Rozdział 17

Nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok. W końcu wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Otworzyłam je i wystawiłam głowę na zewnątrz. Chłodne powietrze trochę mnie orzeźwiło. W powietrzu można było wyczuć zbliżające się wielkimi krokami lato. Niebo było czyste, bez ani jednej chmurki. Jednak przez miejskie oświetlenie gwiazdy były niemal niewidoczne. Marzyły mi się wieczory takie jak te, które spędzałam kiedyś na ranczu, które wujek kupił kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych. Mogłam wtedy leżeć całą noc na kocu przed domem i oglądać gwiazdy. Może nie byłby to głupi pomysł, gdybym pojechała tam chociaż na tydzień. Na pewno oderwałabym się od tego całego zamieszania, które towarzyszy mi w Tokio. I co najważniejsze: może wtedy poczułabym się odrobinę bezpieczniej. W końcu moi prześladowcy raczej nie będą mieli chęci gonić mnie przez pół świata, żeby dorwać mnie w swoje ręce... oby. Zaczęłam również intensywnie myśleć o matce. Czego chce, że po tylu latach nagle postanowiła się odezwać? Pieniędzy taty? Jeżeli tak, niech wujek da jej kilka milionów. My raczej nie zbiedniejemy jeżeli nasze konto uszczupli się o jakieś 2-3 miliony. Firma odrobi to w ekspresowym tempie. Jeżeli jednak nie o pieniądze, to o co? Nie chce mi się wierzyć, że kochająca mamusia nagle przypomniała sobie o córce, którą wiele lat temu opuściła, i od tej pory nie dawała znaku życia. Było to bardzo irytujące. Szczególnie na tym wszystkim cierpiał mój wujek. Owszem, nadal byłam na niego wściekła, pozew do sądu leży przygotowany w moim biurku. Jednak tak naprawdę to on znosi fochy mojej matki, musi słuchać jej gróźb, oskarżeń. Nie chcę znać matki. Nie miałam jej w swoim życiu, kiedy jej potrzebowałam. Nie potrzebuję jej teraz. Co prawda z mamą mogłabym porozmawiać o facetach, i tych wszystkich innych rzeczach, o których zwykle nastolatki rozmawiają z mamą. Ja jednak byłam chyba trochę innego zdania. Owszem, z wujkiem nie mogłam porozmawiać o Gaarze, co to, to nie! Wujek najpierw rozszarpałby jego, a później mnie. Ale sam fakt tego, że próbował w jakiś sposób zastąpić mi rodzica był... no po prostu nie byłam w stanie mu za to podziękować. Przecież mógł mnie oddać do szkoły z internatem, kiedy tylko mój tata zmarł. Mógł mieć swoje życie. Zamiast tego wybrał opiekę nade mną. Za poświęcony mi czas będę mu w jakiś sposób dozgonnie wdzięczna. Dzięki niemu mniej odczułam braku taty tak intensywnie.
-Nad czym dumasz?-poderwałam się jak głupia. Uderzyłam głową w ramę okienną. Złapałam się za bok głowy. Pisnęłam z bólu.
-Mógłbyś zapukać!!!-krzyknęłam. Głowa zaczęła mi pulsować.
-Przepraszam... Jej jaka jesteś wrażliwa królewno. Obudziłem się, bo zaczęło mi być zimno. Przynajmniej już wiem dlaczego. Wiesz, że normalni ludzie o tej godzinie śpią? Jest 2 w nocy.-powiedział Gaara. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, że był w samych bokserkach. Poczułam, że się czerwienię. Szybko odwróciłam głowę do okna. Nagły ruch zwiększył pulsowanie w skroni. Ból stał się intensywniejszy.
-Na ostatniej półce w szafie masz spodnie od dresu... Uprzedzam pytanie. Tak, czasem noszę męskie dresy, szczególnie kiedy tańczę.-usłyszałam charakterystyczny odgłos rozsuwanych drzwi. Kiedy znowu się odwróciłam, Gaara był przynajmniej do połowy ubrany.
-Dobrze na mnie leżą.-powiedział. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że Gaara przegląda się w lustrze. Uśmiechnęłam się pod nosem. Jednak uśmiech zszedł mi z twarzy, kiedy przyjrzałam się jego muskulaturze. Wtedy policzki zaczerwieniły mi się jeszcze bardziej. Co najbardziej mnie rozpraszało, to fakt, że Gaara miał nisko opuszczone spodnie. Wyeksponowało to wcięcia na biodrach. Nie wiem dlaczego, ale ta część ciała bardzo podobała mi się u facetów.
-Możesz je zatrzymać. Taki mały prezent.-powiedziałam.
-Och, ależ jestem szczęśliwy...-powiedział sarkastycznie. Zmrużyłam oczy. On sobie ewidentnie ze mnie kpił!
-Ja również się cieszę, że prezent przypadł ci do gustu.-powiedziałam. Zamknęłam okno. Czas spać. Chociaż będzie to raczej krótka drzemka. Jeszcze tylko ten tydzień i koniec. Ponad 2 miesiące wolnego.-Możesz już iść spać do siebie. Zamknęłam okno. Teraz nie będzie ci zimno.
-Dziękuję. To do zobaczenia rano.-powiedział, a potem wyszedł z pokoju.
Naprawdę nie chciało mi się wstawać. Nie miałam dzisiaj żadnych ważnych lekcji. Testy u Kakashiego mam zaliczone, wf z tyranką mam dopiero jutro. Może zostanę w domu? To nic złego. Harowałam jak wół przez ostatnie kilka tygodni żeby odrobić zaległości. Doszły do tego również sprawy związane z firmą. Tak! Mam dzisiaj prawo do wypoczynku! Chwilę po 7 do pokoju wszedł Gaara. Kiedy zobaczył mnie rozłożoną na łóżku uśmiechnął się pod nosem.
-Pracusia dopadł brak chęci do robienia czegokolwiek, co?-zapytał. Zauważyłam, że miał w ręku talerz z kanapkami. Poderwałam się do pozycji siedzącej.
-Zrobiłeś śniadanie?-zapytałam. Gaara usiadł na brzegu łóżka i wręczył mi talerz z ładnie zrobionymi kanapkami.
-Muszę ci chyba jakoś podziękować za gościnę, czyż nie? Nie jest to może jakieś specjalne danie, ale zawsze coś.
-Dziękuję. Jestem strasznie głodna.-powiedziałam. Ze smakiem ugryzłam kanapkę. Była pyszna. Doprawiona jakimś sosem, jednak byłam pewna, że na pewno nie miałam nic tego typu w swojej lodówce.-Pycha! Nie wiem, czym jest ten sos, który jest w tym jedzeniu, ale ma obłędny smak!
-Miałaś w lodówce jogurt naturalny. Dodałem tam kilka przypraw, które miałaś w szufladzie. Nic trudnego. Nie potrafisz gotować, prawda?-zaczerwieniłam się. Gaara miał rację. Nie potrafiłam. Od dziecka w kuchni zatrudniony był kucharz. Jedyną rzeczą, którą potrafiłam ugotować, a właściwie usmażyć, były amerykańskie pancakes'y. Nauczyłam się je robić, kiedy pojechałam 2 lata tamu na ranczo. Kucharka miała do mnie naprawdę anielską cierpliwość...
-Nie. Nie potrafię.-przyznałam szczerze.-Od dziecka w domu zatrudniony był kucharz. On zawsze przygotowywał posiłki. Mi nigdy nie przyszło do głowy, że jest to przydatna umiejętność.
-To co umiesz robić?-Gaara zapytał chyba z ciekawości.
-Hym. Niech pomyślę. W sumie od dziecka byłam wysyłana na różne kursy. Jednak rozwijały one moją... kreatywną stronę. Przynajmniej tak mówił mój tata, kiedy po pierwszym treningu na tańcach, wróciłam z obtartą nogą. Pamiętam, że rzuciłam buty w kąt i zaczęłam płakać. Tata powiedział, że jeśli nie chcę, nie muszę tego robić. Ale jak będę starsza, będę tego żałować. Miał rację. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie życia bez kursu tańca, z gimnastyki niestety musiałam zrezygnować jakiś rok temu. Zerwałam sobie mięsień w przedramieniu. Przez kilka tygodni miałam założony gips, umierałam przy każdym ruchu. Dzisiaj jest już na szczęście dobrze, mogę pozwolić sobie na akrobacje raz na jakiś czas. Ale na pewno nie mogłabym robić tego zawodowo.
-Szkoda. To co wyprawiasz na równoważni zasługuje na 5+. To samo, kiedy tańczysz.
-Z tańca zrezygnowałam przez głupiego partnera, którego dali mi na kursie. Facet to buc jakich mało!-powiedziałam. W sumie może zrezygnowałam też z własnej wygody... Prawda była taka, że jeżeli chodzi o ilość szkół tańca, w Tokio było ich pełno...
-Coś jeszcze robiłaś?-Gaara ugryzł kanapkę. To co robiliśmy było takie... normalne. Czułam się wręcz dziwnie. Pierwszy raz miałam okazję do rozmowy z chłopakiem, którego tak naprawdę znam od niedawana, a któremu w jakiś sposób chcę się zwierzać.
-Uczyłam się śpiewać i grać na pianinie. Grę słyszeli twoi koledzy.
-Jeden z nich miał okazję oglądać cię podczas tańca. Zazdrościłem mu tego jak cholera.-zaczęłam się głośno śmiać. Przypomniało mi się moje zażenowanie spowodowane tym faktem.
-Ty też miałeś. Ten pojedynek z tą dziewczyną...-tu na moje policzki wstąpił rumieniec. Prawda jest taka, że widziało mnie wtedy przynajmniej z 50 osób!
-Chciałbym żebyś kiedyś zatańczyła dla mnie. Tak tylko ja i ty.-zrobiło mi się gorąco na tę myśl. Przypomniałam sobie wzrok Gaary, po tym pierwszym razie, kiedy widział jak potrafię ruszać ciałem. O nie... gdybym robiła to tylko dla niego, chyba roztopiłabym się w  gorączce.
-Marzenie ściętej głowy!-krzyknęłam na niego.-A ty... Jakim cudem zostałeś moim ochroniarzem. Wydaje mi się to abstrakcją. Nie jesteś nawet pełnoletni.
-W styczniu będę.-powiedział.-Twój wujek był bardzo zdziwiony kiedy komisarz przedstawił mnie jego osobie. Myślał chyba, że Yuto robi sobie z niego żarty. Jednak prawda była taka, że ktoś musiał być przy tobie w szkole, ewentualnie poza nią. Ja nadawałem się idealnie. Jesteśmy rówieśnikami, więc bez problemu mogłem obserwować cię w szkole. Wyjaśniliśmy sytuacje dyrektorce. Zgodziła się przydzielić mnie i moją siostrę, do twojej klasy.
-Ta bajeczka, że nie potrafisz historii to też zmyślone?-zapytałam.
-Nie. Nigdy nie byłem prymusem, nienawidzę się uczyć jeśli mam być szczery...
-A to, że... że jesteś taki zbuntowany?-trochę dziwnie się czułam. Zupełnie tak jakbym poznawała kogoś nowego.
-W sensie, że lubię sobie obracać panny wokół palca, sypiać z nimi i te inne?-zarumieniłam się.
-Nie... nie dokładnie o to pytałam. Chodzi mi bardziej o to, czy naprawdę nie pozwalasz nikomu wtrącać się w swoje życie i robisz co chcesz?-zapytałam.
-Tak. Jestem wolnym strzelcem.-powiedział.
-Czyli łączy się to również z imprezowaniem, zespołem, dziewczynami.-podsumowałam.
-A co, jesteś zazdrosna?-zapytał z głupkowatym uśmieszkiem na ustach. Poczułam, że się rumienię.
-C...Co?! Nie!!! Ja nie jestem zazdrosna! Za dużo sobie wyobrażasz!!!-powiedziałam oburzona. Poczułam, że Gaara przysunął się do mnie. Miałam ochotę wyskoczyć z łóżka. Czułam się jak parzona rozżarzonym węglem.
-Jak tak bardzo chcesz, to mogę ci pokazać co umiem zrobić z dziewczyną.-szepnął mi do ucha. Mój oddech przyśpieszył. Opanuj się! Sara, opanuj się!!!
-N... Nie. Dziękuję. Nie skuszę się.-powiedziałam. Gaara jednak nie odpuszczał. Położył mi dłonie na ramionach. Zaczął je lekko masować. Nie powiem, było to przyjemne uczucie. Od dawna nie byłam w stanie umówić się na zabiegi relaksacyjne. Masaż bardzo by mi się przydał. Rozluźniłam ramiona. Pozwalałam na to żeby jego ręce sprawnie rozmasowywały mi mięśnie.-Przyjemnie...
-Wiem.-w tamtym momencie zaczęłam zastanawiać się ile dziewczyn musiało mówić to samo, co ja teraz. Automatycznie na tę myśl, mięśnie mi się spięły. Gaara ucisnął mnie mocniej, po plecach przeszedł mnie prąd. Zabolało.-Co ci się nagle stało? Już byłaś rozluźniona.
-Nic. To nic, spokojnie. Myślę, że powinieneś wracać do domu. Siedzisz tu już od jakiś 10 godzin jak nie dłużej. Z resztą. Powinieneś iść do szkoły.-powiedziałam zakłopotana.
-To raczej kwestia tego, że jestem kolesiem, który zalicza laski, co?-minę miał raczej skwaszoną, ale trzeba było mu przyznać, że należał do bystrych. Opuściłam wzrok. Gaara zerwał się z łóżka i wyszedł z pokoju. Nie minęło 5 minut, kiedy usłyszałam trzask drzwi wejściowych.
Dni mijały szybko. Nauczyłam dziewczyny układu na zakończenie roku. Podczas przedstawienia okazał się on wielkim hitem, ponieważ tyranka zmusiła nad do ubrania szkolnego stroju sportowego, na dodatek w rozmiarze XXL. Nie wiem jakim cudem nie zabiłyśmy się w tych ciuchach, ale taniec wyszedł nam świetnie. Nie miałam kontaktu z Gaarą od czasu naszej rozmowy w mojej sypialni. Nie zdawałam sobie sprawy z faktu, że w jakiś sposób będzie mi go brakować. Kilka dni po zakończeniu szkoły Hinata pojechała na wycieczkę... a co najważniejsze! Sakura zaczęła chodzić z Sasuke. Cieszyłam się z jej szczęścia jak dziecko.
Na początku lipca obowiązki w firmie przejął wujek. Przestał domagać się roszczeń co do firmy. Podaliśmy sobie rękę na zgodę. Wujek powiedział mi również, że moja matka jak na razie, przestała zabiegać o spotkanie ze mną. Samochód tych typów również jak na razie się nie pojawił. Starałam się jak mogłam nie tracić czujności. Jednak najbardziej zadziwił mnie fakt, że sama zaskoczyłam siebie. Zaczęłam spotykać się z Konou. Oficjalnie. Gazety kilkakrotnie przyłapały nas na spacerze, kiedy trzymaliśmy się za ręce. Oczywiście wszystkie nagłówki głosiły, że zdradzam Naruto, że jestem rozkapryszona. Sama nie widziałam czy mam płakać, czy śmiać się z tego. Konou twierdził, że powinnam się śmiać.
Zbliżał się koniec lipca. Czułam się dziwnie. Gaara nie odezwał się nawet słowem. Siedziałam właśnie w swoim mieszkaniu. Dochodziła 22. Wróciłam ze spotkania z Konou. Wzięłam szybki prysznic, z ręcznikiem na głowie wyszłam na balkon. Dostrzegłam na dole samochód. Serce zabiło mi bardzo szybko. Znałam to auto. Widziałam jak wysiadają z niego ci 2 kolesie, którzy zaczęli prześladować mnie na początku maja. Przerażona pobiegłam do drzwi wejściowych. Zamknęłam je na 4 spusty. Zamknęłam również wszystkie okna i drzwi balkonowe. Gaara miał racje, że mieszkanie samopas było kiepskim pomysłem. Porwałam telefon z blatu w kuchni. Wybrałam numer do Konou. Nikt nie odebrał. Przerażona próbowałam dodzwonić się do wujka. Jednak mógł nie słyszeć. Był u swojej dziewczyny w Yokohomie. Zadzwoniłam do Naruto. Odebrał.
-Naruto! Ci goście, którzy próbowali mnie porwać... oni są na moim osiedlu. Przed chwilą weszli do mojego bloku! Na pomoc!!!-powiedziałam do słuchawki.
-Co?! Jak to?! Dzwonię po Sasuke! Zaraz będziemy!-obawiałam się jednak, że to zaraz może nie wystarczyć. Usłyszałam kroki na klatce. Serce waliło mi jak głupie. Ledwo mogłam oddychać. Blada jak trup wybrałam numer do Temari. Bałam się, że Gaara może nie odebrać.
-Cześć Saro! Dawno cię nie słyszałam, co tam u c...
-Temari! Gaara jest gdzieś obok ciebie?-zapytałam. Głos miałam nienaturalnie wysoki.
-T... tak. Coś się stało. Jesteś chyba mocno zdenerwowana?
-Temari, powiedz Gaarze, że oni tu są. Przyszli po mnie.-szepnęłam. Słyszałam tylko jak Temari mówi coś do kogoś w tle. Później usłyszałam głos Gaary.
-Kto u ciebie jest?! Konou? Nie muszę się chyba o to martwić, bo to...-ktoś łupnął w drzwi. Zaczęłam krzyczeć.-Saro!!!
-Oni tu są!!! Przyszli po mnie!!!-ktoś łupnął w drzwi drugi raz.-Gaara oni tu są!!! Zabiją mnie!!!
-Saro!!! Już biegnę.-słyszałam w tle zdezorientowaną Temari. Rozległ się trzeci łoskot. Wiedziałam, że tym razem nie ucieknę. Gaara, pomimo tego, że mieszkał blisko, nie miał szans na to, żeby przybyć na czas. Zanim Naruto i Sasuke to zrobią, ja już dawno będę martwa. Drzwi łupnęły czwarty raz.
-I tak cię dorwiemy Iregrio! Od dłuższego czasu biegamy za tobą po Japonii! Jesteś coś winna naszemu szefowi, który bardzo chce cię poznać!-5 cios w drzwi. Byłam naprawdę pod wrażeniem, że ktoś kto je skonstruował tak dobrze to przemyślał.
-Zostawcie mnie w spokoju!!!-rozdarłam się na cały głos. Chwila ciszy. Potem szóste uderzenie.
-Nie ma mowy! Dostaniemy ogromną sumę kiedy tylko dostarczymy cię do naszego szefa! Musisz być naprawdę kimś ważnym skoro zaoferował za ciebie aż tyle.-7 łupnięcie. Zamki zaczęły ustępować. 8 łupnięcie. Drzwi się wygięły. Uciekłam do łazienki. Zamknęłam się. Modliłam się o to, żeby to dało mi choć trochę czasu. Usłyszałam kilka następnych uderzeń. Później głuchy łoskot. Drzwi wleciały do mieszkania. W korytarzu usłyszałam kroki. Zaczęły zbliżać się do drzwi od łazienki. W otworach wentylacyjnych zobaczyłam czarne adidasy. Ktoś pociągnął za klamkę.
-Kici, kici koteczku. Już jesteś nasza.-głos miał niski, schrypnięty. Z oczu zaczęły lecieć mi łzy. Moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Usłyszałam kolejne uderzenia. Tym razem nie miałam się gdzie ukryć żeby grać na zwłokę. Przypomniałam sobie tylko o nożyczkach, które miałam w koszu. Rzuciłam się na pralkę, było ciemno. Szukałam po omacku. Po kilku następnych uderzeniach drzwi odpuściły. Poraziło mnie światło z salonu. Krzyknęłam. Facet zrobił kilka kroków w moją stronę. Kiedy był naprawdę blisko rzuciłam się na niego. Wbiłam mu nożyczki w ramię. Koleś ryknął z bólu, a ja rzuciłam się do ucieczki. Ten drugi osiłek na moje szczęście był w salonie. Udało mi się wybiec na klatkę schodową. Jednak na moje nieszczęście kolesie potrafili szybko biegać. Uciekłam na schody przeciwpożarowe i zaczęłam szybko po nich zbiegać. Niestety nie dość szybko. Jeden z nich wyskoczył z półpiętra i znalazł się dokładanie na przeciwko mnie. Po chwili za mną pojawił się drugi koleś. Złapał mnie za ramię.-Ty mała suko! Zapłacisz za to.
-Zostaw mnie!!!-krzyknęłam. Próbowałam jakoś go ominąć. Jednak nic z tego. Facet mocno chwycił mnie za ramię i rzucił mną o ścianę. Mocno uderzyłam w nią głową. Zaczęło robić mi się ciemno przed oczami. Ostatnią rzeczą, którą pamiętam, było mocne szarpnięcie w okolicach pasach. Później straciłam przytomność.
Gaara jak szalony wbiegł na klatkę schodową. Pognał do góry. Jednak kiedy na 9 piętrze zauważył ślad krwi na ścianie poczuł, że zasycha mu w gardle.
-Boże... nie!-ile sił pobiegł do mieszkania Sary. Drzwi były wyważone, to samo z drzwiami do łazienki. Jak widać Sara próbowała się tam schronić. Zauważył na podłodze zakrwawione nożyczki. Poczuł, że robi mu się słabo.-Nie to na pewno nie jest krew Sary. Na pewno użyła ich do ochrony. Na pewno...
-Stój!!! G... Gaara?-w drzwiach stał Naruto. Zaraz za nim Sai i Sasuke. Z przerażeniem rozglądali się po pomieszczeniu.
-Mają ją.-powiedział Sasuke. Co do tego nie było wątpliwości.
-Musimy coś zrobić!!! Sara to nasza przyjaciółka! Sasuke, zadzwoń na policję! Ja zadzwonię do jej wujka. Musi wiedzieć. Sara mówiła, że nie ma go obecnie w Tokio.
-Jest w Yokohamie. Ma tam narzeczoną. Miał wrócić pod koniec tygodnia.-Gaara mówił to automatycznie. Był wściekły na Sarę za ta głupią rozmowę, którą odbyli przed końcem roku szkolnego. Uraziła jego dumę. Ale taka była prawda. Był bawidamkiem. Uwielbiał to. Dziewczyny zmieniał często jak rękawiczki. Nawet Shina, z którą był w otwartym związku nie była w stanie zmienić jego nastawienia. Wszystko się zmieniło, kiedy poznał Sarę. Hikary nie spodziewał się chyba, że on sam, ten, który miał ją chronić, w pewnym sensie stanie się dla niej zagrożeniem. Sara była piękną dziewczyną. Była odważna, wiedziała czego chciała. Nie bała się go... Szybko się zauroczył. A to było zupełnie nowe uczucie, którego sam się wystraszył. Postanowił, że zdobędzie Sarę, a to dziwne uczucie na pewno minie. Niestety nie udało się... Największy problem pojawił się jakiś miesiąc temu, kiedy w jednym z magazynów zobaczył zdjęcie Sary i Konou. Obściskiwali się. Poczuł zazdrość. Jego męska duma została urażona.
-Skąd ty to wiesz?-zapytał Sai.
-Bo miałem być ochroniarzem Sary. Jej wujek mnie do tego wynajął.
-Powiem ci tak, wiem, że jesteś na pewno zdenerwowany tak samo jak my, ale to nie jest czas na żarty! Do cholery!!!-krzyknął Naruto. Gaara głośno westchnął. Wiedział, że tak będzie. Że kiedy w końcu postanowi wyznać prawdę, nie uwierzą mu. Wziął więc komórkę i wybrał numer do Hikarego Iregiro. Odebrał po 2 sygnale.
-Gaara! Miałeś do mnie dzwonić tylko w sprawie Sary. Czy coś się stało?-jego głos zrobił się bardziej niespokojny.
-Sara została porwana. Jej mieszkanie jest zdemolowane. Na klatce schodowej są ślady krwi. Jak widać musiała się bronić.-Gaara starał się być spokojny. W słuchawce usłyszał świst.
-Jak to porwana!!! Miałeś do tego nie dopuścić!!! Do cholery!!! Gdzie jest moja bratanica!!! Masz ją natychmiast znaleźć!!! Nie po to dostałeś tą robotę!!! Jeżeli spadnie jej chociaż jeden włos z głowy to ty również poniesiesz tego konsekwencje! Za godzinę będę z powrotem w Tokio! Czekaj na mnie na komisariacie!!!-Hikary rzucił słuchawką.
-Więc... więc to prawda. Ty naprawdę miałeś ochraniać Sarę...-powiedział zdziwiony Sasuke.
-Tak. Jej wujek zatrudnił mnie jeszcze przed oficjalną przeprowadzką do Tokio. Dostał cynk, że ktoś zaczął interesować się jego zmarłym bratem i jego córką. Szczególnie córką. Postanowił, że przydzieli jej cywilną ochronę. Którą miałem być ja.
-Problemem było chyba jednak to, że wasze relacje zaczęły wychodzić poza zawodowe przywileje, czyż nie?-zapytał Sasuke. Jak widać nie dziwiło go to.
-C... co?-zapytał Sai.
-Nie zauważyłeś jak się na siebie patrzyli za każdym razem, kiedy rozmawiali?-zapytał Naruto.
-Mniejsza z tym, muszę odnaleźć Sarę. Jej życie jest w wielkim niebezpieczeństwie.-Gaara był bardzo zdeterminowany. Martwił się. Sara jest silna. Ale tak naprawdę sam nie miał pojęcia z kim ma do czynienia.
Obudziłam się z tępym bólem głowy. W oczach raz po raz pojawiały mi się białe plamki. Oj nie jest dobrze. Będę musiała twardo się trzymać. Jestem za bardzo osłabiona żeby móc walczyć, ale mój kat nie może tego widzieć. W sumie... dziwiłam się, że żyję. Gdzieś niedaleko usłyszałam głosy. Jeden był dość znajomy. Jednak nie mogłam skojarzyć gdzie go słyszałam. Chyba w telewizji. Brzmiał jak jakiś prezenter.
-Obudziła się. Ma lekki uraz głowy. Jednak myślę, że możesz ją zobaczyć. Pamiętaj, ma żyć. Przynajmniej póki co. Później możesz zrobić z nią co chcesz.-moje serce zabiło niespokojnie. W pomieszczeniu było ciemno. Nie byłam w stanie powiedzieć gdzie jestem. Zapewne w jakimś zatęchłym magazynie. Tak, to na pewno będzie wyglądało tak, jak z jakiegoś chorego horroru. Zaraz wejdzie koleś, który zapyta czy mam ochotę zagrać z nim z grę, od której zależy całe moje życie... Iregiro, przestań. Naoglądałaś się "Piły". Jednak miałam bardzo złe przeczucia. Bałam się jak cholera. Kim był ten koleś, którego głos chwile temu usłyszałam. Musiałam to wiedzieć.
Poraziło mnie jasne światło. Jęknęłam. Przez głowę przeszedł mi silny ból. Kiedy moje oczy w końcu przyzwyczaiły się do światła o mało co, nie wywróciłam się na krześle, do którego byłam przywiązana. To absolutnie nie był magazyn! To był... to był luksusowy areszt! Przynajmniej dla mnie. Na pewno na co dzień ktoś tu mieszkał! Bogato zdobione wnętrza, piękne duże łóżko z baldachimem. Ściany w kolorze palonego złota.
-Co do...-szepnęłam sama do siebie. Nie tak wyobrażałam sobie miejsce, do którego kogoś się porywa. Absolutnie nie w taki sposób. Nie była to melina albo zapyziała klitka! O cholerę tu chodzi?! Kto kazał mnie porwać?! Na pewno ktoś bardzo zamożny! Co do tego nie miałam żadnych wątpliwości. Zaczęłam niespokojnie wiercić się na krześle. Usłyszałam kroki za drzwiami. Serce waliło mi jak stado koni. Drzwi uchyliły się. Bałam się unieść głowę. Zobaczyłam tylko czubki butów, kiedy ten ktoś podszedł do mnie.


-Aaa! Jak cudownie! Więc już się obudziłaś! To dobrze. Czas na rozmowę.-podniosłam głowę. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, kiedy zobaczyłam mężczyznę, który zlecił porwanie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8