Rozdział 7
-No to masz babo placek...-powiedziała
Ino. Byłam tak załamana, że miałam ochotę rzucić się pod pociąg i to jak
najszybciej.
-O której będzie najbliższy pociąg?-zapytałam. Prowadziłam właśnie samochód. Chciałam odwieźć Hinatę i Ino jak najszybciej do domu, a potem po prostu się zabić.
-Nawet o tym nie myśl... Zobaczysz, pomożemy ci. Te korki nie będą takie złe.-uśmiechnęła się do mnie Hinata.
-Niech będzie przeklęty dzień, w którym postanowiłam się popisywać wiedzą z historii!!!-jęknęłam żałośnie i oparłam głowę o kierownice. Wtedy zatrąbił klakson.
-O której będzie najbliższy pociąg?-zapytałam. Prowadziłam właśnie samochód. Chciałam odwieźć Hinatę i Ino jak najszybciej do domu, a potem po prostu się zabić.
-Nawet o tym nie myśl... Zobaczysz, pomożemy ci. Te korki nie będą takie złe.-uśmiechnęła się do mnie Hinata.
-Niech będzie przeklęty dzień, w którym postanowiłam się popisywać wiedzą z historii!!!-jęknęłam żałośnie i oparłam głowę o kierownice. Wtedy zatrąbił klakson.
Kiedy dojechałam do domu byłam w tak parszywym humorze, że nie
zjadłam obiadu. Po prostu weszłam do łóżka i zakryłam się kołdrą po same uszy
słuchając iPoda.W pewnym momencie zobaczyłam nad sobą postać. Byłam pewna, że
to Darla przyszła z kolacją, ponieważ ja nie chciałam ruszać się z łóżka.
Podciągnęłam się do pozycji pół siedzącej i o mało nie dostałam zawału.
-Profesor Kakashi? Co pan tu robi?-zapytałam. Byłam nieogarnięta, w rozciągniętym dresie, a na domiar złego zaczęło mi burczeć w brzuchu.-Mógłby pan poczekać chwilę w salonie. Zaraz zejdę. Muszę się tylko trochę ogarnąć.
-Profesor Kakashi? Co pan tu robi?-zapytałam. Byłam nieogarnięta, w rozciągniętym dresie, a na domiar złego zaczęło mi burczeć w brzuchu.-Mógłby pan poczekać chwilę w salonie. Zaraz zejdę. Muszę się tylko trochę ogarnąć.
Zeszłam na dół, przebrana w dres, który wyglądał na mnie trochę lepiej. Włosy
związałam w luźną kitkę. Dopiero dochodziła 18. Z salonu usłyszałam głosy.
Okazało się, że z Kakashim przyszła Temari!!! Co ona tu robi do cholery?! To
mój dom!!!
-Darlo, zrób herbatę. I podaj jakieś przekąski, proszę.-powiedziałam, kiedy podeszłam do sofy, na której siedzieli goście. Darla zniknęła na korytarzu.
-Widzę, że ładnie się urządziłaś.-powiedziała Temari.
-Wujek nas urządził. O resztę dba służba.-powiedziałam krótko. Usiadłam w fotelu na przeciwko gości starając się wymusić uśmiech.-Więc... co sprowadza tu pana profesora oraz ciebie... Temari.
-No więc tak...-zaczął Kakashi, jednak Temari przerwała mu w pół zdania.
-Chodzi o to, że masz pomagać mojemu bratu w nauce. Owszem, ma problemy, i to spore. W poprzedniej szkole wcale nie chciał się uczyć. Zdał tylko dlatego, że robiłam mu ściągi.-Kakashi spojrzał się na nią wymownie.-Teraz to niestety nie przejdzie. Dlatego, wiem, że nie chcesz pomagać mojemu bratu, ale przyszłam... Osobiście... prosić cię o to, żebyś jednak nie rezygnowała.
-To i tak moja kara. Nie mam na nią wpływu, a wolę nie zadzierać z Tsunade. Dlatego tak czy owak będę go uczyć. Czy to wszystko?-zapytałam. Darla przyniosła herbatę i przekąski.-Dziękuję. Możesz odejść.
-Dobrze. Przygotuję panience kąpiel...
-Darlo...-skarciłam ją wzrokiem.
-Dobrze Saro. Przygotuję ci kąpiel.-uśmiechnęłam się do niej, a ona pognała na górę do mojej łazienki.
-Łuuu. Widzę coś takiego pierwszy raz. A wracając do tego, co ja chciałem. Dostałaś dzisiaj dokumenty na konkurs z historii. Zapomniałem dodać, że będziemy musieli pojechać do twojej poprzedniej szkoły. Tam odbywa się konkurs.
-Do Osaki?! Czemu aż tam?-zapytałam.
-Dostałem dzisiaj powiadomienie o zmianie miejsca. Trzeba się będzie do tego dostosować. Nie ma innego wyjścia. To chyba wszystko. Więc tak. Od jutra zaczynasz korki z Gaarą. Będziesz je miała 2 razy w tygodniu. Chłopak ma bardzo dużo materiału do nadrobienia. Z kolei co do konkursu, poproś wujka żeby podpisał te dokumenty i jutro mi je przynieś.
-Ale pana Iregiro nie ma w Tokio. Wyjechał dzisiaj w sprawach służbowych do Yokohamy. Wróci dopiero we wtorek.-powiedziała jedna ze służących, która przyniosła mi jakiś plik dokumentów z firmy.-Wujek panienki prosił żeby panienka to podpisała.
-Eee... czemu wuj nie uprzedził mnie o tym wyjeździe?-zapytałam.
-Dostał telefon godzinę temu. Spakował się w walizkę i już go nie było.-powiedziała służąca. Ukłoniła mi się i wyszła z salonu.
-Świetnie... firma znowu na mojej głowie...
-Dobra. Zbieramy się. Ja mam jeszcze klasówki do sprawdzenia. W takim razie dokumenty przynieś najszybciej jak będziesz mogła.
-Dobrze sensei. Postaram się. Do zobaczenia jutro w szkole.-powiedziałam, kiedy zamykałam za nimi drzwi. Głośno westchnęłam i poszłam do swojego pokoju.
-Darlo, zrób herbatę. I podaj jakieś przekąski, proszę.-powiedziałam, kiedy podeszłam do sofy, na której siedzieli goście. Darla zniknęła na korytarzu.
-Widzę, że ładnie się urządziłaś.-powiedziała Temari.
-Wujek nas urządził. O resztę dba służba.-powiedziałam krótko. Usiadłam w fotelu na przeciwko gości starając się wymusić uśmiech.-Więc... co sprowadza tu pana profesora oraz ciebie... Temari.
-No więc tak...-zaczął Kakashi, jednak Temari przerwała mu w pół zdania.
-Chodzi o to, że masz pomagać mojemu bratu w nauce. Owszem, ma problemy, i to spore. W poprzedniej szkole wcale nie chciał się uczyć. Zdał tylko dlatego, że robiłam mu ściągi.-Kakashi spojrzał się na nią wymownie.-Teraz to niestety nie przejdzie. Dlatego, wiem, że nie chcesz pomagać mojemu bratu, ale przyszłam... Osobiście... prosić cię o to, żebyś jednak nie rezygnowała.
-To i tak moja kara. Nie mam na nią wpływu, a wolę nie zadzierać z Tsunade. Dlatego tak czy owak będę go uczyć. Czy to wszystko?-zapytałam. Darla przyniosła herbatę i przekąski.-Dziękuję. Możesz odejść.
-Dobrze. Przygotuję panience kąpiel...
-Darlo...-skarciłam ją wzrokiem.
-Dobrze Saro. Przygotuję ci kąpiel.-uśmiechnęłam się do niej, a ona pognała na górę do mojej łazienki.
-Łuuu. Widzę coś takiego pierwszy raz. A wracając do tego, co ja chciałem. Dostałaś dzisiaj dokumenty na konkurs z historii. Zapomniałem dodać, że będziemy musieli pojechać do twojej poprzedniej szkoły. Tam odbywa się konkurs.
-Do Osaki?! Czemu aż tam?-zapytałam.
-Dostałem dzisiaj powiadomienie o zmianie miejsca. Trzeba się będzie do tego dostosować. Nie ma innego wyjścia. To chyba wszystko. Więc tak. Od jutra zaczynasz korki z Gaarą. Będziesz je miała 2 razy w tygodniu. Chłopak ma bardzo dużo materiału do nadrobienia. Z kolei co do konkursu, poproś wujka żeby podpisał te dokumenty i jutro mi je przynieś.
-Ale pana Iregiro nie ma w Tokio. Wyjechał dzisiaj w sprawach służbowych do Yokohamy. Wróci dopiero we wtorek.-powiedziała jedna ze służących, która przyniosła mi jakiś plik dokumentów z firmy.-Wujek panienki prosił żeby panienka to podpisała.
-Eee... czemu wuj nie uprzedził mnie o tym wyjeździe?-zapytałam.
-Dostał telefon godzinę temu. Spakował się w walizkę i już go nie było.-powiedziała służąca. Ukłoniła mi się i wyszła z salonu.
-Świetnie... firma znowu na mojej głowie...
-Dobra. Zbieramy się. Ja mam jeszcze klasówki do sprawdzenia. W takim razie dokumenty przynieś najszybciej jak będziesz mogła.
-Dobrze sensei. Postaram się. Do zobaczenia jutro w szkole.-powiedziałam, kiedy zamykałam za nimi drzwi. Głośno westchnęłam i poszłam do swojego pokoju.
Darla narobiła mi pełno bąbelków w wannie. Kiedy tylko zamoczyłam się w wodzie
od razu poczułam się tak, jakby całe stresy odeszły w niepamięć. Miałam ochotę
utopić się w tej wodzie byle nie musieć z niej wychodzić. Jednak po dłuższej
chwili usłyszałam dźwięk mojej komórki. Owinęłam się ręcznikiem i pobiegłam do
pokoju. Jednak nie zdążyłam odebrać. Kiedy sprawdziłam kto dzwonił, okazało
się, że to Naruto. Szybko oddzwoniłam.
-Hej Naruto! Co chciałeś?-zapytałam i wróciłam do łazienki. Chciałam ubrać się w szlafrok.
-Saro, słuchaj. Twój wujek też wyjechał do Yokohamy w jakiejś służbowej sprawie?-zapytał.
-No tak. Jakieś niecałe 2 godziny temu dostał telefon, że ma się tam zjawić. Nie zastanawiał się nad tym za długo. Po prostu spakował walizkę i pojechał. A co?
-Mam wrażenie, że wujkowie szykują nam jakąś niespodziankę. Mogłabyś do mnie wpaść? Jirayia i twój wujek chyba coś kombinują za naszymi plecami.
-Eee... Właśnie wyszłam z kąpieli, ale daj mi pół godziny. Ogarnę się i przyjadę. Wezmę też dokumenty, które dostałam dzisiaj od wujka. Jeszcze ich nie przeglądałam. Możemy zrobić to razem.
-Nie ma problemu. To do zobaczenia!-krzyknął i się rozłączył.
-A miałam nadzieję na dłuuugi i spokojny wieczór...
-Hej Naruto! Co chciałeś?-zapytałam i wróciłam do łazienki. Chciałam ubrać się w szlafrok.
-Saro, słuchaj. Twój wujek też wyjechał do Yokohamy w jakiejś służbowej sprawie?-zapytał.
-No tak. Jakieś niecałe 2 godziny temu dostał telefon, że ma się tam zjawić. Nie zastanawiał się nad tym za długo. Po prostu spakował walizkę i pojechał. A co?
-Mam wrażenie, że wujkowie szykują nam jakąś niespodziankę. Mogłabyś do mnie wpaść? Jirayia i twój wujek chyba coś kombinują za naszymi plecami.
-Eee... Właśnie wyszłam z kąpieli, ale daj mi pół godziny. Ogarnę się i przyjadę. Wezmę też dokumenty, które dostałam dzisiaj od wujka. Jeszcze ich nie przeglądałam. Możemy zrobić to razem.
-Nie ma problemu. To do zobaczenia!-krzyknął i się rozłączył.
-A miałam nadzieję na dłuuugi i spokojny wieczór...
Po około 40 minutach byłam już w mieszkaniu Naruto. Otworzył mi drzwi z
uśmiechem. Okazało się, że są u niego chłopcy.
-Cześć wam! Naruto, słuchaj... Jest sprawa. Skoro nasi wujkowie wyjechali to będziemy musieli poprowadzić zebranie dotyczące współpracy naszych firm. A co do dokumentów, to...
-Nie wszystko na raz! Dla mnie to już jest nadmiar informacji.-powiedział Naruto i złapał się za głowę.
-Bo jesteś głąbem!-powiedział Sasuke. Uśmiechnęłam się do niego i rzuciłam torbę obok stolika. Przez ilość dokumentów spadła z hukiem.
-Kamienie w tym nosisz?-zapytał Sai i zajrzał mi do torby.
-Nie. To moja praca. Naruto, mógłbyś mi zrobić herbaty?!-krzyknęłam. Słyszałam, że chłopak krzątał się po kuchni.
-Cześć wam! Naruto, słuchaj... Jest sprawa. Skoro nasi wujkowie wyjechali to będziemy musieli poprowadzić zebranie dotyczące współpracy naszych firm. A co do dokumentów, to...
-Nie wszystko na raz! Dla mnie to już jest nadmiar informacji.-powiedział Naruto i złapał się za głowę.
-Bo jesteś głąbem!-powiedział Sasuke. Uśmiechnęłam się do niego i rzuciłam torbę obok stolika. Przez ilość dokumentów spadła z hukiem.
-Kamienie w tym nosisz?-zapytał Sai i zajrzał mi do torby.
-Nie. To moja praca. Naruto, mógłbyś mi zrobić herbaty?!-krzyknęłam. Słyszałam, że chłopak krzątał się po kuchni.
Wywaliłam dokumenty na stół. Było tego pełno. Naruto akurat przyszedł z herbatą
i o mało co nie potknął się o dywan, kiedy zobaczył co jest na stole.
-Ty
żartujesz?! Mamy to wszystko przejrzeć?!
-No tak jakby. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. Masz może laptopa gdzieś tu. Przydałby mi się.-Naruto po chwili przyniósł mi laptopa od siebie z pokoju. Natychmiast otworzyłam Worda i Excela. Zaczęłam czytać te umowy i wszystko wklepywać w dany program.
-Jak ona zapiernicza...-nie mógł uwierzyć Sai. Sasuke i Blondas również nie mogli wyjść z podziwu. Po prostu brałam kartkę do ręki, czytałam ją w błyskawicznym tempie, a potem kosztorysy i materiały wklepywałam gdzie trzeba. Tak naprawdę pół godziny później miałam ogarniętą 1/3 papierów. Odkładałam na bok wszystkie te, które musiałam potem podpisać. Naruto w tym czasie przyniósł swoje dokumenty. Sai i Sasuke stwierdzili, że nie mają zamiaru nam przeszkadzać, bo jest z tym dużo roboty. Zmyli się do domów. My z kolei zapierniczaliśmy jak na haju.
-No tak jakby. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. Masz może laptopa gdzieś tu. Przydałby mi się.-Naruto po chwili przyniósł mi laptopa od siebie z pokoju. Natychmiast otworzyłam Worda i Excela. Zaczęłam czytać te umowy i wszystko wklepywać w dany program.
-Jak ona zapiernicza...-nie mógł uwierzyć Sai. Sasuke i Blondas również nie mogli wyjść z podziwu. Po prostu brałam kartkę do ręki, czytałam ją w błyskawicznym tempie, a potem kosztorysy i materiały wklepywałam gdzie trzeba. Tak naprawdę pół godziny później miałam ogarniętą 1/3 papierów. Odkładałam na bok wszystkie te, które musiałam potem podpisać. Naruto w tym czasie przyniósł swoje dokumenty. Sai i Sasuke stwierdzili, że nie mają zamiaru nam przeszkadzać, bo jest z tym dużo roboty. Zmyli się do domów. My z kolei zapierniczaliśmy jak na haju.
Skończyliśmy ogarniać dokumenty około 23. Byłam padnięta, a jeszcze czekała
mnie droga do domu. Uścisnęłam Naruto na pożegnanie i wyszłam. Czułam się dość
niekomfortowo po ostatnich zajściach, dlatego rozglądałam się wokół jak
szalona. Dopiero kiedy doszłam do auta trochę się uspokoiłam. Jechałam do domu
dość szybko, ponieważ stwierdziłam, że Darla mnie zabije, a poza tym jutro rano
muszę wstać do szkoły, a pierwsza lekcja to matma, której serdecznie
nienawidzę. Usłyszałam dzwonek mojej komórki. Jednak prowadziłam dość szybko i
bojąc się, że spowoduję wypadek odpuściłam sobie szukanie telefonu w
torebce.
Kiedy zajechałam pod dom było ciemno. Szybko zatrzasnęłam drzwi od auta i
wbiegłam na ganek. Cisza, która panowała wokół przerażała mnie. Otworzyłam
drzwi i zapaliłam światło na korytarzu. Pognałam czym prędzej do swojego
pokoju, przebrałam się w pidżamę i wskoczyłam do łóżka. Sen ogarnął mnie
natychmiast.
Miałam bardzo dziwny sen. Śnił mi się Gaara jak rozmawia z kimś. Ten ktoś
przypominał mi mojego tatę, takiego jakiego pamiętałam chwilę przed wypadkiem.
Obaj żywo dyskutowali.
-Tak. Wiem, ale obiecaj mi, że będziesz ją chronił. To jedyna osoba jaka mi została.-powiedział ten mężczyzna, który przypominał mi ojca.
-Nie taka była umowa! To wszystko miało skończyć się inaczej, a póki co robi się z tego jedna wielka komedia!-krzyknął Gaara. Skuliłam się pod ścianą, bo miałam wrażenie, że ta dwójka zaraz wyczuje moją obecność i będzie źle.
-Wiem. Wiem, miało być inaczej, ale sam widzisz, że Sara jest jaka jest. Bądź cierpliwy...
-Tak. Wiem, ale obiecaj mi, że będziesz ją chronił. To jedyna osoba jaka mi została.-powiedział ten mężczyzna, który przypominał mi ojca.
-Nie taka była umowa! To wszystko miało skończyć się inaczej, a póki co robi się z tego jedna wielka komedia!-krzyknął Gaara. Skuliłam się pod ścianą, bo miałam wrażenie, że ta dwójka zaraz wyczuje moją obecność i będzie źle.
-Wiem. Wiem, miało być inaczej, ale sam widzisz, że Sara jest jaka jest. Bądź cierpliwy...
Obudziłam się zlana zimnym potem. Niby ten sen nie był straszny ani nic
takiego, ale po prostu... no sam fakt tego, że był w nim Gaara mnie przerażał.
-Eh! Dziewczyno ogarnij się! To przez stres związany z tymi korkami dla niego. Zbyt intensywnie myślałaś o nim przez cały dzisiejszy dzień!-powiedziałam sobie na głos.
-Eh! Dziewczyno ogarnij się! To przez stres związany z tymi korkami dla niego. Zbyt intensywnie myślałaś o nim przez cały dzisiejszy dzień!-powiedziałam sobie na głos.
Zegarek wskazywał 4 rano. Miałam więc jeszcze ponad 2 godziny snu.
Wtuliłam głowę w poduszkę. Powoli zaczęłam wyrównywać oddech i rozluźniać
mięśnie. Próbowałam wyłączyć również myślenie, bo wtedy najłatwiej mi się
zasypia. Zrobiłam po prostu to co zawsze... Zaczęłam powoli nabierać powietrze
nosem i wypuszczać ustami. Starałam się skupić na swoim oddechu, jednak co
chwila przed oczami miałam obraz tamtej dwójki i ich rozmowy w moim śnie.
Zaczęłam się irytować, jednak po jakiejś dłuższej chwili poczułam się strasznie
senna i zasnęłam.
Siedziałam na lekcjach cicho jak myszka. Nie miałam siły nawet siły na wf-ie.
Kiedy babka zaczęła się na mnie wydzierać, po prostu wściekła poszłam do szatni
i przebrałam się. Ostatnią lekcją była historia. Starłam się schować jak
najbardziej za stosem książek, które dał mi Kakashi żebym przygotowała się do
konkursu. Miałam już tego serdecznie dosyć! Konkurs ma być dopiero za pół roku,
a on już męczy mnie wszystkim tak, jakbym jutro miała umrzeć i musiała wszystko
umieć na teraz.Na całe szczęście nie brał mnie do odpowiedzi. Dzisiaj męczył
Temari, która dostała 4.
Dziwiłam się czemu ona nie może tłumaczyć historii
swojemu bratu, tylko zleciało to na mnie. Dzisiaj była bardzo nudna lekcja na
temat najazdów mongolskich na coś tam... nie mogłam w ogóle skupić się na
lekcji. Zmęczenie dało mi się we znaki, a na dodatek bałam się korków z Gaarą.
Kiedy zadzwonił dzwonek byłam napięta bardziej niż struna. Czekałam na chłopaka
przed szkołą. Razem ze mną reszta moich znajomych.
-Jesteś pewna, że tego chcesz? Uciekaj! My go zatrzymamy.-powiedział Naruto.
-Eh... Naruto. Gdyby to było takie proste jak się wydaje. Nie mam zamiaru mieć Tsunade na głowie lub co gorsza zawieszenia. Spokojnie. Do końca roku zostały tylko 2 miesiącem to tylko 8 tygodni, to tylko 61 dni. A ja mam dawać mu korki 2 razy w tygodniu także wychodzi tego o połowę mniej o ile dobrze liczę.
-Jesteś pewna, że tego chcesz? Uciekaj! My go zatrzymamy.-powiedział Naruto.
-Eh... Naruto. Gdyby to było takie proste jak się wydaje. Nie mam zamiaru mieć Tsunade na głowie lub co gorsza zawieszenia. Spokojnie. Do końca roku zostały tylko 2 miesiącem to tylko 8 tygodni, to tylko 61 dni. A ja mam dawać mu korki 2 razy w tygodniu także wychodzi tego o połowę mniej o ile dobrze liczę.
Kiedy Gaara wyszedł ze szkoły wyglądał inaczej. Nie miał już na sobie mundurka.
Przebrał się w zwykłe ciuchy i muszę przyznać, że wyglądał trochę
sympatyczniej, bo jednak, mniej oficjalnie. Ja też z reguły woziłam ze sobą
ubrania na zmianę jeżeli wiedziałam, że będę jechać gdzieś na zakupy czy coś.
Dzisiaj też wzięłam ubrania, ale miałam zamiar przebrać się później w firmie...
-Gotowy?-zapytałam. Nie odezwał się tylko kiwnął głową, że tak. Głośno westchnęłam i pożegnałam się z przyjaciółmi, a potem zaczęłam iść za chłopakiem.
-Słyszałem, że nie jesteś zadowolona z tego, że musisz mnie uczyć.
-Nie powiem, że skaczę z radości...-powiedziałam. Doszliśmy do mojego samochodu.
-Jedziemy do mnie.-powiedział. Nie... raczej rozkazał.
-Jak to do ciebie... Myślałam, że...
-Jedziemy do mnie. Tam mam wszystkie materiały z poprzedniej szkoły.-podał mi tylko wskazówki jak dojechać do jego mieszkania.
-Ja muszę na chwilę pojechać do firmy zdać papiery. To zajmie 5 minut.-nie usłyszałam od niego sprzeciwu tak więc zaczęłam kierować się w stronę Iregiro S.A.
-Gotowy?-zapytałam. Nie odezwał się tylko kiwnął głową, że tak. Głośno westchnęłam i pożegnałam się z przyjaciółmi, a potem zaczęłam iść za chłopakiem.
-Słyszałem, że nie jesteś zadowolona z tego, że musisz mnie uczyć.
-Nie powiem, że skaczę z radości...-powiedziałam. Doszliśmy do mojego samochodu.
-Jedziemy do mnie.-powiedział. Nie... raczej rozkazał.
-Jak to do ciebie... Myślałam, że...
-Jedziemy do mnie. Tam mam wszystkie materiały z poprzedniej szkoły.-podał mi tylko wskazówki jak dojechać do jego mieszkania.
-Ja muszę na chwilę pojechać do firmy zdać papiery. To zajmie 5 minut.-nie usłyszałam od niego sprzeciwu tak więc zaczęłam kierować się w stronę Iregiro S.A.
Po około 15 minutach byliśmy w centrum. Pokazałam ochroniarzowi moją przepustkę
i pognałam do recepcji.
-Dzień
dobry. Przyniosłam podpisane dokumenty, które zostawił mi wczoraj mój wujek.
Zrobiłam od razu kosztorysy i ilość potrzebnych materiałów. Jeżeli to wszystko
to za chwilę wrócę.-powiedziałam i skierowałam się do łazienki. Musiałam się
przebrać.
Wróciłam do samochodu po niecałych 10 minutach. Chłopak bawił bawił się kostką
Rubika.
-Przepraszam, że tak długo.-powiedziałam.-Jeszcze raz na jakiej ulicy mieszkasz?
-Mieszkasz tu od niecałego tygodnia, więc jakim cudem możesz znać Tokio?-zapytał chłopak. Miał racje. Nie znałam. Wiedziałam tylko jak dojechać od siebie do szkoły lub firmy, lub, co dla mnie jest oczywiste, do centrum handlowego.
-Skąd wiesz, że mieszkam tu od niecałego tygodnia?-zapytałam. Straszne było dla mnie to, że on tyle o mnie wiedział. Przecież nikomu konkretnie nie mówiłam od kiedy mieszkam w Tokio.
-Wszystkie gazety się o tobie rozpisywały. Sara Iregiro lat 17, córka znanego biznesmena przyjeżdża do Tokio w sprawach służbowych, dotyczących podpisania umowy z firmą Uzumaki company... Niecodzienne wydarzenie.
-Taa... Bo Sara Iregiro bardzo chce być na pierwszych stronach gazet...-powiedziałam z sarkazmem. Chłopak uśmiechnął się pod nosem. Wtedy rozdzwoniła się moja komórka. Miałam ją gdzieś w torebce. Zaczęłam szukać jak głupia. Odebrałam chyba w ostatniej chwili.-Halo?!
-Saro, nie krzycz tak!-wujek. Ciekawe czego chce.
-Cześć wujku. Co tam słychać? Miło, że wczoraj poinformowałeś mnie o tym, że wyjeżdżasz...
-Spałaś kiedy prosiłem Darlę żeby po ciebie posłała. Nie chciałem cię budzić. Wracam jakoś we wtorek więc mam dla ciebie bojowe zadanie. W niedzielę w Tokio odbędzie się bankiet. Pójdziesz na niego zamiast mnie. Weź osobę towarzysząca, najlepiej Naruto.
-Wujku, błagam. Powiedz mi, że żartujesz. Mieszkam tu 4 dzień, a ty już mówisz mi, że mam iść na bankiet, że mam brać udział w spotkaniu rady w firmie...
-Pamiętaj, że kiedyś ty przejmiesz całą tą firmę. Przyzwyczajaj się. Póki co, to co robisz to wcale nie jest tak dużo...
-Pocieszaj mnie dalej...-wysyczałam.
-Więc chodzi mi tylko o ten bankiet. Niedziela o 21. Miłej zabawy. Cześć!
-Cześć!!!-rozłączyłam się zła. Byłam tak zrezygnowana, że to aż przykre. Oparłam głowę o kierownicę, co spowodowało, że samochód zatrąbił. Zerwałam się do góry. Usłyszałam śmiech tego chłopaka.
-Nie złość się tak. Jedźmy.-nawet nie powiedziałam do niego słowa.
-Przepraszam, że tak długo.-powiedziałam.-Jeszcze raz na jakiej ulicy mieszkasz?
-Mieszkasz tu od niecałego tygodnia, więc jakim cudem możesz znać Tokio?-zapytał chłopak. Miał racje. Nie znałam. Wiedziałam tylko jak dojechać od siebie do szkoły lub firmy, lub, co dla mnie jest oczywiste, do centrum handlowego.
-Skąd wiesz, że mieszkam tu od niecałego tygodnia?-zapytałam. Straszne było dla mnie to, że on tyle o mnie wiedział. Przecież nikomu konkretnie nie mówiłam od kiedy mieszkam w Tokio.
-Wszystkie gazety się o tobie rozpisywały. Sara Iregiro lat 17, córka znanego biznesmena przyjeżdża do Tokio w sprawach służbowych, dotyczących podpisania umowy z firmą Uzumaki company... Niecodzienne wydarzenie.
-Taa... Bo Sara Iregiro bardzo chce być na pierwszych stronach gazet...-powiedziałam z sarkazmem. Chłopak uśmiechnął się pod nosem. Wtedy rozdzwoniła się moja komórka. Miałam ją gdzieś w torebce. Zaczęłam szukać jak głupia. Odebrałam chyba w ostatniej chwili.-Halo?!
-Saro, nie krzycz tak!-wujek. Ciekawe czego chce.
-Cześć wujku. Co tam słychać? Miło, że wczoraj poinformowałeś mnie o tym, że wyjeżdżasz...
-Spałaś kiedy prosiłem Darlę żeby po ciebie posłała. Nie chciałem cię budzić. Wracam jakoś we wtorek więc mam dla ciebie bojowe zadanie. W niedzielę w Tokio odbędzie się bankiet. Pójdziesz na niego zamiast mnie. Weź osobę towarzysząca, najlepiej Naruto.
-Wujku, błagam. Powiedz mi, że żartujesz. Mieszkam tu 4 dzień, a ty już mówisz mi, że mam iść na bankiet, że mam brać udział w spotkaniu rady w firmie...
-Pamiętaj, że kiedyś ty przejmiesz całą tą firmę. Przyzwyczajaj się. Póki co, to co robisz to wcale nie jest tak dużo...
-Pocieszaj mnie dalej...-wysyczałam.
-Więc chodzi mi tylko o ten bankiet. Niedziela o 21. Miłej zabawy. Cześć!
-Cześć!!!-rozłączyłam się zła. Byłam tak zrezygnowana, że to aż przykre. Oparłam głowę o kierownicę, co spowodowało, że samochód zatrąbił. Zerwałam się do góry. Usłyszałam śmiech tego chłopaka.
-Nie złość się tak. Jedźmy.-nawet nie powiedziałam do niego słowa.
Byliśmy w jego mieszkaniu jakieś 10 minut później. Mieszkał niedaleko od
centrum. Weszliśmy na ostatnie piętro kamienicy. Przyznam szczerze, że okolica
nawet mi się podobała. Kamienica była 4 piętrowa z wejściem od podwórka. Na
klatce panował przyjemny chłód. Kiedy weszliśmy do mieszkania powiem
szczerze... nic specjalnego. Na dodatek w pewnym sensie poczułam czyjąś
obecność. Doprowadziło to do tego, że wszystkie włosy na karku stanęły mi
dęba.
-Tam jest mój pokój, chodź.-powiedział i wskazał mi kierunek, kiedy ściągałam buty. Szybko wzięłam torbę z podłogi i poszłam za nim. Kiedy weszłam do jego "królestwa" nic szczególnego nie rzuciło mi się w oczy. Dopiero kiedy podeszłam do biurka, gdzie leżały jakieś książki, byłam mile zaskoczona. Okazało się, że to Szekspir.
-Czytasz to?-zapytałam i chwyciłam tom "Hamleta" w rękę.
-Czasami. Siadaj. Im szybciej to skończymy tym lepiej.-przeszły mnie ciarki przez ton jego głosu...
-Tam jest mój pokój, chodź.-powiedział i wskazał mi kierunek, kiedy ściągałam buty. Szybko wzięłam torbę z podłogi i poszłam za nim. Kiedy weszłam do jego "królestwa" nic szczególnego nie rzuciło mi się w oczy. Dopiero kiedy podeszłam do biurka, gdzie leżały jakieś książki, byłam mile zaskoczona. Okazało się, że to Szekspir.
-Czytasz to?-zapytałam i chwyciłam tom "Hamleta" w rękę.
-Czasami. Siadaj. Im szybciej to skończymy tym lepiej.-przeszły mnie ciarki przez ton jego głosu...
Okazało się, że Tsunade i Temari wcale nie przesadzały z brakami w historii u
tego chłopaka. Kiedy odpytywałam go z najprostszych wydarzeń nie był w stanie
podać żadnej daty, a kiedy pytałam o datę, żadnego wydarzenia. Stwierdziłam, że
czeka mnie naprawdę pracowity okres przez następne tygodnie.
-Dobra... Słuchaj. Widzę, że ani dla ciebie, ani dla mnie nie jest to wymarzona rzecz do roboty, ale musimy się postarać obydwoje.-powiedziałam. Wzięłam kartkę i zaczęłam skrobać na niej nazwy jego książek, a potem wzięłam je go ręki i sprawdzałam z jakiego są wydawnictwa. Mój wujek w młodości był zagorzałym fanem tego typu literatury. Spodziewałam się więc, że w jego bibliotece mogę znaleźć coś ciekawego...
-Historia mnie nie interesuje. Nienawidzę tego przedmiotu tak samo jak większości ludzi...-powiedział. Z wrażenia aż przestałam pisać. Ten chłopak w końcu zaczął mówić coś o sobie. Takiej okazji nie mogłam przegapić...
-Wiesz, to dość mocne słowa...-powiedziałam. Miałam nadzieję, że wyduszę od niego coś więcej.
-Mówię to, co myślę.-powiedział. Nic więcej, tylko tyle...
-Dobra. Powiem ci tak. Ta dzisiejsza nauka nie ma wcale sensu. Muszę przygotować sobie jakieś materiały na podstawie twoich podręczników, także mam prośbę. Mógłbyś użyczyć mi chociaż jednego z nich na najbliższe kilka dni? Przynajmniej będę wiedziała w czego mam cię przygotować. I wtedy już zaczniemy naukę na poważnie. Bo póki co siedzę tu już godzinę, a ty nie odpowiedziałeś na ani jedno pytanie, które ci zadałam.
-I ty myślisz, że zacznę się uczyć? Chyba za krótko mnie znasz...-powiedział i spojrzał się na mnie. Uśmiechnęłam się tylko do niego, a potem powiedziałam.
-Jak na razie nie znam cię wcale. Jednak mam nadzieję, że to z czasem ulegnie zmianie.-powiedziałam, a potem wstałam od biurka i zaczęłam chować swoje rzeczy z powrotem do torby. Porwałam też jeden podręcznik Gaary.
-Dobra... Słuchaj. Widzę, że ani dla ciebie, ani dla mnie nie jest to wymarzona rzecz do roboty, ale musimy się postarać obydwoje.-powiedziałam. Wzięłam kartkę i zaczęłam skrobać na niej nazwy jego książek, a potem wzięłam je go ręki i sprawdzałam z jakiego są wydawnictwa. Mój wujek w młodości był zagorzałym fanem tego typu literatury. Spodziewałam się więc, że w jego bibliotece mogę znaleźć coś ciekawego...
-Historia mnie nie interesuje. Nienawidzę tego przedmiotu tak samo jak większości ludzi...-powiedział. Z wrażenia aż przestałam pisać. Ten chłopak w końcu zaczął mówić coś o sobie. Takiej okazji nie mogłam przegapić...
-Wiesz, to dość mocne słowa...-powiedziałam. Miałam nadzieję, że wyduszę od niego coś więcej.
-Mówię to, co myślę.-powiedział. Nic więcej, tylko tyle...
-Dobra. Powiem ci tak. Ta dzisiejsza nauka nie ma wcale sensu. Muszę przygotować sobie jakieś materiały na podstawie twoich podręczników, także mam prośbę. Mógłbyś użyczyć mi chociaż jednego z nich na najbliższe kilka dni? Przynajmniej będę wiedziała w czego mam cię przygotować. I wtedy już zaczniemy naukę na poważnie. Bo póki co siedzę tu już godzinę, a ty nie odpowiedziałeś na ani jedno pytanie, które ci zadałam.
-I ty myślisz, że zacznę się uczyć? Chyba za krótko mnie znasz...-powiedział i spojrzał się na mnie. Uśmiechnęłam się tylko do niego, a potem powiedziałam.
-Jak na razie nie znam cię wcale. Jednak mam nadzieję, że to z czasem ulegnie zmianie.-powiedziałam, a potem wstałam od biurka i zaczęłam chować swoje rzeczy z powrotem do torby. Porwałam też jeden podręcznik Gaary.
Kiedy wyszłam z kamienicy od razu to straszne uczucie, że ktoś mnie obserwuje
minęło. Pognałam do samochodu i ruszyłam z piskiem opon. Jadąc z powrotem do
domu musiałam zajechać do firmy i dowiedzieć się więcej o tym bankiecie. Co
więcej musiałam odebrać oficjalne zaproszenie żeby tam wejść. W międzyczasie
zadzwoniłam do Naruto.
-Słucham.-usłyszałam po drugiej stornie słuchawki.
-Naruto?! Tu Sara. Słuchaj. W niedziele odbywa się jakiś bankiet biznesowy. Mój wujek prosił mnie żebym cię tam ze sobą zabrała. Zgadzasz się?-zapytałam. Miałam szczerą nadzieję pochorować się po niedzieli. Przynajmniej wtedy miałabym jakiekolwiek wytłumaczenie, że nie przyszłam, ale znając swoje szczęście na chorobę nie ma co liczyć...
-W sumie to i tak bym tam szedł. Więc ok, chętnie pójdę. To do zobaczenia jutro w szkole.-powiedział tym swoim wesołym tonem.
-No! Cześć!-powiedziałam. Rozłączyłam się i zaczęłam pędzić do firmy.
-Słucham.-usłyszałam po drugiej stornie słuchawki.
-Naruto?! Tu Sara. Słuchaj. W niedziele odbywa się jakiś bankiet biznesowy. Mój wujek prosił mnie żebym cię tam ze sobą zabrała. Zgadzasz się?-zapytałam. Miałam szczerą nadzieję pochorować się po niedzieli. Przynajmniej wtedy miałabym jakiekolwiek wytłumaczenie, że nie przyszłam, ale znając swoje szczęście na chorobę nie ma co liczyć...
-W sumie to i tak bym tam szedł. Więc ok, chętnie pójdę. To do zobaczenia jutro w szkole.-powiedział tym swoim wesołym tonem.
-No! Cześć!-powiedziałam. Rozłączyłam się i zaczęłam pędzić do firmy.
Recepcjonistka uśmiechnęła się do mnie kiedy podeszłam do lady.
-Do
mojego wujka przyszło jakieś zaproszenie. Mam je odebrać.
-A tak! Rzeczywiście. Proszę. Tu jest koperta. Wujek panienki ucieszył się, że tak szybko zrobiła panienka rozliczenia. Bardzo ułatwiło to pracę.-powiedziała i uśmiechnęła się sztucznie. Wyglądała jak jakiś niedorobiony manekin. Przeraziło mnie to trochę. Zaczęłam kierować się do wyjścia.
-Gdyby coś się działo, to dzwoń do mnie!!!-krzyknęłam na odchodne.
-A tak! Rzeczywiście. Proszę. Tu jest koperta. Wujek panienki ucieszył się, że tak szybko zrobiła panienka rozliczenia. Bardzo ułatwiło to pracę.-powiedziała i uśmiechnęła się sztucznie. Wyglądała jak jakiś niedorobiony manekin. Przeraziło mnie to trochę. Zaczęłam kierować się do wyjścia.
-Gdyby coś się działo, to dzwoń do mnie!!!-krzyknęłam na odchodne.
Weszłam do domu i poczułam zapach czegoś pysznego. Wtedy też zdałam sobie
sprawę z tego, że jestem potwornie głodna! Ściągnęłam tylko buty i pognałam do
jadalni. Darla właśnie przygotowywała dla mnie miejsce przy stole.
-Co tak pysznie pachnie?!-zapytałam i podbiegłam do niej.
-Naleśniki z dżemem. Mam nadzieję, że je lubisz.
-Taaak!!! Jestem tak głodna, że mogłabym zjeść konia z kopytami!-powiedziałam i usiadłam do stołu. Zauważyłam również, że miejsce zostało przygotowane tylko dla mnie.-A ty nie jesz?
-Ja jem w kuchni razem z resztą służby. Zaraz przyniosę naleśniki.-powiedziała, po czym poszła w stronę kuchni. Zrobiło mi się strasznie przykro. Będę zmuszona jeść sama. Z reguły rzadko było tak, że wujek wyjeżdżał w nagłe spotkanie biznesowe. Z reguły wiedział o tym wcześniej. Jednak giełda bywa nieprzewidywalna, a wujek zwykle woli czuwać nad wszystkim. Więc w sumie nie dziwiło mnie, że po jednym telefonie od tak spakował się i wyjechał.
-Co tak pysznie pachnie?!-zapytałam i podbiegłam do niej.
-Naleśniki z dżemem. Mam nadzieję, że je lubisz.
-Taaak!!! Jestem tak głodna, że mogłabym zjeść konia z kopytami!-powiedziałam i usiadłam do stołu. Zauważyłam również, że miejsce zostało przygotowane tylko dla mnie.-A ty nie jesz?
-Ja jem w kuchni razem z resztą służby. Zaraz przyniosę naleśniki.-powiedziała, po czym poszła w stronę kuchni. Zrobiło mi się strasznie przykro. Będę zmuszona jeść sama. Z reguły rzadko było tak, że wujek wyjeżdżał w nagłe spotkanie biznesowe. Z reguły wiedział o tym wcześniej. Jednak giełda bywa nieprzewidywalna, a wujek zwykle woli czuwać nad wszystkim. Więc w sumie nie dziwiło mnie, że po jednym telefonie od tak spakował się i wyjechał.
Po obiedzie od razu udałam się do biblioteki wujka i zaczęłam szperać w
książkach dotyczących historii. Znalazłam kilka, które dotyczyły tematów
powtarzanych z Gaarą. Wertowałam je, a kartkami zaznaczałam ważniejsze
informacje. Przy okazji sama coś powtarzałam. Później usiadłam do komputera
ponieważ chciałam zeskanować te strony i je wydrukować, jednak okazało się, że
na konto mojego wujka założono hasło.
-Dziwne. Zwykle wujek nie miał przede mną tajemnic.-powiedziałam na głos. Próbowałam wpisywać kilka razy jakieś głupoty, jednak uznałam, że i tak nie odgadnę hasła. Zaniosłam więc książki do mojego pokoju i tak skończyłam robotę. Zjadłam pyszną kolację, a potem położyłam się spać.
-Dziwne. Zwykle wujek nie miał przede mną tajemnic.-powiedziałam na głos. Próbowałam wpisywać kilka razy jakieś głupoty, jednak uznałam, że i tak nie odgadnę hasła. Zaniosłam więc książki do mojego pokoju i tak skończyłam robotę. Zjadłam pyszną kolację, a potem położyłam się spać.
Znowu męczył mnie ten koszmar. Teraz jednak
wszystko wydawało się bardziej wyraźne. Mężczyzna, który rozmawiał z Gaarą, to
mój wujek. Ciągle powtarzał, że Sara jest jaka jest. Nic z tego nie rozumiałam.
Myślałam, że wujkowi, owszem niektóre moje cechy przeszkadzały, ale
dogadywaliśmy się dobrze. A co do chłopaka, w ogóle nie rozumiem skąd on zna mojego
wujka?! Halo!!! Mieszka tu krócej ode mnie i w ogóle! Oni nie mają nawet prawa
się znać!!!
Obudził mnie budzik. Zerwałam się do pozycji siedzącej. Byłam zlana zimnym
potem.
-Ten sen nie jest nawet straszny. Czemu tak na niego reaguję...-szepnęłam cicho. Poszłam pod prysznic, a potem zaczęłam szykować się do szkoły. Pierwszą lekcją był dzisiaj wf. Ludzie serio nie mają co robić tylko męczyć nas od rana. Na dodatek nasza hitlerka zachorowała, więc zastępstwo mieliśmy z tumanem.
-Iregiro! Ty idziesz na równoważnie! Reszta 10 kółek dookoła sali. Za chwilę wynajdę wam zajęcie!-poszłam na przygotowaną wcześniej równoważnie. Facet zrobił mi krótką rozgrzewkę, po czym kazał włazić na tą głupią belkę. Wzięłam mały rozbieg i odbiłam się od odskoczni. Wylądowałam idealnie na samym środku.
-To wszystko? Mogę już zejść?-zapytałam.
-Nie! 2 przerzuty w tył.-zrobiłam co kazał. Potem wymyślał mi coraz dziwniejsze ćwiczenia. Zaczęłam się wkurzać. W końcu nie wytrzymałam.
-Do pana wiadomości nie trenuję już gimnastyki! A nawet gdybym chciała do tego wrócić, to na pewno nie pod pańskim okiem!!!-krzyknęłam i poszłam na trybuny. Byłam nieziemsko nabuzowana! Co ten bałwan sobie wyobraża!!! Oh!!!
-Nie bulwersuj się tak księżniczko. Ten facet nie ma zbyt wiele oleju w głowie.-ten głos mnie przeraził. Jednak później mi przeszło.
-Tyle to wiem. I jeszcze jedno. Nie nazywaj mnie księżniczką.-powiedziałam i spojrzałam się w stronę Gaary.-Czemu nie ćwiczysz?
-Nie mam ochoty. Przyjeżdżasz do mnie jutro. Mamy kartkówkę z historii. Muszę się pouczyć.-jego ton był rozkazujący. Zirytowało mnie to trochę.
-Może byś poprosił? Mam się z tobą uczyć tylko 2 razy w tygodniu. Jeżeli zgodzę się na coś więcej to tylko i wyłącznie z grzeczności.
-Wiesz, myślałem, że ci się podobam. Zobaczysz, że za niedługo zrobisz dla mnie wszystko o co poproszę.-powiedział to tak pewnym siebie głosem, że czułam podwyższone tętno. Zaczęłam się irytować jeszcze bardziej.
-Ah tak? To mi się wydaje, że się pomyliłeś. Nie jestem uległa wobec facetów.-powiedziałam.
-Zobaczysz, że to się niedługo zmieni.-uśmiechnął się do mnie szarmancko.
-Oj uwierz, że wątpię w to. A teraz przepraszam, ale pójdę sobie do szatni. Nie mam ochoty dłużej na ciebie patrzeć.-powiedziałam. Kiedy przechodziłam obok niego specjalnie zastawił mi drogę żebym się o niego otarła. Miałam ochotę walnąć go za to porządne w łeb, ale się powstrzymałam. Narobiłam sobie za dużo problemów jak na jeden tydzień. Spojrzałam się na niego i zmrużyłam oczy. Stwierdziłam, że jeżeli dalej będzie się tak zachowywał, to w końcu wybuchnie między nami wojna.
-Ten sen nie jest nawet straszny. Czemu tak na niego reaguję...-szepnęłam cicho. Poszłam pod prysznic, a potem zaczęłam szykować się do szkoły. Pierwszą lekcją był dzisiaj wf. Ludzie serio nie mają co robić tylko męczyć nas od rana. Na dodatek nasza hitlerka zachorowała, więc zastępstwo mieliśmy z tumanem.
-Iregiro! Ty idziesz na równoważnie! Reszta 10 kółek dookoła sali. Za chwilę wynajdę wam zajęcie!-poszłam na przygotowaną wcześniej równoważnie. Facet zrobił mi krótką rozgrzewkę, po czym kazał włazić na tą głupią belkę. Wzięłam mały rozbieg i odbiłam się od odskoczni. Wylądowałam idealnie na samym środku.
-To wszystko? Mogę już zejść?-zapytałam.
-Nie! 2 przerzuty w tył.-zrobiłam co kazał. Potem wymyślał mi coraz dziwniejsze ćwiczenia. Zaczęłam się wkurzać. W końcu nie wytrzymałam.
-Do pana wiadomości nie trenuję już gimnastyki! A nawet gdybym chciała do tego wrócić, to na pewno nie pod pańskim okiem!!!-krzyknęłam i poszłam na trybuny. Byłam nieziemsko nabuzowana! Co ten bałwan sobie wyobraża!!! Oh!!!
-Nie bulwersuj się tak księżniczko. Ten facet nie ma zbyt wiele oleju w głowie.-ten głos mnie przeraził. Jednak później mi przeszło.
-Tyle to wiem. I jeszcze jedno. Nie nazywaj mnie księżniczką.-powiedziałam i spojrzałam się w stronę Gaary.-Czemu nie ćwiczysz?
-Nie mam ochoty. Przyjeżdżasz do mnie jutro. Mamy kartkówkę z historii. Muszę się pouczyć.-jego ton był rozkazujący. Zirytowało mnie to trochę.
-Może byś poprosił? Mam się z tobą uczyć tylko 2 razy w tygodniu. Jeżeli zgodzę się na coś więcej to tylko i wyłącznie z grzeczności.
-Wiesz, myślałem, że ci się podobam. Zobaczysz, że za niedługo zrobisz dla mnie wszystko o co poproszę.-powiedział to tak pewnym siebie głosem, że czułam podwyższone tętno. Zaczęłam się irytować jeszcze bardziej.
-Ah tak? To mi się wydaje, że się pomyliłeś. Nie jestem uległa wobec facetów.-powiedziałam.
-Zobaczysz, że to się niedługo zmieni.-uśmiechnął się do mnie szarmancko.
-Oj uwierz, że wątpię w to. A teraz przepraszam, ale pójdę sobie do szatni. Nie mam ochoty dłużej na ciebie patrzeć.-powiedziałam. Kiedy przechodziłam obok niego specjalnie zastawił mi drogę żebym się o niego otarła. Miałam ochotę walnąć go za to porządne w łeb, ale się powstrzymałam. Narobiłam sobie za dużo problemów jak na jeden tydzień. Spojrzałam się na niego i zmrużyłam oczy. Stwierdziłam, że jeżeli dalej będzie się tak zachowywał, to w końcu wybuchnie między nami wojna.
Komentarze
Prześlij komentarz