Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 63


-Gaara podaj mi te balony z podłogi!!!- krzyknęłam, kiedy zauważyłam jak mój mąż przechodzi korytarzem do kuchni. Od razu obrócił się na pięcie i wszedł do salonu.
-Sara, serio myślisz, że te wszystkie dekoracje nie są zbyt kiczowate? Przecież nasi znajomi poczują się jak na przyjęciu u pięciolatki.- Gaara z powątpiewaniem rozejrzał się po salonie w naszym domu.
-Nie! Uważam, że są super! Daj mi się nacieszyć tym, że w końcu stanę się gospodynią na własnych włościach! Właśnie tak chciałabym celebrować nasze wprowadzenie się do nowego domu! W tym roku chciałabym robić tu wszystkie ważne uroczystości jak na przykład święta... Może nawet urodziny Saki za tydzień! Och, Gaara, proszę!!!- w końcu udało nam się wprowadzić do naszego własnego, cudownego domu. Mieszkaliśmy w nim co prawda od ponad dwóch tygodni, ale ustaliliśmy razem z moimi najbliższymi przyjaciółmi, że poczekamy na przerwę wiosenną, aby móc w spokoju cieszyć się celebrowaniem tego wydarzenia.
-Boże, Sara, nie sądziłem, że będziesz aż tak szczęśliwa mogąc tu rządzić. Zaczynam się obawiać, że zapomnisz o mnie, a w całości poświęcisz się dla tego domu.- zaczęłam się śmiać, a potem podeszłam do Gaary i zarzuciłam mu dłonie na kark.
-Nie mogłabym o tobie zapomnieć, kochanie. Przecież ktoś będzie musiał sprzątać za ciebie te porozrzucane ubrania. Jakoś dziwnym trafem nadal nie nauczyłeś się, że kosz na pranie znajduje się w naszej łazience.- Gaara klepnął mnie w pośladek na te słowa.
-Musimy zacząć brać wspólne prysznice i kąpiele, żebym zapamiętał, gdzie wrzucać brudne pranie. Inaczej na pewno się nie nauczę.- powiedział zaczepnie, a potem dał mi buziaka. Poczułam przyjemny dreszcz na skórze i ciepło w podbrzuszu. Pogłębiłam pocałunek, a Gaara westchnął.
-Jakie meble do tej pory nie zostały przez nas wypróbowane?- zapytał, a ja uśmiechnęłam się.
-To zawalone biurko, które znajduje się w twoim przyszłym gabinecie. Jednak w tej chwili musisz o tym zapomnieć. Za dwie godziny przychodzą nasi przyjaciele. Idę sprawdzić pieczeń, a ty zawieś te balony na suficie. Postaraj się dzisiaj nie wypić za dużo. Po zabawie mam ochotę na coś bardzo niegrzecznego w naszej sypialni.- mruknęłam, skradłam Gaarze buziaka, a potem zaczęłam kierować się do drzwi.
            Kiedy mieszałam w garnku wywar, Gaara chwycił mnie za biodra i przygniótł do blatu. Pocałował mnie w szyję, a potem przejechał po niej językiem.
-Gaara.- jęknęłam głośno i zacisnęłam dłonie w pięści. Złapał materiał mojej sukni i podsunął go trochę wyżej. Poczułam jego dłonie na udach, a po chwili międzyi nimi. Z moich ust wydobyło się głośne och.
-Nie ma szans, że wytrzymam do wyjścia gości.- mruknął mi do ucha, a jego dłonie stały się jeszcze bardziej natarczywe. Drżałam na całym ciele, kiedy Gaara mnie pieścił.
-Gaara, mamy mieć dzisiaj imprezę. Muszę zdążyć ze wszystkim.- ledwo wydukałam, ale wtedy Gaara znalazł jakieś bardzo czułe miejsce. Głośno jęknęłam i zacisnęłam dłonie na kancie blatu kuchennego.
-Zdążysz, kochanie. Pomogę ci.- powiedział, a potem szybkim ruchem odwrócił mnie do siebie.
            Kiedy spojrzałam w jego oczy, z wrażenia zabrakło mi tchu. Gaara wpatrywał się we szeroko otwartymi oczami, a jego tęczówka była niemal czarna. Usta miał rozchylone. Oddychał płytko i szybko. Zanim w ogóle zdążyłam coś powiedzieć pocałował mnie tak, że kolana się pode mną ugięły. Chwycił mnie w pasie, posadził na blacie i stanął między moimi udami. Wsunął mi ręce pod sukienkę i zsunął bieliznę z nóg. Trzęsłam się tak mocno, że Gaara aż uśmiechnął się z wargami na moich ustach.
-Możesz powiedzieć, że nie, a ja przestane.- powiedział. Do moich uszu dobiegł dźwięk rozpinania rozporka.
-Zabiję cię, jeśli spróbujesz.- wsunęłam mu palce we włosy. Pocałowałam go, a w tym samym czasie Gaara zatopił się we mnie. Odgięłam głowę do tyłu i wydałam z siebie głośne och. Kiedy poruszył biodrami po raz drugi, wstrzymałam oddech.

            Pierwszy raz doceniłam to, że mieszkamy sami, kiedy po raz pierwszy mieliśmy okazję kochać się bez żadnych ograniczeń. Już nie musiałam obawiać się tego, że wujkowie usłyszą coś zza drzwi naszej sypialni w ich domu. Teraz było tak samo. Nie obawiałam się, że ktoś nagle wejdzie do kuchni, że ktoś nas usłyszy. W domu byliśmy tylko my.

            Krzyknęłam, kiedy całe moje ciało napięło się jak struna z powodu spełnienia. Gaara opadł zmęczony na moje ramię i zaczął szybko nabierać powietrza w płuca. Wysunął się ze mnie, a potem skradł mi całusa. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-Od czasu, kiedy się wprowadziliśmy wychodzi z ciebie seksoholik.- wytknęłam mu język, a zaczął się śmiać.
-W zeszłym tygodniu to ty ciągle się do mnie dostawiałaś. W tym moja kolej. W czym ci pomóc?- zapytał, a potem zakasał rękawy i stanął obok mnie przy zlewie.

            O godzinie dziewiętnastej do naszych drzwi zapukali pierwsi goście. Był to Shikamaru razem z Temari. Chłopak trzymał w rękach dużą torbę z prezentem.
-Wchodźcie! Jesteście pierwsi. Reszta na pewno też za chwilę przyjdzie.- powiedziałam, a potem odebrałam od nich kurtki. Temari wzięła od Shikamaru torbę z prezentem i podała mi.
-Macie taki mały drobiazg do waszego nowego gniazdka. Jakby co oprowadzanie konieczne nie jest. Byliśmy tu już kilka razy.- zaczęłam się śmiać, kiedy moja szwagierka to powiedziała. Dość często pomagała nam znosić rzeczy do domu, lub po prostu sprzątać, kiedy wszystkie remonty zostały oficjalnie zakończone.
-Chodźcie do salonu. Gaara, zaprowadź gości, ja pójdę wstawić wodę na herbatę. No chyba, że chcecie coś mocniejszego? Wino, piwo, sake?- zapytałam.
-Ja chętnie napiję się piwa.- powiedział Shikamaru.
-Ja też chętnie bym się napiła, ale...- zaczęła Temari, a potem poczerwieniała po same czubki uszu i zapowietrzyła się.
-No nie żartuj, że przyjechaliście autem?! Shikamaru, mówiłam wam, że dzisiaj czeka nas picie!- przyznam szczerze, że lekko się zdenerwowałam.
-Nie jesteśmy autem. Temari nie może pić. Dzisiaj rano dowiedziałem się, że jest w ciąży.- razem z Gaarą stanęliśmy jak kłody i nie byliśmy w stanie wydobyć z siebie głosu. Temari była czerwona jak burak i uciekała od nas wzrokiem.
-To cudownie!!!- wykrzyknęłam głośno, kiedy szok minął. Podbiegłam do niej i mocno uściskałam.
-Nie chcieliśmy nic mówić, żeby nie zepsuć wam imprezy. Chcieliśmy powiedzieć o tym dopiero jutro, żeby inni nagle nie zaczęli żyć tym, że Shikamaru i ja zostaniemy rodzicami.
-Daj spokój! To wspaniała wiadomość! Jak w ogóle mogłaś pomyśleć, że zepsujesz nam imprezę?!- byłam tak zaaferowana, że nadawałam jak katarynka.
-No, bo... Ty i Gaara dopiero się wprowadziliście, to miał być dzień na uczczenie tego i w ogóle.- Temari zaczęła nabierać jeszcze ciemniejszych odcieni czerwieni na twarzy.
-Dzisiaj mamy kolejną wspaniałą rzecz do świętowania. Cholera, nie mamy nic bezalkoholowego na toast dla ciebie...- wszyscy nagle się zaśmiali.- Co? O co chodzi?
-W tym momencie to chyba ty jesteś bardzie zaaferowana moją ciążą niż ja sama. Wolę nie myśleć, co by się stało, gdyby się okazało, że to ty spodziewasz się dziecka. W sumie pomyślcie o tym. Dobrze byłoby mieć bratanka lub bratanice dla mojego maleństwa.
-Nie ma opcji. Uwierz, że ja najpierw wpadłabym w panikę i zaczęła płakać. Nie lubię nieprzewidzianych sytuacji, a to byłaby jedna z nich.- powiedziałam.
-Już rozmawialiśmy o tym z Sarą. Dzieci to temat dopiero za jakieś sześć lat. Dajcie nam nacieszyć się sobą.- Gaara objął mnie ramieniem.
-Pff... Dzieci przed trzydziestką. Nie przesadzacie trochę? Chcecie się sobą cieszyć przez osiem lat małżeństwa? Dwa wam nie wystarczą?- Temari uniosła brwi, a my się zaśmialiśmy.
-Nie. Zdecydowanie nie wystarczą. Wchodźcie do...- wtedy telefon Gaary rozdarł się na cały dom. Wyjął go z tylnej kieszeni spodni i zmarszczył czoło.- Mój profesor. Czekajcie. Za chwilę wrócę.

            Gaara wyszedł ze swojego gabinetu (obecnie rupieciarni) dopiero czterdzieści minut później. Wszyscy nasi znajomi zdążyli już przyjść.
-No w końcu gospodarz we własnej osobie! Już się obawialiśmy, że twoja żona sama będzie prowadzić imprezę.- Naruto wstał od stołu, żeby przywitać się z Gaarą.
-Tak. Przepraszam.- zmarszczyłam czoło, kiedy Gaara to powiedział. Wyglądał, jakby usłyszał bardzo złe wieści. Miałam ochotę wyciągnąć go na stronę i zapytać, dlaczego tak dziwnie się zachowuje. Jednak po chwili odzyskał dobry humor i zaczął witać się z gośćmi, którzy przyszli.

            Moi znajomi z grupy studenckiej przyszli dosłownie chwilę po tym, jak Temari i Shikamaru podzielili się ze wszystkimi dobrą wiadomością o dziecku, a my wypiliśmy toast za ich zdrowie. Kei, który zwykle ubierał się w garnitur na zajęcia nagle wyglądał po prostu jak zwykły student. Założył jeansy i jasną koszulę w kratę. Na nosie miał okulary w ciemnych oprawkach.
-Ty... Od kiedy nosisz okulary?- zapytałam, kiedy Kei uściskał mnie na powitanie.
-Od szkoły podstawowej. Nosiłem soczewki, ale niestety dzisiaj jedna z nich spłynęła sobie potokiem do ścieków.- Kei nie wyglądał na szczęśliwego.
-Pasują do ciebie. Wyglądasz naprawdę fajnie. Junzo, Tomoko, wy też wyglądacie naprawdę fajnie.- Junzo ubrał na siebie czarne spodnie z materiału i zwykłą białą koszulkę. Tomoko... No cóż. nie spodziewałam się tego, że ubierze się skromnie, ale trochę przesadziła. Sukienka ledwo zasłaniała jej pupę.- Chodźcie. Znajomi z roku Gaary za chwilę przyjdą. Ryu już do nas dzwonił. Przedstawię wam moich najbliższych.
            Już po godzinie dwudziestej drugiej miałam ochotę wywlec Tomoko za drzwi. Mój plan swatania jej z Naokim był beznadziejny. Ona nie zwracała na niego uwagi, on z kolei nie próbował nawet stwarzać pozorów dobrego wychowania i z rozmysłem ignorował Gaare, a dostawiał się do mnie. W pewnym momencie musiałam wyciągnąć Gaare do kuchni, żeby nie rzucił się na Naokiego z pięściami.
-Gaara, uspokój się! On tylko czeka, aż to zrobisz!!!- krzyknęłam.
-Nie uspokoję się! Albo ty wyprosisz go po dobroci, albo ja siłą! Po cholerę go zapraszałaś! Wiesz doskonale, jakie mam z nim stosunki!- Gaara był wściekły. Dawno nie widziałam go w takim stanie.
-Dlatego, że to twój kolega ze studiów. Myślałam, że to dobry pomysł. Nie sądziłam, że sprawy tak się potoczą.- opadłam na krzesło. Byłam wyczerpana.
-Sara, mogę wychodzić z Naokim do knajpy, pod warunkiem, że nie ma tam ciebie. Widzisz, co się dzieje, kiedy znajdujesz się obok. Tak śmiały w stosunku do ciebie nie był jeszcze nigdy! Tak jak byłem w stanie go tolerować, tak teraz mam ochotę go zabić. Nie chcę go tu.
-Gaara, proszę. To miał być nasz wieczór. Tak strasznie cieszę się, że w końcu mieszkamy sami, razem. Że mamy trochę czasu dla siebie. Twoja siostra jest w ciąży... Zapomnij o Naokim.
-Sara, robię to tylko dla ciebie. Jeśli Naoki znowu z czymś wyskoczy, przysięgam, że mu przypierdolę. Tak mu przypierdolę, że obróci się wokół własnej osi.

            Wróciliśmy do salonu, w którym wszyscy głośno się śmiali. Nasi przyjaciele wiedzieli jak wygląda sytuacja z Naokim i Tomoko, tak więc gdyby było naprawdę poważnie, pomogliby. Teraz po prostu się z nich śmiali.
-Jedyne z czego mogę być dumna to to, że Ryu i Junzo chyba naprawdę dobrze bawią się w swoim towarzystwie.- mruknęłam Gaarze na ucho, a ten się zaśmiał. Pociągnął mnie w stronę kanapy, a potem posadził na swoich kolanach.
-Pokażecie nam dom? W sumie ciekawi mnie jak wygląda wasze gniazdko.- powiedział Naruto, a ja z ulgą przyjęłam zmianę tematu.
-Chodźcie. Bardzo chętnie was oprowadzimy.

            Wszyscy poszli z nami. Łącznie z Temari i Shikamaru. Oprowadziliśmy ich po parterze i pokazaliśmy przyszły gabinet Gaary oraz mój gabinet, łazienkę znajdującą się na parterze i garaż. Później przeszliśmy na górę. Najpierw zaprowadziliśmy gości do dwóch pokoi gościnnych, a potem do naszej sypialni.
-A co z pozostałymi pokojami?- zapytał Ryu, kiedy mijaliśmy drugie z kolei puste pomieszczenie, do którego nie weszliśmy.
-Tu planujemy pokoje dzieci. Stoją puste i będą w spokoju czekać na zapełnienie się lokatorami. Jeśli zajdzie taka konieczność na jakiś czas przerobimy je na pokoje gościnne, ale póki co mamy dwie duże sypialnie dla gości.- powiedziałam, a potem złapałam za klamkę do naszej sypialni.
            Ten pokój dopieszczaliśmy z dekoratorem najdłużej. Dominowały w nim jasne pastelowe barwy z kilkoma mocniejszymi akcentami. Pomieszczenie było duże i jasne. Jedynymi meblami była ogromna rozsuwana szafa, która zajmowała jedną ścianę, mała komoda, oraz dwie nocne szafeczki ustawione po obu stronach łóżka. Łóżko z kolei stało pod jedną ze ścian i było naprawdę duże, drewniane oraz wysokie. Kawałek od wezgłowia znajdowały się drzwi do naszej prywatnej łazienki, którą również pokazaliśmy naszym przyjaciołom.
-Mamy jeszcze strych, ale nic tam nie ma oprócz pustych pudel i kilku mebli z domu wujków. Tak więc to nasze małe gniazdko.- powiedziałam.
-To zdjęcie ślubne na ścianie w waszej sypialni jest piękne. Widać, że wszystko macie przemyślane chyba ze sto razy. Wspaniały dom. Jak zaczną pojawiać się małe potworki będziecie koniecznie musieli pokazać nam dziecięce pokoiki. Jeśli będą robione z takim rozmachem jak cała reszta, to będzie pałac... To już jest pałac.- powiedział Ryu. Zaczęłam się bardzo głośno śmiać.
-Dziękujemy. Uwierzcie, że urządzenie tego domu to naprawdę była męka, ale warta efektu. Co do pokoi dzieci, na pewno was zaprosimy, ale z tym wstrzymamy się jeszcze jakiś czas. Wróćmy na dół.- powiedziałam, a potem zaczęłam kierować się w stronę schodów.

            Kiedy goście w końcu sobie poszli, zmęczona padłam na krzesło w salonie. Dochodziła trzecia nad ranem.
-O rany, padam na twarz.- mruknęłam, a potem spojrzałam na stół pełen niedokończonego jedzenia i brudnych naczyń.- Mamo...
-Idź spać. Ja to sprzątnę. Nadal jestem bardzo zdenerwowany sytuacją z Naokim.- Gaara rozpiął mankiety koszuli i zakasał rękawy. Jednak patrząc na niego nie powiedziałabym, że jest zdenerwowany, a raczej bardzo zamyślony.
-Gaara, co chciał od ciebie profesor? Mamy przecież przerwę wiosenną. Na uczelni nie ma zajęć.- Gaara drgnął na to pytanie. Niemal niewidocznie, ale znałam jego zachowania już tak dobrze, że od razu to zauważyłam.
            Wpatrywałam się w niego przez chwilę i czekałam na odpowiedź.
-Nic szczególnego. Przypomniał mi o obowiązku zapisania się na seminarium. Wiesz dobrze, że zaczynam już trzeci rok, co oznacza, że zostały mi ostatnie dwa lata do obrony pracy magisterskiej. Nie chce mi się wierzyć, że za chwilę będę już dalej, niż bliżej...- powiedział, jednak wiedziałam, że nie mówi mi wszystkiego. Uciekał wzrokiem na boki, byle tylko nie patrzeć na mnie.
-I rozmawiałeś z nim przez jakieś czterdzieści minut? Długie te wyjaśnienia zapisów do promotorów... Dobrze, skoro mówisz, że posprzątasz, idę spać. Dobranoc.- powiedziałam, a potem czym prędzej wyszłam na korytarz i poszłam na górę do naszego pokoju.

            Obudziłam się chwilę po dziewiątej. Kiedy odruchowo przejechałam dłonią po miejscu mojego męża, jego już nie było. Zdezorientowana rozejrzałam się po pokoju, jednak drzwi do łazienki były otwarte, a światło w środku zgaszone. Piżama Gaary z kolei złożona na jego poduszce. Szybko wygramoliłam się z pościeli, a potem zeszłam na dół do kuchni. Tam również go nie było.
-Gaara!- krzyknęłam, ale odpowiedziała mi jedynie cisza. Westchnęłam, a potem podeszłam do kuchenki, żeby wstawić wodę na kawę.

            Usłyszałam szczęk zamka w drzwiach chwilę po jedenastej. Byłam akurat w kuchni i powoli przygotowywałam obiad. Po chwili Gaara cały spocony wszedł do pomieszczenia. Ściągał z siebie koszulkę do biegania. Drgnął, kiedy mnie zobaczył.
-Już nie śpisz? Myślałem, że będziesz spać przynajmniej do dwunastej.- powiedział, a potem podszedł do lodówki i wyjął z niej butelkę wody mineralnej. Opróżnił ją dosłownie na raz.
-Obudziłam się koło dziewiątej. Rozbudziłam się, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że nie ma cię w łóżku.- wzruszyłam ramionami, a potem wróciłam do obierania marchewki.
-Bałaś się, że wybrałem się do kochanki?- zapytał niby żartem, jednak ja się nie uśmiechnęłam.- Byłem biegać. Musiałem oczyścić umysł z niepotrzebnych myśli.
-Mam nadzieję, że to nie ma związku z Naokim, bo serio mam dość kłótni z jego powodu.- ze zdenerwowania tak mocno przeciągnęłam nożem po całej długości marchwi, że ostrze wylądowało w moim palcu. Odrzuciłam nóż jak oparzona, a w dosłownie kilka sekund później po mojej dłoni zaczęła płynąć strużka krwi.- Jaaaa!!!
            Rana niemiłosiernie piekła. Odkręciłam zimną wodę, a potem wsadziłam pod nią dłoń. Cięcie było dość głębokie, woda spływająca do zlewu cała czerwona. Wpatrywałam się w nią i prosiłam w myślach, żeby nie okazało się, że konieczne będą szwy.
            Gaara chwycił mój nadgarstek, a po chwili przyłożył do mojej rany kilka gaz opatrunkowych. Materiał dość szybko nasiąknął krwią. Jednak po kilku takich zabiegach rana krwawiła zdecydowanie mniej. Gaara zaczął oglądać moje skaleczenie, a po chwili zmarszczył nos.
-Nie wiem czy nie wymaga szycia. Nadal dość mocno krwawi.- mruknął, a potem wziął wodę mineralną z butli i nalał mi na palec. Gaza znowu zrobiła się cała czerwona.- Jedziemy do szpitala. Niestety plaster nie pomoże.

            Lekarz w szpitalu musiał założyć mi trzy szwy. Śmiał się również, że jeśli planowałam pozbyć się linii papilarnych wystarczyłaby mi regularna gra na bębnach, kiedy od częstego używania pałeczek istnieje możliwość starcia odcisków palców.
            Kiedy wyszliśmy przed szpital byłam nieziemsko wściekła za to, jak ten dzień się potoczył. Miałam ochotę skulić się w kłębek i płakać.
            Wróciliśmy do domu bez odzywania się do siebie. To jeszcze wzmogło moje zdenerwowanie, więc kiedy tylko weszłam na korytarz, tylko zrzuciłam z siebie buty, a potem bez słowa pomaszerowałam do kuchni, żeby dokończyć obiad.

            Kiedy z uporem maniaka dźgałam marchew pływająca w rosole żeby tylko nadziać ją na widelec, Gaara objął mnie w pasie i wtulił twarz w mój kark. Z wrażenia wypuściłam widelec, który od razu utopił się w wywarze.
-Gaara, do cholery, widelec mi się utopił!!!- krzyknęłam i odwróciłam się w stronę mojego męża. Ten złapał mnie za policzki i przyciągnął do pocałunku z taką siłą, że aż odbiłam się od jego klatki piersiowej. Mruknęłam z zadowolenia, kiedy nasze usta się spotkały i przez chwilę pieściłam jego wargi swoimi. Jednak po chwili przypomniałam sobie jak cholernie wściekła na niego jestem i odsunęłam się kawałek.- Mam nadzieję, że nie liczysz na seks, bo nie masz na niego szans w tym momencie.
-Nie powiem, że byłoby miło, ale nie o to mi chodzi. Po prostu chcę być blisko ciebie. Właśnie w tym momencie to coś, co chodzi mi po głowie.- powiedział, a potem oparł swoje czoło o moje czoło.
-Gaara, mam do wyłowienia widelec z zupy, więc...- zaczęłam, ale Gaara uciszył mnie pocałunkiem. Na początku całował delikatnie, jednak z minuty na minutę pocałunek robił się coraz bardziej namiętny, a moja złość mniejsza. Odszukałam odpowiedni wyłącznik na płycie indukcyjnej, a kiedy kuchenka głośno piknęła, że została wyłączona, mocniej przywarłam do ust Gaary. Poczułam jego dłonie na swoich plecach w momencie, kiedy zwinne palce zaczęły kreślić kółka na mojej skórze. Cicho westchnęłam z zadowolenia, a potem oderwałam się na chwilę od Gaary i chwyciłam jego dolną wargę zębami. Zadrżał na całym ciele i jęknął.
-Sara. Bez takich. Seksu miało nie być.- powiedział obrażony, ja z kolei wyszczerzyłam się do niego.
-Powiedziałam to kilkanaście minut temu, gdzie użyłam określenia w tym momencie. Teraz, po tych kilkunastu minutach, to jest już inny moment, dlatego czekam, żebyś łaskawie zabrał mnie do sypialni.- na moje słowa Gaara położył dłonie na moich biodrach.
-A dlaczego nie tu? Wczoraj też było fajnie. Nie mam nic przeciwko, żeby to powtórzyć.- pocałował mnie w płatek ucha, co spowodowało istne szaleństwo w moim podbrzuszu.
-Dlatego, że mam dość bycia stroną pasywną. A niestety przez to testowanie jakości mebli od jakiegoś czasu właśnie tak siebie widzę.- złapałam za koszulkę Gaary, a potem odrzuciłam ją gdzieś w najdalszy kąt kuchni. Zaczęłam wpatrywać się w niego z oczekiwaniem.
-W takim razie nie mogę pozwolić ci czekać. Z resztą dawno nie widziałem cię całkiem nagiej, a to też nie za bardzo mi odpowiada.- kiedy Gaara to powiedział, porwał mnie z blatu, a ja głośno się śmiejąc, chwyciłam go za kark dla lepszej podpory, kiedy niósł mnie do sypialni.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8