Rozdział 15

Kiedy rozmawiałam z Temari humor mi się poprawił. Zgodziła się zatańczyć układ razem ze mną. Muszę jeszcze porozmawiać z resztą dziewczyn i również mieć nadzieję, że zgodzą się na tańce połamańce. Powoli zbierałam się do wyjścia. Na szczęście nie miałam daleko, ale wolałam nie chodzić sama po nocach. Wzięłam torbę z łóżka i poszłam na korytarz.
-Jak widać Gaara chyba jutro nie pojawi się w szkole.-powiedziałam. Impreza rozkręciła się na całego. Zauważyłam kilka dziewczyn, których nie było kiedy ja przyszłam. Laski odwróciły się jak na komendę i zmierzyły mnie nienawistnym spojrzeniem.
-Saro, jutro jest sobota. Ogarnij się. Nie ma szkoły.-aż zdziwiłam się na jej słowa. Nie wierzyłam, że tak szybko zleciał mi tydzień szkolny.
-Naprawdę?-zajrzałam do komórki z czystej ciekawości. Rzeczywiście.-Tak! Wyśpię się! Juhuhuhuh!!!
-Ale tobie niewiele do szczęścia wystarczy. Służba nie zwali cię rano z łóżka?-zapytała Temari.
-Nie mieszkam już z wujkiem. Wyprowadziłam się do apartamentu na nowym osiedlu niedaleko was.-powiedziałam.
-A to niespodzianka. To mówisz, że zapraszasz na imprezę?-zaśmiałyśmy się we 2. Otworzyłam torebkę. Zaczęłam szukać papierośnicy.
-Idziesz zapalić?-podskoczyłam. Gaara stał za nami.
-Tak, idę.-powiedziałam. Gaara skierował się do kuchni. Ja za nim. Temari pożegnała się z nami.
Stanęłam przy oknie. Otworzyłam je na oścież. Odpaliłam papierosa i mocno się nim zaciągnęłam. Gaara stanął obok mnie.
-I jak, o czym rozmawiałaś z Temari?-zapytał Gaara.
-O niczym, co może ciebie interesować, zaufaj mi.-odpowiedziałam. Znowu głęboko się zaciągnęłam.
-Interesuje. I to bardzo. Co, pewnie na temat Konou? Jak długo się spotykacie. Jest u nas w szkole ledwo 2 tyg.-Dopiero teraz zauważyłam, że Gaara ma lekko podpite spojrzenie. Głośno westchnęłam. Oparłam się łokciami o parapet i zaczęłam oglądać świat za oknem.-Zajebiście wglądasz w takiej pozycji.
-Nie przeklinaj przy mnie. Nie lubię tego.-powiedziałam. Od razu się wyprostowałam. Wkurzały mnie te jego głupie komentarze. Jednak było mi niewygodnie stać. Usiadłam na parapecie jednym pośladkiem. Spaliłam już prawie całego papierosa.
-Będę robił to, co mi się podoba.-zmierzyliśmy się tak naelektryzowanymi spojrzeniami, że ktoś, kto oglądałby to z boku, pewnie by uciekł. Zaciągnęłam się ostatni raz. Wypuściłam dym w kierunku mojego prześladowcy. Uśmiechnęłam się przy tym. Zsunęłam się z parapetu, zmoczyłam filtr od papierosa w zlewie i wyrzuciłam do kosza na śmieci. Nie zdążyłam odwrócić się nawet o centymetr, kiedy Gaara przygniótł mnie do blatu. Naparł na mnie całym ciałem.
-Co ty robisz?-zapytałam. Złapał moje dłonie i przycisnął do zimnej powierzchni. Czułam przy uchu jego przyśpieszony oddech.
-Tak się składa, że bardzo mnie denerwujesz, bo opierasz mi się.-przycisnął mnie do blatu jeszcze mocniej. O dziwo nie miałam chyba żadnych instynktów samozachowawczych, ponieważ zamiast krzyczeć, poczułam przyjemne ciepło w podbrzuszu.
-Nie dziw mi się. Nie pozwalam bawić się moimi uczuciami.-Gaara odgarnął moje włosy na lewą stronę. Poczułam jego usta na swoim karku. Całkiem przyjemne uczucie.-I co teraz zrobisz? Zaliczysz mnie na blacie w swojej kuchni? Ależ to romantyczne, nie ma co.-powiedziałam sarkastycznie.
-Mógłbym gdziekolwiek. Uwierz, w tym momencie.-powiedział. Poczułam jego ręce na biodrach, później w talii. Robiło mi się gorąco. Odwróciłam się do niego przodem. Dopóki jeszcze trzeźwo myślałam. Gaara popchnął mnie na blat, rozszerzył mi uda. Złapał mnie za biodra i przysunął do siebie. Takiego obrotu sprawy to ja się nie spodziewałam. Nie zdążyłam nawet zaprotestować kiedy mnie pocałował. Gorzej. Wtedy dopiero poczułam, że on serio działa na mnie, i to dość intensywnie. Poczułam jego dłoń na swojej piersi. Westchnęłam. Nie takiej reakcji po swoim ciele się spodziewałam. Pocałunki Gaary zaczęły robić się coraz bardziej namiętne. Naparł na mnie jeszcze bardziej swoim ciałem. Poczułam jego podniecenie. Zrobiło mi się gorąco. Bardzo gorąco. Sama oddałam się tej grze ciał. Spodobała mi się.
Gaara zaczął dobierać się do mojej koszuli. Podejrzewam, że gdyby nie wejście do kuchni kogoś obcego, to na pewno do czegoś by doszło. Jednak jeden z jego kolegów przyszedł wyciągnąć sobie piwo z lodówki.
-Gaara, weź ją do swojej sypialni. Tam będzie ci wygodniej.-powiedział. Oderwałam się od Gaary, koleś po prostu sobie poszedł. Nie zdziwiło go zachowanie Gaary. Jak widać, nie jest to pierwszy raz.
-Ok, ja muszę iść. Wracam do domu pieszo.-powiedziałam. Odepchnęłam Gaarę od siebie i szybko zeszłam z blatu. Ogarnęłam się dosłownie w chwilę. Zapięłam odpięte guziki, włosy przeczesałam palcami. Wyleciałam na korytarz, w biegu ubrałam buty i wyszłam na klatkę. Serce waliło mi jak oszalałe. Podbrzusze pulsowało. Nie dziwiłam się w tym momencie, że ludzie potrafią stracić możliwość logicznego myślenia w przypływie namiętności. Sama właśnie tego doświadczyłam.
Kiedy wróciłam do domu czułam się jak otępiała. Potrzebowałam prysznica. I to takiego bardzo orzeźwiającego. Rozebrałam się i poszłam do łazienki. Puściłam zimną wodę i weszłam pod jej strumień. Od razu poczułam się lepiej.
Leżąc w łóżku starałam się ogarnąć jakoś swoje uczucia. Doszłam do wniosku, że muszę unikać Gaary. Ta znajomość idzie za daleko, a co najgorsze ja na to pozwalam. Postanowiłam skupić się na Konou. To będzie najlepsze wyjście. Na pewno nie będzie to wywoływało aż takiego ogłupienia. Przy Konou potrafię się kontrolować.
Następnego dnia obudziłam się około godziny 9. Przeciągnęłam się i spojrzałam na komórkę. Na wyświetlaczu widniała 1 nowa wiadomość. Jak się okazało, od Sakury. Zadzwoniłam do niej. Umówiłyśmy się, że pomoże mi wybrać szafkę do biura oraz sofę i stół do pokoju gościnnego. Przystała na tę propozycję z przyjemnością. O 12 miałyśmy spotkać się w centrum handlowym. Na spokojnie mogłam więc zjeść śniadanie. Miałam dzisiaj ochotę na płatki fitness z jogurtem naturalnym. Po śniadaniu poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam do swojej sypialni. Wybrałam na spokojnie ubrania i ubrałam się w nie.
Zeszłam do garażu. Strasznie stęskniłam się za jazdą moim autem. Kiedy tylko odpaliłam silnik od razu poczułam się lepiej.
Jak się okazało pogoda była dzisiaj piękna. Słońce dość mocno grzało, kupa ludzi siedziała w kawiarenkach wszelkiego rodzaju. Stwierdziłam, że kiedy tylko dojadę do centrum, od razu zaproszę Sakurę na mrożoną kawę. Zdałam sobie sprawę, że dopiero teraz moje życie zaczęło przypominać życie normalnej nastolatki. Może poza faktem, że prowadziłam ogromną firmę wartą miliony, jak i nie miliardy dolarów... Ale spotykałam się z ludźmi w swoim wieku, mogłam normalnie chodzić na zakupy, umówiłam się nawet na randkę, o której nigdy bym nie pomyślała. I udało mi się to dopiero w wieku prawie 18 lat, kiedy tak naprawdę dla ludzi w moim wieku coś takiego, to chleb powszedni.
Kiedy zajechałam do centrum handlowego od razu skierowałam się do ruchomych schodów. Sakura już na mnie czekała.
-Cześć Saro!  Jak tam dzień ci mija?!-Sakura wręcz zarażała entuzjazmem. Zastanawiałam się co było tego powodem. Zauważyłam również, że jej włosy były dużo krótsze niż ostatnio.
-Ścięłaś włosy...-rzuciłam od razu. Jednak Sakura nie straciła entuzjazmu.
-Wiem! Ale to nic! Odrosną.-byłam zdziwiona. Wydawało mi się, że kto jak kto, ale Sakura jest bardzo przywiązana do swoich włosów.
-Mogę wiedzieć co się stało? Entuzjazm, którym emanujesz jest wręcz zaraźliwy.-powiedziałam. Sakura zarumieniła się.
-Wczoraj byłam razem z Ino i Hinatą w centrum handlowym. Próbowałyśmy się do ciebie dodzwonić, ale nie odbierałaś!!!
-Byłam na spotkaniu z Konou. Później poszłam do Temari...-rzuciłam krótko.
-Razem z nami spotkali się Sai, Sasuke i Naruto... Te włosy... Karin mi to zrobiła. Zauważyła Sasuke i mnie jak siedzimy przy jednym stoliku. Dopadła mnie kiedy poszłam do łazienki.
-Co?! Sakura!!!-krzyknęłam. Kilku klientów ze sklepu elektronicznego zaczęło się nam przyglądać.
-Sasuke znalazł mnie w łazience. Całowaliśmy się. To samo, kiedy odprowadził mnie do domu.-w tym momencie zabrakło mi słów. W końcu!!!
-Sakura! To cudownie!!!-krzyknęłam i mocno ją do siebie przytuliłam.
Po skończonych zakupach zaprosiłam w końcu Sakurę na mrożoną kawę. Zmęczone usiadłyśmy na krzesłach i czekałyśmy na zamówienie.
-Jak na randce z Konou?
-Fajnie...-odpowiedziałam. Przypomniał mi się wczorajszy pocałunek z Gaarą. Po ciele przeszły mi ciarki.
-Nie jesteś zbyt wylewna.-stwierdziła Sakura. Zaczęła bacznie mi się przyglądać.
-Sakura... Miałaś kiedyś tak, że pomimo tego, że wiedziałaś, że nie powinnaś czegoś robić i tak to robiłaś, bo sprawiało ci to za dużo przyjemności?-zapytałam.
-Hym... Nie, raczej nie. A już na pewno nie przypominam sobie tego...-powiedziała. Kelner przyniósł nam nasze mrożone frappe.-Tak w ogóle to dlaczego pytasz?
-Powiek ci coś, ale obiecaj, że póki co zachowasz to dla siebie dobrze?-Sakura kiwnęła głową.
Po skończonej opowieści czułam się od razu lepiej. Jakby cały ciężar kilku ostatnich tygodni zszedł ze mnie. W końcu zrozumiałam dlaczego ludzie chodzili do psychologa, lub psychiatry.
-Więc Gaara cię pocałował. I to kilka razy. Ale nie rozumiem dlaczego... O co chodzi z tą dziewczyną...
-Sakura, nie wiem. Nie chcę tego roztrząsać. Bardziej dziwi mnie to, że do tego wszystkiego w ogóle doszło, że ja na to pozwoliłam. Nie byłam wylewna co do uczuć. Nigdy. A Gaara sprawia, że mam ochotę rzucić się na niego kiedy tylko mnie dotknie. W środku cała się skręcam. To takie skomplikowane! Och!!!-krzyknęłam.
-Ale i tak nie zamierzasz się z nim spotykać, tak? Wolisz Konou.
-Konou to bezpieczna opcja.-stwierdziłam.
-Co to znaczy "bezpieczna opcja"?-Sakura chyba nie nadążała za moim tokiem myślenia.
-Och! To takie trudne! Konou jest po prostu... Wiem, że mogę z niego czytać jak z otwartej książki. Jest przewidywalny, owszem sympatyczny z niego chłopak, ma nawet poczucie humoru, lubimy te same rzeczy, ale...
-Ale to nie jest Gaara, tak?-może jednak nadążała.
-Gaara jest takim facetem, przed jakim zawsze mnie przestrzegali. Ma szemrane towarzystwo, lubi imprezy, dziewczyny. Nie słucha się, chadza swoimi drogami. Nigdy nie wiem jaki będzie jego następny ruch. Jest taki tajemniczy, nie obnosi się ze sobą... To... To zupełne przeciwieństwo Konou!-powiedziałam. Miałam już taki mętlik w głowie, że aż czułam pulsowanie w skroniach.
-Uważam, że powinnaś zrobić to, co mówi ci serce. Jeżeli chcesz spotykać się w Konou, a wiem, że nie chcesz, to twój wybór. Jeżeli wybierzesz Gaarę, to również będzie to tylko twój wybór.-powiedziała. Byłam zdziwiona na jej słowa. Myślałam, że mnie okrzyczy, że jestem głupia, że tak daję się wykorzystywać.
Odwiozłam Sakurę do domu. Dochodziła 15. Postanowiłam pojechać do szkoły na salę taneczną, najpierw jednak musiałam zajechać do domu po strój. Musiałam wymyślić chociaż wstępny układ. Z resztą... Taniec pozwala mi zapomnieć choć na chwilę o problemach.
Kiedy zajechałam pod szkołę parking był pusty. Z resztą nie ma się co dziwić. Była sobota, popołudnie. Większość ludzi siedziała pewnie w parkach, albo gdziekolwiek. Z tylnego siedzenia wyciągnęłam torbę. Zamknęłam samochód i weszłam do szkoły. Było tu dziwnie... tak pusto. Od razu skierowałam się na salę do fitnessu. Podłączyłam swój telefon do głośników i zaczęłam rozgrzewkę.
Po kilkunastu minutach puściłam sobie bardziej zmysłową muzykę. Wyłączyłam myślenie. Oddałam się rytmowi. Moje ciało wyginało się we wszystkie strony. Nie był to na pewno układ, jaki powinnam zatańczyć razem z dziewczynami na zakończenie roku, ale choć na chwilę mogłam poczuć się jak bogini seksu. Wyginałam się, tańczyłam przy lustrze, na kolanach. Kiedy ostatnie takty dobiegły końca poczułam się dużo lepiej. Jakby cały stres poszedł w niepamięć. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Jednak w drzwiach coś mi mignęło. Serce zaczęło walić mi jak szalone. Podbiegłam do drzwi. W połowie korytarza zauważyłam jakąś postać.
-Hej! Stój!!!-krzyknęłam. Wybiegłam za tym kimś. Ledwo udawało mi się go dogonić. Nagle jakby rozpłynął się. Usłyszałam dźwięki z sali muzycznej. Bez namysłu otworzyłam je. Był tam na pewno ten chłopak, którego przyłapałam na podglądaniu. Miał tą samą bluzę.-Co ty sobie myślisz?! Nie ładnie tak podglądać ludzi!!!
-Dziewczyno, jak ty się ruszasz. To było lepsze od tańca na rurze!!!-poczułam, że robię się cała czerwona. Moje serce przyśpieszyło do niebezpiecznego tempa.
-Mój kolega cię podglądał?-no tak! Zupełnie zapomniałam!!! Gaara mówił mi jakiś czas temu, że dyrektorka udostępniła im salę muzyczną na próby.
-Tak, podglądał. Nie mam pojęcia ile widział, ale na pewno nie był proszony.-powiedziałam jadowicie. Dopiero teraz skojarzyłam, że poznałam tych kolesi kilka dni temu w centrum handlowym.
-Czekaj... Ty jesteś tą dziewczyną od Gaary! Sara tak?! Nie poznałem cię prawie w tym stroju. Na imprezie i w centrum handlowym wyglądałaś inaczej.
-Tak. Miałam okazję was poznać. Gaary nie ma z wami?-zapytałam.
-Stęskniłaś się za nim? Nie zaczęliśmy jeszcze próby. Gaara trochę się spóźnia. Powinien pojawić się tutaj 10 minut temu.
-Nie stęskniłam się...-powiedziałam. Czułam się dość niekomfortowo z taką ilością płci męskiej w jednym pomieszczeniu. Jednak moje zażenowanie szybko mi przeszło, kiedy dostrzegłam w roku pianino. Nie miałam okazji nigdy zaglądać do tej sali. Nie uczyli nas muzyki. Byliśmy na to za duzi. Ale osoby, które z własnej woli zapisały się do kółka muzycznego, miały tu wstęp wolny.-któryś z was na tym gra?
-Na pianinie? Nie. Stoi tu. Trochę nam przeszkadza, bo zabiera sporo miejsca, a my mamy dość dużo sprzętu, ale jakoś udaje nam się, bez uszkodzenia go.-podeszłam do instrumentu. Jako dziecko pobierałam nauki gry. Byłam ciekawa czy coś zapamiętałam. Usiadłam na krzesełku i otworzyłam wieko. Dotknęłam klawiszy. Instrument był trochę rozstrojony, ale nie przeszkadzało mi to. Dla rozgrzewki zagrałam kilka taktów, a potem całą sonatę. Jednak nie zapomniałam...
-Co tu się dzieje?-od tego głosu przeszły mnie ciarki. W drzwiach stał Gaara. Zmierzył mnie wzrokiem.
-Gaara, ta dziewczyna jest niesamowita! Nie dość, że wygina się w tańcu lepiej niż tancerka na rurze, to potrafi grać na pianinie! Coś jeszcze...
-Tancerka na rurze? Skąd wiesz?-Gaara wyglądał jak poirytowany.
-Twój kolega podglądał mnie kiedy tańczyłam na sali od fitnessu. Zdałam sobie z tego sprawę po fakcie.-powiedziałam. Gaara spochmurniał jeszcze bardziej.
-Przyjechałaś tu sama?-nie wiem dlaczego, ale chciałam żeby czuł się zazdrosny. Żeby poczuła się tak samo, jak ja, kiedy przez przypadek dowiedziałam się o Shinie.
-Przyjechałam z Konou. Jednak coś mu wypadło i musiał sobie iść.-skłamałam. Gaara ze świstem wciągnął powietrze. Podobała mi się ta reakcja. Jego ramiona całe się spięły.
-Czyli to oficjalne?-zapytał. W jego oczach dostrzegłam ogień.
-Można tak powiedzieć. Chociaż... Nie. Naprawdę można tak powiedzieć.-powiedziałam. W oczach Gaary dostrzegłam furię. Wstałam od instrumentu.-Dziękuję za zajęcie mi czasu. Muszę wracać do ćwiczeń.
Kiedy wyszłam z sali od razu poczułam się lepiej. Wróciłam do sali tanecznej. Zaczęłam układać poszczególne części układu i splatać je ze sobą. Tyranka powinna być zadowolona.
Kiedy skończyłam było mi lepiej. Wiedziałam, że kiedy wrócę do domu na pewno padnę i będę spała do popołudnia. Kiedy odłączyłam telefon od głośników, okazało się, że dochodziła już 18. Zaczęłam zbierać swoje rzeczy. Wyłączyłam światła i zamknęłam drzwi. Na korytarzu było głośno. Jak widać chłopcy z sali muzycznej również się zbierali. Specjalnie trochę się ociągałam. Kiedy jeden z nich wyszedł zza rogu uśmiechnęłam się do niego przez ramię. Później udawałam, że nie dostrzegłam ich.
Wyciągnęłam kluczyki z kieszeni. Pchnęłam drzwi wyjściowe i o mało co nie padłam na zawał. Przed szkoła znowu stał ten samochód, którym jeździli ci goście. Wcięło mnie. Moje nogi zrobiły się jak z waty. Serce wybijało kankana. Nie mogłam się ruszyć. Szyba w aucie powoli zaczęła się opuszczać Jednak mogłam dostrzec tylko błysk w oczach. Bardzo złowrogi błysk. Zaczęłam się trząść. Wtedy samochód odjechał, a ja powoli zaczęłam osuwać się na kolana. Ledwo mogłam oddychać. W takim stanie znaleźli mnie chłopcy.
-Saro, co ci się stało zapytał? -Gaara. Klęknął na przeciwko mnie. Moje oczy wyraziły chyba wszystko.-Oni tu byli prawda?
-Tak.-szepnęłam.
-Idźcie beze mnie. Muszę odprowadzić Sarę do domu.-powiedział. Znowu był tym opiekuńczym chłopakiem, który mnie zadziwiał.
Zajechaliśmy pod moje mieszkanie. Gaara milczał całą drogę. Otworzył mi drzwi, zabrał moją torbę, a potem złapał mnie pod ramię i zaprowadził na górę.
-Mówiłem ci, że mieszkanie samopas to głupi pomysł w tym wypadku. Powinnaś wrócić do wujka. Do rezydencji.-powiedział. Zaczął zapalać światła w mieszkaniu. Zmęczona oparłam się o blat kuchenny. Podeszłam do czajnika i nastawiłam wodę na herbatę. Chwilę później zaczęła wrzeć. Wyciągnęłam 2 szklanki i wsypałam tam napar. Ręce nadal mi się trzęsły. Oparłam głowę na dłoniach. Zaczęłam głośno oddychać. Poczułam po bokach siebie dłonie. Nawet nie drgnęłam.-Stań prosto. Mówiłem, że wyglądasz zajebiście w tej pozycji. Budzą się we mnie typowe odruchy.
-Jeszcze żebyś uprawiał kiedykolwiek seks, to może by mnie to ruszało.-powiedziałam. Obrócił mnie do siebie jednym ruchem. Zrobiło mi się gorąco.
-Nie prowokuj mnie. I tak ledwo się opanowuje.-syknął na mnie. Zaczęłam ocierać o siebie nasze biodra. Gaara mocno przycisnął mnie do siebie. Słyszałam jego przyśpieszony oddech.
-Podniecasz się tak szybko jak chłopczyk, który pierwszy raz ogląda pornola.-powiedziałam. Gaara dosłownie wbił mi palce w biodra.
-Przestań.-warknął na mnie.


-Bo, co mi zrobisz?- rzuciłam mu wyzwanie. Gaara wpił mi się w usta z taką siłą, że aż odgięłam się do tyłu. Jęknęłam. Poczułam jego język w ustach. Nie pozostałam mu dłużna. Jego ręce powędrowały na moje piersi. Zaczął je powoli uciskać. Aż musiałam oderwać się od niego żeby nabrać powietrza. Spojrzałam mu w oczy. Od podniecenia pociemniały. Miały kolor ciemnoniebieskiego nieba. Całe błyszczały. Czułam, że poddaję mu się bez żadnych oporów. Gaara wsunął mi ręce pod bluzkę. Jego dłonie paliły moją skórę. Przez moją głowę przewijały się tysiące myśli. Jednak chyba najbardziej wyraźna była ta, która wręcz krzyczała do mnie: „Niech się dzieje, co chce!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8