Rozdział 19
Gaara chodził po wszystkich możliwych znajomych, którzy
mieli wejścia w świecie przestępczym. Yuto go w tym wyszkolił. Dlatego od tak
młodego wieku mógł zająć się ochroną jakiś ważnych osobistości. Wcześniej były
to głównie rozpieszczone córeczki tatusiów. Głupie, puste lalki. Pamiętał
doskonale, kiedy w zeszłym roku dostał swoje 1 zlecenie. Była zima. Miał zająć
się córką jakiegoś bankowca. Ona zajęła się nim... Od tego czasu korzystał z
życia jak mógł. Niektóre dziewczyny zakochiwały się w nim, inne traktowały to
jako niezobowiązującą znajomość. Chciał dać sobie z tym spokój. Jednak Yuto
powiedział mu, że ma dla niego następne zadanie. Miał ochraniać córkę zmarłego
tragicznie Hasumo Iregiro. Próbował dowiedzieć się na temat tej dziewczyny jak
najwięcej. Kilka zdjęć w internecie, kiedy jej ojciec jeszcze żył. Wyglądała
jak mała rozpieszczona królewna. Zaczął się z tego śmiać. Była tak strasznie
podobna do tych wszystkich dziewczyn, których pilnował. Jednak kiedy zobaczył
kilka zdjęć zrobionych najprawdopodobniej na początku tego roku, zdziwił się.
Dziewczyna nie wyglądała absolutnie, jak ta mała ze zdjęć ze swoim ojcem. Kiedy
przyjrzał się jej twarzy, dostrzegł ogromne zmęczenie życiem. W oczach tej
dziewczyny nie było radości. Właśnie wtedy zainteresował się bardziej jej
życiem. Wypytał Yuto, kilku byłych współpracowników jej wujka. Okazało się, że
Sara to miła i poukładana dziewczyna, która dostała kopa od życia. Wtedy zdał
sobie sprawę, że to zadanie będzie inne, niż poprzednie. I się nie przeliczył.
Sara była zupełnie inna.
Gaara dojechał właśnie do zachodniej części miasta.
Najczęściej spotykało się tam szemrane towarzystwo z okolicy. Oni byli jego
jedyną nadzieją. Kiedy doszedł pod znajomy budynek, ochroniarze od razu go
przepuścili. Wszedł do osobnego pomieszczenia. Jego "kolega" powitał
go z otwartymi ramionami.
-Co cię tu sprowadza?! Od dawna się nie widzieliśmy!-facet
kolegował się kiedyś z jego wujkiem.
-Potrzebuję twojej pomocy. Muszę kogoś znaleźć. I to
bardzo szybko.-Gaara był zdenerwowany.
-Co się stało? Siadaj. Chcesz papierosa?-Gaara
poczęstował się jednym z paczki. Były bardzo mocne.
-Muszę znaleźć dziewczynę...-facet zaczął się śmiać.
-Ty nie jesteś w stanie znaleźć sobie żadnej? Same dobre
partie wskakiwały ci do łóżka!-Gaara się skrzywił.
-Nie! Nie o to mi chodzi!!! Muszę znaleźć dziewczynę,
która wczoraj została porwana. Nazywa się Sara Iregiro! Miałem ją ochraniać,
ale niestety dużo rzeczy poszło nie po mojej myśli. Wczoraj 2 wynajętych
facetów porwało ją, z jej mieszkania niedaleko centrum. Muszę ją znaleźć!-facet
pierwszy raz dostrzegł w oczach Gaary taką determinację.
-Sara Iregiro mówisz. Czy to nie ta, co spotyka się z tym
Konou Yokachima? Gazety rozpisują się o tym od kilku tygodni.
-To właśnie ten cały Konou ją porwał. Dlatego muszę
znaleźć ją jak najszybciej.-facet o nic więcej nie pytał. Wykonał tylko kilka
telefonów. Gaara siedział jak na szpilkach.
-Cóż. Kilka miesięcy temu mój wspólnik dostał zlecenie
śledzenia jakiejś dziewczyny, podejrzewam, że chodzi właśnie o tę Iregiro.
Musisz do niego jechać. Ma swoje lokum kilka przecznic dalej. Powołaj się na
mnie. Nic więcej nie mogę zrobić.
-Dziękuję!-Gaara zerwał się z miejsca i pobiegł we
wskazane miejsce. Miał nadzieje, że ten trop okaże się słuszny.
Kiedy znalazł się pod wskazanym budynkiem serce waliło mu
jak szalone. Na dodatek ochroniarze zastawili mu przejście. Podał nazwisko
swojego kolegi. Wtedy go wpuścili. Ich szef czekał na niego przy barze.
-Ty pewnie jesteś Gaara?-zapytał
-Tak, to ja.-facet poklepał miejsce obok siebie. Gaara
usiadł na nim.
-Wiesz, że nie powinienem udzielać ci takich informacji.
Dostaliśmy za to zlecenie dużo kasy. Bardzo dużo.
-Rozumiem, chodzi mi tylko o bezpieczeństwo tej
dziewczyny. Jest dla mnie ważna.-Gaara sam się zdziwił, że to mówi. W dodatku
obcemu facetowi.
-Tak, wiem, że chodzi o Iregiro. Ta dziewczyna była dla
naszego klienta niezwykle ważna. Kiedy o niej mówił, wyglądał jak jakiś
opętany. W jego oczach czaiło się coś takiego, że na miejscu tej dziewczyny,
nie chciałbym spotkać się z nim oko w oko.
-Mogę tylko wiedzieć jak wyglądał ten chłopak?-zapytał
Gaara. Czuł coraz większy niepokój.
-Wysoki, blondyn, zielone oczy.-Gaara ze świstem wypuścił
powietrze z płuc. Więc to jednak sprawka Konou. Jej wujek miał racje.
-Po twojej minie mogę stwierdzić, że go znasz.-facet
zaciągnął się cygarem.
-Nawet bardzo dobrze. To chłopak Sary...-powiedział.
Poczuł nieopisaną wściekłość. Gdyby wtedy nie uniósł się dumą Sara byłaby
pewnie bezpieczna. Dobrze wiedział, że to nie z Konou chciała być. Wkurzał ją.
Ale jednak wybrała go...
-Więc skoro to jej chłopak, to dlaczego ją porwał?-facet
był bardzo zdziwiony.
-Mógłby mi pan powiedzieć, dokąd pana ludzie ją zabrali?
Błagam! Wiem, że to poufne w tym świecie, ale ta dziewczyna jest naprawdę w
wielkim niebezpieczeństwie.
-Z tego, co wiem, to odwieźli ją gdzieś z 10 km za Tokio.
Chłopak ma tam jakąś rezydencję. Zapewne tam ją przetrzymuje.-serce Gaary
zabiło bardzo szybko. Poczuł pewną ulgę.
-Dziękuję.-powiedział. Wstał. Nisko się ukłonił.
-Młody!-rzucił za nim facet, kiedy Gaara już wychodził.
Chłopak szybko się odwrócił. Tamten siedział z wielkim uśmiechem na twarzy.-Nie
wypuść tej dziewczyny z rąk ponownie. Uważaj na siebie
-Oby miał pan rację!-Gaara wybiegł na zewnątrz. Poszedł
na metro. Tylko tak szybko mógł dostać się do centrum. Wyciągnął telefon i
szybko wybrał numer do Yuto.-Znalazłem ją!
Pół godziny później był już w centrum. Wszyscy czekali na
niego pod komisariatem.
-10 kilometrów za Tokio. Udało ci się załatwić to, o co
cię prosiłem?
-Tak. Chibi Yokachima kupił dużą rezydencję 2 tygodnie
temu. Znajduje się na wschód od miasta.
-Dobrze. Przygotujcie ludzi. Jedziemy.-Gaara czuł się
wspaniale. Odnajdą ją! Muszą!
Obudziłam się w środku nocy. W pierwszej chwili nie
skojarzyłam gdzie się znajduję. Jednak po chwili doszło do mnie, to co zdarzyło
się wczoraj. Konou mnie porwał! Mój własny chłopak!!! Miałam ochotę rozszarpać
go na strzępy. Poczułam ostry ból głowy. Chwyciłam się za nią. Nadal ślepo
wierzyłam, że uda mi się uciec, lub, że zdarzy się cud i ktoś z moich
przyjaciół mnie odnajdzie. Zegarek wskazywał chwilę po 3 rano. Nie zostało mi
dużo czasu.
-Jakim cudem udało ci się dojść do tego, gdzie
przetrzymują Sarę?-zapytał Naruto.
-Mam swoje znajomości.-powiedział Gaara. Sprawdzał czy
wziął ze sobą wszystko. Broń, kamizelka kuloodporna. Naruto wolał nie pytać się
po co to.
-Szykujemy się na wojnę tak?-zapytał Sasuke.
-Nie wiemy do czego Konou jest zdolny, żeby tylko Sara
została z nim. Wolę być ubezpieczony na każdą ewentualność.-powiedział.
-No tak, ale my chyba nie musimy tego ubierać co?-Blondyn
zaczął się denerwować. Bał się o Sarę, ale jednak strzelanie powinni zostawić
policji.
-Wy zostajecie w wozie. Podejrzewam, że nie będzie to nic
przyjemnego. Ta rezydencja jest na pewno strzeżona jak forteca.
-Czemu aż tak ci zależało żeby tam jechać?-zapytał
Sasuke. Gaara nie odpowiedział.
Chwilę przed 4, konwój zatrzymał się spory kawałek od
domu. Policjanci powoli zbliżali się do miejsca. Gaara z kolei postanowił
dostać się do domu od tyłu. Wiedział, że kiedy rozpęta się prawdziwa burza,
większość sługusów Konou na pewno zajmie się frontem. Wszyscy zajęli pozycje.
Jeszcze tylko chwila. Sara zaraz znowu będzie bezpieczna. Padł pierwszy strzał
z rezydencji. Włączyło się oświetlenie wokół całego domu. Teraz nadeszła jego
kolej.
Gaara schował się w krzakach. Widział jak ludzie raz po
raz biegli w stronę frontowej bramy. Poczekał, aż w końcu nikt się nie pojawił.
Zaczął wspinać się po płocie, modląc się w duchu, aby nie zawisnąć na nim.
Kiedy znalazł się na terenie rezydencji, poczuł się lepiej. Zbliżył się do
drzwi, z których jakiś czas temu wybiegli ostatni ochroniarze. Nie mógł ich jednak
otworzyć. Nie miał karty. Strzelił więc w czytnik, a drzwi ustąpiły. Wszedł do
środka. Wszędzie było ciemno. Miał problemy z poruszaniem się. Jedynym celem
jaki teraz sobie wyznaczył, było odnalezienie Sary. Musi to zrobić. Takie było
jego zadanie.
Gaara dostał się do jakiegoś dużego pomieszczenia. Sądząc
po umeblowaniu, był to zapewne salon. Był lekko oświetlony, dzięki lampom
umieszczonym na zewnątrz. Nikogo w nim nie było. Na dole było to chyba jedyne
pomieszczenie. Zaczął więc szukać schodów. Kiedy je znalazł bardzo powoli
zaczął po nich wchodzić. Dziwiło go to, że nadal nikogo nie spotkał. Kiedy w
końcu znalazł się na górze, miał ochotę przeklinać. Na górze było zapewne
gdzieś z 8 różnych pomieszczeń. Zapewne w jednym z nich jest Sara. Gaara powoli
podszedł do pierwszych drzwi. Przystawił do nich ucho, nie słyszał żadnych
dźwięków, więc je uchylił. Okazało się, że to biblioteka. Podszedł więc do paru
następnych. Powoli zaczął tracić nadzieję. Być może to nie jest dom, w którym
przetrzymują Sarę. Zbliżył się do następnych drzwi. Uchylił je. Światło było
bardzo słabe, jednak dostrzegł na łóżku jakąś postać.
-Sara.-szepnął. Wszędzie poznałby te czarne włosy i
sylwetkę. Długo się nie zastanawiając wbiegł do pokoju. Postać odwróciła się do
niego.
-Gaara?! Uważaj!!!-wtedy chłopak poczuł silny cios w
plecy. Kolana się pod nim ugięły. Nie zdążył nawet dobrze podźwignąć się na
nogi, kiedy napastnik złapał go od tyłu za szyję Gaara myślał, że oczy wyjdą mu
na wierzch.
-Panicz Konou nie lubi, kiedy ktoś zabiera mu jego
rzecz.-powiedział facet, który go dusił. Poczuł, że zaczyna robić mu się słabo.
Nie mógł złapać nawet jednego oddechu. Oczy wywróciły mu się do góry. I nagle
poczuł rozluźnienie w okolicach szyi. Zaczął kaszleć i szybko łapać powietrze.
Kiedy trochę doszedł do siebie, zobaczył, że facet leży na ziemi, a Sara nad
nim trzyma chyba resztki wazonu w ręce.
-Gaara! Nic ci nie jest?!-dziewczyna padła obok chłopaka
na kolana.
-Już dobrze. Chodź. Musimy stąd uciekać. Moi koledzy nie
będą w stanie na długo odciągnąć uwagi ochroniarzy.
-Przepraszam! To moja wina! Nie powinnam była być aż tak
lekkomyślna! Gdybym tylko cię wtedy posłuchała i nie wyprowadzała się na swoje
mieszkanie! Och! Nie byłoby tego wszystkiego!!!-Sara cała się trzęsła.
-Nie obwiniaj się. Ci faceci i tak by cię dopadli. Konou
planował to od długiego czasu.
-Kiedy tylko dorwę go w swoje ręce to...
-To co mi zrobisz, kochanie?-oboje jak na komendę
odwrócili w stronę drzwi. Stał w nich Konou. Mierzył do nich z pistoletu.-No
kochanie, dokończ swoje zdanie.
Komentarze
Prześlij komentarz