Rozdział 8

Ubierałam się w szatni bardzo szybko. Miałam nadzieję, że nic złego już mnie dzisiaj nie spotka. Jednak chwilę później bardzo się rozczarowałam. Zapomniałam na śmierć, że dzisiaj mam lekcję tańca! Więc po szkole znowu na wariata będę pędzić do studia. Przysięgam, że po tej przeprowadzce nie mam ani chwili dla siebie. To strasznie przykre. Następną lekcją była chemia, a to oznaczało, że siedzę z tym przygłupem. Miałam ochotę zrobić taki mały niekontrolowany wybuch... Niby przypadkiem coś uderzy go niemiło w twarz.
        
Weszłam do sali chwilę po dzwonku. Nauczycielka już siedziała przy biurku.
-Przepraszam za spóźnienie.-wysapałam i zaczęłam kierować się szybko w stronę swojego stolika.
-Zostaw swoje rzeczy i podejdź do tablicy. Za spóźnienie należy ci się kara. Będziesz odpowiadać z ostatniej lekcji.-szlag!!! Położyłam swoją torbę na blacie i zaczęłam wygrzebywać z niej swoje rzeczy. Kobieta chrząknęła, co oznaczało, że mam do niej podjeść. Zrobiłam to. Wtedy ona zaczęła pisać reakcje chemiczne. Było tego od cholery.-Napisz mi reakcje spalania, półspalania i spalania niecałkowitego.
-Ale...-chciałam powiedzieć kobiecie, że to dla mnie dość ciężkie zadanie, ponieważ ostatnio po nieudanym doświadczeniu trafiłam do pielęgniarki, ale zawzięłam się. Przyjrzałam się tym wzorom. Pamiętałam większość tych reakcji z poprzedniej szkoły. Jednak chemia to nie była moja zbyt mocna strona. Jakieś 10 minut później babka kazała mi skończyć. Miałam wszystko. Ona zaczęła to sprawdzać.
-Reakcja półspalania nie jest do końca dobrze, jednak cała reszta jest ok. Tak więc postawię ci 4. Możesz usiąść. Twoje imię i nazwisko?
-Sara Iregiro.-powiedziałam.
-Ta Iregiro?-zacisnęłam dłonie w pięści. Myślałam, że w szkole jeszcze spora grupa uczniów jest, że tak powiem, "dziana" i nazwiska nie robią na nauczycielach wrażenia.
-Tak. Ta Iregiro.-wysyczałam przez zęby. Usiadłam na swoje miejsce nabuzowana. Wtedy zauważyłam, że wszystkie moje rzeczy leżą ładnie przygotowane w roku ławki.-Grzebałeś mi w torebce?
-Nie. Wypakowałem tylko do końca ten głupi przedmiot.-zostawiłam to bez komentarza. Gaara za to wyrwał kawałek kartki ze swojego zeszytu i zaczął coś na nim bazgrać. Potem przedarł kartkę na połowę. Jedną część dał Juugo, a drugą mi.


"Przyjdziesz do mnie dzisiaj? Serio muszę nauczyć się tej historii..."
"Dzisiaj nie dam rady. Mam lekcję tańca".

           
Naskrobałam i oddałam mu kartkę. Wtedy on nachylił się do mnie. Było to bardzo niekomfortowe...
-Proszę.-szepnął. Wyrwałam mu kartkę z ręki i napisałam

"Bądź o godzinie 17 pod studiem tańca obok centrum handlowego. Nie pamiętam nazwy. Ale to ostatni raz..."

Widziałam, że chłopak uśmiechnął się pod nosem. Dlaczego ja zawsze muszę być taka uległa... Kobieta zaczęła domagać się uwagi uczniów, którzy zaczęli rozmawiać między sobą. Robiła jakieś doświadczenie, żeby pokazać nam co dzieje się z kwasem, kiedy dolejemy jakiś specyfików. Z nudów zaczęłam rysować jakieś pierdoły na końcu zeszytu. Nawet nie zauważyłam, że czas na lekcji zleciał bardzo szybko. Usłyszałam dzwonek, ale ociągałam się z pakowaniem i wyjściem. Czułam, że uszło ze mnie powietrze. Miałam ochotę wrócić do domu i położyć się spać. 

-Saro! Halo!!! Ja tu do ciebie od chyba dziesięciu minut nadaje, a ty masz mnie gdzieś!!!-krzyknęła Ino i zaczęła machać mi ręką przed oczami.
-Przepraszam. Jestem strasznie zmęczona. Od kilku dni kiepsko sypiam. Dzisiaj postaram się położyć wcześniej.-powiedziałam.
-Serio wyglądasz źle. Może zaraziłaś się grypą od Sakury. Ona też ledwo żyje.-powiedziała Hinata i położyła mi rękę na czole.
-Czuję się dobrze. To tylko zmęczenie. Mój wujek pojechał w krótką podróż służbową, a firma jest na mojej głowie. Załatwiam wszystkie sprawy. Wczoraj, razem z Naruto, do późna ogarnialiśmy dokumenty. Nadgarstka nie czuję od podpisywania tych wszystkich papierów, a co gorsza mam dzisiaj lekcję tańca, więc będę zmordowana...
-Ty tańczysz?-zapytała Ino. Myślałam, że im o tym mówiłam...
-Od 6 roku życia... Co prawda najpierw były to zajęcia baletowe, ale nie podobały mi się. Tata zapisał mnie wtedy na taniec towarzyski. No i do dzisiaj trenuję.
-Masz za to jakieś nagrody?-zapytała Hinata.
-Tak. Medale i puchary. Jednak postanowiłam, że będzie to jedynie moje hobby. Nigdy nie wiązałam z tańcem żadnej przyszłości.-powiedziałam. Ino kupiła mi kawę w automacie, co od razu poprawiło mi humor.
-No a gimnastyka? Jak znalazłaś na to wszystko czas?-zapytała kiedy podawała mi kubek z gorącym napojem.
-Wiesz... Z gimnastyką wiązałam pewne plany. Dopóki nie nabawiłam się nieprzyjemnej kontuzji, która wykluczyła mnie z tego sportu na ponad pół roku. Później nie chciałam już ćwiczyć. Zraziłam się, a mój wujek mnie nie zmuszał. Widział, że mam uraz do tego sportu.
-No... Tylko, że tyran każe ci robić pełno ćwiczeń gimnastycznych.-stwierdziła Hinata.
-Bo to mój były trener. Uważał, że ta kontuzja, to była moja wina. Chciał, żebym nie przerywała treningów, no ale jednak nie umiałam się przełamać. Wiem, że do gimnastyki już nie wrócę. Jednak nie lubię siedzieć w miejscu, także taniec na pewno zostaje. Muszę coś robić, bo po pewnym czasie jak nic nie robię to rozwala mnie od środka.-usłyszałyśmy dzwonek. Pognałyśmy pod salę od fizyki. Ten przedmiot był strasznie beznadziejny.
Facet mówił coś o sile bezwzględności.
-Sara Iregiro. Słyszałem, że trenujesz gimnastykę artystyczną. Przydałoby się nam trochę umiejętności...
-To znaczy? Pojęcie dość względne...-stwierdziłam. Aż bałam się pomyśleć co ten facet chce.
-Dasz rade wejść na ławkę i stanąć na niej na rękach?-uniosłam brwi ze zdziwienia. Podeszłam do ławki. Stanęłam jakoś na jej środku i odbiłam się mocno od ziemi. Ławka trochę się trzęsła, a to wcale nie pomagało. Wyprostowałam ręce w łokciach i je zablokowałam. Czułam, że nie dam rady utrzymać równowagi. Zrobiłam więc szpagat.
-Inaczej nie dam rady długo tak ustać. Ta ławka się trzęsie...-powiedziałam. Facet tylko się uśmiechnął i powiedział, że już mogę zejść.
-No więc to co zaprezentowała nam koleżanka to właśnie siła bezwładności. Na koleżankę nie działała żadna siła więc pozostawała w spoczynku. Kiedy ławka zaczęła się trząść, na koleżankę zaczęła oddziaływać siła tej ławki.
-Mam do pana pytanie. Nie mogłam zrobić tego stojąc na tej ławce?-zapytałam.
-Widzisz, wtedy ławka nie zaczęłaby się trząść. Chodziło to inne rozłożenie masy.-właśnie za to nie lubię tego przedmiotu. Był dla mnie nielogiczny nawet wtedy, kiedy powinien taki być...
Po lekcjach podrzuciłam dziewczyny do centrum handlowego, a sama pojechałam na zajęcia. Zajechałam pod studio chwilę przed planowanymi zajęciami. Przebrałam się w dres i pobiegłam na salę. Ten "Adonis" już na mnie czekał. Minę miał nietęgą. Widać, że coś mu nie pasowało.
-Nie dało się później?-zapytał przez zaciśnięte zęby.
-O co ci chodzi?! Jestem na czas!-powiedziałam. Reszta ludzi zaczęła się nam przyglądać.
-Pff. Dobra zaczynajmy już. Nie mam czasu na kłótnie z tobą.-czułam, że zaczyna mi rosnąć ciśnienie. Trener przysunął nas do siebie. Stwierdziłam, że będę musiała porządnie wyszorować się gąbką jak wrócę do domu. Ten facet mógł mnie czymś zarazić...
-Dobra. Nie podepcz mnie...-powiedziałam. Zaczęliśmy stawiać pierwsze kroki do walca wiedeńskiego.
Około 16:45 mieliśmy opanowany układ. Byłam spocona, głodna i zła. Chłopak podeptał mi stopy w tak bolesny sposób, że kiedy zrobiliśmy sobie chwilę przerwy, okazało się, że mam startą skórę. Podeszłam do trenera.
-Prosiłabym o zmianę partnera. Ten się dla mnie nie nadaje.-powiedziałam.
-To nie pora na twoje humory. Za 2 miesiące mamy ważny turniej. Wiem od twojego wujka, że zdobyłaś wiele nagród na swoich poprzednich konkursach. Tu też mogłabyś się postarać, żeby zająć jakieś miejsce.-trener najwyraźniej lekceważył to, że ja tego chłopaka nienawidzę!
-Tu nie chodzi o moje humory. Niech pan spojrzy jak on podeptał mi nogi! To według pana są moje humory?! Mam gdzieś nagrody! Ja to chciałam robić dla przyjemności!-powiedziałam.
-Nie mamy nikogo innego, żeby przydzielić ci go do pary. Przykro mi. Musisz się trochę pomęczyć w imię wyższych celów.-a więc tak! W imię wyższych celów powiadasz. No to facet, doigrałeś się...-Dobra moi drodzy! Koniec na dzisiaj. Do zobaczenia z sobotę!
Para szła mi uszami! Nie sądziłam, że można być aż tak bezczelnym! Miałam ochotę pojechać na trening bokserski i po nawalać w worek. Stwierdziłam, że muszę o tym pogadać w wujkiem. Boks to nie byłby taki głupi pomysł. Kiedy zaczęłam zbierać swoje rzeczy zauważyłam kogoś w drzwiach.
-Miałem być o 17.
-O mamo. Dobra. Poczekaj na dworze. Już schodzę. Muszę zabrać z szatni torbę z książkami.-powiedziałam i zostawiłam chłopaka w przejściu, a sama pognałam do szatni. Nawet się nie przebierałam. Stwierdziłam, że i tak nie mam już na to czasu.
Dosłownie 5 minut później jechaliśmy już samochodem.
-Dzisiaj jedziemy do mnie. Mam tam dla ciebie materiały, które wczoraj przygotowałam. Zabierzesz je od razu. Odwiozę cię potem do domu.
-No dobra...-powiedział tylko. Ja zaczęłam przyśpieszać. Chciałam jak najszybciej mieć to za sobą. Podejrzewałam, że Gaara też.
-O której masz być w domu?-zapytałam.
-Nie mam wyznaczonej godziny powrotów. Mogę się szlajać całą noc i i tak nic mi nie będzie.
-Rodzice nie każą wracać ci wcześniej? Przecież chodzisz do szkoły...-powiedziałam.
-Nie mam rodziców...-zrobiło mi się głupio. O nic więcej już nie pytałam. Bałam się, że znowu palnę coś głupiego.
-Twój tata nie żyje prawda? Co z mamą?-z kolei on jak widać żadnych zahamowań nie miał...
-Tata zginął jak miałam 10 lat. Mam odeszła od niego kiedy miałam około 1,5 roku. Nawet jej nie pamiętam. Byłam za mała. Wujek i tata nie zostawili mi żadnych fotografii po niej. Z kolei ja nie nie mam potrzeby dowiadywania się kim ona jest. Jest dobrze tak jak jest. Nie chcę nic zmieniać.-powiedziałam. Zaczęłam wyprzedzać wielką ciężarówkę.
-Dziwne. Wydawałoby się, że masz takie idealne życie. Masz pieniądze, ludzie cię znają, możesz mieć wszystko co chcesz...
-Wiesz... to jest pojęcie względne. Do tej pory pieniądze przysporzyły mi chyba więcej przykrości niż dobrego. Ludzie nazywali mnie snobką, nie chcieli się ze mną zadawać, bo byłam dość nieśmiała. 
Kiedy chodziłam do ostatniej klasy podstawówki ludzie nawet mnie poniżali. Wtedy stałam się taka jaka jestem teraz. Bezczelna.
-Mała księżniczka miała ciężko w życiu. A to coś nowego...-mocniej zacisnęłam dłonie na kierownicy.
-Myśl o mnie co chcesz. Nie znasz mnie na tyle żeby wiedzieć jak wyglądało moje życie...-powiedziałam. Całe szczęście chwilę później byliśmy już pod moim domem.
-Ty tu mieszkasz?!-zapytał kiedy zamykał drzwi od samochodu.
-Taaa. Wujek trochę przesadził z lokum.-zaczęłam iść w stronę schodów.
Kiedy otworzyłam drzwi nikogo nie było na holu. Ściągnęliśmy więc buty i poszliśmy do mojej sypialni. Rolety były ciągle zasłonięte. Dziwiło mnie to, bo Darla zwykle odsłania je zaraz po moim wyjściu do szkoły.
-Dziwne. Poczekaj chwilkę ok? Muszę zejść na dół. Rozgość się. Tu masz te notatki, które ci zrobiłam. Za chwilę zaczniemy je przeglądać.-powiedziałam. Podciągnęłam jeszcze szybko rolety i chwilę później zbiegałam na dół. Pobiegłam do kuchni. Otworzyłam drzwi z impetem.
-Dzień dobry panienko.-powiedział kucharz.
-Niech pan nie mówi do mnie panienko. Proszę. Mam na imię Sara. Widział pan może Darlę?-zapytałam.
-Z tego co wiem, to źle się poczuła. Zwolniła się dzisiaj do domu.-powiedział kucharz. Gotował coś, co pachniało tak przepysznie, że aż ślina naciekła mi do ust.
-Mogłabym poprosić was żebyście zrobili coś na szybko do jedzenia? Mam gościa. Kolega przyjechał do mnie. Muszę wytłumaczyć mu historię, a dopiero wróciłam z treningu i jestem głodna jak wilk. On pewnie też.
-Nie ma problemu Saro. Chcesz jeszcze herbaty do tego? Albo jakieś ciastka?-uśmiechnęłam się do kucharza i serdecznie podziękowałam. Potem pognałam z powrotem na górę. 

Gaara siedział na krześle z nogami na moim biurku.
-Nie za wygodnie ci?-zapytałam. Kiedy podeszłam do niego od razu ściągnął nogi.
-W sumie... Było nawet nawet. Ale pewnie łóżko masz wygodniejsze.
-Nie narzekam. Ale i tak nie sypiam zbyt dobrze. Ostatnio śnią mi się koszmary. A wygodny materac nie ma nic do tego... Dobra. Zaczynajmy. Za chwilę przyniosą nam herbatę i obiad.

Jakieś 20 minut później jedna ze służących przyniosła nam 2 talerze pysznej zupy, a potem jakieś słodkie przekąski. Od razu zaczęłam lepiej myśleć.
-Nieźle sobie żyjesz, księżniczko.-powiedział, kiedy szukałam w notatkach czegoś o reformie kościoła katolickiego.
-Nabijaj się ile chcesz... Uwierz, że potrafiłabym żyć w małym mieszkaniu gdzieś w centrum miasta. W tej willi i tak czuję się samotna. Jedyna osoba, z którą utrzymuję jakikolwiek kontakt, to moja osobista służąca Darla. Nie ma jej tu dzisiaj. Więc dopiero wieczorem na prawdę poczuję się samotna...
-Chcesz, to mogę tu zostać i objąć cię ramieniem, a potem możemy się kochać całą noc.-to było tak głupie, że aż śmieszne. Zaczęłam się śmiać tak głośno, że przypuszczalnie słyszał mnie cały dom.
-Jesteś cholernie zadufany w sobie, wiesz? Tak aroganckiego chłopaka nie spotkałam jeszcze nigdy.-powiedziałam, kiedy wycierałam łzy z policzków.
-Taki mój urok. Dobra, czas zacząć już na poważnie zabrać się za tą głupią naukę. Niczego się nie nauczę jeżeli będzie mnie rozpraszał mój własny korepetytor.
-Sugerujesz, że źle cię uczę?-zapytałam.
-Nie. Sugeruję, że odwracasz moją uwagę w taki sposób, że myślę nie o tym, o czym powinienem...
-Przepraszam wielmożnego pana, że w ogóle zaczęłam mówić... Proszę. Tu masz zaznaczone daty, tym samym kolorem najistotniejsze wydarzenia z tym związane. Zaraz powtórzymy to na spokojnie. Przeczytaj to kilka razy. W sumie wkuj. Ja szybko skoczę pod prysznic. Po treningu cała się kleję.
Wzięłam szybko zimny prysznic, który mocno mnie orzeźwił. Przebrałam się w jakieś jeansy i koszulkę z dłuższym rękawkiem. Włosy zaczęłam trzeć ręcznikiem żeby jak najszybciej je wysuszyć. W sumie całość zajęła mi około 8 minut. Wyszłam z łazienki odmieniona.
-Szybko ci poszło.-powiedział.
-Lata wprawy po treningach gimnastycznych. Dobra. Daj mi tą kartkę. Zobaczymy co zapamiętałeś z tego, co ci zaznaczyłam...-nie było z nim źle. Udało mu się zapamiętać aż 4 daty i po około 2 wydarzeń z nim związanych. Chłopak miał w sobie potencjał, tylko trzeba było to dobrze wykorzystać.-Świetnie ci poszło. Nauczyłeś się już 1/3 tego, co jest wymagane na tą kartkówkę. Naucz się jeszcze tej reszty i to, czy zaliczysz kartkówkę, masz z głowy.
-Nie ma tak. Masz mnie nauczyć do końca.-powiedział. Spojrzałam się wymownie w sufit.
-Nie rozumiem. Widzisz problem w tym, że dam ci te notatki do domu, a ty je sobie ładnie sam przeczytasz i nauczysz się tego? To tylko historia! Jej nauka polega na wkuwaniu...-powiedziałam.
-Jak nie będę miał nad sobą nadzoru, to skończy się na tym, że zamiast się uczyć, będę grał na gitarze.
-To w takim razie schowaj gitarę do szafy i udawaj, że jej tam nie ma.-stwierdziłam.
-To tak się nie da.-głośno westchnęłam i dałam mu notatki, z których przed chwilą się uczył. Sama zaczęłam zaznaczać jakieś mniej istotne fragmenty w tych notatkach.
 
Po około 3 godzinach, nie dość, że nadrobiliśmy sporo zaległego materiału ze starej szkoły chłopaka, to na dodatek nauczyliśmy się obydwoje na kartkówkę. Gaara zaczął chować notatki do kieszeni.
-Gdybym uczył się tak z tobą codziennie, to uwierz, że byłbym tak samo mądry z tego przedmiotu jak ty.-powiedział. Podszedł do mojego łóżka i wziął z niego kurtkę.
-Daj spokój. To po prostu dobre przygotowanie i regularne powtarzanie materiału. Nie jestem wcale mądra. Chodź. Odwiozę cię do domu.-powiedziałam i wzięłam ze swojej torby dokumenty oraz kluczyki. Położyłam je na swojej toaletce. Podeszłam do szafy i wybrałam sobie najzwyklejszy sweterek, który szybko na siebie nałożyłam. Rozczesałam włosy i byłam gotowa do wyjścia. Poczułam na sobie wzrok Gaary. Akurat to ciągle mnie w nim przerażało...
-Powiem ci szczerze, że uroczo wyglądasz. Jakoś tak nieporadnie.-powiedział i uśmiechnął się do mnie. Ja za to zaczęłam czerwienić się jak burak.
-Chodźmy już lepiej. Chciałam położyć się dzisiaj wcześniej spać...
Do domu wróciłam grubo po 22. Dostałam telefon z firmy, że przysłali mi strój na bankiet. W dodatku dostałam nowe dokumenty do podpisania. Nie miałam siły ich przeglądać. Wsadziłam je do torby i obiecałam sobie, że przejrzę je jutro w szkole na przerwach. Zmordowana ściągnęłam z siebie ubrania i nałożyłam jakąś rozciągnięta bluzkę oraz szorty. Kiedy przyłożyłam głowę do poduszki od razu zmorzył mnie sen.
Noc była spokojna. Nie miałam tego okropnego snu, który męczył mnie ostatnio po nocach, więc obudziłam się dość wypoczęta. Cieszyłam się z tego, że to przedostatni dzień w szkole, a potem wymarzony weekend. Całą sobotę prześpię. Nie mam zamiaru iść na te głupie lekcje tańca. Nie spodziewałam się, że ten trener okaże się gburem!
Po porannej toalecie zeszłam do salonu. Jednak Darli nie było. Moje śniadanie stało przygotowane na stole. Zjadłam je szybko, a potem pognałam do szkoły. Sakura powiedziała, że przyjdzie do szkoły dopiero w poniedziałek, bo nie ma siły się ruszać. Ta grypa o zwaliła ją z nóg...
 
Kiedy zajechałam pod szkołę nie wypatrzyłam samochodu Naruto. Ino i Hinata również przychodzą do szkoły trochę później. Postanowiłam więc, że usiądę na korytarzu i na spokojnie przejrzę dokumenty z firmy. Kiedy szłam już do szkoły, dostrzegłam na schodach Karin i jej podwładne. Byli tam też Juugo, Gaara i Temari.
-Proszę bardzo. Mała pyskówa przyszła. Dzięki tobie mnie zawiesili! Zniszczę cię za to!-powiedziała.
-No dalej. Masz do stracenia dużo więcej niż ja...-powiedziałam. Ona sama wiedziała, że za każde wykroczenie grozi jej usunięcie ze szkoły.
-Zobaczysz, że pożałujesz, że ze mną zadarłaś. Ze mną się nie igra.-powiedziała i podeszła do mnie. Mój wzrok był twardy. Nawet nie mrugnęłam kiedy z chęcią mordu patrzyła się na mnie.
-To ty uważasz, że jesteś super. Moim zdaniem jesteś zwykłą, niczym nie wyróżniającą się dziewczyną, która ma pod sobą 2 idiotki, które są na każde skinienie jej palca. Żal mi cię. Mogłaś wybrać lepszą drogę.-usłyszałam wołanie. Odwróciłam się w tamta stronę. Okazało się, że to Sasuke.
-Gdzie reszta chłopaków?-zapytałam.
-Przyjadą. Mnie podrzucił mój brat. Tsunade dzwoniła, że mam być w szkole chwilę wcześniej. Mój wujek czegoś chciał. A co ty robisz tutaj tak wcześnie?-zapytał. Wtedy Karin rzuciła mu się na szyje. Zirytowałam się. Z resztą... nie tylko ja. Sasuke był purpurowy na twarzy.
-Odwal się od niego.-powiedziałam.
-Bo co mi zrobisz? Sasuke jest mój!-powiedziała. Wtedy zrobiłam coś czego sama bym się po sobie nie spodziewała... Wzięłam długopis i napisałam mu na nadgarstku... W razie znalezienia oddać we właściwe ręce. Sara Iregiro. Sasuke uśmiechnął się kiedy to zobaczył. Ja z kolei wytknęłam, już teraz sinej ze złości, Karin język, a potem złapałam Sasuke pod rękę i weszłam z nim do szkoły. Przelotnie udało mi się tylko zauważyć uśmiech na twarzy Gaary.
-To było mocne...-stwierdził Sasuke.
-Mogłabym cię pocałować, ale to byłoby już przegięcie. Widzimy się później w sali. Cześć!-powiedziałam. Byliśmy właśnie pod gabinetem dyrektorki. Sasuke pomachał mi na do widzenia, a potem zniknął za drzwiami.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8