Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 74

Jakiś tydzień po weselu Naruto i Hinaty sprzątaliśmy z Gaarą w domu. Mój mąż cieszył się wolnym aż do października, kiedy to jego promotor zwolnił go i chłopaków z dodatkowych zajęć w czasie wakacji. Jak sam powiedział ten rok w Londynie był wystarczająco wyczerpujący.
-Możesz mi powiedzieć dlaczego nie możemy iść na randkę jak cywilizowani ludzie tylko sprzątamy nasze graty? Wprowadziliśmy się tu ledwo półtora roku temu. Nie mamy chyba tyle niepotrzebnych rzeczy?- zapytał, kiedy podawałam mu pudła ze strychu.
-Dobrze wiesz, że babcia z dziadkiem chcieli przyjechać na cały tydzień z Okinawy. Muszę przygotować pokoje na ich przyjazd.- mruknęłam, kiedy na kolanach przeszukiwałam poddasze, a przy okazji zrzucałam jakieś rzeczy, które mogły się ewentualnie przydać w codziennym gospodarowaniu.
-A nie możesz tego zrobić kilka dni przed ich przyjazdem? Co jeśli nagle odwołają wizytę? Będę to tam wnosił z powrotem?- zapytał, a ja sapnęłam pod nosem, kiedy ruszyłam ciężkie jak cholera pudło.- Twoje pośladki wyglądają nieziemsko w tej pozycji. Zostań w niej jeszcze jakiś czas, a ja nacieszę spojrzenie.
-Gaara, czy ty stajesz się seksoholikiem?- zapytałam, a potem zrzuciłam mu na głowę torbę z pościelą.
-Ej! Już widzę jak ja stałbym tak nad tobą z tym moim zgrabnym tyłkiem. Nawet nie zdążyłbym zejść, już byś się do mnie dobierała.- parsknęłam śmiechem.
-Za to jak mnie w nocy złapałeś za pierś dzisiaj nie ma opcji. Myślałam, że umrę!
-No dobra, trochę mnie poniosło. Ale przyznaj, że ci się podobało! Mam świetny dowód na swoich plecach!- zeszłam z drabinki, a potem wspięłam się na palce i dałam Gaarze buziaka.
-Dobrze wiesz, że tylko się droczę. Poza tym nie muszę patrzeć na twój tyłek żeby zacząć się do ciebie dobierać. Mogę to zrobić w tej chwili.- mruknęłam, a potem złapałam koszulkę Gaary i rzuciłam ją na ziemię.
-Czy nie mówiłaś przypadkiem, że musimy przygotować rzeczy na ewentualny przyjazd dziadków?- zapytał, ale w tym samym czasie położył mi dłonie na pośladkach.
-Zdążymy. W tym momencie jedyną rzeczą na jaką mam ochotę jest bliski kontakt z tobą.- wplotłam Gaarze palce we włosy i pchnęłam na ścianę.

            Kiedy Gaara złapał za moje spodnie, rozległ się dzwonek do drzwi.
-Nie. Nie teraz.- mruknął, a potem znowu naparł na moje usta. Jednak ja naparłam na jego tors, a potem zdecydowanym ruchem odsunęłam od siebie.
-Musimy zobaczyć kto to. A jak to coś ważnego?- zapytałam, a potem szybko weszłam na schody.
-Sara, co może być ważniejszego od zajęcia się sobą?!- głos mojego męża był bardzo oburzony.

            Kiedy otworzyłam drzwi stanęłam jak wryta.
-Kei?- zapytałam niepewnie.
            Chłopak nie wyglądał najlepiej, ale zdecydowanie dochodził do siebie po tym, jak go odrzuciłam. Z niepokojem spojrzałam na schody, gdzie Gaara zatrzymał się w połowie długości i wpatrywał to we mnie, to w chłopaka.
-Cześć. Rozmawiałem z Junzo. Nie przyszedłem tu raczej z wielkim entuzjazmem, ale dotarło do mnie, że musimy współpracować ze sobą jeszcze ponad rok, więc dobrze byłoby mieć w miarę normalne stosunki. To moja część pracy, którą robiliście. Junzo mówił, że ty się tym zajmujesz, więc miałem oddać ją do twoich rąk. Z mojej strony to wszystko. Życzę wam miłego dnia. Będzie lepiej jeśli już sobie pójdę.- wyciągnął w moją stronę przezroczystą koszulkę z zapisanymi kartkami, a potem dosłownie wcisnął mi ją do rąk. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć odwrócił się na pięcie i zaczął iść ścieżką do bramki.
            Stałam zdezorientowana i niepewnie spoglądałam na oddalającą się sylwetkę mojego kolegi. Spojrzałam na Gaare, a on twierdząco kiwnął głową. W tym samym momencie puściłam się biegiem za Keiem.
-Kei, czekaj!!!- krzyknęłam, a on się zatrzymał.
-Oddałem ci wszystko, serio. Chciałbym po prostu stąd wyjść i wrócić do domu.- unikał mojego wzroku.
-Nie chodzi mi o zadanie. Chodzi o nasze relacje. O to, że byliśmy naprawdę dobrymi kumplami, zanim polubiłeś mnie trochę bardziej.- chłopak parsknął.
-Więc tak teraz określa się zakochanie w kimś? Polubiłeś kogoś trochę bardziej. Dobre. Sara, ja cię nie lubię. Ja cię kocham. Kocham w tobie wszystko i to boli. Cholernie boli, bo wiem, że nie ma dla mnie miejsca w twoim życiu. Samo myślenie o tobie jest jak wkładanie palców w otwartą ranę i grzebanie w niej w nadziei, że dzięki temu może szybciej się zagoi. Próbowałem myśleć o tobie w samych negatywnych aspektach, ale nie umiem. Nie umiem dlatego, że pomimo tego, co mi zrobiłaś, nadal uważam, że jesteś najwspanialszą osobą na świecie. I nienawidzę Gaary za to, że tak bardzo krzywdził cię przez ostatni rok, a ty i tak kochasz go tak bardzo, że wszystko mu wybaczyłaś. Nienawidzę tego, że jestem bezsilny i nawet, kiedy próbowałem wykorzystać życiową szansę, po prostu ją spieprzyłem...
-Kei, niczego nie spieprzyłeś. Po prostu ja nigdy nie myślałam o tobie w ten sposób. I nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby tak na ciebie spojrzeć. Przykro mi, że ci to mówię, ale tak jest. Kocham Gaare. Nawet w momencie, kiedy myślałam, że go nienawidzę za wszystkie krzywdy, nadal go kochałam.
-Mówiłem ci już, że Gaara po prostu jest wspaniały. On nie ma wad, niczego się nie boi...- zaczął swoją tyradę.
-Boję się. Każdego dnia.- podskoczyłam, kiedy nagle usłyszałam za plecami głos Gaary. Zanim się odwróciłam poczułam na ramionach ciepły sweter, a potem Gaara rzucił mi kapcie pod nogi.- Czy mówiłem ci już jak irytuje mnie twoje zaniedbywanie swojego zdrowia? Mamy połowę września, jest już chłodno, a ty wybiegasz na zewnątrz bez okrycia, w dodatku boso, stojąc na zimnej kostce. Wracając do twoich oskarżeń. Mam wady. Więcej niż sam bym chciał. Oraz boję się. Każdego dnia.
-Nie wyglądasz na takiego, który bałby się czegokolwiek.- Kei z powątpiewaniem spojrzał na Gaare, który niezrażony stał w samych dresach i trzymał dłonie na moich ramionach.
-Boję się. Od ponad czterech lat każdy mój dzień naznaczony jest lękiem. Nie jest to lęk w stylu, czy poradzę sobie z jakąś trudną sytuacją, albo czy nie spóźnię się na zajęcia. Takie rzeczy w ogóle mnie nie przerażają.- Gaara wzruszył ramionami.
-To czego taki ktoś jak ty może się bać? Czy dobrze zaprezentuje się na sali sądowej w garniaku? Czy sędzią będzie kobieta i da się urobić na mój uśmiech? Czy żona będzie ze mnie zadowolona i będzie chciała mi dać w ramach nagrody...
-Nie obrażaj Sary. Wyładuj swoje frustracje na mnie, ale nie na mojej żonie.
-Więc czego możesz się bać?! Masz wszystko! Masz kasę, wygląd, wspaniałą kobietę przy sobie! Czego ktoś taki jak ty może się obawiać?!- Kei był czerwony ze złości.
-Mój strach zaczął się cztery lata temu, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że moje serce nie należy już tylko do mnie.- zatkało mnie, kiedy Gaara to powiedział.- Mój strach to moment, kiedy codziennie rano otwieram oczy i patrzę na moją kobietę, a potem myślę, czy dzień będzie dla niej dobry. Mój strach to chwile, kiedy wiem, że czeka ją coś ciężkiego do zrobienia i obawa, czy da sobie rade. Mój strach to każda chwila osobno i myślenie o niej. Czy dobrze się czuje? Czy nikt nie próbował jej skrzywdzić? Czy jest w danym momencie zadowolona? Mój strach to przede wszystkim moment, kiedy wieczorem zasypiam wtulony w jej ciało i wdzięczny, że nie wylała przeze mnie łez tego dnia, oraz nadzieja, że jutro też tego nie zrobi. Mój strach to lęk przed tym, że któregoś dnia Ona zda sobie sprawę z tego, że jestem beznadziejny i uzna, że zasługuje na coś lepszego, a potem odejdzie, tak jak chciała zrobić niedawno. Ale mój największy strach to to, że któregoś dnia mogę na nią spojrzeć i zobaczę, że nie ma już miłości dla mojej osoby. To mój strach. To, że kobieta, którą najbardziej kocham może zostać przez kogoś skrzywdzona, a najbardziej boję się tego, że to ja któregoś dnia tak ją skrzywdzę, że przestanie mnie kochać.
            Zapadła niezręczna cisza. Ja czułam jedynie spływające po policzkach łzy, Kei wpatrywał się w mojego męża i zapomniał o mojej obecności.
-Jeśli jeszcze raz sprawisz, że będzie cierpieć tak, jak przez ostatnie miesiące przysięgam, że zniszczę ci życie. Choćbyś chował się w najgłębszej norze, znajdę cię i zniszczę ci życie.- Kei powiedział to takim tonem, że po plecach przeszły mnie ciarki.
-Pozwolę ci na to. Masz moje słowo.- Gaara powiedział to bardzo spokojnie, co sprawiło, że wstrzymałam oddech. Kei jeszcze przez chwilę spoglądał na nas, a potem odwrócił się na pięcie i wyszedł za bramkę.
-Co... Co to było?- zapytałam zachrypniętym głosem.
-Dbanie o wspólne dobro. Chodź do środka. Jesteś zmarznięta. Zrobię ci herbaty.- Gaara objął mnie ramieniem, a potem zaprowadził z powrotem do domu.

            Kiedy siedziałam przy stole, a Gaara krzątał się przy blacie, dopiero dotarły do mnie jego słowa.
-Czy ja sprawiam, że jesteś nieszczęśliwy?- zapytałam, a Gaara aż zastygł.
-Słucham? Skąd ci to przyszło do głowy?- podszedł do mnie, a potem kucnął w taki sposób, że spoglądał mi w oczy.
-Powiedziałeś Keiowi, że od czasu, kiedy jesteśmy razem boisz się. Więc to moja wina, że tak jest.- Gaara blado się do mnie uśmiechnął, a potem dał mi buziaka.
-Sara, źle zinterpretowałaś to, co powiedziałem. Nie czuję strachu takiego, jak na przykład osoby, które boją się ciemności. Strach, który czuję jest... Inny.- zmarszczyłam czoło, a Gaara westchnął.- Strach, który wniosłaś w moje życie sprawił, że chcę być lepszy. Każdego dnia chcę być lepszy, bo motywuje mnie to, że chcę twojego szczęścia. Codziennie myślę, co mógłbym zrobić, żebyś się uśmiechnęła, żebyś była szczęśliwa. To robi strach, który czuję od czasu, kiedy jesteśmy razem.- chwyciłam twarz Gaary w swoje dłonie, a potem przyciągnęłam do namiętnego pocałunku.
-Gaara, zostań sobą. Nie myśl o tym, kim możesz się stać żebym była szczęśliwa, bo najszczęśliwsza jestem z człowiekiem, jakim jesteś teraz. I proszę cię, zostań takim. Niczego więcej nie pragnę.- wydukałam, walcząc z płaczem, a potem znowu pocałowałam mojego męża.

            Kiedy późnym wieczorem oglądaliśmy film w salonie, leżeliśmy wtuleni na kanapie. Gaara obejmował mnie ramieniem i muskał skórę na brzuchu.
-Co ty na to, żeby na święta polecieć na Praslin?- zapytał, a ja uniosłam głowę i spojrzałam na niego.
-Byliśmy tam trzy lata temu. Co cię nagle wzięło na tropiki?- zapytałam.
-Rok w deszczowym Londynie, niedobór witaminy D i dziwna depresja.
-Z powodu niedoboru witamin czy raczej z powodu powrotu do domu?- zmarszczyłam brwi.
-Chyba to zbyt duża ilość wolnego czasu. To mój pierwszy urlop od ponad roku. Kiedy byłem w Londynie miałem jeden jasno wytyczony cel: odbyć staż zawalając go jak największą ilością obowiązków. Teraz wróciłem do domu i nigdy w życiu nie czułem się tak wyczerpany. Stres ostatniego roku chyba właśnie daje o sobie znać.- powiedział, a potem zaczął rozmasowywać kark.
-Dobrze, powiedzmy, że pojedziemy na urlop. Czemu akurat Seszele? Oprócz tego, że byliśmy tam w podróży poślubnej.
-Miałem cię tam tylko dla siebie. I to dosłownie. Rok później moja niespodzianka czyli Filipiny została skutecznie zrujnowana przez Naokiego i Fumiko.- zmarszczył nos, a ja zaczęłam się śmiać.
-Nie było tak źle. Pod koniec wyjazdu wszystko wróciło na swoje tory. Poza tym kolacja na plaży i cudowny spacer w dniu naszej rocznicy sprawiły, że o wszystkim zapomniałam... Kiedy tak mówisz o urlopie wiesz o czym pomyślałam?
-O Indonezji? Malediwach? Madagaskarze? Wyspie Bazaruto? Uwierz, że ta ostatnia rzeczywiście zadziałałaby tak, że nie chciałabyś wracać do Japonii.- zaczął wymieniać.
-Nie. O Okinawie. Nawet zimą jest tam ciepło. Albo o Tajwanie. Nie muszę jechać na Bzaruto...
-Bazaruto. To wyspa należąca do Mozambiku.- powiedział spokojnie.
-Ciągnie cię w te rejony. Gaara, błagam. Znowu podróż trwająca prawie dobę? Seszele były wspaniałe, nie przeczę, ale tym razem wolałabym tak nie szaleć.
-A Guam? W sumie to niedaleko. Byliśmy tam z tatą kiedy jeszcze żył.
-Zadam ci może pytanie, gdzie jeszcze nie byłeś? Guam kojarzy mi się z jakimś dziwnym błotem na cellulit, którego używała moja trenerka w szkole w USA, a nie z tropikalną wyspą.
-Już teraz rozumiem, dlaczego mówi się, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa... Jest coś takiego jak błoto na cellulit? Używasz czegoś takiego?- zapytał, a ja zaczęłam się śmiać.
-Moje ciało to zasługa wieloletnich ćwiczeń, a nie błota na cellulit. Wypraszam sobie! A może po prostu zostańmy w domu, rozpalimy w kominku, a potem będziemy pić wino przy ogniu i kochać się na dywanie.- rozmarzyłam się.
-A założysz czapkę pani mikołajowej? Taką z białym pomponikiem?- zamruczał mi do ucha, a ja poczułam jak po kręgosłupie przebiega mi dreszcz.
-Mogę nawet ubrać cały strój jeśli masz takie życzenie. W końcu to święta. Pomyślmy... Tylko nie wpadaj na genialny pomysł stringów z reniferem, bo przysięgam, że uduszę się ze śmiechu. Ej! Przydałoby się powoli robić prezenty! Może zrobimy święta u nas? Zaprosimy naszych bliskich i zrobimy duża imprezę. Zjemy masę ciasta i wypijemy litry grzanego wina, a jak goście sobie pójdą, przebiorę się dla ciebie za panią mikołajową i pobawimy się przed kominkiem.- wyszczerzyłam się do mojego męża, a on pocałował mnie w czubek nosa.
-Trzeba przyznać, że kreatywnych pomysłów to ci nie brakuje. Możemy pomyśleć o tych świętach. Chciałaś to zrobić rok temu, ale zaczęliśmy się kłócić i na dodatek wyjechałem.
-To było rok temu. Teraz jesteś już w domu i nie pozwolę żeby przygotowanie świąt cię ominęło. Jako przykładny mąż będziesz siedział ze mną w kuchni, biegał po sklepach i ubierał choinkę.- zaczęłam wyliczać na palcach.
-Dobrze, dobrze. Dla ciebie wszystko. Mam nadzieję, że mój promotor odpuści trochę przed świętami, żebym mógł zaangażować się w pomoc, poza tym...- telefon Gaary rozwrzeszczał się jak szalony. Wziął go do ręki i zmarszczył nos.- Naoki.
-Odbierz. Może to coś ważnego.- Gaara przesunął palcem po ekranie. Ja w tym czasie wstałam i mocno się przeciągnęłam.- Idę do kuchni zrobić nam ciepłej herbaty.
-Cześć, Naoki... Dobrze kochanie, ale wróć za chwilę... Nie! Nie do ciebie! Sara właśnie wstała z kanapy.- zaśmiałam się, a Gaara wytknął mi język i klepnął mnie w pośladek.
-Ej, to był atak z zaskoczenia!- pogroziłam Gaarze palcem, a potem z uśmiechem na ustach wyszłam z pokoju.

            Kiedy wróciłam Gaara stał w drzwiach tarasowych, a ostry zapach dymu papierosowego wpadał do pomieszczenia. Podeszłam do niego i pocałowałam w ramię.
-Czymś cię wkurzył?- zapytałam.
-Nie. Miałem ochotę zapalić. Od czasu do czasu tak mam. Chociaż powinienem z tym walczyć, bo może stać się nałogiem na całego.- objął mnie ramieniem.
-Zawsze się zastanawiałam co ludzie widzą w paleniu.- powiedziałam po chwili.
-Nigdy nie próbowałaś fajek? Ja paliłem pierwsze jako szesnastolatek. Robiłem to razem z Shikamaru. On pali nałogowo. Ja na szczęście od czasu do czasu. Chociaż w Londynie potrafiłem palić dwie paczki dziennie. Przestałem dopiero po tym jak przyjechałaś i wszystko sobie wyjaśniliśmy.
-Nigdy nie paliłam... A ty lepiej przestań, bo nie dość, że grozi ci rak płuc, to może też impotencja.- mruknęłam, a potem wzięłam od Gaary papierosa i zaczęłam go oglądać. Spojrzałam na mojego męża.
-Jeśli chcesz, spróbuj. Nie zabronię ci.- wzruszył ramionami, a ja bez zastanowienia wsadziłam filtr w usta.- Tylko nie zaciągaj się za...
            Wzięłam ogromny haust powietrza, a raczej dymu papierosowego. W jednej chwili poczułam potworne pieczenie w gardle i całej klatce piersiowej, zupełnie tak jakby ktoś rozrywał mi płuca. Oczy nabiegły mi łzami, a świat wokół zaczął wirować. W ciągu ułamku sekund zaczęłam okropnie kaszleć i jednocześnie wciągać powietrze wywołując jeszcze większy atak kaszlu. Po chwili skuliłam się i zaczęłam wymiotować na trawę. Kiedy skończyłam, trzęsłam się jak osika. Czułam w ustach obrzydliwy smak palonego papieru.
-Powiedzieć, że to gówno to lekkie niedopowiedzenie.- wydukałam, a potem przetarłam usta wierzchem dłoni.- Jakim cudem mogłeś wypalać czterdzieści sztuk dziennie?! Jakim cudem ja mogłam cię całować chwilę po tym, jak to robiłeś.
-Powiem ci, że pierwszy raz widzę, żeby ktoś tak zareagował na nikotynę. Wiem na pewno, że nigdy nie będziesz mi podbierać papierosów.- spojrzał na mnie, ja z kolei poczułam jak znowu wszystko cofa mi się do gardła. Kiedy zwymiotowałam drugi raz poczułam się dużo lepiej. Jednak świat przed oczami nadal trochę szalał.- Już lepiej?
-Tak. Chyba wyrzuciłam całą truciznę z ciała. Ale masakra. Ludzie wymiotują po alkoholu, ja po papierosach.- weszłam do domu, a Gaara zamknął drzwi na taras.- Chodźmy napić się herbaty... Co chciał Naoki?
-Idziemy jutro w męskim gronie napić się do pubu. Rozmawiałem przez chwilę z Ryu. Powiedział, że trzeba opić przetrwanie roku w Londynie. Z tego co mówił, jest bardzo szczęśliwy, że jest już w domu.
-Podejrzewam, że Junzo też się cieszy. To pomysł Naokiego?- Gaara kiwnął głową.- Pozostaje mi życzyć wam miłej zabawy. Ja w takim razie zaproszę Saki na babski wieczór. Opowiem jej o moim pierwszym i ostatnim razie z papierosem.
-Nasłuchasz się, że sprowadzam cię na złą drogę.- kiedy weszliśmy do kuchni od razu wypłukałam usta wodą. Obrzydliwy posmak papierosów nadal się w nich znajdował, ale kiedy łapczywie napiłam się herbaty, lekko się wypłukał.
-Daj spokój. Sakura popłakała się ze szczęścia, kiedy powiedziałam jej, że się nie rozwodzimy. Jest bardzo zadowolona, że nadal jesteśmy razem, a jedyną złą drogą na jaką do tej pory mnie sprowadzasz, to wyuzdany seks. Chyba jako małżeństwo mamy do niego prawo? To żaden grzech.- usiadłam przy stole i spojrzałam na Gaare.
-Nie do końca. Według prawa kanonicznego seks ma służyć tylko i wyłącznie poczęciu dziecka. My do tego nie dążymy póki co, także według tego, to grzech. Ale jak ty to kiedyś powiedziałaś, zasady są po to, żeby je łamać.
-I nadal tak uważam.- powiedziałam dość wymownie, a Gaara zatrzymał się z kubkiem w połowie drogi do ust.- A skoro grzechy są tak przyjemne, mogę doliczyć kilka kolejnych do swojej listy.

            Kiedy następnego dnia Gaara szykował się na wyjście z chłopakami, stałam w drzwiach łazienki i przyglądałam mu się ze sceptyczną miną.
-Szykujesz się jakbyś szedł do kochanki, nie na piwo.- Gaara przeczesał włosy palcami i zrobił na nich seksowny nieład. Spryskał się perfumami, a ja poczułam jak moje podbrzusze zaciska się od tego zapachu. Spojrzałam na dopasowaną koszulę na jego ramionach.- Wyglądasz tak, jakbyś chciał podrywać klubowiczki.
-Sara, nikogo nie chcę podrywać, uspokój się. Szykuję się tak chyba z przyzwyczajenia.- mruknął, a potem założył zegarek na nadgarstek. Po chwili wsunął obrączkę na palec- Widzisz, mój odstraszacz.
-Gdzieś czytałam, że obrączka działa na kobiety jak magnes. Chcą spróbować poderwać żonatego i zobaczyć, czy im się uda. Także to nie jest odstraszacz.- niemal warknęłam, a Gaara aż zmarszczył czoło ze zdziwienia.
-Jesteś zazdrosna?- zapytał, a ja odwróciłam głowę.- Jeśli chcesz zostanę w domu. Nie zrobię na siłę nic, co mogłoby cię wkurzyć.
            Gaara podszedł do mnie, a potem próbował dać buziaka.
-Idź  chłopakami. Przecież jesteś już umówiony. Ja z resztą też.- mruknęłam. Mój mąż niemal warknął.
-Sara, mam zostać w domu, czy nie? O co ci chodzi?- powiedział, a potem zaczął odpinać pasek zegarka, a potem mankiety koszuli.
-Nie chcę, żebyś zostawał w domu. Po prostu denerwuje mnie to, że wyglądasz tak... Seksownie. Nie dość, że bez tego laski próbują zwrócić na siebie twoją uwagę, to widząc cię w takim wydaniu, będą chciały cię zeżreć. A ja będę siedzieć w domu i jak na szpilkach czekać na twój powrót.- zrobiłam naburmuszoną minę, a Gaara zaczął szybko mrugać. Po chwili ryknął śmiechem.
-Chodzi tylko o to, jak wyglądam? Nie mogłaś od razu powiedzieć, żebym ubrał się bardziej luźno? Nie ma problemu.- podszedł do szafy, a po chwili wziął z półki jedną ze swoich koszulek. Zrzucił z siebie koszulę i rzucił ją na łóżko. Sprawnie ubrał na siebie koszulkę, a potem podszedł do mnie i dał mi buziaka. Kiedy mnie przytulił poczułam zapach perfum, których użył chwilę wcześniej. Pocałowałam go w szyję, a on westchnął. Jego skóra była gorzka od perfum, ale nie przeszkadzało mi to. Powoli przesuwałam wargami po jego szyi, a on odgiął głowę do tyłu pozwalając mi na to.- Zaczynasz używać argumentów, żebym został w domu? Co cię tak nagle wzięło?
-Twoje perfumy. Używasz ich od czasu kiedy jesteśmy razem i bardzo często czuję je na twojej skórze. Uwielbiam ten zapach, bo często kiedy się kochamy, czuję go na tobie. I kiedy się nim spryskasz, po prostu mam na ciebie ochotę.- powiedziałam szczerze, a Gaara odsunął się kawałek i uśmiechnął do mnie.
-Zapach aż tak na ciebie działa? Muszę tego spróbować następnym razem w innymi perfumami. A smak?- delikatnie musnął moje usta, a ja poczułam miętowy smak pasty do zębów.
-Jeśli nie jest to intensywna mięta, to myślę, że będzie dobrze.
-Nie o to mi chodzi. Jaki smak najmocniej kojarzy ci się ze mną?- zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.
-Piwa. I soli. Czasem delikatny smak mocnego alkoholu, kiedy całujesz mnie po piciu drinka.- powiedziałam.
-Piwo to rozumiem, pamiętam sytuację w kuchni twoich wujków. Drinki też, ale skąd przyszedł ci pomysł z solą?- Gaara naprawdę był bardzo zdziwiony moją odpowiedzią.
-Po raz pierwszy całowaliśmy się własnie podczas grupowej wycieczki nad morze. Pamiętasz jak prawie uprawialiśmy seks w moim aucie? Powietrze smakowało solą. To pewnie wina tego deszczu, który spadł chwilę później i wiatru, który musiał zaostrzyć jod w powietrzu. Po prostu jakoś mi się skojarzyło.
-Chyba nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać.- zaśmiałam się, kiedy Gaara to powiedział.
-To dobrze, bo właśnie teraz zastanawiam się czy przed twoim wyjściem mamy jeszcze chwilę dla siebie, żebym mogła się trochę odstresować?- złapałam za zapięcie paska w spodniach Gaary.
-Oczywiście, że tak. Nie zamierzam denerwować cię odmową.

            Razem z Sakurą siedziałyśmy przed telewizorem z błotem na twarzy oraz oglądałyśmy film "Pamiętnik" z boskim Ryanem Goslingiem i Rachel McAdams. Objadałyśmy się popcornem, a zapijałyśmy to litrami kalorycznej coli.
-Brakowało mi takiego wieczoru razem z tobą. Odkąd wyszłaś za mąż nie miałyśmy takiego wieczoru tylko dla siebie.- powiedziała.
-Wiem. A kiedy przygotowywałam papiery rozwodowe dbanie o siebie w ten sposób było ostatnią rzeczą o jakiej w ogóle myślałam. Na szczęście teraz mam dużo czasu żeby o siebie zadbać, ponieważ Gaara wrócił do domu, ma wolne aż do rozpoczęcia roku akademickiego i uwierz, że codziennie rozpieszczamy się na wszystkie możliwe sposoby.- uśmiechnęłam się do mojej przyjaciółki, a potem głośno zaczęłam ziewać.
-Jesteś zmęczona? Dochodzi trzecia w nocy. Błagam, nie mów, że stałaś się skapciałą starą mężatką, która śpi w majtkach rozmiaru XXL i w wałkach na głowie?! Kiedyś o tej porze wymykałyśmy się z akademika na imprezy.- kiedy Sakura powiedziała godzinę, poczułam się zaniepokojona.
            Mój mąż wychodził wieczorami i to dość często, ale zawsze wracał najpóźniej około pierwszej w nocy, lub po prostu pisał mi, że będzie w domu nad ranem i mam się o niego nie martwić. Kiedy teraz spojrzałam na telefon nie miałam od niego żadnej wiadomości ani nieodebranego połączenia, a dziwne uczucie niepokoju zaczęło się nasilać. Poczułam silny skurcz podbrzusza i aż podkuliłam nogi.
-Zdenerwowałaś się?- zapytała, kiedy zobaczyła bardzo znany jej odruch.
-Trochę. Po prostu Gaara zawsze miał w zwyczaju dawać znać, o której będzie w domu. Chociaż może dobrze się bawi i po prostu wiedział, że jesteś u mnie i nie chciał nam psuć zabawy.
-Nie wydajesz się przekonana do tego, co powiedziałaś.- Saki zmarszczyła brwi, kiedy na mnie spojrzała.
-Po prostu znam swojego męża. On nie lubi, kiedy się o niego martwię. Wiem, że jest dorosły i nie musi mi się meldować, ale robi to, bo wie, że dzięki temu jestem spokojna. Teraz z kolei czuję, że coś jest nie tak. Chociaż może... Nie. Pewnie pije z chłopakami i po prostu nie chciał nam przeszkadzać.
-Wiesz co, może jednak położenie się do łóżka to nie będzie w tej sytuacji głupi pomysł? Teraz nerwowo co chwila będziesz spoglądać na zegarek i telefon, a to bez sensu. Połóżmy się i rano na pewno twój mąż będzie spał na kanapie z wielkim kacem.

            Kiedy w końcu udało mi się zasnąć było przed czwartą. Ledwo przysnęłam, a obudziło mnie nawalanie do drzwi. Zdezorientowana usiadłam na materacu i zaczęłam rozglądać się po pokoju, a potem przypomniałam sobie, że Gaara był na imprezie. Wybiegłam z pokoju i na korytarzu spotkałam zaspaną Sakurę.
-Kretyn zapomniał kluczy. Masz swojego Romeo.- Sakura zawsze była bardzo nieprzyjemna, kiedy ktoś wyrwał ją ze snu.
            Obie zeszłyśmy do holu, a kiedy otworzyłam drzwi i byłam gotowa opierniczyć mojego męża za brak kluczy, zdziwiłam się widząc na progu Ryu. Moje serce wywinęło fikołka z nerwów, kiedy zobaczyłam w jakim jest stanie. Zachowywał się dziko, niemal jak w amoku.
-Ryu?! A co ty tu robisz?! Gdzie Gaara? Nie przyszedł z tobą?- zapytałam, kiedy w końcu odzyskałam głos.
-Sara! Gaara... On...- ledwo wydukał.
            Poczułam, że moje ciśnienie osiąga krytyczne tempo.
-Co Gaara?! Ryu co się stało mojemu mężowi?! Ktoś mu coś zrobił?! Gdzie on jest? W jakimś szpitalu?!- wyrzucałam ręce w górę i zaczęłam krzyczeć.
-Sara, Gaara został zabrany przez policję. Ma wielkie kłopoty.- przysięgam, że gdyby nie ściana, o którą się oparłam na pewno bym się przewróciła.
            Zaczęłam wyobrażać sobie, jak Naoki i Gaara podpici, zaczynają się między sobą kłócić i dochodzi między nimi do bójki. Gaara wiedział, że taka rysa w kartotece byłaby pogrzebaniem jego marzeń o byciu prokuratorem, ale z drugiej strony tak wściekał się na Naokiego od dłuższego czasu, że wcale nie zdziwiłabym się, gdyby postanowił zrobić mu wywietrzniki w szczęce i pozbawić kilku zębów.
-Co on i Naoki znowu narobili? Nie mów, że wdali się w bójkę. Boże!!! Uduszę tego głupka, kiedy tylko pojadę po niego na komisariat. Mam nadzieję, że Naoki nie wniesie oskarżenia...
-Jaki Naoki, o czym ty mówisz? Sara, Gaara ma dużo większe kłopoty niż obicie Naokiemu ryja.- mój przyjaciel zmarszczył brwi.
-Na litość boską, czy możesz w końcu powiedzieć o co chodzi?! Pierdolisz i pierdolisz, że Gaara ma wielkie kłopoty, że zabrała go policja, a my nadal nie wiemy dlaczego to zrobiła! Nie widzisz w jakim stanie jest Sara?! Powiedz w końcu o co chodzi, bo inaczej sama ci przywalę!- Sakura nie wytrzymała i złapała Ryu za przód koszuli.
-Sara, Gaara został oskarżony o brutalne pobicie i gwałt na jednej z dziewczyn z klubu.- kiedy Ryu to powiedział poczułam, że grunt zaczął mi się osuwać spod nóg, a wokół mnie zrobiło się kompletnie ciemno.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8