Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 68

Obudziłam się chwilę po szóstej rano. Niebo było zasnute mgłą, a po szybach spływały krople deszczu. Westchnęłam z niezadowolenia widząc to, a potem obróciłam się w stronę Gaary, który spał spokojnie. Z tego, co wiedziałam od Marie praca w sądzie zaczynała się od ósmej, więc przytuliłam się do niego. Odruchowo objął mnie ramieniem, a potem znowu zaczął oddychać bardzo miarowo.
-Kochanie, obudź się.- mruknęłam mu na ucho, a potem lekko je przygryzłam. Gaara zamruczał, a potem odwrócił głowę w drugą stronę.- Miśku, wstawaj. Dochodzi szósta trzydzieści. Musisz iść dzisiaj do sądu.- Gaara mocno mnie objął, a potem zwinął nas w kłębek.- Gaara.
-Sara, dzisiaj sobota. Zaczynam pracę o dziesiątej.- mruknął. Kiedy to powiedział próbowałam jeszcze przysnąć wtulona w niego, ale jet lag skutecznie mi to uniemożliwił.

            W czasie, kiedy Gaara spał, ja bardzo szybko się ubrałam, wzięłam portfel i telefon z torby, klucze z blatu w kuchni i wyszłam na zakupy.
            Podczas spaceru przez dzielnicę z zaciekawieniem rozglądałam się po okolicy. Możliwość przebywania z ludźmi, którzy posługiwali się językiem angielskim od razu sprawiła, że powróciły wspomnienia ze Stanów. I niemal od razu przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Sakury, kiedy tylko załatwię sprawy z Gaarą.
            Rozmawiałam z nią bardzo zdawkowo. Nie chciałam póki co mówić o tym, że ja i Gaara się pogodziliśmy. Kiedy zapytała o powrót, szybko wymyśliłam, że Londyn bardzo mi się spodobał i chciałabym tu zostać kilka dni, żeby zwiedzić i pobuszować po sklepach. Życzyła mi przyjemnego pobytu i prosiła o to, żebym zadzwoniła, kiedy już będę wracać.
            Obładowana niczym wielbłąd dotaszczyłam siatki na samą górę i czułam się jakbym nagle miała dużo dłuższe ręce. Gaara nadal spał, kiedy przyszłam, a ja skorzystałam z okazji i zaczęłam przygotowywać nam śniadanie.
            Obudziłam Gaare około ósmej. Nadal był trochę nieprzytomny, więc kiedy wszedł do kuchni od razu przytulił się do mnie.
-Nie chce mi się...- mruknął, a ja zaczęłam się śmiać.
-Idź do salonu. Przygotowałam dla nas śniadanie.- skradłam mu szybkiego całusa, a potem przemieszałam warzywa na patelni.
-Kawa?- zaspany przetarł twarz.
-Stoi na stole. Idź. Za chwilę do ciebie przyjdę.- jednak Gaara wcale nie miał zamiaru sobie iść. Położył mi dłonie na biodrach i zaczął całować po karku.
-Nie sądziłem, że tak mnie wymęczysz w nocy. Ledwo widzę na oczy.- zaśmiałam się, a potem odwróciłam się twarzą do Gaary i założyłam mu dłonie na kark. Pocałowałam go, a on westchnął.- Za takimi porankami tęskniłem najbardziej.
-Gaara, idź zjeść śniadanie. Na dziesiątą musisz być w sądzie. Nie chcę potem mieć poczucia winy, że przeze mnie się spóźniłeś. Nigdzie się nie wybieram i będę na ciebie czekać. Obiecaliśmy Ryu, że wyjdziemy z nim na miasto.
-Wolałbym pójść z tobą do łóżka, nie na piwo.- przewróciłam oczami na słowa Gaary.- Pójdziemy na jakiś obiad, kiedy wrócę?
-Zrobiłam zakupy, więc dzisiaj zjemy w domu. Jutro, jeśli nadal będziesz chciał mnie gdzieś zaprosić, bardzo chętnie pójdę.- Gaara dał mi buziaka, a potem się do mnie uśmiechnął.
-Idę jeść. Za chwilę będę musiał się ogarnąć, co zdecydowanie dzisiaj nie idzie mi za dobrze.

            Po śniadaniu Gaara poszedł wziąć szybki prysznic i zaczął się ubierać. Ja z kolei przygotowałam mu jedzenie na wynos i położyłam na blacie w kuchni. Mój mąż zasapany wszedł do środka pomieszczenia. Zmarszczyłam czoło, kiedy zobaczyłam jak jest ubrany.
-Nie powinieneś nosić garnituru do pracy? Już wczoraj chciałam cię o to zapytać, ale jakoś wyleciało mi z głowy.- wskazałam na jego ciemne jeansy i sweter w beżowym kolorze.
-Ja nie muszę. Wymagają tego ode mnie tylko wtedy, kiedy uczestniczę w rozprawach sądowych. Wewnętrzny dress code sądu zakłada, że tylko oficjalni pracownicy sal sądowych czytaj sędzia i tak dalej mają obowiązek pojawiać się na co dzień w garniturze. Jako, że ja większość czasu spędzam przy papierach i w zamknięciu, nie łapię się na te zasady. Nie mogę chodzić w dresie, ale mam prawo do bardziej luźnego stroju.- Gaara wyjął z lodówki butelkę wody i wrzucił ją do swojej torby. Podałam mu pudełko z jedzeniem, a on najpierw zmarszczył czoło, a potem uśmiechnął się do mnie.- Dawno nie miałem okazji jeść prawdziwego domowego jedzenia.
-Lepiej się przyzwyczajaj. Przy okazji bardzo się cieszę, że nie chodzisz w garniturze.- wzruszyłam ramionami.
-Dlaczego? Wyglądałbym w nim dobrze.- Gaara zaczął zakładać buty na nogi.
-Dlatego, że wyglądasz w garniturze zdecydowanie za dobrze, a twoje koleżanki z sądu łapałyby się pewnie wszystkiego, żeby zobaczyć, co masz pod ubraniem. - Gaara zaczął się śmiać.
-Zostawiam ci klucze. Gdybyś czegoś pilnie potrzebowała po prostu zadzwoń, albo przyjdź do sądu. Powinienem być w domu chwilę po piętnastej. Zostawić ci jakieś pieniądze?- zapytał, a potem narzucił na siebie kurtkę przeciwdeszczową, a do torby dołożył małą parasolkę.
-Nie, spokojnie, poradzę sobie ze wszystkim.- podeszłam do Gaary, kiedy otwierał drzwi. Pochylił się i skradł mi namiętnego całusa.
-Do zobaczenia później.

            Jeśli chodziło o moje "poradzę sobie ze wszystkim" przeliczyłam się z tym bardzo szybko. I to w momencie, kiedy chciałam wziąć głupi prysznic. Kiedy przekręcałam kurek z napisem low/medium/high woda nie chciała lecieć z prysznica za żadne skarby świata. Przekręcałam ten kurek dziesięć razy, aż w końcu poddałam się i zadzwoniłam do Gaary. Wyjaśnił mi, że za drzwiami znajduje się coś, co wyglądał jak włącznik. Napis ON na guziku musiał być wciśnięty w ścianę, żeby z prysznica mogła lecieć woda. Wcisnęłam go, a potem stanęłam pod prysznicem.
-Woda nie leci.- powiedziałam do telefonu.
-Teraz odkręć kurek na wybrane ciśnienie wody... Tylko wyjdź spod prysznica, inaczej...- Gaara starał się powiedzieć to bardzo szybko, ale nie zdążył. Odkręciłam kurek, a lodowata woda jaka wyleciała z słuchawki prysznicowej sprawiła, że wrzasnęłam, a potem potknęłam się o próg i wyrżnęłam jak długa na podłogę.
            Po bardzo kiepskim prysznicu próbowałam zlokalizować gniazdko w łazience, żeby móc wysuszyć włosy, ale jak się okazało nie było go tam. Gaara napisał mi wiadomość, że zasady BHP nie pozwalają na gniazdko w łazience, ponieważ może to stwarzać zagrożenie dla życia. Kiedy wysuszyłam włosy w salonie miałam na głowie gniazdo...
            Poszłam na szybkie zakupy, żeby móc ubrać coś ładnego na dzisiejszy wieczór. Kiedy zapytałam dwie nastolatki o to, gdzie znajduje się najbliższy taki sklep wskazały mi popularnego na wyspach Primarka. Okazało się jednak, że sklep znajdował się spory kawałek od dzielnicy a samo dojście tam oscylowało w granicach ponad pół godziny w jedną stronę. Zrezygnowałam więc z tego pomysłu i poszłam do Harrodsa, który dzień wcześniej pokazywał mi taksówkarz. Kiedy na samą bluzkę i spodnie wydałam ponad dwieście funtów, uznałam, że nigdy więcej nie pójdę tam na zakupy...
            Gaara wszedł do domu w momencie, kiedy kończyłam obiad.
-Jak już na spokojnie się oporządzisz zanieś proszę talerze na stół!- krzyknęłam, kiedy drzwi trzasnęły. Ja ratowałam ryż, który przypaliłam, próbując gotować go na elektrycznej kuchence...
            Gaara wszedł do kuchni i zaczął mi się przyglądać. Po chwili wziął talerze i zaniósł je na stół. Kiedy wrócił do kuchni, przekładałam wszystko do miseczek i łapałam w ręce, żeby zanieść je do salonu. Gaara westchnął, wziął ode mnie jedzenie, a potem pomógł mi wszystko przetransportować.
            Weszłam do salonu i zauważyłam na stole piękny bukiecik kwiatów oraz butelkę wina.
-Ojej!- krzyknęłam zaskoczona, a w tym momencie Gaara odebrał ode mnie ostatnie miseczki, postawił je na stole, a potem chwycił mnie za biodra i przyciągnął do siebie. Musiałam przyznać, że ochota na jedzenie przeszła mi w kilka sekund po tym jak Gaara mnie pocałował.
-Uznałem, że miło będzie wypić wino do obiadu. Gorzej, że nie mam kieliszków i zastanawiam się z czego będziemy je pić...
-Uwierz, że kiedy mieszkasz w akademiku zwykła szklanka nabiera nagle tysiące zastosowań. Nie martw się.- musnęłam usta Gaary, a potem szybko poszłam do kuchni wziąć z niej szklanki.
            Przy obiedzie streściłam Gaarze cały przebieg dnia pod jego nieobecność. Śmiał się, ale odpuścił sobie wredne docinki.
-Kwestia przyzwyczajenia. Jesteś tu dopiero od wczoraj...- mruknął, a potem zapatrzył się przez okno.
-Wszystko dobrze? Jesteś dziwnie milczący od czasu, kiedy przyszedłeś. Błagam, nie mów, że zaproponowali ci miejsce na stałe i chcą żebyś tu został?- zmroziło mnie na tą myśl.
-Nie. Nawet gdyby tak było odmówiłbym. W Tokio mam całą rodzinę, a Londyn nie jest szczytem moich marzeń jeśli chodzi o karierę... Baki mówił, że po studiach mam pewną pracę u niego w kancelarii. Także o to najmniej się martwię.
-Czyli moje spoliczkowanie jego syna nie wpłynęło na tą decyzję?
-Wręcz przeciwnie. Martwię się raczej... Naoki. Naoki i jego zachowanie od samego rana mnie męczą. Spodziewałem się, że po tym, co zobaczył wczoraj na pewno zachwycony nie będzie, ale tak chamski w stosunku do ciebie nie był jeszcze nigdy.
-Do mnie? Co on takiego mógł powiedzieć?
-Że po prostu brakowało ci bolca i dlatego skorzystałaś z okazji, żeby pójść ze mną do łóżka. I inne takie.- Gaara wzruszył ramionami.
-Jak mi powiesz, że mu uwierzyłeś, przywalę ci patelnią.- Gaara głośno się zaśmiał.
-Jestem za stary żeby takie teksty mnie ruszały. Poza tym znam cię. Gdybyś naprawdę chciała się rozwieść nic by cię od tego nie odwiodło. Nawet gdybym obiecał, że nigdy więcej cię nie opuszczę. Umiesz być zimna i bezwzględna.
-No dzięki! Nie ma jak wspierający mąż! Powie ci taki, że zimna suka z ciebie...- krzyknęłam, a Gaara zaczął się głośno śmiać. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Tylko czasami. Normalnie jesteś tak gorąca, że aż parzysz.- pocałował mnie, a ja odwzajemniłam dotyk jego warg. Usiadłam okrakiem na jego udach i jeszcze pogłębiłam pocałunek.- Na przykład teraz.
-Już nie słodź. Dobrze wiesz, że nie lubię sama odmawiać sobie przyjemności, więc po prostu bądź cicho i pozwól robić mi to, na co mam ochotę.- mruknęłam w jego usta, a potem złapałam za guzik od jego koszuli.
            Kiedy zaczęliśmy szykować się do wyjścia na miasto, Gaara wszedł do łazienki w momencie, kiedy się malowałam.
-Sprawdzasz jak prace postępowe?- zapytałam, a potem zaczęłam nakładać róż na poliki.
-Nie. Przypomniałem sobie o czymś, i po prostu przyszedłem ci dać.- powiedział, a potem wyciągnął w moją stronę zaciśniętą pięść. Kiedy ją otworzył na chwilę mnie wcięło.
-Moja obrączka...- odruchowo wyciągnęłam w jego stronę lewą dłoń. Gaara wsunął mi na palec biżuterię, a ja się do niego uśmiechnęłam.- Miałeś ją ze sobą cały czas?
-Tak. Zabrałem ją z Tokio na pamiątkę. Jak pamiętasz w liście napisałem ci, że jestem pewny tego, że dostanę papiery rozwodowe, więc uznałem, że chcę mieć cokolwiek, co świadczyło o tym, że kiedykolwiek byliśmy razem. Jak widzisz jestem masochistą.
-Jesteś. Ale za ten rodzaj masochizmu kocham cię najbardziej. Poza tym ta obrączka wygląda najładniej tylko na swoim prawowitym miejscu czyli moim palcu.- wytknęłam mu język, a on zaczął się śmiać.

            Wyszliśmy z domu chwilę przed dziewiętnastą, żeby równo o umówionej godzinie być w pubie. Jako, że była sobota większość ogródków przed knajpkami była już pozajmowana, a my trafiliśmy w niezły kocioł, kiedy weszliśmy do umówionego miejsca. Ryu, który chyba od samego początku wypatrywał nas, od razu wstał i zaczął machać. Zaczęliśmy przepychać się przez tłum i w końcu udało nam się dojść do stolika. Ryu od razu mnie przytulił.
-Dokonałaś niemożliwego! Wyciągnęłaś go z domu!- Ryu wskazał na Gaare, który witał się ze swoimi znajomymi. Zaczęłam się śmiać.- Dawno nie widziałem go tak szczęśliwego, Sara. Właśnie tak powinien wyglądać już zawsze. Ty z resztą też.
            Przyjrzałam się Gaarze, który szeroko uśmiechnięty przybijał piątki z chłopakami z sądu, oraz wymieniał uściski dłoni. Promieniał. W porównaniu do dnia wczorajszego, kiedy przyjechałam do niego do sądu teraz po prostu promieniał.
            Kiedy zaczęłam się z nim umawiać wszyscy mówili mi, że wyglądam pięknie. Sakura od razu wiedziała, że to zasługa świetnego seksu jaki uprawiałam, ale sama przyznała, że oprócz tego widać było ode mnie szczęście. I właśnie to samo szczęście widziałam teraz w Gaarze. Zrobiło mi się ciepło na sercu, kiedy o tym pomyślałam.
-Sara, chodź! Przedstawię cię.- Gaara stał obok swoich kumpli, a ja podeszłam do niego. Od razu objął mnie ramieniem.- Tak na wstępie chciałem ci tylko zaznaczyć, że moi koledzy nie wierzyli w twoje istnienie i posądzali mnie o ukrywanie się i bycie gejem.
-Przecież ja też cię o to podejrzewałam.- spojrzałam na Gaare, a jego koledzy zaczęli się śmiać.- A co do formalności to miło mi was poznać. Co prawda nie miałam okazji posłuchać historii o waszej współpracy, ale liczę na to, że dowiem się czegoś nowego. Nazywam się Sara Sabaku i jestem żoną tego przystojniaka. I od razu mówię wam, że nie. Na pewno nie jest gejem.
-Więc jednak naprawdę jesteś żonaty! A to niespodzianka! Powiem ci, że nikt nie chciał mu wierzyć. Twoje istnienie było owiane takimi tajemnicami i legendą, że sami zaczęliśmy się zastanawiać, czy w ogóle istniejesz.- zaczęłam się głośno śmiać, a potem wtuliłam się w Gaare.
-Jak widzicie istnieję! Choć zastanawiam się skąd te legendy i tajemnice się wzięły? Gaara opowiadał o mnie jakieś niestworzone historie?- zapytałam facetów.
-Co chcesz do picia?- Gaara wymruczał mi na ucho.
-Może zimne piwo? Jakieś takie narodowe. Zobaczę co proponują. Iść z tobą?- zapytałam, kiedy Gaara dał mi do ręki swoją kurtkę.
-Nie. Poradzę sobie, spokojnie. Usiądź sobie i zobacz z kim przez ostatni rok miałem okazję pracować.- Gaara skradł mi buziaka, a potem poszedł w stronę baru. Ja z kolei usiadłam na wolnym krześle, a na drugim zawiesiłam kurtkę Gaary rezerwując mu miejsce.
-Czyli naprawdę istniejesz. Dziewczyny będą niepocieszone.- jeden z kolegów Gaary uśmiechnął się do mnie.- Nazywam się Mikey. A to Luke, Charlie i Nathan. Pracujemy razem z twoim mężem w sądzie. Gaara mówił, że oboje pochodzicie z Tokio, ale nie wyglądasz na typową Azjatkę.
-Moja mama jest Japonką, mój tata Niemcem. Pewnie stąd ten wygląd.- wzruszyłam ramionami.- Znacie się z chłopakami od początku stażu?
-Nie. Poznaliśmy ich dopiero kilka tygodni później, kiedy oficjalnie zaczęli uczestniczyć w rozprawach sądowych. Zwykle byli zamknięci w swoich gabinetach i chyba bali się nawiązać jakikolwiek kontakt!- barman tak podkręcił muzykę, że normalna rozmowa przerodziła się w krzyk.- Po jednej z rozpraw Gaara podszedł do nas żeby wymienić uścisk dłoni i zapytać o coś. Od tej pory wywiązał się jako taki kontakt. Chociaż trzeba przyznać, że do wyjść do pubu bardziej skłonni są Ryu i Naoki. Dopiero później, kiedy Gaara oficjalnie przyznał się, że jest żonaty trochę spuściliśmy z tonu. A potem znowu zaczęliśmy dopytywać o ciebie, bo jakoś nie opowiadał o tobie za dużo. Co prawda obrączkę nosił, ale ciebie ani widu ani słychu.
-A teraz proszę! Jestem! Miałam swoje studia na głowie. Teraz cieszę się wakacjami i mogłam pozwolić sobie na krótki wyjazd.- Gaara postawił przede mną szklankę z piwem zabarwionym na ciemno. Odstawił swoje piwo na stolik, a potem usiadł na krześle.
-Mocno mnie obsmarowali?- zapytał.
-Wcale. Chyba próbowali się dowiedzieć czemu o mnie nie opowiadałeś. W sumie mnie też to interesuje. W Japonii ciągle tylko zaznaczasz przy przedstawianiu: Moja żona.
-Bo tam faceci od razu muszą wiedzieć, że mają się odczepić. Tutaj przyjechałem bez ciebie i nie musiałem cię bronić przed innymi!- Gaara powiedział, ale żaden z facetów nie mógł tego zrozumieć, ponieważ mówił po japońsku. Dopiero po chwili zreflektował się, i powiedział coś zupełnie innego.- Myślałem, że Sara nigdy tu nie przyjedzie i tyle. Jak widzicie jestem żonaty. Nie kłamałem.
            Jakąś godzinę później dołączył do nas Naoki. Nie wyglądał najlepiej, przywitał nas tylko burknięciem, a kiedy poszedł do baru, wrócił z całą butelką wódki. Usiadł w kącie kanapy i nie odzywając się do reszty, zaczął pić.
            Kiedy do naszej grupki dołączyły dziewczyny, z którymi pracował Gaara, miałam ochotę parsknąć śmiechem. Poubierały się w mini i dekolty, tak jak kiedyś Marie. I ich miny jasno świadczyły o tym, że ubrały się tak dlatego, że miały ochotę spróbować czegoś orientalnego.
-Gaara! Naoki! Ryu!- krzyknęły bardzo głośno, a potem podeszły do stolika.
            Spojrzały po chłopakach, a kiedy zawiesiły wzrok na mnie, jedna z nich od razu zapytała bardzo opryskliwym tonem.
-A ty, to kto?- uśmiechnęłam się do niej w ogóle nie zrażona jej zachowaniem.- Nie kojarzę cię z sądu. Nowa stażystka?
-Nazywam się Sara Sabaku. Jestem żoną Gaary. Miło mi poznać.- powiedziałam. Wszystkie jak jeden mąż spojrzały po sobie.
-Więc on naprawdę jest żonaty? Myślałyśmy, że po prostu kłamie, żeby ukryć, że jest gejem.- zgięłam się w pół ze śmiechu, kiedy usłyszałam to po raz kolejny.
            Musiałam przyznać, że tak jak koledzy Gaary byli naprawdę mili, tak dziewczyny raczej skore do rozmowy nie były.
-Słyszałeś, że doszły nowe dowody w sprawie tej trzynastolatki?- zaczął jeden z kolegów Gaary, ale ja niemal natychmiast się wtrąciłam.
-Nie! Nie ma rozmowy o pracy! Nie przyszliśmy tu po to, żeby roztrząsać problemy innych. Porozmawiacie sobie o tym w poniedziałek!- powiedziałam bardzo stanowczo, a chłopcy się zaśmiali.
-Twarda sztuka! Dobrze, dobrze. W takim razie skoro legenda ożyła, wypytamy ciebie o trochę rzeczy. Ile masz lat?
-Dwadzieścia dwa. Skończyłam równo pięć dni temu. Gaara, poszedłbyś mi po piwo? Jak nie, to sama się przejdę.- zapytałam, a Gaara uśmiechnął się do mnie i wstał.
-Studentka, którego roku i jakiego kierunku lub jakiej specjalizacji?- zapytał Nathan.
-Studentka trzeciego roku uniwersytetu tokijskiego na wydziale prawa o profilu radca prawny.- powiedziałam jednym tchem.
-I ty i Gaara studiujecie prawo? Nieźle. Dobrana z was para. Ile lat po ślubie?
-Za miesiąc równo trzy lata.- uśmiechnęłam się, a oni zmarszczyli czoła.
-Zaraz... Miałaś dziewiętnaście lat wychodząc za mąż? Japonia to naprawdę stan umysłu!- jeden z chłopaków prawie zerwał się z miejsca.
-Kwestia spojrzenia na to pod różnymi kątami. W naszym kraju mając dwadzieścia jeden lat kobieta osiąga status starej panny, o czym dowiedziałam się niedawno... Stany szczycą się tym, czym wy. Do trzydziestki, byle nie wcześniej... Co kraj, to obyczaj.- machnęłam ręką.
-Masz rację. Dobra. Dalej. Jakieś ukryte talenty?
-Śpiewam i gram na instrumentach. Chodziłam do szkoły muzycznej.- powiedziałam.
-Dodaj jeszcze, że jesteś gimnastyczką, to zaczną mi ciebie zazdrościć.- Gaara podał mi piwo. Kiedy spróbowałam moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia.- Dobre?
-Pyszne! Co to?
-Guinness z sokiem porzeczkowym. Co prawda nie jest to angielskie piwo, ale po sąsiedzku z Irlandią jakoś ujdzie. Wracając do pytania, które zadaliście, Sara jest też świetną tancerką i gimnastyczką.
-Rozumiem, że umie rozciągać się we wszystkie strony?- jeden z chłopaków spojrzał na Gaare, a on szeroko się uśmiechnął.
-Żebyś wiedział. Kiedyś o mało nie dostałem zawału, kiedy znalazłem ją w salonie na podłodze wygiętą jak w Egzorcyście. W ostatniej chwili powstrzymałem się od wrzasków. Wyglądała jak zawiązana na supełek.- Gaara próbował zobrazować coś, co wtedy zobaczył.
-Mówiłam ci, że moje ciało i tak nie jest już tak giętkie jak cztery lata temu. Zaczęłam się starzeć, poza tym wypadłam z wprawy. Kiedy wrócę do Tokio muszę pomyśleć o jakiś zajęciach dodatkowych.- mruknęłam.
-Nie. Wcale nie jesteś giętka. Co to za problem złożyć się jak scyzoryk i móc oprzeć pośladki na własnej głowie? Przecież każdy to potrafi.- zaczęłam się śmiać i uszczypnęłam Gaare w bok.-Auć! Odwet?
-Te, panie karateka! Przypomnieć ci Chucka Norrisa z wykopem w powietrzu? Poza tym sam umiesz robić szpagaty i inne rzeczy. Ja jestem po prostu po dobrym wyszkoleniu z gimnastyki i baletu. Gdybyś ćwiczył, też byś to umiał. Wielkie rzeczy.- mruknęłam, a potem napiłam się piwa.
            Poczułam wibracje telefonu i kiedy go wyciągnęłam omal nie zakrztusiłam się piwem. Na ekranie wyświetlił mi się uśmiechnięty Kei. Gaara od razu sposępniał, kiedy to zobaczył i zatopił się głęboko w krześle, a dobry humor opuścił go na dobre. Westchnęłam, a potem odrzuciłam połączenie. Kiedy zadzwonił jeszcze dwa razy, zrobiłam to samo.
-Mama?- zapytał Nathan.
-Nie. Kolega ze studiów. Oficjalnie jestem na wakacjach. Nie mam zamiaru teraz z nim rozmawiać.- powiedziałam, a potem przykleiłam do ust sztuczny uśmiech.

            Kiedy wróciliśmy do domu Gaara był w bardzo kiepskim nastroju. Rozebrał się, poszedł do kuchni i wziął piwo z lodówki, a potem usiadł na kanapie z książką i laptopem. Westchnęłam, a potem poszłam pod prysznic.
            Weszłam do salonu, a potem usiadłam na podłokietniku kanapy. Spojrzałam na mojego męża, który nadal namiętnie czytał książkę, a po chwili wpisywał coś w dokument.
-Rozumiem, że mogę położyć się spać, bo dzisiaj z seksu nici?- zapytałam, a Gaara to zignorował.- Dobrze, w takim razie dobranoc.
-Kei wie, że jesteś w Londynie?- niespodziewane pytanie sprawiło, że się zatrzymałam.
-Nie. Kei nie jest kimś, przed kim powinnam się tłumaczyć z rzeczy, które robię. To tylko kolega ze studiów. Rozłączałam połączenia dlatego, że siedziałam z tobą i w towarzystwie, więc takie coś byłoby nie na miejscu.- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Powiesz mu?- zmarszczyłam brwi.- O tym, że do siebie wróciliśmy. Że nie będzie rozwodu i że nadal jestem jedynym facetem, którego kochasz.
-Mam dziwne wrażenie, że serio myślisz, że sypiam z tobą, bo po prostu mam okazję, a kiedy wrócę do Tokio magicznie dostaniesz dokumenty rozwodowe i każę ci wypierdalać... Ciężko ci zrozumieć, że gdybym naprawdę chciała cię zdradzić, nie miałabym z tym najmniejszego problemu? Kei, czy kto inny, żaden problem. Co to jest zaprosić kogoś do siebie, pokazać mu, że ma się ochotę i po prostu położyć się z rozłożonymi nogami? No powiedz? Masz w tym większe doświadczenie.
-Sara!- Gaara zerwał się na równe nogi z krzykiem. Stanął na przeciwko mnie z czerwonymi policzkami.
-Super! W końcu jakaś reakcja! To teraz do twojej informacji. Tak, Kei się dowie. Dowiedzą się wszyscy ludzie, którzy dostali ode mnie informację o rozwodzie, bo nawet teraz mam ochotę wyleźć na ulicę i krzyczeć, że jestem szczęśliwa, i że o mały włos przez swoją głupotę nie zniszczyłam życia swojego i swojego męża. Kei się nie liczy. Odpowiadam tylko za swoje uczucia, nie jego. Nic mu nie obiecywałam. Gdybym chciała, byłabym już w drodze powrotnej do Tokio razem z dokumentami gotowymi do złożenia w poniedziałek w sądzie. Ale nie jestem. Nadal siedzę w Anglii, w jakimś mieszkaniu w durnej dzielnicy, gdzie wydałam dzisiaj dwieście funtów na ubrania, gdzie od wczoraj uprawiam zajebisty seks z moim mężem, za którym tęskniłam i gdzie, o proszę, tak chyba nie robią pary, które zamierzają się rozstać, pokazałam się razem z tobą w miejscu publicznym i oficjalnie przedstawiałam się jako twoja żona, gdzie raczej nie zrobiłabym tego, chcąc dalej się rozwieść. Także, taka moja dobra rada. Masz prawo się na mnie złościć za to, że chciałam się rozwieść. Masz prawo nadal nie ufać mi z tego powodu i ok, rozumiem. Nie masz prawa wściekać się na mnie za to, że ktoś liczy na to, że obdarzę go swoim uczuciem. Bo to jest niezależne ode mnie. Także życzę miłej zabawy z pracą magisterską i dobrej nocy.- powiedziałam spokojnie, a potem najzwyczajniej w świecie zaczęłam podnosić się z podłokietnika. Gaara delikatnie, ale stanowczo złapał mnie za ramiona i z powrotem posadził na tyłku.
-Widzę, że rok beze mnie i zrobił się z ciebie analityk, że niech mnie diabli.- uśmiechnęłam się do Gaary.
-Dziesięć razy zastanawiałam się co zrobić z tym okropnym wazonem, który dostaliśmy jako prezent ślubny. Uwierz, że analizowanie jakoś weszło mi w nawyk.
-Tym od mojego kuzyna? Błagam, nie mów, że chciałaś mi go wcisnąć, mimo, że był prezentem od rodziny z mojej strony. To byłoby już bezduszne zachowanie.
-Nie. Poszłam na kompromis. Niechcący wypadł mi z pudła podczas pakowania.- Gaara zaczął się śmiać, a po chwili chwycił moje policzki i mnie pocałował. Pieścił moje wargi swoimi, a ja zaczynałam odpływać. Mruknęłam zadowolona w jego usta, kiedy się ode mnie odkleił.- Bardzo lubię takie słowne przepychanki. Zwłaszcza, kiedy robisz to w taki sposób.
-Mogę ci pokazać jeszcze kilka sztuczek, jeśli bardzo chcesz.
-A nauczyłeś się czegoś nowego? No proszę. Kiedy?- zapytałam, a Gaara przycisnął mnie do siebie i zaczął całować tak namiętnie, że już po chwili moje dłonie zaczęły błądzić po jego ciele. Westchnęłam, a po krótkiej chwili odsunęłam od niego.- Nie przeszkadzam ci w pisaniu pracy. Kiedy skończysz, przyjdź do łóżka. Nie lubię spać sama.
-Skończyłem na dzisiaj. I raczej nie licz na to, że dam ci spać. Mamy prawie rok celibatu do odrobienia, a przypominając sobie częstotliwość z jaką zwykle się kochaliśmy, zajmie nam to...- Gaara postukał się w brodę, a ja zaczęłam się śmiać.
-Rozboli cię głowa jeśli rzeczywiście masz zamiar to przeliczać. Poza tym szkoda tracić cenny czas.- objęłam Gaare za kark i przyciągnęłam do pocałunku.

            Następnego dnia Gaara zabrał mnie na spacer po Londynie. Był tak samo głośny i zaludniony jak Tokio, jednak jego mentalność była zupełnie inna. W Tokio ludzie na ulicach rozmawiali niemal szeptem i pędzili na złamanie karku. Londyńczycy byli głośni, powolni i wiecznie roześmiani. Jedzenie z kolei okropne.
-Ale mi ciężko. Czuję się tak, jakbym władowała w siebie z litr oleju.- mruknęłam, kiedy wyszliśmy z knajpki typu Fish and Chips. Zjadłam nawet nie połowę porcji i tylko dlatego, że byłam głodna. Gaara też nie wyglądał na zachwyconego.
-Nie wiem jakim cudem Nathan i reszta mogą jeść to raz w tygodniu. Czuję się tak, jakby w ustach pływał mi olej. Zgaga mnie dzisiaj zabije...- powiedział, a potem wziął porządnego łyka coli.- Chciałem zabrać cię na lody, ale lepiej nie mieszać takiego jedzenia, chyba, że chcemy w nocy bawić się w bitwę o tron.- zaczęłam się śmiać na słowa Gaary.
-Jutro rano musisz być w Cambridge z tego co się orientuję, więc dzisiaj nie możesz się pochorować. Powiedz mi dlaczego musicie chodzić na zajęcia? Są wakacje.
-Wyrównanie programu z Japonii. Kiedy wrócimy na uczelnię znajdziemy się w połowie roku akademickiego. Tu czwarty rok studiów magisterskich zacznie się dopiero w październiku.- Gaara objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. .
-To straszne. Nie będziesz miał wakacji. Żadnego odpoczynku. Poza tym źle mi z faktem, że jutro znowu zostanę sama, a ty wrócisz dopiero wieczorem. Będę tęsknić.- mruknęłam niezbyt zadowolona. Gaara zatrzymał się, a potem dał mi buziaka.
-Wytrzymałaś rok w Tokio.
-Tak. I skończyło się na tym, że chciałam się rozwieść, a kumpel z mojej grupy studenckiej się we mnie zakochał. Serio świetny rok.- powiedziałam ironicznie.- Co jeśli się okaże, że masz jakiegoś bardzo przystojnego sąsiada na przeciwko w bloku, który po kąpieli biega nago po pokoju i uznam, że w ramach gościnności odwiedzę go z ciastem? Sądzę, że nie będzie miał nic przeciwko.
-Ale ja będę miał. Zadzwonię do profesora i zapytam, czy możesz przyjść na jego wykład. Na pewno nie będzie miał nic przeciwko. Ja z kolei będę spokojny wiedząc, że po głowie nie chodzą ci żadne głupie rzeczy.- Gaara miał czerwone policzki co doprowadziło mnie do ataku śmiechu.
-Kochanie, póki co po głowie chodzą mi tylko nieprzyzwoite rzeczy z tobą w roli głównej. Także z obserwowaniem sąsiadów z bloku na przeciwko zostawię sobie na później.- Gaara położył mi rękę na krzyżu, a potem przyciągnął bardzo blisko siebie. Kiedy mnie pocałował poczułam silne zawroty głowy.
-Kiedy już wrócimy do domu nie dam ci nawet minuty na to, żebyś zmarnowała ją na coś innego, niż ja. Także przygotuj się na to, że mąż bardzo dobrze się tobą zajmie.
-Najpierw telefon do profesora.- przypomniałam mu.
-Nie. Najpierw ty. Potem wszystko inne. Już raz popełniłem ten błąd, że zepchnąłem cię na dalszy plan i omal cię przez to nie straciłem. Umiem uczyć się na błędach. Przynajmniej mam taką nadzieję.- westchnęłam, kiedy Gaara to powiedział. Pociągnęłam go za rękę na najbliższą ławkę.
-Gaara, ustalmy, że i ty i ja mamy bardzo dużo winy w tym, co się stało. Nasze małżeństwo jest bardzo burzliwe, ale wszyscy nasi przyjaciele twierdzą, że stanowimy dla nich wzór... Stanowiliśmy do czasu, aż nie wyjechałeś do Londynu, ale mniejsza. Kiedy tylko wrócisz do Tokio, zaczniemy od nowa. Bez wyrzucania sobie starych błędów. Moim jedynym wielkim marzeniem jest to, żeby za kilkadziesiąt lat obudzić się przy tobie i wiedzieć, że kiedyś podjęłam najlepszą decyzję świata, która nadal znajduje się przy mnie. Nie cofniemy tego, co się działo. Ale możemy postawić tam kropkę i rozpocząć nowy rozdział z wielkiej litery. Właśnie teraz. Własnie w tej chwili.- spojrzałam na Gaare błyszczącymi oczami.
-Ja już zacząłem pisać nowy rozdział z wielkiej litery. W momencie, kiedy powiedziałaś mi w sądzie, że nie chcesz się rozwieść. Kiedy za sześć tygodni wrócę do Tokio, obiecuję ci, że przez kilka dni nie będę odbierał telefonu i zajmiemy się sobą. Może gdzieś pojedziemy? Jakiś krótki wypad za miasto we dwoje. Uczcimy trochę z opóźnieniem trzecią rocznicę ślubu. Sami, we dwoje.
-Jak na razie mam dość wyjazdów. Kiedy wrócisz do Tokio nasi przyjaciele na pewno będą chcieli się z tobą spotkać tak więc nie ma opcji, że będziemy sami, ale kiedy już pierwsze szaleństwo minie, naprawdę zajmiemy się sobą... A właśnie. Hinata i Naruto pobierają się szóstego września, także nie możesz się spóźnić. Inaczej cię zabiją.
-Myślałem, że zrobią to jak najszybciej.- zaczęłam przecząco kręcić głową.
-Nie. Naruto powiedział, że nie pozwoli na to, żebyś opuścił jego wesele. Czekali aż wrócisz.- widziałam, że Gaarze zaszkliły się oczy, kiedy to powiedziałam.
-Fakt. W takim razie nie mogę się spóźnić... Wracajmy do domu. Za chwilę zacznie padać. Już czuję, że jedna kropla wpadła mi do oka i strasznie mnie piecze. To zanieczyszczone powietrze jest okropne, nawet deszcz jest trujący. Upierdliwe uczucie.- Gaara przetarł oko wierzchem dłoni, a ja wzruszona mocno wtuliłam się w jego tors.
-Tak twardzielu. To na pewno od tego.- mruknęłam, a potem złapałam Gaare za rękę i zaczęłam iść razem z nim w kierunku metra.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8