Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 41
Następnego dnia na
zajęciach usiadłam do mojej grupy jak gdyby nigdy nic. Tomoko, Junzo i Kei
zignorowali mnie, ale po chwili to Kei nie wytrzymał i zabrał głos.
-Wiesz dobrze, że
gniewamy się na ciebie za to, że nie przyznałaś się nam wcześniej do tego, że
jesteś żoną Gaary, prawda?- zapytał.
-Owszem. Domyślam
się.- mruknęłam, i udawałam zupełnie niezainteresowaną tym, co powiedział
-Uznaliśmy jednak,
że skoro uratowałaś nam tyłek przed egzaminem u tego komandosa, wybaczamy ci
twoje kłamstwo.- dokończył Kei.
-Nie! To ty jej
wybaczasz! Gaara Sabaku miał być idealnym materiałem genetycznym dla moich
dzieci! Nie miałam pojęcia, że on jest żonaty!- Tomoko wyglądała na naprawdę
załamaną.
-Tak samo jak chyba
dziewięćdziesiąt procent ludzi na kampusie. Słyszałem plotki, że on niby się
ożenił, ale nie wierzyłem, choćby dlatego, że jest bardzo młody.- powiedział
Junzo.
-Pobraliśmy się w
sierpniu w zeszłym roku. Przykro mi, że was okłamałam, ale kiedy zobaczyłam jak
żywo reagowaliście na same wzmianki o nim, nie chciałam żebyście od razu mnie
znienawidzili. Wolałam skłamać. Nie sądziłam, że Ryu w tak
"delikatny" sposób ogłosi wszem i wobec na sali, że mąż przygotowywał
mnie do egzaminów na uczelnię.
-Dlaczego nie
mogłaś przyznać się od razu? Nie nakręcałbym się przez tydzień na to, że będę
miał kiedyś u niego szansę.- zaśmiałam się na słowa mojego kolegi z grupy.
-Junzo, nie chcę
cię martwić, ale zaufaj mi, Gaara to hetero w stuprocentowym znaczeniu tego
słowa. Jego kręcą tylko dziewczyny.- powiedziałam i westchnęłam.
Na sali nagle zapanowała cisza, a
kiedy zdziwiona odwróciłam głowę w stronę wejścia zobaczyłam Sasuke i Gaare,
którzy weszli do naszej sali. Od razu cała się napięłam i wyprostowałam plecy.
Sas poszedł w stronę Sakury, Gaara w moją.
-Kiedy
wychodziliśmy z domu ciocia oświeciła nas, że dzisiaj wypada dwudziesta siódma
rocznica ich ślubu. Mamy zaproszenie na oficjalną kolację i radzimy wam szybko
ogarnąć się po zajęciach.- powiedział mój mąż, a ja westchnęłam.
-Planowałam dzisiaj
robić esej na zaliczenie z prawa karnego.- mruknęłam.
-Kochanie, to już
nie jest moja sprawa, ale wolałbym mieć cię żywą przez najbliższe sto lat, a
ciocia może diametralnie skrócić ten czas, jeśli zajdziesz jej za skórę.- Gaara
wyszczerzył się do mnie, a ja jęknęłam z niezadowolenia i uderzyłam głowa w
blat.
-Panie Sabaku, co
takiego się stało, że trafiłeś do mnie na zajęcia? Z tego, co wiem, pierwszy
rok studiów już dawno za panem.- podskoczyłam na krześle i spojrzałam na mojego
profesora, który uśmiechał się do nas.
-Dzień dobry.
Przyszedłem przekazać coś mojej żonie. Już sobie idę, panie profesorze.- Gaara
uśmiechnął się do wykładowcy, a potem pocałował mnie i wyszedł z sali.
-Pani Sabaku,
gratuluję wczorajszego zabłyśnięcia na zajęciach. Pani i pani mąż stanowicie
bardzo zgraną parę.
-Gdyby tak nie było
nie bylibyśmy małżeństwem.- powiedziałam, a wykładowca uśmiechnął się do mnie.
-Dobrze! Zapraszam
państwa na swoje miejsca! Szkoda tracić czas na bezsensowne paplanie!!!-
mężczyzna zaczął wymachiwać neseserem ponad głowami moich kolegów i koleżanek,
a potem sam zaczął kierować się do swojego biurka.
W trakcie przerwy obiadowej razem z
Sakurą zeszłyśmy do kafeterii, aby kupić sobie jakiś smaczny posiłek. Kiedy
tylko pojawiłyśmy się na sali, wszyscy zamilkli i zaczęli wodzić za nami
wzrokiem.
-Rany. Czy mi się
wydaje, czy kogoś zabiłyśmy i jeszcze o tym nie wiemy?- zapytała Sakura, kiedy
się do mnie nachyliła.
-To ona. To żona
Gaary Sabaku. Podobno wczoraj na zajęciach dała niezły popis umiejętności.-
usłyszałam rozmowę jednego chłopaka ze swoją koleżanką. Kątem oka spojrzałam w
ich stronę i cicho westchnęłam. Przeszłam dalej, a kiedy razem z Saki
przechodziłyśmy obok jednego ze stolików, przy którym siedziały same
dziewczyny, rozmowa była dużo bardziej jadowita.
-Nie wierzę, że
Gaara Sabaku ożenił się z taką szarą myszką. Musi być nienormalny! Na naszym
kampusie jest dużo więcej o wiele ciekawszych dziewczyn, niż ta, którą sobie
wybrał. Może ich związek to tylko zmyślona historia?- mocno zacisnęłam szczęki,
ale dalej szłam z dumnie uniesioną głową. Czułam, że policzki mi płoną, ale
podczas całego okresu związku z Gaarą, nauczyłam się, że zazdrość innych jest
czymś normalnym.
Zwłaszcza jeśli miało się tak
wielkie szczęście jak ja i facet, który kochał mnie całym sobą był w dodatku
piekielnie przystojny, seksowny i do tego bogaty.
Kiedy wróciłam do domu padłam na
łóżko zmęczona jak nigdy wcześniej. Przeciągnęłam się i zaczęłam głośno ziewać.
-Boże, jak mi się
nie chce...- mruknęłam do siebie, kiedy przypomniało mi się, że muszę
przygotować się na rocznicową kolację wujka i cioci. Podeszłam do szafy i
wyjęłam z niej dopasowaną czarną sukienkę na ramiączkach, która sięgała mi do
połowy uda. Zaczęłam grzebać na dnie próbując wygrzebać z kartonów czerwone
szpilki i torebkę pod kolor.
Kiedy rozłożyłam ubrania na łóżku
spojrzałam na nie. Kolory idealnie ze sobą współgrały. Podeszłam do szuflady z
bielizną i wyjęłam samonośne pończochy w cielistym kolorze, czarne koronkowe
majtki oraz stanik do kompletu. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic.
Stałam nago przed lustrem i tarłam
mokre włosy. Kiedy poczułam chłodne dłonie na biodrach wzdrygnęłam się, ale nie
krzyknęłam. Ten dotyk był znajomy.
-Kochanie,
powinieneś najpierw zapukać.- powiedziałam, a potem szybkim ruchem odwróciłam
się do Gaary i dałam mu namiętnego całusa na powitanie.
-Wtedy zakryłabyś
się ręcznikiem i nie mógłbym podziwiać tego, co podziwiam teraz.- powiedział i
odrzucił moje włosy na plecy.
Na jego ustach pojawił się blady
uśmiech, ale spojrzenie było zmęczone. Pocałował mnie w czoło i mocno przytulił
do piersi.
-Kocham cię,
kochanie.- mruknął mi na ucho, a potem przejechał wargami po szyi, aż do
obojczyka.
-Co przeskrobałeś,
że łasisz się do mnie jak kocur, co?- zapytałam, a Gaara parsknął śmiechem.
-Jeszcze nic nie
przeskrobałem. A na poważnie. Za dwa tygodnie jadę razem z moim rokiem na
tygodniową wycieczkę do Yamaguchi. Będę musiał cię zostawić na ten czas.- lekko
spięłam mięśnie na słowa mojego męża.
-Ty i Marie tydzień
na jednej wycieczce? O nie...- zaczęłam, ale Gaara od razu uciszył mnie
namiętnym pocałunkiem.
Jęknęłam, kiedy przygwoździł mnie
biodrami do blatu w łazience, a zimny marmur dotknął mojego krzyża. Wplotłam
palce we włosy Gaary i przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie. Głośno
westchnęłam, kiedy jego usta zaczęły pieścić delikatną skórę szyi, a czubek
języka wydawał mi się rozżarzonym węglem, kiedy przesuwał się w stronę dekoltu.
Zaczęłam drżeć na całym ciele, a moje serce boleśnie waliło w piersi.
Gaara objął mnie ręką w pasie i
podsadził tak, że znalazłam się obok zlewu, a moje kosmetyki poprzewracały się
jak kostki domina. Gaara rozchylił mi uda i stanął pomiędzy nimi.
-Kiedy do ciebie w
końcu dotrze, że mnie nie interesują inne kobiety oprócz ciebie?- zapytał. Stał
nade mną jak upadły anioł z roztrzepanymi włosami i zarumienionymi policzkami.
-Ufam tobie, nie
ufam Marie. Prosta matematyka.- mruknęłam, co spowodowało, że Gaara uśmiechnął
się jednym kącikiem ust.
-Dobra odpowiedź
pani Sabaku. Obawiałem się, że usłyszę coś innego.- tym razem to ja się
zaśmiałam i zniecierpliwiona sięgnęłam do guzika od spodni Gaary.
Kiedy tylko go odpięłam, od strony
drzwi wejściowych do pokoju poniosło się echo uderzeń. Gaara odsunął się ode
mnie jak oparzony, ja również cała się spięłam.
-Sara! Gaara!
Pośpieszcie się! Za pół godziny wychodzimy!!!- krzyk mojej przyjaciółki poniósł
się echem po pokoju.
-Już się
szykujemy!!!- krzyknęłam i wściekła jak osa zeszłam z blatu i zaczęłam
porządkować bałagan, który razem z Gaarą stworzyliśmy.
-Ta to zawsze wie,
kiedy przyjść...- warknął pod nosem mój mąż, a potem zaczął się rozbierać i
wszedł pod prysznic. Musiałam bardzo szybko wyjść z łazienki, aby
najzwyczajniej w świecie po prostu nie pójść pod prysznic z nim.
Po szybkim wykonaniu makijażu, a w
czasie kiedy Gaara ubierał się w sypialni, to on zaczął okupywać łazienkę, a ja
ubrałam się w sukienkę i szpilki. Wyjęłam z puzderka bransoletkę, którą
dostałam od Gaary, pierścionek zaręczynowy oraz obrączkę ślubną. Na szyję
założyłam wisiorek z połówką serca.
-Kochanie, zapniesz
mi bransoletkę?- zapytałam i weszłam do łazienki. Gaara mył właśnie zęby, a
kiedy zobaczył mnie w czarnej dopasowanej sukni wypluł wszystko na lustro.
-Co to jest?!-
wystękał i wskazał ręką na czarny materiał.
-Sukienka. Idę w
niej na kolację rocznicową moich wujków.- wzruszyłam ramionami i podeszłam do
Gaary z wyciągniętą ręką, na której zwisała bransoletka.
-W tym?! Będę
musiał asekurować cię za każdym razem, kiedy tylko zachce ci się iść do
łazienki!!!- krzyknął, a ja zaczęłam się śmiać.
-I to ja jestem ta
zazdrosna?- zapytałam z miną niewiniątka, a potem poprawiłam Gaarze kołnierz. W
dopasowanej białej koszuli i czarnych jeansach wyglądał cholernie seksownie, a ja
miałam ochotę zostać z nim w domu i kochać się całą noc.- Daj spokój. To tylko
kilka godzin. Potem się tej sukni pozbędę.
-Poprawka. Ja
zdecydowanie ją z ciebie zedrę, kiedy tylko wrócimy do domu. Mam dziwne
wrażenie, że będę dzisiaj kręcił się na krześle jak jakiś idiota.
Kiedy zeszliśmy do salonu Sakura
pomagała Sasuke w zawiązaniu krawata. Sama ubrała się w cielistą suknię i
wysokie szpilki w czarnym kolorze.
-Jesteście gotowi?-
zapytałam.
-Tak. Czas na nas.
Moi rodzice nas zabiją jeśli spóźnimy się choćby pięć minut. Ta kolacja jest
bardzo wystawna i będzie na niej sporo współpracowników rodziców.- powiedział
Sasuke, a przewróciłam oczami.
-I jak? Gotowi?-
zapytał Itachi, który lekko zasapany zbiegł ze schodów i stanął obok nas.-
Ulala. Siostra, ja widzę, że nie próżnujesz? Sakura, ty również wyglądasz
obłędnie.
-Dzięki Itachi!-
powiedziałyśmy chórem, a potem spojrzałyśmy się na siebie i znowu zaczęłyśmy
się śmiać.
-Dobra. Ja zabieram
Sasa i Saki, ty z Gaarą jedziecie swoim autem. Do wyjścia! Mama i tata nas
zabiją, jeśli się spóźnimy!!!- powiedział mój najstarszy kuzyn, a my posłusznie
spełniliśmy jego polecenie.
Gaara prowadził jak pirat drogowy.
Trzymał rękę na moim kolanie i mechanicznie muskał kciukiem skórę.
-Gaara, zwolnij
trochę. Jedziesz jak wariat.- powiedziałam.
-Przepraszam. Po
prostu próbuję dogonić Itachiego.- wzruszył ramionami i lekko przycisnął
hamulec.
-Kochanie, jesteś
jakiś spięty. Coś się stało?- zapytałam niepewnie i położyłam dłoń na jego
dłoni.
-Nie. Wszystko
dobrze. Po prostu mam dzisiaj jeden z nielicznych wolnych wieczorów od nauki i
projektów. Wolałbym spędzić go z tobą, a nie na tej całej kolacji. Dawno nie
miałem okazji poleżeć z tobą w łóżku, obejrzeć filmów i zajadać się niezdrowym
jedzeniem. Strasznie mi tego brakuje.- mruknął, a potem niedbale ścisnął moją
dłoń.
-W wakacje
strasznie chciałabym gdzieś z tobą pojechać. Tylko my we dwoje, z daleka od
ludzi, telefonów, internetu i wszystkiego innego co zapewnia kontakt z innymi.
Tylko my.
-I co chciałabyś
robić w tym czasie? Na Praslin dostałem w tyłek jeśli chodzi o czas "tylko
we dwoje".- zmarszczyłam nos na jego słowa.
-Wiem... Jestem
bardzo wybuchową osobą, ale wtedy... To było prawie rok temu, to była nasza
pierwsza wspólna podróż na dodatek poślubna, więc emocje i cała reszta brały
nade mną górę. Ale teraz po prostu chciałabym spędzić z tobą jak najwięcej
czasu. Chciałabym chodzić z tobą na spacery, trzymać się za ręce... Robić to,
co robią zakochani w sobie ludzie.- powiedziałam i spojrzałam przez okno.
Niebo było zasnute ciężkimi
granatowymi chmurami. Zapowiadało się na deszcz.
-Może w końcu uda
nam się wyjechać do tego przeklętego Hachimantai. Próbuję cię tam zabrać od
prawie dwóch lat i jakoś niezbyt mi to wychodzi.- zaśmiałam się na uwagę Gaary.
-Wasz domek znajduje
się daleko od cywilizacji?- Gaara kiwnął głową.- W takim razie baaardzo chcę
tam jechać!
-Od kiedy tak
bardzo ciągnie cię do miejsc, gdzie nie ma ludzi?- zapytał a ja uśmiechnęłam
się pod nosem. Położyłam dłoń na jego udzie i zdecydowanym ruchem przejechałam
do miejsca gdzie zaczynał się rozporek. Gaara aż się wzdrygnął.
-Od czasu, kiedy
nie mogę sobie normalnie pokrzyczeć podczas seksu, ponieważ ktoś może nas
usłyszeć.- Gaara zaczął się głośno śmiać, a potem splótł razem nasze palce.
Kiedy weszliśmy do restauracji
ludzie oglądali się za naszą grupką. Stanęliśmy przy kontuarze, a Sasuke zaczął
rozmowę z kelnerem.
-Dobry wieczór.
Jesteśmy dziećmi państwa Uchiha. Oczekują nas na kolacji.- kelner spojrzał na
nas i wysoko uniósł brwi.
-Zapraszam za mną.-
powiedział dość posępnym tonem, a potem odwrócił się na pięcie i zaczął
prowadzić nas przez całą długość sali do miejsca, gdzie siedzieli już nasi
wujkowie i ich pierwsi goście.
Ciocia z wujkiem od razu wstali,
kiedy tylko nas zobaczyli.
-Nareszcie jesteście!
Jacy wszyscy są wystrojeni! Aż miło na was popatrzeć! Chodźcie, przedstawię was
naszym współpracownikom i przyjaciołom!- ciocia pociągnęła nas do stołu, gdzie
grupka około dziesięciu osób głośno dyskutowała i śmiała się.- Proszę was
wszystkich o uwagę. Itachiego i Sasuke już znacie. To z kolei jest Sara,
bratanica Fugaku i jednocześnie nasza adoptowana córka.
Ukłoniłam się jak głupia.
-Miło mi państwa
poznać.- mruknęłam niepewnie.
-Z kolei ta piękna
wysoka dziewczyna o zielonych oczach to partnerka mojego młodszego syna,
Sakura.- Sakura również niepewnie kiwnęła głową.
-A ten chłopak,
który stoi z twoimi synami?- zapytał jeden z przyjaciół wujostwa.
Ciocia spojrzała na Gaare i
ponagliła go gestem ręki, aby do nas podszedł. Po całej jego postawie widziałam,
że robi to bardzo, bardzo niechętnie.
-To, moi drodzy
jest Gaara. Gaara mieszka z nami od niecałego roku.
-Kolejne dziecko,
które adoptowaliście?- zaśmiał się młody facet.
-Nie. Gaara wszedł
do rodziny przez małżeństwo z Sarą. To mąż mojej ukochanej córki.- ciocia
poklepała Gaare po plecach.
-Sara wyszła już za
mąż?- zapytała jedna z kobiet. Ostentacyjnie spojrzała na mój brzuch, a ja
zacmokałam z dezaprobatą.
-Tak. Prawie rok
temu. I nie, nie jestem w ciąży, ani nigdy w niej nie byłam, więc bardzo bym
panią prosiła, aby przestała pani robić takie miny.- omal nie warknęłam.
Kobieta oblała się szkarłatnym rumieńcem i szybko odwróciła ode mnie wzrok.
-Siadajcie. Tam są
dla was miejsca. No, już, już!- ciocia ponagliła nas ruchem ręki.
Przez większość wieczoru po prostu
siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy między sobą. Sasuke i Itachi co jakiś
czas wtrącali się do rozmowy na temat firmy,jednak nasza trójka, zupełnie
zielona w temacie, po prostu się przysłuchiwała i przytakiwała. W pewnym momencie
na sporym kawałku sali zaczęły pojawiać się pierwsze pary, a orkiestra zaczęła
grać przyjemne taneczne utwory. Gaara niemal od razu wstał i wyciągnął rękę w
moją stronę.
-Zatańczysz?-
zapytał, a ja poczułam się niemal wyzwolona. Kiwnęłam głową i od razu chwyciłam
dłoń mojego męża, który zdecydowanie pociągnął mnie na parkiet.
Kiedy wtuleni w siebie wirowaliśmy w
rytm muzyki zapomniałam o całym świecie.
-Powiedz mi ile
czasu potrwa ta szopka?- Gaara był równie znudzony, co ja.
-Nie mam pojęcia,
ale mam nadzieję, że skończy się lada moment. W zeszłym roku nie celebrowaliśmy
rocznicy wujków, ponieważ byli zbyt zajęci przygotowaniami do naszego ślubu.
Teraz chcą chyba odrobić to, co ominęło ich w zeszłym roku.- wzruszyłam
ramionami.
-Błagam, obiecaj
mi, że kiedy my będziemy świętować rocznice ślubu, zrobimy to tylko we dwoje.-
zaśmiałam się cicho w ramię Gaary.
-Obiecuję. Przed
szesnastym sierpnia będę musiała znowu odwiedzić sexshop. Myślę, że nowy strój
będzie idealny na uczczenie naszej rocznicy.- uśmiechnęłam się łobuzersko, a
Gaara parsknął śmiechem.
-Wiesz co lubię,
pani Sabaku. Trafiła mi się szóstka na loterii, kiedy cię poznałem.- uśmiechnął
się i pocałował mnie w czoło.
-Iregiro!!!- w
pierwszej chwili nawet nie zareagowałam, kiedy ktoś użył mojego panieńskiego
nazwiska. Dopiero, kiedy za Gaarą dostrzegłam znajome jasne włosy i złotą
skórę, zesztywniałam.
-Martin?- zapytałam
niepewnie.
Martin. Mój były chłopak, który
przeze mnie wyjechał na stypendium do Tokio, a kiedy dałam mu kosza sprzedał
wszystkie bardzo nieprzyjemne informacje Ayo, stał właśnie przede mną i
wpatrywał we mnie tak samo jak wtedy, kiedy byliśmy razem.
-Cześć. Kopę lat.
Nie widziałem cię od ponad roku. Co u ciebie?- zapytał jak gdyby nigdy nic.
Gaara pociągnął mnie na bok, tak
abyśmy nie przeszkadzali innym tańczącym. Stał blisko mnie, kiedy rozmawiałam
ze swoim byłym.
-Więc ty i Gaara
nadal jesteście ze sobą. Nieźle. Staż niemal tak długi jak nasz.- powiedział z
kwaśnym uśmiechem.
-Nasz będzie
zdecydowanie dłuższy, gwarantuję ci to.- Gaara uśmiechnął się promiennie do
Martina, a ja myślałam, że przewrócę się, kiedy to zobaczyłam.
-Związki mają to do
siebie, że czasem się kończą. Nie bądź taki pewny.- przewróciłam oczami słysząc
to.
-Martin, uwierz, że
Gaara ma racje.- powiedziałam zniecierpliwiona.
-Daj spokój. Za
jakiś czas spadną ci klapki z oczu i pewnie się rozstaniecie. A wtedy, Iregiro,
znowu będziesz do wzięcia.
-Martin. Nie
nazywam się Iregiro. Już nie. Od prawie roku noszę nazwisko Sabaku.-
powiedziałam.
Martin w jednej sekundzie zrobił się
blady jak papier. Spojrzał na moją lewą dłoń, na której lśniła platynowa
obrączka.
-Co...- ledwo
wydukał. Jego ramiona zaczęły drżeć.
-Gaara i ja
pobraliśmy się. W zeszłym roku stałam się panią Sabaku, a Gaara został moim
mężem.
-Ale... Ale jak to?
Ty nigdy nie chciałaś ślubu! Zawsze, kiedy tylko rzucałem aluzje do tego
tematu, ty od razu go zmieniałaś. Teraz nagle zrobiła się z ciebie kochająca
żona?!- powiedział to tak głośno, że kilka osób znajdujących się blisko nas,
spojrzało w naszą stronę.
-Martin, po prostu
nasz związek... Związek z Gaarą jest zupełnie inny. Kiedy zapytał mnie o rękę
nie miałam co do tego wątpliwości. Kocham go, a on kocha mnie. To liczy się
najbardziej.- znów w głupim odruchu spojrzałam na mojego męża jakby był ósmym
cudem świata. W jego oczach widziałam to samo.
-Cóż, w takim
razie... Powodzenia. Gratuluję Gaara, usidliłeś niesamowicie niesamowitą
dziewczynę. Czas już na mnie. Żegnam was.- powiedział, a potem bardzo szybko
skłonił głowę i wyszedł z restauracji.
-Jej... To było
bardzo, bardzo dziwne.- mój mąż zmarszczył czoło.
-Wróćmy do stołu.
Poza tym za chwilę chciałabym się zbierać do domu. Zaczynam być zmęczona.-
mruknęłam.
Godzinę później siedziałam z Gaarą w
samochodzie. Jako, że mój kochany mąż uraczył się dwoma kieliszkami sake razem
z moim wujkiem i młodszym kuzynem, to ja prowadziłam. Spojrzałam na niego, a
kiedy zauważyłam, że bez celu spogląda w szybę, przerwałam ciszę.
-O czym myślisz?-
zapytałam i stanęłam na światłach.
-Cieszysz się z
tego, że jesteś moją żoną?- zapytał tak nagle, że omal nie puściłam kierownicy.
Z wrażenia musiałam zjechać na pobocze i na chwilę zatrzymać samochód.
-Skąd to pytanie?
Nigdy wcześniej mi takich nie zadawałeś...- mruknęłam.- Chodzi ci o Martina?
-Trochę tak i
trochę nie. Po prostu często zastanawiam się, czy nie zawodzę jako mąż. Czy
dostajesz ode mnie to, co żona powinna dostawać od męża. Całymi dniami nie ma
mnie w domu, więcej czasu spędzam z ludźmi z uczelni niż z tobą... Po prostu
czasem czuję się... Do dupy... Czasem jestem tak wykończony, że nie mam nawet
ochoty na gadanie. Po prostu chcę się do ciebie przytulić i iść spać...
Zrobiłem się rozlazły.- zrobiłam wielkie oczy jakbym widziała kogoś innego niż
Gaara.
Westchnęłam i odpięłam pasy.
Usiadłam Gaarze na kolanach i mocno przytuliłam.
-Gaara, nigdy
więcej nie myśl w ten sposób. Jesteś dla mnie cudownym mężem, a ja jestem tak
cholernie szczęśliwa, kiedy przypominam sobie, że to mnie wybrałeś, że czasem
wydaje mi się to nierealne. Biorąc ślub doskonale wiedziałam, że jako student
bardzo ciężkiego kierunku nie będziesz mógł poświęcać mi tyle czasu, jak za
czasów liceum. Jestem dumna z ciebie, że tak dobrze ci idzie i będę cię
wspierać w każdym momencie, jeśli będziesz tego potrzebował. Nawet jeśli
spędzasz dużo czasu z ludźmi ze studiów, to jednak budzisz się obok mnie
każdego ranka, a każdej nocy czuję się bezpiecznie w twoich objęciach, kiedy
zasypiam. Nie potrzebuję niczego innego. Ja też nie mam ochoty rozmawiać kiedy
jestem zmęczona. Doskonale cię rozumiem.- Gaara wpatrywał się we mnie
roziskrzonymi oczami, a kiedy skończyłam mówić, po prostu mnie pocałował.
-Kocham cię. Mogę
ci to powtarzać non stop.- zaśmiałam się, kiedy poczułam pieczenie pod
powiekami. Odwzajemniłam pocałunek Gaary i dosłownie oplotłam go ramionami.
-Gaara, nic nie
mówię, ale jeśli za chwilę nie znajdziesz się we mnie będziesz miał przerąbane
do końca świata.- wysapałam w jego usta i poprowadziłam jego dłonie pod swoją
sukienkę.
Mój mąż złapał za delikatną koronę
majtek i powoli zsunął ją z moich ud.
-Tu nie musisz
powstrzymywać się od krzyku.- Gaara podsunął mi sukienkę trochę wyżej, a ja
usiadłam okrakiem na jego udach.
-Wiem. I zaufaj mi,
że wcale nie mam zamiaru tego robić.- mruknęłam mu na ucho. Odpięłam rozporek w
jego jeansach.
-Cholera, kiedy to
było, kiedy ostatni raz kochaliśmy się w aucie? Jeszcze w liceum.- zaczęłam się
śmiać i pocałowałam Gaare. Jednym ruchem wsunęłam go w siebie.
Jęknęliśmy.
-Z tego co pamiętam
mówiłeś, że był to najlepszy seks w twoim życiu. Postaram się dzisiaj to
przebić.- powiedziałam i zaczęłam rytmicznie poruszać biodrami.
Z moich ust wydobył się bardzo
głośny jęk, kiedy moje ciało wpadło w konwulsje.
-Jeszcze chwile...-
Gaara chwycił moje biodra i sam zaczął poruszać się pode mną. Mocno zacisnęłam
palce na zagłówku i drapałam go paznokciami. Na zmianę stękałam i jęczałam
Gaarze do ucha. Czułam kolejne zbliżające się szczytowanie.
-Gaara!!!-
krzyknęłam, a potem całe moje ciało napięło się jak struna. Przeorałam
paznokciami cały zagłówek. Mój mąż stęknął pode mną, a potem bezwładnie opadł w
fotel. Ja z kolei oparłam głowę na jego ramieniu i próbowałam wyrównać oddech.
-Serio brakowało mi
tych twoich głośnych jęków i krzyków.- Gaara pocałował mnie w usta, a ja głośno
się zaśmiałam.
-Kiedy wyprowadzimy
się do naszego domu będziesz miał ich dość.- powiedziałam ledwo żywa, a potem z
powrotem wróciłam na miejsce kierowcy. Jak gdyby nigdy nic poprawiłam sukienkę,
włosy, zapięłam się pasami i odpaliłam silnik.
Kiedy wróciliśmy do domu wszyscy już
spali. Cicho przemknęliśmy do swojej sypialni, a potem szybko ogarnęliśmy się
do spania. Kiedy leżałam obok Gaary, a on mocno obejmował mnie ramieniem czułam
cudowny spokój.
-Powiedz mi jak ja
przeżyję bez tego przytulania przez ten tydzień, który spędzisz na wycieczce?-
zapytałam zaczepnie i odwróciłam się w stronę mojego męża.
-Na wszelki wypadek
kupię ci poduszkę imitującą faceta. Wolę to, niż żebyś w akcie desperacji
sprowadziła sobie kogoś na zastępstwo.- powiedział.
-Gaara! Jesteś
okropny! To ty spędzisz cały tydzień w obecność napalonej na ciebie od ponad
roku dziewczyny. To ja powinnam być zazdrosna, a nie ty.- fuknęłam na niego, a
on zaśmiał się.
-Saro Sabaku,
zaufaj mi, że choćby Marie tańczyła na rzęsach w ogóle na mnie nie działa.
Kiedy jestem w jej towarzystwie myślę głównie o tobie.
-Głównie? Co
jeszcze zaprząta twoje myśli?- zapytałam i podparłam się na łokciu.
-Jedzenie. Góry
jedzenia, które w takich momentach mam ochotę zjeść, a nie mogę. Marie zawsze
perfumuje się czymś cholernie słodkim, co po krótkim czasie przebywania w jej
obecności sprawia, że burczy mi w brzuchu.
-Tylko burzy ci w
brzuchu?- zapytałam podejrzliwie, a Gaara parsknął śmiechem.
-Jeżeli w delikatny
sposób próbujesz się dowiedzieć, czy coś innego reaguje na jej obecność to
śmiało mówię ci, że nie. Kilka razy zdarzyło mi się za intensywnie myśleć o
tobie, i rzeczywiście wtedy reakcja była aż nazbyt widoczna.- głośno się
zaśmiałam.
-Tydzień bez
ciebie... Rany, od prawie roku jestem tak przyzwyczajona do twojej obecności,
że teraz będę czuła się bardzo, bardzo dziwnie.
-Nie tylko ty. Ja
też będę tęsknił, ale obiecuję ci, że kiedy tylko wrócę, odrobimy stracony
czas. A teraz czas iść spać. Jutro rano musimy wcześnie wstać.- powiedział,
pocałował mnie na dobranoc i mocno przyciągnął do siebie.
Komentarze
Prześlij komentarz