Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 71


Kilka dni później Junzo zadzwonił do mnie i zaproponował spotkanie naszej grupy. W związku z przymusem napisania grupowej pracy o sądownictwie MUSIELIŚMY się spotkać, a ja doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Na dodatek oznaczało to nie tylko spotkanie z Keiem, ale również z głupią Tomoko. Byłam pewna, że Junzo będzie szczęśliwy z powodu mojego pogodzenia z moim mężem, ale Tomoko będzie próbowała zabić mnie deserową łyżeczką. Najpierw próbowałam wykręcać się obowiązkami, jednak później zdałam sobie sprawę z tego, że odwlekanie tego w nieskończoność jest bez sensu. Umówiliśmy się w kawiarni wczesnym popołudniem.
            Wyszykowana stanęłam przed drzwiami kawiarni. Widziałam przez szybę, że Junzo i Tomoko już siedzą przy stoliku. Odetchnęłam bardzo głęboko, a potem złapałam za klamkę i z uśmiechem weszłam do środka.
-Cześć.- powiedziałam, a potem zajęłam wolne miejsce obok Junzo. Zawiesiłam torbę na oparciu krzesła.
-Cześć Saro. Jak wakacje?- zapytał Junzo, a ja uśmiechnęłam się do niego.
-Lepiej niż mogłam przypuszczać. A u was jak?- zapytałam, a potem wzięłam menu do ręki i zaczęłam przeglądać na co mogłabym mieć ochotę. Wybrałam mrożoną kawę i szarlotkę z lodami. .
-Nie mogę się doczekać, aż Ryu wróci z Londynu. Jeszcze tylko miesiąc i znowu będzie ze mną. Zaplanowaliśmy już masę rzeczy po jego powrocie.- lekko się napięłam, kiedy Junzo poruszył ten temat.
-Cieszę się waszym szczęściem Junzo. Ryu i ty zasługujecie na nie bardziej, niż ktokolwiek inny.- złapałam go za rękę i mocno ścisnęłam. W tym samym czasie kelnerka przyniosła nasze zamówienia.
-Dziękujemy. W ogóle jak spędziłaś wakacje? Jakieś kursy, nauka, wycieczki?- zapytał, a ja rozmasowałam kark z nerwów.
-Nic szczególnego. Całe wakacje pakowałam swoje rzeczy, żeby się przeprowadzić. Spotykałam się z rodziną... Nudne wakacje.- mruknęłam, a potem zapchałam się szarlotką z lodami.
-Popchnęłaś swój rozwód do przodu?- wypaliła Tomoko, a ja zakrztusiłam się ciastem. Zaczęłam kaszleć, a potem złapałam kawę i łapczywie zaczęłam pić. Od zimna, aż zdrętwiały mi zęby.- To nadal tak wrażliwy temat? Przecież trąbisz o tym od ponad czterech miesięcy. Musiałaś to jakoś posunąć.
-Owszem, posunęłam.- powiedziałam, a oczy Tomoko zabłysły bardzo niebezpiecznie.
-Czyli Gaara jest już wolny? Sara, nie będę udawać, że się nie cieszę. Dobrze wiesz, że on i ty nie pasowaliście do siebie. Teraz i on i ty macie szansę na to, żeby zagrać w swojej lidze.- powiedziała, a potem z gracją napiła się swojego capuccino.
-Kilka dni temu wróciłam z Londynu. Widziałam się tam z moim mężem.- powiedziałam.
-Podpisał dokumenty?- zapytała z nadzieją w oczach.
-Tak. Bez zająknięcia.- walczyłam ze sobą, żeby nie zacząć się śmiać na wspomnienie namiętnych pocałunków w jego gabinecie, kiedy to dokumenty leżały na biurku podpisane i gotowe do złożenia w sądzie, a ja tak najzwyczajniej w świecie zniszczyłam w niszczarce papieru efekt kilkumiesięcznej pracy.- Gdzie jest Kei? Nie przyjdzie?- starałam się zmienić temat
-Kei jest poza miastem. Razem z bratem pojechali do Nagasaki. Mówił, żebyśmy przesłali mu to, co zrobimy, a on odda nam swoją część. Wydawało mi się, że nie miał ochoty na żadne rozmowy, więc szybko zakończyłem temat.- odetchnęłam na słowa mojego kumpla.
-Dokończmy temat twojego rozwodu. Rozumiem, że teraz, kiedy sama spuściłaś Gaare ze smyczy, nie będziesz miała nic przeciwko jeśli zaproszę go na randkę? Wiem, że to trochę nie na miejscu, ale w marcu kończy studia i...
-Tomoko, to może być bardziej skomplikowane niż ci się wydaje.- mruknęłam.
-Jak to skomplikowane? Gaara mi nie odmówi. Kilka randek i będzie jadł mi z ręki. Daj spokój, nie mów, że będziesz bawić się w psa ogrodnika. Podziel się byłym ze światem!- powiedziała oburzona.
-Tomoko, Gaara i ja się nie rozwodzimy. Gaara podpisał pozew, ale ja go zniszczyłam. Nie mogłabym tego zrobić. Nadal bardzo go kocham. Pogodziliśmy się w Londynie. Nadal jestem Sarą Sabaku i nią będę. Przykro mi, że zniszczyłam twoje wielkie marzenia o idealnych genach dla twoich dzieci, ale jak widzisz, Gaara rozmnażać będzie się w przyszłości ze mną. I tylko ze mną.- ostatnie zdanie powiedziałam bardzo stanowczym tonem. Nawet Tomoko, będąc głupią, musiała zrozumieć aluzję.
-Ale... Ale jak to? Przecież miałaś już pozew, spakowane rzeczy. Byłaś taka stanowcza i nagle... Rozmyśliłaś się?- Tomoko wyglądała tak, jakby ktoś ją spoliczkował. Zrobiła się czerwona na całej twarzy i szyi.
-Kocham Gaare całym sercem i całą duszą. Jest moim życiem. Zrozumiałam, że nie mogę bez niego żyć, ale złość za ten wyjazd do Londynu i wszystko co działo się przed nim i po nim sprawiło, że żyłam w amoku, który tłumił moje prawdziwe uczucia. Kocham mojego męża. I nigdy więcej nie chcę w ogóle myśleć o tym, do czego o mało nie doszło. Ja i Gaara byliśmy, jesteśmy i będziemy razem. Pomimo wszystko.- powiedziałam patrząc mojej koleżance z roku w oczy.
-Ale jak to?! Nie! Ja już miałam plany! Gaara miał być...
-Gaara jest mój. I zawsze mój będzie. Jeśli ktokolwiek spróbuje to zniszczyć własnoręcznie sprowadzę go do piekła i ugotuję w smole, a potem zostawię tam na pastwę losu zgnębionych dusz. Nawet jeśli miałabym to robić do końca swojego życia.- powiedziałam twardo, a Tomoko głośno przełknęła ślinę.- To co? Zaczynamy to strasznie nudne zadanie? Serio? Na trzecim roku pisać o sądownictwie? To takie nudne.

            Kiedy wróciłam do domu niemal od razu zadzwoniłam do Marie. Odebrała za drugim razem.
-Cześć Sabaku! Jak tam pobyt w Londynie? Coś długo się nie odzywałaś.- jej sympatyczny ton nadal był dla mnie bardzo podejrzany, ale gdyby nie ona wiem, że nie dałabym sobie rady.
-Masz czas na naszą obiecaną kawę? Nie chciałabym rozmawiać o wszystkim przez telefon.- mruknęłam.
-Jestem aktualnie na Bora-Bora z moim facetem. Wracam dopiero za dwa tygodnie.- wcięło mnie na jej wyznanie.- Mów teraz. Wrócę i wtedy spotkamy się na kawę, ale teraz chcę wiedzieć wszystko od niedojrzałego dzieciaka, którego bardzo polubiłam.
-Z wzajemnością, Marie.- powiedziałam, a potem się uśmiechnęłam.- Dzięki tobie udało mi się dopiąć wszystko na ostatni guzik.
-Więc jednak się rozwodzisz?! Gaara chyba serio zamienił się we wrak człowieka, skoro nawet nie potrafił zaciągnąć cię do swojego mieszkania i tam w sypialni argumentować, że rozwód to zły pomysł.- zaczęłam się głośno śmiać, a z moich oczu popłynęły łzy ulgi.- Myślałam, że serio się nie rozwiedziecie. Nie bez powodu wtedy z tobą rozmawiałam. Będę bardzo kiepska w swoim zawodzie...
-Marie, będziesz najlepsza z nich wszystkich. Udało ci się. Twoje słowa sprawiły, że poczułam niepewność. List Gaary sprawił, że ta niepewność zupełnie zmieniła moje nastawienie. Gaara i ja się nie rozwodzimy. Kiedy byłam u niego w Londynie pogodziliśmy się, pozew został zniszczony, a my cieszyliśmy się sobą.- powiedziałam.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że wtedy do ciebie przyszłam, mała. Coś tak cudownego jak ty i Gaara musiało przetrwać. I cieszę się, że choć w małym stopniu udało mi się do tego przyczynić.
-Uwierz, że Gaara i ja jesteśmy twoimi dłużnikami. Jeśli tylko cokolwiek by się działo...
-Daj spokój. Spłaciliście swój dług zanim w ogóle ja zrobiłam swój.
-Hę? Jak? Gaara odrabiał za ciebie prace domowe?- zapytałam, a Marie zaśmiała się głośno i szczerze.
-Daliście mi wiarę w to, że miłości istnieje. Po rozwodzie rodziców nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek w nią uwierzę, ale widząc was, sama się na nią otworzyłam. I sama jestem teraz bardzo szczęśliwa. Więc to ja powinnam podziękować wam, a nie wy mi.
-Jak widać nasza wspólna niechęć z przeszłości tworzy całkiem dobry grunt pod miłą znajomość na przyszłość. Odezwij się, kiedy wrócisz z tych nudnych wakacji. Bora-Bora. Gorszego kierunku nie mógł wybrać?- zapytałam sarkastycznie, a Marie znowu zaczęła się śmiać.
-Też mu to mówiłam, ale powiedz jak ja w ogóle mogłam się postawić? Nudzę się jak mops, trzydzieści stopni ciepła, słońce, lazurowa woda. Nienawidzę takiej nudy.- tym razem to ja zaczęłam się śmiać, kiedy wyobraziłam sobie Marie z drinkiem z parasolką "znudzoną" na leżaku na plaży.- Obiecuję ci, że kiedy tylko wrócę, od razu cię odwiedzę. A teraz przepraszam, ale idę na cholernie nudny masaż gorącymi kamieniami i olejkami Chyba zacznę nienawidzić słowo urlop w takim wykonaniu.
-Masz rację. Nie ma czego zazdrościć w tak spartańskich warunkach.- i ja i Marie zaczęłyśmy się bardzo głośno śmiać.

            Około dwudziestej, kiedy poszłam do domu wujków, odetchnęłam głęboko. Pomimo pełni lata wieczory zaczynały być chłodne, a dni coraz krótsze. Liście na drzewach brązowiały od południowych upałów, a teraz gnane wilgotnym wiatrem od morza wydawały przyjemny szelest. Przechodząc obok parku przypomniałam sobie jak po wizycie moich rodziców Gaara przyszedł tam po mnie, a potem zabrał do siebie i opiekował mną, dopóki nie odzyskałam spokoju. Z kolei, kiedy stanęłam przed bramą prowadzącą do domu wujków, uśmiechnęłam się na wspomnienie, kiedy po pierwszym zbliżeniu Gaara całował mnie pod tą bramą i oficjalnie nazwał swoją dziewczyną. Westchnęłam i objęłam się ramionami.
-Dziś czwarty sierpnia. Równo cztery lata od czasu, jak jesteśmy razem...- powiedziałam sama do siebie, a potem poczułam irracjonalny smutek, że Gaary nie ma przy mnie. Wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie bramy. Wysłałam je Gaarze MMS-em z dopiskiem "Wszystko zaczęło się w tym miejscu". Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Zdjęcie uśmiechniętego Gaary zamigotało mi na ekranie kilkanaście sekund później. Zrobiłam mu je, kiedy byłam w Londynie. Odebrałam dopiero po chwili zamyślenia.
-Wszystkiego najlepszego z okazji naszej czwartej rocznicy związku, kochanie.- powiedział, a ja usiadłam na murku i wsłuchiwałam się w jego głos.
-Tobie również wszystkiego najlepszego, Gaara.- mruknęłam i zapatrzyłam się na miotane wiatrem gałęzie.
-Powinienem powiedzieć, że raczej zdjęcie mojej sypialni z dopiskiem, że tu się wszystko zaczęło byłoby bardziej adekwatne, ale słyszę, że moja żona coś nie w humorze. Coś się stało?- zapytał, a ja blado się uśmiechnęłam.
-Tęsknię za tobą. To wszystko. Teraz kiedy wszystko jest już tak, jak być powinno uczucie samotności wśród samych zakochanych par naszych przyjaciół zaczyna być przykre.- powiedziałam.
-Mogę się domyślać. Wszyscy zawsze twierdzili, że jesteśmy dla nich wzorem do naśladowania. Teraz większość naszych przyjaciół niedługo sama będzie brała śluby. My mamy już trzyletni staż małżeństwa, oni dopiero będą przechodzić przez to co my.
-Najgorszemu wrogowi nie życzę, żeby musiał przechodzić przez to co ty i ja przez ostatni rok. Niech nasi przyjaciele żyją w takiej miłości i szczęściu jak my przez pierwsze dwa lata małżeństwa. I tak jak teraz, w dodatku kiedy już wrócisz. Naprawdę, kiedy już wrócisz chyba dobrze byłoby wyjechać po ślubie Naruto i Hinaty. Chciałabym cię mieć choć przez kilka dni tylko dla siebie.
-Kochanie, będę tylko twój na wszystkie możliwe sposoby kiedy wrócę, obiecuję. Nawet przez jeden dzień, ale będę dla ciebie. Wiem, że nie mamy szansy na to, żeby spędzić trzecią rocznicę razem, ale prezent, tak jak mówiłem, dostałem już wcześniej.
-Wszyscy ci co powinni wiedzą już o naszym pogodzeniu. Zaczynamy z nową, czystą kartą.- przetarłam twarz dłońmi, a Gaara się zaśmiał.
-Jak to wszystko przeżyłaś? Wydajesz się być zmęczona.- głos Gaary był zmartwiony.
-Muszę przyznać, że jestem trochę zmęczona, ale to raczej wynik tego, że dopiero teraz schodzą ze mnie emocje. Jak wiesz ostatnie kilka tygodni to był rollercoaster nerwów, radości, wściekłości i nie wiem czego jeszcze. Tak cholernie za tobą tęsknię, chciałabym, żebyś był już ze mną w Tokio, w naszym domu. Tak strasznie chciałabym móc budzić się obok ciebie, tulić cię...- powiedziałam łamiącym się głosem. W słuchawce nastała głucha cisza, a kiedy kilka razy głęboko odetchnęłam, byłam w stanie mówić bez rozpłakania się.- Przepraszam. Wiem, że tobie jest ciężej. Jesteś tam sam, z dala od swojego kraju i swojej rodziny...
-Jestem bez ciebie i to wystarczająco ciężkie. Ostatni raz zgadzam się na coś takiego. Nigdy więcej, nawet za groźbę jakiś kar czy braku awansu nie wyjadę na dłużej niż tydzień, maksymalnie dwa. To najgorsze miesiące mojego życia.- ścisnęło mnie w gardle na jego słowa.
-Jeszcze dwadzieścia osiem dni i będziesz w domu. Jeszcze te cztery tygodnie i znów będziemy razem. Jakoś muszę to przetrwać. Nie ja pierwsza i nie ostatnia.
-Specjalnie dla ciebie postaram się być najlepszym z najlepszych. Nie przyniosę wstydu swojej żonie.- zaśmiałam się, kiedy Gaara to powiedział.
-Gaara, ty już jesteś dla mnie najlepszy. Nie musisz niczego udowadniać... Czas, żebym poszła do wujków. Inaczej zaczną się o mnie martwić, a tego nie chcę.
-Kei nadal się koło ciebie kręci?- zapytał, a jego ton się zmienił.
-Kei jest w Nagasaki razem ze swoim bratem. Także nie. Nie przyszedł dzisiaj nawet na spotkanie w sprawie pracy o sądach. Także tu jestem spokojna.- mruknęłam, a potem pchnęłam bramkę i weszłam na posesję. Podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę. Od razu z salonu dobiegły śmiechy.- No tak, cała rodzina w komplecie.
-Pozdrów ich ode mnie. Dawno się nie widzieliśmy- mruknął do słuchawki. Wtedy u niego drzwi z impetem uderzyły w ścianę.- Co do jasnej cholery?! Naoki, wypad!
-Pośpiesz się. Rozprawa na sali sądowej za chwilę się zacznie! Czemu jeszcze nie zszedłeś?!- słyszałam krzyki w słuchawce.
-Rozmawiam z Sarą. Za chwilę przyjdę.- powiedział stanowczym tonem, a ja po chwili znowu usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwi.
-Naoki już pogodził się z tym, że jednak naprawdę do siebie wróciliśmy?- zapytałam z uśmiechem, a potem weszłam do salonu. Wszyscy uśmiechnęli się do mnie.
-Naoki nie miał nic do gadania. Kochanie, muszę kończyć inaczej prokurator ubije mnie widelcem podczas dzisiejszego obiadu.- Gaara westchnął.
-Idź. Powodzenia na rozprawie. Kocham cię.- mruknęłam i opadłam na krzesło.
-Ja też cię kocham. Porozmawiamy później.- powiedział, a potem się rozłączył.
-Kryzys już na dobre zażegnany co? Myśleliśmy, że jednak znowu odwali tobie albo mojemu szwagrowi i znowu zaczniecie się nienawidzić.- uderzyłam Sasuke w brzuch kiedy to powiedział. Jęknął i głośno wypuścił powietrze z płuc.- A to za co?!
-Nie mów tak! Chcesz żebym znowu doprowadziła Gaare na skraj wyczerpania emocjonalnego? Wystarczy, że już schudł jakieś dziesięć kilo. Wyglądał bardzo źle kiedy pojechałam do niego do Londynu... Ten rok był wystarczająco ciężki dla mnie i dla niego. Nie chcę nigdy więcej znowu przeżywać czegoś takiego. I nikomu kogo kocham tego nie życzę.- rozmasowałam kark, a potem podkuliłam nogi pod brodę, kiedy poczułam nieprzyjemne ciągnięcie w podbrzuszu.
-Wszystko dobrze?- ciocia w milisekundę znalazła się przy mnie.- Gdzie cię boli?
-Sara zawsze ma kłucia w żołądku lub podbrzuszu z nerwów. Jakby nie patrzeć, ma ich ostatnio aż nadto. To co? Drinka na rozluźnienie?- Sakura szturchnęła mnie ramieniem.
-Daj spokój, Saki. Wiesz, że nie piję bez okazji. Nie mam ochoty na alkohol.- burknęłam na nią.
-Wiem, wiem. Ty prawie w ogóle nie pijesz. Piłaś coś w Londynie, czy raczej ty i Gaara woleliście zajmować się sobą w jego mieszkaniu?- zarumieniłam się po same czubki uszu, kiedy Sakura rzuciła tą aluzję w obecności wujków.
-Saki!!!- warknęłam, a moi wujkowie ryknęli śmiechem.
-Nie oburzaj się, dziecko. Raczej sami się domyślamy, że nie pojechałaś tam tylko rozmawiać o wstrzymaniu rozwodu. Poza tym Gaara to twój mąż.- uwaga wujka sprawiła, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu.
-Czy możemy nie rozmawiać o życiu bardzo osobistym moim i Gaary? Jeśli tak bardzo chcecie wiedzieć układa nam się TAM bardziej niż celująco. Nic więcej nie musicie wiedzieć.- wszyscy przy stole ryknęli śmiechem, kiedy moje policzki zaczęły przypominać dojrzałego pomidora.

            W drugiej połowie sierpnia dostałyśmy telefon od siostry Hinaty, która chciała z nami porozmawiać na osobności. Miała tak zdenerwowany głos, że niewiele się nad tym zastanawiając ogarnęłyśmy się najszybciej jak to możliwe, a potem pojechałyśmy w umówione miejsce.
            W kawiarni panował szum, ludzie non stop wchodzili do środka lub wychodzili na zewnątrz. Hanabi siedziała przy stoliku w kącie w towarzystwie Ino i Temari. Od razu spojrzałyśmy na siebie z Sakurą, a potem pełne obaw przepchałyśmy się do stolika.
-Cześć wam! Siadajcie! Zamówię wam mrożoną kawę!- Hanabi zaczęła machać na kelnera, który zręcznie lawirował między stolikami. Chłopak podszedł do naszego stolika, przyjął zamówienie, a potem poszedł do lady i wręczył kartkę bariście.- Dobra, skoro jesteśmy już wszystkie pilnie muszę z wami o czymś porozmawiać. Mianowicie o mojej siostrze. Jak wiecie Hinata za trzy tygodnie wychodzi za Naruto. Wybrała Sakurę na swoją świadkową, ponieważ w porównaniu do Gaary i Sary, bierze ślub w tradycyjnym obrządku shintoistycznym, który nakazuje, aby przyszłą parą młodą, zajęła się inna para narzeczonych. Jako, że Sakura i Sasuke właśnie taką parą narzeczonych są, przejęli opiekę nad moją siostrą i jej przyszłym mężem. Ja postanowiłam zająć się czym innym, a mianowicie zorganizowaniem wieczoru panieńskiego dla mojej siostry. Wszystko jest już zorganizowane. Teraz wasza kolej się wykazać. Chciałabym, abyście za tydzień wyciągnęły moją siostrę na miasto pod pretekstem zakupów. W centrum handlowym będzie czekać na was kierowca limuzyny, który zabierze was do wybranego przeze mnie miejsca.
-Czekaj, Hanabi. Mam nadzieję, że to nie jest nic... Wymyślnego, inaczej Hinata nie dożyje własnego ślubu. Wiesz jaka ona jest.- powiedziałam spokojnie, a moje przyjaciółki mi zawtórowały.
-Nie jestem głupia. Wiem jaka jest Hinata. Spokojnie. To nie będzie wieczór panieński jak ten, który miała Sara, że wręcz siłą została zawleczona do baru na imprezę. To nie będzie nic takiego. Po prostu chcę, żeby spędziła miło ostatnie chwile panieństwa. Chyba każda z nas tego chce, prawda?- niepewnie kiwnęłyśmy głowami.
-Nic nam nie powiesz, prawda? Choćbyśmy próbowały wyciągnąć to siłą, nas, tak samo jak twoją siostrę czeka niespodzianka w dniu planowanej imprezy?- niepewnie zapytała Temari.- Rany, nie wiem czy Shikamaru da sobie wcisnąć małego na tyle godzin.
-Nie gadaj, tylko bez owijania w bawełnę powiedz mu, że dzisiaj zostaje z dzieckiem. Jesteś za stara, żeby twój facet tobą dyrygował, a ty nie masz uwiązanego dziecka do nogi. Bez przesady. Hinata bierze ślub. Przyjaźnicie się od lat. Proszę was, nie szukajcie wymówek, tylko bądźcie z nią tego dnia. Wiecie jaka to wyjątkowa chwila, kiedy zdajesz sobie sprawę z tego, że po raz ostatni w życiu jesteś panną.
-Straszne. Chociaż może ja patrzę na to inaczej ponieważ wychodziłam za mąż jako nastolatka... Wiem o czym mówi Hanabi. Stres przed ślubem sam w sobie jest czymś paraliżującym. Zwłaszcza kilka dni przed tym wydarzeniem, kiedy ciągle myślisz o tym, czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Noc przed złożeniem przysięgi w ogóle nie spałam, a kilka godzin przed ceremonią popłakałam się z nerwów. Hinata cieszy się na ten ślub, ale Hanabi ma rację. Dzień rozluźnienia na pewno się jej przyda. Tak samo jak nam. Dobra, to może podaj nam magiczną datę wraz z godziną, oraz opis tego kolesia, który ma nas zabrać na dzień rozpusty. Jednak Hanabi, od razu cię ostrzegam, że jeśli wymyśliłaś coś postrzelonego, nasi faceci po prostu cię ubiją.- pogroziłam jej palcem przed nosem, a my wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
-Wiem, wiem. Super przystojniacy to wasi faceci i nigdy mi nie darują. Rozumiem. Obiecuję, że nie skończycie w klubie z męskim striptizem, chociaż na początku rozważałam, że możliwość obejrzenia tyłka innego faceta po tylu latach może być dla was czymś kuszącym.
-Ja tam uważam, że mojemu facetowi nic nie brakuje. Sara też na swojego męża nie narzeka. Co do Hinaty, uważam, że to waśnie ten moment mógłby doprowadzić ją na skraj załamania nerwowego, więc dobrze zapomnieć o tym pomyśle. Zostańmy przy czymś miłym, relaksującym i niezbyt... Ciężkim.- powiedziała spokojnie Sakura.
-Jak patrzę na was nigdy w życiu nie chcę przekraczać dwudziestki. Jeśli każdy dwudziestolatek robi się tak nudny, to znaczy, że przyśpieszone starzenie zaczyna się właśnie w tym wieku.- naburmuszenie w jakie wprowadziliśmy Hanabi sprawiło, że nasz śmiech słyszała cała kawiarnia, ja z kolei uśmiechnęłam się na wspomnienie rozmowy z Gaarą, kiedy musiałam przyznać mu rację co do tego, że mamy za sobą pierwsze lata małżeństwa, a nasi przyjaciele mieli dopiero zobaczyć, co znaczy przebywać ze sobą całą dobę i dzielić wspólne problemy już jako małżeństwo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8