Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 50


Gaara obudził mnie pocałunkiem w ramię.
-Kochanie, wstawaj.- powiedział, a ja mruknęłam niezadowolona. Obróciłam się twarzą w jego stronę i wtuliłam w jego tors.- Pani Sabaku, jest rano. Czas wstawać.
-Nieee. Tu mi tak dobrze.- mruknęłam i jeszcze mocniej wtuliłam się w tors mojego męża.
-Skarbie, wiem, że wymęczyłem cię w nocy, ale szkoda naszego wspólnego dnia. Został nam tylko dzisiejszy i jutrzejszy dzień. Potem czeka nas powrót do szarej rzeczywistości.
-Nie przypominaj mi. Chcę tu z tobą zostać tak jak teraz.- pocałowałam Gaare w nagą skórę, a on westchnął i objął mnie ramieniem.
-Mój leniuch.- zaśmiał się, a potem zaczął muskać moją skórę na plecach. Poczułam dreszcze od jego dotyku. Przerzuciłam mu nogę przez biodro i usiadłam na nim.
-Leniuch mówisz? Za chwilę zobaczysz jak bardzo leniwa jestem.

            Po wspólnym prysznicu zeszliśmy z Gaarą do restauracji na śniadanie. Zajęliśmy miejsce przy stoliku, nałożyliśmy sobie jedzenie na talerze, a potem wróciliśmy do stołu i roześmiani zaczęliśmy jeść.
            Później poszliśmy na spacer do miasta. Puerto Princesa. Wyglądaliśmy jak zakochane nastolatki- trzymaliśmy się za ręce, co chwila dawaliśmy sobie buziaki, robiliśmy wspólne zdjęcia.
-Co powiesz na spływ podziemną rzeką?- zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.
-Spływ podziemną rzeką?
-Tak. W Puerto Princesa to największa atrakcja turystyczna.
-Nie mam na sobie stroju. Nie wiem, czy to dobry pomysł.
-Daj spokój, nie musisz mieć stroju. Idziemy na spływ!- Gaara złapał mnie za rękę, a potem pociągnął w stronę postoju taksówek.

            Kiedy siedziałam w łódce, która zaczęła wpływać do ciemnej groty, cała się spięłam. Nienawidziłam ciemności, która kojarzyła mi się z najgorszymi momentami dzieciństwa. Gaara chyba też to wyczuł, ponieważ przytulił mnie do siebie.
-Nic ci przy mnie nie grozi.- mruknął mi na ucho, a potem skradł mi szybkiego całusa.

            Do hotelu wróciliśmy dopiero późnym wieczorem, obładowani pamiątkami, uśmiechnięci. Miałam na głowie piękny wianek z tropikalnych kwiatów, który rozsiewał intensywnie słodką woń.
-Wyglądasz jak piękna anielica.- Gaara dał mi buziaka w policzek.
-Kochany mężu, nie przesadzaj. Pragnę ci przypomnieć, że anioły nie grzeszą. Ja owszem.
-Nie grzeszysz. Nie pijesz, nie palisz, nie imprezujesz, a seks uprawiasz z własnym mężem.- zaśmiałam się bardzo głośno.
-A jesteś tego całkiem pewny?- zapytałam flirtująco. Gaara osłupiał.- Głupol. Tylko ciebie kocham.- powiedziałam i zarzuciłam Gaarze ręce na szyję. Pocałowałam go.
-Nie mów tak nigdy więcej. Chyba, ze chcesz żebym dostał zawału. Ok, teraz zostawiamy nasze pierdoły i idziemy na plażę.- Gaara złapał w rękę sweter, a potem wyciągnął mnie z pokoju.
-A kolacja? Gaara!!!- krzyknęłam, kiedy mój mąż pociągnął mnie w stronę schodów, a później bocznego wyjścia z hotelu.

            Kiedy przeszliśmy kilkanaście metrów plaży, gdzie zrobiło się zdecydowanie ciemniej, Gaara kazał zamknąć mi oczy. Chwycił mnie za dłoń i zaczął prowadzić wzdłuż brzegu.
-Gaara, co planujesz zrobić?
-Wykaż się większą cierpliwością. Już prawie jesteśmy. Zostało nam kilkadziesiąt kroków.

            Kiedy w końcu się zatrzymaliśmy nie mogłam się doczekać, aby otworzyć oczy.
-No, kochanie. Możesz otworzyć oczy.- Gaara wydawał się niezdrowo podniecony. Otworzyłam oczy.
            Poczułam łzy napływające mi do oczu. Gaara stał przed pięknie przygotowanym miejscem na kolację. Na specjalnie ubitym piasku, ktoś ułożył kamyki na kształt serca, a w środku poustawiał mały, dwuosobowy stół i krzesła nakryte białym aksamitem. Na stoliku stały świece, szampan, kryształowe kieliszki, talerze.
-O mój...- wyszeptałam. Gaara uśmiechnął się do mnie.
            Ten uśmiech przypomniał mi go, kiedy byliśmy parą na początku stażu. Był moim cudownym chłopakiem, którego kochałam całym sercem.
            Teraz był dwa lata starszy, bardziej męski, z większym bagażem doświadczeń. Jednak nadal był moim Gaarą. Moim mężem, którego kochałam. Wiedziałam, że ten wieczór będzie jednym z tych, które będę wspominać, kiedy razem z Gaarą będziemy już starzy. Ten uśmiech będę wspominać do końca mojego życia.
            Bez żadnych słów podeszłam do Gaary, wspięłam się na palce i pocałowałam go. Namiętnie. Tak namiętnie, że pocałunek mógł nas spalić.
-Podtrzymuję swoją opinię sprzed roku. Jesteś szalony.- powiedziałam przez łzy szczęścia.
-Dzisiaj jest szesnasty sierpnia. Rok temu oficjalnie stałaś się moją żoną.- powiedział i wrócił do pocałunku.- Dobrze, teraz grzecznie usiądziemy przy stole, zjemy przygotowaną dla nas kolację, potem pójdziemy na długi spacer brzegiem morza, pooglądamy gwiazdy, a potem wrócimy do pokoju i jeśli będziemy mieli siłę, będziemy się kochać.- Gaara wyszczerzył się do mnie, a ja zaczęłam się śmiać.
-Nie zakładam zmęczenia po tak cudownym wieczorze, kochanie. W takim razie siadajmy i jedzmy. Jestem ciekawa jakie rarytasy kazałeś dla nas przygotować.

            Gaara zaplanował idealny wieczór. Na kolację podali nam owoce morza oraz białe wino, lekko schłodzone, o słodkim smaku. Później wypiliśmy po lampce szampana. Kiedy w końcu skończyliśmy jeść, złapaliśmy się za ręce i zaczęliśmy spacerować brzegiem plaży.
            Po kilku kilometrach zawróciliśmy i powoli zaczęliśmy kierować się z powrotem do hotelu. Rozmawialiśmy o wszystkim, śmialiśmy się. Opowiadaliśmy sobie historię z życia, z uczelni. Zachowywaliśmy się jak najzwyklejsza para zakochana w sobie bez pamięci.
-I wtedy Kakashi po prostu zdzielił go w łeb zeszytem. Naruto zawsze był wykrętem, ale wtedy zdecydowanie przegiął.- Gaara spojrzał w niebo. Zupełnie tak, jakby mógł w nim zobaczyć wszystkie przeżyte w życiu chwile.
-Żałuj, że nie widziałeś Sakury, kiedy jeden z chłopaków na dyskotece próbował wsadzić jej ręce w majtki. Zaufaj mi, że przy jej kopniaku z półobrotu nawet sam Chuck Norris wypadł blado. Wtedy też dowiedziałam się, że moja przyjaciółka nauczyła się podstaw karate oglądając filmiki na Youtube.
-Z waszej dwójki Sakura zawsze wydawała się tą bardziej narwaną. Nadal nie chce mi się wierzyć, że Sasuke w końcu się w kimś na poważnie zakochał i jest z kimś tyle czasu.
-Bije mi od ciebie hipokryzją na kilometr drogi mężu. Pamiętaj, że żadne z naszej paczki nie jest święte... Tak w ogóle, czy Naruto mówił ci dlaczego, pomimo tak bardzo ambitnych planów, nie oświadczył się Hinacie w marcu tak jak chciał?
-Nie mógł sobie na to pozwolić póki co. Kiedy go o to pytałem mówił, że Hinata jest bardzo zaabsorbowana studiami. Jej ojciec poprosił Naruto o to, aby oświadczył się jej dopiero latem, więc podejrzewam, że albo już to zrobił, albo zrobi w niedługim czasie. Hinata jest trochę mniej odporna na stres niż ty. Naruto z kolei dużo bardziej narwany ode mnie, więc robiłby wszystko bardzo chaotycznie. To byłby dodatkowy stres dla nich i wszystkich wokół. Teraz mają spokój. Są wakacje, mogą spędzać bardzo intymne chwile razem. To zdecydowanie bardziej sprzyja zaręczaniu się.
-Gaara oświadczyłeś mi się, kiedy leżałam w szpitalnym łóżku, po przeżyciu śmierci klinicznej i wycięciu krwiaka. Nie nazwałabym tego intymną chwilą.- zaśmiałam się, Gaara również.
-Wtedy nie było mi do śmiechu. Bałem się, że mogę cię stracić dlatego zdecydowałem się na tak szalone oświadczyny. Bałem się, że mnie odrzucisz, ale kiedy się zgodziłaś, zdałem sobie sprawę z tego, że zaczął się nowy, cudowny etap w moim życiu. Po naszym ślubie były wzloty i upadki, ale jednak... Nie zamieniłbym tego na nic innego.- Gaara objął mnie ramionami i pocałował w czubek głowy.
-Ja też nie.- powiedziałam i oddałam się chwili.

            Kiedy wróciliśmy do hotelu było grubo po pierwszej w nocy. Przeszliśmy przez cały korytarz, a kiedy Gaara próbował otworzyć drzwi, przylgnęłam do niego i zaczęłam go całować. Mój mąż zapomniał o tym, że powinien otworzyć drzwi i niemal od razu przylgnął do mnie. Chwilę później usłyszałyśmy chichoty dwóch młodych dziewczyn z Europy, które widząc nas w takiej sytuacji, zaczęły do siebie szeptać i nerwowo śmiać się.
-Wejdźmy już do pokoju.- wysapałam w usta Gaary czując się rozgrzana do czerwoności.
            Kiedy znaleźliśmy się w naszym pokoju hotelowym, Gaara niemal od razu chwycił mnie w pasie i podsadził tak, że oplotłam go nogami wokół bioder. Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować tak namiętnie, że aż kręciło mi się w głowie.
-Dzisiejsza noc należy do nas, kochanie.- powiedział, kiedy zaczął ściągać ze mnie ubrania.

            Rano obudziło nas walenie do drzwi. Ledwo przytomna zaczęłam się rozglądać po pokoju.
-Co do licha?- Gaara najwidoczniej również nie był zadowolony z faktu, że ktoś obudził nas chwilę po ósmej rano. Zwlekł się z łóżka, narzucił na siebie hotelowy szlafrok i poszedł otworzyć drzwi.
-Gaara!!! Potrzebuję twojej pomocy!!! Fumiko... Fumiko ma straszne bóle brzucha, dostała jakąś wysypkę na ciele...- głos Naokiego cały drżał.
            Owinęłam się kołdrą i poszłam pod drzwi.
-Co się dzieje?- zapytałam. Naoki zmierzył mnie od góry do dołu widząc mój "strój". Gaara, który szybko to zauważył, wepchnął mnie za siebie.
-Fumiko... Fumiko zjadła dzisiaj na śniadanie ich lokalne owoce. Teraz jest cała czerwona, pokryta wysypką. Strasznie boli ją brzuch. Nie wiem co robić!- Naoki wyrzucił ręce w górę i zaczął krążyć pod drzwiami pokoju hotelowego.
-Idź do niej. Za chwilę do ciebie przyjdę.- powiedział Gaara.
-Przyjdziemy. Nie zostawię was z tym samych.- powiedziałam.
            Nie lubiłam Fumiko. Za sam fakt tego, jak bardzo szukała uwagi Gaary, pomimo tego, że był już moim mężem. Nie lubiłam jej również za to, że nie należała do zbyt inteligentnych dziewczyn, a jej głównym priorytetem był wygląd. Jednak teraz, kiedy coś się jej stało, nie wypadało mi jej zostawiać.
            Kiedy szybko się ubraliśmy, poszliśmy na drugie piętro do pokoju Naokiego i Fumiko. Dziewczyna leżała czerwona niczym piwonia, miała na ciele jeszcze ciemniejsze plamki, które były wysypką. W dodatku była spuchnięta. Wiła się na łóżku i płakała.
-Dzwoniłeś już na pogotowie?- zapytał Gaara, a Naoki kiwnął głową.
-Tak, ale nikt tam nie zna angielskiego! Babka potrafiła mówić tylko po francusku i filipińsku. Nie rozumiem, kto zatrudnia jako dyspozytora kogoś, kto nie zna angielskiego!!!
-Daj mi telefon. I przestań histeryzować.- Gaara wziął komórkę od Naokiego i szybko wybrał numer pogotowia. Odebrała kobieta, która wcześniej rozmawiała z Naokim. Gaara bez problemu zaczął z nią rozmawiać po francusku, jednak po chwili rozmowa przeszła w krzyk. Po dłuższej chwili Gaara się rozłączył.- Powinni być za dziesięć minut.
-Dlaczego się tak rozdarłeś?- zapytałam, a Gaara się uśmiechnął.
-Ta głupia krowa powiedziała, że mamy podać Fumiko wapno i starczy. Powiedziałem jej, że jeśli coś się stanie, to rozmowy są nagrywane, a ona zostanie podciągnięta do odpowiedzialności karnej. Chyba to ją ostatecznie przekonało. Powinniśmy przejść z Fumiko do głównego holu.

            Naoki wziął Fumiko na ręce, jednak utrzymanie jej sprawiało mu dość duży problem. Dziewczyna była wysoka i dość wysportowana. Naoki z kolei był dość szczupły oraz niespecjalnie umięśniony. W niczym nie przypominał mojego męża, który razem z Sasuke ćwiczył na domowej siłowni w byłym domu mojego męża. Gaara był szeroki w barkach i wąski w biodrach. Kiedy zakładał dopasowane koszulki widać było pod nimi wszystkie jego mięśnie.
            Zanim doszliśmy do windy Naoki był już zmachany, a z jego czoła ciekł pot.
-Gaara, może ty weźmiesz Fumiko?- zasugerowałam.
            Jego reakcja omal nie zwaliła mnie z nóg. Kiedy na mnie spojrzał, oczy miał tak wytrzeszczone jakby nie wierzył w to, co mówię.
-Naoki bez obrazy, ale Gaara jest jednak... Bardziej wydolny fizycznie. Mężu, pomóż Naokiemu, proszę. Nie chcemy, żeby karetka zabrała też jego z powodu kontuzji lub pękniętego płuca, prawda?
-Byłbym bardzo wdzięczny za pomoc.- wysapał Naoki, a Gaara tylko przewrócił oczami i po prostu wziął Fumiko od Naokiego. Dziewczyna niemal od razu zarzuciła Gaarze ręce na kark i wtuliła w zagłębienie jego szyi. Ja z kolei zacisnęłam szczękę i udawałam, że nie rusza mnie to w żaden sposób.
-A czy ja mogę cię o coś prosić z racji tego, że wziąłem Fumiko na ręce?- zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.
-O co?- Gaara wyszczerzył się do mnie, a potem pochylił nade mną i namiętnie pocałował mnie w usta. Mój humor od razu się poprawił.
-Potrzebowałeś doładowania? Mogłam przynieść ci kawy.- zaczęłam się droczyć.
-Pani jest najsilniej pobudzającym środkiem, pani Sabaku i nie zamieniłbym tego na nic w świecie.- Gaara nie mógł mnie przytulić, ale pochyli się do mnie od strony, z której nie miał głowy Fumiko, a potem wtulił głowę w moje włosy.

            Karetka przyjechała po około kwadransie. Gaara pomógł ułożyć dziewczynę na noszach, a potem zapytał jednego z sanitariuszy, czy mówi po angielsku. Obydwaj mężczyźni przecząco pokręcili głową.
-Kurwa mać!!! Lecąc tutaj czytałem, że bez problemu można dogadać się w języku angielskim, a tu taka niespodzianka!- krzyknął. Sanitariusz, tak samo jak dyspozytorka, potrafił porozumiewać się w języku francuskim.
            Po krótkiej rozmowie Gaara podszedł do nas.
-Facet pytał, czy ktoś z nas będzie z nią jechał.
-Ja nie znam francuskiego, jestem tam zbędny. Gaara, mógłbyś jechać z Fumiko? Czułbym się bezpieczniej gdyby ktoś z nią był. Nie osądzam tych facetów o to, że mogliby jej coś zrobić, ale wolę dmuchać na zimne.
-Naoki, nie zostawię swojej żony w hotelu, żeby zajmować się twoją dziewczyną, nie przesadzaj. Wyjaśniłem już sanitariuszom co się stało. W szpitalu na pewno zajmą się Fumiko tak, jak trzeba. Moja rola w tym momencie się skończyła.- Gaara omal nie warknął. W mojej głowie mignęła myśl, że Gaara bardziej nie chce zostawiać mnie sam na sam z Naokim.
-To może Gaara... Ja i Naoki weźmiemy taksówkę i pojedziemy za wami do szpitala? Będziemy tam maksymalnie dziesięć minut później od was.- chłopcy spojrzeli się na mnie w tym samym czasie.- Tylko wtedy widzę sens tego, żeby Gaara jechał z Fumiko.
-Och, dobrze! W takim razie my idziemy poszukać postoju taksówek...- zaczął Naoki, ale ja szybko wyprowadziłam go z zamiaru chodzenia po mieście.
-Nie trzeba. Pójdę do recepcji. Oni na pewni zamówią nam taryfę.
-W takim razie my zbieramy się do szpitala. Do zobaczenia.- Gaara pochylił się nade mną i pocałował mnie, a potem poszedł za sanitariuszem. Zaczęłam się głośno śmiać, kiedy zrozumiałam kilka słów, a mianowicie, dwie żony i islam. Gaara też zaczął się z tego śmiać.
            Kiedy razem z Naokim czekaliśmy pod hotelem na taksówkę, chłopak próbował nawiązać ze mną rozmowę.
-Dlaczego chcesz jechać do szpitala razem z nami? Możesz przecież zostać w hotelu.
-Tam jest mój mąż. Kiedy tylko załatwi wszystko co trzeba, wrócę z nim do hotelu.- wzruszyłam ramionami, a Naoki uśmiechnął się do mnie.
-Nie masz chyba za dużego zaufania do Gaary, co? Inaczej byś ze mną nie jechała.
-Jeśli chodzi o mojego męża, mam do niego pełne zaufanie. Nie mam raczej zaufania do ludzi, którzy kręcą się wokół niego. A zwłaszcza tych ludzi, dla których moje kłótnie z Gaarą, lub nasze rozstanie byłyby korzystne.- na twarzy Naokiego pojawił się dziwny grymas, który zniknął dosłownie w ułamku sekundy.
-Prawidłowo. Nigdy nie powinno się mieć pełnego zaufania do nikogo.
-Dokładnie o to mi chodzi.- powiedziałam i zeszłam na ostatni stopień schodów, kiedy zobaczyłam zbliżającą się pod wjazd taksówkę.
            Mężczyzna zawiózł nas pod szpital. Wysiadaliśmy z taksówki akurat w momencie, kiedy lunął deszcz. Naoki zapłacił, a ja poszłam przodem. Podeszłam do recepcji w nadziei, że tam dam radę dogadać się po angielsku. Okazało się, że nie. Jednak młoda kobieta, która wyglądała jak mieszanka egzotyczniej urody z czymś z dalekiego zachodu zapytała, czy mówię po niemiecku. Kiwnęłam głową, a potem zapytałam o młodą dziewczynę, którą przed chwilą przywiozło tu pogotowie.
-Japonka z przystojnym mężczyzną w parze, tak?- kiwnęłam głową.
-Jest pani z rodziny?
-Jestem żoną tego mężczyzny, który z nią przyjechał. Ta dziewczyna to nasza przyjaciółka. Mąż przyjechał z nią tylko dlatego, że sanitariusze nie znali angielskiego a był im potrzebny jakikolwiek tłumacz.
-Proszę iść do sali numer 407. To na drugim piętrze.- podziękowałam i rozejrzałam się wokół szukając Naokiego. Jednak kiedy po pięciu minutach nigdzie nie mogłam go znaleźć, szybko skierowałam się w stronę schodów i poszłam do wskazanej sali.

            Kiedy rozglądałam się po szpitalu, serce mi się ściskało z myślą, że w Japonii nikt przy zdrowych zmysłach nie pozwoliłby położyć tu chorego, a co dopiero w jakikolwiek sposób go leczyć. Kiedy znalazłam salę numer 407 zdziwiłam się, że drzwi są lekko przymknięte. Lekko je pociągnęłam, a potem zrobiłam pierwszy krok.
-Dziękuję ci za pomoc. Gdyby nie ty, byłoby ze mną źle.
-Nie masz za co dziękować. To Naoki po nas przyszedł. I to mojej żonie...
-Sara nie ma tu nic do tego. Ona nic nie zrobiła!- głos Fumiko zabrzmiał jak ton obrażonego dziecka. Szybko schowałam się za jeden z parawanów oddzielający jedno łóżko od drugiego.
-Zaufaj mi, że zrobiła bardo dużo. Ja na jej miejscu nie puściłbym z nią Naokiego.
-Och, daj spokój. Wiesz dobrze, że Sara nic by nie zrobiła. Trzyma się ciebie jak glonojad szyby w akwarium.
-Raczej miałbym pewne obiekcje co do Naokiego, a nie do niej.
-Może własnie o to jej chodziło, kiedy wsiadałeś ze mną do karetki? Coś długo ich nie ma, nie sądzisz? Może teraz zabawiają się w waszym pokoju?- miałam ochotę przywalić Fumiko.
-Widzę, że masz świetne zdanie o swoim chłopaku. Tylko zazdrościć takiej dziewczyny. Nic się nie zmieniłaś od czasu, kiedy byliśmy razem.- usłyszałam dźwięk odsuwanego krzesełka.
-Nie zmieniły się moje uczucia względem ciebie. Nadal mi na tobie zależy, mimo, że minęło tyle lat od czasu, kiedy się rozstaliśmy.- zmroziło mi krew w żyłach.- Od czasu, kiedy znowu się spotkaliśmy myślę, co mogłabym zrobić, żeby móc cię odzyskać. Nie jestem już tą Fumiko, którą byłam. Nie bawi mnie zdradzanie. Chcę stabilności. A wiem, że byłeś jedynym chłopakiem, z którym mogłabym ją mieć.
-Fumiko, przestań. Jestem szczęśliwie żonaty od roku, a od dwóch lat w szczęśliwym związku. Zostawiłem przeszłość za sobą. Liczy się to, co...
-Nie wierzę, że zapomniałeś wszystkie te szczęśliwe chwile, które razem dzieliliśmy. Nie wierzę, że zapomniałeś, co potrafię robić w łóżku i nie wierzę, że za tym nie tęsknisz. Zawsze mówiłeś, że takich sztuczek nigdy nie widziałeś.
-Rany, Fumiko. Byłem gówniarzem. Przestań wyciągać mi z ust słowa, które powiedziałem wiele lat temu i nawet o tym nie pamiętam. Mówię, dla mnie nie ma to już większego znaczenia.
-W takim razie mnie pocałuj. Jeśli rzeczywiście nic już do mnie nie czujesz, pocałunek nie będzie dla ciebie problemem.
-Daj spokój. Nie muszę sobie nic udowadniać. I nie chcę. Idę do recepcji. Może Naoki i Sara już są, tylko nie mogą dogadać się z obsługą.
-Gaara, tęsknię za tobą. Od czasu, kiedy zobaczyłam cię w styczniu, ta tęsknota jest wręcz bolesna.
-Do zobaczenia Fumiko. Idę znaleźć moją żonę.- kroki Gaary zaczęły odbijać się od ścian, a ja wstrzymałam oddech, kiedy przeszedł obok mnie, ale na szczęście mnie nie zauważył.
-Możesz już wyjść. Gaara na pewno nie wróci do tego pokoju.- zdębiałam, kiedy Fumiko to powiedziała.
-Wiedziałaś, że tu jestem?- zapytałam i wyszłam zza parawanu.
            Dziewczyna leżała na łóżku podłączona do kroplówki. Wbijała we mnie morderczy wzrok.
-Widziałam cię kątem oka, kiedy wchodziłaś do sali. Wiem, że słyszałaś naszą rozmowę.
-Bez sensu byłoby kłamać. Owszem, słyszałam.- starałam się wyglądać nonszalancko, jednak wzrok Fumiko niemal mnie paraliżował.
-Nienawidzę cię. Nienawidzę cię od dnia, kiedy zobaczyłam ciebie i Gaare w tym klubie karaoke. Nienawidzę cię tak bardzo, jak tylko można nienawidzić kogoś, kto ma to, czego ty pragnąłeś i życzę ci, aby spotkały cię same okropne rzeczy. Zrobię wszystko, co w mojej mocy żeby zniszczyć ci życie, i wiem, że będę to nie tylko ja. Gaara porzucił przynajmniej osiemnaście dziewczyn, które chcą tej zemsty tak samo jak ja. Za to, jak Gaara nas potraktował, za to, że zostawił nas jak szmaty.
-To ty go zdradziłaś. I to twoja wina. Nie rozumiem dlaczego dziewczyny zamiast mścić się na moim mężu, chcą się zawsze mścić na mnie. Jakby to, że się we mnie zakochał było zbrodnią. Nie miałam wpływu na jego uczucia. Na swoje z resztą też nie.To się po prostu stało. Nasz związek był... Jest szalony od samego początku, ale chcemy być razem. I będziemy. Nie ważne jak bardzo świat jest nam przeciwny.
-Dlaczego tak bardzo mu ufasz i jesteś go pewna? Gaara może zostawić cię z dnia na dzień, tak jak zostawił nas wszystkie.
-On jest całym moim światem, Fumiko. I wiem, że jest takim typem człowieka, który nie zadeklarowałby się, gdyby nie był pewny tego, czego chce. Nie dostałabym tego.- pokazałam jej dłoń z obrączką- A przede wszystkim nie dostałabym tej miłości, którą dostaję każdego dnia wspólnego życia z Gaarą. Jeśli postanowi mnie zostawić, będzie to oznaczać, że gdzieś popełniliśmy błąd.
-Chyba raczej, że ty go popełniłaś.- przewróciłam oczami na słowa Fumiko.
-I tu jest różnica pomiędzy nami. Dlaczego zdradziłaś Gaare?- zapytałam, a Fumiko zaczerwieniła się po same czubki uszu.
-W pewnym momencie przestał się starać. Nie było prezentów, nie było kwiatów. On chciał spacerów, rozmów. Nudziło mnie to.
-W takim razie nie potrafiłaś docenić tego, że dawał ci jedną z najcenniejszych rzeczy jaką można dać drugiemu człowiekowi.- Fumiko prychnęła.
-Swoją przystojną twarz? Błagam cię. Czasem nawet to mogło mnie znudzić.
-Chodzi o czas, Fumiko. Gaara dawał ci swój czas. Wiesz jak wyglądały nasze pierwsze randki? Były to spacery albo film u Gaary w domu. Żadne wymyślne prezenty i restauracje. Zależało nam tylko na tym, żeby spędzić ze sobą trochę czasu. W pewnym momencie to "trochę czasu" zamieniło się na "całe życie".I jestem wdzięczna Gaarze... Jestem szczęśliwa, że wybrał mnie, aby ofiarować ten czas mojej osobie. Jest cudownym człowiekiem, a ja nigdy nie sądziłam, że tak cudowny człowiek kiedykolwiek stanie na mojej drodze. Dlatego chcę, żeby Gaara również miał takie odczucia do mnie. I mam nadzieję, że nie zawiodę. Kocham go. Całym sercem, całą sobą. I jeśli postanowisz to zniszczyć, przysięgam ci, że zniszczę ciebie i wszystkich, którzy przyłożyli do tego rękę. Zapamiętaj sobie, że nie pozwolę, aby ktokolwiek nas rozdzielił.
            Nie czekając na jej odpowiedź odwróciłam się na pięcie i wyszłam z sali z podniesioną głową. Dopiero po wyjściu na korytarz wypuściłam powietrze z płuc i zacisnęłam dłonie po bokach, aby przestały drżeć. Podniosłam głowę i spojrzałam na jasne światło na suficie. Zaczęłam szybko mrugać aby powstrzymać łzy.
            Kiedy moje nerwy wróciły do normalności odwróciłam głowę.
Zamarłam, kiedy zobaczyłam Gaare, który opierał się o ścianę plecami, podpierał się na niej jedną stopą, a dłonie upchnął w kieszenie. Spoglądał na sufit, a kiedy wyczuł, że patrzę się na niego spojrzał na mnie. Pod wpływem jego wzroku poczułam się dość niezręcznie.
-Ile...- zaczęłam. Mój głos drżał.
-Wszystko. Przypominam ci, że masz głos jak dzwon.- blado się uśmiechnęłam.
-Myślałam, że poszedłeś na parter. Kiedy wychodziłeś z sali, chciałeś mnie szukać.
-Owszem. Jednak zanim udało mi się dojść do schodów usłyszałem głos Fumiko. Tyle wystarczyło, żeby wzbudzić moje podejrzenia i zawrócić.
-Gaara, przepraszam, że musiałeś tego słuchać. Tych jej gróźb i w ogóle. Obiecuję, że będę jej unikać i...- zaczęłam, ale Gaara w dosłownie kilka sekund podszedł do mnie, chwycił moją twarz i przyciągnął mnie do pocałunku, od którego moje serce zaczęło walić w piersi jak szalone.
            Kiedy mój mąż się ode mnie odkleił dyszał.
-Ty przepraszasz?! Czy ty jesteś szalona? W życiu nie słyszałam czegoś równie pięknego, jak to, co przed powiedziałaś tam! Boże, Sara, myślałem, że zobaczysz mnie zaryczanego, kiedy tylko stamtąd wyjdziesz! Kocham cię! Tak strasznie cię kocham, a ty coraz bardziej mi udowadniasz, że dokonałem najlepszego w życiu wyboru, kiedy ci się oświadczałem. To ja powinienem się wstydzić. Fumiko powiedziała ci to, czego ja nigdy nie byłem w stanie. Czego, będąc teraz z tobą, po prostu się wstydzę. Powiedz mi, jak w ogóle miałbym się o coś takiego gniewać? Inna laska na twoim miejscu dawno rzuciłaby mi obrączką w twarz po usłyszeniu takiej liczby byłych.- złapałam Gaare za rękę i mocno splotłam nasze palce. Musnęłam jego usta.
-Mówiłam ci, że nie chcę wiedzieć. Wtedy na Okinawie, kiedy pijana mówiłam ci takie przykre rzeczy... Bałam się. Po prostu cała ta sytuacja... Nowe miejsce, nowi ludzie, ślub, który niebawem mieliśmy wziąć... Wtedy nerwy mi puściły i omal cię nie straciłam... To nie ma znaczenia, Gaara. Nie miało, nie ma i nie będzie go mieć. Nie dla mnie. Poza tym... No cóż... Jakoś musiałeś dojść do takiej wprawy.- zaśmialiśmy się.- Poza tym, jak mam być szczera, spodziewałam się większej liczby.
-Eeee... Bo jest trochę większa. Ale ociupinkę. Serio tylko tyci, tyci...- znowu pocałowałam Gaare, żeby się przymknął.
-Ty tyci, tyci. Ja mam dożywotni i wyłączny dostęp do twoich umiejętności, które za każdym razem wykorzystujesz na sto procent z profitem dla mnie, i tyle w temacie.
-Raz mi się nie udało. Nie kłam, że za każdym razem.- zaczął się droczyć, a ja zaśmiałam się tak głośno, że jedna pacjentka wyszła na korytarz.
-No dobrze. Raz. Raz na te wszystkie poprzednie razy. Oj, rzeczywiście dożywotnio powinnam się na ciebie obrazić.- powiedziałam sarkastycznie, a Gaara mocno mnie do siebie przytulił.
-Wróćmy do hotelu. Musimy się spakować, bo niestety, ale rano musimy się wymeldować i dostać na lotnisko. Przepraszam, że nasza podróż z okazji pierwszej rocznicy kosztowała cię tyle nerwów i oczywiście spędzania czasu nie tylko we dwoje, ale chyba za bardzo chciałem, żeby wyszło idealnie.- Gaara podrapał się w tył głowy z zakłopotania.
-Było idealnie mój drogi mężu. Nawet jeśli z maleńkimi potknięciami, już prawie ich nie pamiętam.- uśmiechnęłam się i spojrzałam Gaarze w oczy.
-Prawie? Więc co musiałbym zrobić, abyś w ogóle ich nie pamiętała?- zapytał, kiedy chwycił mnie za rękę. Zaczęliśmy kierować się w stronę schodów.
-Myślę, że o tym możemy porozmawiać za zamkniętymi drzwiami pokoju hotelowego. Ponieważ mam małą listę, na której będziesz musiał odhaczać wypełnione małżeńskie obowiązki.- puściłam Gaarze oczko, a on szybko zrozumiał o co mi chodzi.
-W takim razie musimy jak najszybciej wrócić do hotelu. Nie lubię mieć zaległości.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8