Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 54


Gaara wrócił do domu dużo później, niż planował. Zegarek pokazywał grubo po dwudziestej drugiej, kiedy drzwi w pokoju się uchyliły. Ja z kolei zostałam wybudzona z płytkiego snu, w który dosłownie chwilę wcześniej zapadłam. Usiadłam na łóżku tak gwałtownie, że coś przeskoczyło mi w karku. Syknęłam i automatycznie położyłam na nim rękę.
-Co się dzieje?- zapytałam zaspana i zaczęłam rozglądać się po pokoju.
-Przepraszam. Nie chciałem cię obudzić.- wymamrotał mój mąż, a potem zaczął się szybko rozbierać z niewygodnego garnituru. Kiedy chodził po pokoju w spodniach, widziałam, że unika mojego wzroku.
-Coś się stało? Jesteś dziwnie milczący.- wstałam z łóżka i poszłam za nim do łazienki. Przy okazji wyjęłam z szafki maść na stany zapalne mięśni i nasmarowałam kark.
-Jestem bardzo zmęczony. Razem z profesorem poszliśmy po zajęciach do restauracji. Ryu, Naoki i ja. Spotkanie trochę się przeciągnęło.
-O czym profesor chciał z wami porozmawiać?- zapytałam, a potem pochyliłam się nad zlewem, żeby umyć zęby i twarz. Zasnęłam w makijażu i pełnym ubiorze.
-Po świętach będę musiał na dwa tygodnie wyjechać do Kioto. Jedziemy razem z Marie. W sensie nasza grupa, Ryu i Naoki też. Jesteśmy najlepsi na roku, więc profesor nas wybrał.- na chwilę mnie wcięło.
-Cóż... Jeśli musisz, jedź. Chodzi o twoją karierę, więc...- wzruszyłam ramionami. Było mi ciężko na myśl, że Gaara zostawi mnie na całe dwa tygodnie, ale uznałam, że dam radę to przeżyć. Zwłaszcza, że byłam zawalona ostatnimi egzaminami po świętach i miałabym więcej czasu, żeby uczyć się razem z Saki.
-Mam dziwne wrażenie, że zaczynasz być wobec mnie obojętna. Zero płaczu, zero fochów?- zapytał żartobliwie.
-Nie. Będę miała czas żeby pospotykać się z kochankiem, więc nie mam zamiaru płakać.- powiedziałam luźno, a potem zrzuciłam z siebie bluzkę i spodnie. Gaara spoglądał na mnie w lustrze. Jego twarz wyrażała duża konsternację.
-Kochanka? Słucham?- ledwo wykrztusił.
-Miś, którego mi dałeś musi czuć się bardzo źle z powodu tego, że kiedy tylko wróciłeś z Yamaguchi poszedł w odstawkę. W końcu będzie mógł wrócić do naszego łóżka i spędzić ze mną te wszystkie noce, kiedy będziesz daleko. Musisz tylko znowu spryskać go perfumami. Tamte już wywietrzały.
-Matko, Sara! Myślałem, że chcesz mi o czymś powiedzieć! Nie rób tak więcej!- Gaara fuknął na mnie, a ja zaczęłam się bardzo głośno śmiać.
            Podeszłam do Gaary i dałam mu buziaka. Wyczułam na ustach smak cierpkiego wytrawnego wina, kiedy się od niego odkleiłam.
-Kochanie, po popisie na biurku twojego nauczyciela nie ma opcji, że będę szukać sobie kogokolwiek innego do zaspokajania. Co prawda dwa tygodnie to baaardzo długo, a Sakura wspominała coś o jakimś wibratorze dla mnie z okazji świąt, ale...
-Nie chcę o tym nawet słyszeć. La, la, la, laaaa!- Gaara zatkał sobie uszy, a ja ryknęłam śmiechem.
-Wkurza cię fakt, że chcę mieć zabawkę erotyczną?- zapytałam i zrzuciłam z siebie stanik i majtki, a potem przeszłam do pokoju po swoją piżamę.
-Nie. Wolałbym jednak żebyś testowała te zabawki ze mną.- przewróciłam oczami na słowa Gaary. Narzuciłam na siebie krótkie spodenki, a potem koszulkę.
-Wystarczy mi testowanie z tobą wszystkich możliwych seksualnych pozycji. Podejrzewam, że pierwszy raz w swoim życiu masz dziewczynę, która jest gimnastyczką, prawda?- zapytałam, a Gaara wyszczerzył się do mnie.
-Owszem. I jestem za to bardzo wdzięczny.- mruknął, a potem zaczął bardzo głośno ziewać i przeciągać się.
-Chodźmy spać. Ja też jestem zmęczona po dzisiejszym dniu.- powiedziałam i wsunęłam się pod kołdrę. Po mnie zrobił to Gaara. Objął mnie ramieniem, a potem wtulił się w mój kark.

            Rano obudziłam się z gorączką i zakatarzona. Gaara, który był w połowie ubrany i golił się w łazience, wszedł do pokoju, kiedy tylko usłyszał, jak zaczęłam kichać. Kiedy zobaczył mnie z wypiekami na twarzy i smarkami pod nosem od razu do mnie podszedł.
-Dobrze się czujesz?- zapytał, a ja zaczęłam przecząco kręcić głową i znowu kichnęłam. Gaara położył mi dłoń na czole.-Jej, jesteś rozpalona!
-Od kilku dni czułam się trochę kiepsko, ale myślałam, że to zwykłe przemęczenie. Najwidoczniej dopadła mnie grypa.- gardło paliło mnie żywym ogniem, kiedy to mówiłam.
            Gaara bez zastanowienia chwycił za swój telefon, a przy okazji poszedł po kompres na moją rozgorączkowaną głowę.
-Hej, Ryu. Słuchaj, mnie dzisiaj nie będzie. Muszę jechać z Sarą do lekarza. Jest strasznie chora. (...) Tak, przeproś go, ale naprawdę nie przyjdę. Jak wrócimy od lekarza będę do niego dzwonił. (...) Niech się wścieka, tu chodzi o moją żonę. (...) Super, dziękuję ci. Do zobaczenia.
            Gaara położył mi zimny kompres na czole. Od razu poczułam, że pulsujący ból głowy się zmniejsza.
-Czemu nic nie mówiłaś, że od kilku dni źle się czułaś? Umówiłbym cię do lekarza.- Gaara spojrzał się na mnie zmartwionym wzrokiem.
-Musisz iść na zajęcia. Masz większe zobowiązania ode mnie. A twój wyjazd?- zapytałam, a potem zaczęłam bardzo głośno kaszleć.
-Dogadam się z profesorem indywidualnie. Za chwilę przyjdę.- powiedział, a potem wyszedł z pokoju.
            Wrócił jakiś kwadrans później. Z lekami, gorącą herbatą i owsianką z bananami. Dodatkowo miał dla mnie szklankę z wodą.
-I gdzie ja znajdę lepszego faceta od ciebie?- mruknęłam, kiedy nawilżyłam gardło. Opadłam na poduszki, a Gaara zaczął studzić dla mnie owsiankę. Co prawda ból gardła był tak potworny, że nie miałam za bardzo ochoty jeść, ale wiedziałam, że muszę, jeśli chciałam wziąć leki.
-Na Marsie. Trzymaj, bierz. Ja idę zadzwonić do lekarza.- powiedział, a potem wziął komórkę do ręki i wyszedł za drzwi.

            Kiedy szykowałam się do lekarza i stałam w łazience na kaflach dosłownie szczękałam zębami. Myłam zęby, kiedy od drzwi Gaara się na mnie wydarł.
-Stań na dywanik! Zmarzną ci stopy i zaziębisz się jeszcze bardziej!- Gaara fuknął na mnie, a potem bezceremonialnie wziął mnie na ręce, przesunął dywanik pod zlew i z powrotem odstawił mnie na ziemię.
-Boże, uparty dziadzie. Nie podchodź, bo też będziesz chory.- mruknęłam, a potem kichnęłam.
-Jak będę to będę. Ubieraj się. Jedziemy.- Gaara podał mi gruby sweter, który narzuciłam na siebie, rzucił mi też parę skarpetek i spodnie.

            W samochodzie było potwornie zimno. Zatopiłam się w siedzenie i wtuliłam twarz w gruby wełniany szalik.
-Gdzie ty się tak załatwiłaś, co?- zapytał Gaara, kiedy wjeżdżaliśmy na parking przed szpitalem.
-Kei był chory. Chyba zaraziłam się od niego.- zaszczękałam zębami.
-Oby to było zwykłe zaziębienie, a nie coś gorszego.

            W poczekalni znajdował się istny tłum. Masa ludzi siedziała z maseczkami na ustach, kaszlała i kichała jak szaleni. Usiadłam obok matki z chłopcem, który miał potworne wypieki na policzkach i dygotał jak galaretka.
            Chłopiec miał na sobie cienką kurtkę i podarte, sprane ubrania. Wtulał się w matkę chcąc jak najbardziej się ogrzać. Ścisnęło mnie w gardle, kiedy to zobaczyłam. Od razu przypomniało mi się moje okropne dzieciństwo. Bez namysłu zdjęłam szal z szyi i podeszłam do matki chłopca.
-Proszę, niech go pani opatuli. Na pewno będzie mu cieplej.- kobieta spojrzała na mnie zmęczonymi oczami. Spojrzała na moją wyciągniętą rękę, a potem na chłopca.
            Ja z kolei byłam przerażona, kiedy zobaczyłam, że dziewczyna może być niewiele starsza ode mnie. Chłopiec na jej kolanach z kolei miał około ośmiu lub dziewięciu lat.
-Ja... Ja nie... Boję się, że mój brat go zniszczy. Nie...
-Proszę. Niech go pani weźmie. Chłopcu jest zimno i naprawdę nie dbam o to, czy szal się zniszczy. Mam w domu inne, z kolei jeśli chłopca zawieje będzie z nim tylko gorzej.- wtedy dziewczyna wzięła szal do ręki i mocno opatuliła swojego brata.
-Dziękuję. Tak bardzo pani dziękuję.- ledwo wyszeptała, a ja uśmiechnęłam się do niej.
-Nie ma za co. Mam na imię Sara.- powiedziałam, a potem kichnęłam. Zrobiłam się czerwona po same czubki uszu. Dziewczyna z kolei zaczęła się śmiać, a potem sama poczerwieniała.
-Nazywam się Yasmin. Widzę, że nie tylko mój brat jest chory.- dziewczyna zrobiła mi miejsce obok siebie. Usiadłam, a potem wyłapałam wzrokiem Gaare, który załatwiał coś w recepcji.
-Tak, dzisiaj rano nie miałam siły wstać z łóżka. Sądząc po ilości ludzi w poczekalni, chyba grypa rozdaje swoje wirusy w prezencie przedświątecznym.
-Toshiro choruje już od kilku dni. Niestety dzisiaj czuł się tak źle, że musiałam iść z nim do lekarza.
-Nie mógł tego zrobić żaden z waszych rodziców?- zapytałam, a dziewczyna szybko opuściła wzrok i wbiła go w podłogę.- Przepraszam, nie chciałam być wścibska.
-Nie przepraszaj. Toshiro i ja nie mamy rodziców. Mama umarła kiedy urodził się mój braciszek. Tata z rozpaczy zaczął pić, a niecałe dwa lata temu zmarł z powodu zatrucia alkoholem. Od tej pory zajmuję się bratem i sama go wychowuję.
-Przepraszam, że zapytam, ale ile masz lat?
-W tym roku skończyłam dwadzieścia dwa. A ty? Jesteś tu z rodzicami?
-Nie. Przywiózł mnie mój mąż. Powiedział, że powinnam jak najszybciej znaleźć się u lekarza. Wpakował mnie do auta i tak oto jestem.- akurat, kiedy to powiedziałam, Gaara odszedł od kontuaru i zaczął się rozglądać. Kiedy mnie zauważył, zaczął iść w naszą stronę.- O wilku mowa. Yasmin, to mój mąż, Gaara. Gaara, to Yasmin.
-Ledwo przychodzimy do szpitala, a ty już się z kimś zaprzyjaźniasz? Chciałbym mieć takie podejście do ludzi. Miło mi, jestem Gaara, mąż Sary.- Gaara lekko skłonił głowę. Yasmin, kiedy tylko przyjrzała się Gaarze, od razu poczerwieniała i uciekła wzrokiem. Miałam ochotę zaśmiać się widząc to.
-Miło mi, jestem Yasmin, a to mój brat Toshiro.- kiedy Gaara spojrzał na chłopca, jego oczy od razu rozszerzyły się ze zdziwienia, na widok mojego szala, w który był zawinięty. Mój mąż od razu przeskoczył wzrokiem na mnie, a jego twarz się zmieniła.
            Bałam się, że będzie wściekły, ponieważ szal był prezentem z okazji Mikołajek, ale wręcz przeciwnie. Gaara pochylił się i dał mi buziaka w czoło. Potem bez słowa usiadł obok mnie i mocno mnie do siebie przytulił.

            Posiedzenie w poczekalni było niemiłosiernie długie. Pacjenci wlekli się jak muchy w smole. Kiedy Yasmin weszła do gabinetu spojrzałam na nią. Była chuda, zmęczona. Najwidoczniej wychowywanie brata i utrzymywanie domu musiało kosztować ją dużo nerwów i zdrowia.
-Oddałaś im mój prezent dla ciebie.- Gaara połaskotał mnie oddechem w ucho. Zadrżałam.
-Przepraszam. Kiedy zobaczyłam tego chłopca poczułam się irracjonalnie źle, że jest mi tak ciepło, a on marznie.
-Nie przepraszaj. Jestem z ciebie dumny. Podejrzewam, że większość ludzi w poczekalni nawet nie zwróciła uwagi na tą dziewczynę. Ty zrobiłaś to od razu po wejściu. Kupię ci drugi szal. Co prawda nie wiem, czy uda mi się znaleźć taki sam, ale mam nadzieję, że uratuje mnie eBay, jeśli sklepy zawiodą.- roześmiałam się, kiedy Gaara to powiedział.
-Nie musisz mi odkupywać żadnego szala. Mam w domu jeszcze inne.- powiedziałam, a potem wtuliłam się Gaarze w ramię. Wtedy Yasmin wyszła z gabinetu lekarza z receptą w dłoni. Jej brat ledwo przebierał nogami.- I jak wizyta?
-Grypa. Toshiro musi leżeć w łóżku i brać leki przeciwgorączkowe, to wszystko. Chciałam zwrócić ci twój szal...
-Zatrzymaj go. Musicie jeszcze wrócić do domu. Mówiłam, że mam w domu jeszcze kilka, także nie przejmuj się.
-Ale tak nie..- westchnęłam.
-Ok. W takim razie umówmy się, że jeśli kiedykolwiek jeszcze się spotkamy, oddasz mi szal. Ale póki co niech grzeje twojego brata. Będzie źle, jeśli rozchoruje się jeszcze bardziej.- Yasmin uśmiechnęła się do mnie.
-Zgoda. Ale uwierz, że będę starała się szukać cię po całym Tokio.- zaśmiałyśmy się obie.
-Kochanie, twoja kolej.- powiedział Gaara. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że pielęgniarka wzywa mnie do gabinetu.
-Do zobaczenia, Yasmin. A ty, mężu, trzymaj kciuki, żeby to nie był jakiś tropikalny wirus.

            Lekarz osłuchał mi plecy, sprawdził gardło, zmierzył gorączkę.
-Ładnie się pani załatwiła, nie ma co. Słyszę szmery w oskrzelach. Bez antybiotyku się nie obejdzie.- przewróciłam oczami na jego słowa.
-Czyli odwiedzanie rodziny w święta mam z głowy?- zapytałam, a lekarz kiwnął głowę, jednocześnie wypisując mi receptę.
-Niestety, ale bieganie po dworze nie jest dla pani wskazane. Do świąt powinna się pani czuć już trochę lepiej, ale dalej nie zalecam spacerów. Zwłaszcza w taką pogodę. Proszę leżeć, ewentualnie siedzieć w czymś ciepłym. Antybiotyk dwa razy na dobę, po posiłku. Proszę pamiętać o osłonowych probiotykach. Żadnych stresów, wysiłku fizycznego. Niczego. Po prostu zwykła laba.
-Oj, panie doktorze, nawet pan nie wie jak bardzo mi się to teraz przyda.- zażartowałam, a lekarz się zaśmiał. Podał mi recepty, a ja pożegnałam się i wyszłam.

            Kiedy wróciłam do poczekalni zauważyłam, jak dwie małolaty szeptały do siebie i dyskretnie wskazywały palcem na mojego męża. Uśmiechnęłam się i pewnym krokiem podeszłam do niego. Wstał.
-I jak? Grypa?
-Gorzej. Zapalenie oskrzeli. Chyba musiałam zaziębić przeziębienie. Dostałam antybiotyk i jakieś inne leki. Mam trzy  różne recepty. Odpoczynek, odpoczynek i odpoczynek. Przy okazji lekarz powiedział, że nie jest to wskazane abym w wigilie maszerowała od domu do domu. Może zaprosimy wujka i całą resztę do nas? Ciocia z wujkiem nie będą mięli nic przeciwko.- powiedziałam, kiedy zaczęłam się ubierać. Narzuciłam na siebie kurtkę,a potem odruchowo zaczęłam szukać szala.
            Mój mąż zdjął swój szalik z szyi i założył mi na szyję. Przyciągnął mnie do siebie i dał całusa.
-Skleroza nie boli, co?- zapytał, a ja poczułam, że się rumienię.
-Taka na pewno nie.Wracajmy do domu. Czuję, że gorączka znowu bierze nade mną górę.- mruknęłam, kiedy poczułam ból całego ciała.

            Przez prawie trzy dni Gaara dosłownie skakał nade mną. Dawał mi leki, robił jedzenie i gorącą herbatę. Kiedy tylko czułam się trochę gorzej, mierzył mi gorączkę, przykładał kompresy do czoła. Któregoś razu, kiedy poszedł po paracetamol, Sakura zajrzała do mnie do pokoju.
-Ten twój mąż obskakuje cię jakbyś była jajkiem Faberge.- zaczęłam się śmiać na jej stwierdzenie.
-Głupio mi, że tak się mną opiekuje. Wyglądam jak siedem nieszczęść, a on i tak cały czas powtarza mi, że jestem najpiękniejsza na ziemi i kocha mnie ciągle tak samo.
-Cóż, to chyba jest miłość, Sara. Pamiętasz, kiedy jako nastolatki snułyśmy marzenia o Hollywoodzkich ciachach? O tym, jak romantyczną miłość miałybyśmy będąc z nimi? Wcale się nie dziwię, że z poprzednimi facetami nam nie wyszło. To była ułuda. Starałyśmy się kreować facetów na jakieś chore wyobrażenie o ideałach, a oni nie byli tacy. Przynajmniej ja tak robiłam. Ty nie kochałaś Martina, bo on nie potrafił robić tego, co Gaara.
-Być bogiem seksu?- zażartowałam. Sakura się zaśmiała.
-To swoją drogą. Po prostu nie troszczył się o ciebie. Dawał ci prezenty, robił niespodzianki, ale kiedy pojawiały się problemy zgrabnie odwracał się na pięcie i uciekał w swój świat jak mały chłopczyk. Gaara jest taki... Inny. Umie się z nimi zmierzyć.
-Moja choroba to dosłownie problem wagi państwowej. Nie ma co.- powiedziałam ironicznie.
-Dla niego tak. Wiesz, kiedyś myślałam, że miłość to kwiaty, prezenty, seks do rana. Teraz myślę, że to jednak dodatki.- Sakura wzruszyła ramionami.
-Wow, Saki. Co natchnęło cię do takich przemyśleń i jakie wysnuwasz wnioski.
-Miłość to po prostu... To. To, jak facet zasypia obok ciebie i budzi się, a potem mówi ci, że jesteś piękna. Kiedy parzysz mu najgorszą kawę, przypalasz grzanki, a on i tak z uśmiechem na ustach zjada te spalone tosty i wypija tą okropną kawę, a potem jeszcze całuje cię na pożegnanie i dziękuje za to, że przygotowałaś dla niego jedzenie. To to, jak chora i zakatarzona leżysz w łóżku, a on co chwilę sprawdza jak się czujesz, podaje ci leki i pilnuje, żeby nie było ci zimno. Nie wiem jak to określić. To po prostu te małe rzeczy, które razem robimy na co dzień. Ja na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie, żeby miało ich nie być.
            Słowa Saki mocno mnie poruszyły. Przypomniałam sobie, kiedy związek mój i Gaary był po prostu chodzeniem ze sobą. Wtedy "kupowaliśmy" sobie miłość prezentami, kolacjami w drogich restauracjach i innymi duperelami. Teraz, owszem, dawaliśmy sobie prezenty czy inne bzdety, jednak dużo bardziej cieniłam sobie to, że mogę spędzić z mężem więcej czasu, niż godzinę wieczorem, tuż przed spaniem, ponieważ późno wracaliśmy z zajęć i marzyliśmy tylko o spaniu. Ceniłam to, że Gaara swoją miłość wyrażał w zwykły, codzienny sposób, jak podrzucenie mi kapci do łazienki, kiedy widział, jak stoję na zimnych kafelkach, czy zaparzenie kawy, kiedy szykowałam się na uczelnię, choć to ja czułam się w obowiązku, żeby mu ją zrobić.
-Wiesz, co Saki? Jesteśmy cholernymi szczęściarami z naszymi facetami.
-A jak. Co prawda czasem Sasuke wkurza mnie tak niemiłosiernie, że mam ochotę złapać go za te czarne kudły i utopić w zlewie, ale potem uświadamiam sobie, że jednak za bardzo go kocham i będę płakać. Więc bardzo dzielnie znoszę to jego marudzenie, a on znosi mnie. Idealny układ przy naszych charakterach.- znowu zaczęłam się śmiać.- Przy okazji ciocia szaleje z przygotowaniami. Sasuke mówił, że pierwszy raz od wielu lat w domu będzie aż tyle ludzi.- zmarszczyłam czoło słysząc to.
-Jak to? Przecież miała być tylko dodatkowa trójka. Shikamaru w tym roku nie przyjdzie, ponieważ wyjeżdża z rodzicami.
-Aaa, to ty nic nie wiesz? Yashamaru dzwonił wczoraj wieczorem z informacją, że przyjeżdżają jego rodzice, czyli dziadkowie naszego ukochanego Sabakowego trio. Przy okazji odezwali się też twoi dziadkowie, którzy zapowiedzieli, że w tym roku Tadashi przegiął pałę i w święta siedzi sam. Także z naszej skromnej szóstki robi się w tym momencie dwanaście osób.
-O rany! Sakura, muszę pomóc cioci! To moja wina, że te święta tak wyglądają!- krzyknęłam przerażona, a potem zerwałam się z łóżka. Narzuciłam na siebie gruby sweter i moje ukochane kapcie.
-Sara, daj spokój. Sasuke, Itachi, Gaara i ja pomagamy cały czas. Nie sądzisz chyba, że zostawimy naszą ukochaną kurę domową zarobioną po łokcie, co?
-Gaara też pomaga?- zapytałam zdziwiona.
-Oczywiście. Zawsze, kiedy śpisz schodzi do nas do kuchni i lepi, kroi i robi co trzeba. Bardzo sumiennie. Co prawda trochę koślawo, ale idzie mu już coraz lepiej.- zaśmiałam się przez łzy.
-Tak. Gaara nie jest mistrzem kuchni, ale bardzo się stara, a ja jestem najdumniejszą żoną ze wszystkich żon.
            Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Był to Gaara.
-Hej Saki.- powiedział.
-A ty co? Boisz się wejść do swojego pokoju?- zapytała moja przyjaciółka, a Gaara wytknął jej język.
-Nie chciałem wam przerywać. Może obmyślałyście plan zniszczenia świata. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym nagle się w to wciął. Przy okazji, kochanie. Spotkałem na ulicy Mikołaja. Dał mi dla ciebie to.- powiedział, a potem wyjął zza pleców mały bukiecik czerwonych róż.
            Bez słowa podeszłam do Gaary i zarzuciłam mu ręce na szyję. Nałożyłam dłoń na jego usta i pocałowałam swoją rękę, żeby tylko nie przekazać mojemu mężowi zarazków.
-Dziękuję Mikołajowi. Piękne.
-Gyaaach. Za chwilę będę rzygać. Zostawiam was samych gołąbeczki. Miłej zabawy.- powiedziała, a potem zatrzasnęła drzwi.
-Co to było jeśli wolno mi spytać?- Gaara zdjął z siebie płaszcz i przerzucił go przez oparcie krzesła.
-Coś pod tytułem, możecie dalej się migdalić, ale już nie na moich oczach.- Gaara uśmiechnął się do mnie, a potem pocałował w czoło.
-Mam twoje leki. Kładź się do łóżka, a ja za chwilę przyniosę ci wodę do popicia.- spojrzałam na Gaare i poczułam jak robi mi się cholernie ciepło na sercu.
            Sakura miała rację. Miłość, która kiedyś sobie wyobrażałam, a ta którą dostałam były jak dzień do nocy. Jednak w życiu nie zamieniłabym jej na nic innego. A już na pewno nie zamieniłabym mojego męża na żadnego innego faceta.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8