Rozdział 13
Fizyka
to zdecydowanie najdziwniejszy przedmiot! Próbowałam zrozumieć jakiś dziwny
wzór, który nauczyciel zapisał na tablicy, ale dość kiepsko mi to szło. Z
wielką nadzieją spojrzałam na zegarek, który wisiał nad drzwiami. Do dzwonka
zostało jeszcze ponad 10 min! Co za katorga!!! Uczenie fizyki powinno być
zabronione!!!
-Więc,
aby dobrze przekształcić wzór należy najpierw podzielić...-do sali wszedł
Kakashi.
-Przepraszam,
że przerywam. Saro, weź proszę swoje rzeczy i chodź ze mną do gabinetu
dyrektorki. Przepiszesz lekcje od koleżanki.-jego ton głosu zdziwił mnie.
Zmarszczyłam czoło.
-Co
tym razem? Nic nie nabroiłam...-powiedziałam zrezygnowana. Zaczęłam pakować
zeszyty i książki do torby.
-Można
powiedzieć, że to sprawy rodzinne. Twój wujek czeka w gabinecie.-zabrakło mi
tchu. Poczułam przypływ złości. Nie pytając o więcej zerwałam się z miejsca i w
kilku susach pokonałam schody dzielące mnie do wyjścia.
-Do
widzenia.-powiedziałam.
Kakashi ledwo nadążał za moim tempem.
Otworzyłam drzwi do sekretariatu, a później od razu skierowałam się pod drzwi
dyrektorki. Weszłam bez pukania.
-Dzień
dobry.-powiedziałam. Tsunade i wujek nie byli specjalnie zaskoczeni.
-Witaj
Saro. Chciałbym ci coś powiedzieć. Coś bardzo ważnego.-powiedział mój wujek.
Był zmęczony, jego twarz dobitnie to zdradzała.
-O
co chodzi?-zapytałam. Powoli podeszłam do krzesła obok wujka.
-Chodzi
o twoją matkę.-zrobiło mi się słabo.
Lekcje dawno się skończyły.
Spędziłam w gabinecie Tsunade ponad 2 godziny. Wujek skrzętnie tłumaczył
wszystko tak, żebyśmy we dwie mogły coś zrozumieć.
"Chodzi o twoją matkę..."
Te słowa odbijały się w mojej głowie
jak jakieś pieprzone echo! Usiadłam na parapecie i tępo zaczęłam patrzeć się
przez okno. Łzy same zaczęły spływać mi po policzkach.
-Za
co...-szepnęłam sama do siebie i spuściłam głowę. Zaczęłam cicho
szlochać.
-Coś
się stało?-podskoczyłam. Spojrzałam się w stronę głosu.
-Jakim
cudem zawsze znajdujesz się przy mnie wtedy, kiedy mam doła, kiedy potrzebuję
pomocy, albo nie wiem co jeszcze? Śledzisz mnie?!-krzyknęłam wściekła. Jak
zwykle był to Gaara.
-Hej,
wyluzuj! Byłem na próbie zespołu. Tsunade udostępniła mi salę muzyczną gdzie
razem z kumplami mogę ćwiczyć piosenki.-wybronił się. Jednak ja nie miałam
ochoty go słuchać. Z opuszczoną głową zeskoczyłam z parapetu, porwałam z niego
torbę i zaczęłam, jak najszybciej potrafiłam, iść w stronę głównego wyjścia.
Jednak Gaara nie odpuścił. Zaczął iść za mną.
Jak wariatka przez całą drogę starałam
się znaleźć w torbie kluczyki do auta. Jednak jak na złość nie mogłam ich
zlokalizować. Zaczęłam głośno kląć. Kiedy byłam już przy aucie, a kluczy dalej
nie miałam w ręku, uderzyłam w drzwi kierowcy. Włączył się alarm. Oparłam się
plecami o drzwi i powoli zaczęłam po nich zjeżdżać. Znowu się popłakałam.
Otrzeźwiałam dopiero kiedy usłyszałam brzdękanie przy uchu. Gaara
wygrzebał mi z torebki kluczyki. Przetarłam oczy, co zapewne doprowadziło do
rozmazania się resztek tuszu, a potem wzięłam je z jego reki.
-Dziękuję.-szepnęłam.
-Myślę,
że będzie lepiej jeżeli cię odwiozę. Nie jesteś w najlepszej kondycji...
-Masz
rację. Ale będziesz miał potem szmat drogi do domu...
-I
tak idę w jeszcze jedno miejsce. Wsiadaj.-poszłam na stronę pasażera.
Kiedy zajechaliśmy pod mój dom było ciemno.
Służba miała dzisiaj wychodne. Stwierdziłam, że dla mnie lepiej. Przynajmniej
będę mogła ogarnąć syf, który mam w głowie. Wujek pewnie siedział w
firmie.
-Na
pewno nie chcesz pogadać? Widzę, że...
-Co
mam ci powiedzieć?! Że moja mamusia nagle sobie przypomniała o tym, że ma
córkę, a twój wujek od dłuższego czasu to przed tobą ukrywa?! Gdzie tu
sens?!-krzyknęłam. Byłam cholernie zmęczona. Znowu zachciało mi się
płakać.
-Więc
to dlatego jesteś w takim humorze.
-Jesteś
bardzo odkrywczy...-syknęłam.- Powinnam już iść do domu. I tak sam mówiłeś, że
idziesz gdzieś jeszcze, więc lepiej się nie ociągaj... Dziękuję za
podwiezienie.-trzasnęłam drzwiami, Gaara wyszedł za mną.
-O
nie! Nie dam sobą tak pogrywać!!!-krzyknął. Dość boleśnie złapał mnie za ramię.
Syknęłam z bólu.-To, że jesteś rozkapryszoną divą ani trochę mnie nie obchodzi!
Nie pozwolę się tak traktować!
-Uspokój
się idioto!-próbowałam wyrwać mu się. Szarpnął mną tak, że znalazłam się z nim
oko w oko.-Jesteś za blisko.
-Ja
wcale tak nie uważam.-powiedział. Przysunął się jeszcze bliżej. Ja z kolei
Zaczęłam się cofać pod drzwi. W końcu za plecami poczułam ścianę.-Ostatnim
razem twoja służąca coś nam przerwała. Zamierzam to teraz dokończyć.
Gaara naparł na mnie całym ciałem, a potem
przyciągnął moją twarz do swojej. Cicho westchnęłam kiedy nasze usta się
złączyły. Poczułam dziwnie przyjemne szarpnięcie w dole brzucha.
-Uciekam.
Do zobaczenia w szkole.-Gaara szepnął mi przy uchu i po chwili już go nie było.
Leżałam na łóżku ze słuchawkami na
uszach. Krew nadal szybciej krążyła mi w żyłach. Kiedy zamykałam oczy raz po
raz pojawiał mi się przed nimi obraz wujka, który z miną zbitego psa
przepraszał mnie, że tak to wszystko się potoczyło, że chciał mi o tym
powiedzieć w inny sposób, ale zaczęło się psuć między nami. Zerwałam się do
pozycji siedzącej i mocno potrząsnęłam głową. Wstałam, podeszłam do szafy.
Wyciągnęłam z niej najpierw walizki, które rzuciłam na podłogę i otworzyłam, a
potem zaczęłam wrzucać do nich wszystko jak leci. Nie zostanę w tym domu ani
minuty dłużej. To wszystko zabrnęło za daleko. Mam już klucze do nowego
mieszkania. Tak naprawdę wszystko jest urządzone, wystarczy tylko kupić kilka
rzeczy. Miałam gdzieś, że kilku popaprańców chce mnie porwać. Sama najchętniej
bym to zrobiła, gdybym miała zostać w tym całym syfie. Ściągałam rzeczy z
wieszaków, zwijałam je z kłębek, a potem wrzucałam do walizki. Miałam gdzieś,
że wszystko się pogniecie.
Kiedy skończyło mi się miejsce
w walizach, poszłam do pokoju wujka i wzięłam jego. Były trochę większe od
moich. Wróciłam do pokoju i dokończyłam pakowanie się.
Zniosłam wszystko na dół, a potem nosiłam po
jednej walizce do auta. Kiedy pakowałam ostatnią prawie padłam na zawał,
ponieważ w amoku tego wszystkiego nie zauważyłam, że po bramą stała Sakura.
Dopiero kiedy się odezwała zwróciłam na nią uwagę.
-Co
ty robisz?-podskoczyłam, serce zaczęło mi szybciej bić.
-Nie
widać? Pakuję się.
-Raczej
wyprowadzasz... Co się stało w szkole? Nie wyszłaś po dzwonku ze szkoły.
-Siedziałam
w gabinecie Tsunade jakieś 2 godziny. Wujek chciał mnie uprzejmie poinformować,
że moja kochana mamusia sobie o mnie przypomniała.-podeszłam do bramy i
otworzyłam Sakurze. Pomogła mi pakować ostatnie walizki do auta.
-Co
teraz zrobisz? Wiesz? Z mamą, gdzie pojedziesz i w ogóle?
-Nie
chce jej znać. Ona nie chciała przez całe moje życie. Miałam tylko ojca i
wujka. Matka mi nie potrzebna. Chce zamieszkać w nowym mieszkaniu. To nic, że
nie ma jeszcze kilku rzeczy, ale kupię je jutro albo pojutrze. Sakura... nie
mogę tu zostać. Oszaleję, jeśli to zrobię.
-Ale
przecież jesteś w niebezpieczeństwie. Wiesz, że to, że od kilku tygodni ci
kolesie się nie pojawili, to nie znaczy, że jeszcze się nie pojawią.-jej
spojrzenie było zatroskane.
-Wiem.
Ale trudno. Mieszkanie jest na chronionym osiedlu.
-To
nie wystarczy.
-Sakura,
przestań, proszę. Nie mam żadnej rodziny, u której mogłabym się zatrzymać. To
mieszkanie to moja jedyna opcja.
-W
razie czego, pisz do nas. Jakby tylko zaczęło dziać się coś dziwnego.
-Nie
bój się. Będziemy widzieć się w szkole i w ogóle. Nie wyjeżdżam na
Kamczatkę.-zaśmiałyśmy się.
-Po
prostu po tych wszystkich wydarzeniach myślę, że powinnaś na siebie
uważać.
-Spokojnie,
nic mi nie będzie. Widzimy się jutro w szkole. Dziękuję za pomoc.-mocno się
przytuliłyśmy. Sakura poszła do siebie do domu. Ja na chwilę wróciłam do
pokoju, żeby sprawdzić, czy mam wszystko.
Kiedy zajechałam pod swoje mieszkanie i zaczęłam
wyładowywać walizki z auta przeszły mnie dziwne ciarki. Zrozumiałam, że moje
dotychczasowe życie nie wróci. Wszystko zrobiło zwrot o 180 stopni.
Wtachałam walizki do mieszkania. Zapaliłam światło.
Na środku pokoju stało pełno kartonów, które zostały przewiezione z domu tutaj.
Znajdowały się w nich moje książki, jakieś duperele, albumy ze zdjęciami.
Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 18. Stwierdziłam, że powinnam dzisiaj
rozpakować chociaż część tych rzeczy, ponieważ później będzie mi się ciężko za
to zabrać. Zaczęłam od ubrań. Skierowałam kroki do sypialni, obok której
urządziłam sobie małą garderobę. Otworzyłam szafę, a potem pierwszą walizkę.
Dość szybko sobie ze wszystkim poradziłam. Równie szybko rozpakowałam pozostałe
walizki. Największym problemem okazały się jednak pudła, które stały w salonie.
Dla wszystkiego musiałam szukać miejsca. Brak kilku mebli uniemożliwił mi na
przykład pochowanie papierów dotyczących firmy. Kiedy ogarnęłam gdzieś 1/4 tego
wszystkiego zegarek pokazywał 23. Stwierdziłam, że nie mam siły na dalsze prace
i postanowiłam położyć się spać.
Budzik jak zwykle zadzwonił o
6. Poszłam pod prysznic. Nadal dość dziwnie czułam się, kiedy doznawałam
olśnienia, że mieszkam zupełnie sama. Około 7 byłam już gotowa. Normalnie za
jakieś 15-20 minut wychodziłabym z domu, ale mieszkając tutaj do
szkoły miałam niecałe 20 minut. Spokojnie rozejrzałam się po mieszkaniu. Wtedy
zadzwoniła moja komórka. Jak wariatka pobiegłam do sypialni żeby odebrać.
-Saro,
to ja Hikary. Mamy problemy w firmie. Naprawdę. Mogłabyś poprowadzić spotkanie
biznesowe? Nie dam rady bez twojej pomocy?-głos wujka był przemęczony.
Zastanawiałam się czy aby nie spędził całej nocy w firmie. Na początku bardzo
się wahałam, ale po chwili przytaknęłam.
-Dobrze.
Za pół godziny będę w firmie.
-Ubierz
się odpowiednio.-skrzywiłam się na tę uwagę. Od razu skierowałam kroki do
garderoby.
-Dobrze
wujku. Mam zabrać coś ze sobą?-wyciągnęłam czarną koszulę z
koronkowymi rękawami, do tego czarne rurki. Postanowiłam ubrać na to
czerwoną marynarkę z rękawami 3/4 i czerwone szpilki. Te buty weszły mi już
chyba w nawyk.
-Wszystkie
dokumenty masz na biurku. Do komputera masz podpiętą pamięć zewnętrzną z nowym
arkuszem umów i pokazem slajdów. Ogarnij to najszybciej jak się da. Nie masz za
dużo czasu. Spotkanie powinno zakończyć się około godziny 11. Później możesz
wrócić do szkoły. Dziękuję ci za pomoc.-powiedział i rozłączył się.
Około 7:45 byłam pod
firmą. Od razu skierowałam się do windy i pojechałam do gabinetu. Wujek nie
kłamał. Przed wejściem zebrała się już spora grupa ludzi. Wszyscy byli w
średnim wieku. Jednak jedna osoba przykuła moją uwagę. Tą blond czuprynę poznam
chyba wszędzie.
-Naruto!
Co ty tu robisz?-zapytałam. Naruto przez chwilę lustrował mnie wzrokiem.
-Zostałem
o to poproszony... Normalnie siedziałbym już w szkole.
-Widzę,
że nie tylko mnie wujek sterroryzował...
Wszyscy weszli na salę.
Zasłoniłam rolety i uruchomiłam komputer. Rzutnik włączył Naruto. Dopiero teraz
zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia o czym ten pokaz jest. Szybko rzuciłam
na niego okiem. Skojarzyłam, że to właśnie w sprawie tego wszystkiego
podpisywałam ostatnie umowy.
-No
więc jak panowie zapewne wiedzą moja firma od (...)-zaczęłam dość pewnie.
Około 10:45 wszystko
domknęłam na ostatni guzik. Klienci zadowoleni i z uśmiechami na twarzach
ściskali mi dłoń. Chyba dość dobrze poradziłam sobie jak na 1 raz. Został ze
mną tylko Naruto.
-Wow!
Świetnie. Panowie byli tobą zauroczeni. To chyba ta czerwień tak na nich
działa.
-Naruto,
przestań świrować!-zaśmiałam się. Zaczęłam wyłączać sprzęt. Wtedy rozdzwonił
się mój telefon. Myślałam, że to wujek. Jednak okazało się, że to Hinata.
-Kakashi
jest wściekły, że cię nie ma! Na Naruto też. Wracajcie do szkoły! Na następnej
lekcji mamy klasówkę, od której zależy ten rok.
-Dobrze.
Zaraz będziemy...-powiedziałam i rozłączyłam się. Naruto wiedział o co chodzi.
Wpadliśmy do szkoły chwilę po
dzwonku. Wyglądaliśmy śmiesznie. Naruto był ubrany w ciemne jeansy i czarną
koszulę. Marynarkę zostawił w samochodzie. Ja z kolei nie wpadłam na tak
genialny plan. Miałam nadzieję, że Kakashi choć chwilę się spóźni. Miał to w
końcu w zwyczaju, ale jak widać nie tym razem. Hol był pusty. Z przerażeniem
spojrzałam na Blondyna.
-Ty
wchodzisz pierwsza! On bardziej cie lubi.-spiorunowałam go wzrokiem, jednak po
chwili to ja stałam przy klamce modląc się w duchu, aby nie przerwać mu
jakiegoś ważnego monologu. Nacisnęłam klamkę i weszłam.
-Przepraszamy
za spóźnienie...-jednak nieźle się zdziwiłam kiedy zamiast Kakashiego
dostrzegłam mojego kolegę, Konou z wymiany, przy biurku, miał w ręku jakieś
papiery. Kakashi grzebał coś w kantorku z tyłu sali. Pociągnęłam Naruto za
rękę. W biegu ściągałam z siebie szpilki aby nie robić hałasu. Kiedy dotarłam
na miejsce jednym ruchem ściągnęłam również marynarkę. Czerwony za
bardzo rzucał się w oczy. W tym samym momencie Kakashi wyszedł z kantorka.
Podał coś Konou, potem zaczął rozdawać klasie testy. Kiedy mnie zobaczył
uniósł na chwilę brwi, jakby pytał co ja tu robię, jednak po chwili poszedł w
końcu dalej.
Po skończonym teście
wszyscy wyszliśmy na dwór. Razem z Naruto nieźle rzucaliśmy się w oczy. Ja
szczególnie. Czułam się dziwacznie, kiedy większość chłopaków wpatrywała się we
mnie wzrokiem w stylu "Najchętniej bym się zerżnął."
-Zwracasz
na siebie uwagę.-zaśmiała się Hinata.
-Wiem.
Wcale mnie to nie cieszy... Czekaj!!!-zerwałam się na równe nogi. Wypatrzyłam
tego, kogo chciałam. Podeszłam do Shikamaru.-Macie dzisiaj wf?
-Nie.
Nauczyciel chory. Mi to na rękę.
-Dasz
mi swoją koszulkę? Jutro ci ją oddam, obiecuję!-Shikamaru poszedł do szkoły, a
po chwili wrócił ze swoim T-shirtem.Narzuciłam do przez głowę, ściągnęłam z
siebie czarną koszulę, i luźno puściłam włosy. Koszulka była trochę za duża,
więc z boku związałam supeł.
-Mogłabyś
robić jako modelka.-stwierdziła Ino. Spojrzałam się na nią z politowaniem
w oczach. Rozbrzmiał dzwonek. Wszyscy jak na rozkaz zaczęli z powrotem
kierować się do budynku. Następną lekcją była chemia. A to oznaczało, że siedzę
z Gaarą. Nauczycielka jak tylko weszłam do sali od razu mnie zlustrowała. Kiedy
wszyscy zajęli miejsca zapadła głucha cisza.
-Panna
Iregiro nie zna się chyba na przepisach tej szkoły. Nie wiesz, że obowiązuje
cię mundurek?-spojrzałam się na nią jak na kosmitkę. Naruto również nie był
umundurowany, a na jego temat nawet słowa nie powiedziała.
-Owszem,
wiem.-odpowiedziałam krótko.
-Więc
wiesz, co należy zrobić w takiej sytuacji?
-Mam
zrobić striptiz przed całą klasą?-wszyscy zaczęli się śmiać. Chłopcy gwizdali i
bili brawo. Kobieta zrobiła się purpurowa na twarzy.
-Dość
tego! Do odpowiedzi.-wstałam. Materiał z ostatniej lekcji miałam opanowany.
Były to wiązania. Musiałam ich trochę porobić żeby skumać, ale nie było to
trudne. Żeby bardziej ją wkurzyć zaczęłam dość kusząco kręcić biodrami. Żadna
stara panna nie będzie się na mnie wyżywać! Kiedy stanęłam przed tablicą kazała
robić mi wiązania jak z kosmosu. Musiałam chwilę się wysilać żeby dość szybko i
sprawnie mi to szło. Jednak nie mogła mi nic zarzucić. Widać, że to ją
wkurzyło. Po wszystkich zadaniach kazała mi jeszcze odpowiadać z teorii. To
również zdałam bezbłędnie.-Nie mogę wstawić ci nic innego jak 5. Umiesz.
-Dziękuję.-powiedziałam
ozięble i skierowałam się do ławki. Gaara patrzył się na mnie w tak dziwny
sposób, że aż ciarki przeszły mnie po plecach. Kiedy usiadłam poczułam, jak kładzie
mi swoją dłoń na udzie. Cała się spięłam. Poczułam jak po ciele rozchodzi mi
się przyjemne ciepło. Gdy spojrzałam na zegarek, wcięło mnie. Ten głupi
babsztyl odpytywał mnie ponad 30 minut i tylko po to żeby samą siebie wkurzyć.
Wymyślała mi tak trudne wiązania, a ja i tak je umiałam. To chyba doprowadziło
ją do szewskiej pasji.
Po skończonych lekcjach wyszliśmy na schody
przed szkołą. Pogoda była piękna.
-Saro,
możesz mnie też zabrać? Jedziemy do Sakury...
-Ja
już nie mieszkam w domu. Ale mogę was odwieźć. Muszę na chwilę wejść do
domu.
Kiedy w końcu wróciłam do mieszkania
przebrałam się od razu w legginsy i dłuższy sweter. Musiałam iść na zakupy. Nie
miałam w domu za dużo jedzenia, ręczników też od biedy jakby nie patrzeć. Wzięłam
portfel z torebki, nałożyłam trampki na nogi i wyszłam.
Komentarze
Prześlij komentarz