi. Już nic więcej nie powiedział tylko ruszył do wyjścia. Ja z kolei zaczęłam się trząść. Wróciłam po swoją torbę i oparłam się o ścianę. Zrobiło mi się słabo. Zjechałam po ścianie.
-Sara!-krzyknęła Hinata. Czułam, że łapie mnie za ramię i zaczyna nim potrząsać.
-Nic mi nie jest. Ciśnienie mi tylko skoczyło.-powiedziałam i oparłam głowę na kolanach.
-Co twój wujek chciał. Niezła awanturę mu skręciłaś.-zapytał Naruto. On i Sasuke pomogli mi wstać.
-Chce moją firmę... Coś czuję, że to skończy się w sądzie. Nie oddam mu jej bez walki.-powiedziałam. Wtedy rozległ się dzwonek. Nauczyciel przyszedł dosłownie chwilę później.
Cały dzień, dosłownie cały, spędziłam na obmyślaniu planu, w jaki sposób nie dopuścić do tego, do czego wujek zmierza. On nie może odebrać mi firmy. Fakt faktem dba o nią od prawie 10 lat. Ja sama chciałabym żyć jak zwykła nastolatka, ale firma to jedyna rzecz jaka została mi po tacie. Nasz rodzinny dom został sprzedany, pamiątek, poza kilkoma zdjęciami nie mam. Firma to tak naprawdę wszystko co tata zostawił po sobie. Chciał zapewnić mi przyszłość. Teraz czas o to walczyć.
Po szkole pojechałam do mojego mieszkania. Miałam mieć dzisiaj dowiezione rzeczy z mojego starego domu. Mieszkanie było praktycznie w pełni umeblowane. Brakowało tylko stołu w salonie, ale na dniach mieli go przywieźć. Łóżko w mojej sypialni było ogromne, ale nie wyobrażałam sobie spać na mniejszym. Kolory ścian też pozostawiały dawały mi taką nieopisaną radość. W salonie dominował kolor ecru, w kuchni czerń ze srebrem, łazienka była błękitna, a moja sypialnia czerwono-beżowa. Podobało mi się to zestawienie kolorów. W końcu to ja mogłam decydować o tym, co robię. To mieszkanie będzie początkiem mojej niezależności. Odcięciem się od wuja.
Wieczorem wróciłam do willi. Chciałam zobaczyć jak idą przygotowania do mojej przeprowadzki. Kiedy weszłam do środka od razu zauważyłam czyjeś buty na przedpokoju. Nie były moje. Podejrzewałam, że do wujka przyjechała jego kobieta. Rozebrałam się i zaczęłam iść do swojego pokoju.
-Dobry wieczór panienko. Podać panience kolację do pokoju?
-Darlo, prosiłam już wiele razy nie mów do mnie panienko. Jestem Sara. Przecież od dłuższego czasu już tak mówiłaś.
-Wuj panienki zabronił zwracać mi się po imieniu. Jest u niego jego narzeczona. Od kilku godzin siedzą w gabinecie i dyskutują nad czymś.
-Dziękuję. Pójdę do wujka. A co do kolacji to dziękuję, nie jestem głodna. Ale mam prośbę. Mogłabyś nalać mi gorącej wody do wanny. Muszę się trochę zrelaksować. I poproszę herbatę. Przepraszam, że tak naraz wszystko, ale coś czuję, że ta rozmowa przyprawi mnie o mdłości.
-Nic nie szkodzi panienko. Kąpiel za chwilę będzie gotowa. Herbatę przyniosę panience do pokoju.
-Darlo... No dobrze. Dziękuję.-powiedziałam i poszłam na górę. Drzwi do gabinetu były zamknięte. Zapukałam i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Wujek i ta kobieta siedzieli na biurku w stosach papierów.
-Wujku. W przyszłym tygodniu wyprowadzam się do nowego mieszkania. W sprawach firmy będzie mnie reprezentował mój prawnik.-powiedziałam. Wujek spojrzał się na mnie i nic nie powiedział. Z kolei ta kobieta zaczęła mi się bacznie przyglądać. Zauważyłam, że jest chyba trochę starsza od wujka, lub była tak zmęczona, że odbiło się to na jej wyglądzie.
-Dzień dobry, nazywam się Sayuri.
-Sara Iregiro. Rozumiem, że chce pani zostać z moim wujkiem sama. Nie będę przeszkadzać. Powiedziałam to, co chciałam.-kobieta wstała z biurka i podeszła do mnie. Miała praktycznie identyczną budowę ciała, była mojego wzrostu.
-Wyglądasz zupełnie jak Hasumo... Jak dwie krople wody.-powiedziała i wyciągnęła rękę w moją stronę. Zamurowało mnie trochę, ale szybko się cofnęłam.
-Znała pani mojego ojca? Jak to możliwe? Nie żyje od prawie 8 lat.
-Miałam okazję go poznać. Dawno temu. Bardzo dawno.
-Aha. Czyli widzę, że to jakaś dłuższa znajomość. No dobrze. Idę. Do widzenia.-powiedziałam. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam.
Weszłam do pokoju i szybko się rozebrałam. Zauważyłam herbatę stojącą na biurku. Wzięłam łyka. Od razu poczułam się lepiej. Zabrałam do łazienki kubek oraz telefon. Kiedy tylko zanurzyłam się w gorącej wodzie, czułam jakby cały stres mnie opuścił. To było cudowne uczucie, którego od jakiegoś czasu mi brakowało. Zamknęłam oczy i delektowałam się chwilą. Jednak długo się tym nie cieszyłam. Zadzwoniła moja komórka. Głośno westchnęłam i wzięłam ją do ręki. Odebrałam nawet nie patrząc na wyświetlacz.
-Sara Iregiro, słucham.
-Cześć.-Gaara... Dziwne, że dzwoni do mnie o tej godzinie.
-Hej. Coś się stało, że dzwonisz o tej godzinie?-zapytałam.
-Nie. Tak tylko chciałem się zapytać co u ciebie. Widziałem dzisiaj twoją kłótnię w wujkiem na korytarzu. Coś poważnego? Wyglądałaś na zdenerwowaną.
-Wujek stwierdził, że chce odebrać mi firmę. A to wszystko co zostało mi po ojcu. Będę musiała walczyć o to w sądzie z ostatnim żyjącym członkiem rodziny.
-To przykre. Bardzo przykre. Słuchaj, dzwonie, bo chciałem się zapytać czy nie masz może ochoty na spacer jutro do parku?
-Bardzo chętnie. Dziękuję za zaproszenie.
-Zgodziłaś się... Jej myślałem, że się nie zgodzisz. No to super. To jutro o 18 przy centrum handlowym.
-Ok. W sobotę mamy korki wiesz o tym. Tylko, że pojedziemy do mojego nowego mieszkania. Jest już urządzone. Wprowadzam się tam na dniach.
-Nie ma problemu. Zobaczę przynajmniej jak się urządziłaś.-uśmiechnęłam się delikatnie i na chwile zapadła głucha cisza.-Dobra, to ja ci nie przeszkadzam. Widzimy się jutro w szkole. W końcu piątek.
-Masz rację, w końcu te kilka dni odpoczynku. Przyda mi się. Z resztą pewnie nam wszystkim. Muszę załatwić adwokata.
-To może jednak nie będę ci...
-Gaara, daj spokój. Spotkanie z tobą uznam za miły początek weekendu. Jutro o 18 przy centrum handlowym. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia-powiedział, a po chwili słyszałam tylko przeciągle beep.
Siedziałam w wannie około pół godziny. Czułam się jak nowo narodzona. Zdecydowanie było mi to potrzebne. Jeszcze fakt spotkania z Gaarą również poprawił mi humor. Ciekawa byłam jak to jest spotkać się z nim od tak, po prostu dla samego pogadania o duperelach. Zero gadania o szkole, o problemach. Przynajmniej miałam nadzieję, że uda dowiedzieć mi się o nim czegoś więcej. Jedyne co wiem do tej pory to to, ze przeprowadził się do Tokio niedawno razem z siostrą, że lubi grać na gitarze, ale również lubi czytać Szekspira. Nie pasowało mi to trochę do niego, ponieważ wydawał mi się takim odosobnionym typem, który chadza własnymi ścieżkami i ma gdzieś innych.
Następnego dnia tylko uśmiechaliśmy się do siebie z Gaarą. Moi znajomi zaczęli puszczać do mnie dziwne teksty na ten temat. Wtedy rozdzwonił się mój telefon.
-Sara Iregiro.-powiedziałam. Jednak nikt nie odpowiedział.-Halo?
-Może rozłączyłaś?-zapytała Hinata. Jednak połączenie nadal trwało. Usłyszałam tylko przeciągły pisk w słuchawce. Odrzuciłam od siebie telefon i złapałam się za ucho.
-Co to było? Co się stało?-zapytał Naruto, który poszedł po mój telefon.
-Nie wiem. Głucha cisza, a później pisk nie do wytrzymania! Moje ucho!-powiedziałam. Zauważyłam, że spora grupa osób na holu się nam przygląda. Naruto podał mi telefon. Sprawdziłam ostatnie połączenie, jednak numer był zastrzeżony.
-Powinnaś zgłosić się na policję. Pamiętasz co stało się ostatnio? Może to znowu ci kolesie?-zapytał Sasuke. Nawet o tym nie pomyślałam! Przez tą całą naukę zupełnie zapomniałam o tym incydencie. Faceci też więcej się nie pojawili.
-Mój numer jest niedostępny dla ludzi spoza mojego grona. W sprawie interesów dzwonią do firmy. Nie wiem co to było. ale przestaje mnie to bawić w jakikolwiek sposób.-powiedziałam i wzięłam swoją torbę z parapetu.
-To od samego początku nie było śmieszne. Gdyby nie to, że nagle pojawił się Gaara ci kolesie na pewno by ci nie odpuścili.
-Ej! Dajcie spokój. W razie co mogę zawsze zadzwonić na policję czy coś. Mój wu...-no tak. Nie mogłam liczyć na pomoc wujka. Odcięłam się od niego, a na domiar złego czeka mnie z nim zapewne walka o prawo do firmy Iregiro.-Sama to załatwię...
Rozległ się dzwonek obwieszczający koniec przerwy. Czekaliśmy na nauczycielkę od biologii. Przyszła chwile spóźniona, a co gorsza trzymała plik kartek niewiadomego pochodzenia. Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca kazała wyciągnąć nam tylko długopisy.
-Zrobię wam kartkówkę z ostatnich trzech lekcji. Proszę o krótkie i konkretne informację. Kiedy wszyscy dostaną kartki liczę 15 minut i koniec pracy.
Kartkówka dotyczyła genetyki. Nie była wcale prosta. Kiedy myślałam nad ostatnim zadaniem usłyszałam wibracje mojej komórki w torbie. Zwróciło to uwagę klasy, ponieważ torba leżała na ziemi.
-Panno Iregiro, proszę natychmiast wyłączyć ten telefon. Znasz zasady.-kiwnęłam tylko głową i zaczęłam szperać w torbie w poszukiwaniu telefonu. Wibracje ustały. Kiedy w końcu wygrzebałam ten nieszczęsny gadżet, okazało się, że mam wiadomość. Odczytałam ją. "Ta koszula, którą wczoraj kupiłaś nie pasuje ci do figury. Poza tym nie siedź przy oknie, bo się przeziębisz..." Znowu nieznany numer. Zaczęłam bacznie rozglądać się po sali. Wszyscy byli pochyleni nad kartkami. Poczułam duży strach. Z resztą... skoczyłam wczoraj na chwilę do centrum sama. Nie spotkałam żadnych znajomych, a nowej koszuli nie miałam na sobie. Poczułam dreszcze na skórze.-Panno Iregiro, dobrze się czujesz? Strasznie pobladłaś.
-Trochę mi słabo...-powiedziałam. Serio zrobiło mi się niedobrze. Ręce trzęsły mi się jak staruszkowi.
-Nie mów, że zdenerwowałaś się kartkówką...-powiedziała. Jednak ja jej nie słuchałam. Musiałam szybko wybiec do łazienki. Żołądek podszedł mi do gardła.
Wbiegłam do toalety jak oparzona. Ze strachu zaczęłam wymiotować. Po chwili usłyszałam za sobą krzyk. Był to głos Sakury.
-Sara! Co się dzieje?-powiedziała. Weszła do mojej kabiny. Całe szczęście żołądek trochę się opanował. Jednak ja nadal się trzęsłam.-O boże...
-Nic mi nie jest. Zaraz dojdę do siebie...-wyszeptałam.
-Co się stało. Rano wszystko było ok. Wyglądałaś jak okaz zdrowia.
-Napisz do kogoś, żeby pilnował mojego telefonu. Ten numer napisał mi sms-a.
-Przestraszyłaś się głupiej wiadomości? Daj spokój to jest...
-Ten numer wiedział, że byłam wczoraj sama w centrum handlowym. Wiedział co tam kupiłam, a co gorsza jak w tym wyglądałam. Napisał również, że mam nie siedzieć przy oknie ponieważ mogę się przeziębić. Sakura, serio zaczynam się bać.-powiedziałam. Żołądek znowu podszedł mi do gardła.
Kiedy rozległ się dzwonek na przerwę ja nadal siedziałam w toalecie z Sakurą. Jednak mój żołądek już nie wariował. Powoli podniosłam się na nogi. Podeszłam do zlewu i zaczęłam płukać usta. Od razu poczułam się lepiej. Kiedy wyszłyśmy z łazienki znajomi naskoczyli na nas.
-Co ci się stało?-zapytała Hinata głosem pełnym troski.
-Ja wiem co się stało. Zdenerwował cię ten sms? Widziałem go. Serio uważam, że powinnaś się zgłosić na policję.-powiedział Sai. W ręku trzymał mój telefon.
-Dziękuję wam za wsparcie. Tak. To mnie zdenerwowało. Miałam nadzieję, że ten incydent się nie powtórzy.
-Wiesz, że policja nie złapała tych typów. Oni wciąż mogą tu gdzieś być.-powiedział Naruto i zaczął się rozglądać po sali.
-Daj spokój Naruto. Tamci kolesie byli za starzy żeby od tak wtopić się w licealistów. Z resztą od prawie miesiąca nic się nie działo.-powiedziała Sakura.
-Psychopaci działają z gotowym planem.-powiedział Naruto.
-Chcesz mi powiedzieć, że zaliczasz się do tego grona?-zapytałam. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
-Nie. Ale jednak dobrze będzie coś zrobić. Tym razem serio może stać ci się krzywda. Może wynajmij ochronę?-zapytał Sasuke
-Słuchajcie, ok. Zgłoszę się na policję. Ale nie ma mowy żeby łaziło za mną kilku osiłków w garniakach i pilnowało mojego tyłka. Sama też umiem o siebie zadbać.
-Myślisz, że w tym wypadku przeprowadzka do swojego własnego mieszkania to dobry pomysł?-zapytała Ino. Zaczęłam się nad tym zastanawiać.
-Hym. W sumie... Nie! Nie ma mowy! Nie zrezygnuję z tego pomysłu. Nie po to urządzam to mieszkanie od prawie takiego czasu. Wszystko jest skończone. No, prawie. Ale planowałam się tam na dniach wprowadzić. Także szykujcie się na imprezę. Bo nie zamierzam wprowadzać się tam bez wcześniejszego opicia tego wydarzenia.
-Czyli mówisz, że impreza?-zapytała się Sakura. Uśmiechnęłam się do niej. W sumie to nie byłby głupi plan. Szykuje się nam powoli zakończenie roku. Mogę chwilę poczekać z przeprowadzką. Albo ewentualnie poczekać z parapetówką do końca roku szkolnego. Wtedy byłyby tak jakby 2 imprezy w jednej.
-To nie jest głupi pomysł co?-zapytałam. Odpowiedziały mi tylko uśmiechnięte buzie moich znajomych, co oznaczało, że w pełni się ze mną zgadzają.
Po lekcjach pojechałam do firmy. Odebrałam dokumenty, poszłam też na chwilę do biura. Wujka nie było. Znowu gdzieś wyjechał. Kiedy zamknęłam za sobą drzwi od gabinetu, poczułam się strasznie dziwnie. Nie dochodziły tu żadne hałasy z zewnątrz. Gabinet znajdował się na samej górze wysokiego budynku. Widok na centrum zapierał dech w piersi. Przejechałam dłonią po gładkim blacie. Wszystko było wypolerowane na błysk. Nawet w podłodze można było dostrzec swoje odbicie. Ja jednak doszłam do wniosku, że oszalałbym w tym miejscu, gdybym miała siedzieć tu po około 10 godzin dziennie. Jednak ta firma to całe życie mojego ojca. Nie ważne gdzie znajduje się jej placówka, jakaś część jego osoby zawsze jest tutaj obecna. Na ścianie na przeciwko biurka znajdowała się duża fotografia mojego wujka, a obok mojego taty. Te jego duże, spokojne błękitne oczy. Uwielbiałam się w nie patrzeć kiedy tata czytał mi bajki na dobranoc. Pomimo tego, że zawsze był zabiegany, starał się znaleźć dla mnie jak najwięcej czasu. Tak samo było tego feralnego dnia kiedy zginął. Śpieszył się do domu, do mnie. Może gdyby...
-Saro, przestań! Obwiniasz się o to często! Pamiętasz nawet waszą ostatnią rozmowę telefoniczną.-szepnęłam pod nosem. Poczułam pieczenie wewnątrz dłoni. Z zadumy nawet nie zauważyłam, że pozaciskałam pięści tak mocno, że wbiłam sobie paznokcie w skórę. Powoli rozprostowałam palce. Rana zaczęła piec.
Dojechałam do domu zmęczona wrażeniami. Tajemniczy numer nie odzywał się jak na razie, więc miałam chwilę spokoju.
-Panienko, ma panienka gościa. Czeka w pokoju panienki.-powiedziała Darla na wejściu.
-Dziękuję Darlo. Mogłabyś zaparzyć mi herbaty? Padam z nóg.-Darla ukłoniła mi się a potem odeszła. Zastanawiałam się kogo mogło do mnie przywiać. Powoli zaczęłam wtaczać się po schodach. Otworzyłam drzwi. Na łóżku siedział Gaara.
-Nie mamy chyba dzisiaj korków? Czy się pomyliłam?-zapytałam. Odłożyłam torbę z książkami na krzesło i zaczęłam grzebać w szafie w poszukiwaniu czegoś wygodniejszego. Zdecydowałam się na legginsy i luźniejszy top.
-No nie. Przyszedłem, bo martwiłem się o ciebie, po tym, co stało się w szkole. Widziałem tylko, że odczytałaś wiadomość i nagle pobladłaś.
-Pamiętasz ten głupi incydent spod szkoły. Wtedy, co tych dwóch kolesi chciało mnie porwać? Mam wrażenie, że to znowu się zaczyna. W wiadomości ten anonim napisał, że kupiłam koszulę nie pasującą do mojej figury. Albo, że mam nie siedzieć przy oknie, bo się przeziębię. Owszem, mam głupie przeczucie, że ciągle ktoś za mną chodzi. Ale czasami zdarza się, że to głupi fotograf szukający sensacji. Po prostu nie czuję się ostatnio bezpiecznie.
-Zgłosiłaś to na policję?-zapytał.
-Nie. Pomimo tego, że obiecałam to Naruto i reszcie. W sumie mogłam...
-Nie ma ale. Przebieraj się w te swoje ciuchy i jedziemy na komisariat.
-Ale...-skarcił mnie wzrokiem. Poczułam się jak małe dziecko...
Wsiedliśmy do samochodu dosłownie chwile później. Nawet nie zdążyłam wypić herbaty zrobionej przez Darlę. Gaara zabrał mi kluczyki i zaczął pędzić w stronę centrum. Przy jego prędkości byliśmy tam w niecałe 15 minut. Trochę się opierałam przed wyjściem z auta.
-A co jeżeli nasłucham się, że jestem przewrażliwiona albo, że gwiazdorze, albo nie wiem co jeszcze?
-Opanuj się i chodź. Oni są po to żeby ci pomóc.-powiedział i złapał mnie za rękę wyciągając przy tym z auta. Nie miałam wyboru. Za chwilę będę zmuszona opowiedzieć wszystko stróżom prawa.
-Saro, chodź na chwilę.-powiedział i odciągnął mnie o moich znajomych.
-Czego ty tu szukasz? Pakuję się już. Za niedługo będziesz miał cały dom dla siebie. Sprowadź tam swoją dziewczynę i żyjcie sobie długo i szczęśliwie.
-Chciałbym żebyś oddała mi firmę.-moje oczy przybrały kształt wielkich złotych monet.
-Co?! Do jasnej cholery słucham! Chyba się przesłyszałam! Za niecałe pół roku kończę 18 lat! Nie ma mowy! Ta firma należała do mojego ojca!
-I ja prowadzę ją od prawie 8 lat, od czasu jego śmierci! Należy mi się!
-Gadasz tak, jakbyś sam zlikwidował mojego ojca tylko po to żeby dostać firmę!!!-ryknęłam na całe gardło. Wszyscy obecni na holu zaczęli się nam przyglądać.
-To nie jest rozmowa na...
-To po co tu przyszedłeś?! Chcesz, to wynajmę adwokata, zobaczysz, że położy cię w sądzie na łopatki! To moja firma! Mój ojciec zbudował ją z niczego! Nie dostaniesz jej!-powiedziałam. Chwyciłam go za bark i odwróciłam w stronę drzwi. Już nic więcej nie powiedział tylko ruszył do wyjścia. Ja z kolei zaczęłam się trząść. Wróciłam po swoją torbę i oparłam się o ścianę. Zrobiło mi się słabo. Zjechałam po ścianie.
-Sara!-krzyknęła Hinata. Czułam, że łapie mnie za ramię i zaczyna nim potrząsać.
-Nic mi nie jest. Ciśnienie mi tylko skoczyło.-powiedziałam i oparłam głowę na kolanach.
-Co twój wujek chciał. Niezła awanturę mu skręciłaś.-zapytał Naruto. On i Sasuke pomogli mi wstać.
-Chce moją firmę... Coś czuję, że to skończy się w sądzie. Nie oddam mu jej bez walki.-powiedziałam. Wtedy rozległ się dzwonek. Nauczyciel przyszedł dosłownie chwilę później.
Cały dzień, dosłownie cały, spędziłam na obmyślaniu planu, w jaki sposób nie dopuścić do tego, do czego wujek zmierza. On nie może odebrać mi firmy. Fakt faktem dba o nią od prawie 10 lat. Ja sama chciałabym żyć jak zwykła nastolatka, ale firma to jedyna rzecz jaka została mi po tacie. Nasz rodzinny dom został sprzedany, pamiątek, poza kilkoma zdjęciami nie mam. Firma to tak naprawdę wszystko co tata zostawił po sobie. Chciał zapewnić mi przyszłość. Teraz czas o to walczyć.
Po szkole pojechałam do mojego mieszkania. Miałam mieć dzisiaj dowiezione rzeczy z mojego starego domu. Mieszkanie było praktycznie w pełni umeblowane. Brakowało tylko stołu w salonie, ale na dniach mieli go przywieźć. Łóżko w mojej sypialni było ogromne, ale nie wyobrażałam sobie spać na mniejszym. Kolory ścian też pozostawiały dawały mi taką nieopisaną radość. W salonie dominował kolor ecru, w kuchni czerń ze srebrem, łazienka była błękitna, a moja sypialnia czerwono-beżowa. Podobało mi się to zestawienie kolorów. W końcu to ja mogłam decydować o tym, co robię. To mieszkanie będzie początkiem mojej niezależności. Odcięciem się od wuja.
Wieczorem wróciłam do willi. Chciałam zobaczyć jak idą przygotowania do mojej przeprowadzki. Kiedy weszłam do środka od razu zauważyłam czyjeś buty na przedpokoju. Nie były moje. Podejrzewałam, że do wujka przyjechała jego kobieta. Rozebrałam się i zaczęłam iść do swojego pokoju.
-Dobry wieczór panienko. Podać panience kolację do pokoju?
-Darlo, prosiłam już wiele razy nie mów do mnie panienko. Jestem Sara. Przecież od dłuższego czasu już tak mówiłaś.
-Wuj panienki zabronił zwracać mi się po imieniu. Jest u niego jego narzeczona. Od kilku godzin siedzą w gabinecie i dyskutują nad czymś.
-Dziękuję. Pójdę do wujka. A co do kolacji to dziękuję, nie jestem głodna. Ale mam prośbę. Mogłabyś nalać mi gorącej wody do wanny. Muszę się trochę zrelaksować. I poproszę herbatę. Przepraszam, że tak naraz wszystko, ale coś czuję, że ta rozmowa przyprawi mnie o mdłości.
-Nic nie szkodzi panienko. Kąpiel za chwilę będzie gotowa. Herbatę przyniosę panience do pokoju.
-Darlo... No dobrze. Dziękuję.-powiedziałam i poszłam na górę. Drzwi do gabinetu były zamknięte. Zapukałam i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Wujek i ta kobieta siedzieli na biurku w stosach papierów.
-Wujku. W przyszłym tygodniu wyprowadzam się do nowego mieszkania. W sprawach firmy będzie mnie reprezentował mój prawnik.-powiedziałam. Wujek spojrzał się na mnie i nic nie powiedział. Z kolei ta kobieta zaczęła mi się bacznie przyglądać. Zauważyłam, że jest chyba trochę starsza od wujka, lub była tak zmęczona, że odbiło się to na jej wyglądzie.
-Dzień dobry, nazywam się Sayuri.
-Sara Iregiro. Rozumiem, że chce pani zostać z moim wujkiem sama. Nie będę przeszkadzać. Powiedziałam to, co chciałam.-kobieta wstała z biurka i podeszła do mnie. Miała praktycznie identyczną budowę ciała, była mojego wzrostu.
-Wyglądasz zupełnie jak Hasumo... Jak dwie krople wody.-powiedziała i wyciągnęła rękę w moją stronę. Zamurowało mnie trochę, ale szybko się cofnęłam.
-Znała pani mojego ojca? Jak to możliwe? Nie żyje od prawie 8 lat.
-Miałam okazję go poznać. Dawno temu. Bardzo dawno.
-Aha. Czyli widzę, że to jakaś dłuższa znajomość. No dobrze. Idę. Do widzenia.-powiedziałam. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam.
Weszłam do pokoju i szybko się rozebrałam. Zauważyłam herbatę stojącą na biurku. Wzięłam łyka. Od razu poczułam się lepiej. Zabrałam do łazienki kubek oraz telefon. Kiedy tylko zanurzyłam się w gorącej wodzie, czułam jakby cały stres mnie opuścił. To było cudowne uczucie, którego od jakiegoś czasu mi brakowało. Zamknęłam oczy i delektowałam się chwilą. Jednak długo się tym nie cieszyłam. Zadzwoniła moja komórka. Głośno westchnęłam i wzięłam ją do ręki. Odebrałam nawet nie patrząc na wyświetlacz.
-Sara Iregiro, słucham.
-Cześć.-Gaara... Dziwne, że dzwoni do mnie o tej godzinie.
-Hej. Coś się stało, że dzwonisz o tej godzinie?-zapytałam.
-Nie. Tak tylko chciałem się zapytać co u ciebie. Widziałem dzisiaj twoją kłótnię w wujkiem na korytarzu. Coś poważnego? Wyglądałaś na zdenerwowaną.
-Wujek stwierdził, że chce odebrać mi firmę. A to wszystko co zostało mi po ojcu. Będę musiała walczyć o to w sądzie z ostatnim żyjącym członkiem rodziny.
-To przykre. Bardzo przykre. Słuchaj, dzwonie, bo chciałem się zapytać czy nie masz może ochoty na spacer jutro do parku?
-Bardzo chętnie. Dziękuję za zaproszenie.
-Zgodziłaś się... Jej myślałem, że się nie zgodzisz. No to super. To jutro o 18 przy centrum handlowym.
-Ok. W sobotę mamy korki wiesz o tym. Tylko, że pojedziemy do mojego nowego mieszkania. Jest już urządzone. Wprowadzam się tam na dniach.
-Nie ma problemu. Zobaczę przynajmniej jak się urządziłaś.-uśmiechnęłam się delikatnie i na chwile zapadła głucha cisza.-Dobra, to ja ci nie przeszkadzam. Widzimy się jutro w szkole. W końcu piątek.
-Masz rację, w końcu te kilka dni odpoczynku. Przyda mi się. Z resztą pewnie nam wszystkim. Muszę załatwić adwokata.
-To może jednak nie będę ci...
-Gaara, daj spokój. Spotkanie z tobą uznam za miły początek weekendu. Jutro o 18 przy centrum handlowym. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia-powiedział, a po chwili słyszałam tylko przeciągle beep.
Siedziałam w wannie około pół godziny. Czułam się jak nowo narodzona. Zdecydowanie było mi to potrzebne. Jeszcze fakt spotkania z Gaarą również poprawił mi humor. Ciekawa byłam jak to jest spotkać się z nim od tak, po prostu dla samego pogadania o duperelach. Zero gadania o szkole, o problemach. Przynajmniej miałam nadzieję, że uda dowiedzieć mi się o nim czegoś więcej. Jedyne co wiem do tej pory to to, ze przeprowadził się do Tokio niedawno razem z siostrą, że lubi grać na gitarze, ale również lubi czytać Szekspira. Nie pasowało mi to trochę do niego, ponieważ wydawał mi się takim odosobnionym typem, który chadza własnymi ścieżkami i ma gdzieś innych.
Następnego dnia tylko uśmiechaliśmy się do siebie z Gaarą. Moi znajomi zaczęli puszczać do mnie dziwne teksty na ten temat. Wtedy rozdzwonił się mój telefon.
-Sara Iregiro.-powiedziałam. Jednak nikt nie odpowiedział.-Halo?
-Może rozłączyłaś?-zapytała Hinata. Jednak połączenie nadal trwało. Usłyszałam tylko przeciągły pisk w słuchawce. Odrzuciłam od siebie telefon i złapałam się za ucho.
-Co to było? Co się stało?-zapytał Naruto, który poszedł po mój telefon.
-Nie wiem. Głucha cisza, a później pisk nie do wytrzymania! Moje ucho!-powiedziałam. Zauważyłam, że spora grupa osób na holu się nam przygląda. Naruto podał mi telefon. Sprawdziłam ostatnie połączenie, jednak numer był zastrzeżony.
-Powinnaś zgłosić się na policję. Pamiętasz co stało się ostatnio? Może to znowu ci kolesie?-zapytał Sasuke. Nawet o tym nie pomyślałam! Przez tą całą naukę zupełnie zapomniałam o tym incydencie. Faceci też więcej się nie pojawili.
-Mój numer jest niedostępny dla ludzi spoza mojego grona. W sprawie interesów dzwonią do firmy. Nie wiem co to było. ale przestaje mnie to bawić w jakikolwiek sposób.-powiedziałam i wzięłam swoją torbę z parapetu.
-To od samego początku nie było śmieszne. Gdyby nie to, że nagle pojawił się Gaara ci kolesie na pewno by ci nie odpuścili.
-Ej! Dajcie spokój. W razie co mogę zawsze zadzwonić na policję czy coś. Mój wu...-no tak. Nie mogłam liczyć na pomoc wujka. Odcięłam się od niego, a na domiar złego czeka mnie z nim zapewne walka o prawo do firmy Iregiro.-Sama to załatwię...
Rozległ się dzwonek obwieszczający koniec przerwy. Czekaliśmy na nauczycielkę od biologii. Przyszła chwile spóźniona, a co gorsza trzymała plik kartek niewiadomego pochodzenia. Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca kazała wyciągnąć nam tylko długopisy.
-Zrobię wam kartkówkę z ostatnich trzech lekcji. Proszę o krótkie i konkretne informację. Kiedy wszyscy dostaną kartki liczę 15 minut i koniec pracy.
Kartkówka dotyczyła genetyki. Nie była wcale prosta. Kiedy myślałam nad ostatnim zadaniem usłyszałam wibracje mojej komórki w torbie. Zwróciło to uwagę klasy, ponieważ torba leżała na ziemi.
-Panno Iregiro, proszę natychmiast wyłączyć ten telefon. Znasz zasady.-kiwnęłam tylko głową i zaczęłam szperać w torbie w poszukiwaniu telefonu. Wibracje ustały. Kiedy w końcu wygrzebałam ten nieszczęsny gadżet, okazało się, że mam wiadomość. Odczytałam ją. "Ta koszula, którą wczoraj kupiłaś nie pasuje ci do figury. Poza tym nie siedź przy oknie, bo się przeziębisz..." Znowu nieznany numer. Zaczęłam bacznie rozglądać się po sali. Wszyscy byli pochyleni nad kartkami. Poczułam duży strach. Z resztą... skoczyłam wczoraj na chwilę do centrum sama. Nie spotkałam żadnych znajomych, a nowej koszuli nie miałam na sobie. Poczułam dreszcze na skórze.-Panno Iregiro, dobrze się czujesz? Strasznie pobladłaś.
-Trochę mi słabo...-powiedziałam. Serio zrobiło mi się niedobrze. Ręce trzęsły mi się jak staruszkowi.
-Nie mów, że zdenerwowałaś się kartkówką...-powiedziała. Jednak ja jej nie słuchałam. Musiałam szybko wybiec do łazienki. Żołądek podszedł mi do gardła.
Wbiegłam do toalety jak oparzona. Ze strachu zaczęłam wymiotować. Po chwili usłyszałam za sobą krzyk. Był to głos Sakury.
-Sara! Co się dzieje?-powiedziała. Weszła do mojej kabiny. Całe szczęście żołądek trochę się opanował. Jednak ja nadal się trzęsłam.-O boże...
-Nic mi nie jest. Zaraz dojdę do siebie...-wyszeptałam.
-Co się stało. Rano wszystko było ok. Wyglądałaś jak okaz zdrowia.
-Napisz do kogoś, żeby pilnował mojego telefonu. Ten numer napisał mi sms-a.
-Przestraszyłaś się głupiej wiadomości? Daj spokój to jest...
-Ten numer wiedział, że byłam wczoraj sama w centrum handlowym. Wiedział co tam kupiłam, a co gorsza jak w tym wyglądałam. Napisał również, że mam nie siedzieć przy oknie ponieważ mogę się przeziębić. Sakura, serio zaczynam się bać.-powiedziałam. Żołądek znowu podszedł mi do gardła.
Kiedy rozległ się dzwonek na przerwę ja nadal siedziałam w toalecie z Sakurą. Jednak mój żołądek już nie wariował. Powoli podniosłam się na nogi. Podeszłam do zlewu i zaczęłam płukać usta. Od razu poczułam się lepiej. Kiedy wyszłyśmy z łazienki znajomi naskoczyli na nas.
-Co ci się stało?-zapytała Hinata głosem pełnym troski.
-Ja wiem co się stało. Zdenerwował cię ten sms? Widziałem go. Serio uważam, że powinnaś się zgłosić na policję.-powiedział Sai. W ręku trzymał mój telefon.
-Dziękuję wam za wsparcie. Tak. To mnie zdenerwowało. Miałam nadzieję, że ten incydent się nie powtórzy.
-Wiesz, że policja nie złapała tych typów. Oni wciąż mogą tu gdzieś być.-powiedział Naruto i zaczął się rozglądać po sali.
-Daj spokój Naruto. Tamci kolesie byli za starzy żeby od tak wtopić się w licealistów. Z resztą od prawie miesiąca nic się nie działo.-powiedziała Sakura.
-Psychopaci działają z gotowym planem.-powiedział Naruto.
-Chcesz mi powiedzieć, że zaliczasz się do tego grona?-zapytałam. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
-Nie. Ale jednak dobrze będzie coś zrobić. Tym razem serio może stać ci się krzywda. Może wynajmij ochronę?-zapytał Sasuke
-Słuchajcie, ok. Zgłoszę się na policję. Ale nie ma mowy żeby łaziło za mną kilku osiłków w garniakach i pilnowało mojego tyłka. Sama też umiem o siebie zadbać.
-Myślisz, że w tym wypadku przeprowadzka do swojego własnego mieszkania to dobry pomysł?-zapytała Ino. Zaczęłam się nad tym zastanawiać.
-Hym. W sumie... Nie! Nie ma mowy! Nie zrezygnuję z tego pomysłu. Nie po to urządzam to mieszkanie od prawie takiego czasu. Wszystko jest skończone. No, prawie. Ale planowałam się tam na dniach wprowadzić. Także szykujcie się na imprezę. Bo nie zamierzam wprowadzać się tam bez wcześniejszego opicia tego wydarzenia.
-Czyli mówisz, że impreza?-zapytała się Sakura. Uśmiechnęłam się do niej. W sumie to nie byłby głupi plan. Szykuje się nam powoli zakończenie roku. Mogę chwilę poczekać z przeprowadzką. Albo ewentualnie poczekać z parapetówką do końca roku szkolnego. Wtedy byłyby tak jakby 2 imprezy w jednej.
-To nie jest głupi pomysł co?-zapytałam. Odpowiedziały mi tylko uśmiechnięte buzie moich znajomych, co oznaczało, że w pełni się ze mną zgadzają.
Po lekcjach pojechałam do firmy. Odebrałam dokumenty, poszłam też na chwilę do biura. Wujka nie było. Znowu gdzieś wyjechał. Kiedy zamknęłam za sobą drzwi od gabinetu, poczułam się strasznie dziwnie. Nie dochodziły tu żadne hałasy z zewnątrz. Gabinet znajdował się na samej górze wysokiego budynku. Widok na centrum zapierał dech w piersi. Przejechałam dłonią po gładkim blacie. Wszystko było wypolerowane na błysk. Nawet w podłodze można było dostrzec swoje odbicie. Ja jednak doszłam do wniosku, że oszalałbym w tym miejscu, gdybym miała siedzieć tu po około 10 godzin dziennie. Jednak ta firma to całe życie mojego ojca. Nie ważne gdzie znajduje się jej placówka, jakaś część jego osoby zawsze jest tutaj obecna. Na ścianie na przeciwko biurka znajdowała się duża fotografia mojego wujka, a obok mojego taty. Te jego duże, spokojne błękitne oczy. Uwielbiałam się w nie patrzeć kiedy tata czytał mi bajki na dobranoc. Pomimo tego, że zawsze był zabiegany, starał się znaleźć dla mnie jak najwięcej czasu. Tak samo było tego feralnego dnia kiedy zginął. Śpieszył się do domu, do mnie. Może gdyby...
-Saro, przestań! Obwiniasz się o to często! Pamiętasz nawet waszą ostatnią rozmowę telefoniczną.-szepnęłam pod nosem. Poczułam pieczenie wewnątrz dłoni. Z zadumy nawet nie zauważyłam, że pozaciskałam pięści tak mocno, że wbiłam sobie paznokcie w skórę. Powoli rozprostowałam palce. Rana zaczęła piec.
Dojechałam do domu zmęczona wrażeniami. Tajemniczy numer nie odzywał się jak na razie, więc miałam chwilę spokoju.
-Panienko, ma panienka gościa. Czeka w pokoju panienki.-powiedziała Darla na wejściu.
-Dziękuję Darlo. Mogłabyś zaparzyć mi herbaty? Padam z nóg.-Darla ukłoniła mi się a potem odeszła. Zastanawiałam się kogo mogło do mnie przywiać. Powoli zaczęłam wtaczać się po schodach. Otworzyłam drzwi. Na łóżku siedział Gaara.
-Nie mamy chyba dzisiaj korków? Czy się pomyliłam?-zapytałam. Odłożyłam torbę z książkami na krzesło i zaczęłam grzebać w szafie w poszukiwaniu czegoś wygodniejszego. Zdecydowałam się na legginsy i luźniejszy top.
-No nie. Przyszedłem, bo martwiłem się o ciebie, po tym, co stało się w szkole. Widziałem tylko, że odczytałaś wiadomość i nagle pobladłaś.
-Pamiętasz ten głupi incydent spod szkoły. Wtedy, co tych dwóch kolesi chciało mnie porwać? Mam wrażenie, że to znowu się zaczyna. W wiadomości ten anonim napisał, że kupiłam koszulę nie pasującą do mojej figury. Albo, że mam nie siedzieć przy oknie, bo się przeziębię. Owszem, mam głupie przeczucie, że ciągle ktoś za mną chodzi. Ale czasami zdarza się, że to głupi fotograf szukający sensacji. Po prostu nie czuję się ostatnio bezpiecznie.
-Zgłosiłaś to na policję?-zapytał.
-Nie. Pomimo tego, że obiecałam to Naruto i reszcie. W sumie mogłam...
-Nie ma ale. Przebieraj się w te swoje ciuchy i jedziemy na komisariat.
-Ale...-skarcił mnie wzrokiem. Poczułam się jak małe dziecko...
Wsiedliśmy do samochodu dosłownie chwile później. Nawet nie zdążyłam wypić herbaty zrobionej przez Darlę. Gaara zabrał mi kluczyki i zaczął pędzić w stronę centrum. Przy jego prędkości byliśmy tam w niecałe 15 minut. Trochę się opierałam przed wyjściem z auta.
-A co jeżeli nasłucham się, że jestem przewrażliwiona albo, że gwiazdorze, albo nie wiem co jeszcze?
-Opanuj się i chodź. Oni są po to żeby ci pomóc.-powiedział i złapał mnie za rękę wyciągając przy tym z auta. Nie miałam wyboru. Za chwilę będę zmuszona opowiedzieć wszystko stróżom prawa.
Komentarze
Prześlij komentarz