Rozdział 18
-Nie... nie wierzę...-szepnęłam. Nadal intensywnie
wpatrywałam się w uśmiech mężczyzny, który stał przede mną.
-Nie cieszysz się, że mnie widzisz? Ostatnio nie miałaś
co do tego okazji.
-Ch... Chibi?! O co do jasnej cholery chodzi?!-zapytałam.
Zaczęłam rzucać się na krześle. Więzy boleśnie wbijały mi się w nadgarstki.
-Tak, Chibi. Dziwi cię to?-Chibi?! Brat chłopaka, z
którym aktualnie się spotykam!!! Na dodatek moja firma prowadzi z nim
interesy!!! Do jasnej cholery kto mnie wkręcił w tą ukrytą kamerę?!
-A nie?! Razem z Konou serio udało wam się mnie wkręcić,
ale to nie jest śmieszne! Ten żart...
-To nie jest żart!!!-ryknął na mnie. Dopiero teraz
poczułam, że zaczynam się powoli bać.
-O co w tym wszystkim chodzi?-zapytałam. Miałam mętlik w
głowie.
-O co w tym chodzi? Kochany Hikary ci nie powiedział?-Chibi
prychnął pod nosem.
-Nie powiedział mi czego?-zapytałam. Nie byłam już tak
pewna siebie jak przed chwilą.
-Zapewne wiesz o tym, że parę lat temu pewna firma, która
zawarła z wami umowy, okradała was na grube pieniądze. Szefa tej firmy wtrącono
na 10 lat do więzienia.-próbowałam szybko przeanalizować jego słowa.
-Tak. Było coś takiego, rzeczywiście. Tylko co do tego ma
mój wujek? I co najważniejsze... Co ja mam do tego do cholery?! Byłam jeszcze
gówniarą, kiedy to się stało!!!-krzyknęłam. Dostałam siarczystego liścia w
policzek.
-Co masz z tym wspólnego?! Co twój nic niewarty wujek
ma?! Chcesz się dowiedzieć? Dobrze. Otóż to, że firma twojego ojca spowodowała,
że ojciec mój i Konou siedzi teraz w więzieniu! Przez twoją rodzinę rozpadła
się nasza! Chcemy zadość uczynienia.
-T... twój ojciec to ten złodziej?-dostałam kolejnego
liścia. Tym razem mocniejszego. Policzek piekł i nieprzyjemnie pulsował.
-Nie nazywaj go tak!!! Mój ojciec potrzebował tych
pieniędzy. Chciał je oddać, kiedy tylko sytuacja naszej firmy by się
poprawiła!!!-jak widać Chibi ślepo wierzył, że jego ojciec był niewinny.
-Kto ci to powiedział?-zapytałam. Od jego uderzeń, znowu
bardzo rozbolała mnie głowa.
-Mój tata. Mój własny ojciec powiedział mi to.
-Czy gdyby ci powiedział, że jest bogiem z góry olimp, to
też byś uwierzył? Gdyby twój ojciec naprawdę potrzebował tych pieniędzy, to mój
wujek pożyczyłby mu je. Jednak twój ojciec wgrywał w oprogramowanie naszej
firmy wirusy, które bardzo ładnie okradały konta bankowe na dość duże sumy.
Firma straciła kilka milionów.-powiedziałam.
-Nie kłam! Twój wujek jest taki sam, jak twój ojciec i
ty! Iregiro... Plaga dzisiejszego Japońskiego rynku. Nie mija godzina jak na
wasze konto bankowe wpływa kilkaset tysięcy dolarów. Mój ojciec miał pecha.
Wszedł na rynek, udało mu się dojść do pewnej pozycji. Jednak nie udało mu się
utrzymać na niej długo. Firma miała poważne problemy finansowe. Wasze pieniądze
były nam potrzebne.
-Mogliście o nie poprosić! Twój ojciec dostał to, na co
zasłużył!-krzyknęłam. Chibi pociągnął mnie za włosy.
-Zamknij się!-znowu chciał mnie uderzyć. Jednak w
drzwiach usłyszałam ten znajomy głos. Jak się okazało był to mój chłopak. Teraz
już na pewno były chłopak.
-Zostaw ją.-jego ton był władczy. Chibi od razu puścił
moje włosy.
-Tak jest, bracie.-nie mogłam uwierzyć w to, co widzę.
Młodszy brat dyrygował starszemu. A to niespodzianka.
-Zostaw nas samych. Każ służącej przynieść rzeczy dla
Sary. Tak samo jedzenie.
-Nie chcę.-powiedziałam ozięble. Sama siebie zaskoczyłam,
że w tak beznadziejnym momencie potrafiłam mieć tak lodowaty ton. Konou
podszedł do mnie. Uśmiechnął się. Jednak nie był to ten sam uśmiech, którym
zawsze mnie obdarzał. Była w nim nuta czegoś bardzo złowrogiego. Ani trochę mi
się to nie podobało.
-Widzę, że moja królewna ma dzisiaj muchy w nosie. Chibi
wyjdź. Musimy pobyć sami.-Chibi ukłonił się bratu, a później szybko
wyszedł.-Przepraszam za niedogodności.
-Jakoś przeboleję.-powiedziałam jadowicie. Jak on mógł mi
to zrobić?!
-Kochanie, nie gniewaj się. Wiem, mogłem porwać cię już
dawno temu, podczas naszego spotkania. Jednak wolałem, żeby żaden fotoreporter
nas nie złapał, bo to byłoby dziwne, gdyby córka znanego milionera nagle
zaginęła, a ostatnią osobą, która ją widziała, był jej chłopak. Wolałem
poczekać, aż zostaniesz sama.
-Dobrze to wszystko przemyślałeś z bratem, co?-zakpiłam.
Konou podszedł do mnie. Kucnął na taką wysokość, że nasze spojrzenia się
spotykały.
-Mojemu bratu, chodzi o twoja firmę, mi z kolei chodzi o
ciebie. Bałem się, że spóźniłem się, kiedy zobaczyłem w jaki sposób spoglądasz
na tego całego Gaarę, ale na szczęście jesteś tak płytka, jak reszta dziewczyn.
Poleciałaś na moje nazwisko i pieniądze.-przewróciłam oczami.
-Wydaje mi się, że jeżeli chodzi o pieniądze, to mam ich
pod dostatkiem. Twoje nazwisko ani trochę mi się nie podoba, brzmi śmiesznie. Z
resztą... tak jak ty teraz.-odparłam. Konou się zaśmiał.
-Cóż skarbie. Musisz się przyzwyczaić. Będziesz nosić je
do końca swojego życia.-powiedział.
-Co?!-krzyknęłam. Zaczęłam niespokojnie wiercić się na
krześle. Syknęłam, kiedy poczułam, że liny rozerwały mi skórę na nadgarstkach.
-Nie rzucaj się kocico. Już ci to ściągam.-powiedział.
Złapał za linę. Pociągnął. Poczułam ulgę. Próbowałam szybko wstać Jednak Konou
przygniótł mnie całym ciężarem ciała.
-Wypuść mnie!-powiedziałam.
-Jesteś ze mną. Nie mogę pozwolić ci odejść.-szepnął.
Próbował mnie pocałować. Odepchnęłam go.
-Ja nie chcę być z tobą!!! Jak mogłeś zrobić mi coś
takiego?! Porwać, gadać głupoty o tym, że zostanę twoją żoną! Konou, po co?!-krzyknęłam.
Byłam tak zdezorientowana, że sama nie widziałam co mam o tym myśleć.
-Bo cię kocham. A mojemu bratu zależy na twojej firmie.
Kiedy już zostaniesz moją żoną przepiszesz firmę na mnie, a ja przepiszę ją na
mojego brata. Cudowna perspektywa, prawda? I ja, i on dostaniemy to, co
chcemy.-tych dwóch potrzebowało pilnej porady lekarskiej. Najlepiej w szpitalu
dla umysłowo chorych!
-N... Nigdy! Ta firma należała do mojego ojca. Zbudował
ją od samych podstaw. Jestem jego jedyną spadkobierczynią. Nie oddam firmy
takim ludziom jak wy. Nigdy za ciebie nie wyjdę. Nie kocham cię, nigdy nie
kochałam, i nigdy nie pokocham!-krzyknęłam.
-Owszem, kochasz, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Z
resztą. Jesteśmy ze sobą już miesiąc. Od samego początku jak tylko się spotykaliśmy,
miałem ochotę rzucić się na ciebie. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić
to teraz.
-Proszę, nie...-szepnęłam. Konou dotknął mnie w ramię,
drugą dłoń położył na moim udzie. Wzdrygnęłam się z obrzydzenia. Poczułam w
oczach łzy.
-Będzie fajnie, zobaczysz.-zaczęłam się trząść. Nie...
Nie tu. Nie z nim. Mocno zacisnęłam powieki. Miałam ochotę zwymiotować, chociaż
żołądek był pusty.
-Konou, błagam. Nie... Nie chcę...-jęknęłam żałośnie. Nie
panowałam już nad przerażeniem. Z oczu poleciało mi morze łez. Konou odsunął
się ode mnie. Jednak nie na długo.
-Nie chcesz?! A z Gaarą to chciałaś, co?!-spojrzałam się
na niego. Skąd on...-Widziałem was. Widziałem nawet kilka razy. To jak cie
całował, jak na to reagowałaś.
-To były tylko pocałunki. Do niczego więcej nigdy nie
doszło... Zaczęłam być z tobą, nie z nim.-mój głos cały drżał. Konou zbliżył do
mnie swoją twarz.
-Czy kiedy cię dotykał, sprawiało ci to
przyjemność?-Boże! Byłam z psychopatą w czystej postaci!!! Jakim cudem wplątuję
się w takie sytuacje. A to o Konou mówiłam, że jest przewidywalny. Na dodatek
byłam z tym psychopatą sam na sam. Żaden z moich przyjaciół nie miał pojęcia,
gdzie teraz jestem.
-Nie dotykał mnie.-szepnęłam. Moje ciało trzęsło się jak
galaretka. Na ustach Konou pojawił się głupi uśmiech.
-Pytam, czy kiedy cię dotykał, sprawiało ci to
przyjemność?-mój oddech był płytki.
-Nie dotykał mnie...-szepnęłam. Teraz było to ledwo
słyszalne. Konou położył mi rękę na piersi. Miałam ochotę uciekać, gdzie pieprz
rośnie. Jego dotyk działał na mnie odpychająco.-Konou, proszę.
-Czy, kiedy ja cię dotykam, to sprawia ci to
przyjemność?-pokiwałam przecząco głową. Konou od razu zdjął rękę z mojej
piersi, odsunął się ode mnie.-Więc jak mam cię dotykać, żeby sprawiało?
-K...-zacięłam się. Chciałam mu powiedzieć, że nie dotyka
jak Gaara, że to nie jest on. Że ma mnie w ogóle nie dotykać, bo mam ochotę
rzygać dalej jak widzę, kiedy to robi.-Konou... nie dotykaj mnie, proszę. Nie
chcę. Nie... nie mogę.
-Jak nie możesz do cholery?! Każdy w naszym wieku to
robi.-zasłoniłam się rękami. Czułam się strasznie. Niby Konou nic mi nie
zrobił. Jednak fakt tego, że może zrobić w każdej chwili, paraliżował
mnie.-Chyba, że ty tego nie robisz, co? Aż nie chce mi się wierzyć. Sara
Iregiro, ta, o której zaliczeniu marzyło chyba z pół szkoły, nie sypia z nikim.
No proszę cię! W życiu w to nie uwierzę.
-Uwierz...-powiedziałam słabo. Od wbijania paznokci w
skórę porobiły mi się ślady. Owszem, nie zgrywałam dziewicy. Nie chwaliłam się
tym na prawo i lewo. Uważałam, że to moja osobista sprawa. To, że potrafiłam
zachowywać się "seksownie", to trochę inna sprawa. Nauczyły mnie tego
taniec i gimnastyka. Ale nie miałam żadnego doświadczenia w sprawach intymnych.
Taka była prawda. Jak widać ludzie źle odbierali moją osobę. Hormony zaczęły mi
szaleć dopiero przy chłopaku, który okazał się moją osobistą ochroną.
-Nie wierzę! Ty kipisz seksem! Myślałem, że przynajmniej
miałaś już kilku partnerów! Co za cudowna niespodzianka! Więc będę pierwszy!
Jestem z tego powodu bardzo, ale to bardzo szczęśliwy!-Konou z wielkim
uśmiechem na ustach ruszył w moją stronę. Zerwałam się z krzesła i uciekłam w
najciemniejszy kąt pokoju.
-Konou, nie błagam!!! Błagam!!!-skuliłam się w kłębek.
Zaczęłam płakać, nie mogłam oddychać.
-Masz być moją żoną. Kiedyś musimy mieć
dzieci.-powiedział. Kiedy spojrzałam w jego oczy, widziałam w nich odbicie
psychopaty. Dlaczego nie zauważyłam tego wcześniej. Konou był świrem. Świrem,
który od dłuższego czasu razem z bratem, planował moje porwanie... A jak jak
głupia sama wepchnęłam mu się w ramiona!
-Błagam. Nie teraz Konou. Proszę.-jęknęłam.
-Saro, im szybciej, tym lepiej...-Konou zbliżył się do
mnie. Zsunął mi jedno ramiączko od koszulki. Zaczął całować po szyi, obojczyku.
Miałam ochotę wrzeszczeć. Jednak bałam się, że mogę go tym rozzłościć, a wtedy
będzie jeszcze gorzej.
Hikary
siedział na komisariacie razem z Gaarą i przyjaciółmi Sary.
-Yuto! Do jasnej cholery! Gdzie jest moja bratanica?! Nie
ma z nią kontaktu od prawie doby!!!-Hikary był wściekły. Gaara nie dopełnił
swojego zadania, Yuto był jego przełożonym. Jeżeli Sarze coś się stanie, już on
dopilnuje żeby poleciały głowy.
-Próbujemy to ustalić Hikary, spokojnie...
-Spokojnie?! Do cholery! Ty i ten chłopak mieliście
dopilnować jej bezpieczeństwa!-Hikary był wściekły jak osa.
-Nie wiemy jak wyglądał jej plan, chwilę przed porwaniem.
To jest największy problem.
-Sara spotkała się ze swoim chłopakiem. Wróciła do domu
wieczorem. Wiem, bo rozmawiałam z nią.-Sakura przyszła na prośbę Sasuke. Kiedy
tylko usłyszała, co się stało.
-Sara miała chłopaka?-zapytał Hikary. Gaara od razu wziął
telefon Sary do ręki. Wybrał numer Konou, a potem szybko wstukał w swój
telefon.
-No tak, chodzi z takim chłopakiem z wymiany
uczniowskiej. Nazywa się Konou Yokachima. Wasza firma ma podpisany jakiś kontrakt
z nimi.-powiedział Naruto. Hikary zbladł.
-Powiedziałeś Konou Yokachima? Nasza firma współpracowała
z nimi...
-Nie wierzę, że pan nie wiedział...-powiedział Sasuke z
ironią w głowie. W jakim świecie ten facet żył.
-Owszem, podpisaliśmy umowę z firmą Yokachima, jednak
wiele lat temu. To właśnie oni nas okradli.
-Sara osobiście rozmawiała z tym typem od nich! Wtedy, co
spotkała mnie w sklepie...-powiedział Gaara.-To było jakoś na początku czerwca.
-Boże... Sara nie spotkała się z Yokachimą. Nie miała prawa...
Tego dnia była umówiona na spotkanie z kimś innym...-Hikary był blady. Dopiero
dotarło do niego, to, co się stało.
-Chce pan powiedzieć, że Chibi podszył się pod tego
kogoś. Niemożliwe, przedstawił się Sarze z imienia i nazwiska.
-Na papierach widnieje nazwisko kogoś
innego...-powiedział Hikary.-Sara podpisywała papiery jako 1. Później zapewne
nie zwróciła uwagi na podpis. Chibi podszył się pod jednego z naszych klientów.
Moja bratanica jest w ogromnym niebezpieczeństwie.
-Panie Hikary, Konou nie odbiera. Jeżeli rzeczywiście
mówi pan, że bracia Yokachima mają związek z tym incydentem sprzed paru lat, to
wydaje mi się, że doskonale ma pan rację, co do aktualnego położenia
Sary.-powiedział Gaara. Zaczął się martwić, chociaż starał się tego po sobie nie
pokazywać.
-No to na co czekamy?! Jedziemy na ratunek!!!-krzyknął
Naruto. Zerwał się z miejsca i zaczął iść do drzwi. Jednak nikt się nie
ruszył.-Co co?!
-A wiesz gdzie szukać? Wątpię, że kiedy ją porwali
zostali na miejscu.-powiedziała Sakura. Gaara z kolei miał dość biernego
przyglądania się. Wziął swoje rzeczy i wyszedł z biura.
Kiedy w końcu znalazł się przed budynkiem komisariatu,
poczuł się lepiej. Musiał zadzwonić do kilku kolegów. Oni na pewno szybko
zdobędą dla niego potrzebne informacje.
Siedziałam w kącie i płakałam. Przy
drzwiach stał strażnik. Na całe szczęście jakiś nieznany numer, który dobijał
się na numer Konou uratował mnie. Wiedziałam jednak, że Konou nie odpuści,
choćby ktoś go stłukł.
-Muszę iść do toalety.-powiedziałam. Strażnik podszedł do
mnie. Szarpnął mną do góry. Zachwiałam się. Skierowaliśmy kroki do 2 drzwi
znajdujących się w pokoju.-Mógłby pan zostawić mnie samą. Proszę. Obiecuję, że
nie zrobię nic głupiego.
-Panicz Konou powiedział, że mam panienki
pilnować.-poczułam się okropnie.
-Proszę.-nie wiem co podziałało na tego faceta. Czy był
to fakt, że jestem w takim stanie, w jakim jestem, czy raczej to, że miał
jeszcze jakieś ludzkie odruchy, i zdawał sobie sprawę, że do toalety chodzi się
raczej w pojedynkę, ale zostawił mnie samą. Zamknęłam klapę od toalety i
usiadłam na niej. Byłam w tak tragicznym położeniu, że sama zaczynałam wątpić,
że uda mi się wyjść z tego cało. Konou się uparł. Postanowił, że wywiezie mnie
z Japonii. Poczeka, aż skończę 18 lat i zmusi mnie do małżeństwa (on oczywiście
był przekonany, że na pewno wyjdę za niego z miłości). Niestety coś mu chyba
nie wyszło. Jednak na ten moment naprawdę bałam się tego, że Konou chce mnie
zgwałcić. On chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że zrobi mi tym krzywdę. Że
ja wcale nie chce takiej bliskości z nim. Był poważnie chory na głowę. On i
jego braciszek Chibi powinni poddać się bardzo intensywnej terapii! Z głodu
bolał mnie brzuch. Byłam zmęczona, obolała. Wyglądałam zapewne jak 7
nieszczęść. Modliłam się o jakiś cud.
-Niech się panienka pośpieszy.-facet zapukał w drzwi.
Podskoczyłam jak oparzona.
-Tak! Już!!!-krzyknęłam. Zaczęłam intensywnie myśleć, że
muszę w jakiś cudowny sposób odciągać Konou, jak najdłużej od siebie. Coś
wymyślę. Na pierwszy ogień, muszę zrobić coś, ze swoją osobą. Wiedziałam już
miej więcej co. Spuściłam wodę. Na chwilę odkręciłam wodę w kranie. Kiedy
wyszłam, Konou już czekał w pokoju. Siedział jak król, który czeka na podanie
mu pod nos diamentów i klejnotów. Miał rozpiętą koszulę.
-W końcu królewno. Możemy zacząć to, co zostało nam
brutalnie przerwane.
-Chciałabym się umyć, przebrać. Muszę również trochę
odpocząć skoro aż tak bardzo chcesz się ze mną bawić.-powiedziałam. Konou cały
się rozpromienił.
-Wolałbym teraz szaleć, później odpoczywać.-powiedział Konou.
-Jeżeli naprawdę chcesz żeby to, co zrobimy, sprawiało mi
przyjemność, pozwól mi się wyspać. Chciałabym również doprowadzić się do stanu
normalnej dziewczyny. Wszystkie te wydarzenia to dla mnie za dużo jak na jeden
dzień. Proszę Konou. Później będę twoja.-powiedziałam. Jeżeli mój plan się
powiedzie zyskam dodatkowe 12 godziny. Może nawet trochę więcej.
-Dobrze królewno. Widzisz, jak bardzo cie kocham? Jestem
gotowy poświęcić dla ciebie swoje pragnienia bylebyś była
szczęśliwa.-powiedział. Podszedł do mnie i namiętnie mnie pocałował. Starałam
się nie wymuszać tego pocałunku najbardziej jak się dało. Konou chyba się nie
zorientował.
-Widzę.-wymusiłam uśmiech.-Najpierw chciałabym się
wykąpać lub wziąć prysznic. Czuję się brudna i zmęczona. Później rzeczywiście
chciałabym coś zjeść.
-Każę przygotować dla ciebie kolację. Na co masz
ochotę?-świetnie udawał troskliwego.
-Mam ochotę na sałatkę z jogurtem naturalnym, niech
kucharz doda do jogurtu utartą bazylię, trochę pieprzu i soli. Do tego poproszę
2 kromki ciemnego pieczywa, na jedną kromkę niech położy sałatę lodową z jakąś
chuda wędliną, a druga niech będzie z jajkiem. Do picia poproszę zieloną
herbatę, parzoną jednak o minutę krócej niż zalecają. Z jedną płaską łyżeczką
cukru. A i Konou, niech kucharz dobrze doprawi te kanapki. Nie lubię mdłych
dań.-jej. Udawanie rozpuszczonej i przyzwyczajonej do luksusu szło mi świetnie.
-Dobrze kochanie. Twój ochroniarz zaprowadzi cię do
łazienki. Poproszę służącą żeby przyniosła ci tam czyste ubrania. Kolacja
będzie na ciebie czekać za.. Za ile będziesz na nią gotowa?
-Zapewne za jakąś godzinę. Marzy mi się długa, gorąca
kąpiel.-powiedziałam.
-Dobrze. W takim razie do zobaczenia w jadalni.-Konou
zniknął za drzwiami. Ochroniarz rzeczywiście zaprowadził mnie pod same drzwi.
Tak jak wtedy, nie wszedł ze mną. Ubrania leżały przygotowane na małym
stoliczku. Wanna była ogromna, woda już się do niej nalewała. Nie miałam innego
wyjścia jak się w niej zanurzyć. I tak nie ucieknę. Przynajmniej na pewno nie
teraz. Cieszyłam się z tego, że Konou kupił to, że tak nagle chce mu się oddać.
Dało mi to trochę dodatkowych godzin.
Po gorącej kąpieli poczułam się odrobinę lepiej. Na pewno
wyglądałam lepiej. Cały czas jednak myślałam, jak grać na czas. Ubrałam na
siebie ubrania przygotowane przez pokojówkę. Były to najzwyklejsze spodnie i
bluzka. Na całe szczęście z kołnierzem pod szyję.
Ochroniarz zaprowadził mnie pod dwuskrzydłowe drzwi.
Otworzył je i puścił mnie przodem. Okazało się, że to jadalnia. Konou już na
mnie czekał. Całe moje zamówienie leżało na stole.
-Proszę kochanie. Wszystko co najlepsze dla pani mego
serca.-skinęłam mu głową. Czułam się bardzo, ale to bardzo niespokojna. Konou
mógł w każdej chwili zrobić coś nieprzewidywalnego. Wolałam się nie
odzywać, przynajmniej nie za często. Usiadłam, na wyznaczonym dla mnie miejscu.
Przyjrzałam się jedzeniu, wyglądało apetycznie.-Spokojnie. Nic ci tam nie
dosypałem. Mam swój honor.
-Smacznego.-powiedziałam. Wzięłam trochę sałatki na
widelec. Była pyszna! Zjadłam ją ze smakiem, zagryzając również kanapkami.
Herbata miała idealny smak. Po skończonym posiłku mocno się przeciągnęłam.
Byłam zmęczona. Bardzo zmęczona.
-Możesz iść spać. Spokojnie. Dzisiaj całą noc będę
pracował. Nie musisz obawiać się mojej obecności. Mam nadzieję, że kolacja ci
smakowała?-niepewnie kiwnęłam głową. -Do dobrze. Dobranoc moje miłości.
-Dobranoc Konou.-powiedziałam. Konou zniknął za drzwiami
jadalni, ja z kolei zostałam odprowadzona przez strażnika do sypialni, w której
się obudziłam zaraz po porwaniu. Jak się okazało, miał to być mój pokój.
Przebrałam się w przygotowaną wcześniej piżamę. Były to długie spodnie i
koszulka z długim rękawem. Weszłam pod kołdrę. Zaczęłam bardzo intensywnie
myśleć. Nie miałam pojęcia jak wezwać pomoc. Wszędzie, oprócz toalety i łazienki,
łaził za mną ten osiłek. Myślałam, że zwariuję. Zaczęłam modlić się o cud. O
to, żeby ktoś mi w końcu pomógł. Bałam się, że jeżeli zrobię coś nie tak, to
Konou mnie zabije. Nawet nie będzie się nad tym zastanawiał. Musiałam wierzyć w
to, że wujek, Gaara, lub któryś z chłopaków wpadną na to, kto to zrobił. Pomimo
tego, że szanse były minimalne. Wierzyłam, że ktoś mnie odnajdzie...
Komentarze
Prześlij komentarz