Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 65
Usiadłam z
wrażenia, kiedy Gaara w końcu wyrzucił z siebie te słowa. Czułam ścisk w piersi
i pulsowanie w skroniach. Dłonie mi drżały, a myśli galopowały tak szybko, że
nie byłam w stanie poskładać ich w całość.
-Anglia? Londyn?-
powtórzyłam po nim jak echo.
-Tak. Konkretnie
uniwersytet Cambridge, ale zakwaterowanie mamy w Londynie. Jeśli chodzi o same
zajęcia będziemy mieć je tylko trzy razy w tygodniu, a trzy następne będziemy
spędzać w sądzie. Tam też zacznę pisać pracę magisterską. Nasz opiekun, a
jednocześnie promotor jedzie z nami. Będzie wykładał na uczelni. Dostał tą
propozycję po konferencjach w Kioto. Anglicy uznali, że będzie świetny do
wykładania prawa międzynarodowego. Pomysł z Ryu, Naokim i mną narodził się
później. Dziekan z wydziału prawa powiedział, że wyróżnialiśmy się na tle
innych studentów, i że dobrze byłoby mieć takie perły u siebie na wydziale.
Zapewnił nam również staż, ponieważ dowiedział się, że tok nauczania wygląda w
Japonii trochę inaczej niż ten w Wielkiej Brytanii. Będziemy uczyć się od
najlepszych Angielskich sędziów.- im dłużej Gaara mówił, tym bardziej mi robiło
się słabo. Nie byłam w stanie normalnie myśleć, a świat przed moimi oczami
przesuwał się jak na taśmie filmowej. Wtedy natrafiłam na fragment, który
wydawał mi się wtedy zupełnie nieistotny, a okazał się trafiony już wtedy.
-Od kiedy o tym
wiesz?- zapytałam słabym głosem i spojrzałam na Gaare.
-Sara, to nie ma
znaczenia. Tłumaczyłem mojemu wykładowcy, że ja nie chcę jechać, i że ma zabrać
ze sobą kogoś innego. Powiedziałem, że ja jedyny z grupy mam żonę, której nie
zostawię na tak długo. Profesor próbował prowadzić rozmowy z Anglikami, ale oni
nie chcieli nikogo innego. Powiedzieli, że albo przylecimy do nich we czwórkę,
albo żaden z nas.
-Od kiedy o tym
wiesz?- powtórzyłam pytanie.
-Od połowy marca.
Od dnia parapetówki.- powiedział, a z moich oczu zaczęły sączyć się łzy. Nie
mogłam uwierzyć, że wszystko potoczyło się w taki sposób.
-Kiedy jedziesz?-
byłam otępiała. Tak otępiała jak wtedy, kiedy Gaara na swoich dwudziestych
pierwszych urodzinach miał mnie w dupie, a zajmował się Fumiko.
-Pierwszego
września.- miał zbolały ton.
Wstałam, a potem chwiejnym krokiem
zaczęłam iść przez salon w stronę wyjścia. Gaara szybko podszedł do mnie i
położył mi dłoń na ramieniu. Moja reakcja była natychmiastowa.
Gaara stał z dłonią przy policzku i
wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami. Na jego twarzy zaczęły pojawiać
się moje ślady palców. Stałam przed nim i ciężko dyszałam, a z moich oczu lała
się Niagara. Czułam, że moje policzki są rozpalone do czerwoności z nerwów, a
jeden cios zdecydowanie nie był w stanie wyrzucić ze mnie frustracji.
-Jak w ogóle możesz
mieć czelność stać przede mną i się usprawiedliwiać?!- wrzasnęłam na całe
gardło. Gaara opuścił wzrok, ale po chwili znowu na mnie spojrzał.
-Sara, między nami
nie działo się najlepiej. Nie chciałem dolewać oliwy do ognia.- Gaara zrobił
kilka kroków w moją stronę.
-Nie podchodź do
mnie!!!- krzyknęłam, a Gaara się zatrzymał. Pierwszy raz w życiu widziałam go
tak zagubionego.
-Sara, przepraszam!
Błagam cię, nie zachowuj się tak!
-Nie zachowuj się
tak?! A jak twoim zdaniem mam się zachowywać?! Przez pięć miesięcy mój własny
mąż wiedział o tym, że zostawi mnie na cały rok samą w Japonii, a sam wyjedzie
do Londynu na staż i nic mi przez ten czas nie powiedział! Jak według ciebie
powinnam się teraz zachować?! Mam paść przed tobą na kolana i całować cię po rękach
jaka to ja jestem z ciebie dumna?! Jak w ogóle śmiesz prosić mnie o to, żebym
się uspokoiła, albo nie zachowywała jak w tej chwili?! Mówisz mi o tym, że
wiesz o stażu od pięciu miesięcy, a jeszcze teraz dodatkowo dowiaduję się, że
za dwa tygodnie wyjeżdżasz! Gdyby nie Naoki, kiedy byś mi powiedział? W dzień
wyjazdu? Czy raczej zadzwoniłbyś już z Londynu i łaskawie poinformował, że na
długi okres czasu zmieniasz miejsce zamieszkania?- non stop krzyczałam. Nie
byłam w stanie się uspokoić choćby na tyle, żeby mówić normalnie.
-Chciałem to zrobić
jutro. Nie chciałem psuć dzisiejszego nastroju po wczorajszym wieczorze.-
powiedział, a ja prychnęłam.
-Po co była ta cała
szopka z celebrowaniem rocznicy ślubu? Wiedziałeś, że to ostatnia szansa na to,
żeby udobruchać własną żonę i bzyknąć ją bez wyrzutów sumienia? Gratuluję.
Wczoraj rzeczywiście udało ci się mnie nabrać, że nadal zależy ci na naszym
małżeństwie. Prawie uwierzyłam, że chcesz, żeby było jak dawniej.
-Sara, kocham cię i
niczego nie udawałem! Miałem dość tego, że od wielu tygodni było źle. Chciałem
móc spędzić ten dzień z tobą, widzieć cię uśmiechniętą, bo taką kocham cię
najbardziej. Chciałem, żebyś znowu była szczęśliwa!- jego oczy były wielkie jak
spodki z przerażenia.
-Świetnie! Naprawdę
jesteś tak wielkoduszny, że powinni postawić ci pomnik na pamiątkę tego
wydarzenia! Najlepiej z historyjką. Gaara Sabaku, wielkoduszny mąż, który z
okazji drugiej rocznicy ślubu ze swoją żoną, a po okropnych kłótniach, uznał,
że czas na pogodzenie się. Wyciągnął do żony rękę na zgodę, a potem sprawiał,
że znowu uśmiechała się przez niecałą dobę.
-Sara, przestań.-
tym razem Gaara warknął.
-Nie! Nie
przestanę! Przez pięć miesięcy oszukiwałeś mnie wiedząc, że wyjedziesz do
Anglii, a ja zostanę w Japonii sama! Jak w ogóle mogłeś wczoraj patrzeć mi w
oczy i mówić, że mnie kochasz?! Jak w ogóle mogłeś kochać się ze mną i mówić mi
do ucha, że już nigdy mnie nie opuścisz, wiedząc, że zrobisz to za dwa
tygodnie?! Boże, jaka ja byłam naiwna i głupia! Wierzyłam, że wyszłam za
faceta, który rzeczywiście mnie nie opuści, a tu proszę, niespodzianka. Dwa
lata po ślubie, a mój mąż nie informując mnie o tym, wyjeżdża do Londynu na
cały rok i jeszcze dziwi się, a raczej jest oburzony tym, że się wściekam!
-Sara, nie mówiłem
ci o tym na samym początku, bo czekałem na informację od profesora, czy uda mi
się od tego wymigać. Potem było mi ciężko rozmawiać z tobą, dlatego, że cały
czas mówiłaś mi, że tak strasznie się cieszysz z tego, że w końcu mieszkamy
sami i... I to był też czas zdecydowanie wzmożonego współżycia, że po prostu
nie chciałem ci tego burzyć. Potem zaczęła się uczelnia, a nagle z wielkiej
radości mieszkania we dwoje, zrobiła się wielka złość. Nie chciałem zaogniać
sytuacji jeszcze bardziej. Kiedy wiedziałem, że sprawa wyjazdu jest przesądzona
uznałem, że rocznica to dobry czas na pogodzenie się, a powiedzenie ci o tym
kiedy bylibyśmy w dobrych stosunkach wydawało mi się lepsze niż powiedzenie w
złości, że lecę na staż do Londynu.
-Gaara, do kurwy
nędzy przez pięć miesięcy wiedziałeś o tym, że zostawisz mnie na cały rok tu w
Tokio, a sam będziesz studiował w Londynie! Mogłeś powiedzieć mi o tym już
wtedy! Byłabym wściekła, nie chciałabym żebyś leciał, bo wiem, że tak by było.
Jednak potem zaczęłabym analizować sytuację i choć byłabym zła, zaczęłabym
myśleć, że przecież to jest dla ciebie szansa, że masz okazję pojechać na
uniwersytet, który od wielu lat zajmuje TOP 5 najlepszych uczelni na świecie,
co dałoby ci takie rekomendacje, jakich nie dałyby najlepsze listy polecające! Moglibyśmy
ułożyć plan widywania się, kontaktu... Czegokolwiek! Miałabym czas na oswojenie
się z tym wszystkim!- nigdy w życiu nie czułam się tak oszukana. Nigdy.
Moje popaprane emocjonalnie życie
zaczęło się układać, kiedy wujek z ciocią mnie adoptowali, a potem wychowywali
w normalnym domu. Jednak dopiero związek z Gaarą nauczył mnie pewności siebie,
a przede wszystkim nauczył mnie tego, że zasługuję na miłość. Na prawdziwą
miłość, a nie litość. Nauczył mnie tego, że coś, co powinno być zupełnie naturalne
nie jest czymś, o co powinnam prosić. Nauczył mnie, że mogłam znowu komuś
zaufać i liczyć na wsparcie, którego najbardziej potrzebowałam po tym jak moje
dzieciństwo było wyjałowioną emocjonalnie pustynią, naznaczoną licznymi
okrutnymi wspomnieniami. I właśnie w tamtej chwili ten facet sprawił, że
wszystko to, czego mnie uczył runęło w jednej chwili. Znowu poczułam się
niekochanym dzieckiem, które po prostu zasłużyło na kolejny cios ze strony
bliskiej osoby, bo po prostu było niewarte miłości.
Padłam na kolana i w spazmach
zaczęłam zanosić się płaczem. Czułam na sobie spojrzenie Gaary, ale nawet się
do mnie nie zbliżył.
-Okłamałeś mnie,
Gaara. Kłamałeś przez cały ten czas.- powiedziałam i kiedy udało mi się
podnieść, ledwo stałam na nogach.
-Sara, nie. Przysięgam,
że chciałem ci powiedzieć, ale nigdy nie starczyło mi na to odwagi. Zostałem
postawiony przed faktem dokonanym, nie miałem jak odmówić dlatego, że ode mnie
zależała przyszłość mojego profesora i kolegów z grupy...
-A co z naszą
przyszłością? Co z naszym małżeństwem, planami? Co z nami, Gaara?- spojrzałam
na mojego męża, a on odwrócił wzrok. Czekałam na odpowiedź, ale się nie
doczekałam.
Powoli skierowałam się do drzwi
wyjściowych z salonu.
-Sara, przepraszam!
Przepraszam, że tak wyszło. To nie miało tak wyglądać!- krzyknął.
-Ale wygląda!-
odwróciłam się na pięcie w jego stronę i z całej siły cisnęłam w niego obrączką
ślubną.- Nienawidzę cię! Rozumiesz?! Nienawidzę cię! Wyjedź sobie do tej
Anglii, bo u mnie nie masz już czego szukać!
Wybiegłam z domu, a potem ile sił w
nogach pobiegłam do domu moich wujków. Gaara wyjeżdżał do Londynu. Wiedział o
tym od pięciu miesięcy i nic mi nie powiedział. Miał wyjechać za dwa
tygodnie...
-Uważaj!!!-
usłyszałam krzyk, a potem pisk opon na asfalcie. Obróciłam się w stronę
pojazdu, a po chwili zdrętwiałam z przerażenia.
Auto zatrzymało się dosłownie
milimetry ode mnie.
-Sara?! Mogłem cię
zabić!!! Co ci odpieprzyło, że wybiegasz na ulicę nawet się nie rozglądając?!-
to był Itachi. Niemal od razu wysiadł z auta, podszedł do mnie i mocno mnie
przytulił.- Ciii. Już spokojnie. Na szczęście Gaara nie zabije mnie za to, że
rozjechałem jego żonę.
-On mnie zostawia,
Itachi!!! Gaara mnie opuszcza!!!- zawyłam jak stara syrena.
-Co? Jak to cię
opuszcza?!- jednak ja nie byłam w stanie powiedzieć więcej. Kiedy Itachi zdał
sobie sprawę z tego, że nic więcej nie powiem, wsadził mnie do auta.
Ciocia omal nie padła na zawał,
kiedy zobaczyła w jakim jestem stanie. Niemal od razu opatuliła mnie kocem i
zaparzyła jakieś zioła na uspokojenie. Sakura z kolei wmusiła we mnie jakieś
leki, po których trochę rozjaśniło mi się w głowie. Jednak wcale się z tego nie
cieszyłam, ponieważ przypomniała mi się sytuacja z Gaarą. To doprowadziło do
kolejnej fali płaczu.
-Co jej się stało?!
Sara, czy ktoś cię skrzywdził?! Zrobił ci coś?- Sasuke potrząsnął mną za
ramiona, a kiedy to nie poskutkowało, najzwyczajniej w świecie zaczął klepać
mnie po policzkach dla ocucenia.- Sara, uspokój się, bo w ten sposób nawet nie
jesteśmy w stanie ci pomóc.
-Gaara chyba ma
romans. Kiedy ją znalazłem dosłownie wbiegła mi pod samochód, a potem zaczęła
szlochać, że Gaara ją opuszcza. Jakoś nie za bardzo wiem, co ma na myśli, ale
tylko tak jestem w stanie to logicznie wytłumaczyć.- Itachi mocno mnie do
siebie przytulił.
-Uwierzę w latające
świnie, ale nie w to, że Gaara sypia z inną. Sara, co się stało? Coś stało się
Gaarze?- Sasuke odsunął Itachiego, a potem kleknął na przeciwko mnie i położył
mi ręce na ramionach. Jego hipnotyzujące czarne oczy sprawiły, że już po chwili
przestałam płakać. Odetchnęłam głęboko i przetarłam twarz dłońmi.
-Nie. Nic mu się
nie stało. Mi też nic się nie stało. Przynajmniej nie w sensie fizycznym. Gaara
powiedział mi o czymś... O czymś o czym powinien powiedzieć mi bardzo dawno
temu.- walczyłam z wzbierającymi pod powiekami łzami.
-A więc jednak ma
romans! Zabiję gnojka! Obiecał, że się tobą zajmie!- Itachi wyglądał jakby za
chwilę miał wezwać zastępy demonów z piekieł i skierować je na Gaare.
-Itachi, Gaara nie
ma żadnego romansu. On... Gaara dostał propozycję stażu. Właściwie to nie
propozycję. Dostał pewne miejsce i jedzie.
-Super! Gdzie?!-
Sasuke wyglądał na zadowolonego z sukcesu przyjaciela.
-Gaara wyjeżdża na
cały rok do Londynu.- wszyscy w kuchni zamarli.
Leżałam w swojej starej sypialni,
która teraz bardziej przypominała hotelowy pokój. Puste meble i nieubrana
pościel sprawiły, że przypomniałam sobie o tym, jak pierwszy raz przyjechałam
do Tokio po pięcioletnim pobycie w Waszyngtonie. Wtedy nigdy w życiu nie
pomyślałabym, że moje życie w ciągu roku tak diametralnie się zmieni. Nigdy nie
pomyślałabym, że pogodzę się ze znienawidzonym kuzynem, ani że stanę się
częścią zespołu drugiego z nich. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że moja
najlepsza przyjaciółka zamieszka ze mną w Tokio i zacznie spotykać się z
chłopakiem, którego kiedyś nienawidziłam. Ja z kolei najmniej spodziewałam się
tego, że już rok po powrocie do domu zakocham się tak, jak się zakochałam, ani
tym bardziej o tym, że będę mężatką w wieku zaledwie dziewiętnastu lat.
-Łatwo przyszło.
Łatwo poszło.- mruknęłam do siebie, a potem skuliłam się w kłębek i wtuliłam
twarz w poduszkę.
Wróciłam do domu dopiero, kiedy
Gaara wyjechał. Przez dwa tygodnie dosłownie wegetowałam u wujków w domu, a
Sakura i Sasuke zostali wysłani jako delegacja pokojowa po najbardziej
potrzebne mi rzeczy. Z relacji Saki wychodziło na to, że Gaara był tak
zrezygnowany, że nawet z nimi nie rozmawiał, tylko otworzył drzwi sypialni i
pomógł w pakowaniu. Sakura mówiła również, że sam zaczął przeglądać rzeczy, ponieważ
jego walizka i wszechobecny syf panujący w sypialni były tego najlepszym
dowodem. Słuchałam jej opowieści z beznadziejną obojętnością, a kiedy tylko
zasugerowała, że powinnam porozmawiać z mężem przed jego wyjazdem, kazałam jej
wynosić się z mojej tymczasowej sypialni. Po tym Saki już nigdy nie próbowała
poruszać dalej tego tematu.
Kiedy przekroczyłam próg domu, który
miał być naszym małym azylem na ziemi, a okazał się największym przekleństwem,
uderzyła we mnie okrutna cisza. Pomimo tego, że byłam do niej przyzwyczajona,
wiedziałam, że teraz będzie miała zupełnie inne znaczenie. Już nie będę
słyszała szczęku kluczy w drzwiach za każdym razem, kiedy Gaara będzie wracał z
uczelni, ani jego kroków na schodach, kiedy zmęczony po całym dniu będzie
wtaczał się powoli na górę. Gaara wyjechał.
Osunęłam się po ścianie na podłogę i
zwinęłam w kłębek, a potem zaczęłam płakać. Pustka, którą czułam mieszkając u
wujków, w tym momencie przybrała rozmiar Rowu Mariańskiego i była jeszcze
bardziej ciemna i zimna niż on.
Kiedy wróciłam na uczelnię
stwarzałam pozory stabilnej emocjonalnie i zrównoważonej osoby. Skupiałam się
na zajęciach jak nigdy wcześniej, a jakiekolwiek złe humory tłumaczyłam
wakacyjnym rozleniwieniem i niechęcią do obowiązków. Jednak problem zaczął pojawiać
się, kiedy Tomoko po ponad tygodniu od rozpoczęcia zajęć zauważyła, że Gaara,
Naoki i Ryu nie pojawiają się na uczelni (Junzo wiedział, że Ryu wyjeżdża razem
z moim mężem, ale chcąc być dyskretny, powiedział mi o tym dopiero w momencie,
kiedy byliśmy sami i jak sam przyznał, on i Ryu dali sobie na wstrzymanie do
czasu, aż chłopak nie wróci z Anglii).
-No, ale co z nimi?
Są chorzy, czy po prostu tak genialni, że wykładowcy przedłużyli im wakacje?-
miałam ochotę zabić ją za jej wścibstwo.- Przecież jesteś jego żoną, nie?! Na
pewno wiesz co się z nim stało.
-Tomoko, daj jej
spokój. Widzisz, że nie jest w nastroju do rozmów.- sytuacja musiała naprawdę
źle wyglądać z boku, skoro nawet Kei stanął w mojej obronie.
-Rany, Kei, daj
spokój. Przecież to chyba normalne, że chcę wiedzieć, co stało się z
uniwersyteckimi ciachami. Nie ma na czym oka zawiesić.- kiedy Tomoko to
powiedziała, zerwałam się od stolika i złapałam za swoją torbę. Bez słowa
wyszłam ze stołówki najszybciej jak tylko mogłam.
Znalazłam ustronne miejsce do
siedzenia gdzieś na jakimś skwerku odgrodzonym krzakami. Przeszłam przez nie, a
potem oparłam się o pojedyncze drzewko rosnące wśród krzewów. Skuliłam się w
kłębek i objęłam kolana rękoma. Walczyłam z narastającym napięciem i
wzbierającymi łzami.
-Saro, wszystko
dobrze?- drgnęłam, kiedy usłyszałam swoje imię. Od razu poderwałam głowę do
góry, a wtedy zobaczyłam przed sobą Keia. Niepewnie mi się przyglądał.
-Nic nie jest
dobrze, Kei.- wydukałam, a potem najzwyczajniej w świecie się popłakałam.
Chłopak usiadł obok mnie i objął
mnie ramieniem, a potem najzwyczajniej w świecie czekał, aż się uspokoję. Podał
mi chusteczkę, żebym mogła otrzeć łzy.
-Wiem, że nie
chcesz o tym mówić, ale może dzięki temu będzie ci trochę lepiej? Coś stało się
chłopakom i póki co nie chcesz o tym mówić, tak?- uwielbiałam naiwność Keia.
Był czasem tak słodki, że mogło człowieka zemdlić.
-Nie, Kei. Nic im
się nie stało. Chłopcy wyjechali na staż.- moje słowa zabrzmiały bardzo gorzko.
-Na staż? Super! W
końcu na poważnie zajęli się studiami. Chociaż ciężko powiedzieć w końcu. Teraz
wkroczyli już na level niedostępny dla zwykłych śmiertelników. W jakim miejscu
mają staż? W Shibuya, w...
-W Londynie.
Chociaż musiałabym powiedzieć, że podlegają pod Cambridge. To tamten uniwersytet
załatwił im staż z jednym z londyńskich sądów.
-W... W Londynie? W
tym Londynie? W Londynie w Europie?- Kei mówił nienaturalnym tonem.
-Dokładnie. Gaara
wyjechał do Londynu razem z Naokim i Ryu. Dlatego nie ma ich na uczelni.
Studiują w innym kraju.
-Jak...- zaczął,
ale doskonale wiedziałam o co chciał zapytać.
-Rok. Wyjechali
pierwszego września, pierwszego września będą wracać.- kiedy powiedziałam to
głośno, dostałam ataku płaczu.
-Sara, przepraszam,
nie chciałem cię zdenerwować! Nie powinienem być tak wścibski. To na pewno
bardzo ciężki czas dla ciebie, w końcu twój mąż wyjechał tak daleko i tak
dalej, ale muszę ci przyznać, że jesteś naprawdę dzielna, że wysłałaś męża tak
daleko...- jego słowa sprawiły, że popłakałam się jeszcze bardziej.
Pod wpływem impulsu powiedziałam
Keiowi o wszystkim tym, co stało się przed wyjazdem Gaary. O naszych cichych
dniach, o cudownej rocznicy ślubu, a później o tym, jak dowiedziałam się o
wyjeździe mojego męża. Kei siedział ze mną pod tym pieprzonym drzewem kilka godzin,
aż w końcu niebo zaczęło robić się szare.
-Co teraz zrobisz?-
zapytał w pewnym momencie.
-Nie wiem. Nie
zastanawiałam się nad tym tak dokładnie. To dopiero pięć tygodni jak nie ma go
w Japonii.- powiedziałam szczerze.
-Przemyśl to sobie.
Pamiętaj, że twoje szczęście jest tu najważniejsze i sama masz prawo o nim
decydować.- kiedy nie odpowiedziałam na jego uwagę, uśmiechnął się do mnie i
założył mi niesforny kosmyk włosów za ucho.- Chodź, odprowadzę cię. Nie chcę
mieć cię na sumieniu, gdyby coś ci się stało.- podał mi rękę, a potem pomógł
wstać.
Kiedy pod koniec października
poszłam do jednego z moich wykładowców od prawa cywilnego, byłam bardzo
zdenerwowana. Niepewnie zapukałam do jego gabinetu, a kiedy dał mi pozwolenie
na wejście do niego, złapałam za klamkę.
-Pani Sabaku! Jak
miło panią widzieć! Czy coś się stało? Z tego co się orientuję nie mam teraz
żadnych projektów do wykonania...
-Panie doktorze,
przychodzę w osobistej sprawie. I jeśli mogłabym prosić, chciałabym aby to
zostało tajemnicą. Wiem, że to uczelnia, ale z wykształcenia jest pan radcą
prawnym, a to o co proszę, wchodzi w skład tajemnicy zawodowej.- usiadłam na
krześle na przeciwko niego. Po jego minie jasno zrozumiałam, że nie spodziewał
się takiej bomby.
-Mam z panią
zajęcia dopiero od kilku tygodni, ale rozumiem już dlaczego wykładowcy mówią o
pani i pani mężu takie pochlebstwa. Siła charakteru bije od pani na kilometr. A
więc rozumiem, że dostaję od pani zlecenie, tak?- kiwnęłam niepewnie głową.-
Czego konkretnie będzie ono dotyczyć?
-Prosiłabym, żeby
pomógł mi pan przygotować pozew rozwodowy.- wypaliłam szybko. Wykładowca zaczął
się śmiać.
-Magister Ayane już
wrzuca państwa na najwyższe obroty widzę. Mam kilka wzorów dokumentów, mogę ci
je dać, żebyś je sobie przestudiowała, jeśli bardzo chcesz.
-Pan doktor mnie
nie zrozumiał. Nie chodzi o żaden projekt na zaliczenie. Chodzi o pozew
rozwodowy. Prawdziwy pozew rozwodowy, który składa się w sądzie.- wtedy doktor
zmarszczył czoło.
-Ktoś bliski będzie
się rozwodził, a ty masz poprowadzić sprawę tak?- zapytał niepewnie.
-Nie, panie
doktorze. Chodzi o pozew rozwodowy dla mnie. Postanowiłam zakończyć małżeństwo
z moim mężem.- powiedziałam, a mój wykładowca usiadł z wrażenia na swoim
fotelu.
Komentarze
Prześlij komentarz