Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 66

-Pani Sabaku, jest pani pewna?- mój wykładowca dopiero po chwili wyszedł z ciężkiego szoku.
-Tak. Myślałam nad tym od ostatnich kilku tygodni i jestem w stu procentach zdecydowana.- powiedziałam. Wykładowca wskazał mi krzesło, a ja chętnie usiadłam.- Jeśli nie chce mi pan pomóc, myślę, że sama dam radę to zrobić. Po prostu... Boję się, że emocje wezmą nade mną górę i popełnię za dużo błędów.
-Saro... Mogę mówić ci po imieniu?- kiwnęłam głową.- Nawet będąc prawnikami, adwokatami, prokuratorami, sędziami... Jesteśmy tylko ludźmi. Mamy takie samo prawo do popełnienia błędu jak inni ludzie. Zawsze powtarzam to moim studentom po zakończeniu wykładów. Wiem, że sobie poradzisz, bo ty i twój mąż jesteście jednymi z najlepszych studentów jakich miała nasza uczelnia, ale chodzi mi bardziej o to, dlaczego podjęłaś taką decyzję?
-Ja...- zaczęłam, ale nie do końca wiedziałam co mam powiedzieć. Gaara mnie nie bił, nie był okrutny, nie krzywdził mnie.- Nasze uczucie się wypaliło. Byliśmy zbyt niedojrzali na ślub, nasze charaktery zupełnie się nie zgadzają...
-Dobrze. Mamy już jakiś powód. Jednak jeśli faktycznie chcesz dostać rozwód jak najszybciej, najlepiej na pierwszej rozprawie, musisz mieć ich więcej. Czy chcesz wnieść o rozwód z winy, czy raczej za obopólną zgodą? Jeśli chcesz wnieść o rozpad pożycia i tak dalej musi upłynąć przynajmniej pół roku od ostatniego zbliżenia. Jeśli chcesz wnieść o równy podział majątku musisz dostarczyć dokumenty do sądu, które będą podstawą do rozdzielenia go i tak dalej. Wbrew pozorom rozwód nie jest szybki, łatwy i przyjemny. To długa, czasem wręcz wieloletnia batalia na salach sądowych, publiczne prawnie brudów... Ile miałaś lat, kiedy wychodziłaś za mąż?- zapytał, a ja zaczerwieniłam się po same czubki uszu. Wiedziałam, że jeśli powiem prawdę mój wykładowca uzna, że niedojrzałe dzieciaki chciały pobawić się w dorosłych.
-Dziewiętnaście. Brałam ślub miesiąc po dziewiętnastych urodzinach.- powiedziałam po dłuższej chwili.
-A twój mąż?
-Gaara jest ode mnie starszy o rok i sześć miesięcy. Zaręczyliśmy się po raptem pięciu miesiącach znajomości. To było szaleństwo. Nie zdążyliśmy się nawet dobrze poznać, a do kłótni doszło już w podróży poślubnej!- wykrzyknęłam jakby chcąc potwierdzić, że rozwód to bardzo dobre wyjście.
-Dlaczego zarejestrowaliście małżeństwo? Dlaczego, pomimo kłótni już wtedy, podpisałaś dokumenty i sprawiłaś, że twoje małżeństwo stało się czymś pełnoprawnym?
-Wierzyłam w Gaare i... Kochałam go. Nie wyszłabym za niego gdyby tak nie było.
-Miłość jest niepewna i krucha. Jedna mała iskra może sprawić, że doszczętnie cię spali, a uczucie zamieni się w nienawiść. Jeśli podjęłaś taką decyzję, masz swoje powody i szanuje je. Jednak przed przygotowaniem pozwu przygotuj listę rzeczy, które chciałabyś zatrzymać, przemyśl, czy chcesz rozwodu za porozumieniem stron, jak chcesz w ogóle podzielić majątek. Uwierz, że zajmie ci to dłuższy okres czasu. Kiedy już będziesz przygotowana, przyjdź do mnie. Pomogę ci przygotować pozew.
-Dziękuję, panie doktorze.- powiedziałam słabym głosem.
-Nie ma za co, dziecko. Do zobaczenia na zajęciach.

            Kiedy wyszłam na korytarz głęboko odetchnęłam. Czułam, że muszę porozmawiać z Sakurą. Ona jedyna była w stanie pomóc mi z poukładaniem myśli w jedną całość.

            Dni płynęły, zamieniały się w tygodnie, a tygodnie w miesiące. Wszyscy nasi najbliżsi przyjaciele i rodzina dowiedzieli się ode mnie, że planuję rozwieść się z Gaarą. Najbardziej histerycznie zareagowała Temari, która po ciąży i urodzeniu pięknego zdrowego chłopca, nadal była nabuzowana hormonami, a która wiele razy mówiła mi o tym, że daję jej bratu największe szczęście. Przez bardzo długi czas nie chciała nawet ze mną rozmawiać. Kankuro zniósł to lepiej mówiąc, że najwidoczniej nie było nam dane być ze sobą i każde z nas ma prawo do tego, żeby na nowo poukładać sobie życie. Wujek Gaary z kolei miał (choć nie chciał tego za bardzo okazywać, było to widoczne gołym okiem) satysfakcję z tego, że miał rację co do naszego ślubu już trzy lata wcześniej.
            O tym, że chcę się rozwieść, poinformowałam Gaare telefonicznie przed jego dwudziestymi trzecimi urodzinami. Trafiłam na moment, kiedy był u niego Ryu. Kiedy tylko powiedziałam w jakiej sprawie dzwonię, Gaara oddał Ryu telefon, a ze mną nie chciał rozmawiać.
            W połowie kwietnia przyznałam się znajomym z uczelni, że zamierzam się rozwieść. Tomoko chyba nigdy nie wyglądała na szczęśliwszą.
-Ale tak na poważnie?! Serio ty i Gaara się rozstajecie?!- kiwnęłam głową.- Czyli on będzie do wzięcia, kiedy wróci, tak?
-Tak, Tomoko. Nasz krótki epizod właśnie dobiega końca. Jeśli dobrze pójdzie, nasz rozwód zostanie sfinalizowany do czasu, kiedy Gaara wróci. Pojawi się na uczelni już jako wolny facet.- powiedziałam spokojnie, choć na samą myśl, że Tomoko miałaby spotykać się z moim, jeszcze obecnym, mężem, trzęsło mną.
-Jak chcesz przekazać mu papiery rozwodowe? Londyn to w końcu spory kawałek stąd.- Kei spojrzał na mnie ze współczuciem.
-Wyślę mu je listem poleconym. Gaara na pewno je podpisze. Wie, że nie ma już o co walczyć.- mruknęłam, a potem zaczęłam mieszać łyżką w zupie.- Wiecie co ja... Potrzebuję świeżego powietrza. Nagle zrobiło mi się potwornie duszno.

            Wyszłam na zewnątrz i znalazłam najbardziej ustronne miejsce, jakie byłam w stanie. Oparłam się plecami o zimną ścianę i zaczęłam głęboko nabierać powietrza w płuca.
-Wszystko dobrze?- podskoczyłam, kiedy usłyszałam głos Keia.
-Tak. Po prostu w środku... Było za ciepło.- powiedziałam. Uspokoiłam drżenie kolan.
-Może urwiemy się z zajęć i gdzieś się przejdziemy? Nie wyglądasz najlepiej.- Kei przewiesił sobie moją torbę przez ramię.
-Chętnie. Chodźmy. Mam dość zajęć na dzisiaj.- mruknęłam, a potem złapałam podane przez Keia ramię i wsparłam się na nim.

            Kiedy w połowie czerwca siedziałam nad jednym z zadań na zaliczenie, zadzwonił dzwonek do drzwi. Zdziwiona odeszłam od stołu w jadalni i poszłam otworzyć. Szczęka opadła mi do samej podłogi, kiedy zobaczyłam niezapowiedzianego gościa.
-Marie?- zapytałam choć po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że było to bardzo niegrzeczne z mojej strony.
-Hej Saro. Wiem, że nie jestem tu zbyt mile widziana, ale...
-Wchodź. Dobrze zobaczyć jakąś znajomą twarz po takim czasie.- kiedy minął pierwszy okres szoku z powodu jej wizyty, wpuściłam ją do środka.

            Marie zajęła miejsce przy stole w salonie, a ja poszłam zaparzyć nam herbaty. Wróciłam z tacą do pokoju. Dziewczyna stała przy moich notatkach i czytała moje wypociny. Uśmiechała się pod nosem.
-Macie taki sam styl, wiesz?- powiedziała, a ja zmarszczyłam czoło.
-Kto?- zapytałam niepewnie.
-Ty i Gaara. Doktor Kanoichi dał nam dokładnie to samo zadanie rok temu. Czytając to, co napisałaś, mam wrażenie, że czytam notatki twojego męża.- drgnęłam, kiedy Marie to powiedziała. Dla niej temat małżeństwa mojego i Gaary był tak drażliwy jak dla modelki przybranie kilku gram na wadze.
-Czasem pomagał mi w zadaniach. Może to dlatego idę tym tokiem myślenia.- wzruszyłam ramionami, a potem usiadłam przy stole i nalałam nam herbaty. Marie podziękowałam uśmiechem i przystawiła kubek do ust. Między nami zapadła niezręczna cisza.
-To prawda, co mówią na uczelni? Gaara i Sara Sabaku się rozwodzą?- zapytała, a potem spojrzała na mnie. Drgnęłam pod tym spojrzeniem. Minęła długa chwila zanim w ogóle się odezwałam.
-Tak, to prawda. Marie, słuchaj. Gaara i chłopcy wracają do Tokio we wrześniu. Podjęłam decyzję o rozwodzie już w październiku w zeszłym roku i utrzymuję ją od tego czasu. Zaczęłam pakować swoje rzeczy, a dokumenty są przygotowane do wysłania. Jeśli ty i Gaara...
-Ale z ciebie niedojrzały dzieciak, dziewczyno.- wypaliła nagle, a mnie wcięło.
-Słucham?! Kto dał ci upoważnienie do tego, żeby... Gaara prosił cię o rozmowę?!- zerwałam się od stołu czerwona ze złości.
-Nie. Nikt mnie o to nie prosił. Pozostaję w kontakcie z Ryu, jestem więc na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się w Londynie. A oni są na bieżąco ze sprawami na uczelni.- powiedziała spokojnie, a potem wzięła kolejny łyk herbaty.- Wracając do przerwanego wcześniej wątku, dzieciak z ciebie. Nadal dziwie się, że Gaara ożenił się właśnie z tobą mając do wyboru szeroki wachlarz innych kobiet.
-Marie, wiem, że nie żyłyśmy nigdy w dobrych stosunkach właśnie przez to, że chciałaś być z Gaarą, ale jak widzisz rozstaję się z nim. Znowu Sabaku wraca w obieg. Co prawda będziesz musiała zmierzyć się z Tomoko, ale myślę, że z was dwóch Gaara wybierze ciebie.
-Sara, czy Ryu mówił ci, że Gaara od czasu, kiedy powiadomiłaś go o rozwodzie stał się wrakiem człowieka?- spojrzałam na nią okrągłymi z przerażenia oczami.
            Od czasu, kiedy rozmawiałam z Gaarą o rozwodzie, a raczej powiedziałam kilka słów i zostałam zmuszona do rozmowy z Ryu, nie interesowałam się Gaarą w żaden sposób. Uznałam, że im mniej będę myśleć o tym, co robi, tym bardziej utwierdzę się w decyzji o rozwodzie i nie będę chciała jej zmienić.
-Rozmawiałam z nim tylko raz od czasu, kiedy wyjechał. Widziałam się z nim po raz ostatni tego dnia, kiedy spotkaliśmy się w kawiarence.- Marie prychnęła pod nosem.
-Od samego początku, kiedy tylko poznałam cię w domu Gaary, po prostu cię nie lubiłam.- powiedziała spokojnie.
-Eee... Miło mi to słyszeć. Jesteś pierwszą osobą, która otwarcie mi o tym powiedziała. Inne dziewczyny albo próbowały mnie zabić, albo...
-Pamiętam tamten dzień. Weszłaś do salonu, a ja znienawidziłam cię od tamtej pierwszej chwili. Byłaś taka naturalna, skromna, o ślicznej buzi i figurze, której mogła ci pozazdrościć prawie każda dziewczyna. Miałaś tyle ciepła w spojrzeniu i swobody w zachowaniu jakiej ja nigdy nie miałam, a jaką zawsze chciałam mieć... Gaara podobał mi się od samego początku studiów. Pamiętam jak wszedł do sali, a dziewczyny oglądały się za nim i wymieniały gorączkowe szepty. Miał w sobie tyle pewności siebie, był taki seksowny i taki... Niedostępny dla zwykłych śmiertelniczek. Kiedy okazało się, że będę z nim razem w grupie, przez chwilę poczułam się jak ty za każdym razem, kiedy ogłaszałaś, że z nim jesteś: Dziewczyny mnie znienawidziły, a ja uznałam, że to jakiś dar od losu. Jednak bałam się. Gaara ze swoim wyglądem i postawą wydawał mi się zadufany, ale wcale taki nie był. Był wesoły, naturalny, nie było w nim nawet krzty arogancji. Był otwarty, taki miły, mówił najwięcej z nas wszystkich. Już wtedy wiedziałam, że na pewno będzie liderem w naszej grupie i nie pomyliłam się. W ciągu raptem kilku dni na uczelni zauroczyłam się nim, jak jasna cholera. Nic nie mówił o tym, że jest w związku, więc liczyłam na to, że być może nikogo nie ma. Wtedy pojawiłaś się ty. Wszystko, co miałaś, a czego ja wiedziałam, że mieć nie będę sprawiało, że nie coraz mocniej cię nie lubiłam. Jednak nie za to, że byłaś z Gaarą. Zauroczenie do niego przeszło mi dość szybko. Nie mogłam znieść twojej obecności dlatego, że widząc jak Gaara na ciebie patrzy, bałam się, że nikt nigdy nie spojrzy tak na mnie. Że nikt nigdy nie spojrzy na mnie z taką miłością, jak Gaara na ciebie. Dla mnie byłaś zwykłą dziewczyną z ładną buzią, ale on widział więcej. Widział w tobie swój własny cud. Im częściej miałam okazję z wami przebywać, tym bardziej rozumiałam, że nawet na uczelni Gaara nakładał jakąś maskę, pomimo wrodzonej naturalnej swobody. Sobą był tylko przy tobie. Wtedy najwięcej się śmiał, wygłupiał, żartował. Tylko wtedy widzieliśmy prawdziwego Gaare.- czułam rosnącą kluchę w gardle kiedy Marie mówiła.
-Marie, to nie ma już żadnego znaczenia. Rozwodzimy się. Tamto, to przeszłość.- starałam się panować nad głosem.
-Dlaczego rozwodzisz się z Gaarą? Dowiedziałaś się, że ma tam kogoś?- zesztywniałam na te słowa.
-A ma?- zapytałam niepewnie. Marie zaśmiała się.
-O ile zombie jest zdolny do głębszych uczuć, może i ma. Ryu mówił, że Gaara nigdy nie był tak pochłonięty nauką, jak w Cambridge. Z nikim się nie spotyka, z tego co mi wiadomo, ale nie jestem pewna. Poza tym ma już wolną rękę. A ty i Kei? Jak sprawy stoją?- zapytała, a ja zmarszczyłam czoło.
-Ja i Kei? Przecież to mój kolega... Marie, nie rozwodzę się przez romans, nie zakochałam się w nikim innym. Po prostu moje uczucie do Gaary...
-Och, proszę cię! Nie używaj słowa wypaliło, bo chyba się porzygam. Mój ojciec rozwodził się z trzema swoimi żonami i właśnie to podał we wniosku: NIEZGODNOŚĆ CHARAKTERU, ZANIK POŻYCIA MAŁŻEŃSKIEGO, WYPALENIE UCZUCIA. Za każdym razem zapomniał dodawać, że w każdym małżeństwie miał przynajmniej po trzy kochanki na boku. Taka miłość jak wasza od tak się nie wypala. Coś musiało być zapalnikiem.
-To...- zaczęłam niepewnie, ale potem słowa same popłynęły z moich ust. Powiedziałam Marie o wszystkim. Odżyły we mnie wspomnienia sprzed prawie roku, kiedy Gaara powiedział mi o wyjeździe. Płakałam, a Marie przytuliła mnie do siebie i pozwoliła na to, nic nie mówiąc.-Nie ma go już tyle czasu...
-Sara, zabrzmi to śmiesznie, ale urażona duma jest czasem gorsza od sraczki. Gaara nie powinien był tego robić. Powinien powiedzieć ci dawno temu. Wtedy Naoki nie mógłby tego tak perfidnie wykorzystać. Zwłaszcza, że wiedział o tym, że macie problemy po przeprowadzce i liczył na to, że do wyjazdu tak zostanie. A tu niespodzianka. Nagle widzi was razem szczęśliwych.
-Nie mów mi teraz o Naokim. Nie chcę słuchać o żadnym chłopaku z Londynu. To dla mnie zamknięty temat.- mruknęłam, a potem otarłam policzki z łez.
-Jak chcesz. Jednak... Nie zaprzepaść tego, co już udało ci się zyskać. Gdybyś czegoś potrzebowała zadzwoń. Zawsze chętnie ci pomogę.- powiedziała, a potem pomogła mi wstać i sama zaczęła się zbierać.
            Jej słowa towarzyszyły mi jeszcze bardzo długo po tym jak się pożegnała. Żeby się wyciszyć, musiałam wyjść na ogród i pooddychać świeżym powietrzem. Niebo miało kolor gołębich piór poprzecinanych różowymi wstęgami chmur. Wpatrywałam się w nie tak długo, aż zaczęły się na nim pojawiać pierwsze gwiazdy, a później, aż całe sklepienie było wręcz czarne.
            Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi podskoczyłam. Spojrzałam na zegarek na lewym nadgarstku, który wskazywał godzinę grubo po dwudziestej drugiej. Zaniepokojona podeszłam do drzwi wejściowych, a kiedy spojrzałam przez wizjer, odetchnęłam z ulgą. Otworzyłam.
-Cześć, Kei. Stało się coś, że przychodzisz o tak później porze?- zapytałam niepewnie, a potem wpuściłam chłopaka do środka.
-Nie. Po prostu pomyślałem, że cię odwiedzę... Robisz zadanie na zajęcia?- zapytał, kiedy z korytarza dostrzegł plik kartek na stole, a potem wszedł za mną do salonu.
-Tak. Albo raczej próbowałam robić. Miałam gościa i trochę wypadłam z rytmu. Później je dokończę. Napijesz się czegoś?- chłopak zaczął przecząco kręcić głową.
-Nie, dziękuję. Słuchaj, ja... W przyszłym tygodniu zaczyna się letni festiwal. Myślałem, że może poszłabyś tam ze mną?- zapytał, a potem przygryzł wargi.
-Jako twoja koleżanka, tak?- wolałam się upewnić. Kei poczerwieniał po same czubki uszu.
-Wolałbym... Wolałbym, żebyś... Chciałbym, żebyś poszła tam jako... Jako moja partnerka.- zdębiałam i przez dłuższą chwilę nie byłam w stanie wydobyć z siebie nawet słowa. Dopiero po otrząśnięciu się z szoku i głębokim odetchnięciu byłam w stanie pozbierać myśli.
-Kei, to bardzo miłe, że o mnie pomyślałeś, ale... Dla mnie to za szybko. Nadal jestem w trakcie rozwodu. Nadal jestem żoną Gaary. Nie chcę zaczynać nic nowego, dopóki nie zamknę starych spraw. Proszę cię o to, żebyś to uszanował. Doceniam to, że masz w stosunku do mnie ciepłe uczucia, ale ja... Nie jestem ich w stanie odwzajemnić.- starałam się jak najdelikatniej dobierać słowa, tak, aby nie zranić chłopaka zbyt mocno.
-Rozumiem! Oczywiście, że tak! Jestem takim dupkiem! Przecież najpierw musisz rozwieść się, żeby mieć czystą kartę. Zawsze taka byłaś. Nie lubiłaś mieć niedokończonych spraw! Obiecuję ci, że poczekam na odpowiedni moment. Jednak...- bez najmniejszego ostrzeżenia Kei podszedł do mnie. Za późno zorientowałam się, co chce zrobić i kiedy mnie pocałował, zdębiałam.
            Od prawie roku nikt nie zbliżył się do mnie w taki sposób. Stałam jak kłoda i nawet nie potrafiłam go odepchnąć.
            Wtedy pod powiekami nagle pojawił mi się uśmiechnięty Gaara, który zawsze łapał moje policzki i przyciągał do tak namiętnych pocałunków, że aż kręciło mi się w głowie. Doskonale pamiętałam kształt jego ust, ich smak i to, jak potrafił całować. Właśnie wtedy odsunęłam się od Keia i zmieszana nie byłam w stanie na niego spojrzeć. Było mi strasznie gorąco.
-Kei, proszę cię, nie. Ja naprawdę...
-Wiem. To nie jest dobry czas. Poczekam.- powiedział, a potem podszedł do drzwi.- Dobrej nocy Saro.

            Chwiejnym krokiem podeszłam do stołu po swój telefon, a potem wybrałam numer do Sakury. Odebrała już po drugim sygnale.
-Saro, coś się stało? Jest bardzo późno.
-Saki, proszę cię, przyjedź do mnie. Oszaleję, jeśli zostanę sama.- cała się trzęsłam kiedy z nią rozmawiałam.
-Co jest?! Za chwilę u ciebie będę!!!- krzyknęła i rozłączyła się.

            Saki zastała mnie w mojej sypialni, w której jak szalona pakowałam swoje rzeczy do pudeł. Byłam roztrzęsiona, a ona od razu to zauważyła.
-Sara, co się stało?- kiedy położyła mi dłoń na ramieniu mocno ją przytuliłam. Saki odprowadziła mnie do łóżka, a potem usiadła ze mną na materacu.
            Opowiedziałam Saki o dzisiejszej wizycie Marie, a potem odwiedzinach Keia. Tak jak zupełnie nie zdziwiła się tym, że Kei mnie pocałował, tak bardzo zdziwiła ją postawa Marie.
-Kei starał się o ciebie od czasu, kiedy powiedziałaś mu o rozwodzie z Gaarą. Jednak jeśli chodzi o Marie... Sara, widzę, że nie to cię trapi.
-Kiedy Kei mnie pocałował zobaczyłam Gaare. Zobaczyłam go takiego, jak zawsze, kiedy między nami było dobrze. Uśmiechał się do mnie i całował. Całował mnie tak, jak zawsze całował. - moim ciałem wstrząsnął dreszcz na wspomnienie tego, kiedy Kei mnie pocałował, ale zamiast jego ust czułam usta Gaary.
-Najwidoczniej nadal go kochasz. Marie chyba chciała powiedzieć ci to samo, kiedy mówiła o dumie. Wiesz dobrze, że do napisania pozwu nie doprowadziło to, że Gaara cię bił, zdradzał czy inne powody, tylko to, że bał się powiedzieć o wyjeździe i dowiedziałaś się tego nie od niego. To już ponad dziewięć miesięcy jak nie ma go w Tokio. Uwierz, że na pewno nie ty jedna miałaś ciężko z tego powodu. Zostałaś tu z rodziną, on pojechał z kumplem gejem i kolesiem, którego najchętniej by zabił. Myślę, że wyszedł na tym jednak gorzej niż ty.- wstałam z łóżka i znowu podeszłam do szafki, żeby zacząć pakować swoje rzeczy.- Sara, przemyśl to i zastanów się czy ty aby na pewno chcesz tego rozwodu.- Saki złapała mnie za nadgarstek i próbowała powstrzymać od chaotycznego wrzucania wszystkiego jak leci do kartonowego pudła.
            W pozwie, który przygotowałam z pomocą mojego wykładowcy zrzekłam się wszystkiego, co w trakcie trwania małżeństwa dostaliśmy z Gaarą od jego rodziny. Nie chciałam domu, mebli, biżuterii i innych rzeczy, które w jakikolwiek sposób mogłyby zakłócać moje życie po rozwodzie. Chciałam całkowicie odciąć się od przeszłości. Miałam w tym roku kończyć dwadzieścia dwa lata i jak na tak młody wiek jedno nieudane małżeństwo było wystarczającym powodem do złości na samą siebie.
-Sakura chcę. Chce tego rozwodu. Miałam dość czasu na zastanowienie się nad tym. Chcę się rozwieść i zacząć życie od nowa. Gaara dał mi wystarczający powód, żeby więcej mu nie zaufać. A nie mogę żyć z kimś takim.- westchnęłam.
-Myślisz, że on naprawdę miał wybór co do tego wyjazdu? W sensie, że gdyby mógł, to nie pojechałby?- zapytała nagle, a ja potrzebowałam chwili, żeby się zastanowić.
-Myślę, że tak. Mógł. On chyba chciał... Chciał uciec. Nasze życie po przeprowadzce stało się po prostu okropną rutyną, która w końcu musiała gdzieś znaleźć swoje ujście. Uciekliśmy od siebie, bo tak było najwygodniej.- spojrzałam na swoją koszulkę, którą z całych sił mięłam w dłoniach.
-Sara, myślę, że Gaara po prostu się bał. Wiedział, że między wami i tak sytuacja była podbramkowa. Powiedzenie ci o wyjeździe w momencie, kiedy tak się kłóciliście serio doprowadziłoby do jeszcze gorszych rzeczy.
-Sakura! Gaara wiedział o wyjeździe już dużo wcześniej. Jeszcze zanim zaczęliśmy się kłócić. Nie usprawiedliwiaj go. Wyjazd był dla niego po prostu dobrą wymówką do ucieczki. Nigdy nawet przez myśl by mi nie przyszło, że akurat on zdecyduje się na taki krok. Gaara po prostu mnie opuścił.
-Bo powiedziałaś mu, że może to zrobić z czystą kartą. W kilku ostrych słowach jasno dałaś do zrozumienia, że nie ma czego u ciebie szukać. Wcale mu się nie dziwę, że się poddał.- zacisnęłam palce na kartonie, do którego chowałam rzeczy.
-Będzie miał czystą kartę i możliwość o decydowaniu, co chce zrobić ze swoim życiem. Tak będzie najlepiej dla niego i dla mnie. Jesteśmy bardzo młodzi, więc zdążymy sobie poukładać życie od nowa.- powiedziałam bez zbytniego przekonania. Sakura od razu to wyczuła, bo uśmiechnęła się do mnie.
-Wysłałaś już pozew?- zapytała, a ja zaczęłam przecząco kręcić głową.- Wiesz, że w takim tempie to raczej do września się nie rozwiedziesz? Z twoim zapałem w życiu nie chciałabym mieć cię w drużynie, która miałaby okazywać entuzjazm. Przecież ten pozew wysłany nawet poleconym, będzie szedł ze dwa tygodnie o ile gdzieś się nie zapodzieje. Na twoim miejscu doręczyłabym Gaarze papiery osobiście, kazała mu je podpisać, a potem na drugi dzień wróciła do Tokio. Przynajmniej będziesz mogła złożyć wniosek od razu po przylocie do domu.
            Zaczęłam przyglądać się Saki.
-Mam nadzieję, że nie planujesz niczego w stylu: aby się pogodzili, bo dobrze wiesz, że ci się to nie uda. Musiałby zdarzyć się jakiś cud, żebym w ogóle zaczęła rozważać zmianę zdania...- Sakura wzruszyła ramionami na moje słowa.
-Ja ci cudu nie wynajdę. Nie chcę żebyś godziła się z Gaarą. Chcę żebyś jak najszybciej mogła zacząć nowe życie. Bez rozwodu nadal będziesz tkwić w przeszłości. A jadąc tam mogłabyś załatwić to w przeciągu kilku minut. Chodzi tylko o głupi podpis na dokumentach...
-Podaj mi laptopa, proszę.- mruknęłam, a Sakura uśmiechnęła się do mnie.

            Kiedy kilka dni później dalej pakowałam swoje rzeczy, nie mogłam wygrzebać jednej z moich ulubionych bluzek. Stanęłam na palcach i mocną szarpnęłam za materiał, a po chwili krzyknęłam, kiedy coś ciężkiego spadło na moją stopę. Skacząc na jednej nodze spojrzałam na ziemię i aż zatrzymałam się w miejscu z wrażenia.
            Na podłodze leżał album ze zdjęciami, który ponad dwa lata temu przygotowałam Gaarze na urodziny. Otworzył się dokładnie na stronie z podpisem: "To co daje nam największe szczęście, to my sami." Ledwo łapiąc powietrze klęknęłam na podłodze i dotknęłam zdjęcia. Ze wszystkich jakie kiedykolwiek zrobiliśmy razem, to było moim ulubionym. Zostało zrobione zanim się pobraliśmy, ale uważałam, że żadne inne nie oddało w tak piękny sposób tego, co do siebie czuliśmy. Wpatrywaliśmy się w siebie tak, jakby każde z nas było dla siebie cudem. Drżącymi palcami zaczęłam przerzucać strony na zdjęcia, które zaczęliśmy dodawać do albumu już po ślubie. Gaara w garniturze, ja w sukni ślubnej w dniu ślubu. Następnie ja i Gaara na zdjęciu z wycieczki na Seszele. Nasze pierwsze wspólne święta jako małżeństwo, sylwester. Kolejne urodziny Gaary, jakiś spontaniczny wyjazd za miasto, moje urodziny, nasza pierwsza rocznica ślubu z wyjazdu na Filipiny...
            Dopiero wtedy naprawdę zaczęłam płakać. Wpadłam w histerię i czym prędzej zamknęłam album, a potem wzięłam go w ręce i chciałam wrzucić na dno szafy. Kiedy zaczęłam układać go pod różnymi kątami, coś wypadło z jego wnętrza.
            Była to najzwyklejsza biała koperta podpisana moim imieniem. Od razu poznałam eleganckie pismo mojego męża. Sięgnęłam po kopertę i usiadłam na brzegu łóżka. Rozerwałam papier, a potem bardzo głęboko odetchnęłam zanim zajrzałam do środka. Była tam tylko jedna zapisana kartka papieru.
Moja Najukochańsza,
Wiem, przez co teraz przechodzimy. Widzę, jak każdego dnia patrzysz na mnie z coraz większą niechęcią, złością, żalem. Wiem, że wściekasz się na mnie za to, że zostawiam Cię na tak długo. Wiem, że uważasz mnie za samolubnego i w pewnym sensie tak jest. Cambridge zawsze było marzeniem mojej rodziny. Nigdy moim. Dopóki nie poznałem ciebie, nie miałem marzeń. Nie miałem konkretnie wytyczonych celów, ale w dniu, w którym rozmawialiśmy po raz pierwszy, a ty uśmiechnęłaś się do mnie, zacząłem marzyć o tym, żeby oglądać ten uśmiech każdego dnia, o każdej porze. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek mi się to uda. Kiedy zaczęliśmy być razem, a potem pobraliśmy się, nadal myślałem, że śnię, choć wiedziałem, że to wszystko działo się naprawdę. Mogłem budzić się przy tobie każdego ranka i zasypiać każdej nocy wtulony w twoje plecy, a twoje czarne włosy łaskotały mnie w twarz. Uwielbiałem oglądać twoje podekscytowanie, twoją radość, twoje szczęście. Dzieliłem je z tobą za każdym razem. Za każdym razem również bolała mnie twoja porażka, twój smutek i ból.
Kiedy zaczęliśmy się kłócić po przeprowadzce do nowego domu, wiedziałem, że było to nieuniknione. Nagle byliśmy tylko my dwoje. Bez wujków, Sasuke, Sakury, Itachiego. Widziałem, jak bardzo zła byłaś, kiedy wracałem po nocach do domu męczony jak diabli z powodu zajęć na uczelni. Widziałem, jak bardzo chcesz, żebym pomagał ci w obowiązkach domowych, choć naprawdę nie miałem na to siły i ochoty. Wiedziałem, jak sfrustrowana byłaś, kiedy coś psuło się w domu, a ja nie miałem jak tego naprawić, więc po prostu robiłem to po nocach…
Ale nie o tym chcę pisać. Wiem, że po moim wyjeździe do Londynu prędzej czy później dostanę od ciebie papiery rozwodowe. Jestem tego pewny tak bardzo, jak tego, że w tej chwili oddycham. Podejrzewam, że myślałaś o tym już od długiego czasu. Widziałem to w twoich oczach. W podziale majątku możesz napisać z orzeczeniem o mojej winie Możesz zabrać wszystko. Niczego nie potrzebuję i niczego nie chcę. Dom, wszystko co w nim mamy jest nic nie wartą skorupą, do której musiałbym wracać. Podpiszę papiery bez zająknięcia. Zrobię to tylko dlatego, że zależy mi na twoim szczęściu, a jeśli będziesz bardziej szczęśliwa beze mnie, ja również będę szczęśliwy, że mogłem uwolnić cię od ciężaru życia z kimś, z kim szczęśliwa nie jesteś.
Nie chcę domu, pamiątek. Nie chcę niczego, ponieważ nawet teraz, kiedy jeszcze jesteśmy obok siebie, ale nie razem, nie umiem cieszyć się z niczego. Kiedy nie otwierasz mi drzwi z szerokim uśmiechem, nawet słońce nie jest w stanie zmusić mnie do życia. Kiedy nie słyszę twojego głosu, twojego śmiechu, nie mogę podzielić się z tobą moimi myślami, nie chcę pustych ścian, od których odbija się tylko echo wspomnień.
Moim życiem stałaś się ty, od dnia, w którym cię poznałem. I jeśli ty masz żyć i być szczęśliwa, wtedy, kiedy odejdę, jestem gotowy oddać swoje szczęście dla ciebie, abyś tylko mogła mieć to, czego pragniesz i obdarzała świat uśmiechem, który ja tak kocham.
Na zawszę Twój
Gaara
            Po przeczytaniu tego listu zaczęłam zanosić się płaczem tam mocno, że aż brakowało mi powietrza. Mięłam papier w dłoniach i trzymałam się za klatkę piersiową.
-Gaara, ty idioto... Ty pierdolony idioto...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8