Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 67
W połowie lipca
siedziałam w samolocie i tak mocno ściskałam dłonie, że aż pobielały mi palce.
Co chwila wracałam myślami do mojej torby podróżnej, w której miałam cały plik
dokumentów. Trzęsłam się na samą myśl tego, na co dałam namówić się Sakurze,
jednak po przemyśleniu wszystkiego miała rację: Możliwość dania Gaarze
dokumentów do podpisania dawała mi szansę na to, że nie będzie próbował
odwlekać tego zbyt długo, a ja mogłam wrócić do domu z pozwem gotowym do
złożenia w sądzie.
Od Marie dowiedziałam się w jakim
sądzie chłopcy mają staż oraz w jakich godzinach mam największą szansę ich tam
znaleźć. Kiedy zadzwoniłam do niej z prośbą o podanie mi tych informacji,
zaczęła mnie podpytywać, czy zamierzam pogodzić się z Gaarą, czy raczej szybko
sfinalizować rozstanie. Spokojnie wyjaśniłam jej, że moje zamiary co do rozwodu
się nie zmieniły, a jadąc do Londynu chciałam po prostu wszystko przyśpieszyć.
Marie słuchała ze spokojem, a na koniec podała mi wszystkie najbardziej istotne
informacje, oraz obiecała, że informację o moim przyjeździe zachowa dla siebie.
Byłam jej bardzo wdzięczna za udzieloną pomoc, a ona w zamian za to kazała mi
obiecać, że po powrocie umówimy się na kawę. Musiałam przyznać, że nagła zmiana
jej zachowania była dla mnie bardzo podejrzana, jednak przez wzgląd na jej
wkład w moją sprawę, zgodziłam się.
Samolot wylądował w Londynie o
godzinie czternastej trzydzieści czasu lokalnego. Zabrałam wszystkie swoje
rzeczy, a potem zaczęłam kierować się do rękawa prowadzącego do głównego
wyjścia lotniska. Już zza szyb widziałam gęstą mgłę okalającą niebo nad
miastem, a kiedy tylko wyszłam na zewnątrz uderzył we mnie hałas wielkiej
europejskiej metropolii. Powietrze smakowało metalem, a ilość ludzi jaka
kłębiła się w okolicy Heathrow sprawiła, że zaczęłam żałować samotnej
wycieczki. Z każdej strony słyszałam różne języki, widziałam ludzi o różnych
kolorach skóry, poubieranych w różne dziwne stroje wywodzące się z ich kultury.
Szybko podeszłam do postoju taksówek i grzecznie czekałam w kolejce, aż
nadejdzie moja kolej. Kiedy w końcu wpakowałam się do charakterystycznej
czarnej taksówki z siedzeniami ułożonymi w literę U, podałam kierowcy adres
miejsca docelowego, a potem pogrążona w swoich myślach zaczęłam wyglądać przez
okno i podziwiać miasto.
Z tego co wiedziałam Londyn był
największym miastem w Zachodniej Europie. Tętnił życiem niemal przez całą dobę,
odpowiadał za największe transakcje finansowe świata i był cholernie deszczowy
i wilgotny. Samo Heathrow znajdowało się niecałe dwadzieścia pięć kilometrów od
centrum Londynu, i w takiej sytuacji korzystanie z taksówki było rozrzutnością,
jednak zależało mi na precyzyjnym dotarciu do celu.
Kiedy w końcu wjechaliśmy do
centrum, taksówkarz nagle się obudził i zaczął pokazywać mi krajobrazy miasta.
Z dość niewielkim zainteresowaniem oglądałam domki ustawione jak od linijki
jeden obok drugiego, z malutkim podjazdem na jedno auto i małymi ogródkami
urządzonymi przed wejściem do domów. Wszystkie, naprawdę wszystkie, miały
irytująco podobną budowę z dziwnie wystającym przodem, który znacząco odstawał
od reszty budynku, a który miał tam po prostu pojedyncze okno. Wszystkie te
domy były wąskie i niskie. Zupełnie jakby ktoś inspirował się domkiem dla
lalek. Dopiero kiedy w oddali zobaczyłam wysokie cienie wieżowców poczułam się
trochę jak w Tokio.
-Własnie
przejeżdżamy ulicą równoległą do pałacu Kensington i Hyde Parku. Kiedy
wjedziemy w tą uliczkę pokażę panience dom towarowy Harrodsa.
-Ta nazwa obiła mi
się kiedyś o uszy.- powiedziałam, a potem zaczęłam grzebać w pamięci, gdzie ją
słyszałam.
-Nic dziwnego.
Zaopatrują samą królową. Zwykły plastikowy kubek kosztuje od trzydziestu funtów
w górę. Zwykli zjadacze chleba raczej nie znajdują tam nic dla siebie. Pierwszy
raz w Londynie?- zapytał kierowca. Niepewnie kiwnęłam głową.- Do rodziny?
-Do męża. Od prawie
roku jest tutaj na wymianie studenckiej. Korzystam z wakacji i odwiedzam go.-
wymyśliłam dość szybko.
-Na pewno nie
będzie się pani nudzić. Londyn ma bardzo dużo do zaoferowania, a skoro pani mąż
siedzi tu już tak długo, na pewno co nieco widział. Jesteśmy na miejscu. To właśnie
The Supreme Court..- kiedy spojrzałam na budynek, nie mogłam uwierzyć w to, co
widziałam.
Sądy w Tokio przypominały kilku a
czasem nawet kilkunastopiętrowe kolosy z masą małych okienek. Były urządzone
dość skromnie, jednak klimat miejsca sprawiał, że od razu czuło się do niego
respekt.
Teraz, stojąc przed Sądem Najwyższym
Wielkiej Brytanii miałam wrażenie, że oglądam Harrego Pottera, z tą jednak
różnicą, że Hogwart nie znajdował się gdzieś między skalistymi wzgórzami, a
centralnie w centrum Londynu. I był pomniejszony przynajmniej
kilkunastokrotnie.
Budynek przypominał zamek. W mini
wersji. Był zbudowany z białego kamienia, a jego środek wyznaczała pojedyncza
wieża. Sąd nie był wysoki, miał jedynie dwa piętra, jednak samo wejście do
niego sprawiało, że czuło się strach i dosłownie rękę sprawiedliwości na swoim
karku. Drzwi, nad którymi górował piękny, wykuty w kamieniu portal,
przedstawiał duchownych trzymających krzyże w dłoniach. Nad ich postaciami
znajdowała się tarcza herbowa z mieczami ustawionymi rękojeściami w lewą
stronę. Nad nimi wykuta została korona, a nad koroną hełm rycerski z zamykaną
przyłbicą. Po prawej i lewej stronie wejścia znajdowały się ambony z wykutymi:
po lewej mnicha w długiej szacie z biblią w ręku, w prawej ambonie z kolei
znajdował się rycerz z mieczem w dłoniach.
Widząc to wrosłam w ziemię i wizja
wejścia do środka zaczęła przerażać mnie jeszcze bardziej niż cokolwiek innego.
Niepewnie chwyciłam torbę w dłoń, a potem weszłam do środka.
Przy drzwiach powitał mnie miły starszy
ochroniarz, który mówił z bardzo, ale to bardzo brytyjskim okrągłym akcentem.
Poinformował mnie, że dzisiaj zwiedzanie nie jest już możliwe, ponieważ sąd
otwarty jest do godziny szesnastej, a to oznaczało, że zostało mi jeszcze
dwadzieścia minut. Między mną a mężczyzną wywiązała się bardzo szybka wymiana
zdań, która doprowadziła do tego, że zostałam pokierowana do recepcji, gdzie
mogłam dowiedzieć się wszystkich szczegółów o nieistniejącej rozprawie sądowej
dotyczącej mojej klientki, która próbowała odwołać się od wyroku sądu w sprawie
spłacenia długów swojego byłego męża, którą wymyśliłam na poczekaniu, a która
dała mi możliwość wejścia do środka budynku.
Popędziłam na pierwsze piętro niemal
biegiem, a kiedy znajdowałam się w połowie schodów, zwolniłam. Recepcja
znajdowała się na końcu korytarza wyłożonego grubym haftowanym dywanem z
motywem kwiatów. Trzęsłam się coraz bardziej na myśl, że za chwilę jak szalona
będę wypytywać o to, gdzie mogę znaleźć mojego męża, jednak jak się okazało,
nie było to konieczne.
W momencie, kiedy oparłam się o
balustradę żeby wyrównać oddech spojrzałam na dziewczynę siedzącą w recepcji,
która namiętnie uderzała w klawisze komputera. Tak bardzo zapatrzyłam się na
to, co robi, że dopiero po chwili dostrzegłam znajome czerwone włosy ledwo
wystające znad lady.
Gaara na chwilę wyprostował się,
przeciągnął na krześle, a potem znowu zaczął coś skrzętnie notować. Dziewczyna
w tym samym czasie odwróciła się w jego stronę i zaczęła robić do niego maślane
oczy.
-Gaara.-
powiedziała, ale on nawet na nią nie spojrzał.- Dzisiaj całą ekipą planujemy
iść na kręgle. Może dołączysz do nas? Od czasu, jak przyjechałeś na staż ani
razu nigdzie z nami nie wyszedłeś. Naoki i Ryu robią to cały czas. Przecież
odrobina rozrywki na pewno by cię nie zabiła, a poza tym przestałbyś w końcu
sprawiać zawód koleżankom z sądu. Od samego początku bardzo skutecznie
wszystkie nas ignorujesz, a uwierz, że każda z nas chciałaby spróbować czegoś
bardziej orientalnego.- wstrzymałam oddech czekając na to, co powie Gaara.
-Dzięki Emily, ale
nie skorzystam. Mówiłem wam, że nie przyjechałem tu szukać rozrywki. Poza tym
jestem żonaty. Nie szukam romansów na boku.- Gaara wzruszył ramionami, a ja
głośno przełknęłam ślinę na jego słowa.
-Jaki ty jesteś
nudny! Poza tym co to za małżeństwo? Z tego, co wiem, twoja żona nie odwiedziła
cię tu ani razu od czasu, kiedy przyjechałeś. Jakoś niezbyt wiele o niej
mówisz... W ogóle mało mówisz! Co najbardziej kochasz w swoim życiu?- zapytała
dziewczyna, ale Gaara nadal niewzruszony nie zwracał na nią uwagi.
-Moją żonę.-
poczułam szybsze uderzenie serca na te słowa. Musiałam szybko policzyć do
trzech.-Nie dziwię się, że nie przyjechała tu ani razu. Ciężko pracuje na
sukces w Tokio. Też jest na studiach prawniczych i zaczęła właśnie trzeci rok,
a to oznacza, że musiała wybrać specjalizacje, promotora, temat swojej pracy
magisterskiej... Znając ją na pewno przysiadła do niej tak ostro, że za
niedługo ją skończy...
-O śpiewajcie
święci. Takiej kobiety to ze świecą szukać. Jeszcze mi powiedz, że nie ma wad
to zacznę wychwalać ją pod niebiosa.- dziewczyna miała sarkastyczny ton.
-Ma ich bardzo
dużo, uwierz.- uznałam, że jeśli Gaara zacznie je wymieniać, dziewczyna na
kręgle nie pójdzie, ponieważ najzwyczajniej na świecie nie zdąży.- Ale właśnie
za to ją kocham.
-Raaany. Dobra, jak
widać nie przekonam cię, choćbym proponowała ci stado tancerek erotycznych. Idę
do gabinetu, a potem do domu. Nie zapomnij zamknąć archiwum, kiedy będziesz
wychodził. I proszę cię, zrób to szybciej niż koło dwudziestej pierwszej. Nasza
sprzątaczka za często się na ciebie żali. Życzę ci miłego wieczoru.
Dziewczyna wyszła zza kontuaru, a
potem od razu skręciła w lewo i zniknęła w bocznym korytarzu. Ja z kolei
wpatrywałam się w Gaare, który zaczął trzaskać wszystkim szufladami po kolei, a
na koniec rąbnął dłonią w blat.
-Jeszcze tylko
sześć tygodni...- wymruczał pod nosem, ale w pustym holu słowa poniosły się
echem. Zacisnęłam dłonie po bokach, odetchnęłam głęboko, a potem niepewnym
krokiem weszłam na piętro.
-Gaara.- powiedziałam
głośno, a reakcja mojego męża była błyskawiczna. Zerwał się z krzesła tak
szybko, że pozwalał z biurka wszystkie kartki i przybory. Spojrzał na mnie
szeroko otwartymi oczami, a jego wargi zaczęły drżeć.
-Sara...- jego głos
przypominał szept. Wpatrywał się we mnie jakby nie mógł uwierzyć, że mnie
widzi. Ja z kolei przyjrzałam się jego znajomej twarzy, posturze i poczułam
okropny ścisk w żołądku.
Marie miała rację co do informacji
przekazanych jej przez Ryu. Gaara schudł, był blady jeszcze bardziej niż
normalnie i jakiś taki mizerny. Jego oczy straciły dawny blask, a skóra miała
ziemisty kolor. Ciemne obwódki wokół oczu znacznie pogłębiły odcień.
Bardzo powoli
zbliżałam się do kontuaru, jakby w obawie, że Gaara za chwilę odwróci się na
pięcie i ucieknie przede mną. Jednak nie zrobił tego. Nadal wpatrywał się we
mnie z niedowierzaniem.
-Kiedy... Kiedy
przyleciałaś?- zapytał nagle.
-Niecałe dwie
godziny temu. Przyjechałam tu prosto z lotniska.- powiedziałam i starałam się z
całych sił, żeby mój ton brzmiał naturalnie i lekko.
-Co robisz w
Londynie?- w jego głosie usłyszałam coś, czego nigdy wcześniej: strach. Jakby
wiedział, po co przyjechałam. Musiałam odwrócić wzrok od jego twarzy, żeby w
ogóle móc coś powiedzieć.
-Czy... Czy
moglibyśmy porozmawiać w jakimś ustronnym miejscu? Nie chcę żeby ktoś
niespodziewanie tu przyszedł.
-Tak... Jasne.
Poczekaj chwilę jeśli możesz. Muszę zamknąć system i pozamykać szafki.
Gaara zabrał mnie do małego gabinetu
na końcu korytarza.
-To moje miejsce
pracy. Przepraszam za bałagan, ale w wolnych chwilach piszę pracę magisterską i
zajmuję się aktami spraw sądowych.
Przysięgam na wszystko co znane, że
tylko Gaara mógł przepraszać za bałagan, kiedy książki na biurku były ułożone
dosłownie od linijki, a blat tak wypolerowany, że nie bałabym się z niego jeść.
Nigdzie nie zanotowałam nawet pyłku kurzu, a wszystkie segregatory były
podpisane i ustawione na półkach w porządku alfabetycznym. Miałam wrażenie, że
nawet przybory do pisania umieszczone w specjalnym pojemniku miały jakiś
specjalny sposób ułożenia.
-Uwierz, że jakoś
przeżyję te niedogodności. Ładnie się tu urządziłeś. Przypominają mi się twoje
notatki posegregowane kolorami.- wskazałam brodą w stronę segregatorów, ale
Gaara nie uśmiechnął się na moją uwagę.
-Co robisz w
Londynie?- ponowił pytanie, które zadał mi na holu. Głośno westchnęłam, a potem
wyjęłam plik dokumentów z torby i rzuciłam je na biurko.
Gaara od razu pobladł, kiedy
przeczytał nazwę dokumentu na górze. Jednak zachował się tak profesjonalnie,
jak ja.
-Jeśli chcesz go
przeczytać i przedyskutować jakiekolwiek kwestie proszę. Mamy czas.-
powiedziałam spokojnie, jednak Gaara nie patrząc na mnie, chwycił za długopis w
kubeczku i przerzucił na ostatnią stronę.
Widziałam jak drżą mu dłonie, kiedy
składał podpis w przeznaczonym dla niego miejscu. Głowę miał spuszczoną,
ramiona napięte. Bolało mnie serce, kiedy widziałam go w takim stanie. Gaara po
podpisaniu dokumentów od razu odwrócił się do mnie plecami i podszedł do okna.
Oglądał pobliskie budynki dobrze widoczne przez szybę.
-Nie musisz
wyprowadzać się z naszego... Nie musisz wyprowadzać się z domu jeśli nie
chcesz. Wrócę do wujka.- jego głos drżał. Ja z kolei wyjęłam z torby pomięty
kawałek papieru i podeszłam do Gaary.
-Gaara, mógłbyś
chociaż raz na mnie spojrzeć? Proszę.- powiedziałam łamiącym się głosem.
Wiedziałam ile wysiłku musiało go to kosztować, ale odwrócił się w moją stronę.
Stanęłam na palcach i chwyciłam jego
twarz w swoje dłonie. Przyciągnęłam go do pocałunku, a kiedy tylko nasze wargi
się spotkały obydwoje jęknęliśmy. Gaara objął mnie jedną ręką wokół talii,
drugą dłoń wplótł w moje włosy. Jego pocałunek był tak naładowany emocjami, że
w uszach aż szumiało mi od ciśnienia, a z moich oczu płynęły łzy. Całe moje
ciało drżało, a od zachłannego dotyku Gaary czułam się tak, jakbym za chwilę
miała się rozpłynąć, a on próbował ocalić resztki chwili tylko dla siebie.
Kiedy w końcu się od siebie
oderwaliśmy ciężko dyszeliśmy. Usta Gaary były napuchnięte od namiętnych
pocałunków, a jego policzki miały na sobie ślady łez. Spojrzał na mnie, a potem
od razu szybko się odsunął.
-Ja... Przepraszam.
Uznałem, że skoro chcesz się rozstać to była ostatnia szansa, żeby móc to
zrobić.- jego głos był bardzo niepewny. Miałam ochotę śmiać się, kiedy
przepraszał za to, że to ja go pocałowałam.
-Spójrz na to, co
trzymam w ręku.- powiedziałam, a Gaara powędrował wzrokiem do mojej lewej
dłoni, w której trzymałam zmiętą kartkę papieru. Zmarszczył czoło, kiedy zdał
sobie sprawę z tego, co to jest.
-Mój list. Nie
sądziłem, że kiedykolwiek uda ci się go znaleźć.- Gaara wpatrywał się w świstek
z wdzięcznością.
-Pakowałam rzeczy
do przeprowadzki. Kiedy próbowałam wyjąć jedną z moich ulubionych bluzek album
ją przycisnął, a ja pociągnęłam tak mocno, że ten gnojek omal nie zmiażdżył mi
nogi. Podczas upadku otworzył się na stronie z naszym wspólnym zdjęciem. Kiedy
próbowałam go schować, koperta wysunęła się ze środka.
-Ktoś czuwał nad
tym, żeby trafił do twoich rąk.- Gaara bardzo niepewnie położył mi dłoń na
policzku i potarł go kciukiem. Ciepło jego dłoni było jak promyk światła w
ciemną noc. Przymknęłam powieki a potem wtuliłam się w tors mojego męża.
Kiedy zbieraliśmy się do wyjścia z
gabinetu Gaary i ja i on spojrzeliśmy na pozew rozwodowy leżący na biurku.
Gaara cały się najeżył ja z kolei westchnęłam głośno.
-Ta wiedźma znowu
wygrała...- mruknęłam.
-O kim mówisz?-
Gaara zmarszczył czoło.
-Jak o kim? O
Sakurze! To ona podsunęła mi pomysł z dostarczeniem ci tych dokumentów
osobiście. Zarzekała się, że nie chce żebyśmy się godzili, ale mówiła, że
dzięki temu, że dam ci dokumenty w rękę, nie będziesz odwlekał tego rozwodu w
nieskończoność. Posłuchałam jej i teraz nie wiem, co mam zrobić z tym pozwem.-
mruknęłam a Gaara zaśmiał się bardzo głośno.
-Powiem ci, że
jestem dozgonnym dłużnikiem Sakury. Pewnie gdyby to był ktoś inny, nie
posłuchałabyś go. Choć prawda jest taka, że nadal nie wiem, czy ty i ja...
-Gdyby nie twój
list już by mnie tu nie było. Powiedziałam Sakurze, że tylko cud mógłby
nakłonić mnie do zastanowienia się nad dalszą decyzją co zrobić z rozwodem.
Kilka dni później znalazłam album, a w nim kopertę. Nie. Nie potraktowałam tego
jako znak od Pana Boga, że mam z tobą zostać. Na początku byłam na ciebie
wściekła, że w ogóle byłeś na tyle bezczelny, że to napisałeś, ale potem
zrozumiałam, że tylko tak mogłeś powiedzieć mi to, co leżało ci na sercu...
Czytałam ten list dwa razy podczas podróży samolotem. Dwa razy analizowałam
wszystko, co w nim było i starałam się doszukać czegokolwiek, co mogłoby
jedynie nakłonić mnie jeszcze bardziej do rozwodu, a zamiast tego utwierdziłam
się jedynie w tym, że wcale go nie chcę.- powiedziałam, a potem wzięłam pozew
do ręki i umieściłam w niszczarce papieru. Kiedy wcisnęłam guzik włączenia,
dokumenty w kilka sekund stały się jedynie papierowym spaghetti.
-Więc ty... My...-
zapytał drżącym głosem.
-Nie będzie żadnego
rozwodu, Gaara. Chcę nadal być z tobą i być twoją żoną. Twój list już na samym
początku uświadomił mi jak bardzo cię kocham, ale złość za twój wyjazd nadal
sprawiała, że odpychałam to od siebie. Dopiero w samolocie zdałam sobie sprawę,
że nie przestałam cię kochać, a cholerna tęsknota za tobą sprawiała, że nie
byłam w stanie ci wybaczyć. Przepraszam cię, że zachowałam się tak, jak się
zachowałam przed twoim wyjazdem. Przepraszam, że jedyne na co było mnie wtedy
stać, to powiedzenie ci tego, że cię nienawidzę. Po prostu się bałam. Bałam się
tego, że przez rok pobytu tutaj poznasz kogoś i mnie opuścisz. Bałam się tego
tak bardzo, że to ja wolałam opuścić ciebie. Przepraszam cię za to, że przez
ponad pół roku skazywałam cię na cierpienie i rozmyślanie o rozwodzie.
Przepraszam za to, że...- Gaara pochylił się, a potem złożył na moich ustach
delikatny pocałunek.
-Ciii. Żadnych
więcej przeprosin. To, że tu jesteś... To, że zadecydowałaś, że to czego
najbardziej się obawiałem nie będzie miało miejsca... To najlepsze
przeprosiny.- uśmiechnęłam się do Gaary, a on znowu mnie pocałował.- Kocham
cię, Saro.
-Ja też cię kocham,
Gaara.- powiedziałam to tak drżącym głosem, że jeszcze jedno słowo więcej, a na
pewno bym się popłakała. Kiedy wpatrywałam się w błyszczące oczy Gaary czułam
się tak, jakby cała pustka jaką czułam przez ostatnie jedenaście miesięcy,
nagle została wypełniona.
-Nawet nie wiesz
jak bardzo tęskniłem za tym, żeby móc powiedzieć ci to w cztery oczy.- mruknął,
a potem objął mnie w talii i przyciągnął do bardzo namiętnego pocałunku.
Szliśmy powoli do Kensington-
dzielnicy, w której Gaara mieszkał. Kiedy mijaliśmy ulicę, na której znajdowały
się butiki Armaniego, Chanel i Gucciego mocno zmarszczyłam brwi.
-Jak widzę władze
wydziału Cambridge bardzo o ciebie zadbały.- powiedziałam, a Gaara zaczął się
śmiać.
-Skłamałbym, gdybym
powiedział, że nie. Kensington to chyba jedna z najdroższych dzielnic Londynu.
O ile nie najdroższa. Mam tu spokój, blisko do sądu, metra, centrum. Co prawda
jest dość drogo, ale i tak nie za bardzo mam czasu kupować na mieście, więc
niezbyt mi to przeszkadza.- Gaara wzruszył ramionami.
-Nie robisz
zakupów?- zapytałam.
-Kupuję tylko
najpotrzebniejsze rzeczy. W sądzie mamy catering, na uczelni stołówkę więc nie
gotuję w domu. Kiedy w niedziele mam wolne raczej skupiam się na pracy
magisterskiej, a nie na jedzeniu. Jeśli koniecznie chcę coś zjeść, zamawiam coś
z azjatyckiej knajpki, choć muszę przyznać, że obok azjatyckiej kuchni to to
nawet nie stało.- Gaara złapał moją rękę, a potem splótł ze sobą nasze palce.
Zapomniałam już co znaczy mieć go blisko, a ten zwykły gest sprawił, że moje
serce szybko zabiło w piersi. Zadrżałam, a on szybko cofnął rękę.
-Dlaczego puściłeś
moją dłoń?- mój ton był oburzony.
-Myślałem, że
sprawiło ci to dyskomfort.- mruknął, kiedy znowu splotłam ze sobą nasze palce.
Gaara, wyjął klucze z kieszeni jeansów, a potem otworzył mi drzwi na klatkę
schodową.
-Rozumiem, że kiedy
jakiś sąsiad schodzi z góry albo próbuje na nią wejść musisz ustępować mu
miejsca?- zapytałam, kiedy spojrzałam na strome schody prowadzące na wyższe
piętra. Klatka schodowa była tak wąską, że po stopniach mogła schodzić tylko
jedna osoba na raz.
-Tak. Zastanawiam
się jakim cudem większość anglików nie klinuje się w przejściach, ale domy
tutaj są straszne. Wysokie mieszkania, okna, których sam nie możesz umyć,
ponieważ nie otwierają się na oścież, wąskie korytarze, małe pokoje, dziwne
niewymiarowe łóżka... Tu wszystko jest inne.- Gaara zaczął wspinać się po
schodach na ostatnie piętro kamienicy. Drewniane schody wyłożone dywanem
wydawały z siebie potworny jęk za każdym razem, kiedy któreś z nas postawiło na
nich stopę.
Kiedy w końcu wdrapaliśmy się na
samą górę miałam lekką zadyszkę. Drzwi Gaary były całkowicie białe, bez
numerka. Mój mąż wsadził klucz w zamek, a potem nacisnął klamkę.
Mieszkanie było dwupokojowe. Z
jasnym salonem i małą sypialnią przeznaczoną do spania. Gaara mówił prawdę, że
nawet korytarz w jego mieszkaniu był tak wąski, że kiedy chciałam wejść do
salonu żeby zostawić w nim torbę, musiałam stanąć bokiem, żeby móc ominąć
Gaare.
-Mieszkasz z kimś?-
zapytałam niepewnie.
-Nie. Wymogi
mieszkaniowe zakładają, że salon nie jest pomieszczeniem sypialnianym. Żeby móc
wynająć mieszkanie dla jednej osoby musi się ono składać z minimum jednego
pokoju, w którym można spać. Dlatego zamiast zwykłej kawalerki, mam coś
takiego.- mruknął, a potem zapalił światło w łazience i pochylił się nad
zlewem.
-Dwa kurki?- Gaara
ryknął śmiechem, kiedy zauważył moją zdziwioną minę.
-Tak. Ten z
niebieską kropką zapewnia ocean arktyczny, ten z czerwoną wrzątek do herbaty.
Na szczęście pod prysznicem mam bojler, który nie wymaga ode mnie regulowania
wody jak w odbiorniku radiowym. Po prostu ustawiam wskaźnik na odpowiednią
temperaturę- Gaara zrobił mi miejsce, żebym mogła umyć ręce. Poczekał, aż
skończę, a potem zaprowadził mnie do salonu. Wyjrzałam przez okno, i zobaczyłam
po prostu drugą kamienicę po przeciwległej stronie ulicy.
-Widoki, że niech
mnie diabli. Masz chociaż jakąś ładną sąsiadkę po drugiej stronie, która lata
po mieszkaniu bez stanika?- zapytałam, kiedy Gaara stanął obok mnie.
-Nie. Mieszka tam
tylko starsza pani, której czasem pomagam wnieść zakupy na trzecie piętro. Ona
w ramach podziękowania piecze dla mnie ciasta. Uwierz, że ostatnią rzeczą jaką
chciałbym oglądać byłaby ona bez stanika.- ryknęłam śmiechem, a potem
przytuliłam się do Gaary. Niepewnie położył mi dłoń na talii i objął.- Napijesz
się kawy, albo herbaty?
Zdałam sobie sprawę z tego, że jest
spięty z powodu mojej obecności. Oddychał dość szybko, a ręka którą mnie
obejmował drżała.
Dopiero wtedy dotarło do mnie,
dlaczego. Pierwszy raz od jedenastu miesięcy Gaara mnie dotykał. Coś, co zwykle
było dla nas czymś normalnym właśnie w tamtej chwili, w tym malutkim niemal nic
nie znaczącym geście, sprawiło, że moje ciało przypomniało sobie czym jest
fizyczne pożądanie drugiej osoby.
I w tamtej chwili bardzo głośno
przełknęłam ślinę.
-Gaara, przestań
zachowywać się jak niedorobiony prawiczek, który pierwszy raz ma okazję
zaprosić dziewczynę do domu i nie wie jak się zachować. Okres proponowania
herbaty i kawy mamy dawno za sobą.- Gaara uśmiechnął się do mnie.
-Wiem. Po prostu
nadal jestem trochę oszołomiony tym, że tu jesteś. Po tym wszystkim co działo
się przez ostatni rok jakoś nadal nie mogę w to uwierzyć.- powiedział, a potem
rozluźnił uścisk.
-Pokaż mi resztę
mieszkania. Jestem bardzo ciekawa jak wygląda kuchnia.
Kiedy stanęliśmy w kuchni szczęka
opadła mi do podłogi. Jednak nie z zachwytu. Byłam przerażona. Odległość od
jednej do drugiej ściany mogła wynosić maksymalnie dwa metry, kuchenka była
elektryczna, z malutkim piekarnikiem. Z kolei wysokość lodówki sprawiła, że
opadły mi ręce.
-Mogłabym zrobić z
niej krzesło do siedzenia. Oparcia krzeseł w naszym domu są wyższe.-
powiedziałam, kiedy stanęłam obok urządzenia. Sięgało mi nawet nie do połowy
ud. Gaara ryknął śmiechem na moje porównanie.
-Mówiłem ci, że nie
gotuję. Trzymam w niej tylko picie, ewentualnie jakieś mrożonki.
Kiedy Gaara zaprowadził mnie do
sypiali, byłam przygotowana na ciasną klitkę wielkości kabiny prysznicowej, ale
mile się rozczarowałam. Pokój nie należał do gigantów, ale był na tyle
przestronny, że dwuosobowe łóżko ustawione pod jedną ze ścian nie utrudniało
przemieszania się w nim, a szafa wbudowana we wnękę w ścianę nie zajmowała
dodatkowego miejsca.
-Tapety. Wszędzie
tapety.- mruknęłam, a Gaara znowu zaczął się śmiać. Tapety znajdowały się nawet
na klatce schodowej i w łazience.
-Co kraj to obyczaj.
Sam się tym irytowałem. Po takim czasie jakoś idzie się przyzwyczaić.-
powiedział. Ja z kolei podeszłam do okna.
Sypialnia znajdowała się w pokoju
umieszczonym od strony bardzo cichej ulicy i niewielkiego parku. W oddali
widziałam jedynie ciemne kształty niektórych wieżowców.
-Cicho i spokojnie.
Przynajmniej tu ktoś pomyślał o komforcie spania.
-Nie zastanawiałem
się nad tym. Dla mnie to mieszkanie to coś na kształt przechowalni. Wracałem z
pracy, mycie, spanie, rano ogarnięcie się i uczelnia lub praca. W zależności od
tego jakie dni. Nie zwracałem uwagi na to, czy mi tu wygodnie czy nie. Nie
traktuję tego miejsca jak domu. Tylko kobieta mogła pomyśleć o tym miejscu w
taki sposób jak ty to zrobiłaś.
-Twoja koleżanka z
sądu użalała się, że nie dajesz im skosztować nic orientalnego. Może po prostu
zepsułeś się tu?- na moją uwagę Gaara zaczerwienił się na twarzy.
-Dużo słyszałaś?-
zapytał niepewnie.
-Całą rozmowę.
Dziewczyna mówiła o tobie, więc jakoś nie miałam serca wam przerwać. Nie
sadziłam tylko, że ktokolwiek poza Naokim może uznać cię za nudnego. Według
mnie nigdy nudny nie byłeś.- Gaara się zaśmiał.
-Tutaj życie jest
trochę inne. Jadąc do Londynu doskonale wiedziałem po co jadę. Miałem nadzieję,
że im bardziej skupię się na pracy, tym szybciej pobyt tu po prostu się
skończy. Jednak od czasu, kiedy zadzwoniłaś i powiedziałaś to okropne słowo,
którego tak się obawiałem, żyłem w piekle. W piekle gdzie czas wlekł się, a
każda wizyta listonosza sprawiała, że miałem stan przedzawałowy. Obawiałem się,
że pozew przyjdzie w ciągu raptem kilku tygodni. Ciężko było mi się skupić na
zabawie nawet jeśli wiedziałem, że mam już wolną rękę.- powiedział, ja z kolei
się zjeżyłam.
-Spotykałeś się z
kimś od czasu, kiedy powiedziałam ci o tym, że chcę się rozwieść?- zapytałam.
Gaara spojrzał mi prosto w oczy i
przez długi czas milczał. Czułam ścisk w gardle na samą myśl o tym, że mogło
tak być. Że Gaara mógł spędzać z kimś czas w tym mieszkaniu. W tym łóżku...
-Tak.- powiedział,
a ja musiałam podtrzymać się ściany, żeby nie upaść.- Ryu mieszkał ze mną przez
prawie dwa tygodnie po tym, jak zadzwoniłaś do mnie i powiedziałaś o tym, że
chcesz zakończyć małżeństwo. Bał się, że sobie coś zrobię, kiedy wpadłem w
szał. Czasem spotykałem się tu z Naokim i nim, kiedy musieliśmy rozpatrzeć coś
na uczelnię. A, no i moja cudowna siedemdziesięcioletnia sąsiadka czasem
wpadała tu z pysznym ciastem, a ja w zamian za to częstowałem ją herbatą. To
jedyne spotkania na jakie było mnie stać lub na jakie miałem ochotę.
-Ty mendo! Nie
mogłeś po prostu powiedzieć, że nie miałeś tu żadnych erotycznych schadzek!
Prawie pękło mi serce, kiedy powiedziałeś tak, nawet jeśli wiedziałam, że to ja
chciałam rozwodu i miałeś do tego pełne prawo!- ściągnęłam poduszkę z łóżka i
przywaliłam Gaarze. Zaczął się śmiać, a potem złapał moje nadgarstki i
przyszpilił mnie do ściany.
-Mieć do czegoś
prawo, a wykorzystywać je to dwie różne rzeczy. Nie byłem w stanie oglądać się
za innymi kobietami, kiedy ta, którą najbardziej kocham tak mnie zraniła.-
Gaara chwycił moje dłonie i splótł razem nasze palce. Spojrzał na mnie ciemnymi
oczami.- A ty? Spotykałaś się z kimś w Tokio? To było powodem stworzenia
dokumentów rozwodowych?
Bałam się, że Gaara zada mi to samo
pytanie. Prawda była taka, że ja miałam na sumieniu więcej grzechów. Nawet
jeśli nie z mojej winy, miałam poczucie, że Kei poczuł się zachęcony do
pocałowania mnie, ponieważ w jakimś stopniu nieświadomie zachęcałam go do
rozbudzenia w sobie uczuć. Westchnęłam zanim w ogóle się odezwałam.
-Kei i ja...-
zaczęłam niepewnie, a wtedy poczułam jak Gaara rozluźnił uścisk palców.
Odwrócił ode mnie wzrok.
-Czyli moje obawy
się spełniły...- powiedział zbolałym tonem.- Mieliście romans, tak?
-Czy ty oszalałeś?!
Nie należę do osób, które pakują się w jakieś dziwne trójkąty. Chodzi o to, że
mam poczucie winy w stosunku do Keia. Wydaje mi się, że w jakiś sposób musiałam
nieświadomie dać mu nadzieję, że może mieć u mnie szanse. Jakiś czas temu,
kiedy siedziałam w domu przyszedł do mnie i zaproponował wyjście. Chciał, żebym
poszła tam jako jego partnerka, a kiedy odmówiłam, pocałował mnie i obiecał, że
poczeka, aż nasze małżeństwo oficjalnie zostanie zakończone.
-Tak jak kiedyś go
tolerowałem, tak teraz bardzo go nie lubię. Kontynuuj. Próbował czegoś
jeszcze?- nie miałam pojęcia czy miałam się śmiać czy płakać z reakcji Gaary.
-Wiesz, kiedy
uświadomiłam sobie, że nie dam rady, choćbym nie wiem jak chciała, dać dotykać
się innemu mężczyźnie? Właśnie, kiedy Kei mnie pocałował. Nagle pojawiłeś mi
się przed oczami jak jakiś bulterier pilnujący posesji, a zamiast ust Keia,
czułam twoje wargi. Czułam ich ciepło, ich kształt...- Gaara mnie pocałował, a
ja jęknęłam. Przesunął językiem po mojej dolnej wardze, a ja szerzej otworzyłam
usta. Kiedy splótł ze sobą nasze języki trzęsłam się jak osika i miałam ochotę
zabić go za to, co robił. Oderwał się ode mnie, a ja ledwo byłam w stanie łapać
powietrze.- To było lepsze niż wtedy w mojej wyobraźni.
-Wiem. Nikt inny
nie umie całować twoich ust tak jak ja.- uśmiechnęłam się widząc wcielenie
Gaary, za którym tęskniłam.
-Fakt. Albo
najwidoczniej miałam za mało okazji, żeby porównać twoje umiejętności z
umiejętnościami kogoś innego. Kiedy ostatnio miałam taką szansę, wtargnąłeś w
moje myśli i skutecznie udaremniłeś możliwość zrobienia tego.- Gaara znowu mnie
pocałował, a po chwili odsunął ode mnie.
-Za takie głupoty
jesteś teraz skazana na grad pocałunków.- oparł swoje dłonie po obu stronach
mojej twarzy, a potem przylgnął do mnie. Poczułam ciepło jego ciała, jego
zapach, jego smak tak intensywnie, że gdyby nie przyciskał mnie do tej
przeklętej ściany, przewróciłabym się, bo ilość bodźców jakie odczuwałam była
zbyt duża.
Sięgnęłam po dłoń Gaary, a potem
położyłam ją sobie na piersi. Gaara się spiął i na chwilę znieruchomiał.
Dopiero, kiedy złapałam za jego koszulę i wysnułam ją ze spodni, zaczął mnie
dotykać tak, jak chciałam, żeby to robił. Złapałam za guziki od jego koszuli, a
kiedy odpięłam ostatni z nich, położyłam palce na rozpalonej, miękkiej skórze.
Przejechałam dłońmi po nagim torsie i brzuchu, a potem przesunęłam je na jego
boki. Napawałam się ciepłem jego ciała i marzyłam, żeby poczuć je w całości.
Gaara przesunął rękę na moje udo, a potem chwycił je i owinął wokół swojego
biodra.Przesunął obie ręce na moje pośladki, a potem podsadził mnie tak, że oplotłam
go nogami wokół bioder. Wziął mnie na ręce i usiadł ze mną na łóżku.
Kiedy odsunął się ode mnie na
odległość kilku centymetrów podniosłam ręce do góry, a Gaara złapał moją
koszulkę i jednym płynnym ruchem zdjął ją ze mnie. Przejechał palcami po skórze
moich pleców od dołu, złapał haftki od stanika i sprawnie go rozpiął, a na
końcu położył dłonie na moich ramionach i zsunął z nich ramiączka. Odrzucił
bieliznę gdzieś w kąt pokoju. Pocałował mnie w kącik ust, a po chwili czułam
jego wargi na skórze szyi, ramion, dekoltu i piersi. Wsunęłam mu palce we włosy
i głęboko oddychałam, kiedy pieścił moje ciało pocałunkami. W pewnej chwili
złapał mnie za biodra i szybkim ruchem przekręcił tak, że leżałam pod nim.
Zaczęłam się głośno śmiać.
Chwyciłam za poły koszuli i zaczęłam
zsuwać ją z jego ramion. Od razu zauważyłam, że Gaara schudł. Jego ciało nie
było już tak muskularne jak rok temu, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało.
Nadal był piękny. I należał tylko do mnie. Położyłam dłonie na jego łopatkach i
przyciągnęłam do pocałunku. Kiedy klęknął nade mną, sięgnęłam do zamka w jego
spodniach i rozsunęłam go, a potem zaczęłam szarpać, żeby je z niego zsunąć.
Palce mi drżały, a ciało płonęło pożądaniem i jedyną rzeczą o jakiej marzyłam
było, abyśmy mogli w końcu połączyć się w jedno. Gaara odpiął guzik w moich
jeansach, a potem niecierpliwie zsunął je ze mnie razem z bielizną. Głośno
przełknął ślinę, kiedy spojrzał na moje nagie ciało.
Powoli osunął się na mnie i ułożył
między moimi udami. Splótł nasze dłonie i położył je nad moją głową. Pocałował
mnie, a potem szybko poruszył biodrami i połączył nasze ciała.
Napięłam się, a z moich ust wydobyło
się głośne och. Jednak nie był to okrzyk przyjemność. Czułam ból! Gaara od razu
to zauważył i przestraszony zaczął przypatrywać się mojej twarzy.
-Co się stało?-
zapytał, a potem próbował wstać. Jednak ja oplotłam go nogami wokół bioder i
nie pozwoliłam na to.
-To nic. Po prostu
trochę odzwyczaiłam się od twojego rozmiaru. Zwolnij trochę.- Gaara parsknął, a
potem musnął moje usta i powoli poruszył biodrami. Westchnęłam, a kiedy zrobił
tak jeszcze kilka razy zaczęłam cicho pojękiwać z przyjemności.- Dokładnie tak,
kochanie.- mruknęłam mu na ucho, a potem przesunęłam dłonie na jego plecy.
Kiedy Gaara leżał na mnie i
znajdował się tak blisko, że czułam ciepło i miękkość jego skóry, myślałam, że
oszaleję ze szczęścia. Wtulał się w zagłębienie między ramieniem a głową,
całował mnie po delikatnej i unerwionej skórze, a im bardziej zbliżał się do
szczytowania tym szybciej poruszał biodrami. Złapał mnie za udo i przyciągnął
do mojego brzucha, a ja jęknęłam głośno, kiedy moja przyjemność stała się dużo
intensywniejsza. Przeorałam plecy Gaary paznokciami, a kiedy nie mogłam
powstrzymać się od jęków, wtuliłam się w jego szyję i przesunęłam po niej
wargami. Poczułam w ustach smak soli i ciała mojego męża.
-Kocham cię,
Gaara.- jęknęłam w jego ucho, a moje plecy wycięły się w łuk, kiedy miałam
orgazm. Zacisnęłam dłonie na pościeli i głośno krzyknęłam. Gaara, dalej
poruszając biodrami, nachylił się nade mną i pocałował mnie.
-Też cię kocham.-
mruknął, a całe jego ciało zaczęło drżeć. Głośno westchnął, zamarł na krótką
chwilę, a potem wyczerpany opadł na moje ciało i mocno się we mnie wtulił.
Leżałam na brzuchu z poduszką
wetkniętą pod głowę. Gaara wspierał się na łokciu, a drugą dłonią kręcił
kółeczka na moim ramieniu i plecach. Jego dotyk palił skórę.
-Tęskniłem. Bardzo
tęskniłem.- zadrżałam, kiedy to powiedział.
-Ja również
tęskniłam. I to przez to, że tęskniłam, tak bardzo się na ciebie złościłam. Ale
teraz... Teraz jest dobrze.- mocniej wtuliłam się w poduszkę.
-Kiedy masz zamiar
wrócić do Tokio?
-Chciałam zrobić to
jutro. Planowałam wylądować, pojechać do sądu, w którym miałeś staż, rzucić w
ciebie pozwem i zmusić do jego podpisania, a następnego dnia wracać samolotem
powrotnym do domu. Jednak jak widzisz moje plany trochę się pozmieniały i
zamiast rzucić w ciebie pozwem, rzuciłam ci się w ramiona.- Gaara uśmiechnął
się, kiedy to powiedziałam. Jednak w jednej chwili niemal od razu spoważniał.
-Naprawdę
zamierzałaś się rozwieść?- kiwnęłam głową.
-Przez te dwa
tygodnie, kiedy mieszkałam u wujków i czekałam aż wyjedziesz do Anglii byłam
wypraną z emocji kukłą. Sama nie wiedziałam, czy jestem na ciebie wściekła, czy
po prostu przerażona tym, co się dzieje. Na zmianę płakałam, a potem gadałam do
siebie jak bardzo cię nienawidzę. Uwierz, że po powrocie na uczelnię wcale nie
było lepiej, dlatego, że Tomoko w przeciągu tygodnia zauważyła, że ty, Ruy i
Naoki nie jesteście obecni na uczelni. Po jej głupich komentarzach tak źle się
poczułam, że musiałam wyjść na zewnątrz. Kei za mną poszedł, a ja pod wpływem
emocji powiedziałam mu o naszych kłótniach, o tym, że wyjechałeś oraz w jaki
sposób się o tym dowiedziałam. Jego słowa były chyba bodźcem do tego, że w
ogóle zaczęłam myśleć o rozwodzie.
-Tak jak bardzo go
nie lubiłem, tak teraz go nienawidzę.- Gaara warknął.
-Daj mi skończyć.
Poszłam do mojego nauczyciela pod koniec października i poprosiłam o pomoc w
przygotowaniu pozwu. Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że mogłam go przygotować
w kilka dni, ale pan doktor chciał chyba, żebym trochę ochłonęła i być może
miał nadzieję, że zmienię zdanie. Przez kilka bardzo długich tygodni robiłam
spisy rzeczy, próbowałam logicznie je porozdzielać, zdobyć jakieś dokumenty aby
podzielić majątek. Jednak pozew przygotowałam dopiero pod koniec lutego.
-Dlaczego? Mogłaś
zrobić to dużo wcześniej.- Gaara wpatrywał się we mnie.
-Dlatego, że
dopiero w lutym minęło pół roku od naszego ostatniego zbliżenia. Wiem, że
mogłam naściemniać, że szybciej, ale widać zawód zaczął wchodzić mi w krew.
Potem nagle zaczęły się egzaminy, nie wiem nawet kiedy się skończyły, zaczęła
się przerwa, w której musiałam wybrać promotora i całą resztę. Nagle znowu
zaczęła się uczelnia, a ja nie miałam czasu na to, żeby dokończyć wypisywać te
dokumenty i ci je wysłać. Nie zauważyłam nawet, że Kei zaczął się przy mnie
kręcić dużo częściej niż wcześniej. Przyznałam się ludziom ze swojej grupy, że
chcę się rozwieść, przyznałam się naszym przyjaciołom. Myślałam, że Temari mnie
zabije... Myślę, że gdyby nie Marie nie zaczęłabym mieć wątpliwości co do
rozwodu.
-Marie?! A co ona
ma z tym wspólnego?- Gaara aż usiadł z wrażenia.
-Przyszła do
naszego domu jakoś pod koniec czerwca. A może w połowie. Nie pamiętam za dobrze.
Powiedziała, że nie lubiła mnie przez to, że widziała jak bardzo mnie kochałeś
i bała się, że nikt nigdy jej tak nie pokocha. Powiedziała, że jest z tobą źle
po tym, jak zadzwoniłam do ciebie z informacją o rozwodzie, ale jednocześnie,
że źle postąpiłeś nie mówiąc mi o wyjeździe, co Naoki wykorzystał w idealnym
momencie. I powiedziała mi, że urażona duma nie powinna być bodźcem do takich
działań. A przede wszystkim, że nie powinnam zaprzepaszczać tego, co już udało
mi się osiągnąć. Po takim czasie wiem, że chodziło jej o twoją miłość do mnie.
Także myślę, że mój powrót w największym stopniu zawdzięczasz właśnie jej, a
nie Saki. To ona pierwsza zasiała we mnie malutkie ziarenko niepewności co do
rozwodu, nawet jeśli wszystkim wokół mówiłam, że jestem go na sto procent
pewna.- powiedziałam.
-Nigdy w życiu nie
podejrzewałbym, że to właśnie Marie zgłosi się do ciebie z czymś takim.- Gaara
nadal nie mógł wyjść z ciężkiego szoku.
-Wbrew pozorom to
jednak list najbardziej przekonał mnie do wycofania się z tej decyzji.
Zastanawiam się dlaczego nie zostawiłeś mi go gdzieś w widocznym miejscu.
Sprawy mogły toczyć się zupełnie inaczej od samego początku.- tym razem to ja
podparłam się na łokciu i zaczęłam wpatrywać w Gaare.
-Wiedziałem, że
emocje jakie tobą targały, musiały opaść. Inaczej na pewno podarłabyś kopertę
bez zaglądania do niej. Wbrew pozorom znam cię już cztery lata i wiem jak
reagujesz w bardzo emocjonalnych sytuacjach.- na słowa Gaary bardzo głośno się
zaśmiałam, a potem przerzuciłam nogę przez jego biodro i usiadłam na nim.
-Masz szczęście, że
znalazłam list. I masz rację, co do mojego charakteru, dlatego właśnie mam
ciebie. Męża, który umie sprowadzić mnie do parteru, kiedy sytuacja tego
wymaga.- Gaara wpatrywał się we mnie błyszczącym wzrokiem.
-W tym momencie
sprowadzanie cię do parteru to ostatnia rzecz o jakiej myślę.- powiedział, a ja
poruszyłam biodrami i wsunęłam go w siebie.
Chwilę po dwudziestej pierwszej ktoś
zaczął pukać do drzwi. Gaara, który tulił mnie do swojego torsu zmarszczył
czoło.
-Ciii. Nie ma nas w
domu.- mruknął, a ja cicho się zaśmiałam. Podsunęłam się wyżej, a potem
pocałowałam Gaare, który obrócił mnie tak, że leżałam pod nim. Pocałował mnie
raz, drugi, trzeci, ale przestał, kiedy nawalanie w drzwi stało się nie do
zniesienia. Gaara zaklął pod nosem, nasunął na siebie jeansy i poszedł
otworzyć. Ja z kolei usiadłam na łóżku i owinęłam się kołdrą.
-Sabaku! To już
kolejny raz, kiedy próbujemy wyrwać cię na miasto i tym razem nie ma opcji, że
ci odpuścimy! Emily dzwoniła do mnie z żalem i pretensjami, że znowu odmówiłeś
zaproszenia na kręgle! To jest bardzo niegrzeczne z twojej strony! To, że twoja
żona ma na ciebie focha, nie upoważnia cię do tego, żebyś ty ignorował
wszystkich i wszystko wokół siebie!- z korytarza usłyszałam głos Ryu. Miałam
ochotę wybuchnąć śmiechem, kiedy usłyszałam jego oburzony ton.
-Dokładnie. Wyjście
z nami na pewno poprawiłoby ci humor.- tym razem poznałam głos Naokiego.
-Słuchajcie, ja
bardzo doceniam wasze zaangażowanie w moje kontakty społeczne, jednak na tą
chwilę jestem bardzo, ale to bardzo zajęty i nie mogę wyjść z wami na
miasto...- Gaara był zmieszany.
-A czym ty jesteś
przepraszam... Czy ty masz ślady paznokci na plecach?! Gaara, ty sukinsynie!!!
Jak mogłeś zrobić to Sarze?! Gdzie ta dziwka?! Przysięgam, że zabiję i ciebie i
ją!- usłyszałam jedynie dźwięki przepychania na korytarzu, a po chwili ciężkie
kroki zbliżające się w stronę sypialni. Kiedy Ryu wpadł do środka, zrobił to
jak huragan.- Ty dziwko! Co ty sobie myślisz?! Gaara-kun ma... Sara?!
-Cześć Ryu.-
powiedziałam. Czułam się bardzo niezręcznie owinięta jedynie w kołdrę, w
dodatku na łóżku, które jasno świadczyło o tym, że nie było wykorzystane do
spania. Na dodatek ubrania porozwalane po całym pokoju dodatkowo potęgowały to
zakłopotanie.
Ryu przez chwilę wpatrywał się we
mnie, jakby nie mógł uwierzyć, że mnie widzi, a potem rzucił się na mnie, objął
ramionami i zaczął mocno tulić do siebie.
-Sara-chan, tak
bardzo się cieszę, że cię widzę!!! W dodatku w takim stanie! Więc jednak nie
zamierzasz rozwieść się z Gaarą?! Tak bardzo się cieszę!!!- Ryu wydzierał się
na całe gardło, ja z kolei czułam jak kołdra, którą byłam owinięta zaczęła
zsuwać się z mojego ciała.
-Ryu! Puszczaj
mnie, albo za chwilę będę świecić nagim biustem, a wtedy to Gaara zabije
ciebie!- Ryu odsunął się ode mnie, ale nadal szeroko się do mnie uśmiechał.- Co
do twojego pytania przyleciałam do Londynu wręczyć Gaarze pozew rozwodowy...
-Hę? Więc z tej
okazji zdecydowaliście się na pożegnalny seks?- jego brwi powędrowały niemal we
włosy. Zaczęłam się głośno śmiać. Gaara razem z Naokim stanęli w drzwiach
sypialni.
-Nie. To co własnie
widzisz nazywa się seksem na zgodę. Lecąc tu zdecydowałam się na to, że nie
chcę rozwodu. Pozew wylądował w śmieciach, kiedy zobaczyłam się z Gaarą. Nadal
bardzo go kocham i nie chcę się rozstawać. Po jego powrocie do Tokio zaczniemy
intensywną pracę nad naszym małżeństwem. Mam za dużo do stracenia, żeby znowu
pozwolić emocjom wziąć nade mną górę.- Gaara, który teraz opierał się o ścianę
uśmiechnął się do mnie szeroko.
-To co właśnie
widzicie nazywa się argumentacją przeciwko ewentualnej zmianie decyzji, żeby
jednak się rozwieść. Jak widać bardzo dobrze mi poszło, a Sara wygląda na
zadowoloną.- Gaara usiadł obok mnie na materacu, a potem objął mnie ramieniem i
pocałował. Zaczęłam się śmiać i musiałam odsunąć się od niego.
-Powiedziałbym, że
wygląda raczej na zachwyconą, a nie zadowoloną, więc na pewno się nie mylisz.-
Ryu puścił do nas oczko.
Odruchowo spojrzałam na Naokiego,
który nie odzywał się od czasu, kiedy Ryu wymówił moje imię. Chłopak był blady
i wyglądał jak chory. Jego twarz była wykrzywiona w dziwnym grymasie.
-Naoki, wszystko w
porządku?- zapytałam niepewnie, a wtedy on posłał mi mordercze spojrzenie.
-Ryu, chodźmy. W
takim tempie nigdy nie dotrzemy na kręgle.- powiedział tylko, a potem odwrócił
się na pięcie i poszedł korytarzem w stronę wyjścia.
-Niestety, ale ten
burak ma rację... Tym razem Gaara, odpuszczam ci to, że z nami nie idziesz.
Masz zdecydowanie ważniejsze sprawy. Jednak przysięgam ci, że jeśli przez okres
pobytu Sary w Londynie ani razu nie wyjdziesz z nią i z nami na miasto, spalę
cię na stosie.- Gaara i ja zaczęliśmy się śmiać.
-Może być problem.
Sara planuje jutro wracać do Tokio.- Gaara podrapał się w tył głowy.
-Zostanę na tydzień.
Jutro jest sobota, więc po waszym stażu w sądzie możemy gdzieś wyjść. Chętnie
zobaczę miasto.- powiedziałam spokojnie, a Ryu mnie wyściskał.
-I takie wzorce
powinieneś czerpać od swojej żony! Sara, twój mąż jest jakiś niepełnosprawny
społecznie. Naprawdę powinnaś nad nim popracować w tej kwestii.- ryknęłam
śmiechem, Gaara się zaczerwienił.
-Spokojnie Ryu, mam
na to całe życie. A teraz wybacz, ale czuję, że argumenty, które Gaara wyłożył
przeciw rozwodowi ułożyły mi się w głowie i znowu zaczynam o nim myśleć, także
idź już sobie i pozwól Gaarze na wyłożenie następnych kontrargumentów.-
szturchnęłam Ryu ramieniem, a on wyszczerzył się do mnie.- I proszę cię, żebyś
póki co nie mówił o tym Marie albo Junzo. Chcę im to przekazać osobiście, kiedy
już wrócę do Tokio.
-O to się nie martw
skarbie. A teraz przepraszam, ale na mnie już czas. Chcę skorzystać z ostatnich
tygodni tutaj i chłonąć angielską kulturę.
-Chyba angielskie
browary w pubach.- mruknął mój mąż pod nosem.
-Jak zwał, tak
zwał. Życzę wam owocnych argumentacji i do zobaczenia jutro!!!- Ryu wyleciał z
mieszkania niczym skowronek, czym doprowadził nas do kolejnej fali śmiechu.
Jednak już po chwili Gaara przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
-Liczę na to, że
masz dobre argumenty.- mruknęłam, kiedy złapał za splot przy moich piersiach.
-Jeden bardzo dobry
i całkiem spory. Pytanie na ile sposobów będę w stanie go użyć.- powiedział, a
ja zaczęłam się śmiać i po chwili zatraciłam w bliskości mojego męża.
Komentarze
Prześlij komentarz