Rozdział 2

-Dobra Naruto, miłego prowadzenia interesów życzymy, i spadamy.-powiedział ten koleś z jaśniejsza skórą.
-Heh, przepraszam cię za nich. Sam zapomniałem, że mam dzisiaj rozmowę z tobą. Zapraszam do gabinetu.-powiedział i uśmiechnął się do mnie. 

Jak się okazało rozmowa dotyczyła kontraktu na skalę międzynarodową. Żałowałam, że nie udało mi się dowiedzieć czegoś więcej o ich firmie, a oni mieli decydujący głos w wejściu naszej spółki na Tokijski rynek, a później oczywiście, do Europy i Stanów. 
-Dobrze, rozumiem, że przy sprzyjających warunkach na giełdzie od razu wchodzimy z wielką pompą.- zapytałam.
-Tak. Obawiam się jednak, że może to chwile potrwać. Pomimo niezłych notowań na giełdzie nie są to zbyt zadowalające wyniki.
-Czyli jeżeli wejdziemy na rynek w złym momencie, to możemy stracić duże pieniądze?
-Dokładnie. Bardzo duże pieniądze. Ale tym zajmą się już nasi wujkowie. Chcieli tylko żebyśmy doszli między sobą do porozumienia, bo w przyszłym roku to my zaczynamy prowadzić firmy.-koleś uśmiechnął się do mnie. Było w nim coś takiego, co uspokajało mnie. Odwzajemniłam uśmiech i zaczęłam zbierać swoje papiery z biurka. 
-To chyba na tyle? Pewnie w przyszłym tygodniu już nasi wujkowie będą omawiać szczegóły.-powiedziałam i wzięłam dużego łyka kawy, którą zrobiła mi sekretarka. Nie miałam okazji wcześniej jej wypić. Była tak gorzka, że aż ją wyplułam.
-Wszystko ok?-koleś ewidentnie starał się nie wybuchnąć śmiechem.
-Tak, ok. Po prostu kawa ma niezłego kopa...-powiedziałam i wytarłam sobie usta wierzchem dłoni. Po chwili zaczęłam się śmiać sama z siebie.-Przepraszam, to chyba ze stresu. To moja pierwsza rozmowa o interesach z prezesem tak dużej firmy.
-Nic się nie stało. Chcesz chusteczkę?-podziękowałam i wstałam z krzesła. Wtedy drzwi do sali się otworzyły. Okazało się, że to mój wujek z jakimś siwym facetem.
-I jak Naruto? Poradziłeś sobie?-zapytał ten siwowłosy i podszedł do chłopaka. 
-Tak Jiraiya, Omówiliśmy wszystko, jestem pewny, że chce w przyszłości współpracować z firmą Iregiro.
-A ty Saro?-zapytał się Ji... coś tam
-Ja również jestem zainteresowana współpracą z Uzumaki company.-uśmiechnęłam się. Wyciągnęłam rękę do Naruto. Uścisnął ją i odwzajemnił uśmiech.
-Więc chyba możemy się zbierać. Sara musi jeszcze skończyć rozpakowywać pudła w swoim pokoju. W poniedziałek idzie do szkoły. I młoda damo, od jutra zaczynasz lekcje tańca.
-O masakra. Znowu... Wujku czy jest coś, co ja już mogę zrobić CAŁKIEM sama?-zapytałam kładąc szczególny nacisk na słowo całkiem. 
-Tańczysz od 5 roku życia. Myślałem, że nie chcesz przerywać.
-Bo nie chce. Ale wkurza mnie to, że planujesz mi zajęcia, bez wcześniejszego uzgodnienia tego ze mną...-syknęłam na niego. 
-No tak. Przepraszam. Dobra... To będziemy się już chyba zbierać? Do zobaczenia Naruto. Jiraiya, w przyszłym tygodniu spotykamy się tu w sprawie interesów.
-Nie ma co. Im szybciej tym lepiej.-panowie uścisnęli sobie ręce, a potem razem z wujkiem udaliśmy się do samochodu. 
-Chcesz prowadzić?-zapytał się wujek. Wystawiłam tylko rękę, w której po chwili znalazły się kluczyki. 

Pędziłam do domu. Miałam tylko nadzieję, że po drodze nie spotkamy policji. 
-Może pojedziemy gdzieś na obiad? W sumie trochę zgłodniałem jak czekałem na ciebie.-ustawiłam GPS-a na jakąś dobrą restaurację i z piskiem opon skręciłam w najbliższą ulicę po prawej. Jakieś 10 minut później znaleźliśmy się na miejscu. 
-Poproszę stolik jak najbardziej schowany gdzieś w kącie.-powiedziałam. Kelner spojrzał się na mnie i wskazał stolik w miejscu dla palących. Dla mnie lepiej. Będę mogła sobie zapalić...
-Proszę. Oto karty menu. Za chwilę ktoś podejdzie państwa obsłużyć.
-Dziękujemy.-powiedziałam i pociągnęłam wujka do stolika. Wujek wyciągnął swoje papierosy, a kiedy ja chciałam się jednym poczęstować, dostałam po łapach.
-Nie w moim towarzystwie.-powiedział wujek i od razu schował papierosy do kieszeni. Przyznałam mu się do tego, że popalam parę tygodni temu. Rzeczywiście, nie zabronił mi palić, powiedział tylko, że nie wolno mi tego robić w jego towarzystwie, co było dla mnie trochę dziwne. Dopiero potem mi powiedział, że to moje zdrowie i jak je spieprzę, to tylko przez swoją głupotę.
-Ale palić mi wolno?-zapytałam.
-Tak, ale nie w moim towarzystwie. Chociaż twój ojciec pewnie zabiłby mnie gdyby wiedział, że nie dostałaś w dupę jak tylko mi się przyznałaś.-zaśmiał się wujek. Ta... Mój tata był okazem zdrowia. Nie chorował, nie lubił pić, o papierosach nie było mowy. Ja byłam totalnym przeciwieństwem.
-Tata by mnie wyświęcił. Ale na pewno nie mam tego po nim. On stronił od używek.-stwierdziłam. Do restauracji weszło dwóch kolesi, którzy usiedli do stolika obok. Zauważyłam, że zaczęli się nam dokładnie przyglądać, co zaczęło budzić u mnie duży niepokój. 
-Hym, z charakteru przypominasz swoją matkę. Chociaż nie możesz jej pamiętać. Też była buntowniczką.-wujek zrzucił popiół z papierosa do popielniczki, a potem głęboko się zaciągnął.
-Dziwnie, z reguły unikałeś tematu mojej matki. Kiedy byłam młodsza nie chciałeś mi o niej mówić. Co cię nagle wzięło?-zapytałam. Wtedy poszedł kelner. 
-Czy mogę przyjąć zamówienie?-zapytał kelner wyciągając kartkę i ołówek.
-Ja poproszę sushi z łososiem, a ty wujku?
-Dla mnie to samo. I do tego sake.-powiedział wujek i oddał menu kelnerowi.
-Dla mnie woda niegazowana.-dodałam jeszcze i również oddałam swoją kartę. Kelner odszedł, a my znów zaczęliśmy rozmawiać.
-Widzę, że ciągle dbasz o figurę.-zaśmiał się wujek.
-Mogę iść zmienić zamówienie na wysokokalorycznego drinka, z oliwkami, ale wtedy żadne z nas nie będzie mogło prowadzić. Cole piję rzadko, chyba, że do drinków.
-I tak nie sprzedaliby ci alkoholu. Nie masz 20 lat.-powiedział i zgasił resztę papierosa w popielniczce.-A co do twojej matki, jesteś już na tyle dorosła, że możesz chyba dowiedzieć się czegoś o niej, prawda?
-Tak, ale ja nie chce. Zostawiła mnie ojcu kiedy byłam mała. Może to lepiej, że jej nie pamiętam...-powiedziałam. Zauważyłam, że ci kolesie ciągle się nam przyglądają. 
-(...). Saro, halo. Słuchasz mnie w ogóle?-pochyliłam się w stronę wujka. 
-Nie odwracaj się. Tych dwóch kolesi... siedzą przy tym stoliku po lewej, dziwnie się nam przyglądają. I to od czasu kiedy tylko tu weszli. Niepokoję się.
-Saro, ty zawsze lubiłaś przesadzać... O niosą nasz obiad!

Nie mogłam prawie nic przełknąć. Zjadłam połowę porcji, a potem czekałam aż wujek skończy. Poprosiłam o rachunek i dałam kelnerowi kartę kredytową.
-Wujku chodźmy stąd, proszę.-powiedziałam, a w tym czasie kelner oddawał mi kartę kredytową. 
-No dobrze, dobrze. Już się tak nie gorączkuj...-powiedział i wstał. Pociągnęłam go automatycznie do wyjścia. Kątem oka ciągle obserwowałam kolesi. Nie ruszyli się z miejsca. Jednak po chwili straciłam ich z oczu. Z walącym sercem wyciągnęłam z torebki kluczyki i otworzyłam samochód. Dopiero kiedy wyjechałam z parkingu uspokoiłam się trochę. Jednak z licznika nie schodziła prędkość 90km/h. 

Kiedy zajechaliśmy pod dom szybko wysiadłam z auta i podbiegłam do drzwi wejściowych. 
-Czemu panienka jest taka podenerwowana, stało się coś?-zapytała służąca, która wczoraj pokazała mi mój pokój.
-Nie, wszystko ok. Proszę tylko poinformować mnie, gdyby kręciły się tu jakieś podejrzane typy, ok?
-Dobrze, przekaże to ochronie.-powiedziała służąca, która chyba myślała, że brakuje mi piątej klepki. Wbiegłam na tych okropnie wysokich szpilkach do pokoju i trzasnęłam drzwiami. Rzuciłam się na łózko, rozpuściłam włosy i próbowałam uspokoić oddech. Adrenalina skoczyła mi na niebezpiecznie wysoki poziom, dlatego kiedy rozległo się pukanie do drzwi, aż podskoczyłam. 
-Saro, mamy gości, zejdź proszę na dół.-powiedział wujek i zamknął drzwi. Stwierdziłam, że nie będę się przebierać, bo minie pół godziny zanim znowu coś wybiorę. Zbiegłam więc po prostu na dół. Moje zdziwienie było ogromne.
-Naruto? A co ty tu robisz?-zapytałam się i uśmiechnęłam do niego.
-Kiedy wstawałaś z fotela, z torebki wypadł ci telefon. Nie zauważyłaś wcześniej, że go nie masz?-pokazał mi moją komórkę. Rzeczywiście musiałam ją zgubić.
-Jej, dziękuję ci, ale nie musiałeś się fatygować aż tutaj. Jednak, to strasznie miłe z twojej strony.-powiedziałam i obdarzyłam go najbardziej szczerym uśmiechem na jaki było mnie stać.
-To nie problem. Kilka domów dalej mieszka moja koleżanka z klasy. Byłem u niej po naszym spotkaniu, a potem po prostu poprosiłem Jirayię żeby podał mi twój adres. Komórka ważna rzecz.
-Tak, rzeczywiście. To hym... dziękuje ci. Naprawdę. Czekaj, mówiłeś koleżanka z klasy. Gdzie się uczysz?
-Aaa. W Konoha Gakune. Jestem w przedostatniej klasie. Czeka mnie teraz masa egzaminów.-powiedział i splótł ręce na karku.
-To w takim razie spotkamy się w poniedziałek w szkole.-dość niepewnie odpowiedziałam.
-Jej! Super! Nowa twarz w klasie! Ale czekaj... Nie będzie ci ciężko tak zaliczać teraz wszystkiego na wariata?-zapytał. Czułam jak oblewa mnie zimny pot.
-Spokojnie, moja bratanica da sobie radę.-wujek zaczął się śmiać i mocno mnie przytulił. 
-Dobra, to chyba na tyle, to ja już się będę zbierał. Cześć Saro, do widzenia proszę pana.-Naruto uścisnął dłoń mojemu wujkowi, pomachał mi i wyszedł. Słychać było tylko pisk opon, kiedy odjeżdżał spod domu.

Około 18 podano kolację. Dziwnie się czułam, kiedy przy tak ogromnym stole jaki mieliśmy w jadalni, siedzieliśmy z wujkiem tylko we dwójkę. Kiedy wczoraj mieliśmy gości jakoś specjalnie tego nie odczułam.
-Czemu ci faceci przy obiedzie tak cię zmartwili?-zapytał wujek w czasie, kiedy ja dziubdziałam widelcem w talerzu.
-Nie wiem. Po prostu czułam od nich takie... takie niepokojące uczucie. Nie umiem tego wyjaśnić. Intuicja. Chyba tylko to słowo może to określić.
-Oj Saro! Przesadzasz! To pewnie dlatego, że musisz się trochę przyzwyczaić do tego miasta i ludzi. Zobaczysz, że za kilka dni będziesz czuć się znacznie pewniej.
-Taaa. O ile wcześniej nikt w szkole mnie nie zaszczuje...-powiedziałam i wbiłam widelec w plasterek pomidora.-Nie jestem głodna. Położę się. Jutro muszę pozałatwiać książki i zeszyty do szkoły, a potem pójść się pomodlić, żeby nie zwracać na siebie zbytniej uwagi w poniedziałek.
-Wszystko masz załatwione. Nie martw się o to. Jutro powinni dostarczyć twój mundurek szkolny. Skoro tak bardzo chcesz to idź się połóż. ale jest dopiero 18.30. Na twoim miejscu rozpakowałbym się do końca. Uwierz, że poczujesz się lepiej.
-Tak wujku, chyba masz rację. Jakbyś czegoś chciał to nie wiem, puść mi strzałkę, albo po prostu przyjdź do mnie. Pa.-wydukałam i pobiegłam na górę.

Miałam dość tego miasta, tego domu, tego wszystkiego! Jestem tu dopiero pierwszy dzień, a już mam schizy, że spotka mnie coś niedobrego. Przebrałam się w najzwyklejszy dres i zaczęłam po kolei ustawiać wszystko z kartonu. W końcu znalazłam zdjęcia poukładane w albumach lub oprawione w ramki. Zdjęcie z tatą ustawiłam na szafeczce koło łóżka. Miałam na nim 5 lat. Byliśmy wtedy w wesołym miasteczku. Tata trzymał mnie na barana, a ja prze szczęśliwa ściskałam w rękach olbrzymiego misia, którego tata dla mnie wygrał. Zebrało mi się na płacz. 
-Tęsknie za tobą tato. Proszę cię pomóż mi.-szepnęłam i poczułam jak po policzku spływa mi łza. Szybko ją wytarłam, a potem otrząsnęłam się z tej chwilowej słabości i wróciłam do dalszego rozpakowywania. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8