Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 69


Następnego dnia z samego rana pojechaliśmy do Cambridge, gdzie czekał na nas profesor. Kiedy tylko Gaara powiedział mu, że przyjechałam w odwiedziny, okazał bardzo dziwny entuzjazm, co w żaden sposób mi się nie spodobało.
-Wiesz dobrze, że akurat za nim nie przepadam. Gdyby nie jego głupie polecenie, nie wyjechałbyś na staż.- powiedziałam naburmuszona.
            Zły humor towarzyszył mi od samego rana. Byłam zdenerwowana i załamana okropną pogodą, która powitała nas z rana. Londyn był spowity mgłą tak gęstą, że dostrzeżenie kamienicy z naprzeciwka było niemożliwe.
-Sara, błagam, nie mów mu tego.- Gaara złapał moją dłoń, a potem splótł nasze palce. Pochylił się i dał mi buziaka w policzek, ale to w żaden sposób nie poprawiło mojego parszywego humoru.
-Wiesz dobrze, że nie powiem, chociaż samo ciśnie mi się na usta...- mruknęłam.
-Wiem. Dlatego proszę cię, ugryź się w język. Zostało mi tylko kilka miesięcy do skończenia studiów, także wojna z moim własnym promotorem nie jest mi teraz potrzebna.- przewróciłam oczami na słowa mojego męża i więcej się nie odezwałam.
            Na moje szczęście kiedy godzinę później pociąg zatrzymał się na stacji w Cambridge, świeciło słońce, a mój humor odrobinę się poprawił. Gaara złapał mnie za rękę, a potem zaczął ciągnąć w stronę wschodniej części miasta. Z kolei kiedy znaleźliśmy się przed samym wejściem na kampus szczęka opadła mi do samej ziemi.
-To jest kampus uniwersytetu?- zapytałam niepewnie i wskazałam palcem na piękny dziedziniec oraz stare budynki znajdujące się na nim.
-Zgadza się. To własnie Cambridge. Perła uniwersytetów brytyjskich.- Gaara uśmiechnął się do mnie, a potem zaczął ciągnąć w stronę głównego budynku.
            W środku czekał na nas profesor Gaary oraz inny wykładowca, który - sądząc po rysach - był rodowitym anglikiem. Kiedy tylko nas zobaczył uśmiechnął się szeroko i klasnął w dłonie. Podleciał do nas niczym na skrzydłach.
-Panie Sabaku, jak się cieszę, że pana widzę. Z kolei pani przyjazd, pani Sabaku, jest naprawdę cudowną niespodzianką.- ton jaki miał wykładowca, sprawił, że miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
-Dziękuję za tak... Wylewne powitanie panie profesorze.- powiedziałam powściągliwie. Wtedy podszedł do nas brytyjski wykładowca.
-Jack, to właśnie nasze genialne małżeństwo, o którym ci opowiadałem. Gaara Sabaku jest studentem czwartego roku prawa na specjalizacji prokuratorskiej. Jego żona z kolei, Sara Sabaku, jest studentką trzeciego roku na specjalizacji radcy prawnego. Uwierz, że kiedy wchodzą na salę sądową, wszyscy siedzą w takim oczekiwaniu, jakby nagle miał stać się cud. Są jednymi z najlepszych studentów jakich mieliśmy na uniwersytecie przez ostatnie kilkadziesiąt lat.- byłam cała czerwona od słów profesora. Strasznie podkoloryzował moje umiejętności.
-Miło mi państwa poznać. Pana Sabaku znam z plotek, ale o pani istnieniu wiem tylko z opowiadań mojego kolegi po fachu. Kiedy dzisiaj rano przyszedł do mnie poinformować o pani przyjeździe do Londynu, wyglądał tak, jakby miał przebić sufit z radości. Miło mi będzie zaprosić panią na nasze wykłady, które zaczynają się za kwadrans. Prosiłbym o pójście na aulę i zajęcie miejsc. Wykładowca przyjdzie o czasie.- mężczyzna był bardzo miły, ale nie przesadnie. Podziękowałam mu uśmiechem, a wtedy Gaara zaczął ciągnąć mnie w stronę jednego z korytarzy.
            Pomimo wakacji aula była niemal pełna. Szeroko otworzyłam oczy widząc to.
-Co do...- zapytałam pod nosem.
-To coś w rodzaju wyścigu szczurów. Widzisz tu właśnie studentów, którzy czwarty rok zaczną dopiero w październiku, a marzą o poszerzeniu swojej wiedzy w celu zdobycia jak najwyższych ocen już teraz. Znajdźmy jakieś miejsce i czekajmy na przyjście doktora.
            Usiedliśmy na górze auli, co wcale mi nie przeszkadzało. Gaara położył mi dłoń na udzie i zaczął muskać je kciukiem. Westchnęłam zrezygnowana.
-Czyżby angielskie klimaty uniwersyteckie nie odpowiadały twoim wyobrażeniom o nich?- zapytał mój mąż, a ja przecząco zaczęłam kręcić głową.
-Nie. One przerosły moje wyobrażenia. Chodzi mi o to, że mogliśmy się teraz kochać, a nie siedzieć tu i czekać na jakiś nudny wykład.- mruknęłam. Gaara uśmiechnął się do mnie, a potem skradł mi szybkiego całusa.
-Nic straconego. Zajmiemy się tym, kiedy wrócimy do domu.- powiedział, a ja poczułam nieprzyjemne ukłucie w podbrzuszu. Skuliłam się.- Coś się stało.
-Denerwuję się. Słyszałeś, co opowiadał profesor. Gadał o nas jakbyśmy byli przynajmniej jakąś elitą geniuszy prawniczych. Wykładowca, który pomagał mi przygotować pozew rozwodowy mówił, że do tego trzeba mieć dystans, żeby się nie zatracić. Twój wykładowca przesadził.
-Wiem, ale nic nie poradzisz. Niestety na tym uniwersytecie miałem za dobrą reklamę, zanim w ogóle widzieli mnie na oczy. Nerwy spowodowane rozwodem sprawiły, że wcale nie szło mi tak świetnie, jak wszyscy myśleli, że pójdzie. Presja otoczenia była zbyt duża, a ja zbyt wyczerpany stresem.
-Masz prawo do błędów. Każdy ma. Także teraz w ogóle się nie przejmuj. Jeszcze kilka tygodni i wrócisz do domu. Nie mogę się doczekać, kiedy odbiorę cię z lotniska.- powiedziałam, a potem położyłam Gaarze głowę na ramieniu i czekałam na rozpoczęcie wykładu.
            Doktor był nudny jak flaki z olejem. Miał monotonny głos, w dodatku bardzo piskliwy. Podawał właśnie przykładowe sytuacje z jakimi najczęściej mierzą się osoby studiujące prawo. Opisywał przypadek dziewczyny, która nie zgodziła się na przesłuchanie swojego oprawcy, w dodatku go broniła.
-Jak państwo widzą praca w zawodzie wymaga współpracy z wieloma innymi specjalistami. Jako osoby strzegące porządku prawa naszym obowiązkiem jest skupić się przede wszystkim na faktach i dowodach, jakie posiadamy, aby móc jak najlepiej pomóc naszym klientom.
-Nie sądzę, że dziewczyna cierpiąca na syndrom sztokholmski jest faktem lub dowodem, co do którego możemy mieć punkt odniesienia. Samo jej... Zaburzenie w tym momencie jest dla nas czymś, co te fakty i dowody przeinacza na jej niekorzyść.- powiedziałam głośno, a potem boleśnie ugryzłam się w język. Cała sala zaczęła się we mnie wpatrywać, a ja zaczęłam żałować, że nie ugryzłam się w język szybciej.
-Dokładnie. A więc co w takiej sytuacji powinien zrobić obrońca, aby móc jak najlepiej pomóc swojemu klientowi?- wykładowca odszedł od mównicy i zaczął krążyć po podeście czekając na moją odpowiedź.
-Mówił pan o współpracy z innymi specjalistami. Tu dobrze byłoby przekazać naszego klienta pod krótką obserwację. Pozwolić na rozmowy. Chcąc dowiedzieć się o tym, co nasz klient przeszedł, jak postrzega swoją sytuację, musimy zagłębić się w jego osobiste odniesienie do danego punktu. Coś, co my postrzegamy jako łamanie prawa, dla kogoś może być czymś naturalnym. Mordercy nie postrzegają tego, co robią za coś złego. Dla nich zabijanie to coś tak normalnego jak dla nas wyjście na spacer jeśli mamy na to ochotę. Sytuacja, którą pan przedstawił jest wynikiem silnego stresu pourazowego, więc w takim wypadku najlepsze byłoby chyba podejście do sprawy, jako opowiedz mi, jak to wyglądało, bez jednoczesnego wskazywania na winę.Wtedy mamy szansę zdobyć większe zaufanie, niż w momencie, kiedy nazywamy coś po imieniu wiedząc, że jest to złe, a kiedy dla drugiej osoby niekoniecznie tak jest.- powiedziałam, a wykładowca uśmiechnął się do mnie.
-Wie pani, że jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, o której pani zapomniała?- zapytał wykładowca, a ja ściągnęłam brwi.- Intuicja. Rzadko spotykany dar, a niekiedy skuteczniejszy niż cały sztab specjalistów. Tu zwrócę się go pań, ponieważ jak wszyscy wiemy, kobieca intuicja bywa niemal niezawodna. Opowiem państwu osobista historię mojej żony i jej byłego męża.
-Huhu. Czeka nas coś z grubej rury...- mruknął Gaara.
-Moja żona jest własnie jedną z osób, które posiadają silną intuicję. Ufam żonie bardziej niż sobie, ponieważ przez dwadzieścia lat, od czasu, kiedy jesteśmy razem, nigdy nie zdarzyło mi się, aby moja żona się pomyliła. Tak samo było ze zdradą pierwszego męża. Po prostu to przeczuła i się nie myliła...
-Tak jak ja z twoim wyjazdem do Londynu.- mruknęłam pod nosem, a Gaara zrobił kwaśną minę.
-Jestem potępiony już na wieki...- mruknął, a ja uśmiechnęłam się i sięgnęłam po jego dłoń.
-Nie. Po prostu też czułam, że coś przede mną ukrywasz. Ale myślałam, że sam mi powiesz... Z resztą nie rozgrzebujmy już tego. Nowy rozdział... Na tym chcę się skupić.- wzruszyłam ramionami, a potem znowu skupiłam się na gadaniu profesora.
            Kiedy podczas przerwy obiadowej poszliśmy do stołówki ludzie przyglądali się nam z dużym zaciekawieniem.
-Masz tu jakieś wielbicielki?- zapytałam niepewnie, a Gaara uśmiechnął się przepraszająco.- No tak, mogłam się domyśleć...
-Co mam zrobić? Nosić worek foliowy na głowie? Poza tym daj spokój. Jestem żonaty, romanse mi nie w głowie.- wzruszył ramionami, a ja zaczęłam się śmiać.
-Sara, Gaara, chodźcie do nas!- odwróciłam się, kiedy usłyszałam głos Ryu. Obok niego siedział Naoki z bardzo kwaśną miną. Podeszliśmy do nich, a potem zajęliśmy wolne miejsca.- Sara Sabaku, gdziekolwiek się nie pojawi, pokazuje kunszt prawniczy.
            Zaczęłam się głośno śmiać na słowa Ryu.
-Daj spokój. Wyrwało mi się o tym syndromie sztokholmskim. To nic wielkiego. Wykładowca dużo szybciej rozwinął niemal cały temat. Wystarczyło tylko dopowiedzieć.- mruknęłam.
-Widzę, że i ty i Gaara już na dobre odzyskaliście dobry humor. Dobrze znowu widzieć was razem. A przede wszystkim szczęśliwych.- Ryu uśmiechnął się do nas, ja z kolei odruchowo spojrzałam na Gaare i poczułam jak moje serce rośnie z radości.
-Dziękujemy, Ryu. Powiem ci, że gdyby rozwód doszedł do skutku, popełniłabym największy błąd życia. Dopiero kilka dni temu zdałam sobie z tego sprawę.- poczułam dłoń Gaary na swoim udzie.
-Wiem kochanie. A tak, podjęłaś najlepszą decyzję w swoim życiu.- Ryu spojrzał na nas rozmarzonym wzrokiem i westchnął.
-Podjęłam ją cztery lata temu, kiedy zaczęłam być z Gaarą. Utwierdziłam prawie trzy lata temu, kiedy wzięliśmy ślub. Ostatni rok należał do piekła na ziemi, ale... Teraz znowu jestem w swoim małym skrawku Raju.- mruknęłam, a potem pocałowałam mojego męża. Ryu westchnął.
-Och, kocham was i jednocześnie nienawidzę. Znam was prawie cztery lata, a z roku na roku po prostu kochacie się coraz bardziej. Jak w ogóle tak można? To powinno działać w drugą stronę. Gaara powinien stać się impotentem, a Sara utyć z dobre piętnaście kilo, żebym uwierzył w sprawiedliwość.
-Ej!- krzyknęliśmy z Gaarą w tym samym momencie. Spojrzeliśmy się na siebie, a potem zaczęliśmy śmiać.
-Ryu, nie bądź taki życzliwy w stosunku do nas. Uduszę cię własnymi rękoma jeśli sprzęt mojego męża przestanie działać!- pogroziłam Ryu palcem, a ten wytknął mi język.
-No dobrze, to niech zadziała wtedy, kiedy będziecie się starać o dziecko. Wtedy serio się przyda. Wasze geny nie mogą się zmarnować.
-O matko, to dopiero za jakieś pięć lat. To też nie jest życzliwe. Życz nam, żebyśmy kochali się tak często, żeby aż nam się przejadło.- powiedziałam.
-Jaja sobie robisz? Wam to w ogóle może się przejeść? Ciągle co was widzę, to rąk od siebie nie możecie oderwać, a patrzycie się na siebie tak, jak głodny na kawał soczystego mięsa. Żebyś ty miała dość, twój mąż musiałby być chyba pobudzony viagrą w kroplówce przez całą dobę i jeszcze na dużo wyższej dawce testosteronu niż dozwolona.- znowu zaczęliśmy się śmiać.
-Po prostu trafił swój na swego. A tak w ogóle. Mam do ciebie jedno pytanie. A właściwe jedno słowo-hasło, które jest pytaniem.- powiedziałam, a Ryu od razu się wyprostował.- Junzo?
-Póki co zostaliśmy przy przyjaźni, pomimo tego, że naprawdę go lubię i mam nadzieję, że kiedy wrócę do Tokio, okaże się, że będę tak szczęśliwy jak ty i Gaara. Chociaż nie, Boże, o co ja proszę. Żebym choć w 1/10 był tak szczęśliwy jak wy.
-Uważaj o co prosisz, Ryu. Dobrze wiesz, że to szczęście teraz, było okupione wielkim cierpieniem przez ostatnie miesiące. Także stonowanie. Wiem, że wam się uda. A ty jak nikt inny zasługujesz na to, żeby w końcu kogoś pokochać. Będę z całych sił trzymać za was kciuki.- dałam Ryu buziaka w policzek, a potem potargałam go za włosy.

            Kiedy wróciliśmy do domu głośno ziewnęłam i zaczęłam się przeciągać. Na zewnątrz zaczynało się ściemniać. Usiadłam na kanapie i głośno odetchnęłam.
-Matko, jaki męczący dzień.- mruknęłam, a potem złapałam za jedną z książek, którą Gaara czytał dzień wcześniej. Zaczęłam przeglądać spis treści, a potem mocno zmarszczyłam brwi.
            Mój mąż przyszedł chwilę później z dwoma parującymi kubkami. Podał mi, a potem zajął miejsce obok mnie i dał buziaka w czoło. Wtuliłam się w jego tors, a potem zaczęłam pić herbatę.
-Gaara, o czym jest twoja praca magisterska?- zapytałam, a Gaara głośno wciągnął powietrze i na chwilę zamilkł.
-O prawie rodzinnym. Konkretnie o przemocy w rodzinie i wsparciu prawnym w takich sytuacjach. I wyprzedzam twoje pytanie, tak, ty mnie zainspirowałaś do tego tematu. Myślałem o tym dlaczego nikt wcześniej ci nie pomógł, pomimo tego, że według tego wszystkiego co czytam nigdy nie powinnaś tak cierpieć...- Gaara zaczął mówić coraz szybciej i głośniej. Żywo gestykulował, a na jego policzkach zaczęły pojawiać się rumieńce. Położyłam dłoń na jego policzku, a potem obróciłam w swoją stronę i pocałowałam. Gaara niemal od razu opuścił ręce i odebrał ode mnie kubek z herbatą. Nie przerywając pocałunku odstawił go na stolik, a kiedy próbowałam się od niego odsunąć z powodu ataku śmiechu, wsunął mi palce we włosy i jeszcze pogłębił pocałunek. Objął mnie za biodra i przeciągnął na swoje uda.
            Kiedy się od niego odsunęłam oddychałam dużo szybciej niż normalnie. Czułam przyjemne łaskotanie w podbrzuszu, a usta mnie mrowiły.
-Jak ja lubię takie wspólne spędzanie czasu.- mruknęłam, a potem wtuliłam się Gaarze w szyję.- A co do twoich pretensji do systemu karnego. Pamiętaj, że żyłam wtedy w Niemczech. To było ponad dwadzieścia lat temu, kiedy kary cielesne były świetnym pomysłem na wychowanie dzieci. Mieszkałam w dzielnicy, gdzie nie byłam jedynym takim dzieckiem. Nikt nie wtrącał się w życie innych. Dzieciństwo było koszmarem, ale zostało mi wynagrodzone. Nigdy nie prosiłam o takie życie jakie mam teraz. Nigdy nawet o takim nie marzyłam, a to co dostałam to po prostu... Nie mam na to nawet określenia. Jesteś najlepszym dowodem na to, że krzywdy się wynagradza. Przynajmniej w moim przypadku. Jesteś najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek mnie spotkała.
-Nawet po tym potwornym roku, jaki ci zafundowałem?- zapytał i spojrzał na mnie zbolałym wzrokiem.
-Nie byłam lepsza. Zafundowałam ci zmartwienia na ponad pół roku, kiedy ciągle myślałeś o tym, kiedy przyjdzie pozew rozwodowy. Zachowaliśmy się jak dwójka niedojrzałych dzieciaków. Ty zrobiłeś to ze strachu przed moją reakcją, ja ze strachu przed porzuceniem.
-Sara, nadal jesteśmy bardzo młodzi. Nadal uczymy się tego jak się docierać i zajmie to całe życie. Z perspektywy czasu naprawdę wszystko odbyło się bardzo szybko, ale nie żałuję. Gdybym mógł cofnąć się w czasie, postąpiłbym tak samo, oświadczając się. Wiele innych rzeczy zrobiłbym inaczej, ale tego jednego bym nie zmienił.- pocałował mnie w czoło.
-Pokłócimy się jeszcze wiele razy. Tego jestem pewna.- Gaara parsknął na moją uwagę.
-Ooo. Tego to ja też jestem pewny. Mamy za mocne charaktery żeby sobie ustępować.
-Przynajmniej się ze sobą nie nudzimy.- powiedziałam, a potem złapałam jego koszulkę i szybkim ruchem ją zdjęłam.- I obyśmy nigdy nie zaczęli.

            Dzień przed wyjazdem leżałam Gaarze na klatce piersiowej i muskałam miękką skórę na brzuchu. Było mi ciężko z faktem, że musiałam wrócić do Tokio bez mojego męża.
-Możesz zostać. Wrócimy razem.- mruknął mi na ucho, jakby czytając w moich myślach. Oparłam się na łokciu, a potem zaczęłam przyglądać Gaarze.
-Wiesz dobrze, że nie mogę. Choć bardzo bym tego chciała.- powiedziałam.
-Możesz. Wakacje kończą się dopiero za dwa miesiące. Nawet trochę więcej.- westchnęłam, a potem usiadłam na łóżku i zasłoniłam nagie ciało kołdrą.
-Gaara, wiesz, że nie mogę. Doskonale zdajesz sobie z tego sprawę.- Gaara też usiadł i zaczął mi się przyglądać.
-Własnie dlatego tak się tego boję.- przetarł kark dłonią, a potem głęboko odetchnął.- Co jeśli Kei znowu sprawi, że zaczniesz myśleć o rozwodzie?
-Nie bój się. Gaara, jestem pewna swoich uczuć. Wiem czego chcę. Chcę być z tobą. Własnie dlatego muszę wrócić do Tokio. Muszę z powrotem przewieźć swoje rzeczy do naszego domu. Muszę porozmawiać z naszymi bliskimi i wyjaśnić całą pokręconą sytuację. Jednak przede wszystkim muszę wyprowadzić Keia z błędu co do moich zamiarów wobec niego no i muszę powiedzieć Tomoko, że jednak nie ma u ciebie szans, a ty po wakacjach nie będziesz do wzięcia.
-Nie mów, że ona w ogóle się do tego przymierzała...- Gaara zrobił wielkie oczy w z przerażenia.
-Tak. Nawet nie próbowała udawać współczucia, kiedy powiedziałam jej o moim planie rozwodu. Zapytała, czy to prawda i kiedy mam zamiar doprowadzić rozwód do końca. Jej marzeniem zawsze były twoje geny.
-Moje geny? A co do licha mają moje geny? W życiu bym się z nią nimi nie podzielił.- zaczęłam się głośno śmiać widząc jego oburzenie.
-Ja o tym wiem. Ty też o tym wiesz. Ona nie dopuszcza takich myśli do siebie, ale to zabawne obserwować ją w stanie euforii, kiedy tworzy plany waszego wspólnego życia.
-Sara, ty w ogóle pozwoliłaś jej na takie marzenia?! Będę miał przerąbane po powrocie na uniwersytet! Nie dość, że dostawiały się do mnie moje koleżanki z pracy, koleżanki z uczelni w Cambridge, to wiem, że dziewczyny z Tokio też miały taki plan. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jestem mega przystojny. Nawet nie udaje skromnego, ale tak duże zainteresowanie od czasu, kiedy nie szukam już przygód na jedną noc jest bardzo upierdliwe.- Gaara przeczesał włosy palcami, a ja zaczęłam się śmiać.
-Nigdy nie wierzyłam, że ludzie mogą się zmienić. Ale od czasu jak przyjechałam do Tokio, dwóch największych uwodzicieli z naszego liceum stało się zatwardziałymi monogamistami, a jeden z nich w ciągu roku od mojego przyjazdu dał się usidlić i zaprowadzić do ołtarza, drugi z kolei niedługo tam trafi. Mój kuzyn przeprosił mnie za wszystkie krzywdy, które wyrządził mi przez wiele lat, a potem stał się dla mnie bliski. Moi rodzice wyszli na prostą, dziadkowie ze strony mamy odnowili ze mną kontakt, pomimo niechęci z powodu bycia nieślubnym dzieckiem. Cztery lata w Tokio, a cudów tyle, że ciężko je zliczyć.
-Sara, ja mam jeden. Ciebie. I nie muszę liczyć żadnych innych.- w jednej chwili Gaara objął mnie ramionami, a ja walczyłam ze łzami, które piekły mnie pod powiekami. Przypomniałam sobie słowa Marie o tym, że nie lubiła mnie za to, że Gaara spoglądał na mnie właśnie w taki sposób jakbym była jego cudem.
-Wiem Gaara. Nie musisz mi tego mówić, bo zawsze okazujesz to w tym, co robisz. A to silniejsze niż słowa.- powiedziałam, a potem pocałowałam go i sprawiłam, że nasza ciała znów stały się jednością.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8