Rozdział 14

Zjeżdżałam właśnie windą w dół, kiedy rozdzwonił się mój telefon. Odebrałam nie sprawdzając kto to.
-Saro, świetnie poradziłaś sobie dzisiaj w firmie, moje gratulacje. Mamy już umowy ważne przez okres 10 lat. To niesamowite.-uśmiechnęłam się pod nosem. Jak widać nie poszło mi źle.-Mam do ciebie prośbę. Mogłabyś skoczyć do firmy? Ubierz się elegancko. Załatwisz nam ostatni kontrakt dzisiaj. 
-Wujku, chciałam iść na zakupy. Nie mam nic w nowym mieszkaniu...
-Ostatni raz. W tym tygodniu nie mamy już spotkań. Ten kontrakt jest bardzo ważny. Ja nie mogę. Muszę załatwić jakąś ugodę z twoją matką...
-Dobrze. Pojadę...
              Pół godziny później byłam już w firmie. Podeszłam do recepcji, żeby odebrać klucz do gabinetu. Wjechałam windą na ostatnie piętro. Okazało się, że czekał na mnie jakiś mężczyzna. Może z 10 lat starszy ode mnie. Czułam się bardzo niekomfortowo wiedząc, że będę z nim sam na sam. Kiwnęłam niepewnie głową.
-Pan pewnie jest tym umówionym klientem. Zapraszam.-powiedziałam. Otworzyłam  drzwi. Facet wszedł pierwszy. Od razu zajął miejsce gościa. Ja z kolei usiadłam na przeciw niego. 
-Tak, jestem umówionym klientem. Nazywam się Chibi Yokachima. Miło mi poznać.-uderzyło mnie to nazwisko.
-Jesteś... Czy Konou Yokachima to twoja rodzina?-zapytałam niepewnie. Facet się uśmiechnął.
-Konou to mój młodszy brat. Przyjechaliśmy do Tokio robić interesy. Jak widzę nie będziemy sobie do końca obcy. 
-Konou jest w mojej szkole na wymianie uczniów. Miło mi poznać. Sara Iregiro. W czym zatem mamy współpracować?
               Spędziłam z Chibi godzinę. Dał mi stertę papierów do przejrzenia. Powiedział, że jeżeli będą gdzieś luki, to on chętnie posłucha moich uwag na ten temat
                   Postanowiłam, mimo niewygodnego stroju, pojechać na te nieszczęsne zakupy. Zjechałam do podziemnego garażu, zamknęłam drzwi od auta i od razu skierowałam się do ruchomych schodów. Kiedy znalazłam się na poziomie sklepów przeraziła mnie ilość ludzi. Zaczęłam szukać sklepów z artykułami gospodarstwa domowego. Według planu centrum, znajdował się na samej górze. Podeszłam do windy i nacisnęłam 3.  Po chwili znalazłam się przed wielkim szyldem sklepu, który zapraszał do obejrzenia letniej kolekcji pościeli z satyny.                   Przeszłam kilka kroków. Szpilki wydawały charakterystyczny stukot. Na tym piętrze prawie nie było ludzi. Na ławce obok barierek siedziała grupka chłopaków. Kilka witryn sklepowych dalej jakaś kobieta w ciąży kłóciła się z jakimś facetem, prawdopodobnie swoim mężem. Było tam jeszcze kilka sklepów z meblami, sprzętem sportowym oraz  jakimiś rzeczami dla dzieci.  Dopiero po chwili zwróciłam uwagę na sklep, który był mi potrzebny. Znajdował się zaraz obok ruchomych schodów. Ruszyłam w tamtą stronę. Wtedy dopiero zwróciłam uwagę tamtej grupki chłopaków. Nie wyglądało to dobrze. 
-Ej, lala! Szukasz sponsora?!-krzyknął jeden. Zignorowałam go. Potem to samo krzyknął drugi. Olałam ich, po prostu przyszłam na zakupy. Powtarzałam to sobie w duchu. Dopiero kiedy jeden z nich zaszedł mi drogę wystraszyłam się.
-Olej ich. To moi kumple z zespołu.-serce od razu podeszło mi do gardła na dźwięk tego głosu . 
-Gaara. Cóż za niespodzianka. Nie spodziewałam się, że cię tu spotkam.-powiedziałam zgodnie z prawdą.-Przepraszam, ale się śpieszę. Mam jeszcze kilka kartonów do rozpakowania. 
-Więc jednak przeprowadziłaś się na swoje mieszkanie, pomimo grożącego ci niebezpieczeństwa, tak?
-Co cię to interesuje? Ale jeśli musisz wiedzieć, to tak. Wracam ze spotkania w firmie. Stąd ten niezbyt pasujący tu strój...-Gaara chyba dopiero w tamtej chwili zauważył, że rzeczywiście niezbyt pasuje do otoczenia. 
-Mi się tam podoba. Chodź, poznasz moich kumpli. Nie przejmuj się ich docinkami. 
-Ja nie wiem czy to najlepszy pomysł, serio. Lepiej żebym załatwiła tu po prostu swoje sprawy i mogę iść do domu.-jego wzrok stał się tak ostry, że miałam ochotę skulić się i uciec.-Dobrze...
                 Podeszliśmy do jego znajomych. W sumie byli nawet przystojni jak na szybką analizę. Wszyscy przyglądali mi się z głupimi uśmiechami na twarzach. Któryś z nich wypalił.
-Dobrze Gaara. Jak widać Shina musiała ci się już znudzić. W sumie ta jest ładniejsza. Która to już do kolekcji?-zmarszczyłam czoło. Gaarę wcięło.
-Radzę ci się zamknąć...-syknął na niego.
-No co ty Gaara, nie bądź taki sztywny. W końcu z naszej grupy ty jesteś największym amantem. Mówię ci dziewczyno, laski lecą na niego jak  pszczoły do miodu. Nie wiem, co on ma w sobie, ale zwykle co imprezę wraca do domu z jakąś nową sztuką.-powiedział jakiś inny koleś. 
-Serio radzę wam się przymknąć.-wzrok Gaary stał się tak ostry, że gdyby mógł zabijać, na pewno by to zrobił.
-Shina? No cóż... Nazywam się Sara Iregiro. I miło was było poznać.-powiedziałam ozięble. 
-Ta Sara Iregiro? O ja cię! Twój ojciec ma kasy jak lodu. Szczęściara z ciebie. Dobrze Gaara!-krzywo się uśmiechnęłam.
-Nie wiem czy wiesz, ale mój ojciec nie żyje. Jakieś 8 lat temu miał wypadek samochodowy. Opiekuje się mną wujek.-chłopak zrobił głupią minę i spuścił wzrok. 
-Tego nie wiedziałem. Przepraszam...
-Nie masz za co. Na mnie już czas.-powiedziałam. Kiwnęłam głową i szybko zaczęłam kierować się w stronę sklepu, do którego wcześniej miałam wejść. Byłam tak rozwścieczona, że zaczęłam się trząść. 
-Sara! Czekaj!!! Mówiłem ci, że masz się nimi nie przejmować!!!-słyszałam za sobą krzyk. Zignorowałam go jednak. Po chwili poczułam jak coś ciągnie mnie za ramię. 
-Zostaw mnie dupku! Shina tak?! To do niej jechałeś wczoraj? Pytanie na cholerę ci w tym wszystkim ja? Po cholerę mnie całowałeś? Podobała ci się taka zabawa? To lepiej ją skończ, bo chyba źle wyliczyłeś swoje możliwości. Nie bawię się w takie gry. Idź do swoich kumpli. Czekają na ciebie.-syknęłam. Jednak Gaara nie odpuszczał. 
-Co cię interesuje to, co oni mówią?-zapytał. Myślałam, że przewrócę się z wrażenia. 
-Co mnie interesuje? Czuje się jak zabawka po tym, co powiedzieli!!! To mnie interesuje. Gaara, odpuść lepiej. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Za 2 tygodnie mamy zakończenie roku. Nie muszę cię już uczyć. Dzisiejszy test z historii był ostatnim w tym roku. Cześć.-powiedziałam i szybko poszłam przed siebie. Trafiłam na półki z ręcznikami i zaczęłam wybierać takie, które kolorem pasowałyby mi do łazienki. Potem skierowałam się na koce i poszewki. 
            Kiedy wychodziłam ze sklepu miałam wypchane 4 wielkie siatki. Szpilki absolutnie nie pomagały mi w utrzymaniu równowagi. Przelotnie zerknęłam na ławkę. Chłopcy nadal tam siedzieli. Gaara wpatrywał się we mnie świdrującym wzrokiem. Opuściłam głowę żeby nie musieć na niego patrzeć i wtedy wpadłam na kogoś. Wszystkie siatki wypadły mi w ręki. Zaczęłam rozmasowywać czoło. 
-Hej, uważaj jak chodzisz ofiaro!!! Mogłaś zrobić mi krzywdę!-podniosłam wzrok.-Sara?
-Konou? Cóż za miła niespodzianka.-czy ja mam w sobie jakiś magnes, że tak trafiam na chłopaków ze szkoły?! Po chwili podszedł do nas facet, z którym dzisiaj omawiałam umowy-Chibi.
-Jak widać mamy to szczęście, że trafiliśmy na siebie.-Chibi uśmiechnął się do mnie. Podał mi rękę i pomógł wstać. Skorzystałam w jego pomocy. Kiedy już stanęłam na nogi zaczęłam zbierać bałagan. 
-To wy się znacie?-zapytał zdziwiony Konou. 
-Nie wiem, czy wiesz, ale twoja rodzina chce prowadzić interesy z moją firmą. Spotkałam się dzisiaj z Chibi w firmie. Trzeba przyznać, że ma nosa do interesów.-uśmiechnęłam się, a Chibi obdarzył mnie takim spojrzeniem, że myślałam, że się rozpłynę. Poczułam, że na moje policzki wstępuje rumieniec. Konou naburmuszył się, kiedy to zobaczył.
-Pomóc ci z tymi siatkami? I tak miałem zejść do auta, bo zapomniałem torby. Jedziemy w bratem na Hawaje w te wakacje. Musimy kupić deski do surfingu. Może nam potowarzyszysz?-zapytał Konou. 
-Konou, bardzo chętnie, ale mam jeszcze masę pracy. Muszę rozpakować rzeczy, które kupiłam i chciałabym przejrzeć kilka umów z firmy. Mój wujek nie ma na to czasu. Także dziękuję za propozycje, ale nie skorzystam. Może innym razem.
-Kawa?-zapytał z nadzieją w głosie.
-Jutro po szkole. Jeśli masz czas oczywiście.-uśmiechnęłam się. On z resztą też.
-Tak. Oczywiście. To wtedy... To do jutra.-powiedział zakłopotany. 
             Konou nie pomógł mi z siatkami, ale dzięki temu miałam chwilę żeby wszystko sobie przemyśleć. Wpakowałam się w niezłe bagno. W pewnym sensie czułam, że zlitowałam się nad Konou. Fakt, był przystojny, ale jego wzrok nie działał na mnie jakoś specjalnie. Nie miał tego czegoś. 
                Kiedy wróciłam do domu nogi bolały mnie potwornie. Szpilki to jednak nie był zbyt dobry pomysł na zakupy. Rzuciłam siatki na kanapę i sama na niej usiadłam. Ściągnęłam buty z wielką ulgą. Postanowiłam rozpakować dalszą część kartonów. 
             Około 21 dostałam telefon. Była to Sakura. Oddzwoniłam do niej. 
-Cześć! Jak tam na nowym mieszkaniu?-zapytała.
-Rozpakowuje właśnie kartony. Nie wiedziałam, że będzie z tym aż taki problem. Nie mam jeszcze kilku mebli. Mam problem z pochowaniem tego.-powiedziałam zgodnie z prawdą.
-To może jutro po szkole pójdziemy do centrum handlowego i poszukamy razem?
-Chciałabym, ale jutro nie mogę. Umówiłam się już.-powiedziałam.
-Nie mów, że z Gaarą!!!-od jej entuzjazmu prawie ogłuchłam.
-Nie, nie z Gaarą. Umówiłam się z Konou. Wpadliśmy dzisiaj na siebie w centrum handlowym.-powiedziałam. Jednak nie biła ode mnie zbyt wielka radość.
-No co ty?! Z Konou?! Myślałam, że kręcisz z Gaarą.
-No co ty! Mówiłam ci, że tylko go uczę. On ma dziewczynę...-nie wiem dlaczego, ale kiedy to powiedziałam zrobiło mi się jakoś nieprzyjemnie. 
-Dziwne. Wydawało mi się, że jest tobą zainteresowany. Jego sposób zachowania sam to mówił. 
-Co ty Sakura. Mówiłam ci, że nic nas nie łączy. Możemy skończyć ten temat? 
-No dobrze, ale aż nie chce mi się wierzyć, że umówiłaś się z Konou. To takie jakieś... dziwne. Przyszedł do naszej szkoły w piątek. 
-I ma zamiar zostać na ostatni rok. Znam go z poprzedniej szkoły, do której chodziłam. W sumie... nie za dobrze go znam, ale mam teraz szansę. Na dodatek będę prowadzić interesy z jego rodziną. Może dzięki temu jakoś szybciej to pójdzie.
-Żebyś tylko nie wpadła w kłopoty.-skwitowała Sakura. 
                          Następnego dnia w szkole olewałam Gaarę jak tylko mogłam. Udawałam, że nie widzę tego jak patrzy się na mnie, jak próbuje do mnie zagadać. Kiedy siedzieliśmy w sali od historii powiedziałam Hinacie, Ino i chłopakom o tym, że umówiłam się z Konou. Naruto aż usiadł z wrażenia. Powiedział to samo, co wczoraj Sakura: myślał, że umawiam się z Gaarą. Ja z kolei zaprzeczyłam. 
                          Zbliżała się lekcja wychowania fizycznego. Przez tego idiotę i panią dyktator znienawidziłam ten przedmiot dość mocno. Jednak jak się okazało dzisiejsza lekcja okazała się dla nas-dziewczyn dość przyjemna. Miałyśmy aerobik. Na dodatek nie same. Kilka dziewczyn z innej szkoły przyjechało nas odwiedzić. Jedną na pewno skądś kojarzyłam. Wszystkie były wysokie, zgrabne. Można było nabawić się przy nich kompleksów. Myślałam, że są to modelki, ale zaskoczyły mnie. 
-Chodzisz na tańce do naszego studia prawda? Tańczysz z moim chłopakiem.-jak najszybciej starałam się przetworzyć dane w głowie. Rzeczywiście!!! Panna chodziła ze mną na tańce. Tamte dziewczyny to pewnie jej koleżanki. 
-Kojarzę cię. Rzeczywiście.-powiedziałam. 
-Może mały pojedynek? Tak żeby sprawdzić, która z nas jest lepsza.-uniosłam wysoko brwi. Pojedynek? Ta wariatka chciała się bić?-Taneczny pojedynek. Na pewno pamiętasz kilka układów, które tańczyłyśmy na rozgrzewkę. 
-Oszalałaś? Tu jest większość moich znajomych...-laska podeszła do mnie. Była ponad głowę wyższa. 
-Boisz się?-zapytała. W jej oczach dostrzegłam błysk, który ani trochę mi się nie podobał.
-Ja nigdy się nie boję...-powiedziałam.-Puść płytę. Ja muszę się rozgrzać.
                      Po zrobieniu kilku okrążeń i małym rozciąganiu stanęłam obok dziewczyny. Moje koleżanki razem z nauczycielką przyglądały się nam z dużą ciekawością. Laska dała znać swojej koleżance, wtedy tamta puściła muzykę. Bardzo głośno. Zwróciło to uwagę chłopców, którzy grali w piłkę nożną. Jednak nie miałam czasu zastanawiać się co się stało, ponieważ musiałam zacząć tańczyć. 
            Choreografia ociekała seksem. To było dla mnie dość krępujące, ponieważ wyginałam się tak tylko na sali tanecznej. Tutaj przyglądała mi się cała moja klasa plus uczniowie, którzy razem z nami mieli zajęcia.  W pewnym momencie układu musiałyśmy zbliżyć się do siebie na bardzo małą odległość. Wykonywałyśmy różne dziwne akrobacje z naszymi ciałami. Wyginałyśmy się we wszystkie strony. Kiedy muzyka ucichła obie zbliżyłyśmy się do siebie i zbliżyłyśmy do siebie twarze. Twarz mojej rywalki pokazywała wściekłość. Ja z kolei uśmiechnęłam się do niej kpiąco. Dzięki gimnastyce artystycznej potrafiłam jednak trochę więcej.
-Brawo dziewczęta!!! Pierwszy raz widziałam coś takiego. To zacięcie w waszych oczach! Saro, mogłabyś przygotować ze swoimi koleżankami jakiś układ na koniec roku. Z tego co wiem wystawiane jest przedstawienie, więc mogłybyście mieć swoje 5 minut.-dopiero głos nauczycielki wyrwał mnie z zamyślenia. Zwróciłam uwagę na to, że wszyscy, dosłownie wszyscy mieli buzie rozdziawione do samej ziemi. 
-Wie pani co, myślę, że to nie jest najlepszy pomysł. W sumie ja staram się unikać tego typu rzeczy...-powiedziałam zakłopotana. W jeszcze większe zakłopotanie wpędził mnie fakt, że zauważyłam Gaarę na trybunach. Jego wzrok wyrażał więcej niż tysiąc słów. Czułam się jakby rozebrał mnie samym spojrzeniem. Oblałam się rumieńcem i opuściłam wzrok. 
-Nie ma dyskusji. Do końca przyszłego tygodnia wybierz sobie 4 koleżanki, które chciałabyś mieć w składzie. Wymyślcie układ i pokażcie mi go. Nie słyszę tu odmowy.- byłam przerażona tym, co się stało. Zupełnie inaczej czułam się ze świadomością, że tańczę na sali wśród innych ludzi, którzy to robią, a zupełnie inaczej prezentował się fakt, że zobaczy mnie cała moja klasa... cała moja szkoła!!! Miałam ochotę uciekać w popłochu. 
              Po skończonej lekcji poleciałam do szatni się przebrać. Nadal czułam się zażenowana tym, co zrobiłam. Po mnie do szatni wleciała cała reszta dziewcząt z klasy. 
-Saro, to było super! Nie widziałam, że tak potrafisz.-Ino gapiła się na mnie, jakby widziała mnie pierwszy raz w życiu.
-Potrafię. Tylko, że nie chwalę się tym w żaden sposób. Byłam głupia, że tak dałam się podejść. Teraz ta tyranka nie odpuści mi w żaden sposób.-jęknęłam żałośnie. 
                        Kiedy zadzwonił dzwonek obwieszczający koniec lekcji  czekałam na Konou pod szkołą. Przyszedł. Był cały rozpromieniony. 
-No to co? Gotowa na spotkanie?-uśmiechnęłam się do niego.
-Pewnie! Co proponujesz?-zapytałam.
-Nie znam Tokio za dobrze, ale wydaje mi się, że wczoraj w tym centrum handlowym była taka jedna miła knajpka, gdzie moglibyśmy usiąść sobie i porozmawiać, co ty na to?-kątem oka dostrzegłam Gaarę, który miał nieziemskie wkurzenie na twarzy. Poczułam dość przyjemne uczucie, że mogę mu utrzeć nosa. 
-Tak, pewnie. Chodźmy. Już nie mogę się doczekać!
                  Zajechaliśmy pod centrum handlowe. Konou jak przystało na gentlemana otworzył mi drzwi od auta. Później odsunął, i przysunął mi krzesło w kawiarni. Młoda dziewczyna przyjęła od nas zamówienie. Po chwili na naszym stole wylądowała jedna mrożona kawa i jedno espresso. 
                Przy Konou czułam się bardzo swobodnie. Był świetnym kumplem do rozmowy. Na dodatek widziałam, że podoba mu się spędzanie ze mną czasu. Spędziliśmy w knajpce przynajmniej 3 godziny. Jako że wiedziałam, że będziemy się poruszać jego autem, do szkoły poszłam spacerkiem. Nie miałam daleko.
-Odwiozę cię.-powiedział. Ja jednak poczułam, że lepiej żeby na razie nie wiedział gdzie obecnie mieszkam.
-Dziękuję Konou. Obiecałam jednak koleżance, że przyjdę do niej po naszym spotkaniu. Wiesz... Chciała wszystko wiedzieć.-uśmiechnęłam  się do niego. 
-To może chociaż odwiozę cię do niej.-pokiwałam głową na nie. Konou zrobił zawiedzioną minę... Nie chciałam żeby wiedział, że muszę iść do Temari. Chciałam zapytać, czy zgodzi się na tańczenie w tym głupim przedstawieniu.
                    Kiedy zaszłam pod ich blok czułam się dość swobodnie. Zadzwoniłam domofonem, a ktoś po drugiej stronie nie pytając o to kim jestem, otworzył mi. Weszłam na 3 piętro. Zapukałam. Drzwi otworzył jakiś chłopak. Chwilę zajęło mi zanim zrozumiałam skąd go znam. Był jednym z kolegów Gaary. Głupio się do mnie uśmiechnął.
-Proszę, proszę. Któż to tu do nas zawitał. Gaara! Masz gościa!-krzyknął. Usłyszałam kroki wewnątrz mieszkania. Po chwili chłopak, który mi otworzył wycofał się, a jego miejsce zajął Gaara. 
-Przyszłam do Temari.
-Temari jest w sklepie. Wróci pewnie za jakąś chwilę.-powiedział. Jego wzrok był tak strasznie świdrujący, ze nie miałam pojęcia gdzie podziać oczy. 
-Ok. To ja wtedy przyjdę jutro.-powiedziałam. Zaczęłam się odwracać na pięcie.
-Poczekaj na nią w jej pokoju.-powiedział. Odwróciłam się do niego, spojrzałam pytająco.-Temari zaraz wróci. Skoro już się pofatygowałaś, to przecież cię nie wyrzucę. Wchodź.
                  Chłopcy mieli imprezę. Jakimś cudem udało im się zdobyć alkohol. Mieli również papierosy. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak długo nie miałam nikotyny w żyłach. Przez chwilę rozglądałam się z ciekawością. Pomimo tego, że znałam to mieszkanie. 
-Wcięło cię. Pokój Temari jest...-nie słuchałam go. Olśniło mnie, że w torbie mam schowanych kilka papierosów. Ściągnęłam ją z ramienia, postawiłam na blacie i zaczęłam w popłochu przeszukiwać. Znalazłam. Były schowane w papierośnicy, która kiedyś podebrałam wujkowi. Szybko wyciągnęłam jednego, a potem wsadziłam do ust. Na blacie namierzyłam pudełko zapałek. Chwyciłam je, a potem sprawnie odpaliłam papierosa. Kiedy poczułam dym w płucach, czułam się błogo. Jakby nagle cały stres ze mnie odpłynął. Przymknęłam powieki dla lepszego skupienia się na tym uczuciu. -Nie wiedziałem, że palisz. Miałem cię za grzeczną dziewczynkę.
-Nie jestem grzeczna. Nigdy nie byłam.-powiedziałam. Spojrzałam się na niego dość wyzywająco. Widziałam tylko, że uśmiechnął się pod nosem.
-Ten taniec dzisiaj w szkole na pewno nie był grzeczny.
-Zapomnij o tym. Nigdy więcej nie zobaczysz czegoś takiego.-powiedziałam. Bardzo głęboko zaciągnęłam się papierosem.
-Nie zdziw się.-powiedział. Usiadł bliżej mnie. Wtedy dobiegł do mnie odgłos przekręcania klucza w zamku. Odwróciłam się. Temari weszła obładowana siatkami z zakupami. 
-Hej Gaara! Już wróciłam! Przepraszam, że tak późno, ale coś mnie... O, hej Saro! Co cię tu sprowadza?!
-Mam do ciebie sprawę.-powiedziałam


-Chodź do mojego pokoju. Tylko zaczekaj, nastawię wodę na herbatę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8