Rozdział 10
Usłyszałam wycie budzika.
Jednak zignorowałam je. Potem znowu i znowu. Kiedy zaczęłam przysypiać nagle
coś mi się przypomniało.
-Cholera!!!-krzyknęłam. Sasuke napisał, że na 7 mam być w szkole, a jest już 6:30! Nie wyrobię się! Porwałam mundurek z krzesła, a potem pobiegłam do łazienki. Wzięłam lodowaty prysznic w dosłownie 5 minut. Ubrałam się w jakąś minutę i pobiegłam do pokoju. Zaczęłam suszyć włosy. Zrobiła się godzina 6:45. Nałożyłam na twarz krem nawilżający a rzęsy pomalowałam tuszem. Porwałam torbę, kilka książek z biurka, a potem na wariata pobiegłam na dół. Wzięłam ze stołu kluczyki od auta i jabłko, żeby szybko coś przekąsić. Ruszyłam spod domu z piskiem opon. Kiedy zobaczyłam na zegarku 6:55 nacisnęłam pedał gazu tak, że osiągnęłam prędkość ponad 130 km/h.
Spóźniłam się. Byłam pod szkoła prawie 10 po 7. Kilka osób stało na schodach. Wyszłam, a właściwie wybiegłam z samochodu prawie zabijając się o własne nogi. Zabrałam jeszcze torbę z siedzenia. W biegu wiązałam sobie buty, z torbą na ramieniu oraz jabłkiem w ustach. Ludzie na schodach dziwnie się na mnie patrzeli.
-Sara?-to był Sasuke.
-Prze... Przepraszam. Spóźniłam się trochę...-wysapałam i oparłam się o drzwi wejściowe. Głośno dyszałam.
-Jej... Nic się nie stało. Nauczyciel też się spóźnia. Odetchnij trochę...-zrobiłam co mi kazał. Kiedy mój oddech nieco się uspokoił zaczęłam ze smakiem pałaszować jabłko.
-W ogóle to po co mamy być wcześniej?-dostrzegłam jeszcze kilka osób od nas z klasy. Nie wiedziałam po co to zgromadzenie, ale ciekawiło mnie to.
-Chodzi o jakieś spotkanie z Kakashim. Wiesz, w sprawie tego konkursu...
-Oni wszyscy biorą w nim udział?-zapytałam. Byłam nieco zdziwiona. Myślałam, że tylko ja zostałam do tego zmuszona.
-Wiesz, są osoby, np. ja, które robią to nie dlatego, że nauczyciel im kazał. Jesteś silną konkurencją, a ja chcę wypaść jak najlepiej.-powiedział Sasuke i uśmiechnął się do mnie. Zarumieniłam się przez to. Wtedy usłyszałam warkot silnika. Wszyscy odwróciliśmy się w tamtą stronę.
-Przepraszam za spóźnienie, ale...
-Niech zgadnę. Zbłądził pan z drogi życia.-powiedział ironicznie Sasuke. Cicho się zaśmiałam.
-Nie tym razem. Musiałem zatankować.-powiedział, a potem wpuścił nas do szkoły.
Te pseudo fakultety były nudne! Strasznie nudne!!! Dostawaliśmy materiały do nauki, a potem po prostu mieliśmy wynajdywać z nich błędy. Problem polegał na tym, że żadne z nas nie miało pomocy naukowych. Musieliśmy wiedzieć to sami. Około 7:50 zostaliśmy poproszeni o oddanie arkuszy. Kakashi miał to sprawdzać. Otworzył salę dla reszty uczniów.
-Sara! Sasuke!!!-to były głosy naszych znajomych.
-Jak widzę Kakashi ostro ciśnie do tego konkursu?-zapytał Naruto, a potem usiadł obok mnie na ławce. Wtedy Kakashi przemówił.
-Pamiętajcie, że równo z dzwonkiem macie wyjąć karteczki i je podpisać. Dzisiaj jest kartkówka.
-COO?!-krzyknął Naruto. Musiałam zatkać ucho. Jego głos był strasznie donośny.
-Naruto!!! Nie drzyj się!!!-wydarłam się na niego. Zaczęliśmy się kłócić.
-Dzisiaj jest kartkówka!!! Jak mam się nie drzeć?! Nic nie umiem!!! Nie jestem przygotowany!!!
-Siadaj ze mną! Pomogę ci.-powiedziałam i zrobiłam mu miejsce obok siebie. Mój wzrok wylądował na Hinacie. Posłałam jej przepraszające spojrzenie, ale ona tylko się do mnie uśmiechnęła i machnęła ręką. Wiedziałam, że zależy jej tylko na tym żeby Naruto dostał dobrą ocenę.-Napisz mi szybko coś na kawałku papieru. Byle co. Muszę zobaczyć jaki masz charakter pisma...
-Ale ja nie wiem co!-zaczęłam się wkurzać.
-Nie wiem!!! Cokolwiek! Np. Kocham Ramen!-podsunęłam mu. On z kolei na słowo ramen rozmarzył się...-Naruto!!! Nie czas na to!!!
-Dobra dobra!!!-powiedział i zaczął bazgrać na kawałku papieru jakieś słowa. Kątem oka zauważyłam, że zbliża się do nas Gaara.
-Nauczona?-zapytał i usiadł na brzegu ławki.
-Nikt cię tu...-zaczął Sai, ale ja przerwałam mu machnięciem ręki.
-On jest w porządku... A co do twojego pytania. Ciężko byłoby się nie nauczyć, skoro wszystko powtarzałam z tobą. Powodzenia Gaara. Obyś się spisał.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Patrzeliśmy się na siebie przez dłuższą chwilę, dopóki nie usłyszałam chrząknięcia z lewej strony.
-Pójdę już. Tobie też powodzenia.-powiedział. Wsadził ręce do kieszeni i poszedł do swoich "przyjaciół". Odprowadziłam go wzrokiem.
-Saro!!! Halo! Masz.-powiedział Naruto i wręczył mi karteczkę. "Kocham Ramen! O żyć bez niego nie mogę!!! Jest moim śniadaniem, obiadem, kolacją... najukochańszym daniem o każdej porze (...)". Nie skończyłam tego czytać. Zaczęłam się śmiać tak głośno, że zwróciłam tym na siebie uwagę całej klasy.
-N... Naruto. M... Miałeś napisać kilka słów. A ty stworzyłeś psalm na cześć ramenu!-powiedziałam dalej się śmiejąc. Kartkę dorwał Sasuke, który również po przeczytaniu zaczął się śmiać. Kiedy wytarłam łzy z policzków spojrzałam na kartkę jeszcze raz. Musiałam zakodować w pamięci jak wygląda pismo Naruto. Nietrudno było mi podrabiać podpisy. Zawsze kiedy nie chciałam iść do szkoły podrabiałam podpis wujka, mojej niani. Nie miałam z tym najmniejszych problemów. Od dziecka lubiłam tworzyć coraz to nowsze zawijasy. Przeglądałam stare książki, w których używano kaligrafii, a później starałam się to przepisywać w takim samym stylu. Było ciężko, ale ręka wyrobiła mi się chyba we wszystkich możliwych rodzajach pisma. Naruto miał dość drobne, koślawe litery odchylające się lekko w lewo. Nabazgrałam kilka linijek swoją ręką, próbując naśladować jego charakter pisma. Wyszło niemal identycznie.
-Jej. Będziesz mi pisać zwolnienia ze szkoły.-powiedział, patrząc na moje dzieło. Usłyszeliśmy dzwonek. Wszyscy zajęli swoje miejsca, a potem zaczęli wypakowywać zeszyty, piórniki oraz to, o czym mówił Kakashi... Kartki. Kartki, na których za chwilę powstaną niestworzone opowiadania o tym, jak to Juliusz Cezar doprowadził do upadku kościoła, choć nie było to ani trochę możliwe...
Kakashi przydzielił każdej grupie pytania. Nie były one trudne. Kiedy skończył, wszyscy, jak jeden mąż zabrali się do pisania. Tylko Naruto spuścił głowę i udawał, że myśli. Ja z kolei zaczęłam bardzo szybko udzielać odpowiedzi. Miałam około 5 minut na napisanie swojej kartkówki, a następne 5 minut, na napisanie kartkówki Naruto. Ręka bolała mnie od tego tempa, ale starałam się nie zwalniać. W końcu codziennie podpisuję jakieś dokumenty w firmie. Kiedy skończyłam kopnęłam Naruto w kostkę.
-Za co to?!-zapytał oburzony. Cała klasa się na nas spojrzała.
-Przepraszam. Musiałam inaczej usadowić się na krześle. To było niechcący.-powiedziałam. Kakashi, który chwilę temu się nam przyglądał, zaczął pisać coś na tablicy. Ja w tym czasie wyrwałam Naruto kartkę, a sama podsunęłam mu swoją. Ukradłam mu również długopis. Zaczęłam szybko odpowiadać na pytania. Oczywiście nie tak, jak u siebie. Chodziło mi o to żeby dostał chociaż 3. Kazałam udawać Naruto, że coś pisze. Kiedy skończyłam, spojrzałam się na Kakashiego. Szukał czegoś w biurku. Wtedy szybko zabrałam swoją kartkę od Naruto, a podsunęłam mu jego. Modliłam się w duchu żeby Kakashi tego nie widział.
-Odłóżcie długopisy. Sasuke, zbierz kartki od swojej grupy, a ty Sai, od swojej.-powiedział. Kiedy Sai zabrał kartkę od Naruto odetchnęłam. Miałam nadzieję, że udało się nam to małe oszustwo.
-Dziękuję.-usłyszałam szept Naruto.
-Nie ma za co.-odpowiedziałam. Dziewczyny pokazały nam uniesione do góry kciuki. Uśmiechnęłam się do nich. Jak mam być szczera, to zdarzyło mi się coś takiego po raz pierwszy, ale byłam z siebie dumna, że komuś pomogłam.
Po skończonej lekcji znaleźliśmy się na dworze.
-Saro!!! Dziękuję, dziękuję!!!-krzyczał Naruto.
-Nie ma za co. Tylko nie klepnij się przypadkiem o tym. Będziemy mieć kłopoty jeśli to się wyda.-powiedziałam i usiadłam na trawie. Podłożyłam sobie pod głowę torbę.
-Znając długi język Naruto, to na pewno się klepnie.-powiedział Sasuke.
-Sasuke!!! Odwal się ode mnie!!! Powiedziałem ci już, że(...)-wyłączyłam się. Nie słuchałam ich kłótni, nie słyszałam gwaru, który powodowali inni uczniowie. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy na tym polega przyjaźń. Chcesz dla kogoś dobrze nawet jeżeli dla ciebie może okazać się to nieprzyjemne? A może to tak nie powinno działać... Wstałam i przeciągnęłam się.
-Muszę iść do auta. Za chwilę wrócę.-powiedziałam, a potem ziewnęłam przeciągle. Przeczesałam włosy palcami i zaczęłam iść chodnikiem w stronę parkingu. Czułam na sobie spojrzenia ludzi ze szkoły. Jednak starałam się tym nie przejmować.
Kiedy doszłam na parking, nikogo na nim nie było. Otworzyłam samochód i zaczęłam szukać czegoś w schowku. Zaczęłam mieć dziwne przeczucie, że ktoś mnie obserwuje. Jednak kiedy rozejrzałam się wokoło, niczego nie dostrzegłam. Wysiadłam z auta razem w opasłymi tomami książek i dopiero wtedy usłyszałam za sobą głos.
-Sara Iregiro.-był to niski, basowy głos. Włosy na karku stanęły mi dęba. Nie byłam w stanie zrobić kroku.
-Kto pyta?-zapytałam. Nie mogłam okazać strachu. Zaczęłam szukać drogi ucieczki. Problem polegał na tym, że jej nie było.
-Nie znasz mnie, ale twój wujek na pewno tak. Porozmawiamy później. Idziesz ze mną. Mój szef chce cię poznać.-powiedział. Zrobił krok w moją stronę. Ja z kolei szybko odwróciłam się do niego twarzą i rzuciłam w niego książkami. Dało mi to chwilę na reakcję. Zaczęłam biec w stronę placu. Jednak było to o tyle ciężkie, że parking zawalony był samochodami. Usłyszałam za sobą ciężkie kroki faceta. Byłam przekonana, że nie uda mi się uciec. Od placu dzieliło mnie jeszcze sporo... Poplątały mi się nogi. Przewróciłam się. Facet złapał mnie za ramiona. I próbował postawić do pionu. Uderzył mnie w twarz. Zaczęłam go kopać, szczypać, drapać. Kiedy mocno uderzyłam go " z dynki" zachwiał się i mnie puścił. Jednak nie tylko on. Mi również zakręciło się w głowie. Nie mogłam sobie pozwolić na to żeby mnie dorwał. Chwiejnym krokiem zaczęłam kierować się we właściwą, jak myślałam, stronę. Znowu wpadłam na kogoś. Myślałam, że to jego wspólnik. Zaczęłam się szarpać, i krzyczeć.
-Zostaw mnie!!! Ratunku!!!-rozdarłam się i zaczęłam płakać. Poczułam, że ten ktoś zatyka mi usta.
-Saro! Uspokój się. To tylko ja!!!-krzyknął ten ktoś. Od razu rozpoznałam głos. Wtuliłam się w niego... Gaara.-Boże... co ci się stało. Wyglądasz jakby ktoś próbował cię porwać!
-Stare porachunki mojego wuja... Zgadłeś. Chcieli mnie porwać.-powiedziałam. Byłam cała roztrzęsiona. Czułam, że piecze mnie policzek i warga. Czułam w ustach smak krwi. Domyślałam się, że muszę wyglądać fatalnie. Głowa pulsowała mi od ataku na faceta. Mogłam się domyśleć, że będę mieć jutro na czole wielkiego guza. Całe szczęście jutro już sobota. Posiedzę w domu i będę przykładać lód.
-Saro!!!-to byli moi przyjaciele. Podeszli do nas. Kiedy zobaczyli w jakim jestem stanie, Sasuke i Naruto ruszyli na Gaare. Jednak stanęłam w jego obronie.
-Stójcie!!!-krzyknęłam i rozstawiłam ręce na bok w geście obronnym.
-Co on ci zrobił?!-powiedział Sasuke. Podszedł do mnie i zaczął oglądać moją twarz.
-To nie on. Gdyby nie on nie byłoby mnie tu teraz. Stare porachunki mojego wujka odbijają się właśnie na mnie.
-Chcesz powiedzieć, że ten chłopak uratował ci życie?-zapytała Ino. Widać, że była zdziwiona. Tak samo jak reszta.
-Tak. Nie mówiłam wam tego, ale kilka dni temu, kiedy wracałam z Sakurą z mojej firmy, śledził nas samochód. Pamiętałam, że gdzieś już widziałam ludzi, którzy w nim siedzieli. To byli faceci, których widziałam podczas mojego pierwszego dnia pobytu w Tokio. Przyszli do tej samej restauracji co ja i wujek. Od tej pory czułam czyjąś obecność. Dowiedziałam się, że chodzi o przekręty finansowe. Facet, który na mnie poluje okradł moją firmę na grube miliony. Trafił za to do więzienia, ale jak widać już wyszedł i teraz próbuje się zemścić.
-Czemu nic nie mówiłaś?!-zapytała Ino.
-Bo nie chciałam was w to mieszać!-powiedziałam tylko. Cofnęłam się, bo chciałam zobaczyć czy ci goście odjechali. Nigdzie nie zauważyłam ani ich, ani samochodu, który ostatnio śledził mnie i Sakurę.
-No to teraz wytłumaczysz nam się gęsto ze wszystkiego!-powiedział Sai.
-Eee... wydaje mi się, że Sara powinna trafić do pielęgniarki. Lepiej żeby w takim stanie nie pojawiła się w sali.-powiedział Gaara. Położył mi dłoń na ramieniu co dodało mi otuchy.
-Gaara ma rację. Sarę powinna obejrzeć pielęgniarka.-powiedziała Hinata. Byłam jej wdzięczna za to, że stoi po mojej stronie.
-Pójdę z nią. Wy powiadomcie nauczyciela o tym, co zaszło.-powiedział Gaara, a potem pociągnął mnie w stronę szkoły.
Pielęgniarka opatrzyła mi wszystkie zadrapania, rozwaloną wargę posmarowała jakąś maścią antybakteryjną, a na guza dała mi kilka kostek lodu owiniętych w zwykłą szmatkę. Gaara czekał na mnie na korytarzu. Pielęgniarka kazała mi rozebrać się do bielizny, bo chciała zobaczyć, czy mam gdzieś jeszcze zadrapania. Okazało się, że mam lekko startą skórę na łopatce, ale wcale nie czułam bólu w tym miejscu. Widać musiałam być zbyt skupiona na czymś innym. Telefon w gabinecie pielęgniarki rozdzwonił się. Ona z kolei po szybkiej wymianie zdań powiedziała mi, że mam się ubrać i czekać na nią. Zrobiłam co kazała. Drzwi do gabinetu uchyliły się, kiedy zakładałam koszulę za parawanem.
-Ej, i co ci jest?
-Jestem tylko trochę poobijana i wystraszona, a tak to nic. Facet nie zdążył mi nic zrobić. Jednak boję się, że gdyby nie ty, to leżałabym w jakimś bagażniku i była już w innym mieście.
-Nic nie zrobiłem. Po prostu wydawało mi się, że słyszę twój krzyk, więc poszedłem cię szukać. W samą porę udało mi się do ciebie dotrzeć.
-Dziękuję ci. Naprawdę nic nie jest teraz w stanie wyrazić mojej wdzięczności względem ciebie... Wydaje mi się, że powinieneś iść na lekcje. Ja chyba już dzisiaj na nie nie pójdę.-powiedziałam. Zaczęłam wiązać buty. Podniosłam się trochę za szybko, bo zakręciło mi się w głowie. Musiałam oprzeć się o parawan.
-Ej! Serio nic ci nie jest?! Może pobiec po pielęgniarkę?-zapytał Gaara i podszedł do mnie.
-Nie. Serio jest ok. Po prostu jestem głodna, a na dodatek trochę mocno przywaliłam temu facetowi swoją głową. Mam piękny róg jednorożca na środku czoła.-powiedziałam i dotknęłam palcem ogromnego guza, który mi urósł. Zaczęłam udawać, że próbuję wcisnąć go do środka. Gaara zaczął się śmiać.
-Do wesela się zagoi. Poczekaj chwilę. Przyniosę ci coś do jedzenia.-powiedział. Kiedy zamknęły się za nim drzwi, zaczęłam się zastanawiać dlaczego on mnie tak traktuje. Przecież znamy się ledwo kilka dni.
Po jakiś 10 minutach przyszła pielęgniarka. Minę miała nietęgą. Zaraz po niej zjawił się Gaara, który miał dla mnie babeczkę czekoladową. Usiadł obok mnie na tym pseudo łóżku.
-A ty kim jesteś? Jej chłopak? Jak nie to wynocha.-powiedziała pielęgniarka. Gaara zaczął się podnosić jednak je złapałam go za rękę i splotłam jego palce ze swoimi.
-Tak, to mój chłopak. Także jeżeli ma pani zamiar mi coś ogłosić, to teraz.-powiedziałam. Poczułam jak Gaara mocniej zaciska swoją dłoń.
-Spokojnie, to nic. Po prostu mały uraz. Dobrze jednak by było żebyś zbyt się nie forsowała. Mam na myśli wszelkiego rodzaju wysiłek fizyczny.-spojrzała się na nas wymownie. Od razu zrozumiałam o co jej chodzi. Zrobiłam się czerwona jak piwonia.
-Spokojnie, dopilnuję żeby Sara się nie przemęczała.-powiedział Gaara. Objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego. To udawanie pary zaczęło mi się nawet podobać...
-Już ja to widzę... Chłopak, co to...-pielęgniarka nie dokończyła. Podejrzewam, że na usta cisnęło się jej coś w stylu "chłopak, co to nie chce się rżnąć." Dobrze jednak, że się pohamowała, bo mogłaby niechcący usłyszeć ode mnie kilka przykrych słów.-Możecie już iść. Jakby coś się działo przyjdź w poniedziałek. Wróć teraz do domu. Nie powinnaś się przemęczać już dzisiaj w szkole.
Wyszliśmy na hol nadal trzymając się za ręce. Trwała właśnie przerwa, więc ludzie zaczęli się nam ciekawie przyglądać. Według planu mieliśmy mieć teraz japoński. Poszliśmy pod salę.
-I co ci jest?!-podbiegli do mnie przyjaciele.
-Ma iść do domu. Nie może się forsować.-powiedział za mnie Gaara.
-To prawda. Chciałam zabrać tylko swoją torbę.-Hinata podała mi ją, a potem mocno przytuliła na pożegnanie. Dodała mi tym samym otuchy.
-Odwiedzimy cię dzisiaj.-powiedziała, kiedy zaczęłam się oddalać. Pokazałam jej tylko uniesiony kciuk, co oznaczało moją aprobatę.
Kiedy doszliśmy na parking podziękowałam Gaarze za to, że tak się mną dzisiaj zajął. Jednak on powiedział, że to nie koniec.
-Nie ma mowy, że pozwolę ci wracać samej do domu. A co jeżeli znowu wyskoczą te typy. Wolę być przygotowany.
-Płaci ci ktoś za tą ochronę? Nic mi nie będzie...-powiedziałam. On z kolei zrobił skrzywioną minę. Wsiadłam do samochodu i zaczęłam się przygotowywać do jazdy.
-Daj mi się odwieźć do domu.
-Gaara, proszę cię! Potem będziesz musiał prawie godzinę ode mnie wracać.
-Jestem dużym chłopcem, poradzę sobie...-powiedział. Głośno westchnęłam, ale oddałam mu kluczyki i przesiadłam się na miejsce pasażera.
-Cholera!!!-krzyknęłam. Sasuke napisał, że na 7 mam być w szkole, a jest już 6:30! Nie wyrobię się! Porwałam mundurek z krzesła, a potem pobiegłam do łazienki. Wzięłam lodowaty prysznic w dosłownie 5 minut. Ubrałam się w jakąś minutę i pobiegłam do pokoju. Zaczęłam suszyć włosy. Zrobiła się godzina 6:45. Nałożyłam na twarz krem nawilżający a rzęsy pomalowałam tuszem. Porwałam torbę, kilka książek z biurka, a potem na wariata pobiegłam na dół. Wzięłam ze stołu kluczyki od auta i jabłko, żeby szybko coś przekąsić. Ruszyłam spod domu z piskiem opon. Kiedy zobaczyłam na zegarku 6:55 nacisnęłam pedał gazu tak, że osiągnęłam prędkość ponad 130 km/h.
Spóźniłam się. Byłam pod szkoła prawie 10 po 7. Kilka osób stało na schodach. Wyszłam, a właściwie wybiegłam z samochodu prawie zabijając się o własne nogi. Zabrałam jeszcze torbę z siedzenia. W biegu wiązałam sobie buty, z torbą na ramieniu oraz jabłkiem w ustach. Ludzie na schodach dziwnie się na mnie patrzeli.
-Sara?-to był Sasuke.
-Prze... Przepraszam. Spóźniłam się trochę...-wysapałam i oparłam się o drzwi wejściowe. Głośno dyszałam.
-Jej... Nic się nie stało. Nauczyciel też się spóźnia. Odetchnij trochę...-zrobiłam co mi kazał. Kiedy mój oddech nieco się uspokoił zaczęłam ze smakiem pałaszować jabłko.
-W ogóle to po co mamy być wcześniej?-dostrzegłam jeszcze kilka osób od nas z klasy. Nie wiedziałam po co to zgromadzenie, ale ciekawiło mnie to.
-Chodzi o jakieś spotkanie z Kakashim. Wiesz, w sprawie tego konkursu...
-Oni wszyscy biorą w nim udział?-zapytałam. Byłam nieco zdziwiona. Myślałam, że tylko ja zostałam do tego zmuszona.
-Wiesz, są osoby, np. ja, które robią to nie dlatego, że nauczyciel im kazał. Jesteś silną konkurencją, a ja chcę wypaść jak najlepiej.-powiedział Sasuke i uśmiechnął się do mnie. Zarumieniłam się przez to. Wtedy usłyszałam warkot silnika. Wszyscy odwróciliśmy się w tamtą stronę.
-Przepraszam za spóźnienie, ale...
-Niech zgadnę. Zbłądził pan z drogi życia.-powiedział ironicznie Sasuke. Cicho się zaśmiałam.
-Nie tym razem. Musiałem zatankować.-powiedział, a potem wpuścił nas do szkoły.
Te pseudo fakultety były nudne! Strasznie nudne!!! Dostawaliśmy materiały do nauki, a potem po prostu mieliśmy wynajdywać z nich błędy. Problem polegał na tym, że żadne z nas nie miało pomocy naukowych. Musieliśmy wiedzieć to sami. Około 7:50 zostaliśmy poproszeni o oddanie arkuszy. Kakashi miał to sprawdzać. Otworzył salę dla reszty uczniów.
-Sara! Sasuke!!!-to były głosy naszych znajomych.
-Jak widzę Kakashi ostro ciśnie do tego konkursu?-zapytał Naruto, a potem usiadł obok mnie na ławce. Wtedy Kakashi przemówił.
-Pamiętajcie, że równo z dzwonkiem macie wyjąć karteczki i je podpisać. Dzisiaj jest kartkówka.
-COO?!-krzyknął Naruto. Musiałam zatkać ucho. Jego głos był strasznie donośny.
-Naruto!!! Nie drzyj się!!!-wydarłam się na niego. Zaczęliśmy się kłócić.
-Dzisiaj jest kartkówka!!! Jak mam się nie drzeć?! Nic nie umiem!!! Nie jestem przygotowany!!!
-Siadaj ze mną! Pomogę ci.-powiedziałam i zrobiłam mu miejsce obok siebie. Mój wzrok wylądował na Hinacie. Posłałam jej przepraszające spojrzenie, ale ona tylko się do mnie uśmiechnęła i machnęła ręką. Wiedziałam, że zależy jej tylko na tym żeby Naruto dostał dobrą ocenę.-Napisz mi szybko coś na kawałku papieru. Byle co. Muszę zobaczyć jaki masz charakter pisma...
-Ale ja nie wiem co!-zaczęłam się wkurzać.
-Nie wiem!!! Cokolwiek! Np. Kocham Ramen!-podsunęłam mu. On z kolei na słowo ramen rozmarzył się...-Naruto!!! Nie czas na to!!!
-Dobra dobra!!!-powiedział i zaczął bazgrać na kawałku papieru jakieś słowa. Kątem oka zauważyłam, że zbliża się do nas Gaara.
-Nauczona?-zapytał i usiadł na brzegu ławki.
-Nikt cię tu...-zaczął Sai, ale ja przerwałam mu machnięciem ręki.
-On jest w porządku... A co do twojego pytania. Ciężko byłoby się nie nauczyć, skoro wszystko powtarzałam z tobą. Powodzenia Gaara. Obyś się spisał.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Patrzeliśmy się na siebie przez dłuższą chwilę, dopóki nie usłyszałam chrząknięcia z lewej strony.
-Pójdę już. Tobie też powodzenia.-powiedział. Wsadził ręce do kieszeni i poszedł do swoich "przyjaciół". Odprowadziłam go wzrokiem.
-Saro!!! Halo! Masz.-powiedział Naruto i wręczył mi karteczkę. "Kocham Ramen! O żyć bez niego nie mogę!!! Jest moim śniadaniem, obiadem, kolacją... najukochańszym daniem o każdej porze (...)". Nie skończyłam tego czytać. Zaczęłam się śmiać tak głośno, że zwróciłam tym na siebie uwagę całej klasy.
-N... Naruto. M... Miałeś napisać kilka słów. A ty stworzyłeś psalm na cześć ramenu!-powiedziałam dalej się śmiejąc. Kartkę dorwał Sasuke, który również po przeczytaniu zaczął się śmiać. Kiedy wytarłam łzy z policzków spojrzałam na kartkę jeszcze raz. Musiałam zakodować w pamięci jak wygląda pismo Naruto. Nietrudno było mi podrabiać podpisy. Zawsze kiedy nie chciałam iść do szkoły podrabiałam podpis wujka, mojej niani. Nie miałam z tym najmniejszych problemów. Od dziecka lubiłam tworzyć coraz to nowsze zawijasy. Przeglądałam stare książki, w których używano kaligrafii, a później starałam się to przepisywać w takim samym stylu. Było ciężko, ale ręka wyrobiła mi się chyba we wszystkich możliwych rodzajach pisma. Naruto miał dość drobne, koślawe litery odchylające się lekko w lewo. Nabazgrałam kilka linijek swoją ręką, próbując naśladować jego charakter pisma. Wyszło niemal identycznie.
-Jej. Będziesz mi pisać zwolnienia ze szkoły.-powiedział, patrząc na moje dzieło. Usłyszeliśmy dzwonek. Wszyscy zajęli swoje miejsca, a potem zaczęli wypakowywać zeszyty, piórniki oraz to, o czym mówił Kakashi... Kartki. Kartki, na których za chwilę powstaną niestworzone opowiadania o tym, jak to Juliusz Cezar doprowadził do upadku kościoła, choć nie było to ani trochę możliwe...
Kakashi przydzielił każdej grupie pytania. Nie były one trudne. Kiedy skończył, wszyscy, jak jeden mąż zabrali się do pisania. Tylko Naruto spuścił głowę i udawał, że myśli. Ja z kolei zaczęłam bardzo szybko udzielać odpowiedzi. Miałam około 5 minut na napisanie swojej kartkówki, a następne 5 minut, na napisanie kartkówki Naruto. Ręka bolała mnie od tego tempa, ale starałam się nie zwalniać. W końcu codziennie podpisuję jakieś dokumenty w firmie. Kiedy skończyłam kopnęłam Naruto w kostkę.
-Za co to?!-zapytał oburzony. Cała klasa się na nas spojrzała.
-Przepraszam. Musiałam inaczej usadowić się na krześle. To było niechcący.-powiedziałam. Kakashi, który chwilę temu się nam przyglądał, zaczął pisać coś na tablicy. Ja w tym czasie wyrwałam Naruto kartkę, a sama podsunęłam mu swoją. Ukradłam mu również długopis. Zaczęłam szybko odpowiadać na pytania. Oczywiście nie tak, jak u siebie. Chodziło mi o to żeby dostał chociaż 3. Kazałam udawać Naruto, że coś pisze. Kiedy skończyłam, spojrzałam się na Kakashiego. Szukał czegoś w biurku. Wtedy szybko zabrałam swoją kartkę od Naruto, a podsunęłam mu jego. Modliłam się w duchu żeby Kakashi tego nie widział.
-Odłóżcie długopisy. Sasuke, zbierz kartki od swojej grupy, a ty Sai, od swojej.-powiedział. Kiedy Sai zabrał kartkę od Naruto odetchnęłam. Miałam nadzieję, że udało się nam to małe oszustwo.
-Dziękuję.-usłyszałam szept Naruto.
-Nie ma za co.-odpowiedziałam. Dziewczyny pokazały nam uniesione do góry kciuki. Uśmiechnęłam się do nich. Jak mam być szczera, to zdarzyło mi się coś takiego po raz pierwszy, ale byłam z siebie dumna, że komuś pomogłam.
Po skończonej lekcji znaleźliśmy się na dworze.
-Saro!!! Dziękuję, dziękuję!!!-krzyczał Naruto.
-Nie ma za co. Tylko nie klepnij się przypadkiem o tym. Będziemy mieć kłopoty jeśli to się wyda.-powiedziałam i usiadłam na trawie. Podłożyłam sobie pod głowę torbę.
-Znając długi język Naruto, to na pewno się klepnie.-powiedział Sasuke.
-Sasuke!!! Odwal się ode mnie!!! Powiedziałem ci już, że(...)-wyłączyłam się. Nie słuchałam ich kłótni, nie słyszałam gwaru, który powodowali inni uczniowie. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy na tym polega przyjaźń. Chcesz dla kogoś dobrze nawet jeżeli dla ciebie może okazać się to nieprzyjemne? A może to tak nie powinno działać... Wstałam i przeciągnęłam się.
-Muszę iść do auta. Za chwilę wrócę.-powiedziałam, a potem ziewnęłam przeciągle. Przeczesałam włosy palcami i zaczęłam iść chodnikiem w stronę parkingu. Czułam na sobie spojrzenia ludzi ze szkoły. Jednak starałam się tym nie przejmować.
Kiedy doszłam na parking, nikogo na nim nie było. Otworzyłam samochód i zaczęłam szukać czegoś w schowku. Zaczęłam mieć dziwne przeczucie, że ktoś mnie obserwuje. Jednak kiedy rozejrzałam się wokoło, niczego nie dostrzegłam. Wysiadłam z auta razem w opasłymi tomami książek i dopiero wtedy usłyszałam za sobą głos.
-Sara Iregiro.-był to niski, basowy głos. Włosy na karku stanęły mi dęba. Nie byłam w stanie zrobić kroku.
-Kto pyta?-zapytałam. Nie mogłam okazać strachu. Zaczęłam szukać drogi ucieczki. Problem polegał na tym, że jej nie było.
-Nie znasz mnie, ale twój wujek na pewno tak. Porozmawiamy później. Idziesz ze mną. Mój szef chce cię poznać.-powiedział. Zrobił krok w moją stronę. Ja z kolei szybko odwróciłam się do niego twarzą i rzuciłam w niego książkami. Dało mi to chwilę na reakcję. Zaczęłam biec w stronę placu. Jednak było to o tyle ciężkie, że parking zawalony był samochodami. Usłyszałam za sobą ciężkie kroki faceta. Byłam przekonana, że nie uda mi się uciec. Od placu dzieliło mnie jeszcze sporo... Poplątały mi się nogi. Przewróciłam się. Facet złapał mnie za ramiona. I próbował postawić do pionu. Uderzył mnie w twarz. Zaczęłam go kopać, szczypać, drapać. Kiedy mocno uderzyłam go " z dynki" zachwiał się i mnie puścił. Jednak nie tylko on. Mi również zakręciło się w głowie. Nie mogłam sobie pozwolić na to żeby mnie dorwał. Chwiejnym krokiem zaczęłam kierować się we właściwą, jak myślałam, stronę. Znowu wpadłam na kogoś. Myślałam, że to jego wspólnik. Zaczęłam się szarpać, i krzyczeć.
-Zostaw mnie!!! Ratunku!!!-rozdarłam się i zaczęłam płakać. Poczułam, że ten ktoś zatyka mi usta.
-Saro! Uspokój się. To tylko ja!!!-krzyknął ten ktoś. Od razu rozpoznałam głos. Wtuliłam się w niego... Gaara.-Boże... co ci się stało. Wyglądasz jakby ktoś próbował cię porwać!
-Stare porachunki mojego wuja... Zgadłeś. Chcieli mnie porwać.-powiedziałam. Byłam cała roztrzęsiona. Czułam, że piecze mnie policzek i warga. Czułam w ustach smak krwi. Domyślałam się, że muszę wyglądać fatalnie. Głowa pulsowała mi od ataku na faceta. Mogłam się domyśleć, że będę mieć jutro na czole wielkiego guza. Całe szczęście jutro już sobota. Posiedzę w domu i będę przykładać lód.
-Saro!!!-to byli moi przyjaciele. Podeszli do nas. Kiedy zobaczyli w jakim jestem stanie, Sasuke i Naruto ruszyli na Gaare. Jednak stanęłam w jego obronie.
-Stójcie!!!-krzyknęłam i rozstawiłam ręce na bok w geście obronnym.
-Co on ci zrobił?!-powiedział Sasuke. Podszedł do mnie i zaczął oglądać moją twarz.
-To nie on. Gdyby nie on nie byłoby mnie tu teraz. Stare porachunki mojego wujka odbijają się właśnie na mnie.
-Chcesz powiedzieć, że ten chłopak uratował ci życie?-zapytała Ino. Widać, że była zdziwiona. Tak samo jak reszta.
-Tak. Nie mówiłam wam tego, ale kilka dni temu, kiedy wracałam z Sakurą z mojej firmy, śledził nas samochód. Pamiętałam, że gdzieś już widziałam ludzi, którzy w nim siedzieli. To byli faceci, których widziałam podczas mojego pierwszego dnia pobytu w Tokio. Przyszli do tej samej restauracji co ja i wujek. Od tej pory czułam czyjąś obecność. Dowiedziałam się, że chodzi o przekręty finansowe. Facet, który na mnie poluje okradł moją firmę na grube miliony. Trafił za to do więzienia, ale jak widać już wyszedł i teraz próbuje się zemścić.
-Czemu nic nie mówiłaś?!-zapytała Ino.
-Bo nie chciałam was w to mieszać!-powiedziałam tylko. Cofnęłam się, bo chciałam zobaczyć czy ci goście odjechali. Nigdzie nie zauważyłam ani ich, ani samochodu, który ostatnio śledził mnie i Sakurę.
-No to teraz wytłumaczysz nam się gęsto ze wszystkiego!-powiedział Sai.
-Eee... wydaje mi się, że Sara powinna trafić do pielęgniarki. Lepiej żeby w takim stanie nie pojawiła się w sali.-powiedział Gaara. Położył mi dłoń na ramieniu co dodało mi otuchy.
-Gaara ma rację. Sarę powinna obejrzeć pielęgniarka.-powiedziała Hinata. Byłam jej wdzięczna za to, że stoi po mojej stronie.
-Pójdę z nią. Wy powiadomcie nauczyciela o tym, co zaszło.-powiedział Gaara, a potem pociągnął mnie w stronę szkoły.
Pielęgniarka opatrzyła mi wszystkie zadrapania, rozwaloną wargę posmarowała jakąś maścią antybakteryjną, a na guza dała mi kilka kostek lodu owiniętych w zwykłą szmatkę. Gaara czekał na mnie na korytarzu. Pielęgniarka kazała mi rozebrać się do bielizny, bo chciała zobaczyć, czy mam gdzieś jeszcze zadrapania. Okazało się, że mam lekko startą skórę na łopatce, ale wcale nie czułam bólu w tym miejscu. Widać musiałam być zbyt skupiona na czymś innym. Telefon w gabinecie pielęgniarki rozdzwonił się. Ona z kolei po szybkiej wymianie zdań powiedziała mi, że mam się ubrać i czekać na nią. Zrobiłam co kazała. Drzwi do gabinetu uchyliły się, kiedy zakładałam koszulę za parawanem.
-Ej, i co ci jest?
-Jestem tylko trochę poobijana i wystraszona, a tak to nic. Facet nie zdążył mi nic zrobić. Jednak boję się, że gdyby nie ty, to leżałabym w jakimś bagażniku i była już w innym mieście.
-Nic nie zrobiłem. Po prostu wydawało mi się, że słyszę twój krzyk, więc poszedłem cię szukać. W samą porę udało mi się do ciebie dotrzeć.
-Dziękuję ci. Naprawdę nic nie jest teraz w stanie wyrazić mojej wdzięczności względem ciebie... Wydaje mi się, że powinieneś iść na lekcje. Ja chyba już dzisiaj na nie nie pójdę.-powiedziałam. Zaczęłam wiązać buty. Podniosłam się trochę za szybko, bo zakręciło mi się w głowie. Musiałam oprzeć się o parawan.
-Ej! Serio nic ci nie jest?! Może pobiec po pielęgniarkę?-zapytał Gaara i podszedł do mnie.
-Nie. Serio jest ok. Po prostu jestem głodna, a na dodatek trochę mocno przywaliłam temu facetowi swoją głową. Mam piękny róg jednorożca na środku czoła.-powiedziałam i dotknęłam palcem ogromnego guza, który mi urósł. Zaczęłam udawać, że próbuję wcisnąć go do środka. Gaara zaczął się śmiać.
-Do wesela się zagoi. Poczekaj chwilę. Przyniosę ci coś do jedzenia.-powiedział. Kiedy zamknęły się za nim drzwi, zaczęłam się zastanawiać dlaczego on mnie tak traktuje. Przecież znamy się ledwo kilka dni.
Po jakiś 10 minutach przyszła pielęgniarka. Minę miała nietęgą. Zaraz po niej zjawił się Gaara, który miał dla mnie babeczkę czekoladową. Usiadł obok mnie na tym pseudo łóżku.
-A ty kim jesteś? Jej chłopak? Jak nie to wynocha.-powiedziała pielęgniarka. Gaara zaczął się podnosić jednak je złapałam go za rękę i splotłam jego palce ze swoimi.
-Tak, to mój chłopak. Także jeżeli ma pani zamiar mi coś ogłosić, to teraz.-powiedziałam. Poczułam jak Gaara mocniej zaciska swoją dłoń.
-Spokojnie, to nic. Po prostu mały uraz. Dobrze jednak by było żebyś zbyt się nie forsowała. Mam na myśli wszelkiego rodzaju wysiłek fizyczny.-spojrzała się na nas wymownie. Od razu zrozumiałam o co jej chodzi. Zrobiłam się czerwona jak piwonia.
-Spokojnie, dopilnuję żeby Sara się nie przemęczała.-powiedział Gaara. Objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego. To udawanie pary zaczęło mi się nawet podobać...
-Już ja to widzę... Chłopak, co to...-pielęgniarka nie dokończyła. Podejrzewam, że na usta cisnęło się jej coś w stylu "chłopak, co to nie chce się rżnąć." Dobrze jednak, że się pohamowała, bo mogłaby niechcący usłyszeć ode mnie kilka przykrych słów.-Możecie już iść. Jakby coś się działo przyjdź w poniedziałek. Wróć teraz do domu. Nie powinnaś się przemęczać już dzisiaj w szkole.
Wyszliśmy na hol nadal trzymając się za ręce. Trwała właśnie przerwa, więc ludzie zaczęli się nam ciekawie przyglądać. Według planu mieliśmy mieć teraz japoński. Poszliśmy pod salę.
-I co ci jest?!-podbiegli do mnie przyjaciele.
-Ma iść do domu. Nie może się forsować.-powiedział za mnie Gaara.
-To prawda. Chciałam zabrać tylko swoją torbę.-Hinata podała mi ją, a potem mocno przytuliła na pożegnanie. Dodała mi tym samym otuchy.
-Odwiedzimy cię dzisiaj.-powiedziała, kiedy zaczęłam się oddalać. Pokazałam jej tylko uniesiony kciuk, co oznaczało moją aprobatę.
Kiedy doszliśmy na parking podziękowałam Gaarze za to, że tak się mną dzisiaj zajął. Jednak on powiedział, że to nie koniec.
-Nie ma mowy, że pozwolę ci wracać samej do domu. A co jeżeli znowu wyskoczą te typy. Wolę być przygotowany.
-Płaci ci ktoś za tą ochronę? Nic mi nie będzie...-powiedziałam. On z kolei zrobił skrzywioną minę. Wsiadłam do samochodu i zaczęłam się przygotowywać do jazdy.
-Daj mi się odwieźć do domu.
-Gaara, proszę cię! Potem będziesz musiał prawie godzinę ode mnie wracać.
-Jestem dużym chłopcem, poradzę sobie...-powiedział. Głośno westchnęłam, ale oddałam mu kluczyki i przesiadłam się na miejsce pasażera.
Komentarze
Prześlij komentarz