Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 70

Na lotnisku czułam się przygnębiona. Gaara tak kurczowo trzymał moją dłoń, że aż ścierpły mi palce, a on sam wyglądał na bardziej zdenerwowanego ode mnie. Przed wejściem na odprawę czułam narastającą kluchę w gardle.
-Dopiero w takich momentach widzę jak czas szybko ucieka.- mruknęłam, a Gaara spojrzał na mnie.
-Im szybciej tym lepiej. Przynajmniej do momentu, aż nie wrócę do Tokio.-przeczesał włosy palcami, a ja odetchnęłam. Obróciłam się twarzą w jego stronę i spojrzałam w oczy.
-Wiem, że nie muszę tego robić, albo przynajmniej mam taką nadzieję, ale wiesz, że będziesz miał do czego wracać. Nikt i nic nie zmieni już mojej decyzji co do tego, że będziemy razem. Nie dostaniesz żadnych dokumentów rozwodowych, żadnych listów czy telefonów, w których będę przepraszać, a potem powiem, że przyjazd to był błąd, chwilowe zaćmienie umysłu, i że jednak rozwód jest nieunikniony. Jesteś moim mężem i z ogromnym współczuciem gwarantuję ci, że nadal nim będziesz. Nie Kei, Naoki czy jakiś inny facet, ale właśnie ty. Już do samego końca.- spoglądałam na mojego męża, który milczał zdecydowanie za długo. Bałam się, że mi nie uwierzył, ale w tym samym momencie chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
            Kiedy mnie pocałował od razu przypomniała mi się scena z filmu "Miłość bez końca", kiedy David pędzi przez spiralne schody, a kiedy odnajduje Jade, bierze ją w ramiona i bez zamienienia ze sobą słowa, całuje ją. Po obietnicach i wyznaniu miłości znów całują się tak, jakby wokół nie istniał świat.
            Gaara odkleił się ode mnie z wypiekami na policzkach.
-Wiem. Nie musisz mnie o niczym zapewniać. Kocham cię. To wszystko, co chciałem ci powiedzieć.- mruknął, a potem oparł swoje czoło o moje. Czułam jego ciepły oddech na ustach.
-Też cię kocham. I uwierz, że nie mogę się doczekać, żeby te pięć tygodni zleciało najszybciej jak to tylko możliwe.- tym razem to ja pocałowałam Gaare. Objął mnie tak mocno, że aż zabrakło mi powietrza.
-Odliczaj dni. Jako przykładna żona będziesz musiała odebrać mnie z lotniska i płakać z radości.- powiedział z wrednym uśmieszkiem na ustach, a ja szczypnęłam go w bok. Podskoczył i zaczął się śmiać.- Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.- musnęłam usta Gaary po raz ostatni, a potem z ciężkim sercem przeszłam przez bramki na halę odlotów.

Cały lot dręczyły mnie myśli dotyczące tego w jaki sposób poodkręcać wszystko, co podczas nieobecności Gaary działo się w Tokio. Nawet, kiedy próbowałam zmusić się do krótkiego snu, moje myśli galopowały w takim tempie, że nie byłam w stanie się uspokoić.
-Wszystko na moją własną prośbę.- mruknęłam do siebie, a potem zaczęłam wpatrywać się w ciemne niebo za oknem.
            Kiedy wylądowałam w Tokio był środek nocy. Pomimo lekkiej mżawki wcale nie czułam się zmarznięta. Wręcz przeciwnie. Byłam nabuzowana z nerwów, więc kiedy tylko znalazłam się na postoju taksówek, ze zniecierpliwieniem czekałam, aż przyjdzie moja kolej. Obiecałam Sakurze, że dam znać, kiedy wracam, jednak nie zrobiłam tego. Nie potrzebowałam sytuacji, kiedy już na lotnisku zaczęłaby wypytywać o to, co stało się w Londynie, że postanowiłam przedłużyć swój pobyt. Byłam niemal pewna, że Saki na niemal sto procent domyślała się, że żadnego rozwodu nie będzie i pogodziłam się z Gaarą, lub miała mnie za bardziej wyrachowaną i uznała, że albo szaleję sypiając z własnym-jeszcze-mężem, albo postanowiłam odreagować z jakimś anglikiem.
            Kiedy otworzyłam drzwi do domu głośno westchnęłam. Zapaliłam światło, a potem zaniosłam torbę do salonu i opadłam na kanapę. Cisza jaka panowała w budynku była okropna. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że żyłam w takiej złości, że cały poprzedni rok mi to nie przeszkadzało. Dopiero teraz, kiedy byłam spokojna co do siebie i Gaary, zaczęłam odczuwać jego brak w tym domu. Zaczęłam mrugać bardzo szybko, żeby się nie popłakać. Wyjęłam telefon, a potem wybrałam numer do mojego męża. Nie odebrał, ale dosłownie po pięciu minutach oddzwonił.
-Przepraszam cię. W związku ze zbliżającym się zakończeniem stażu mamy masę roboty z chłopakami. Jak podróż?- zapytał jednym tchem, a ja zaśmiałam się.
-Bez żadnych komplikacji. Chociaż facet, który siedział obok mnie ciągle coś jadł i próbował mnie wszystkim poczęstować. Jestem już w domu. Nawet nie wiesz jak dziwnie mi w nim samej, kiedy wiem, że nadal będziemy mieszkać w nim razem.- odetchnęłam.
-Miałem tak samo, kiedy wróciłem z lotniska do mieszkania. Przez jeden tydzień wniosłaś do niego więcej życia niż ja w ciągu całego roku. Tęsknię za tobą. Pomimo tego, że minęło dopiero czternaście godzin od czasu, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni.
-Ja też tęsknię. I to coraz bardziej przez siedzenie w tym pustym domu. Powinnam się przespać, ale w ogóle nie czuję zmęczenia. Nienawidzę jet lag. To po prostu jakaś katastrofa.- przetarłam twarz dłońmi.
-Daj sobie kilka dni na przyzwyczajenie się do nowej godziny. W Londynie udało ci się dość szybko.- uśmiechnęłam się, kiedy Gaara to powiedział.
-W Londynie byłam tak wypieszczona po seksie z tobą, że ten sen wynikał z błogiego lenistwa, nie z faktycznego zmęczenia. Mam to szczęście, że nasza rodzina nie wie o moim przyjeździe, więc mogę złożyć im wizytę dopiero po południu. Chcę też napisać do naszych przyjaciół, żeby mnie odwiedzili...
-Sara, spokojnie. Nie musisz łapać wszystkich srok za ogon na raz. Najpierw porozmawiaj z moim rodzeństwem, wujkiem. Potem ze swoimi wujkami, kuzynami i Sakurą. Naszych przyjaciół powiadom później. Co do Keia wolałbym żebyś w ogóle z nim nie rozmawiała, ale niech chłopak ma jasność sytuacji.- zaczęłam się śmiać słysząc ton Gaary. Wyobraziłam sobie jego minę.
-Wiem, że nie muszę. Ale chcę. Chcę żeby wszystko było już na czysto, chcę zacząć z powrotem przenosić się do naszego domu i po prostu czekać na ciebie. Oszaleję przez pięć tygodni. Chyba zaproponuję Temari opiekę nad dzieckiem do końca sierpnia żeby jakoś zająć sobie czas. Może po tym, jak powiem jej, że wcale się nie rozwodzimy tylko jesteśmy właśnie po cudownym tygodniu wspólnie spędzonego czasu i naprawianiu błędów znowu zacznie mnie lubić.
-Sara, ona od samego początku cię lubi, a wręcz kocha jak siostrę. Weź poprawkę na to, że kiedy mówiłaś jej o rozwodzie była chwilę po porodzie, a hormony i bolące piersi to jedyne co zajmowało jej głowę. Teraz jest inaczej. Mały ma już dziesięć miesięcy. A Temari po prostu boi się odezwać po tym, co ci powiedziała. Znam swoją siostrę. Idź do nich, tak po prostu. Jakbyś szła w odwiedziny. Jeśli chcesz, mogę zadzwonić do nich około ósmej i pogadać...
-Nie, Gaara. Sama nawarzyłam tego piwa i zrobiłam z rozwodu sensację, więc sama je wypiję. Jestem za stara, żeby wymigiwać się od kary za swoje błędy.
-I właśnie za takie podejście bardzo cię kocham. Musze wracać do pracy. Gdyby coś złego się działo, daj mi znać.
-To gdyby powinieneś zamienić na kiedy...- mruknęłam, a Gaara parsknął śmiechem.

            Po nieprzespanej nocy byłam wykończona. Udało mi się zasnąć dopiero koło piątej rano i to dosłownie na jakieś trzy godziny. Do późnych godzin popołudniowych rozpakowywałam swoje toboły, a kiedy po szesnastej miałam rozpakowaną większą część rzeczy, ogarnęłam się i poszłam do starego domu Gaary. Trzęsłam się jak osika kiedy stałam na progu, ale choćbym chciała i tak nie było odwrotu. Zapukałam do drzwi, a dosłownie po chwili drzwi otworzył mi Kankuro.
-Sara?!- wyglądał jakby zobaczył ducha.
-Cześć, Kankuro. Wpuścisz mnie?- zapytałam, kiedy chłopak bardzo skonsternowany nadal mi się przypatrywał.
-Jasne! Przepraszam! Po prostu nie odwiedzałaś nas już tak długo, że po prostu uznałem, że skoro rozwodzisz się z naszym bratem, uznałaś, że dalsze utrzymywanie kontaktu nie jest ci potrzebne.- poczułam bolesne ukłucie w klatce piersiowej na słowa mojego szwagra.
-To nie tak... Kankuro, czy wszyscy są w domu?- zapytałam niepewnie, a on kiwnął głową.
-Tak. Wujek zamknął się w swoim gabinecie, a Temari gotuje jakieś obrzydliwe jedzenie dla małego. Shikamaru pomaga mi z powrotem poprzenosić rzeczy do pokoju Gaary. Kiedy się rozwiedziecie na pewno będziecie chcieli sprzedać dom żeby podzielić się majątkiem, a mój brat będzie musiał mieć miejsce do spania.
-Dużo przenieśliście?- zapytałam, kiedy czułam ogień na policzkach ze wstydu.
-Nie. Sukcesywnie bardzo małymi krokami. Mam niewiele ponad miesiąc na wyprowadzkę, więc czas się za nią zabrać.- Kankuro uśmiechnął się do mnie i z zakłopotaniem podrapał się w tył głowy.
-Kankuro, czy moglibyśmy pójść do kuchni? Chciałabym porozmawiać z wami na bardzo ważny temat.- mruknęłam i zauważyłam, jak Kankuro się spiął.
-Tak, chodźmy.

            Kiedy Temari mnie zobaczyła zastygła z drewnianą łyżką w ręku. Wyglądała na bardzo zdenerwowaną.
-Cześć.- powiedziałam niepewnie.
-Cześć...- zaczęła, ale po chwili jej butny charakter wrócił na swoje miejsce.- Stało się coś, że w końcu łaskawie postanowiłaś nas odwiedzić? Z tego, co się orientuję nie miałaś na to czasu od listopada zeszłego roku.
-O ile dobrze pamiętam usłyszałam, że jestem niewdzięczną suką, która myśli tylko o sobie, także dziwne byłoby, gdybym chciała tu przyjść.- warknęłam na nią, a Temari od razu spąsowiała i opuściła wzrok.- Moglibyśmy usiąść? Chciałabym z wami porozmawiać.
            Kiedy siedzieliśmy przy stole atmosfera była tak gęsta, że mogłam ciąć ją nożem.
-Na pewno chcesz porozmawiać o twoim rozwodzie z naszym bratem, prawda?- zapytał Kankuro, a ja niepewnie kiwnęłam głową.
-Gaara odesłał podpisane papiery?- zapytała Temari, a ja zaczęłam przecząco kręcić głową.
-Dałam mu je do podpisania osobiście. Nie chciałam, aby niepotrzebnie przedłużał sprawę rozwodową.- wzruszyłam ramionami.
-Byłaś w Londynie? Kiedy?- Temari zrobiła wielkie oczy.
-Wróciłam dziś w nocy.- powiedziałam, a widząc jak szybko wymienili między sobą spojrzenia, miałam ochotę się zaśmiać.
-Czyli co? W poniedziałek cała machina ruszy? Szkoda. Lubiłem cię mieć w rodzinie. Zawsze ożywiałaś nudne spotkania. Mam nadzieję, że rozwód nie będzie jakoś specjalnie wpływał na nasze relacje, jeśli spotkamy się przez przypadek na ulicy?- zapytał Kankuro.
-Oczywiście, że nie. Nawet tak nie myśl.- fuknęłam na niego.
-Jak Gaara zareagował, kiedy dałaś mu dokumenty do podpisania? Nawet nie próbował cię przekonać do zmiany decyzji?- Temari wyglądała jakby miała się popłakać.
-Nawet nie jęknął. Kiedy położyłam pozew na biurku bez słowa wziął długopis i złożył swój podpis.- zadrżałam na wspomnienie tego, jak bardzo Gaara był zrezygnowany, kiedy myślał, że po podpisaniu papierów, po prostu go opuszczę.- Potem odebrałam od niego dokumenty i...
-To takie straszne! Tak strasznie się tego słucha! Normalnie Gaara od razu walczyłby o ciebie!- Temari zawyła tak głośno, że po chwili do kuchni wleciał wujek, a po nim Shikamaru z synem na rękach. Blondynka wyła, a ja nie miałam pojęcia jak ją uspokoić.
-Proszę, proszę. Nadal ty jedna potrafisz doprowadzić Temari do płaczu.- Shikamaru zażartował, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
-Saro, stało się coś, że złożyłaś nam wizytę? Masz jakieś rzeczy Gaary do przekazania?- zapytał wujek, a potem usiadł na wolnym krześle. Shikamaru objął Temari i przytulił.
-Nie. Gdyby Temari dała mi dokończyć, a nie wpadła w histerię dowiedziałaby się, że po podpisaniu dokumentów przez Gaare, zniszczyłam pozew. Wyjechałam do Londynu już tydzień temu, wróciłam dopiero dzisiaj. Gaara i ja się nie rozwodzimy. Nadal jesteśmy i będziemy małżeństwem.- powiedziałam, a wszyscy zamilkli.
            To Temari pierwsza odzyskała przytomność. Zerwała się z miejsca tak szybko, że mały Shikadai zaczął płakać, ona z kolei dosłownie tańczyć po kuchni.
-O mój Boże!!! To najlepsza wiadomość jaką usłyszałam w ciągu ostatnich miesięcy!!! Jak cudownie! Już się bałam, że Gaara po powrocie będzie wrakiem człowieka, ale wiem, że tak nie będzie!!! Saro, uratowałaś mojego brata po raz kolejny! Nie jesteś jednak niewdzięczną suką za jaką cię miałam.- poczerwieniałam po same uszy.
-Temari! Tak nie wolno mówić do ludzi! Zwłaszcza do własnej rodziny!- wujek aż stanął na równe nogi.
-Spokojnie, wujku. Akurat sobie zasłużyłam. Gdyby nie to, że w Londynie jest dopiero czwarta rano, zadzwoniłabym do Gaary i powiedziała, że już wiecie, ale wstaje do pracy dopiero na dziesiątą, więc nie chcę go niepotrzebnie budzić. I tak denerwował się równie mocno co ja, więc...
-Saro, on na pewno sam zadzwoni, nie musisz się o to martwić. Przyniosłaś naprawdę cudowne nowiny i tylko na tym chcemy się teraz skupić.- powiedział wujek, a ja uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością.

            Kiedy po ponad dwóch godzinach streszczania całego mojego pobytu u Gaary w końcu mogłam iść do moich wujków, byłam jeszcze bardziej zdenerwowana niż przed wizytą w domu Gaary.
            Weszłam do środka po prostu ciągnąc za klamkę. O tej porze dom był zawsze otwarty, a cała rodzina siedziała przy późnym obiedzie. Kiedy mnie zobaczyli, Sakura zerwała się z miejsca.
-Miałaś dać znać kiedy wracasz!- wskazała na mnie palcem.
-Też się cieszę, że cię widzę. Przyleciałam o trzeciej w nocy. Nie chciałam nikogo fatygować, żeby po mnie przyjechał.- wzruszyłam ramionami, a potem weszłam do salonu.
-Saro, następnym razem nie doprowadzaj nas do stanu przedzawałowego, kiedy to dowiadujemy się od Sasuke i Sakury, że nie ma cię w Tokio, a znajdujesz się dosłownie na drugim końcu świata. Przecież gdyby Gaara zrobił ci coś w ataku złości za ten pozew...
-Wujku, wiesz jaki on jest. Nie ruszyłby mnie. Nie oceniaj go aż tak nisko. To, że chcę się rozwieść było dla niego jasne od stycznia. Miał czas ochłonąć. Albo raczej wręcz poddać. Kiedy rzuciłam mu dokumenty na biurko podpisał je bez najmniejszego sprzeciwu.- wzruszyłam ramionami.
-Od tak weszłaś do sądu i kazałaś mu podpisać dokumenty bez żadnego słowa wyjaśnienia??? Wow! Naprawdę musiałaś pragnąć tego rozwodu.- powiedział Itachi, a ja czułam jak kolejny raz tego dnia palę raka.
-Itachi, nie zawstydzaj siostry! Kontynuuj kochanie. Czyli w poniedziałek zanosisz dokumenty do sądu, tak? Cała spawa ruszy w tamtej chwili.
-Wiesz, ciociu, to byłoby takie łatwe, gdybym miała co tam składać. Chwilę po tym jak Gaara podpisał dokumenty pokazałam mu list, który dla mnie napisał. Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Zniszczyłam dokumenty w niszczarce papieru. Nie rozwodzimy się. Nadal jesteśmy i będziemy małżeństwem.- przysięgam, że żałowałam, że nie miałam w tamtym momencie aparatu żeby zrobić wszystkim zdjęcia.
-C.. Co?- wujek chyba nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał.
-Nie rozwodzę się z Gaarą. Zniszczyłam pozew. Nie chcę rozwodu.- powiedziałam bardzo powoli i bardzo głośno. Sakura, która siedziała obok mnie objęła mnie ramionami i mocno przytuliła.
-Nie wierzyłam, że tak się stanie, ale miałam taką nadzieję. Tak strasznie się cieszę, że nadal będę widziała cię szczęśliwą. Tak strasznie się cieszę.- jej ramiona drżały, a ja pierwszy raz tego dnia pozwoliłam sobie na to, żeby w końcu się popłakać.
            Po wizytach w domach moich przyjaciół byłam w domu dopiero przed północą. Wszyscy reagowali tak samo. Najpierw szok, a potem okrzyki radości. Wyciągnęłam telefon żeby to nagrać, kiedy byłam u Naruto. I skończyło się tak, że omal nie musiałam kupować nowego aparatu, kiedy mój przyjaciel dosłownie mnie staranował, żeby w napadzie radości mocno mnie wyściskać.
            Usiadłam przy stole w kuchni i głęboko odetchnęłam. Wiedziałam, że jedna z najgorszych części już za mną, jednak najgorsza nadal mnie czekała. Zdenerwowana zadzwoniłam do Gaary. Odebrał niemal od razu.
-Jet lag, czy nerwy? Rozumiem, że załatwiłaś wszystkich po kolei jednego dnia? Dostałem już tyle wiadomości z informacją o tym, że nasi przyjaciele cieszą się z nami z całego serca, że czuję się, jakbyś poinformowała ich o tym, że będziemy rodzicami, a nie o tym, że postanowiliśmy się nie rozwodzić.- zaczęłam się śmiać. Mój mąż doskonale wiedział jak rozładować moje napięcie.
-Tak, pozałatwiałam. Mam dla ciebie nawet krótkie wideo ze spotkania z Hinatą i Naruto. Uwierz, że mogłyby stać się hitem Youtube.- mruknęłam.
-Pomimo wykonania misji nie wydajesz się być szczęśliwa.
-Bo dobrze wiesz, że to nie koniec.- powiedziałam, a pomiędzy nami zapadła niezręczna cisza.- Gaara powiedz coś, bo czuję się tak winna, jakbym przynajmniej poinformowała cię, że miałam z nim romans i codziennie uprawiała z nim seks. Pocałował mnie. Raz. I to nawet nie za moją zgodą.
-I ten raz, to o jeden raz za dużo! Właśnie dlatego nadal nie rozumiem dlaczego musisz z nim rozmawiać?! Przecież to nikt ważny w twoim życiu!- Gaara dawno tak nie krzyczał.
-Gaara, to mój kolega, który naprawdę bardzo mnie wspierał, kiedy wyjechałeś, a ja omal się nie załamałam. Choćby dlatego należą mu się wyjaśnienia.
-Ten kolega powiedział o kilka słów za dużo, a ty zaczęłaś myśleć o rozwodzie! To jest kolejny argument przeciw! A co, jeśli teraz znowu to zrobi?!
-Gaara, powiedziałam ci, że jego słowa były CHYBA punktem zapalnym do myślenia o rozwodzie. Nałożyło się na to kilka rzeczy, nie tylko to, co wtedy powiedział. Wiesz dobrze, że to już nieaktualne, a ja się nigdzie nie wybieram.
-Gdybyś teraz siedziała obok mnie, miałabyś przerąbane. Przysięgam, że dostałabyś takie klapsy, że tyłek normalnie by cię piekł.- zaczęłam się śmiać.
-Nie widzimy się od niecałych dwóch dni, a ty już masz ciśnienie? Szybko.
-Szybko? Ty uważasz, że to szybko? Przypomnieć ci kto w Londynie niemal co chwilę co ze mnie zszedł, to znowu na mnie siadał?- ryknęłam śmiechem słysząc oburzony ton mojego męża.
-Wtedy nie wyglądałeś na rozczarowanego. Raczej wręcz przeciwnie.- droczyłam się.
-Wtedy byłaś ze mną i każdą głupią myśl mogłem wybić ci z głowy rozmową w cztery oczy. Teraz masz świetny sposób na zakończenie rozmowy, czytaj po prostu rzucisz słuchawką.- poczułam się zirytowana.
-Gaara, co co ci chodzi?! Kiedy żegnałam się z tobą na lotnisku jasno wyraziłam swoje zdanie.- Gaara przez dość długą chwilę milczał, a potem powiedział bardzo cicho.
-Że przestaniesz mnie kochać.- przysięgam, że miałam ochotę nawet pobiec do tego Londynu, żeby skopać Gaarze tyłek.
-Gaara, przestań sobie wkręcać coś, czego nie będzie. Nie przestałam cię kochać przez prawie rok, kiedy byłeś w Londynie, mimo, że miałam na ciebie niesamowitego wkurwa, więc tym bardziej nie przestanę teraz, kiedy wiem, że za pięć tygodni wracasz do Tokio. Chyba, że masz przede mną coś do ukrycia. Wtedy lepiej byłoby, żebym wiedziała teraz.- powiedziałam dość ostro.
-Nie mam nic do ukrycia. Po prostu za bardzo boję się tego, co może się stać i tyle. Wiesz, że przez ostatni rok obydwoje byliśmy na niezłym stresie. Jakoś nadal nie chce mi się wierzyć, że po prostu tak wszystko się poukładało.
-Od tak, to się nie poukładało, bo gdyby nie interwencja Marie i twój list nie rozmawialibyśmy ze sobą w tej chwili. Albo na pewno nie tak. I nie miałabym pięknych wspomnień ze wspólnego tygodnia. Także Gaara, błagam. Uspokój się i zaufaj mi w tym, co chcę zrobić. Magicznie nie odwidzi mi się bycie z tobą i nie wpadnie mi do głowy bycie z Keiem. Gdyby tak miało być, dawno by tak było. Chcę po prostu z nim porozmawiać, bo uważam, że naprawdę zasługuje na wyjaśnienia. Choćby i przez to, że to mój kolega ze studiów i czeka mnie z nim jeszcze ponad rok współpracy.
-Sara, ufam tobie. Nie ufam jemu.- ton Gaary był z powrotem spokojny.
-Boże! Znowu się zaczyna!!!

            Rano zadzwoniłam do Keia. Kiedy tylko usłyszał mój głos wydawał się być bardzo zadowolony, zdenerwowany i uspokojony jednocześnie. Poprosiłam go o spotkanie w ogrodach cesarskich późnym popołudniem, na co chętnie przystał. Ja z kolei zaczynałam czuć się coraz bardziej zdenerwowana.
            Ubrałam się bardzo neutralnie, nie robiłam makijażu, włosy związałam w koński ogon. Kiedy czekałam na mojego kolegę zrobiłam się tak blada i tak mnie zemdliło, że jeden z turystów zapytał, czy ma wezwać karetkę. Podziękowałam mu za miłe chęci i powiedziałam, że to po prostu z głodu, ale że idę na spotkanie i za chwilę na pewno coś zjem.
            Kei przyszedł do mnie z wielkim uśmiechem na ustach. Pochylił się, żeby mnie pocałować, ale kiedy zobaczył, że zrobiłam krok w tył, zrezygnował z tego pomysłu.
-Strasznie się o ciebie martwiłem! Sakura mówiła, że pojechałaś za miasto odpocząć i że dasz znać, kiedy wrócisz. Miała rację.
-Kei, moglibyśmy pójść w jakieś spokojne miejsce? Te tłumy mnie irytują.- Kei zaczął iść do wschodniej część ogrodów, gdzie natężenie ludzi było zdecydowanie mniejsze. Usiedliśmy pod jednym z drzew.
-Opowiadaj jak było na wyjeździe. Musiał ci dać w kość bo wyglądasz na zmęczoną.- Kei odgarnął mi kosmyk włosów, który wyplątał się z kitka.
-To po prostu jet lag. Potrzebuję kilku dni, żeby się przestawić.- Kei drgnął.
-Jet lag? Widzę, że byłaś ładny kawałek za miastem. Seul? Paryż? To najmodniejsze kierunki na odreagowanie stresu.- zażartował.
-Londyn. Niedawno wróciłam z Londynu.- powiedziałam, a Kei zamarł.
-Byłaś w Londynie? Tyle czasu? Gaara nie chciał dać się przekonać na podpisanie dokumentów rozwodowych? Czyli nie poszło tak, jak zakładałaś.
-Ależ skąd. Podpisał je bez zająknięcia.- mruknęłam, a potem przetarłam kark dłonią. Oczy Keia rozbłysły na moje słowa. Uznałam to za bardzo zły znak.
-A więc, to już oficjalne? Ty i Gaara w ciągu najbliższych kilku tygodni lub nawet w ciągu jednego dnia oficjalnie przestaniecie być małżeństwem? Nawet nie będę udawał, że się z tego nie cieszę. Myślisz, że ty i ja...
-NierozwodzęsięzGaarą!- wyrzuciłam jak karabin maszynowy, a Kei uniósł brwi ze zdziwienia.
-Co? Odprawiasz jakieś czary przynoszące szczęście? Dziwne zaklęcia rzucasz. Zaraz coś spadnie nam na głowy?- zaśmiał się i zaczął przyglądać owocom rosnącym na drzewach.- Póki co nic nam nie jest. Czyli żadna cegła nie rąbnie mnie dzisiaj...
-Nie rozwodzę się z Gaarą.- powiedziałam po kilku głębszych oddechach.
            Cisza, która nastała po tych słowach była jedną z gorszych, w jakiej kiedykolwiek przyszło mi siedzieć. Kei nadal wpatrywał się w owoce na drzewach, jednak myślami był daleko stąd.
-Spodziewałem się cegły, nie głazu.- powiedział po dłuższej chwili. W tym samym momencie wypuściłam powietrze z płuc ze świstem.- Więc jednak Gaara nie będzie do wzięcia.
-Kei, przepraszam.- powiedziałam odruchowo, choć tak naprawdę nie wiedziałam za bardzo za co przepraszam.- Ja... My... W sensie Gaara i ja...
-Nadal się kochacie.- dokończył moją chaotyczną wypowiedź.
-Nigdy nie przestaliśmy. Kei, nie sądziłam, że tak wyjdzie. Po prostu znalazłam list od niego i...
-Heh. No tak, list. Bo przecież cudowny Gaara Sabaku nie musi nawet być na miejscu, żeby przekonać kobietę, którą podobno kocha do tego, że nadal tak jest. Przecież nie musiał się przejmować tym, że co noc płakała, cierpiała i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Napisał jej list i wiedział, że to wystarczy.- powiedział dość ostro, co mnie zdziwiło.
-Kei, nie. To nie tak.
-A jak? Gdzie on był, kiedy płakałaś, cierpiałaś i miałaś mętlik w głowie? Siedział sobie w Londynie i nawet nie próbował zrobić czegokolwiek żeby do ciebie wrócić. Nawet teraz, kiedy są wakacje... Gaara napisał list, przeprosił cię w nim, a ty jako dobroduszna żona i kobieta, która nie chce wyjść w tym wszystkim na najgorszą po prostu zostajesz, bo ci wygodniej. Wszystkie kobiety tak mają. Od dziecka są rozpieszczane i chowane na przyszłe księżniczki, które nie muszą się o nic troszczyć, a każdy facet powinien traktować je jak popychadło, żeby one mogły popłakać za nim i potem zakochać się w nim jeszcze mocniej. Dokładnie tak, jak zrobił twój mąż.- odruchowo machnęłam ręką.
            Po policzkach ciekło mi morze łez. Byłam wściekła za to, co mówił Kei. Wiedziałam, że miał prawo być wściekły na mnie, ale nie miał prawa atakować mojego męża w tak perfidny sposób. Wiedziałam, że wyjazd Gaary miał w to duży wkład, ale jednocześnie większy miały moje gesty, które Kei odebrał dwuznacznie.
-Do twojej wiadomości właśnie tak wychowywali mnie rodzice, kiedy byłam mała. Do piątego roku życia maltretowali mnie tak, że o mało nie umarłam. Przez wiele lat uważałam, że byłam niewarta miłości i zasługuję jedynie na litość. Aż zjawił się mężczyzna, wtedy jeszcze nastoletni chłopak, który dowiedział się o mojej przeszłości, a pomimo to pokochał mnie całym sercem. Który za każdym razem, kiedy spadałam na dno, pomagał mi się od niego odbić. Za każdym razem Gaara był wtedy, kiedy go potrzebowałam. Za każdym razem potrafił przełożyć moje szczęście ponad swoje. Gaara podpisał dokumenty bez najmniejszego zająknięcia. Pozwoliłby mi odejść, nie mam co do tego wątpliwości. Ale ja tego nie chcę. Własnie dlatego, że dla tego mężczyzny, którego teraz obrażasz, moje szczęście liczy się bardziej, niż on sam. Udowodnił mi to tym, że nawet nie próbował zmienić mojej decyzji wiedząc, jak jestem na niego wściekła i jak bardzo mnie skrzywdził. Właśnie to napisał mi w liście. Napisał go zanim wyjechał i zostawił w miejscu, do którego na pewno bym nie zajrzała, gdyby nie zbieg okoliczności. I sama dopiero teraz to rozumiem. Miłość nie polega na tym, że kurczowo trzymasz się drugiej osoby i nie dajesz jej spełniać swoich marzeń i pragnień. Polega na tym, że pozwalasz jej na to wiedząc, że możesz jej ufać. Gaara chciał dać mi wolną rękę. Tylko, że ja jej nie chciałam. To była tylko i wyłącznie moja decyzja. Gaara nie musiał mówić ani słowa. Jest mi tylko przykro z tego powodu, że liczyłeś na coś, czego i tak nigdy nie mógłbyś mieć. Powiedz mi, co do licha ciężkiego zachęciło cię do zainteresowania się mną? Czy kiedykolwiek dałam ci jakiś znak, że tego oczekuję?- zapytałam zdenerwowana do granic możliwości.
-Nie. Nigdy w życiu gestem, słowem czy czymkolwiek innym nie pokazałaś nie tylko mi, ale wszystkim innym facetom wokół ciebie, że kochasz tylko i wyłącznie swojego męża. Nawet, kiedy powiedziałaś mi o rozwodzie, a ja zacząłem bardziej o ciebie zabiegać, nadal nazywałaś mnie tylko swoim kolegą, nadal nie szukałaś żadnej formy bliskości oprócz kilku razy, kiedy to ja sam cię objąłem, a ty mi na to pozwoliłaś. Widziałem nawet twoją minę, kiedy cię pocałowałem. Jakby ktoś cię spoliczkował... Jednak nadal wierzyłem, że jeśli będę się starał, będę przy tobie i będę cię wspierał, w końcu moje uczucie zostanie odwzajemnione. Nie sądziłem jednak, że mogę tak się pomylić.
-Kei, dlaczego nie odpuściłeś na samym początku? Po co ci to było?
-Wiesz dlaczego powiedziałem ci o tym, że tylko ty możesz decydować o swoim szczęściu?- przecząco pokiwałam głową.- Dlatego, że liczyłem na to, że zrobisz to, co prawie zrobiłaś. Że rozwiedziesz się i będziesz wolna.
            Stanęłam jak wryta. Przysięgam, że taka odpowiedź byłam czymś, czego nigdy bym się po Keiu nie spodziewała.
-Ty... Zrobiłeś to specjalnie?- ledwo wydukałam.- Specjalnie wzbudziłeś we mnie wątpliwości, a potem niby wspierałeś w mojej decyzji tylko po to, żebym to zrobiła?
-Tak. Zrobiłem to specjalnie. Podkochuję się w tobie od początku studiów, ale nie tylko dlatego.- jego ton był spokojny. Byłam w ciężkim szoku.
-Nie... Nie tylko dlatego? Więc czemu...
-Bo chciałem, żeby Gaarze coś w życiu nie wyszło. Jego legenda była żywa zanim w ogóle przyszedłem na uniwersytet. Mój brat studiował na ostatnim roku, kiedy twój mąż, jeszcze wtedy narzeczony, przyszedł na uczelnie. Przez niego mojego brata nie wybrali na wyjazd do Yamaguchi mimo, że miał tam jechać. Dlatego, że podrzędny pierwszoroczniak okazał się lepszy od niego... Przyszłaś na uczelnię. I ty i Gaara świetnie się kryliście ze swoim związkiem. Gdyby nie Ryu na pewno do tej pory nikt by nie wiedział. Oprócz jego znajomych z grupy. Naprawdę bardzo mi się spodobałaś. Byłaś taka normalna w porównaniu do tych innych dziewczyn, które przyszły na studia. Bez parcia na szkło, z naturalnym sposobem bycia. Tego dnia, kiedy na jaw wyszło, że Gaara to twój mąż, chciałem zaprosić cię na randkę, ale niestety moje nadzieje zostały rozwiane. Nienawidziłem tego chłopaka od samego początku. Kiedy nadarzyła się okazja, po prostu chciałem ją wykorzystać i przy okazji upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Mieć ciebie, a jemu trochę uprzykrzyć życie. I gdyby nie ten pierdolony list, który twój mąż ci zostawił, udałoby mi się...- przywaliłam Keiowi z pięści. Pierwszy raz w życiu uderzyłam kogoś w taki sposób. I jak widać Kei też musiał się zdziwić.
-Omal nie zniszczyłeś mi życia tylko z chęci zemsty na moim mężu?! Jesteś popierdolonym psychopatą!!! Wariat!!!- wrzasnęłam i okładałam go pięściami, a on się osłaniał.- Obyś zgnił w tej swojej nienawiści! Oby wszystko to, co nam zrobiłeś wróciło do ciebie podwójnie! Jak można być tak perfidnym?! Jak można wykorzystać sytuację kogoś, kto cierpi, żeby dopasować to do siebie?! Naprawdę uwierzyłam, że zależy ci na moim szczęściu. Na tym, żebym podjęła właściwą decyzję co do zostawienia mojego męża. Ale ty od początku miałeś jeden cel. I uznałeś, że będziesz szedł pod trupach, żeby go osiągnąć. Na szczęście trupy wciągnęły ciebie, nie mnie.- warknęłam, a potem obróciłam się na pięcie i zostawiłam Keia samego.

            Kiedy wróciłam do domu rzuciłam się po telefon. Nie chciałam rozmawiać z Sakurą, która na pewno powiedziałaby mi, że spodziewała się czegoś podobnego. W Londynie dochodziła siódma rano, a to wystarczyło mi, żeby wiedzieć, że chwilę temu wstał. Odebrał po trzecim sygnale.
-Dzień dobry, kochanie. Chociaż tobie powinienem powiedzieć dobry wie...
-Gaara!!!- wpadłam w histerię i ryknęłam do słuchawki, a potem zaczęłam zanosić się płaczem.
-Co się stało?! Sara, czy Kei coś ci zrobił?! Odpowiedz mi!!!- ja wyłam do słuchawki, Gaara krzyczał i żadne z nas nie mogło porozumieć się ze sobą.- Sara, kochanie, uspokój się proszę. Nie jestem w stanie zrozumieć, co chcesz mi powiedzieć, a strasznie się o ciebie boję.
            Powiedział to tak spokojnym tonem, że bardzo powoli starałam się uspokoić oddech, a kiedy w końcu uspokoiłam się na tyle, żeby znowu logicznie poskładać zdanie całość wyjaśniłam Gaarze cały przebieg spotkania z Keiem. Kiedy skończyłam zdałam sobie sprawę z tego, że dochodzi dwudziesta druga, z kolei u Gaary, dziesiąta rano.
-Spóźniłeś się do pracy.- mruknęłam do słuchawki.
-To nic. Sara, jesteś ważniejsza. Więc mówisz, że Kei zrobił to perfidnie. Rozumiem, że miałaś prawo się wściec, przy okazji zawsze mnie powstrzymujesz, a sama okładałaś go pięściami. Oj, będę musiał cię trochę przystopować jak wrócę.- zaśmiałam się do słuchawki.- Czemu zareagowałaś aż tak emocjonalnie? Co prawda je też pewnie obiję mu twarz jak wrócę, ale póki co musi mi wystarczyć fakt, że ty to zrobiłaś...
-Gaara, omal nie straciłam cię tylko dlatego, że uwierzyłam jakiemuś skurwysynowi, że zasługuję na coś lepszego, mając wszystko. Jestem wściekła na siebie, że pomimo ponad dwudziestu lat nadal jestem głupia, łatwowierna i wierzę, że świat jest dobry. Boże, omal nie rozwiodłam się tylko dlatego, że jakiś pacan chciał żeby coś ci się w życiu nie udało i wybrał do tego najłatwiejszą drogę w najlepszym momencie.- byłam na siebie tak zła, że chodziłam po całym pokoju gestykulując jak szalona.
-Przynajmniej mogą sobie podać rękę z Naokim, a ja mogę być dumny z siebie, że tak bardzo we mnie wierzysz, że pomimo starań, nie udaje im się.- znowu zaczęłam się śmiać.
-A wściekły na mnie za moją naiwność.- warknęłam.
-Sara, to nie jest twoja wina, że trafiłaś na kogoś takiego. Nie obwiniaj się. Najważniejsze, że jego plan nie wypalił.
-Gaara, nie chodzi nawet o to. Boję się, że ta bezczelność Keia to dopiero początek listy. Tego się boję. A do twojego powrotu został ponad miesiąc. Co jeśli wyjdą kolejne takie kłamstwa?
-Poradzimy sobie z nimi. A teraz ty przenieś się do mojego starego domu, albo do domu wujków. Zadzwoń do Sakury lub Kankuro i poproś ich o to. A jeśli ty tego nie zrobisz ja to zrobię. Nie chcę żebyś póki co mieszkała sama.
-Tak jest szefie. W sumie sama nie mam na to póki co ochoty.- mruknęłam, a potem przetarłam pulsującą skroń i starałam się skupić na kojącym głosie mojego męża w słuchawce modląc się o to, żeby jak najszybciej znalazł się przy mnie w Tokio.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8