Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 75
Siedziałam na
kanapie i podpierałam głowę na łokciu. Krew pulsowała mi w uszach, ciało
drżało, a ja ledwo byłam w stanie złapać powietrze. Kiedy zemdlałam w korytarzu
Ryu i Sakura przenieśli mnie do salonu, a kiedy się ocknęłam, w domu był już
Itachi, Sasuke, Ino z Saiem oraz Temari z Kankuro i Shikamaru. Potrzebowałam
chwili żeby przypomnieć sobie co działo się w ostatnim czasie, a kiedy przed
oczami stanęła mi scena sprzed drzwi wejściowych, zerwałam się z kanapy i
biegiem pognałam do toalety, a potem z nerwów zaczęłam wymiotować. Sakura ledwo
wyprowadziła mnie z łazienki, a potem przyniosła zimną szmatę, którą nałożyła
mi na czoło. Temari z kolei wcisnęła mi do ust jakieś dwie tabletki w zielonym
kolorze, a potem kazała popić je wodą. Jednak zaowocowało to tym, że moje
gardło mocno się ścisnęło, a ja znowu zaczęłam wymiotować i na dodatek
obrzygałam podłogę w salonie.
-To na nic. Ona nic
nie przełknie.- Sakura pogładziła mnie po włosach, kiedy torsje raz za razem
atakowały jak głupie.
-Chcę zobaczyć się
z Gaarą.- mruknęłam, a potem przetarłam usta wierzchem dłoni.- Ryu, zabierz
mnie do niego.
-Sara, to teraz
niemożliwe. Gaara przebywa w areszcie, przez dwie doby nie masz możliwości
zobaczenia się z nim. Nie w takim przypadku.- powiedział, a potem spojrzał na
mnie przepraszająco.
-Przestań
pierdolić, że nie mogę się z nim spotkać!!! Mam do tego prawo!- wrzasnęłam.
-Nie masz. Ryu ma
rację. W przypadku oskarżenia o coś takiego przez dwie doby podejrzany jest
odcięty od świata. W momencie przewiezienia do innego oddziału karnego będziesz
mogła to zrobić.- powiedziała Sakura.
-Jaki podejrzany?!
O czym wy mówicie?! Gaara nie zrobił nic złego! To na pewno jakaś potworna
pomyłka!!!- krzyknęłam, a potem ciężko opadłam na krzesło, kiedy świat przed
moimi oczami zaczął wirować.- Skąd mają jakiekolwiek dowody?! A alibi?! Gaara
przecież przez cały czas był z wami!
-Nie był. Zniknął
gdzieś na dłuższą chwilę.- zrobiło mi się zimno, kiedy Ryu to powiedział.
-To jeszcze nie
dowód, że to on zrobił coś tej dziewczynie. Równie dobrze mógł na chwilę wyjść
z klubu i się przewietrzyć.- warknęłam.- Poza tym jak mogliście wyjść razem na
imprezę i przestać się pilnować?! Jak do kurwy nędzy można być tak
nieodpowiedzialnymi ludźmi!!!
-Sara, Gaara jest
dorosły. Zniknął na tak długo, że myśleliśmy, że wrócił do domu. Wypił dość
dużo.
-Jeszcze lepiej!
Przestańcie pilnować pijanego! Dlaczego nawet nie wpadłeś na pomysł, żeby
zadzwonić do niego, do mnie... Jakie są dowody? Słowo tej dziewczyny?-
zapytałam, a potem poczułam kolejny atak mdłości.
-Nie tylko. Jest
monitoring z parkingu. Widać na nim jak...- Ryu się zaciął, a ja poczułam jak
moje serce wywija fikołka.
-Jak gwałci tą
dziewczynę?- ledwo wydukałam.
-Nie. Kamera
wychodzi na parking i tylne wyjście z klubu. Gaara i ta dziewczyna są tam
nagrani jak się całują, dotykają, a potem dochodzi między nimi do sprzeczki.
Szarpią się, a potem Gaara gdzieś ją odciąga. Niestety monitoring tam nie
sięga.
Kiedy Ryu mówił ja trzęsłam się jak
galareta. Gdyby ktoś dał mi w tamtym momencie młot pneumatyczny, nawet bez jego
włączenia, na pewno zrobiłabym w ulicy wielką dziurę.
Dla mnie to wszystko było
abstrakcją. Gaara nigdy nie musiał posuwać się do czegoś takiego jak zmuszanie
kogokolwiek do seksu. Przez prawie roczny pobyt w Londynie nie tknął żadnej
dziewczyny, mimo, że miał wiele okazji, a teraz... Nie, dla mnie to wszystko
nie było możliwe. Nie mój Gaara. Głośno odetchnęłam.
-Kto robił
obdukcję, kto ją znalazł, kto wezwał policję?- zapytałam już nieco mocniejszym
głosem.- W przypadku procesu kto zajmie się obroną?
-Sara, to nie na
twoje nerwy. Proces jest nieunikniony. Jeśli Gaara nas o to poprosi ja i Naoki
oraz Marie. Jeśli nie, zajmie się tym ktoś od was. Naoki jest w tym momencie z
Gaarą na komisariacie. Powinienem do niego jechać. Jeśli będziesz czegoś potrzebować,
daj mi znać.
-Ryu, przysięgam
ci, że jeśli i ty i Naoki cokolwiek spieprzycie, zniszczę wam życie.-
powiedziałam to takim tonem, że Ryu niemal od razu zrobił się sztywny i chyba
odruchowo kiwnął głową, a potem szybko odwrócił się na pięcie i wyszedł z
mojego domu.
-Jej, to zabrzmiało
jak groźba.
-Bo to była groźba.
Gdyby nie oni, Gaary nie byłoby w tym klubie. Jeśli chcą bronić Gaary, muszą
zrobić to najlepiej jak potrafią. Inaczej ja zajmę się ich życiem, i nie będzie
to nic miłego.- czułam, że gorączka spowodowana nerwami zaczęła osiągać
krytyczny poziom. Świat przed oczami wirował jak szalony, a kiedy próbowałam
wstać, osunęłam się z powrotem na krzesło.
-Sakura, spakuj
najpotrzebniejsze rzeczy Sary. Póki co siostra, wracasz na stare śmieci. W
takim stanie nie zostawimy cię w tym domu samej. Chodź. Zaprowadzę cię do
auta.- Itachi złapał mnie po ramię, a potem jak gdyby nigdy nic wziął na ręce i
mocno do siebie przytulił. Wtuliłam się w jego tors, a po chwili poczułam, jak
drżę od powstrzymywanego płaczu.
Kiedy weszliśmy do domu wujków, nie
spali i nerwowo chodzili po kuchni. Kiedy ledwo stojąc na nogach zostałam
dotaszczona do kuchni, ciocia złapała się za głowę i zaczęła skakać wokół mnie.
-Co się do cholery
stało?! Wypadliście z domu jak burza nic nie mówiąc!!! I dlaczego Sara jest z
wami? Dobry Boże!!! Nie mów, że Gaarze coś się stało?! Dziecko, mów!- ja jednak
wlepiłam wzrok w jeden punkt w kuchni i nie byłam w stanie wydusić nawet słowa.
Kiedy ciocia podała mi szklankę wody, odruchowo ją złapałam, a potem próbowałam
się napić, ale skończyło się na tym, że w ostatniej chwili dobiegłam do zlewu.
-Mamo, tato
usiądźcie. Wszystko wam powiemy.
W miarę jak Itachi opowiadał coraz
więcej szczegółów, ciocia coraz bardziej zanosiła się szlochem, wujek z kolei
wściekłością. Ja nie byłam w stanie wykrztusić z siebie nawet słowa. Im
bardziej docierało do mnie, o co mój mąż został oskarżony, w tym większym szoku
byłam. Przerażenie, które mnie ogarnęło było jedną z tych rzeczy, jakich się
nie spodziewałam. Nigdy wcześniej się tak nie czułam. Nawet w momencie, kiedy
Gaara oświadczył mi, że wyjeżdża do Londynu. Teraz mój świat walił się w inny
sposób. Dopadły mnie potworne wątpliwości co do tego, czy na pewno człowiek, z
którym żyłam, dzieliłam dom, plany, był na pewno tym, kogo znałam.
-Ja... Muszę się
położyć.- wydukałam, a potem na miękkich nogach próbowałam zrobić kilka kroków.
Sasuke złapał mnie w momencie, kiedy za mocno pochyliłam się do przodu.
-Zaprowadzę cię do
sypialni. Rzeczywiście przyda ci się chwila odpoczynku.
Kiedy usiadłam na brzegu łóżka
rozkleiłam się zupełnie. Sas usiadł obok mnie na materacu i objął mnie
ramieniem.
-Czemu, kiedy w
końcu nam się układa, wszystko się pieprzy? Dlaczego tak jest? Czy naprawdę ani
Gaara ani ja nie zasługujemy na szczęście? Myślałam, że kryzys jaki nas dopadł
to najgorsza z możliwych rzeczy, a tu... Boże, jeśli on naprawdę zgwałcił tą
dziewczynę...- moje ręce żyły swoim życiem. Ledwo łapałam powietrze.
-Sara, znam Gaare
od dziecka. Uwierz, że to zabrzmi źle w stosunku do ludzi, którzy naprawdę
krzywdzą kobiety, ale Gaara to jeden z ostatnich facetów, którzy posunęliby się
do czegoś takiego, żeby uprawiać seks. Widziałem wiele razy jak przysłowiowe
cnotki szły z nim gdzieś po kilkunastu minutach rozmowy i kiedy wracały, nie
wyglądały jak zmuszone do czegokolwiek. Widziałem też, jak dziewczyny mu
odmawiały. Nigdy nie był wobec nich nawet w małym stopniu niegrzeczny.
Uśmiechał się, życzył miłego wieczoru i odpuszczał. Nawet jeśli rzeczywiście na
tej taśmie istnieje taki zapis, nie wierzę, że to Gaara. Znam mojego
przyjaciela za dobrze, żeby wiedzieć, że nie mógłby się posunąć do czegoś
takiego. Po pierwsze za bardzo szanuje kobiety, nawet jeśli kiedyś dla zabawy z
nimi sypiał. Po drugie i najważniejsze, za bardzo kocha ciebie, żeby pragnąć
innej. Naprawdę nie mieści mi się w głowie, że w tym klubie doszło do czegoś
takiego. A jeśli nawet, to na pewno nie dopuścił się tego Gaara.
-Ja... Ja nie wiem
już w co wierzyć. Gaara był pijany. Może włączyła mu się chętka na inne dziewczyny.-
na samą myśl o tym, że mój mąż dotykał innej znowu mnie zemdliło.
-Sara, przez rok
miał możliwość przespania się z połową Londynu. Dwa razy wyjeżdżał w delegacje
z uczelni. Błagam cię. Jeśli facet chce zdradzić, zdradzi. Nie musi nawet
nigdzie wyjeżdżać i robić to pod twoim nosem. Od czasu kiedy jest z tobą nawet
nie ogląda się za innymi laskami. Wiele razy byłem z nim w pubach czy innych
miejscach publicznych. Kelnerki nie razy łasiły się do niego, on tylko
grzecznie dziękował za kawę, piwo czy inne i nawet nie spoglądając na
dziewczynę, wracał do rozmowy. Sara, nawet jeśli miałbym się pomylić, mówię ci,
że to na pewno nie był Gaara.
-Będziesz to musiał
mówić sędziemu na sali rozpraw, kiedy Gaara tam trafi... Boże! Nie wierzę w to,
co się dzieje. Przecież jeśli Naoki i Ryu nie znajdą żadnych innych dowodów
oprócz tego filmu z monitoringu Gaara trafi za kratki. Nawet na jakieś
dwadzieścia lat...
-Rozwiedziesz się z
nim?- zapytał Sasuke, a mną aż zarzuciło.
-Co?! Nie! Przecież
to mój mąż...
-Sara, nie będziesz
mogła wykonywać swojego zawodu będąc z kimś, kto jest karany W dodatku za coś
takiego. Znasz prawo lepiej niż ktokolwiek z nas. Wiesz, że nikt z najbliższej
rodziny nie może być karany. Jeśli na Gaare spadnie wyrok, na ciebie też.
-Sasuke, ja...
Wiem, ok? Wiem jak wygląda prawo, wiem co grozi mi za to, że nadal będę jego
żoną, ale ja nie wyobrażam sobie tego, że Gaara trafi za kratki. Dla mnie to
taka abstrakcja, ze po prostu...- ledwo wydusiłam, a potem znowu zalałam się
łzami.
-Sara. Poczekaj te
dwa dni. Wtedy będziesz mogła się z nim zobaczyć, zapytać jak to wyglądało.
Nawet jeśli nie chcesz tego słuchać, powinnaś. Wiem, że to będzie dla ciebie
ciężkie, ale powinnaś.
-O tak, na pewno
chcę słuchać jak Gaara powie, że po prostu penis mu spuchł tak o i musiał to
gdzieś rozładować. Laska niezbyt chciała, a on uznał, że go to nie
interesuje...- dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że sama osądzam
Gaare bez jakichkolwiek dowodów. I Sasuke też to zauważył.
-Sara, zrobisz jak
będziesz chciała. Tylko nie wysuwaj pochopnych wniosków. Słyszałaś póki co o
jednym materiale wziętym na dowód. Poczekaj aż Gaara sam powie jak było. Daj mu
szansę. A teraz naprawdę odpocznij. Miałaś bardzo ciężką noc. Jeśli będziesz
czegoś potrzebować, wołaj. Zrobimy wszystko, żeby było ci choć trochę lepiej.-
Sasuke wyszedł, a ja zostałam sama z natłokiem myśli i walącym w piersi sercem.
Spojrzałam na swoją obrączkę na palcu, a potem mocno zacisnęłam powieki. Od
razu przypomniał mi się mój uśmiechnięty mężczyzna, z ciepłym spojrzeniem i
zmarszczkami mimicznymi w kącikach oczu.
-Nie. To nie jest
prawda. To nie może być prawda.- wyszeptałam, a potem skuliłam się na łóżku w
kłębek i zaczęłam szlochać.
Dwa dni wystarczyły, żebym
przysłowiowo postarzała się o dziesięć lat. Miałam szarą cerę, wielkie wory pod
oczami, tłuste włosy i wyciągnięty dres. Każde jedzenie, którym moja rodzina
próbowała mnie uraczyć, kończyło w toalecie, a gorączka powodowała nieziemskie
migreny. Nawet w dniu, w którym mogłam zobaczyć się z moim mężem, nie miałam
ochoty wyglądać lepiej. Sasuke zapakował mnie w auto i zabrał do aresztu, w
którym Gaara aktualnie się znajdował.
-A co będzie, jeśli
on powie mi, że naprawdę to zrobił?- zapytałam łamiącym się głosem.
-Sara, idź z nim
porozmawiaj. Myślę, że on potrzebuje tego bardziej, niż ty.- Sasuke położył mi
rękę na ramieniu, a kiedy czekałam na wejście na sale odwiedzin, ledwo wstałam.
Kiedy jeden ze strażników powiedział, że mogę wejść, wstrzymałam oddech.
Pomieszczenie było małe, ale kilka
stołów z krzesłami stały w takich odstępach, że zapewniały pewną intymność w
rozmowie. Usiadłam przy wyznaczonym miejscu, a potem ledwo oddychając czekałam,
aż przyprowadzą mojego męża.
Kiedy poznałam jego
charakterystyczną grzywę cała się spięłam. Gaara szedł ze spuszczoną głową,
ledwo przebierał nogami. Kiedy mnie dostrzegł gwałtownie się zatrzymał i
wyglądał tak, jakby chciał uciec. Jednak strażnik szarpnął go za ramię i
przyprowadził do mojego stolika.
-Macie dziesięć
minut.- jego ton był opryskliwy, a ja miałam ochotę powiedzieć mu, żeby wynosił
się do swojej nory i dalej kontemplował nad swoim beznadziejnym życiem, ale nie
byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Wpatrywałam się z mojego męża, który
siedział przy tym głupim stole jak najprawdziwszy skazaniec i czekał, aż ktoś
go rozstrzela. Strażnik odszedł, a ja przez krótką chwilę nie byłam w stanie
wydusić z siebie słowa.
-Gaara.- padło w
końcu z moich ust. Odgłos jaki z siebie wydałam, przypominał skrzeczenie żaby.
Kiedy Gaara podniósł na mnie oczy,
ścisnęło mnie w gardle. Miał mokre policzki, podpuchnięte oczy, ale również
rozwaloną wargę i siniak na lewym policzku. Na szyi z kolei widziałam ślady
paznokci. Zrobiło mi się słabo.
-Myślałem, że to
Naoki... Nie powinno cię tu być.- wydukał w końcu, a mi zrobiło się potwornie
zimno.
-To ciebie nie
powinno tu być, Gaara...- powiedziałam słabym głosem, a potem spojrzałam na
niego. Widziałam czyste przerażenie, które biło z jego oczu.- Co tam się stało?
Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia...
-Sara, nie wiem, co
tam się stało. Nic nie pamiętam. W jednej chwili piłem przy barze i zamawiałem
drinka dla chłopaków, a w następnej pamiętam, że z kibla wywlekali mnie
policjanci. Miałem rozerwaną koszulę, krew ciekła mi po brodzie, a policzek
pulsował jak sam skurwysyn. Tyle pamiętam.
-A film z
parkingu?- zapytałam, a Gaara cały się spiął.
-Widziałaś go?
-Nie. Ryu mówił mi,
że to całkowicie zabija twoje alibi. I ciężko się dziwić, jeśli to rzeczywiście
prawda.- czułam, że głos zaczyna mi się łamać.- Gaara, nawet jeśli dowody tak
bardzo cię obciążają, ja...
-Rozmawiałem z
Naokim. Jeśli dostanę wyrok, pomoże przygotować ci dokumenty rozwodowe.
Obiecałem, że nie pozwolę, żeby to zniszczyło ci karierę. Mając męża
kryminalistę, nigdy nie będziesz mogła wykonywać swojego zawodu.- jego ton był
zimny, jednak znając go tyle lat wyczułam w nim nutę załamania.
-Gaara, nie chcę
rozwodu. Obiecałam ci, że po twoim powrocie z Londynu to słowo więcej nie
pojawi się w naszym słowniku.- próbowałam złapać go za rękę, ale szybko się
cofnął. Ja z kolei poczułam się tak, jakby mnie spoliczkował.
-Sara, nie zniszczę
ci więcej życia. Wystarczy, że zniszczyłem swoje i widzę, jak dużo nerwów ci
naszarpałem. Naoki i Ryu nie dają mi złudzeń, że uda im się mnie z tego
wyciągnąć. Dowody są zbyt mocne, alibi żadne. Jeśli sam przyznam się do winy
mam szansę na łagodniejszy wyrok. Ty z kolei masz całe życie przed sobą i w
czasie, kiedy będę odsiadywał wyrok, ułożysz je sobie na nowo. Ponownie
wyjdziesz za mąż, urodzisz dzieci...- mówił zrezygnowanym tonem. Nie byłam w stanie
powstrzymać się od płaczu.
-Nie chcę nikogo
oprócz ciebie. Nie chcę rodzić dzieci nikomu oprócz ciebie. Nie chcę żyć z kimś
innym. Kocham cię, Gaara. I nie wierzę w to, że byłbyś zdolny do czegoś
takiego. Nie wierzę, że to zrobiłeś.- siłą sięgnęłam po jego dłoń. Jego palce
były zimne, ale kształt i faktura tak znajome, że przez chwilę czułam się tak,
jakbym złapała go za rękę podczas spaceru zimą. Kiedy na niego spojrzałam,
opuścił wzrok i tępo wpatrywał się w blat.- Przysięgam, że zrobię wszystko co
mogę, żeby cię stąd wyciągnąć. Przysięgam, że nie pozwolę żebyś trafił za
kratki.
-Sara, nie mieszaj
się w to. Nie chcę ani twojej łaski, kiedy to biedna żona siedzi i czeka na
męża, który na nią nie zasługuje. Nie chcę, żebyś wpadła w jakieś bagno i nie daj
Boże nadepnęła komuś na odcisk. Trzymaj się z daleka od tej afery, a przede
wszystkim trzymaj się z daleka ode mnie. Wystarczająco zatrułem ci życie.
Kocham cię, ale nie jestem w stanie udawać, że wszystko będzie dobrze, bo tym
razem nasza miłość nie sprawi cudu. Tym razem dopadła nas szara rzeczywistość,
a jedyną dobrą rzeczą, jaką mogę dla ciebie zrobić, to oddać ci cały majątek,
żeby cię zabezpieczyć i po prostu rozwieść się z tobą, żeby nie zatruwać ci
startu w karierze. Proszę cię, nie przychodź więcej do mnie i daj sobie spokój
z zabawą w zbawicielkę. Dostałem wystarczająco dużo szans i nawet nie
potrafiłem ich dobrze wykorzystać. Zacznij się przyzwyczajać do życia beze
mnie, bo nie masz innego wyjścia.
Kiedy wyszłam z widzenia ledwo
stałam na nogach. Sasuke niemal od razu podbiegł do mnie i złapał za ramiona.
Nawet, kiedy próbował wyciągnąć ze mnie jakiekolwiek informacje, nie byłam w
stanie wykrztusić z siebie słowa. Łzy ciekły mi ciurkiem po twarzy, a gardło
było tak ściśnięte, że ledwo łapałam oddech.
Po powrocie do domu Sasuke od razu
kazał wszystkim dać mi spokój. Zaprowadził mnie do pokoju, a potem posadził na
łóżku i dał szklankę wody. Ledwo przełknęłam dwa łyki, a potem zaniosłam się
takim płaczem, że wszyscy domownicy zlecieli się do mnie w kilka sekund.
Krzyczałam. Dosłownie krzyczałam zanosząc się płaczem. Potworny ból, który
czułam był tak silny, że duszenie go w sobie było w tamtej chwili niemożliwe.
Po tych dwóch okropnych dniach eksplodowałam jak bomba z opóźnionym zapłonem.
Objęłam się ramionami, a potem zaczęłam drapać do krwi, chcąc choć na chwilę
zabić to, co czułam po wizycie u Gaary.
Kilka godzin później otępiała
leżałam na łóżku, a Sakura głaskała mnie po włosach. Czułam jedynie rytmiczne
przesuwanie jej kciuka na prawej skroni, ale nie dawało mi to żadnej ulgi.
-Sara, wiem, że
jest ci ciężko, ale nie możesz zniszczyć siebie. Wglądasz jak siedem
nieszczęść. Gaara na pewno nie chciałby żebyś doprowadziła się do stanu
skrajnego wycieńczenia przez niego.
-Gaare gówno
obchodzi co ja robię. Gówno go obchodzę.- powiedziałam.
-Robi to, bo cię
kocha. Myśli o tobie cały czas. Nie chce, żebyś miała kłopoty.
-Sakura, ja już mam
kłopoty! Mój mąż siedzi za kratkami i czeka na proces o coś, co jest chyba
największą krzywdą jaką można wyrządzić kobiecie! Zostanę sama, a to co zrobił
będzie się za mną ciągnęło jak jakaś trucizna! Ja już nawet nie chcę żyć,
rozumiesz! Mam w nosie to, czy umrę z głodu, z nerwów czy nie wiem z czego
jeszcze! Mam ochotę zachlać się na śmierć, a to coś, o czym zawsze ci mówiłam.
Mówiłam ci, że skończę jak swoi rodzice.- drżałam, kiedy to mówiłam. Przed
oczami od razu przewinęły mi się sceny, kiedy moi rodzice ledwo żywy leżeli
zarzygani na kanapie w salonie, a ja myślałam, że za chwilę umrą.
-Sara, nie mów tak.
My nie jesteśmy naszymi rodzicami. Wyszłyśmy na prostą.
-Jak widać, moja
prosta nagle zrobiła się zakręcona jak skorupa ślimaka. Po prostu byłam zbyt
szczęśliwa. Pogodziłam się z mężem, wrócił, żyliśmy ze sobą jakby piekło
zeszłego roku nigdy nie miało miejsca. A teraz jesteśmy w piekle piekła, z
którego pewnie się nie wydostaniemy... Sakura, ja chciałabym pobyć sama.
Przepraszam cię, ale...
-Jasne, rozumiem.
Wiem, że masz ciężki czas, ale błagam... Przestań zachowywać się jak baba przed
okresem, bo serio nie wiem, czy jesteś w dołku psychicznym, czy raczej masz
ochotę zamordować Gaare i wrzucić go w jakiś dół. Jak już przyjmiesz jedną
wersję wydarzeń, daj znać. Mieszkam dwa pokoje dalej.
Kiedy leżałam na łóżku skulona w
kłębek, analizowałam swoją rozmowę z Gaarą kilkanaście razy na minutę. Raz
powodowała u mnie wylew łez, a po chwili ogromną złość i przekonanie, że mój
mąż to największy samolub świata. Wtedy nagle przypominało mi się to, co mówiła
moja przyjaciółka i również czułam irracjonalną złość o to, że nie rozumie
mojej sytuacji. Kiedy któryś raz z rzędu robiłam replay całego dzisiejszego
dnia, w mojej głowie zadźwięczało jedno słowo, na które wcześniej nie zwróciłam
uwagi.
-Okres...-
mruknęłam pod nosem, a potem usiadłam na łóżku w ułamku sekundy. Zerwałam się i
zapaliłam światło. Złapałam moją torebkę i wyrzuciłam z niej wszystko co było w
środku. Jak szalona zaczęłam rozgrzebywać rzeczy i kiedy w końcu znalazłam
kieszonkowy kalendarz, drżącymi palcami zaczęłam przerzucać strony na aktualną
datę. Przerzuciłam kilka stron, a kiedy nie znalazłam tego, czego szukałam,
zaczęłam przerzucać wstecz wszystkie daty w sierpniu i lipcu, aż nie znalazłam
tego, czego od początku szukałam. Złapałam ołówek w rękę i zaczęłam liczyć.
Kiedy po raz czwarty wyszła mi
dokładnie taka sama ilość dni wypuściłam ołówek z ręki i zaczęłam trząść się na
całym ciele. Ostatni okres miałam w lipcu. Krzyżyk, którym zawsze zaznaczałam
początek ciężkich dla mnie dni widniał przy dacie szóstego lipca... W momencie,
kiedy Gaara wyjechał do Londynu odstawiłam pigułki niemal natychmiast. Uznałam,
że nie będą mi w takiej sytuacji w ogóle potrzebne. Niemal cały rok nie czułam
potrzeby zbliżenia się z kimkolwiek w taki sposób, z kolei mój plan wyjazdu do
Gaary nie zakładał absolutnie żadnego seksu. Miałam się z nim zobaczyć, uzyskać
podpis na dokumentach rozwodowych, a potem wrócić do Tokio. Jednak mój ambitny
plan rozwodu pokrzyżował list, miłość i głupie feromony, które sprawiły, że
razem z Gaara zachowywaliśmy się jak króliki w czasie rui. Z kolei w tym
momencie zdałam sobie sprawę z tego, że mój okres późnił się już dziewięć
tygodni, a ja jak jakaś idiotka nawet tego nie zauważyłam. Kiedy byłam u Gaary
nawet przez myśl mi nie przeszło, że nie dość, że nie jestem w żaden sposób
zabezpieczona, to na dodatek spałam z własnym mężem w środku dni płodnych, a
teraz magicznie mój okres stał się mglistym wspomnieniem.
-Nie, to nie może
być prawda...- mruknęłam, a potem jak szalona zaczęłam przekopywać internet w
poszukiwaniu objaw ciąży. Nie miałam mdłości, nie kręciło mi się w głowie.
Jednak kiedy czytałam inne objawy, coraz bardziej zasychało mi w gardle. Ból
piersi, kłucie w podbrzuszu, szybsze męczenie się, opuchnięcia ciała... Zdałam
sobie sprawę z tego, że bóle piersi, które czułam za każdym razem, kiedy tylko
Gaara mnie za nie łapał, wcale nie były spowodowane brakiem wyczucia z jego
strony, tylko zmianami hormonalnymi jakie zachodziły w moim ciele. Z kolei
uporczywe kłucie, które zawsze towarzyszyło mi w czasie nerwów, wcale nie było
nimi spowodowane. Od lipca kłucie się nasiliło i było inne od tego, które
czułam prawie zawsze. Teraz uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej zarodek
szukał sobie dogodnego miejsca do zagnieżdżenia się, a moja macica zaczęła po
prostu powoli zwiększać swoją powierzchnię użytkową dla nowego domownika.
Na samą myśl zrobiło mi się słabo.
Podciągnęłam swoją koszulkę niemal na uszy, a potem zaczęłam oglądać niemal
idealnie płaski brzuch, dzięki diecie "na stresie zawsze chudnę".
Wyglądał tak, jak zawsze.
-Nie jesteś w
ciąży. Nie jesteś w ciąży. Nie jesteś w ciąży...- mruczałam do siebie pod
nosem, ale kiedy spojrzałam na kalendarz z zaznaczoną datą ostatniej
miesiączki, zdałam sobie sprawę z tego, że jednym wyjściem w takim wypadku
będzie wizyta u lekarza. I najprawdopodobniej tylko cud sprawiłby, że w tym
momencie usłyszałabym, że to wina stresu...
Z samego rana wzięłam się w garść.
Zmusiłam się całą siłą woli do wstania z łóżka, pójścia do łazienki i wejścia
pod prysznic. Ubrałam się, uczesałam i w końcu wyglądałam jak człowiek. Kiedy
zeszłam do kuchni, moja ciocia ucieszyła się widząc mnie w takim stanie.
-Sara! Jak się
czujesz, skarbie? Chcesz coś zjeść? Napijesz się ciepłej kawy albo herbaty?-
zapytała z uśmiechem, a ja nie byłam w stanie spojrzeć jej w oczy po tym, jak
wczoraj uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej czeka mnie bycie samotną
matką z mężem za kratkami.
-Nie ciociu,
dziękuję. Ja... Postanowiłam pojechać do lekarza po jakieś środki uspokajające.
Wiem, że mój stan sprawia wam wiele kłopotów, a muszę w końcu wrócić do
żywych.- podrapałam się po karku i niemal od razu zauważyłam, że Sakura zaczęła
mi się badawczo przyglądać.
-Och... Wujek albo
ja możemy pojechać z tobą! Lepiej żebyś nie była sama...
-Nie. Nie
potrzebuję eskorty...
-Ja pojadę. I tak
miałam iść do miasta po kilka rzeczy, także zabiorę się z tobą.- Sakura nawet
nie czekając na moją odpowiedź wstała od stołu i wyszła na korytarz, gdzie
zaczęła zakładać buty i kurtkę.
Kiedy siedziałyśmy w samochodzie,
atmosfera była napięta. Prowadziłam niemal na pamięć, a Saki po prostu
spoglądała za okno. Kiedy wjechałyśmy na parking szpitala głęboko odetchnęłam,
a potem wzięłam torebkę z tylnego siedzenia i z ciężkim sercem razem z Sakurą
zaczęłam kierować się w stronę budynku.
W recepcji Sakura zaczęła szukać
poradni psychiatrycznej, ale wśród tylu tablic nie mogła znaleźć odpowiedniej
plakietki. Ja w tym czasie podeszłam do lady i poprosiłam o konsultację
ginekologiczną. Na tyle głośno, że Saki od razu to usłyszała i zamarła. Kiedy
bez słowa zaczęłam kierować się do właściwego korytarza, Sakura podążyła za mną
jak duch. Usiadła obok mnie na ławce.
-Nie mów, że
podejrzewasz u siebie jakiegoś raka? Błagam, powiedz, że wszystko jest ok i
tylko wkręcasz sobie, że na coś chorujesz.- była przerażona, a ja miałam ochotę
zaśmiać się pierwszy raz od kilku dni. Nawet nie zdążyłam jej odpowiedzieć,
kiedy lekarka wezwała mnie do gabinetu.
Wyszłam dopiero po dwudziestu
minutach. Byłam tak otępiała, że ciężko opadłam na ławkę, a potem ukryłam twarz
w dłoniach.
-Sara, prosiłam
żebyś nie mówiła, że jesteś chora!- Sakura usiadła obok mnie i przerażona
zaczęła przeglądać papiery, które miałam w rękach.
-Jestem w ciąży,
Saki.- wydukałam, a Sakura zrobiła się nieruchoma. Spojrzałam na nią po długiej
chwili i nadal widziałam szok na jej twarzy.
-Jak to... Jak to
jesteś w ciąży? Przecież brałaś pigułki. I to od samego początku jak byłaś z
Gaarą.
-Odstawiłam je,
kiedy wyjechał do Londynu. Kiedy pojechałam tam po podpis na dokumentach nie
zakładałam, że się z nim prześpię. Lekarka mówi, że to jakoś ósmy lub siódmy
tydzień. Musiałam zajść w ciążę dosłownie przed wylotem z powrotem do Tokio.
Miałam wtedy dni płodne.- głos mi drżał. Co chwila ocierałam policzki z łez.
-Sara, ja... Boże,
co mówi się kobiecie, która ma dwadzieścia dwa lata, dowiaduje się, że jest w
ciąży, a w tym czasie jej mąż jest oskarżony o gwałt i grozi mu nawet
dwadzieścia lat odsiadki?- zapytała, a ja parsknęłam.
-Masz przejebane?
To byłyby chyba adekwatne do sytuacji gratulacje.
-Powiesz mu?
Powiesz Gaarze, że zostanie ojcem?- zapytała, a ja milczałam. Bardzo, bardzo
długo.
-Nie.- powiedziałam
spokojnie.
-Nie?! Jak to nie?!
Zapłodnił cię! Musi wiedzieć, że zostanie ojcem!
-Sakura, w tym
momencie to, że będzie o tym wiedział tylko pogorszy jego stan. Nie powiem mu.
Nie teraz.
-Jak nie teraz, to
kiedy?! Kiedy twój brzuch będzie wyglądał jak wielki arbuz? Sądzę, że wtedy
słowa będą zbędne, bo będzie to raczej ciężko ukryć! Chyba, że wmówisz mu, że
od miesiąca masz codzienny maraton pizzy.- Sakura była w takim szoku, że
nadawała jak najęta. Ja z kolei byłam przerażona, ale jednocześnie dziwnie
spokojna i pewna tego, co muszę zrobić.
-Powiem mu.
-No! W końcu
zaczynasz...
-Ale dopiero wtedy,
kiedy będzie wolny.- spojrzałam na moją przyjaciółkę, a ona uniosła brwi tak
wysoko, że znalazły się w połowie czoła.
-Za dwadzieścia lat
przedstawisz mu jego dziecko i powiesz, że w momencie, kiedy powinnaś to zrobić
będąc w ciąży zapomniałaś?- zapytała z powątpiewaniem.
-Nie. Mam zamiar
wyciągnąć go z więzienia.
-A jak chcesz to
zrobić? Naoki i Ryu zajmują się jego sprawą. Dobrze wiesz, że nie dopuszczą cię
do sprawy, żeby niepotrzebnie cię nie denerwować. Zwłaszcza, kiedy dowiedzą
się, że jesteś w ciąży.
-Sakura, ktoś chce
wrobić mojego męża w coś, czego on na pewno by nie zrobił. Nie pozwolę na to,
żeby ktoś zniszczył życie jemu, mi i naszemu dziecku. Choćbym miała zejść do
piekła dowiem się, co stało się tamtej nocy w tym pieprzonym klubie i nie
obchodzi mnie to, że Gaara kazał mi się trzymać od tego z daleka. I od razu
mówię ci, że jesteś jedyną osobą, która wie o moim stanie. Nie chcę, żeby
ktokolwiek oprócz ciebie miał tego świadomość.
-Sara, chcesz
ryzykować życie dziecka żeby ratować Gaare?! Jak w ogóle planujesz zebrać
materiał dowodowy? Masz jakiś plan? Poza tym nie dasz rady ukrywać ciąży w
nieskończoność! Twój brzuch w końcu zacznie być widoczny!
-Sakura, wiem co
muszę zrobić. Nie powstrzymasz mnie. Znajdę dowody z twoją pomocą, lub bez
niej. Proszę cię tylko o dyskrecję. Nie chcę póki co nikomu mówić o ciąży.
Wiesz jako jedyna. I póki co proszę cię, żeby tak zostało.- spoglądałam na
Sakurę twardym wzrokiem i wiedziałam, że od razu zrozumiała, że nie wygra ze
mną.
-Obiecaj mi tylko,
że jeśli zabrniesz w to za daleko, poprosimy o pomoc najbliższych.
-Obiecuję. A teraz
wróćmy do domu i udawajmy, że lekarz zalecił mi długie spacery i powrót do
normalnego życia.- powiedziałam, a potem głęboko odetchnęłam i położyłam sobie
dłoń na brzuchu.
Wiedziałam, że to, co chcę zrobić
było czystym wariactwem, ale w momencie, kiedy lekarka potwierdziła, że spodziewam
się dziecka zrozumiałam, że wolność Gaary nie dotyczyła już tylko mnie. Na
przełomie marca lub kwietnia miałam urodzić dziecko. Małą istotę, która
potrzebowała miłości matki i ojca. Wiedziałam, że gdyby sytuacja była inna od
razu poleciałabym do Gaary i z przerażeniem powiedziała mu, że będziemy mieli
dziecko. Gaara na pewno byłby w szoku, ale potem przekonywałby mnie, że damy
radę. I zrobiłby wszystko, żeby dotrzymać słowa. Ja z kolei przypomniałam sobie
słowa piosenki, którą zaśpiewałam mu w dniu naszego ślubu i mocno zacisnęłam
palce na koszulce, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że tym razem naprawdę
czeka mnie przejście przez piekło, jednak tym razem po to, żeby uratować kogoś,
kto trafił do niego za niewinność, bo tego byłam pewna.
-Gaara, przysięgam
ci, że nie wymigasz się od zmieniania pieluch.- mruknęłam pod nosem, a Sakura
słysząc to, zaczęła się głośno śmiać.
Komentarze
Prześlij komentarz