Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 50
Gaara obudził mnie
pocałunkiem w ramię.
-Kochanie,
wstawaj.- powiedział, a ja mruknęłam niezadowolona. Obróciłam się twarzą w jego
stronę i wtuliłam w jego tors.- Pani Sabaku, jest rano. Czas wstawać.
-Nieee. Tu mi tak
dobrze.- mruknęłam i jeszcze mocniej wtuliłam się w tors mojego męża.
-Skarbie, wiem, że
wymęczyłem cię w nocy, ale szkoda naszego wspólnego dnia. Został nam tylko
dzisiejszy i jutrzejszy dzień. Potem czeka nas powrót do szarej rzeczywistości.
-Nie przypominaj
mi. Chcę tu z tobą zostać tak jak teraz.- pocałowałam Gaare w nagą skórę, a on
westchnął i objął mnie ramieniem.
-Mój leniuch.-
zaśmiał się, a potem zaczął muskać moją skórę na plecach. Poczułam dreszcze od
jego dotyku. Przerzuciłam mu nogę przez biodro i usiadłam na nim.
-Leniuch mówisz? Za
chwilę zobaczysz jak bardzo leniwa jestem.
Po wspólnym prysznicu zeszliśmy z
Gaarą do restauracji na śniadanie. Zajęliśmy miejsce przy stoliku, nałożyliśmy
sobie jedzenie na talerze, a potem wróciliśmy do stołu i roześmiani zaczęliśmy
jeść.
Później poszliśmy na spacer do
miasta. Puerto Princesa. Wyglądaliśmy jak zakochane nastolatki- trzymaliśmy się
za ręce, co chwila dawaliśmy sobie buziaki, robiliśmy wspólne zdjęcia.
-Co powiesz na
spływ podziemną rzeką?- zapytał, a ja zmarszczyłam brwi.
-Spływ podziemną rzeką?
-Tak. W Puerto
Princesa to największa atrakcja turystyczna.
-Nie mam na sobie
stroju. Nie wiem, czy to dobry pomysł.
-Daj spokój, nie
musisz mieć stroju. Idziemy na spływ!- Gaara złapał mnie za rękę, a potem
pociągnął w stronę postoju taksówek.
Kiedy siedziałam w łódce, która
zaczęła wpływać do ciemnej groty, cała się spięłam. Nienawidziłam ciemności,
która kojarzyła mi się z najgorszymi momentami dzieciństwa. Gaara chyba też to
wyczuł, ponieważ przytulił mnie do siebie.
-Nic ci przy mnie
nie grozi.- mruknął mi na ucho, a potem skradł mi szybkiego całusa.
Do hotelu wróciliśmy dopiero późnym
wieczorem, obładowani pamiątkami, uśmiechnięci. Miałam na głowie piękny wianek
z tropikalnych kwiatów, który rozsiewał intensywnie słodką woń.
-Wyglądasz jak
piękna anielica.- Gaara dał mi buziaka w policzek.
-Kochany mężu, nie
przesadzaj. Pragnę ci przypomnieć, że anioły nie grzeszą. Ja owszem.
-Nie grzeszysz. Nie
pijesz, nie palisz, nie imprezujesz, a seks uprawiasz z własnym mężem.-
zaśmiałam się bardzo głośno.
-A jesteś tego
całkiem pewny?- zapytałam flirtująco. Gaara osłupiał.- Głupol. Tylko ciebie
kocham.- powiedziałam i zarzuciłam Gaarze ręce na szyję. Pocałowałam go.
-Nie mów tak nigdy
więcej. Chyba, ze chcesz żebym dostał zawału. Ok, teraz zostawiamy nasze
pierdoły i idziemy na plażę.- Gaara złapał w rękę sweter, a potem wyciągnął
mnie z pokoju.
-A kolacja?
Gaara!!!- krzyknęłam, kiedy mój mąż pociągnął mnie w stronę schodów, a później
bocznego wyjścia z hotelu.
Kiedy przeszliśmy kilkanaście metrów
plaży, gdzie zrobiło się zdecydowanie ciemniej, Gaara kazał zamknąć mi oczy.
Chwycił mnie za dłoń i zaczął prowadzić wzdłuż brzegu.
-Gaara, co
planujesz zrobić?
-Wykaż się większą
cierpliwością. Już prawie jesteśmy. Zostało nam kilkadziesiąt kroków.
Kiedy w końcu się zatrzymaliśmy nie
mogłam się doczekać, aby otworzyć oczy.
-No, kochanie.
Możesz otworzyć oczy.- Gaara wydawał się niezdrowo podniecony. Otworzyłam oczy.
Poczułam łzy napływające mi do oczu.
Gaara stał przed pięknie przygotowanym miejscem na kolację. Na specjalnie
ubitym piasku, ktoś ułożył kamyki na kształt serca, a w środku poustawiał mały,
dwuosobowy stół i krzesła nakryte białym aksamitem. Na stoliku stały świece,
szampan, kryształowe kieliszki, talerze.
-O mój...-
wyszeptałam. Gaara uśmiechnął się do mnie.
Ten uśmiech przypomniał mi go, kiedy
byliśmy parą na początku stażu. Był moim cudownym chłopakiem, którego kochałam
całym sercem.
Teraz był dwa lata starszy, bardziej
męski, z większym bagażem doświadczeń. Jednak nadal był moim Gaarą. Moim mężem,
którego kochałam. Wiedziałam, że ten wieczór będzie jednym z tych, które będę
wspominać, kiedy razem z Gaarą będziemy już starzy. Ten uśmiech będę wspominać
do końca mojego życia.
Bez żadnych słów podeszłam do Gaary,
wspięłam się na palce i pocałowałam go. Namiętnie. Tak namiętnie, że pocałunek
mógł nas spalić.
-Podtrzymuję swoją
opinię sprzed roku. Jesteś szalony.- powiedziałam przez łzy szczęścia.
-Dzisiaj jest
szesnasty sierpnia. Rok temu oficjalnie stałaś się moją żoną.- powiedział i
wrócił do pocałunku.- Dobrze, teraz grzecznie usiądziemy przy stole, zjemy
przygotowaną dla nas kolację, potem pójdziemy na długi spacer brzegiem morza,
pooglądamy gwiazdy, a potem wrócimy do pokoju i jeśli będziemy mieli siłę,
będziemy się kochać.- Gaara wyszczerzył się do mnie, a ja zaczęłam się śmiać.
-Nie zakładam
zmęczenia po tak cudownym wieczorze, kochanie. W takim razie siadajmy i jedzmy.
Jestem ciekawa jakie rarytasy kazałeś dla nas przygotować.
Gaara zaplanował idealny wieczór. Na
kolację podali nam owoce morza oraz białe wino, lekko schłodzone, o słodkim
smaku. Później wypiliśmy po lampce szampana. Kiedy w końcu skończyliśmy jeść,
złapaliśmy się za ręce i zaczęliśmy spacerować brzegiem plaży.
Po kilku kilometrach zawróciliśmy i
powoli zaczęliśmy kierować się z powrotem do hotelu. Rozmawialiśmy o wszystkim,
śmialiśmy się. Opowiadaliśmy sobie historię z życia, z uczelni. Zachowywaliśmy
się jak najzwyklejsza para zakochana w sobie bez pamięci.
-I wtedy Kakashi po
prostu zdzielił go w łeb zeszytem. Naruto zawsze był wykrętem, ale wtedy
zdecydowanie przegiął.- Gaara spojrzał w niebo. Zupełnie tak, jakby mógł w nim
zobaczyć wszystkie przeżyte w życiu chwile.
-Żałuj, że nie
widziałeś Sakury, kiedy jeden z chłopaków na dyskotece próbował wsadzić jej
ręce w majtki. Zaufaj mi, że przy jej kopniaku z półobrotu nawet sam Chuck
Norris wypadł blado. Wtedy też dowiedziałam się, że moja przyjaciółka nauczyła
się podstaw karate oglądając filmiki na Youtube.
-Z waszej dwójki
Sakura zawsze wydawała się tą bardziej narwaną. Nadal nie chce mi się wierzyć,
że Sasuke w końcu się w kimś na poważnie zakochał i jest z kimś tyle czasu.
-Bije mi od ciebie
hipokryzją na kilometr drogi mężu. Pamiętaj, że żadne z naszej paczki nie jest
święte... Tak w ogóle, czy Naruto mówił ci dlaczego, pomimo tak bardzo
ambitnych planów, nie oświadczył się Hinacie w marcu tak jak chciał?
-Nie mógł sobie na
to pozwolić póki co. Kiedy go o to pytałem mówił, że Hinata jest bardzo
zaabsorbowana studiami. Jej ojciec poprosił Naruto o to, aby oświadczył się jej
dopiero latem, więc podejrzewam, że albo już to zrobił, albo zrobi w niedługim
czasie. Hinata jest trochę mniej odporna na stres niż ty. Naruto z kolei dużo
bardziej narwany ode mnie, więc robiłby wszystko bardzo chaotycznie. To byłby
dodatkowy stres dla nich i wszystkich wokół. Teraz mają spokój. Są wakacje,
mogą spędzać bardzo intymne chwile razem. To zdecydowanie bardziej sprzyja
zaręczaniu się.
-Gaara oświadczyłeś
mi się, kiedy leżałam w szpitalnym łóżku, po przeżyciu śmierci klinicznej i
wycięciu krwiaka. Nie nazwałabym tego intymną chwilą.- zaśmiałam się, Gaara
również.
-Wtedy nie było mi
do śmiechu. Bałem się, że mogę cię stracić dlatego zdecydowałem się na tak
szalone oświadczyny. Bałem się, że mnie odrzucisz, ale kiedy się zgodziłaś,
zdałem sobie sprawę z tego, że zaczął się nowy, cudowny etap w moim życiu. Po
naszym ślubie były wzloty i upadki, ale jednak... Nie zamieniłbym tego na nic
innego.- Gaara objął mnie ramionami i pocałował w czubek głowy.
-Ja też nie.-
powiedziałam i oddałam się chwili.
Kiedy wróciliśmy do hotelu było
grubo po pierwszej w nocy. Przeszliśmy przez cały korytarz, a kiedy Gaara
próbował otworzyć drzwi, przylgnęłam do niego i zaczęłam go całować. Mój mąż
zapomniał o tym, że powinien otworzyć drzwi i niemal od razu przylgnął do mnie.
Chwilę później usłyszałyśmy chichoty dwóch młodych dziewczyn z Europy, które
widząc nas w takiej sytuacji, zaczęły do siebie szeptać i nerwowo śmiać się.
-Wejdźmy już do
pokoju.- wysapałam w usta Gaary czując się rozgrzana do czerwoności.
Kiedy znaleźliśmy się w naszym
pokoju hotelowym, Gaara niemal od razu chwycił mnie w pasie i podsadził tak, że
oplotłam go nogami wokół bioder. Przycisnął mnie do ściany i zaczął całować tak
namiętnie, że aż kręciło mi się w głowie.
-Dzisiejsza noc
należy do nas, kochanie.- powiedział, kiedy zaczął ściągać ze mnie ubrania.
Rano obudziło nas walenie do drzwi.
Ledwo przytomna zaczęłam się rozglądać po pokoju.
-Co do licha?-
Gaara najwidoczniej również nie był zadowolony z faktu, że ktoś obudził nas
chwilę po ósmej rano. Zwlekł się z łóżka, narzucił na siebie hotelowy szlafrok
i poszedł otworzyć drzwi.
-Gaara!!!
Potrzebuję twojej pomocy!!! Fumiko... Fumiko ma straszne bóle brzucha, dostała
jakąś wysypkę na ciele...- głos Naokiego cały drżał.
Owinęłam się kołdrą i poszłam pod
drzwi.
-Co się dzieje?-
zapytałam. Naoki zmierzył mnie od góry do dołu widząc mój "strój".
Gaara, który szybko to zauważył, wepchnął mnie za siebie.
-Fumiko... Fumiko
zjadła dzisiaj na śniadanie ich lokalne owoce. Teraz jest cała czerwona,
pokryta wysypką. Strasznie boli ją brzuch. Nie wiem co robić!- Naoki wyrzucił
ręce w górę i zaczął krążyć pod drzwiami pokoju hotelowego.
-Idź do niej. Za
chwilę do ciebie przyjdę.- powiedział Gaara.
-Przyjdziemy. Nie
zostawię was z tym samych.- powiedziałam.
Nie lubiłam Fumiko. Za sam fakt
tego, jak bardzo szukała uwagi Gaary, pomimo tego, że był już moim mężem. Nie
lubiłam jej również za to, że nie należała do zbyt inteligentnych dziewczyn, a
jej głównym priorytetem był wygląd. Jednak teraz, kiedy coś się jej stało, nie
wypadało mi jej zostawiać.
Kiedy szybko się ubraliśmy,
poszliśmy na drugie piętro do pokoju Naokiego i Fumiko. Dziewczyna leżała
czerwona niczym piwonia, miała na ciele jeszcze ciemniejsze plamki, które były
wysypką. W dodatku była spuchnięta. Wiła się na łóżku i płakała.
-Dzwoniłeś już na
pogotowie?- zapytał Gaara, a Naoki kiwnął głową.
-Tak, ale nikt tam
nie zna angielskiego! Babka potrafiła mówić tylko po francusku i filipińsku.
Nie rozumiem, kto zatrudnia jako dyspozytora kogoś, kto nie zna angielskiego!!!
-Daj mi telefon. I
przestań histeryzować.- Gaara wziął komórkę od Naokiego i szybko wybrał numer
pogotowia. Odebrała kobieta, która wcześniej rozmawiała z Naokim. Gaara bez
problemu zaczął z nią rozmawiać po francusku, jednak po chwili rozmowa przeszła
w krzyk. Po dłuższej chwili Gaara się rozłączył.- Powinni być za dziesięć
minut.
-Dlaczego się tak
rozdarłeś?- zapytałam, a Gaara się uśmiechnął.
-Ta głupia krowa
powiedziała, że mamy podać Fumiko wapno i starczy. Powiedziałem jej, że jeśli
coś się stanie, to rozmowy są nagrywane, a ona zostanie podciągnięta do
odpowiedzialności karnej. Chyba to ją ostatecznie przekonało. Powinniśmy
przejść z Fumiko do głównego holu.
Naoki wziął Fumiko na ręce, jednak
utrzymanie jej sprawiało mu dość duży problem. Dziewczyna była wysoka i dość
wysportowana. Naoki z kolei był dość szczupły oraz niespecjalnie umięśniony. W
niczym nie przypominał mojego męża, który razem z Sasuke ćwiczył na domowej
siłowni w byłym domu mojego męża. Gaara był szeroki w barkach i wąski w
biodrach. Kiedy zakładał dopasowane koszulki widać było pod nimi wszystkie jego
mięśnie.
Zanim doszliśmy do windy Naoki był
już zmachany, a z jego czoła ciekł pot.
-Gaara, może ty
weźmiesz Fumiko?- zasugerowałam.
Jego reakcja omal nie zwaliła mnie z
nóg. Kiedy na mnie spojrzał, oczy miał tak wytrzeszczone jakby nie wierzył w
to, co mówię.
-Naoki bez obrazy,
ale Gaara jest jednak... Bardziej wydolny fizycznie. Mężu, pomóż Naokiemu,
proszę. Nie chcemy, żeby karetka zabrała też jego z powodu kontuzji lub
pękniętego płuca, prawda?
-Byłbym bardzo
wdzięczny za pomoc.- wysapał Naoki, a Gaara tylko przewrócił oczami i po prostu
wziął Fumiko od Naokiego. Dziewczyna niemal od razu zarzuciła Gaarze ręce na
kark i wtuliła w zagłębienie jego szyi. Ja z kolei zacisnęłam szczękę i
udawałam, że nie rusza mnie to w żaden sposób.
-A czy ja mogę cię
o coś prosić z racji tego, że wziąłem Fumiko na ręce?- zapytał, a ja
zmarszczyłam brwi.
-O co?- Gaara
wyszczerzył się do mnie, a potem pochylił nade mną i namiętnie pocałował mnie w
usta. Mój humor od razu się poprawił.
-Potrzebowałeś
doładowania? Mogłam przynieść ci kawy.- zaczęłam się droczyć.
-Pani jest
najsilniej pobudzającym środkiem, pani Sabaku i nie zamieniłbym tego na nic w
świecie.- Gaara nie mógł mnie przytulić, ale pochyli się do mnie od strony, z
której nie miał głowy Fumiko, a potem wtulił głowę w moje włosy.
Karetka przyjechała po około
kwadransie. Gaara pomógł ułożyć dziewczynę na noszach, a potem zapytał jednego
z sanitariuszy, czy mówi po angielsku. Obydwaj mężczyźni przecząco pokręcili
głową.
-Kurwa mać!!! Lecąc
tutaj czytałem, że bez problemu można dogadać się w języku angielskim, a tu
taka niespodzianka!- krzyknął. Sanitariusz, tak samo jak dyspozytorka, potrafił
porozumiewać się w języku francuskim.
Po krótkiej rozmowie Gaara podszedł
do nas.
-Facet pytał, czy
ktoś z nas będzie z nią jechał.
-Ja nie znam
francuskiego, jestem tam zbędny. Gaara, mógłbyś jechać z Fumiko? Czułbym się
bezpieczniej gdyby ktoś z nią był. Nie osądzam tych facetów o to, że mogliby
jej coś zrobić, ale wolę dmuchać na zimne.
-Naoki, nie
zostawię swojej żony w hotelu, żeby zajmować się twoją dziewczyną, nie
przesadzaj. Wyjaśniłem już sanitariuszom co się stało. W szpitalu na pewno
zajmą się Fumiko tak, jak trzeba. Moja rola w tym momencie się skończyła.-
Gaara omal nie warknął. W mojej głowie mignęła myśl, że Gaara bardziej nie chce
zostawiać mnie sam na sam z Naokim.
-To może Gaara...
Ja i Naoki weźmiemy taksówkę i pojedziemy za wami do szpitala? Będziemy tam
maksymalnie dziesięć minut później od was.- chłopcy spojrzeli się na mnie w tym
samym czasie.- Tylko wtedy widzę sens tego, żeby Gaara jechał z Fumiko.
-Och, dobrze! W
takim razie my idziemy poszukać postoju taksówek...- zaczął Naoki, ale ja
szybko wyprowadziłam go z zamiaru chodzenia po mieście.
-Nie trzeba. Pójdę
do recepcji. Oni na pewni zamówią nam taryfę.
-W takim razie my
zbieramy się do szpitala. Do zobaczenia.- Gaara pochylił się nade mną i
pocałował mnie, a potem poszedł za sanitariuszem. Zaczęłam się głośno śmiać,
kiedy zrozumiałam kilka słów, a mianowicie, dwie żony i islam. Gaara też zaczął
się z tego śmiać.
Kiedy razem z Naokim czekaliśmy pod
hotelem na taksówkę, chłopak próbował nawiązać ze mną rozmowę.
-Dlaczego chcesz
jechać do szpitala razem z nami? Możesz przecież zostać w hotelu.
-Tam jest mój mąż.
Kiedy tylko załatwi wszystko co trzeba, wrócę z nim do hotelu.- wzruszyłam
ramionami, a Naoki uśmiechnął się do mnie.
-Nie masz chyba za
dużego zaufania do Gaary, co? Inaczej byś ze mną nie jechała.
-Jeśli chodzi o
mojego męża, mam do niego pełne zaufanie. Nie mam raczej zaufania do ludzi,
którzy kręcą się wokół niego. A zwłaszcza tych ludzi, dla których moje kłótnie
z Gaarą, lub nasze rozstanie byłyby korzystne.- na twarzy Naokiego pojawił się
dziwny grymas, który zniknął dosłownie w ułamku sekundy.
-Prawidłowo. Nigdy
nie powinno się mieć pełnego zaufania do nikogo.
-Dokładnie o to mi
chodzi.- powiedziałam i zeszłam na ostatni stopień schodów, kiedy zobaczyłam
zbliżającą się pod wjazd taksówkę.
Mężczyzna zawiózł nas pod szpital.
Wysiadaliśmy z taksówki akurat w momencie, kiedy lunął deszcz. Naoki zapłacił,
a ja poszłam przodem. Podeszłam do recepcji w nadziei, że tam dam radę dogadać
się po angielsku. Okazało się, że nie. Jednak młoda kobieta, która wyglądała
jak mieszanka egzotyczniej urody z czymś z dalekiego zachodu zapytała, czy
mówię po niemiecku. Kiwnęłam głową, a potem zapytałam o młodą dziewczynę, którą
przed chwilą przywiozło tu pogotowie.
-Japonka z
przystojnym mężczyzną w parze, tak?- kiwnęłam głową.
-Jest pani z
rodziny?
-Jestem żoną tego
mężczyzny, który z nią przyjechał. Ta dziewczyna to nasza przyjaciółka. Mąż
przyjechał z nią tylko dlatego, że sanitariusze nie znali angielskiego a był im
potrzebny jakikolwiek tłumacz.
-Proszę iść do sali
numer 407. To na drugim piętrze.- podziękowałam i rozejrzałam się wokół
szukając Naokiego. Jednak kiedy po pięciu minutach nigdzie nie mogłam go
znaleźć, szybko skierowałam się w stronę schodów i poszłam do wskazanej sali.
Kiedy rozglądałam się po szpitalu,
serce mi się ściskało z myślą, że w Japonii nikt przy zdrowych zmysłach nie
pozwoliłby położyć tu chorego, a co dopiero w jakikolwiek sposób go leczyć.
Kiedy znalazłam salę numer 407 zdziwiłam się, że drzwi są lekko przymknięte.
Lekko je pociągnęłam, a potem zrobiłam pierwszy krok.
-Dziękuję ci za
pomoc. Gdyby nie ty, byłoby ze mną źle.
-Nie masz za co
dziękować. To Naoki po nas przyszedł. I to mojej żonie...
-Sara nie ma tu nic
do tego. Ona nic nie zrobiła!- głos Fumiko zabrzmiał jak ton obrażonego dziecka.
Szybko schowałam się za jeden z parawanów oddzielający jedno łóżko od drugiego.
-Zaufaj mi, że
zrobiła bardo dużo. Ja na jej miejscu nie puściłbym z nią Naokiego.
-Och, daj spokój.
Wiesz dobrze, że Sara nic by nie zrobiła. Trzyma się ciebie jak glonojad szyby
w akwarium.
-Raczej miałbym
pewne obiekcje co do Naokiego, a nie do niej.
-Może własnie o to
jej chodziło, kiedy wsiadałeś ze mną do karetki? Coś długo ich nie ma, nie
sądzisz? Może teraz zabawiają się w waszym pokoju?- miałam ochotę przywalić Fumiko.
-Widzę, że masz
świetne zdanie o swoim chłopaku. Tylko zazdrościć takiej dziewczyny. Nic się
nie zmieniłaś od czasu, kiedy byliśmy razem.- usłyszałam dźwięk odsuwanego
krzesełka.
-Nie zmieniły się
moje uczucia względem ciebie. Nadal mi na tobie zależy, mimo, że minęło tyle
lat od czasu, kiedy się rozstaliśmy.- zmroziło mi krew w żyłach.- Od czasu,
kiedy znowu się spotkaliśmy myślę, co mogłabym zrobić, żeby móc cię odzyskać.
Nie jestem już tą Fumiko, którą byłam. Nie bawi mnie zdradzanie. Chcę stabilności.
A wiem, że byłeś jedynym chłopakiem, z którym mogłabym ją mieć.
-Fumiko, przestań.
Jestem szczęśliwie żonaty od roku, a od dwóch lat w szczęśliwym związku.
Zostawiłem przeszłość za sobą. Liczy się to, co...
-Nie wierzę, że
zapomniałeś wszystkie te szczęśliwe chwile, które razem dzieliliśmy. Nie
wierzę, że zapomniałeś, co potrafię robić w łóżku i nie wierzę, że za tym nie
tęsknisz. Zawsze mówiłeś, że takich sztuczek nigdy nie widziałeś.
-Rany, Fumiko.
Byłem gówniarzem. Przestań wyciągać mi z ust słowa, które powiedziałem wiele
lat temu i nawet o tym nie pamiętam. Mówię, dla mnie nie ma to już większego
znaczenia.
-W takim razie mnie
pocałuj. Jeśli rzeczywiście nic już do mnie nie czujesz, pocałunek nie będzie
dla ciebie problemem.
-Daj spokój. Nie
muszę sobie nic udowadniać. I nie chcę. Idę do recepcji. Może Naoki i Sara już
są, tylko nie mogą dogadać się z obsługą.
-Gaara, tęsknię za
tobą. Od czasu, kiedy zobaczyłam cię w styczniu, ta tęsknota jest wręcz
bolesna.
-Do zobaczenia
Fumiko. Idę znaleźć moją żonę.- kroki Gaary zaczęły odbijać się od ścian, a ja
wstrzymałam oddech, kiedy przeszedł obok mnie, ale na szczęście mnie nie
zauważył.
-Możesz już wyjść.
Gaara na pewno nie wróci do tego pokoju.- zdębiałam, kiedy Fumiko to
powiedziała.
-Wiedziałaś, że tu
jestem?- zapytałam i wyszłam zza parawanu.
Dziewczyna leżała na łóżku
podłączona do kroplówki. Wbijała we mnie morderczy wzrok.
-Widziałam cię
kątem oka, kiedy wchodziłaś do sali. Wiem, że słyszałaś naszą rozmowę.
-Bez sensu byłoby
kłamać. Owszem, słyszałam.- starałam się wyglądać nonszalancko, jednak wzrok
Fumiko niemal mnie paraliżował.
-Nienawidzę cię.
Nienawidzę cię od dnia, kiedy zobaczyłam ciebie i Gaare w tym klubie karaoke.
Nienawidzę cię tak bardzo, jak tylko można nienawidzić kogoś, kto ma to, czego
ty pragnąłeś i życzę ci, aby spotkały cię same okropne rzeczy. Zrobię wszystko,
co w mojej mocy żeby zniszczyć ci życie, i wiem, że będę to nie tylko ja. Gaara
porzucił przynajmniej osiemnaście dziewczyn, które chcą tej zemsty tak samo jak
ja. Za to, jak Gaara nas potraktował, za to, że zostawił nas jak szmaty.
-To ty go
zdradziłaś. I to twoja wina. Nie rozumiem dlaczego dziewczyny zamiast mścić się
na moim mężu, chcą się zawsze mścić na mnie. Jakby to, że się we mnie zakochał
było zbrodnią. Nie miałam wpływu na jego uczucia. Na swoje z resztą też nie.To
się po prostu stało. Nasz związek był... Jest szalony od samego początku, ale
chcemy być razem. I będziemy. Nie ważne jak bardzo świat jest nam przeciwny.
-Dlaczego tak
bardzo mu ufasz i jesteś go pewna? Gaara może zostawić cię z dnia na dzień, tak
jak zostawił nas wszystkie.
-On jest całym moim
światem, Fumiko. I wiem, że jest takim typem człowieka, który nie
zadeklarowałby się, gdyby nie był pewny tego, czego chce. Nie dostałabym tego.-
pokazałam jej dłoń z obrączką- A przede wszystkim nie dostałabym tej miłości,
którą dostaję każdego dnia wspólnego życia z Gaarą. Jeśli postanowi mnie
zostawić, będzie to oznaczać, że gdzieś popełniliśmy błąd.
-Chyba raczej, że
ty go popełniłaś.- przewróciłam oczami na słowa Fumiko.
-I tu jest różnica
pomiędzy nami. Dlaczego zdradziłaś Gaare?- zapytałam, a Fumiko zaczerwieniła
się po same czubki uszu.
-W pewnym momencie
przestał się starać. Nie było prezentów, nie było kwiatów. On chciał spacerów,
rozmów. Nudziło mnie to.
-W takim razie nie
potrafiłaś docenić tego, że dawał ci jedną z najcenniejszych rzeczy jaką można
dać drugiemu człowiekowi.- Fumiko prychnęła.
-Swoją przystojną
twarz? Błagam cię. Czasem nawet to mogło mnie znudzić.
-Chodzi o czas,
Fumiko. Gaara dawał ci swój czas. Wiesz jak wyglądały nasze pierwsze randki?
Były to spacery albo film u Gaary w domu. Żadne wymyślne prezenty i
restauracje. Zależało nam tylko na tym, żeby spędzić ze sobą trochę czasu. W
pewnym momencie to "trochę czasu" zamieniło się na "całe
życie".I jestem wdzięczna Gaarze... Jestem szczęśliwa, że wybrał mnie, aby
ofiarować ten czas mojej osobie. Jest cudownym człowiekiem, a ja nigdy nie
sądziłam, że tak cudowny człowiek kiedykolwiek stanie na mojej drodze. Dlatego
chcę, żeby Gaara również miał takie odczucia do mnie. I mam nadzieję, że nie
zawiodę. Kocham go. Całym sercem, całą sobą. I jeśli postanowisz to zniszczyć,
przysięgam ci, że zniszczę ciebie i wszystkich, którzy przyłożyli do tego rękę.
Zapamiętaj sobie, że nie pozwolę, aby ktokolwiek nas rozdzielił.
Nie czekając na jej odpowiedź
odwróciłam się na pięcie i wyszłam z sali z podniesioną głową. Dopiero po
wyjściu na korytarz wypuściłam powietrze z płuc i zacisnęłam dłonie po bokach,
aby przestały drżeć. Podniosłam głowę i spojrzałam na jasne światło na suficie.
Zaczęłam szybko mrugać aby powstrzymać łzy.
Kiedy moje nerwy wróciły do
normalności odwróciłam głowę.
Zamarłam, kiedy
zobaczyłam Gaare, który opierał się o ścianę plecami, podpierał się na niej
jedną stopą, a dłonie upchnął w kieszenie. Spoglądał na sufit, a kiedy wyczuł,
że patrzę się na niego spojrzał na mnie. Pod wpływem jego wzroku poczułam się
dość niezręcznie.
-Ile...- zaczęłam.
Mój głos drżał.
-Wszystko.
Przypominam ci, że masz głos jak dzwon.- blado się uśmiechnęłam.
-Myślałam, że
poszedłeś na parter. Kiedy wychodziłeś z sali, chciałeś mnie szukać.
-Owszem. Jednak
zanim udało mi się dojść do schodów usłyszałem głos Fumiko. Tyle wystarczyło,
żeby wzbudzić moje podejrzenia i zawrócić.
-Gaara,
przepraszam, że musiałeś tego słuchać. Tych jej gróźb i w ogóle. Obiecuję, że
będę jej unikać i...- zaczęłam, ale Gaara w dosłownie kilka sekund podszedł do
mnie, chwycił moją twarz i przyciągnął mnie do pocałunku, od którego moje serce
zaczęło walić w piersi jak szalone.
Kiedy mój mąż się ode mnie odkleił
dyszał.
-Ty przepraszasz?!
Czy ty jesteś szalona? W życiu nie słyszałam czegoś równie pięknego, jak to, co
przed powiedziałaś tam! Boże, Sara, myślałem, że zobaczysz mnie zaryczanego,
kiedy tylko stamtąd wyjdziesz! Kocham cię! Tak strasznie cię kocham, a ty coraz
bardziej mi udowadniasz, że dokonałem najlepszego w życiu wyboru, kiedy ci się
oświadczałem. To ja powinienem się wstydzić. Fumiko powiedziała ci to, czego ja
nigdy nie byłem w stanie. Czego, będąc teraz z tobą, po prostu się wstydzę.
Powiedz mi, jak w ogóle miałbym się o coś takiego gniewać? Inna laska na twoim
miejscu dawno rzuciłaby mi obrączką w twarz po usłyszeniu takiej liczby
byłych.- złapałam Gaare za rękę i mocno splotłam nasze palce. Musnęłam jego
usta.
-Mówiłam ci, że nie
chcę wiedzieć. Wtedy na Okinawie, kiedy pijana mówiłam ci takie przykre
rzeczy... Bałam się. Po prostu cała ta sytuacja... Nowe miejsce, nowi ludzie,
ślub, który niebawem mieliśmy wziąć... Wtedy nerwy mi puściły i omal cię nie
straciłam... To nie ma znaczenia, Gaara. Nie miało, nie ma i nie będzie go
mieć. Nie dla mnie. Poza tym... No cóż... Jakoś musiałeś dojść do takiej
wprawy.- zaśmialiśmy się.- Poza tym, jak mam być szczera, spodziewałam się
większej liczby.
-Eeee... Bo jest
trochę większa. Ale ociupinkę. Serio tylko tyci, tyci...- znowu pocałowałam
Gaare, żeby się przymknął.
-Ty tyci, tyci. Ja
mam dożywotni i wyłączny dostęp do twoich umiejętności, które za każdym razem
wykorzystujesz na sto procent z profitem dla mnie, i tyle w temacie.
-Raz mi się nie
udało. Nie kłam, że za każdym razem.- zaczął się droczyć, a ja zaśmiałam się
tak głośno, że jedna pacjentka wyszła na korytarz.
-No dobrze. Raz.
Raz na te wszystkie poprzednie razy. Oj, rzeczywiście dożywotnio powinnam się
na ciebie obrazić.- powiedziałam sarkastycznie, a Gaara mocno mnie do siebie
przytulił.
-Wróćmy do hotelu.
Musimy się spakować, bo niestety, ale rano musimy się wymeldować i dostać na
lotnisko. Przepraszam, że nasza podróż z okazji pierwszej rocznicy kosztowała
cię tyle nerwów i oczywiście spędzania czasu nie tylko we dwoje, ale chyba za
bardzo chciałem, żeby wyszło idealnie.- Gaara podrapał się w tył głowy z
zakłopotania.
-Było idealnie mój
drogi mężu. Nawet jeśli z maleńkimi potknięciami, już prawie ich nie pamiętam.-
uśmiechnęłam się i spojrzałam Gaarze w oczy.
-Prawie? Więc co
musiałbym zrobić, abyś w ogóle ich nie pamiętała?- zapytał, kiedy chwycił mnie
za rękę. Zaczęliśmy kierować się w stronę schodów.
-Myślę, że o tym
możemy porozmawiać za zamkniętymi drzwiami pokoju hotelowego. Ponieważ mam małą
listę, na której będziesz musiał odhaczać wypełnione małżeńskie obowiązki.-
puściłam Gaarze oczko, a on szybko zrozumiał o co mi chodzi.
-W takim razie
musimy jak najszybciej wrócić do hotelu. Nie lubię mieć zaległości.
Komentarze
Prześlij komentarz