Rozdział 18

-Nie... nie wierzę...-szepnęłam. Nadal intensywnie wpatrywałam się w uśmiech mężczyzny, który stał przede mną.
-Nie cieszysz się, że mnie widzisz? Ostatnio nie miałaś co do tego okazji.
-Ch... Chibi?! O co do jasnej cholery chodzi?!-zapytałam. Zaczęłam rzucać się na krześle. Więzy boleśnie wbijały mi się w nadgarstki.
-Tak, Chibi. Dziwi cię to?-Chibi?! Brat chłopaka, z którym aktualnie się spotykam!!! Na dodatek moja firma prowadzi z nim interesy!!! Do jasnej cholery kto mnie wkręcił w tą ukrytą kamerę?!
-A nie?! Razem z Konou serio udało wam się mnie wkręcić, ale to nie jest śmieszne! Ten żart...
-To nie jest żart!!!-ryknął na mnie. Dopiero teraz poczułam, że zaczynam się powoli bać.
-O co w tym wszystkim chodzi?-zapytałam. Miałam mętlik w głowie.
-O co w tym chodzi? Kochany Hikary ci nie powiedział?-Chibi prychnął pod nosem.
-Nie powiedział mi czego?-zapytałam. Nie byłam już tak pewna siebie jak przed chwilą.
-Zapewne wiesz o tym, że parę lat temu pewna firma, która zawarła z wami umowy, okradała was na grube pieniądze. Szefa tej firmy wtrącono na 10 lat do więzienia.-próbowałam szybko przeanalizować jego słowa.
-Tak. Było coś takiego, rzeczywiście. Tylko co do tego ma mój wujek? I co najważniejsze... Co ja mam do tego do cholery?! Byłam jeszcze gówniarą, kiedy to się stało!!!-krzyknęłam. Dostałam siarczystego liścia w policzek.
-Co masz z tym wspólnego?! Co twój nic niewarty wujek ma?! Chcesz się dowiedzieć? Dobrze. Otóż to, że firma twojego ojca spowodowała, że ojciec mój i Konou siedzi teraz w więzieniu! Przez twoją rodzinę rozpadła się nasza! Chcemy zadość uczynienia.
-T... twój ojciec to ten złodziej?-dostałam kolejnego liścia. Tym razem mocniejszego. Policzek piekł i nieprzyjemnie pulsował.
-Nie nazywaj go tak!!! Mój ojciec potrzebował tych pieniędzy. Chciał je oddać, kiedy tylko sytuacja naszej firmy by się poprawiła!!!-jak widać Chibi ślepo wierzył, że jego ojciec był niewinny.
-Kto ci to powiedział?-zapytałam. Od jego uderzeń, znowu bardzo rozbolała mnie głowa.
-Mój tata. Mój własny ojciec powiedział mi to.
-Czy gdyby ci powiedział, że jest bogiem z góry olimp, to też byś uwierzył? Gdyby twój ojciec naprawdę potrzebował tych pieniędzy, to mój wujek pożyczyłby mu je. Jednak twój ojciec wgrywał w oprogramowanie naszej firmy wirusy, które bardzo ładnie okradały konta bankowe na dość duże sumy. Firma straciła kilka milionów.-powiedziałam.
-Nie kłam! Twój wujek jest taki sam, jak twój ojciec i ty! Iregiro... Plaga dzisiejszego Japońskiego rynku. Nie mija godzina jak na wasze konto bankowe wpływa kilkaset tysięcy dolarów. Mój ojciec miał pecha. Wszedł na rynek, udało mu się dojść do pewnej pozycji. Jednak nie udało mu się utrzymać na niej długo. Firma miała poważne problemy finansowe. Wasze pieniądze były nam potrzebne.
-Mogliście o nie poprosić! Twój ojciec dostał to, na co zasłużył!-krzyknęłam. Chibi pociągnął mnie za włosy.
-Zamknij się!-znowu chciał mnie uderzyć. Jednak w drzwiach usłyszałam ten znajomy głos. Jak się okazało był to mój chłopak. Teraz już na pewno były chłopak.
-Zostaw ją.-jego ton był władczy. Chibi od razu puścił moje włosy.
-Tak jest, bracie.-nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Młodszy brat dyrygował starszemu. A to niespodzianka.
-Zostaw nas samych. Każ służącej przynieść rzeczy dla Sary. Tak samo jedzenie.
-Nie chcę.-powiedziałam ozięble. Sama siebie zaskoczyłam, że w tak beznadziejnym momencie potrafiłam mieć tak lodowaty ton. Konou podszedł do mnie. Uśmiechnął się. Jednak nie był to ten sam uśmiech, którym zawsze mnie obdarzał. Była w nim nuta czegoś bardzo złowrogiego. Ani trochę mi się to nie podobało.
-Widzę, że moja królewna ma dzisiaj muchy w nosie. Chibi wyjdź. Musimy pobyć sami.-Chibi ukłonił się bratu, a później szybko wyszedł.-Przepraszam za niedogodności.
-Jakoś przeboleję.-powiedziałam jadowicie. Jak on mógł mi to zrobić?!
-Kochanie, nie gniewaj się. Wiem, mogłem porwać cię już dawno temu, podczas naszego spotkania. Jednak wolałem, żeby żaden fotoreporter nas nie złapał, bo to byłoby dziwne, gdyby córka znanego milionera nagle zaginęła, a ostatnią osobą, która ją widziała, był jej chłopak. Wolałem poczekać, aż zostaniesz sama.
-Dobrze to wszystko przemyślałeś z bratem, co?-zakpiłam. Konou podszedł do mnie. Kucnął na taką wysokość, że nasze spojrzenia się spotykały.
-Mojemu bratu, chodzi o twoja firmę, mi z kolei chodzi o ciebie. Bałem się, że spóźniłem się, kiedy zobaczyłem w jaki sposób spoglądasz na tego całego Gaarę, ale na szczęście jesteś tak płytka, jak reszta dziewczyn. Poleciałaś na moje nazwisko i pieniądze.-przewróciłam oczami.
-Wydaje mi się, że jeżeli chodzi o pieniądze, to mam ich pod dostatkiem. Twoje nazwisko ani trochę mi się nie podoba, brzmi śmiesznie. Z resztą... tak jak ty teraz.-odparłam. Konou się zaśmiał.
-Cóż skarbie. Musisz się przyzwyczaić. Będziesz nosić je do końca swojego życia.-powiedział.
-Co?!-krzyknęłam. Zaczęłam niespokojnie wiercić się na krześle. Syknęłam, kiedy poczułam, że liny rozerwały mi skórę na nadgarstkach.
-Nie rzucaj się kocico. Już ci to ściągam.-powiedział. Złapał za linę. Pociągnął. Poczułam ulgę. Próbowałam szybko wstać Jednak Konou przygniótł mnie całym ciężarem ciała.
-Wypuść mnie!-powiedziałam.
-Jesteś ze mną. Nie mogę pozwolić ci odejść.-szepnął. Próbował mnie pocałować. Odepchnęłam go.
-Ja nie chcę być z tobą!!! Jak mogłeś zrobić mi coś takiego?! Porwać, gadać głupoty o tym, że zostanę twoją żoną! Konou, po co?!-krzyknęłam. Byłam tak zdezorientowana, że sama nie widziałam co mam o tym myśleć.
-Bo cię kocham. A mojemu bratu zależy na twojej firmie. Kiedy już zostaniesz moją żoną przepiszesz firmę na mnie, a ja przepiszę ją na mojego brata. Cudowna perspektywa, prawda? I ja, i on dostaniemy to, co chcemy.-tych dwóch potrzebowało pilnej porady lekarskiej. Najlepiej w szpitalu dla umysłowo chorych!
-N... Nigdy! Ta firma należała do mojego ojca. Zbudował ją od samych podstaw. Jestem jego jedyną spadkobierczynią. Nie oddam firmy takim ludziom jak wy. Nigdy za ciebie nie wyjdę. Nie kocham cię, nigdy nie kochałam, i nigdy nie pokocham!-krzyknęłam.
-Owszem, kochasz, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Z resztą. Jesteśmy ze sobą już miesiąc. Od samego początku jak tylko się spotykaliśmy, miałem ochotę rzucić się na ciebie. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić to teraz.
-Proszę, nie...-szepnęłam. Konou dotknął mnie w ramię, drugą dłoń położył na moim udzie. Wzdrygnęłam się z obrzydzenia. Poczułam w oczach łzy.
-Będzie fajnie, zobaczysz.-zaczęłam się trząść. Nie... Nie tu. Nie z nim. Mocno zacisnęłam powieki. Miałam ochotę zwymiotować, chociaż żołądek był pusty.
-Konou, błagam. Nie... Nie chcę...-jęknęłam żałośnie. Nie panowałam już nad przerażeniem. Z oczu poleciało mi morze łez. Konou odsunął się ode mnie. Jednak nie na długo.
-Nie chcesz?! A z Gaarą to chciałaś, co?!-spojrzałam się na niego. Skąd on...-Widziałem was. Widziałem nawet kilka razy. To jak cie całował, jak na to reagowałaś.
-To były tylko pocałunki. Do niczego więcej nigdy nie doszło... Zaczęłam być z tobą, nie z nim.-mój głos cały drżał. Konou zbliżył do mnie swoją twarz.
-Czy kiedy cię dotykał, sprawiało ci to przyjemność?-Boże! Byłam z psychopatą w czystej postaci!!! Jakim cudem wplątuję się w takie sytuacje. A to o Konou mówiłam, że jest przewidywalny. Na dodatek byłam z tym psychopatą sam na sam. Żaden z moich przyjaciół nie miał pojęcia, gdzie teraz jestem.
-Nie dotykał mnie.-szepnęłam. Moje ciało trzęsło się jak galaretka. Na ustach Konou pojawił się głupi uśmiech.
-Pytam, czy kiedy cię dotykał, sprawiało ci to przyjemność?-mój oddech był płytki.
-Nie dotykał mnie...-szepnęłam. Teraz było to ledwo słyszalne. Konou położył mi rękę na piersi. Miałam ochotę uciekać, gdzie pieprz rośnie. Jego dotyk działał na mnie odpychająco.-Konou, proszę.
-Czy, kiedy ja cię dotykam, to sprawia ci to przyjemność?-pokiwałam przecząco głową. Konou od razu zdjął rękę z mojej piersi, odsunął się ode mnie.-Więc jak mam cię dotykać, żeby sprawiało?
-K...-zacięłam się. Chciałam mu powiedzieć, że nie dotyka jak Gaara, że to nie jest on. Że ma mnie w ogóle nie dotykać, bo mam ochotę rzygać dalej jak widzę, kiedy to robi.-Konou... nie dotykaj mnie, proszę. Nie chcę. Nie... nie mogę.
-Jak nie możesz do cholery?! Każdy w naszym wieku to robi.-zasłoniłam się rękami. Czułam się strasznie. Niby Konou nic mi nie zrobił. Jednak fakt tego, że może zrobić w każdej chwili, paraliżował mnie.-Chyba, że ty tego nie robisz, co? Aż nie chce mi się wierzyć. Sara Iregiro, ta, o której zaliczeniu marzyło chyba z pół szkoły, nie sypia z nikim. No proszę cię! W życiu w to nie uwierzę.
-Uwierz...-powiedziałam słabo. Od wbijania paznokci w skórę porobiły mi się ślady. Owszem, nie zgrywałam dziewicy. Nie chwaliłam się tym na prawo i lewo. Uważałam, że to moja osobista sprawa. To, że potrafiłam zachowywać się "seksownie", to trochę inna sprawa. Nauczyły mnie tego taniec i gimnastyka. Ale nie miałam żadnego doświadczenia w sprawach intymnych. Taka była prawda. Jak widać ludzie źle odbierali moją osobę. Hormony zaczęły mi szaleć dopiero przy chłopaku, który okazał się moją osobistą ochroną.
-Nie wierzę! Ty kipisz seksem! Myślałem, że przynajmniej miałaś już kilku partnerów! Co za cudowna niespodzianka! Więc będę pierwszy! Jestem z tego powodu bardzo, ale to bardzo szczęśliwy!-Konou z wielkim uśmiechem na ustach ruszył w moją stronę. Zerwałam się z krzesła i uciekłam w najciemniejszy kąt pokoju.
-Konou, nie błagam!!! Błagam!!!-skuliłam się w kłębek. Zaczęłam płakać, nie mogłam oddychać.
-Masz być moją żoną. Kiedyś musimy mieć dzieci.-powiedział. Kiedy spojrzałam w jego oczy, widziałam w nich odbicie psychopaty. Dlaczego nie zauważyłam tego wcześniej. Konou był świrem. Świrem, który od dłuższego czasu razem z bratem, planował moje porwanie... A jak jak głupia sama wepchnęłam mu się w ramiona!
-Błagam. Nie teraz Konou. Proszę.-jęknęłam.
-Saro, im szybciej, tym lepiej...-Konou zbliżył się do mnie. Zsunął mi jedno ramiączko od koszulki. Zaczął całować po szyi, obojczyku. Miałam ochotę wrzeszczeć. Jednak bałam się, że mogę go tym rozzłościć, a wtedy będzie jeszcze gorzej.
Hikary siedział na komisariacie razem z Gaarą i przyjaciółmi Sary.
-Yuto! Do jasnej cholery! Gdzie jest moja bratanica?! Nie ma z nią kontaktu od prawie doby!!!-Hikary był wściekły. Gaara nie dopełnił swojego zadania, Yuto był jego przełożonym. Jeżeli Sarze coś się stanie, już on dopilnuje żeby poleciały głowy.
-Próbujemy to ustalić Hikary, spokojnie...
-Spokojnie?! Do cholery! Ty i ten chłopak mieliście dopilnować jej bezpieczeństwa!-Hikary był wściekły jak osa.
-Nie wiemy jak wyglądał jej plan, chwilę przed porwaniem. To jest największy problem.
-Sara spotkała się ze swoim chłopakiem. Wróciła do domu wieczorem. Wiem, bo rozmawiałam z nią.-Sakura przyszła na prośbę Sasuke. Kiedy tylko usłyszała, co się stało.
-Sara miała chłopaka?-zapytał Hikary. Gaara od razu wziął telefon Sary do ręki. Wybrał numer Konou, a potem szybko wstukał w swój telefon.
-No tak, chodzi z takim chłopakiem z wymiany uczniowskiej. Nazywa się Konou Yokachima. Wasza firma ma podpisany jakiś kontrakt z nimi.-powiedział Naruto. Hikary zbladł.
-Powiedziałeś Konou Yokachima? Nasza firma współpracowała z nimi...
-Nie wierzę, że pan nie wiedział...-powiedział Sasuke z ironią w głowie. W jakim świecie ten facet żył.
-Owszem, podpisaliśmy umowę z firmą Yokachima, jednak wiele lat temu. To właśnie oni nas okradli.
-Sara osobiście rozmawiała z tym typem od nich! Wtedy, co spotkała mnie w sklepie...-powiedział Gaara.-To było jakoś na początku czerwca.
-Boże... Sara nie spotkała się z Yokachimą. Nie miała prawa... Tego dnia była umówiona na spotkanie z kimś innym...-Hikary był blady. Dopiero dotarło do niego, to, co się stało.
-Chce pan powiedzieć, że Chibi podszył się pod tego kogoś. Niemożliwe, przedstawił się Sarze z imienia i nazwiska.
-Na papierach widnieje nazwisko kogoś innego...-powiedział Hikary.-Sara podpisywała papiery jako 1. Później zapewne nie zwróciła uwagi na podpis. Chibi podszył się pod jednego z naszych klientów. Moja bratanica jest w ogromnym niebezpieczeństwie.
-Panie Hikary, Konou nie odbiera. Jeżeli rzeczywiście mówi pan, że bracia Yokachima mają związek z tym incydentem sprzed paru lat, to wydaje mi się, że doskonale ma pan rację, co do aktualnego położenia Sary.-powiedział Gaara. Zaczął się martwić, chociaż starał się tego po sobie nie pokazywać.
-No to na co czekamy?! Jedziemy na ratunek!!!-krzyknął Naruto. Zerwał się z miejsca i zaczął iść do drzwi. Jednak nikt się nie ruszył.-Co co?!
-A wiesz gdzie szukać? Wątpię, że kiedy ją porwali zostali na miejscu.-powiedziała Sakura. Gaara z kolei miał dość biernego przyglądania się. Wziął swoje rzeczy i wyszedł z biura.
Kiedy w końcu znalazł się przed budynkiem komisariatu, poczuł się lepiej. Musiał zadzwonić do kilku kolegów. Oni na pewno szybko zdobędą dla niego potrzebne informacje.
Siedziałam w kącie i płakałam. Przy drzwiach stał strażnik. Na całe szczęście jakiś nieznany numer, który dobijał się na numer Konou uratował mnie. Wiedziałam jednak, że Konou nie odpuści, choćby ktoś go stłukł.
-Muszę iść do toalety.-powiedziałam. Strażnik podszedł do mnie. Szarpnął mną do góry. Zachwiałam się. Skierowaliśmy kroki do 2 drzwi znajdujących się w pokoju.-Mógłby pan zostawić mnie samą. Proszę. Obiecuję, że nie zrobię nic głupiego.
-Panicz Konou powiedział, że mam panienki pilnować.-poczułam się okropnie.
-Proszę.-nie wiem co podziałało na tego faceta. Czy był to fakt, że jestem w takim stanie, w jakim jestem, czy raczej to, że miał jeszcze jakieś ludzkie odruchy, i zdawał sobie sprawę, że do toalety chodzi się raczej w pojedynkę, ale zostawił mnie samą. Zamknęłam klapę od toalety i usiadłam na niej. Byłam w tak tragicznym położeniu, że sama zaczynałam wątpić, że uda mi się wyjść z tego cało. Konou się uparł. Postanowił, że wywiezie mnie z Japonii. Poczeka, aż skończę 18 lat i zmusi mnie do małżeństwa (on oczywiście był przekonany, że na pewno wyjdę za niego z miłości). Niestety coś mu chyba nie wyszło. Jednak na ten moment naprawdę bałam się tego, że Konou chce mnie zgwałcić. On chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że zrobi mi tym krzywdę. Że ja wcale nie chce takiej bliskości z nim. Był poważnie chory na głowę. On i jego braciszek Chibi powinni poddać się bardzo intensywnej terapii! Z głodu bolał mnie brzuch. Byłam zmęczona, obolała. Wyglądałam zapewne jak 7 nieszczęść. Modliłam się o jakiś cud.
-Niech się panienka pośpieszy.-facet zapukał w drzwi. Podskoczyłam jak oparzona.
-Tak! Już!!!-krzyknęłam. Zaczęłam intensywnie myśleć, że muszę w jakiś cudowny sposób odciągać Konou, jak najdłużej od siebie. Coś wymyślę. Na pierwszy ogień, muszę zrobić coś, ze swoją osobą. Wiedziałam już miej więcej co. Spuściłam wodę. Na chwilę odkręciłam wodę w kranie. Kiedy wyszłam, Konou już czekał w pokoju. Siedział jak król, który czeka na podanie mu pod nos diamentów i klejnotów. Miał rozpiętą koszulę.
-W końcu królewno. Możemy zacząć to, co zostało nam brutalnie przerwane.
-Chciałabym się umyć, przebrać. Muszę również trochę odpocząć skoro aż tak bardzo chcesz się ze mną bawić.-powiedziałam. Konou cały się rozpromienił.
-Wolałbym teraz szaleć, później odpoczywać.-powiedział Konou.
-Jeżeli naprawdę chcesz żeby to, co zrobimy, sprawiało mi przyjemność, pozwól mi się wyspać. Chciałabym również doprowadzić się do stanu normalnej dziewczyny. Wszystkie te wydarzenia to dla mnie za dużo jak na jeden dzień. Proszę Konou. Później będę twoja.-powiedziałam. Jeżeli mój plan się powiedzie zyskam dodatkowe 12 godziny. Może nawet trochę więcej.
-Dobrze królewno. Widzisz, jak bardzo cie kocham? Jestem gotowy poświęcić dla ciebie swoje pragnienia bylebyś była szczęśliwa.-powiedział. Podszedł do mnie i namiętnie mnie pocałował. Starałam się nie wymuszać tego pocałunku najbardziej jak się dało. Konou chyba się nie zorientował.
-Widzę.-wymusiłam uśmiech.-Najpierw chciałabym się wykąpać lub wziąć prysznic. Czuję się brudna i zmęczona. Później rzeczywiście chciałabym coś zjeść.
-Każę przygotować dla ciebie kolację. Na co masz ochotę?-świetnie udawał troskliwego.
-Mam ochotę na sałatkę z jogurtem naturalnym, niech kucharz doda do jogurtu utartą bazylię, trochę pieprzu i soli. Do tego poproszę 2 kromki ciemnego pieczywa, na jedną kromkę niech położy sałatę lodową z jakąś chuda wędliną, a druga niech będzie z jajkiem. Do picia poproszę zieloną herbatę, parzoną jednak o minutę krócej niż zalecają. Z jedną płaską łyżeczką cukru. A i Konou, niech kucharz dobrze doprawi te kanapki. Nie lubię mdłych dań.-jej. Udawanie rozpuszczonej i przyzwyczajonej do luksusu szło mi świetnie.
-Dobrze kochanie. Twój ochroniarz zaprowadzi cię do łazienki. Poproszę służącą żeby przyniosła ci tam czyste ubrania. Kolacja będzie na ciebie czekać za.. Za ile będziesz na nią gotowa?
-Zapewne za jakąś godzinę. Marzy mi się długa, gorąca kąpiel.-powiedziałam.
-Dobrze. W takim razie do zobaczenia w jadalni.-Konou zniknął za drzwiami. Ochroniarz rzeczywiście zaprowadził mnie pod same drzwi. Tak jak wtedy, nie wszedł ze mną. Ubrania leżały przygotowane na małym stoliczku. Wanna była ogromna, woda już się do niej nalewała. Nie miałam innego wyjścia jak się w niej zanurzyć. I tak nie ucieknę. Przynajmniej na pewno nie teraz. Cieszyłam się z tego, że Konou kupił to, że tak nagle chce mu się oddać. Dało mi to trochę dodatkowych godzin.
Po gorącej kąpieli poczułam się odrobinę lepiej. Na pewno wyglądałam lepiej. Cały czas jednak myślałam, jak grać na czas. Ubrałam na siebie ubrania przygotowane przez pokojówkę. Były to najzwyklejsze spodnie i bluzka. Na całe szczęście z kołnierzem pod szyję.
Ochroniarz zaprowadził mnie pod dwuskrzydłowe drzwi. Otworzył je i puścił mnie przodem. Okazało się, że to jadalnia. Konou już na mnie czekał. Całe moje zamówienie leżało na stole.
-Proszę kochanie. Wszystko co najlepsze dla pani mego serca.-skinęłam mu głową. Czułam się bardzo, ale to bardzo niespokojna. Konou mógł w każdej chwili zrobić coś nieprzewidywalnego. Wolałam się nie odzywać, przynajmniej nie za często. Usiadłam, na wyznaczonym dla mnie miejscu. Przyjrzałam się jedzeniu, wyglądało apetycznie.-Spokojnie. Nic ci tam nie dosypałem. Mam swój honor.
-Smacznego.-powiedziałam. Wzięłam trochę sałatki na widelec. Była pyszna! Zjadłam ją ze smakiem, zagryzając również kanapkami. Herbata miała idealny smak. Po skończonym posiłku mocno się przeciągnęłam. Byłam zmęczona. Bardzo zmęczona.
-Możesz iść spać. Spokojnie. Dzisiaj całą noc będę pracował. Nie musisz obawiać się mojej obecności. Mam nadzieję, że kolacja ci smakowała?-niepewnie kiwnęłam głową. -Do dobrze. Dobranoc moje miłości.


-Dobranoc Konou.-powiedziałam. Konou zniknął za drzwiami jadalni, ja z kolei zostałam odprowadzona przez strażnika do sypialni, w której się obudziłam zaraz po porwaniu. Jak się okazało, miał to być mój pokój. Przebrałam się w przygotowaną wcześniej piżamę. Były to długie spodnie i koszulka z długim rękawem. Weszłam pod kołdrę. Zaczęłam bardzo intensywnie myśleć. Nie miałam pojęcia jak wezwać pomoc. Wszędzie, oprócz toalety i łazienki, łaził za mną ten osiłek. Myślałam, że zwariuję. Zaczęłam modlić się o cud. O to, żeby ktoś mi w końcu pomógł. Bałam się, że jeżeli zrobię coś nie tak, to Konou mnie zabije. Nawet nie będzie się nad tym zastanawiał. Musiałam wierzyć w to, że wujek, Gaara, lub któryś z chłopaków wpadną na to, kto to zrobił. Pomimo tego, że szanse były minimalne. Wierzyłam, że ktoś mnie odnajdzie...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8