Rozdział 4
Zeszłam do salonu roztrzęsiona i blada. Zastałam mojego wujka z laptopem
i stosem papierów na stole. Z ciekawości wzięłam jeden plik. Dotyczyły jakiejś
umowy z firmą z Niemiec.
-Nie powinieneś przynosić pracy do domu...-powiedziałam i usiadłam obok niego.-Wujku musimy poważnie pogadać...
-Nie teraz Saro... Muszę...
-A właśnie, że teraz!!!-krzyknęłam. Wujek oderwał wzrok od komputera i wlepił go we mnie.
-No więc, co jest aż takie ważne, że odrywasz mnie od roboty...
-Wujku, pamiętasz może tych dwóch typów, którzy obserwowali nas w restauracji?-zapytałam. Widać było, że grzebał w pamięci.
-Tacy łysi? No coś kojarzę. A co?
-Wujku, byli dzisiaj w mojej starej szkole. Dyrektorka dzwoniła do mnie jakieś 10 minut temu i poinformowała mnie o tym. Boję się. Nie kojarzę tych ludzi z żadnego miejsca gdzie mieszkaliśmy. Pojawili się nagle.
-Żartujesz chyba, że oni...-powiedział. Widać było po jego minie, że też się wystraszył.
-Nie wiem, może ty ich skądś kojarzysz. Firma, jakieś wyjazdy służbowe. Cokolwiek. Ale jeżeli zobaczę ich jeszcze gdzieś w swoim otoczeniu, żądam ochrony. I od razu wzywam policję.
-Chyba czas najwyższy, żeby ci powiedzieć co się dzieje... Otóż, nasza firma 2 lata temu podpisała umowę z korporacją, która zajmowała się produkcją oprogramowań do komputerów. Przez jakiś czas wszystko szło świetnie, ale jakieś 3-4 miesiące później, pracownicy naszej firmy zauważyli, że tamta korporacja wciska nam lewy towar, tzn... Ich oprogramowania mają wirusy, które rozszyfrowują zabezpieczenia z kont bankowych. Okazało się, że ogołocili nas na prawie milion dolarów. Jak na nasze utargi to bardzo niewiele, ale inna współpracująca z tamtą firma zbankrutowała. Od razu zgłosiliśmy to do władz. Tamtą firmę zamknęli, a jej właściciel został skazany na 10 lat więzienia. Może tych dwóch to jego współpracownicy. Powinnaś być ostrożna.
-I ty mi dopiero teraz mówisz, że ktoś śmiał oszukać naszą firmę i jej współpracowników?!-krzyknęłam ze złości.
-Miałaś wtedy 15 lat, dopiero przeprowadziliśmy się do Osaki. Nie chciałem cię martwić. Miałaś własne problemy. Nowa szkoła itp. Z resztą mówiłem ci, że milion dolarów to bardzo mało jak na naszą firmę. Odrobiliśmy tą stratę w następne 4 miesiące.
-Wujku! Nie chodzi absolutnie o to! Skoro ktoś wsadził tego faceta za kratki, powinien mieć świadomość tego, że wszyscy, którzy czerpali korzyści z tych lewych oprogramowań raczej nie będą bić braw. Stracili kupę kasy. Powinien się domyślić, że będą chcieli zemsty! I jak widać jej czas właśnie nadszedł!!!
-Saro, nie bądź taką pesymistką. Podejrzewam, że na pewno nie jest tak źle. Jeśli chcesz mogę jutro zgłosić tą sprawę na policje. Niech oni się tym zajmą. Idź spać. Poproszę Darlę, żeby zajęła się tobą.
-Kogo takiego?-zapytałam. Nie kojarzyłam ze służby nikogo o tym imieniu. W sumie... nie znałam nikogo ze służby z imienia.
-Służąca, która pokazywała ci twój pokój. Teraz idź do kuchni i zjedz coś. Kucharz na pewno już coś przygotował.
Nazajutrz obudził mnie dźwięk budzika. Wstałam jak zwykle trochę później, bo musiałam się trochę dobudzić, poprzeciągać itp. Wzięłam zimny prysznic, potem szybko ubrałam się, wysuszyłam głowę, zrobiłam makijaż i zeszłam na śniadanie. Mojego wujka już nie było.
-Darla, gdzie mój wujek?-zapytałam kiedy dziewczyna postawiła przede mną talerz naleśników z syropem. Pychota!
-Zadzwonili do niego rano z firmy. Ktoś włamał się do jego gabinetu i powyrzucał wszystkie papiery. Jednak nic nie zginęło, bo wujek panienki dzwonił z godzinę temu.
-Co?!-krzyknęłam i zakrztusiłam się kawałkiem naleśnika, który akurat przeżuwałam. Zaczęłam kaszleć. Darla kilka razy mocno klepnęła mnie w plecy.-Jak to ktoś się włamał? Kto?!
-Nie wiem. Pan Iregiro nic nie mówił. Jednak widać, że złodzieje szukali jakiś dokumentów i chyba nic nie znaleźli, skoro nic nie zginęło.
-Darlo, wiesz może gdzie są dokumenty mojego wujka, te które wczoraj przyniósł?-zapytałam. Darla chwilę się zastanawiała.
-Oczywiście, że tak. Są w sejfie w jego sypialni.
-Dobrze. Poproś kogoś z ochrony żeby co jakieś 20 minut zaglądał do sypialni mojego wujka, i niech obstawią dom z tyłu. Chyba wiem, co się dzieje.-powiedziałam. Szybko przeżułam jeszcze kilka kawałków naleśnika i wyszłam z domu. Zadzwoniłam do Naruto.
-Naruto, słuchaj mam ci coś...
-Saro, w nocy do mojej firmy było włamanie! Nie wiem co się dzieje, nic nie zginęło, ale gabinet Jiraiyi wygląda jak pobojowisko. Jadę właśnie do szkoły, ale nie wiem czy dam radę wysiedzieć na lekcjach. Jadę jeszcze po Sasuke i Saia.
-Spotkajmy się w szkole. Cześć!-powiedziałam i rozłączyłam się, a potem wsiadłam do auta i pognałam do szkoły.
Naruto przyjechał z chłopakami jakieś 15 minut później ode mnie. Byliśmy jednymi z pierwszych osób na parkingu. Widać było tylko 4 auta na miejscach dla grona pedagogicznego. Wysiadłam z auta i podeszłam do samochodu chłopaków.
-Naruto, nie tylko w twojej firmie było włamanie. Mój wujek nad ranem dostał wiadomość od ochrony, że ktoś doszczętnie zdemolował jego gabinet. Nie wiem co się dzieje, że wydaje mi się, że ktoś szukał dokumentów, które wczoraj ci dałam. Niech twój wujek schowa je w jakimś bezpiecznym miejscu.
-Niby po co ktoś miałby szukać dokumentów dotyczących naszej współpracy? To bez sensu.-opowiedziałam mu o tym, co wydarzyło się 2 lata temu, kiedy mój wujek podpisał umowę z tamtą korporacja.
-Wydaje mi się, że ktoś planuje zniszczyć firmę mojego ojca. Zemsta...
-Czyli chodzi o dług, że tak powiem.-stwierdził Naruto.
-Jak widać tak. Wczoraj dzwoniła do mnie dyrektorka z mojej starej szkoły. Powiedziała, że pytało o mnie dwóch podejrzanych typów. Kiedy mi ich opisała okazało się, że kojarzyłam ich już wcześniej. Po naszym pierwszym spotkaniu pojechałam z wujkiem do restauracji. I tych dwóch typów usiadło przy sąsiednim stoliku. Ciągle się na nas patrzyli. No a teraz...
-Ktoś was śledził? Czemu nie zgłosiliście tego na policję?-zapytał Naruto.
-Wujek na pewno teraz to zgłosił. Co innego obserwowanie, a włamanie do biura. Chodźmy do szkoły. Za chwile zacznie padać.-powiedziałam, ponieważ poczułam na twarzy pierwsze krople, a niebo już od rana się chmurzyło.
Sala od matmy powoli zaczynała się napełniać ludźmi. Ino, Sakura i Hinata wbiegły do sali całe mokre. Z resztą jak 3/4 klasy. Karin weszła jakoś minutę przed dzwonkiem. Miała zrobioną jakąś dziwną fryzurę. Widać musiało ją uderzyć moje stwierdzenie na temat jej włosów. Kiedy tylko nasze spojrzenia się zetknęły przesłałam jej całusa i rzuciłam ostre spojrzenie. Odwróciła się natychmiast.
-Woo. Karin ma chyba konkurencję.-zaśmiał się Sasuke. Wtedy zauważyłam, że do sali weszły dwie nowe osoby. Na pewno nowe. Mam wzrokową pamięć, a żadnego z nich nie widziałam wcześniej. W sumie kiedy ściągnęli kaptury, okazało się, że to chłopak i dziewczyna. Za nimi wszedł nauczyciel.
-Proszę wszystkich o uwagę. Tak jak wczoraj poznaliście nową uczennicę, Sarę Iregiro, tak dzisiaj mam okazję przedstawić dwójkę kolejnych nowych twarzy, że tak powiem. Gaara i Temari.- spojrzałam się na nich. Z resztą chyba jak większość klasy. Dziewczyny za mną zaczęły szeptać o tym chłopaku. Dla mnie normalny. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Może poza kolorem włosów, ponieważ były czerwone. A tak to... no po prostu normalny!!! Nic więcej nie nasuwało mi się na myśl. Za to jego siostra... cóż. Wyróżniała się z tłumu. Nosiła 4 kitki, miała bardzo oryginalny sposób ubierania się. Oczywiście tak jak wszyscy nosiła mundurek, ale na nogi miała nałożone coś, co przypominało kabaretki. Buty podobne do martensów w żółtym kolorze przykuwały uwagę.
-Ciekawe jak będą się zachowywać?-zapytała cicho Hinata.
-Nie lubię oceniać po pozorach, ale wydaje mi się, że będą kłopoty. Szczególnie jeżeli chodzi o tego chłopaka...-stwierdziłam. Wtedy nauczyciel przywołał całą klasę do porządku. Rozpoczęła się okropnie nudna lekcja.
Na przerwie, którą większość szkoły spędzała na dworze, zauważyłam, że ci nowi zadają się z Karin. Pomyślałam, że raczej się nie zaprzyjaźnimy... Karin ruszyła w moją stronę. Zdążyłam tylko szepnąć do dziewczyn.
-Oho. Będą kłopoty.
-Ty! Popatrz na mnie!-rozkazała. Olałam ją. Poczułam, że łapie mnie za nadgarstek.
-Zostaw mnie mopie!-krzyknęłam. Byłam od niej niższa, dużo drobniejsza. Przyciągnęła mnie do siebie i podniosła rękę. Nie było tego całego Yuugo, czy jak on tam miał.
-Ty mała szmato, jeżeli myślałaś, że uda ci się zrąbać mi reputację, to grubo się myliłaś. Ty jesteś nikim. Ty, nie ja!-powiedziała. Czułam, że w moich oczach zapaliła się wściekłość. Odsunęłam się kawałek od niej, a potem pociągnęłam z całej siły. Kiedy się zachwiała, chwyciłam ją za włosy. Z bólu puściła moją rękę.
-Odwal się ode mnie idiotko! Stwierdziłam po prostu fakt kim dla mnie jesteś i tyle. Zostaw moich przyjaciół, zostaw mnie. Gorzko pożałujesz, jeżeli spróbujesz podnieść na mnie rękę jeszcze kiedykolwiek! Może inni się ciebie bali, ale ty będziesz bać się mnie!!!-krzyknęłam jej do ucha. Puściłam jej włosy, a ona szybko pobiegła do swoich znajomych i schowała się za nimi. Ja za to czułam, że w środku rozwala mnie istna furia. Miałam ochotę iść i rozwalić coś z całej siły.-Jest tu siłownia?
-Tak. Zaprowadzę cię.-powiedziała Sakura.
Sakura została ze mną. Chyba przez 3 bite godziny biegałam na bieżni, nawalałam w worki treningowe, układałam jakieś kroki z aerobicu. Po prostu potrzebowałam tego. Ćwiczyłam na dodatek ciężkie figury gimnastyczne. Sakura była pod wrażeniem.
-Masz parę. Ja już dawno bym padła ćwicząc w taki sposób.
-Lata praktyki.-zaśmiałam się. Wytarłam się ręcznikiem i wzięłam łapczywego łyka wody.-Dochodzi 16. Myślę, że powinnyśmy wracać do domu. Odwiozę cię. Poczekaj chwilę, przebiorę się szybko ok.-pobiegłam do szatni.
Kiedy ruszyłyśmy spod szkoły, zauważyłam, że zaczął za nami jechać granatowy samochód. Chciałam sprawdzić czy to nie jest przypadek.
-Pojadę dłuższą trasą ok? Muszę coś sprawdzić.-Sakura tylko kiwnęła głową. Ja w tym czasie skręciłam w prawo. Kiedy po pół godzinie jazdy samochód nadal trzymał się za nami, poprosiłam Sakurę żeby wyciągnęła z mojej torby komórkę i wybrała numer do mojego wujka. Chciałam jednak żeby zachowywała się jak najbardziej naturalnie. Udawałyśmy wyluzowane i ciągle się uśmiechałyśmy. Jednak ja wcale się tak nie czułam. Mięśnie na ramionach miałam tak napięte, że sprawiało mi to ból. Sakura włączyła telefon na głośnik.
-Saro, co jest? Jestem w firmie.
-Wujku, mam przeczucie, że ci faceci mnie śledzą. Jeżdżę po mieście bez celu już od prawie czterdziestu minut, a samochód, który jechał za mną od szkoły nadal nas śledzi.
-Co ty mówisz?! Saro, jedź prędko do domu!-krzyknął wujek. Słychać było, że bardzo się zdenerwował.
-Wujku, zapisz tablice rejestracyjne.-podałam mu numery tablicy. Wtedy się rozłączył, a ja zastanawiałam się co mam zrobić. Nie mogę tak jeździć bez celu, bo faceci w końcu się skumają, że robię ich w konia.
-Jedź do McDonalda czy gdzieś. Oni muszą zobaczyć, że jeździmy tak po nic.-powiedziała Sakura. Chyba czytała mi w myślach.
-Serio? Myślisz, że to tacy kretyni, że jeszcze tego nie zauważyli?-zapytałam. Jednak zjechałam do najbliższego McDrive i zamówiłam sobie i Sakurze po hamburgerze. Żadna z nas nie była w stanie tknąć tego jedzenia. Bałyśmy się. Wtedy usłyszałyśmy wycie syren. Co za idioci!!! Samochód, który nas śledził odjechał z piskiem opon. A więc to jednak oni...
Odwiozłam Sakurę prosto pod dom, a potem pognałam do siebie. Pod domem stał radiowóz, a wujek czekał na mnie na schodach razem z policjantami.
-Nie powinieneś przynosić pracy do domu...-powiedziałam i usiadłam obok niego.-Wujku musimy poważnie pogadać...
-Nie teraz Saro... Muszę...
-A właśnie, że teraz!!!-krzyknęłam. Wujek oderwał wzrok od komputera i wlepił go we mnie.
-No więc, co jest aż takie ważne, że odrywasz mnie od roboty...
-Wujku, pamiętasz może tych dwóch typów, którzy obserwowali nas w restauracji?-zapytałam. Widać było, że grzebał w pamięci.
-Tacy łysi? No coś kojarzę. A co?
-Wujku, byli dzisiaj w mojej starej szkole. Dyrektorka dzwoniła do mnie jakieś 10 minut temu i poinformowała mnie o tym. Boję się. Nie kojarzę tych ludzi z żadnego miejsca gdzie mieszkaliśmy. Pojawili się nagle.
-Żartujesz chyba, że oni...-powiedział. Widać było po jego minie, że też się wystraszył.
-Nie wiem, może ty ich skądś kojarzysz. Firma, jakieś wyjazdy służbowe. Cokolwiek. Ale jeżeli zobaczę ich jeszcze gdzieś w swoim otoczeniu, żądam ochrony. I od razu wzywam policję.
-Chyba czas najwyższy, żeby ci powiedzieć co się dzieje... Otóż, nasza firma 2 lata temu podpisała umowę z korporacją, która zajmowała się produkcją oprogramowań do komputerów. Przez jakiś czas wszystko szło świetnie, ale jakieś 3-4 miesiące później, pracownicy naszej firmy zauważyli, że tamta korporacja wciska nam lewy towar, tzn... Ich oprogramowania mają wirusy, które rozszyfrowują zabezpieczenia z kont bankowych. Okazało się, że ogołocili nas na prawie milion dolarów. Jak na nasze utargi to bardzo niewiele, ale inna współpracująca z tamtą firma zbankrutowała. Od razu zgłosiliśmy to do władz. Tamtą firmę zamknęli, a jej właściciel został skazany na 10 lat więzienia. Może tych dwóch to jego współpracownicy. Powinnaś być ostrożna.
-I ty mi dopiero teraz mówisz, że ktoś śmiał oszukać naszą firmę i jej współpracowników?!-krzyknęłam ze złości.
-Miałaś wtedy 15 lat, dopiero przeprowadziliśmy się do Osaki. Nie chciałem cię martwić. Miałaś własne problemy. Nowa szkoła itp. Z resztą mówiłem ci, że milion dolarów to bardzo mało jak na naszą firmę. Odrobiliśmy tą stratę w następne 4 miesiące.
-Wujku! Nie chodzi absolutnie o to! Skoro ktoś wsadził tego faceta za kratki, powinien mieć świadomość tego, że wszyscy, którzy czerpali korzyści z tych lewych oprogramowań raczej nie będą bić braw. Stracili kupę kasy. Powinien się domyślić, że będą chcieli zemsty! I jak widać jej czas właśnie nadszedł!!!
-Saro, nie bądź taką pesymistką. Podejrzewam, że na pewno nie jest tak źle. Jeśli chcesz mogę jutro zgłosić tą sprawę na policje. Niech oni się tym zajmą. Idź spać. Poproszę Darlę, żeby zajęła się tobą.
-Kogo takiego?-zapytałam. Nie kojarzyłam ze służby nikogo o tym imieniu. W sumie... nie znałam nikogo ze służby z imienia.
-Służąca, która pokazywała ci twój pokój. Teraz idź do kuchni i zjedz coś. Kucharz na pewno już coś przygotował.
Nazajutrz obudził mnie dźwięk budzika. Wstałam jak zwykle trochę później, bo musiałam się trochę dobudzić, poprzeciągać itp. Wzięłam zimny prysznic, potem szybko ubrałam się, wysuszyłam głowę, zrobiłam makijaż i zeszłam na śniadanie. Mojego wujka już nie było.
-Darla, gdzie mój wujek?-zapytałam kiedy dziewczyna postawiła przede mną talerz naleśników z syropem. Pychota!
-Zadzwonili do niego rano z firmy. Ktoś włamał się do jego gabinetu i powyrzucał wszystkie papiery. Jednak nic nie zginęło, bo wujek panienki dzwonił z godzinę temu.
-Co?!-krzyknęłam i zakrztusiłam się kawałkiem naleśnika, który akurat przeżuwałam. Zaczęłam kaszleć. Darla kilka razy mocno klepnęła mnie w plecy.-Jak to ktoś się włamał? Kto?!
-Nie wiem. Pan Iregiro nic nie mówił. Jednak widać, że złodzieje szukali jakiś dokumentów i chyba nic nie znaleźli, skoro nic nie zginęło.
-Darlo, wiesz może gdzie są dokumenty mojego wujka, te które wczoraj przyniósł?-zapytałam. Darla chwilę się zastanawiała.
-Oczywiście, że tak. Są w sejfie w jego sypialni.
-Dobrze. Poproś kogoś z ochrony żeby co jakieś 20 minut zaglądał do sypialni mojego wujka, i niech obstawią dom z tyłu. Chyba wiem, co się dzieje.-powiedziałam. Szybko przeżułam jeszcze kilka kawałków naleśnika i wyszłam z domu. Zadzwoniłam do Naruto.
-Naruto, słuchaj mam ci coś...
-Saro, w nocy do mojej firmy było włamanie! Nie wiem co się dzieje, nic nie zginęło, ale gabinet Jiraiyi wygląda jak pobojowisko. Jadę właśnie do szkoły, ale nie wiem czy dam radę wysiedzieć na lekcjach. Jadę jeszcze po Sasuke i Saia.
-Spotkajmy się w szkole. Cześć!-powiedziałam i rozłączyłam się, a potem wsiadłam do auta i pognałam do szkoły.
Naruto przyjechał z chłopakami jakieś 15 minut później ode mnie. Byliśmy jednymi z pierwszych osób na parkingu. Widać było tylko 4 auta na miejscach dla grona pedagogicznego. Wysiadłam z auta i podeszłam do samochodu chłopaków.
-Naruto, nie tylko w twojej firmie było włamanie. Mój wujek nad ranem dostał wiadomość od ochrony, że ktoś doszczętnie zdemolował jego gabinet. Nie wiem co się dzieje, że wydaje mi się, że ktoś szukał dokumentów, które wczoraj ci dałam. Niech twój wujek schowa je w jakimś bezpiecznym miejscu.
-Niby po co ktoś miałby szukać dokumentów dotyczących naszej współpracy? To bez sensu.-opowiedziałam mu o tym, co wydarzyło się 2 lata temu, kiedy mój wujek podpisał umowę z tamtą korporacja.
-Wydaje mi się, że ktoś planuje zniszczyć firmę mojego ojca. Zemsta...
-Czyli chodzi o dług, że tak powiem.-stwierdził Naruto.
-Jak widać tak. Wczoraj dzwoniła do mnie dyrektorka z mojej starej szkoły. Powiedziała, że pytało o mnie dwóch podejrzanych typów. Kiedy mi ich opisała okazało się, że kojarzyłam ich już wcześniej. Po naszym pierwszym spotkaniu pojechałam z wujkiem do restauracji. I tych dwóch typów usiadło przy sąsiednim stoliku. Ciągle się na nas patrzyli. No a teraz...
-Ktoś was śledził? Czemu nie zgłosiliście tego na policję?-zapytał Naruto.
-Wujek na pewno teraz to zgłosił. Co innego obserwowanie, a włamanie do biura. Chodźmy do szkoły. Za chwile zacznie padać.-powiedziałam, ponieważ poczułam na twarzy pierwsze krople, a niebo już od rana się chmurzyło.
Sala od matmy powoli zaczynała się napełniać ludźmi. Ino, Sakura i Hinata wbiegły do sali całe mokre. Z resztą jak 3/4 klasy. Karin weszła jakoś minutę przed dzwonkiem. Miała zrobioną jakąś dziwną fryzurę. Widać musiało ją uderzyć moje stwierdzenie na temat jej włosów. Kiedy tylko nasze spojrzenia się zetknęły przesłałam jej całusa i rzuciłam ostre spojrzenie. Odwróciła się natychmiast.
-Woo. Karin ma chyba konkurencję.-zaśmiał się Sasuke. Wtedy zauważyłam, że do sali weszły dwie nowe osoby. Na pewno nowe. Mam wzrokową pamięć, a żadnego z nich nie widziałam wcześniej. W sumie kiedy ściągnęli kaptury, okazało się, że to chłopak i dziewczyna. Za nimi wszedł nauczyciel.
-Proszę wszystkich o uwagę. Tak jak wczoraj poznaliście nową uczennicę, Sarę Iregiro, tak dzisiaj mam okazję przedstawić dwójkę kolejnych nowych twarzy, że tak powiem. Gaara i Temari.- spojrzałam się na nich. Z resztą chyba jak większość klasy. Dziewczyny za mną zaczęły szeptać o tym chłopaku. Dla mnie normalny. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Może poza kolorem włosów, ponieważ były czerwone. A tak to... no po prostu normalny!!! Nic więcej nie nasuwało mi się na myśl. Za to jego siostra... cóż. Wyróżniała się z tłumu. Nosiła 4 kitki, miała bardzo oryginalny sposób ubierania się. Oczywiście tak jak wszyscy nosiła mundurek, ale na nogi miała nałożone coś, co przypominało kabaretki. Buty podobne do martensów w żółtym kolorze przykuwały uwagę.
-Ciekawe jak będą się zachowywać?-zapytała cicho Hinata.
-Nie lubię oceniać po pozorach, ale wydaje mi się, że będą kłopoty. Szczególnie jeżeli chodzi o tego chłopaka...-stwierdziłam. Wtedy nauczyciel przywołał całą klasę do porządku. Rozpoczęła się okropnie nudna lekcja.
Na przerwie, którą większość szkoły spędzała na dworze, zauważyłam, że ci nowi zadają się z Karin. Pomyślałam, że raczej się nie zaprzyjaźnimy... Karin ruszyła w moją stronę. Zdążyłam tylko szepnąć do dziewczyn.
-Oho. Będą kłopoty.
-Ty! Popatrz na mnie!-rozkazała. Olałam ją. Poczułam, że łapie mnie za nadgarstek.
-Zostaw mnie mopie!-krzyknęłam. Byłam od niej niższa, dużo drobniejsza. Przyciągnęła mnie do siebie i podniosła rękę. Nie było tego całego Yuugo, czy jak on tam miał.
-Ty mała szmato, jeżeli myślałaś, że uda ci się zrąbać mi reputację, to grubo się myliłaś. Ty jesteś nikim. Ty, nie ja!-powiedziała. Czułam, że w moich oczach zapaliła się wściekłość. Odsunęłam się kawałek od niej, a potem pociągnęłam z całej siły. Kiedy się zachwiała, chwyciłam ją za włosy. Z bólu puściła moją rękę.
-Odwal się ode mnie idiotko! Stwierdziłam po prostu fakt kim dla mnie jesteś i tyle. Zostaw moich przyjaciół, zostaw mnie. Gorzko pożałujesz, jeżeli spróbujesz podnieść na mnie rękę jeszcze kiedykolwiek! Może inni się ciebie bali, ale ty będziesz bać się mnie!!!-krzyknęłam jej do ucha. Puściłam jej włosy, a ona szybko pobiegła do swoich znajomych i schowała się za nimi. Ja za to czułam, że w środku rozwala mnie istna furia. Miałam ochotę iść i rozwalić coś z całej siły.-Jest tu siłownia?
-Tak. Zaprowadzę cię.-powiedziała Sakura.
Sakura została ze mną. Chyba przez 3 bite godziny biegałam na bieżni, nawalałam w worki treningowe, układałam jakieś kroki z aerobicu. Po prostu potrzebowałam tego. Ćwiczyłam na dodatek ciężkie figury gimnastyczne. Sakura była pod wrażeniem.
-Masz parę. Ja już dawno bym padła ćwicząc w taki sposób.
-Lata praktyki.-zaśmiałam się. Wytarłam się ręcznikiem i wzięłam łapczywego łyka wody.-Dochodzi 16. Myślę, że powinnyśmy wracać do domu. Odwiozę cię. Poczekaj chwilę, przebiorę się szybko ok.-pobiegłam do szatni.
Kiedy ruszyłyśmy spod szkoły, zauważyłam, że zaczął za nami jechać granatowy samochód. Chciałam sprawdzić czy to nie jest przypadek.
-Pojadę dłuższą trasą ok? Muszę coś sprawdzić.-Sakura tylko kiwnęła głową. Ja w tym czasie skręciłam w prawo. Kiedy po pół godzinie jazdy samochód nadal trzymał się za nami, poprosiłam Sakurę żeby wyciągnęła z mojej torby komórkę i wybrała numer do mojego wujka. Chciałam jednak żeby zachowywała się jak najbardziej naturalnie. Udawałyśmy wyluzowane i ciągle się uśmiechałyśmy. Jednak ja wcale się tak nie czułam. Mięśnie na ramionach miałam tak napięte, że sprawiało mi to ból. Sakura włączyła telefon na głośnik.
-Saro, co jest? Jestem w firmie.
-Wujku, mam przeczucie, że ci faceci mnie śledzą. Jeżdżę po mieście bez celu już od prawie czterdziestu minut, a samochód, który jechał za mną od szkoły nadal nas śledzi.
-Co ty mówisz?! Saro, jedź prędko do domu!-krzyknął wujek. Słychać było, że bardzo się zdenerwował.
-Wujku, zapisz tablice rejestracyjne.-podałam mu numery tablicy. Wtedy się rozłączył, a ja zastanawiałam się co mam zrobić. Nie mogę tak jeździć bez celu, bo faceci w końcu się skumają, że robię ich w konia.
-Jedź do McDonalda czy gdzieś. Oni muszą zobaczyć, że jeździmy tak po nic.-powiedziała Sakura. Chyba czytała mi w myślach.
-Serio? Myślisz, że to tacy kretyni, że jeszcze tego nie zauważyli?-zapytałam. Jednak zjechałam do najbliższego McDrive i zamówiłam sobie i Sakurze po hamburgerze. Żadna z nas nie była w stanie tknąć tego jedzenia. Bałyśmy się. Wtedy usłyszałyśmy wycie syren. Co za idioci!!! Samochód, który nas śledził odjechał z piskiem opon. A więc to jednak oni...
Odwiozłam Sakurę prosto pod dom, a potem pognałam do siebie. Pod domem stał radiowóz, a wujek czekał na mnie na schodach razem z policjantami.
Komentarze
Prześlij komentarz