Rozdział 6

Kiedy zajechałam pod firmę zmartwiło mnie to, że nigdzie nie widziałam samochodu wujka. Wjechałam więc na parking dla pracowników, ale tam również go nie zauważyłam. Weszłam więc do recepcji.
-Dzień dobry, czy zastałam może Hikarego Iregiro?-zapytałam kobietę w recepcji.
-Tak. Jest w swoim gabinecie. A w czym mogę pomóc?-zapytała. Zaczęła mi się uważnie przyglądać.
-Jestem Sara Iregiro. Jego bratanica.-kobieta nieźle się zdziwiła. Kazała mi pokazać jakiś dowód tożsamości. Pokazałam więc legitymację szkolną.
-Panienka Sara. Nikt nie spodziewał się dziś twojej wizyty.-powiedziała i zaczęła wklepywać coś w komputer.
-Mam chyba prawo odwiedzać własną firmę? Mogłabyś uprzedzić wujka, że za chwilę u niego będę? A przy okazji, to moja koleżanka. Saukra.
-Dobrze panienko, już powiadamiam.
Jechałyśmy właśnie windą. Byłyśmy gdzieś w połowie drogi.
-Zwracają się tu do ciebie panienko?-zapytała Sakura.
-Eee... no tak. Strasznie to dziwne, ale z polecenia wujka wszyscy tak tu do mnie mówią. Może jak lepiej wszystkich poznam, to im przejdzie. Pogadam też na ten temat z wujkiem.
-Nie o to chodzi. To takie... postarzające. Panienko. Za niedługo ten tytuł przyrośnie do ciebie tak jak twoje imię.-zaśmiałyśmy się. Jednak Sakura miała trochę racji. Usłyszałyśmy głośny dzwonek. Drzwi windy otworzyły się.
 Kiedy tylko wyszłam na hol od razu w oczy rzuciło mi się pobojowisko. Wszystko było zdemolowane, a drzwi do gabinetu wyłamane. Widziałam wujka krzątającego się razem z policjantami przy biurku. Weszłam do środka.
-Wujku... Co tu się u diabła dzieje?-zapytałam.
-Proszę niczego nie dotykać. Staramy się zebrać odciski palców, lub coś, co może być pomocne w śledztwie.-powiedział do mnie jeden z policjantów.
-Saro, wydaje mi się, że to nie jest najlepszy pomysł, żebyś przychodziła do firmy. Przynajmniej przez kilka najbliższych dni. Wpierw trzeba posprzątać ten bałagan i doprowadzić biuro do poprzedniego stanu.
-Wujku, musimy porozmawiać. I to dość poważnie...-wujek spojrzał się na mnie.
-Dziecko, w domu. Teraz naprawdę nie mam na to czasu, przykro mi.-tak więc w bardzo niegrzeczny sposób zostałysmy oddelegowane

Kiedy znalazłyśmy się na dole kipiałam z wściekłości.
-Co za bezczelny... och!!! Jak tylko wróci do domu dam mu tak popalić, że zapomni jak się nazywa!!!-prawie że krzyczałam idąc do samochodu. Usłyszałam za sobą śmiech Sakury.
-O co chodzi?
-Nic. Po prostu śmiać mi się chce. Złościsz się w bardzo uroczy sposób. Podejrzewam, że twój wujek musiał mieć z tobą ciekawe życie.
-Wujek... wychowuje mnie w sumie dopiero od 10 roku życia.-powiedziałam. Wsiadałyśmy właśnie do auta. Wyjechałam z podziemnego parkingu z piskiem opon. Na drodze prowadzącej do naszej dzielnicy znalazłam się dosłownie 5 minut później.
-No tak. A co z twoimi rodzicami?-przez chwilę zrobiło mi się smutno. Nie patrząc się na Sakurę przyśpieszyłam, a potem zaczęłam mówić.
-Moja mama zostawiła mojego tatę, kiedy miałam jakieś 1,5 roku. Nie pamiętam jej, a wujek i tata nigdy za dużo o niej nie mówili. Nie mam żadnego jej zdjęcia ani pamiątki po niej... Do 10 roku życia wychowywał mnie mój tata. Jednak wracając do domu z jednej z konferencji wpadł w poślizg. Jego auto dachowało przy prędkości ponad 100 km/h. Nie miał szans. Od tej pory interesy w mojej firmie przejął mój wujek. Stał się też moim opiekunem i jedynym żyjącym członkiem rodziny. Do tej pory, od śmierci mojego taty, przeprowadzaliśmy się około 5 razu. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz dlaczego w poprzednich szkołach nie miałam przyjaciół. Moje dzieciństwo było trochę zagmatwane.
-Ej, ale teraz jesteś tu. Zobaczysz, że jak tylko się wpasujesz, to od razu poczujesz się lepiej. Hinata miała podobnie kiedy przyszła do nas do liceum. Jej rodzice też mają firmę. Nie można powiedzieć żeby przysporzyło jej to przyjaciół. Jednak jakoś tak chwilę po jej przyjściu do naszej klasy potrzebowałam pomocy z biologii, a Hinata jest świetna w tym przedmiocie. Poprosiłam ją o pomoc, no i tak jakoś wyszło, że od tamtej pory się przyjaźnimy.-Sakura uśmiechnęła się do mnie.-Z resztą jesteś normalnie bóstwem chłopaków w naszej szkole. A na dodatek moim bohaterem. Razem nienawidzimy Karin.
-Haha! O tak, wspólny cel łączy ludzi... W sumie czemu się tak nienawidzicie? Zrobiła ci coś czy jak?-zapytałam. Stwierdziłam, że Karin ciągnie do Sasuke. Za to Sakura zdenerwowała się, kiedy wspomniałam o tym, że to przystojny chłopak.-Chodzi o faceta tak? Niech zgadnę. Sasuke Uchiha.
-To nie było pytanie. Stwierdziłaś to.-powiedziała.-Tak, chodzi o Sasuke. Można tak powiedzieć, że rywalizuję o niego z Karin... i ponad połową szkoły... A on i tak mnie nie zauważa.
-Wiesz. Sasuke raczej nie wygląda na typa, co to interesuje się dziewczynami. Podejrzewam, że póki co w głowie siedzi mu co innego. Z resztą Karin... hym. Pomyślmy. Z tym mopem na głowie mogłaby co najwyżej zagrać w reklamie płynu do podłogi.-obie zaczęłyśmy się śmiać. Dopiero wtedy zorientowałam się, że dojeżdżamy już do naszej dzielnicy. Minęłam zakręt i znalazłyśmy się na ulicy prowadzącej prosto do domu Sakury.
-Ej, może chcesz wpaść do nas na obiad? Dzisiaj jest środa, więc pewnie moja mama zrobiła sushi i kurczaka.
-Wiesz, miłe to z twojej strony, ale nie chcę się narzucać.
-No dalej! Poznasz moich rodziców! Mój tata jest lekarzem. Mama zajmuje się domem! Są trochę dziwni, ale większość dorosłych jest. Nie masz daleko do domu. Nie daj się prosić!!!-Sakura darła mi się do ucha tak głośno, że w końcu musiałam się zgodzić.
Zaparkowałam pod jej domem, a kiedy wysiadłam niemal biegiem znalazłyśmy się przed drzwiami.
-Mamo, tato jestem! Przyprowadziłam gościa na obiad!-krzyczała kiedy ściągałyśmy buty w korytarzu.
-Nie powinnaś kończyć jakoś później?-krzyknęła jej mama.
-Zwolnili nas z fizyki. Nauczyciel dostał jakiś pilny telefon i musiał wyjść ze szkoły... Mamo, tato. To moja koleżanka z klasy. 3 dni temu przyjechała z Osaki.
-Miło mi. Jestem mamą Sakury, a to mój mąż.-uścisnęli mi dłonie.
-Nazywam się Sara Iregiro. Miło mi państwa poznać.-powiedziałam i uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Ta Iregiro? Dziedziczka ogromnej firmy Iregiro S.A?-zapytał się tata Sakury.
-Z krwi i kości.-powiedziałam. Zrobiło mi się głupio.
-Gazety rozpisywały się tu o tobie od tygodni. Normalnie to aż zaszczyt cię poznać.-tata Sakury zaczął mnie wprawiać w zakłopotanie.
-Tato. Proszę cię. Zawstydzasz mojego gościa.-powiedziała Sakura. Na całe szczęście akurat wtedy jej mama wniosła na stół półmiski z obiadem.

Siedziałam u państwa Haruno dobre 3 godziny. W końcu doszłam do wniosku, że pora wracać żeby nie nadużywać ich gościnności.
-Dziękuję za pyszny obiad i wspaniałe towarzystwo. Jednak muszę już iść. Podejrzewam, że mój wujek za chwile oszaleje.  Mamy teraz w firmie sporo roboty. Pewnie potrzebuje mojej pomocy.
-To mi dziękujemy za to, że nas odwiedziłaś. Wpadaj do nas kiedy tylko będziesz miała na to ochotę. Sakura, odprowadź Sarę.-kiedy wyszłyśmy przed dom Sakura zaczęła mnie przepraszać.
-Przepraszam za zachowanie mojego taty. Nie jest chyba przyzwyczajony do tego, że odwiedza go ktoś, kogo nazwisko zna z gazet. Obiecuję ci, że to już się nie powtórzy...
-Ej! Spokojnie. Serio świetnie się bawiłam w waszym towarzystwie. Muszę zaprosić cię do siebie, ale to nie będzie to samo. Wiesz... służba nie zastąpi mi rodziny... a wujek jest wiecznie zapracowany.
-Coś się wymyśli. Powinnaś zrobić imprezę z okazji przeprowadzki! To by było coś!!!-powiedziała.
-Wiesz. Wolę chyba zwykłą nocną pogawędkę przy filmach. Tak naprawdę nigdy tego nie robiłam ze znajomymi tak więc byłoby to dla mnie coś super.
-No to trzeba było tak od razu! W piątek u ciebie!!! Pogadamy jutro z Hinatą i Ino, na pewno chętnie wpadną! Co ty na to?-jej oczy aż lśniły z emocji.
-W sumie, czemu nie... Tak, bardzo chętnie! W piątek bierzecie piżamy i przyjeżdżacie do mnie.
-Ekstra!!! Dobra wracaj do domu. Jest już 19. Twój wujek pewnie zaczyna się martwić. Zdzwonimy się na telefon.-powiedziała i przytuliła mnie na pożegnanie.

Kiedy znalazłam się w domu, okazało się, że mój wujek ciągle jest w firmie. Towarzystwa za to zaczęła dotrzymywać mi Darla. Siedziałyśmy u mnie w pokoju. Darla robiła mi na głowie warkocze, a z moimi długimi włosami zajmowało to trochę czasu.
-I jak panience podoba się w nowej szkole? Ma już panienka nowe koleżanki?-zapytała.
-Darlo, mam do ciebie osobistą prośbę. Zwracaj się do mnie Saro. Wydaje mi się, że nie jesteś ode mnie sporo starsza, a ja za to czuję się o 20 lat starzej. Ustalmy. Ty dla mnie jesteś Darla, ja dla ciebie Sara, dobrze?
-Jeśli tego sobie panienka życzy-uniosłam jedną brew i spojrzałam się na Darlę.-przepraszam... jeśli sobie tego życzysz.
-Jeżeli chodzi o szkołę to jest nawet ok. Mam już pierwsze oceny i zostałam delikatnie przymuszona do udziału w konkursie historycznym, który odbędzie się jakoś na początku przyszłego roku. Mam już nowych znajomych no i oczywiście pierwszych wrogów. Jednak wierzę, że dam sobie dobrze radę.
-Zobaczysz, dasz. Teraz radzę ci iść spać. Dochodzi 23. Powinnaś choć trochę się wyspać.-powiedziała Darla. Skończyła właśnie pleść mi drugiego warkocza. Rzeczywiście byłam zmęczona, więc kiedy tylko weszłam do łóżka od razu zaczęłam zasypiać.
Nazajutrz Darla przyniosła mi śniadanie do łóżka. Zjadłam je dość szybko, a potem poszłam się umyć. Rozplotłam warkocze. Miałam ładne fale. Spięłam je tylko spinką. Szybko ubrałam się w mundurek i poszłam do pokoju po torbę. Wyrzuciłam z niej tylko niepotrzebne książki, a potem zbiegłam na dół. Zabrałam z komody kluczyki od auta i pojechałam do szkoły. Sakura nie szła dzisiaj do szkoły. Zadzwoniła do mnie rano, że ma gorączkę i zostaje w domu.
Trafiłam na ogromny korek w mieście. Okazało się, że był wypadek i musieli zrobić drogę objazdową. Także do szkoły zajechałam dopiero na wf. Oczywiście moja pani od wf-u znowu zaczęła mnie męczyć. Serdecznie zaczęłam nienawidzić tej kobiety. Po lekcji miałyśmy chwile przerwy na prysznic. Czułam, że to nie jest mój dzień. Kiedy odkręciłam wodę wyskoczyłam spod prysznica. Woda była lodowata!!!
-Co się stało?-zapytała Hinata, która aż wyjrzała zza zasłony.
-To nie jest mój dzień. Wrócę chyba do domu.-jęknęłam żałośnie. Czekały mnie jeszcze 4 lekcje. Bałam się, że coś może mnie poparzyć, walnąć w łeb lub nie wiadomo co jeszcze.
-Daj spokój, zobaczysz. Wszystko będzie dobrze.-powiedziała i schowała się za zasłonką. Ja za to wróciłam pod prysznic, szybko się namydliłam i spłukałam, a potem wróciłam do szatni.
Następną lekcją była chemia. Serio ten dzień był koszmarny. Jedyne wolne miejsce było obok tego całego Gaary, który siedział za Karin i Yuugo. Zrezygnowana rzuciłam torbę na podłogę obok krzesła i cicho westchnęłam, kiedy usiadałam. Czułam na sobie jego wzrok.
-Dzisiaj będziemy robić doświadczenia. Macie tutaj kwas solny i kawałki magnezu. Załóżcie rękawiczki, a potem za pomocą szczypiec nalejcie kwas do probówki i wrzućcie kilka małych kawałków magnezu i zobaczcie co się stanie. Potem wsadźcie palące się łuczywko do probówki. Zapiszcie obserwacje i wnioski.
-A co jeżeli coś się stanie?-zapytała Karin.
-Karin, to doświadczenie jest tak proste, że praktycznie można wykluczyć wypadki. Jednak ostrożność zawsze należy zachować.
-Wie pani, wszystko się może stać.-powiedziała i uśmiechnęła się do mnie znad okularów. Głośno przełknęłam ślinę.
Nalewałam właśnie kwas do probówki, kiedy poczułam, że coś mnie szturcha. Gdyby nie refleks Gaary miałabym poparzone całe nogi. Jednak jedyna rzeczą, która ucierpiała przy doświadczeniu było krzesło. Leżałam na ziemi i z przerażeniem wpatrywałam się w punkt, z którego zaczął unosić się dymek.
-Saro, nic ci nie jest?! Jak to się stało?!-zapytała nauczycielka podbiegając do mnie.
-Nie wiem. Poczułam, że coś mnie szturchnęło, a potem tylko kolega mnie uratował.-powiedziałam.
-Całe szczęście, że chłopak miał refleks. Brawa dla kolegi.-powiedziała nauczycielka.
Nie dokończyliśmy już doświadczenia. Za to kiedy stałam z dziewczynami pod oknem zaraz po dzwonku na przerwę, zauważyłam, że Karin wydziera się na Gaarę, a Yuugo tylko przygląda się temu z boku. Czułam, że chodzi o to, że Gaara mi pomógł. podeszłam wściekła do Karin.
-Ty!!! Chciałaś oblać mnie kwasem!-rzuciłam oskarżycielsko w jej stronę.
-O czym ty mówisz? Nie.
-Akurat! Uważaj, bo ci uwierzę!!! Akurat przypadkiem zapytałaś, czy coś może się stać podczas tego doświadczenia. I akurat przypadkiem sięgałaś do swojej torby kiedy zauważyłaś, że zaczęłam nalewać kwas do probówki.
-Nic się przecież nie stało. Przeżywasz...-powiedziała i szturchnęła mnie ramieniem, kiedy chciała odejść. Wściekłam się i złapałam ją za ramię. Ona za to ścisnęła rękę w pięść i zaczęła nią walić na oślep. Ja za to wymierzyłam kilka celnych ciosów. Rozdzielili nas chłopcy. W dodatku na nasze nieszczęście pojawili się nauczyciele. Od razu trafiliśmy do dyrektorki Tsunade...
Tsunade stała przy oknie i oglądała nasze akta.
-Co ja mam z wami zrobić...-powiedziała pod nosem.
-Jak to co. Sara zaczęła! Powinna ją pani zawiesić!!!-krzyknęła Karin.
-Ja?! Ty wredna małpo!!! To ty chciałaś oblać mnie kwasem, wczoraj polałaś kozła błyszczykiem i to ty śmiesz zarzucać mi to, że chce ci zrobić krzywdę?! Jesteś żałosna!!!-krzyknęłam.
-Obie zamknijcie się!!! Ty, Karin, rzeczywiście wczoraj trafiłaś do mnie za incydent z kozłem. Dzisiaj za incydent z kwasem. Musze cię zawiesić. Jeżeli jeszcze coś odwalisz będę zmuszona wydalić cię ze szkoły. Ty Saro dostaniesz upomnienie i jeszcze... będziesz pomagać jednej osobie z twojej klasy w historii.
-Komu?-zapytałam.
-Ten nowy uczeń w waszej klasie. Gaara. W poprzedniej szkole miał problemy z tym przedmiotem. A z tego co wiem profesor Kakashi jest pod wrażeniem twojej wiedzy. Także do końca roku będziesz pomagać mu z tym przedmiotem. Wydaje mi się, że to sprawiedliwa kara.
-Słucham?! Nie, pani dyrektor! Proszę!!! Nie chcę pomagać jemu. Ten chłopak mnie przeraża! Mogę malować szafki, sprzątać po zajęciach. Mogę nawet myć kible szczoteczką, ale nie chcę uczyć go historii!-powiedziałam z rozpaczą w głosie.
-Moja decyzja nie podlega absolutnie żadnej dyskusji! Możecie odejść! Nie chcę was tu więcej widzieć!!!
Wyszłam ze szkoły przygnębiona jak nigdy. Przy wejściu na Karin  czekali chłopcy oraz Temari. Na mnie kawałek dalej Ino i Hinata.
-I co się stało. Saro, mów!-powiedziała Ino.
-No cóż... Karin została zawieszona. Za następne przewinienie zostanie usunięta za szkoły. Ja z kolei dostałam upomnienie i muszę, że tak powiem odbywać prace społeczne.
-Jakie prace społeczne?-zapytała Hinata i uniosła jedną brew.
-Muszę pomagać jednemu uczniowi w nauce historii...-wyjęczałam żałośnie.
-Uczniowi? Komu niby?-w głosie Ino dało się słyszeć nutę zdziwienia.
-Jemu...-pokazałam palcem na Gaarę, a potem opuściłam wzrok na chodnik.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8