Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 55
W święta mieliśmy w
domu istny młyn. Przyjechali nasi dziadkowie, dodatkowo odwiedziła nas rodzina
Gaary. Przy świątecznym stole nigdy nie było tylu gości, co w tamtej chwili.
Dziadek Gaary spił się razem z moim wujkiem, babcia z kolei nawet nie starała
się dyskretnie wypytać o ewentualnego prawnuka. Zrobiła to z premedytacją przy
wszystkich zebranych, doprowadzając mnie na skraj rozpaczy wstydu, kiedy
wszyscy zaczęli się śmiać z "plonów płodnej ziemi", jak to babcia
określiła moją macicę. Ja z kolei myślałam, że popłaczę się i jednocześnie
spalę ze wstydu.
Wieczorem Gaara starał się mnie
uspokoić.
-Gaara, to było
bezczelne!!! Rozumiem takie pytania, gdybyśmy byli już grubo po trzydziestych
urodzinach... Nie! Nawet wtedy takie pytania są bardzo nie na miejscu! Czuję
się w tym momencie nie jako twoja żona, tylko przyszły inkubator wydający na
świat małe kopie rodziny Sabaku!!!- krzyknęłam, wyrzucając ręce w górę. Szybko
zrzucałam z siebie ubrania, zmywałam jednocześnie makijaż
-Porozmawiam jutro
rano z babcią. Ona po prostu boi się, że nie dożyje narodzin pierwszego
prawnuka.
-Gaara, planujemy
dziecko za kilka lat. Niech wytrzyma ten krótki okres czasu. Ja najpierw chcę
skończyć studia, znaleźć pracę. Zajmie to maksymalnie pięć lat.- mruknęłam,
kiedy ubrałam na siebie bluzkę Gaary i szorty.
-Może dajmy sobie
około siedmiu? To idealny czas na to, żeby pomyśleć o rodzinie. Miałabyś
dwadzieścia siedem, ja dwadzieścia osiem lat. Mielibyśmy wyrobioną pozycję w
zawodzie, jakieś doświadczenie. Pięć lat to jednak nadal dość krótko. Ledwo
zdążysz odbębnić staż.
-Boże... Nie wiem!
Jestem w tym momencie tak zdenerwowana bezczelnością babci! Dlaczego ona zawsze
robi to w taki sposób? Nie mogłaby po prostu wziąć mnie na stronę i zapytać o
coś takiego? Nie. Po co? Lepiej narobić mi wstydu przy całej rodzinie!-
warknęłam, kiedy wchodziłam pod kołdrę.
-Sara, już. Stało
się i się nie odstanie. Nie denerwuj się teraz, bo nic ci to nie da. Obiecuję,
że porozmawiam z babcią i delikatnie wytłumaczę, że nie chcemy takich pytań i
takich komentarzy.
-Dlaczego babcia
przyczepiła się do mnie, a nie do ciebie? Jakoś nigdy nie słyszałam, żeby waliła
jakiekolwiek głupie komentarze na temat twoich plemników czy przyrodzenia, a
raczej nie mam szans zajść w ciążę sama.- burknęłam, a Gaara zaczął się śmiać.
-Babcia na pewno
jest przekonana, że moi żołnierze nie strzelają ślepakami.- Gaara wyszczerzył
się do mnie, a ja przewróciłam oczami na jego słowa.
-Chcesz, możemy
sprawdzić. W każdej chwili mogę odstawić tabletki.- dowaliłam.
-Nie. Żadnych
dzieci w najbliższym czasie. Chciałbym się tobą nacieszyć jeszcze jakiś czas.
Mamy wystarczająco dużo obowiązków, żeby spędzać ze sobą za mało czasu. Jeśli
doszłoby do tego dziecko, w ogóle poszedłbym w odstawkę. A dobrze wiesz, że
jestem strasznie marudny, kiedy nie poświęcasz mi za dużo czasu.
-Wiem upierdliwy
dziadzie. Wiem.- mruknęłam, a potem wtuliłam się w Gaare.
Kiedy po świętach Gaara wracał z
wizyty od wujka był czymś bardzo podekscytowany. W momencie, w którym zapytałam
go, o co chodzi, omal nie zabił mnie entuzjazmem.
-Wujek rozstał się
z tą beznadziejną laską! W końcu!!! Mówił, że puściła go kantem i uznał, że nie
ma co dłużej tkwić w takim związku! Ale jestem zadowolony!- zmarszczyłam czoło
widząc Gaare, jakby przynajmniej wygrał szóstkę na loterii.
-Czy tylko to cię
tak cieszy? Nie widziałam cię tak rozentuzjazmowanego od czasu, kiedy bawiliśmy
się w dwadzieścia niegrzecznych rzeczy, z okazji moich dwudziestych urodzin.-
mruknęłam, kiedy spojrzałam na Gaare znad książki.
-Bo to nie
wszystko! Słuchaj uważnie i nie przyjmuję odmowy. Wujek planował oświadczyć się
swojej byłej w Nowy Rok. Z tej okazji już latem zamówił dziesięć hotelowych
pokoi w miejscu znanym jako Japońskie Alpy. Ponieważ cały plan wziął w łeb
wujek próbował odwołać rezerwację już jakiś czas temu, ale niestety groziła mu
za to wielka kara pieniężna.
-Jakby nie patrzeć
to przynajmniej dwadzieścia miejsc przy pokojach dwuosobowych...- szybko
obliczyłam w pamięci.
-Właśnie. Dlatego
teraz obwieszczam ci, że razem z naszymi przyjaciółmi jedziemy do Hakuby gdzie
spędzimy calutki tydzień! Wujek oddał mi kartę rezerwacji.
-Ty chyba
żartujesz?! Musimy jak najszybciej zadzwonić do...- wyskoczyłam z łóżka i
podeszłam do biurka, gdzie leżała moja komórka.
-Zadzwoniłem do
wszystkich, kiedy byłem u wujka. Musiałem mieć pewność, że ktokolwiek będzie
chętny. Nie zdziwiłem się za bardzo, kiedy się okazało, że wszyscy są.
Rezerwację mamy zapewnioną od dwudziestego dziewiątego grudnia do czwartego
stycznia.
-O matko! Ale się
cieszę!!!- rzuciłam się Gaarze na szyję i dosłownie wycałowałam. Zaczął się
głośno śmiać.- Ale zaraz! Nigdy nie jeździłam na nartach! Nie wiem nawet co
powinnam zabrać ze sobą na taki wyjazd!
-Kochanie, lepiej
się pośpiesz, ponieważ za dwa dni o tej porze będziemy już w drodze do kurortu.
-Dwa dni?!
Sakura!!! Ubieraj się! Jedziemy na zakupy!!!- wrzasnęłam na cały dom, a Gaara
omal nie padł ze śmiechu.
Kiedy Saki szykowała się do wyjścia
na zakupowe szaleństwo, w międzyczasie zadzwoniłam do reszty moich przyjaciółek
oraz szwagierki, które również bardzo chętnie przystały na wyjście na zakupy.
Umówiłyśmy się, że Ino i Hinata dojadą do nas, ja z kolei miałam podjechać po
Temari i zabrać ją po drodze.
-Sylwester w
luksusowym górskim kurorcie... Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek dostanę
takie zaproszenie. Kiedy Gaara zadzwonił do Sasuke, ten wyglądał jakby za
chwilę ktoś miał wyskoczyć z ukrytą kamerą i krzyknąć, że został wkręcony.
Jednak kiedy okazało się, że to prawda Sasuke prawie tańczył. Przyznał mi się,
że od kilku ładnych lat nie jeździł na desce i bardzo za tym tęsknił.- Sakura
siedziała obok mnie w aucie i gadała jak najęta.
-Zastanawiam się
jakie atrakcje nas tam czekają. Po świątecznych akcjach z dziadkami Gaary
dobrze zrobi mi zmiana otoczenia.- mruknęłam, kiedy skręciłam w uliczkę
prowadzącą do centrum handlowego. Sakura zaczęła się głośno śmiać.
-Masz na myśli
aluzje co do twojej macicy? Tak, to było zabawne.- jęknęłam zażenowana.
-Saki! To było
okropne! Babcia Gaary narobiła mi już takiego wstydu na Okinawie, ale teraz
przeszła samą siebie. Myślałam, że wujek mnie zabije, kiedy padło słowo ciąża.
-Wiesz, prawda jest
taka, że wujkowie zgodzili się na twój ślub z Gaarą, pod warunkiem, że
zaczekacie z założeniem rodziny. Wiadomo, że w życiu bywa różnie, ale jednak
dobrze wam idzie odwlekanie tego.
-I zaufaj mi, że
będzie to odwlekane jeszcze bardzo długo.
Po bardzo męczących zakupach
usiadłyśmy razem z dziewczynami w restauracji i zamówiłyśmy sobie obiad.
Wszystkie moje przyjaciółki były szalenie nakręcone z powodu niespodziewanego
wyjazdu.
-Myślałam, że
przebiję sufit z radości, kiedy Sai mi o tym powiedział. Byłam kiedyś w Hakubie,
ale to było dawno, dawno temu. Miałam może z cztery latka.- powiedziała Ino i
wyciągnęła się na krześle.
Każda z nas trajkotała jak najęta,
oprócz Hinaty. Ona siedziała zamyślona jak nigdy i wpatrywała się w stół.
-Hinata, wszystko
dobrze?- zapytałam. Zanim odpowiedziała, minęła dość długa chwila.
Jej policzki momentalnie zrobiły się
czerwone, a ona kiwnęła twierdząco głową.
-T... Tak. Po
prostu chciałam wam powiedzieć, że ja i Naruto... Zaręczyliśmy się. W święta.-
powiedziała, a potem wyjęła spod bluzki, zawieszony na łańcuszku, piękny
pierścionek zaręczynowy z białego złota z diamentowym oczkiem.
-Piękny!!! Dlaczego
nie nosisz go na placu?!- zapytała Ino, kiedy przyjrzała się ozdobie.
-Nie chcę żeby
zwracał na siebie uwagę. Wolę nosić go w ten sposób.- gdyby nie to, że znałam
Hinatę wcześniej, w tym momencie dzwoniłabym po karetkę, ponieważ dziewczyna
miała niezdrowy odcień czerwieni na policzkach.
-Gratuluję. Liczę
na to, że szybko przestanę być jedyną mężatką w tym gronie.- puściłam oko do
Hinaty, a ona zaśmiała się i niepewnie kiwnęła głową.
-Bardzo
chcielibyśmy pobrać się w październiku, chwilę po dwudziestych drugich
urodzinach Naruto.- kiedy to powiedziała, zerwałam się z miejsca.
-Przecież dzisiaj
jest dwudziesty siódmy grudnia, co oznacza, że...- zaczęłam, ale to Ino wyjęła
mi zakończenie z ust.
-O matko! Dzisiaj
są twoje urodziny!!!- biedna Hinata zrobiła się jeszcze bardziej czerwona niż
chwilę temu.
-Rzeczywiście!
Wszystkiego najlepszego!- Sakura klasnęła w dłonie.
-Cóż, dzisiaj
niestety nie przygotowałyśmy nic dla ciebie. I mówimy to z ręką na sercu. Ale
obiecuję ci, że kiedy znajdziemy się w Hakubie, zabierzemy cię na drinka.-
powiedziałam.
-Dziękuję wam, ale
naprawdę nic takiego nie potrzebuję. Sam fakt tego, że spędzę z wami w końcu tyle
czasu, po tym, jak praktycznie się nie widujemy, jest wystarczającym
prezentem.- na słowa Hinaty poczułam się cudownie.
Miała rację. Znowu mieliśmy być
wielką ekipą przyjaciół, która spędzi czas w swoim gronie i będzie się
beztrosko bawić przez cały tydzień.
Zaprosiłam do siebie dziewczyny na
oglądanie filmu, a przy okazji obejrzenie ekwipunku, który kupiłyśmy, tym razem
jednak już na spokojnie, beż żadnych spięć. Kiedy tylko weszłyśmy do salonu,
omal nie padłyśmy, kiedy zobaczyłyśmy chłopców, którzy przymierzali na nogi
deski snowboardowe i narty, oraz mierzyli kaski, gogle i rękawiczki.
Gaara, który stał w koszulce i
dresach stał w niezapiętym kasku z nartami na nogach. I to on pierwszy nas
zauważył. Wyszczerzył się do nas i posuwistymi ruchami poczłapał w naszą
stronę.
-Cześć kochanie!-
powiedział, a potem dał mi buziaka na powitanie.
-Czy pan, panie
Sabaku, zechce mi wyjaśnić co znaczy to zamieszanie?- wskazałam brodą na
chłopaków, którzy zaczęli przemieszczać się w naszą stronę, żeby przywitać się
ze swoimi dziewczynami.
-Operacja góry
została uaktualniona. Uznaliśmy, że wszyscy zostawią sprzęt u nas w garażu,
przy okazji chcieliśmy sprawdzić jak z użytecznością. Przy okazji, Hinata moje
gratulacje. Naruto powiedział nam o zaręczynach. Wszyscy z niecierpliwością
będziemy oczekiwać na wasz ślub.- biedna Hinata znowu zrobiła się czerwona jak
burak.
-Dziękujemy, Gaara.
Możecie być pewni, że kiedy tylko ustalimy pewną datę, szybko wyślemy do was
zaproszenia.- w momencie, kiedy to powiedziała, wszyscy faceci do niej
doskoczyli i zaczęli jej gratulować. Hinata po prostu ledwo dukała
podziękowania, dopóki nie uratował jej Naruto.
-Ej! Przestańcie!
Wiemy, że cieszycie się naszym szczęściem i dziękujemy, ale Hinata jest
zakłopotana, a bardzo nie lubię, kiedy tak jest. Dajcie jej spokój.- Naruto
wyrósł przed Hinatą niczym rycerz w lśniącej zbroi i zrobił jej trochę miejsca.
-Obiecuję wam, że
kiedy będziemy w Hakubie wypijemy wasze zdrowie. A teraz dziewczyny pokazujcie,
co kupiłyście.- Gaara zabrał ode mnie siatki z zakupami, a potem
bezceremonialnie wysypał je na kanapę obok swojego sprzętu narciarskiego.
Ja zdecydowałam się na biały strój
narcirski z dodatkiem czarnych pasów, żebym choć trochę odcinała się od śniegu.
Ino wybrała strój w kolorze czarno-fioletowym, Hinata szaro-lawendowym, Temari
wybrała kolor zielony, z kolei Sakura postawiła na kolor wiśniowy i wyróżniała
się z nas wszystkich najbardziej.
-Dziewczyny. macie
swój sprzęt narciarski?- zapytał Shikamaru, który mocował się z zapięciem przy
swojej desce.
-Ja tak. Kankuro i
Gaara też. Wujek w każdą zimę zabierał nas w góry.- Temari rozpięła kurtkę i
usiadła obok Shikamaru.
-To wiem. Chodzi mi
o resztę.
-Ja mam narty. Tata
czasem zabiera mnie i siostrę w góry zimą.- powiedziała Hinata.
-Ja ze swoich nart
wyrosłam. Nie jeżdżę z rodzicami w takie miejsca, a jeśli już, no to z reguły
wypożyczam zabawki do jazdy.- powiedziała Ino.
-Na nas nie
patrzcie. Nigdy nie miałam nart na nogach. Sara to samo.- powiedziała Sakura,
kiedy nagle wszystkie pary oczu wbiły się w nas.
-Skoro tak, to
teraz decyzja. Jedziemy kupić ci coś do jazdy czy raczej stawiamy na
wypożyczanie?- zapytał Gaara, który znalazł się obok mnie.
-Nie wiem czy jest
sens żebyśmy wydali tyle kasy na sprzęt, którego mogę użyć tylko raz. Nigdy nie
jeździłam na nartach ani desce.- wzruszyłam ramionami.
-W takim razie
wypożyczamy sprzęt. Jeśli ci się spodoba, będziemy robić takie wypady częściej
i kupimy ci twój sprzęt.
-Jeśli nie wyląduję
na OIOM-e, to bardzo chętnie.- mruknęłam, a wszyscy moi przyjaciele zaczęli się
głośno śmiać.
W noc poprzedzającą wyjazd byłam
bardzo podenerwowana. Nie mogłam spać i trzy razy sprawdzałam, czy aby na pewno
wzięłam wszystko. Gaara wściekał się, kiedy wierciłam się na łóżku i co chwila
go budziłam.
-Rany, Sara! Możesz
przestać co chwilę przekręcać się na boki? Prowadzę na zmianę z Sasuke, więc
muszę być wyspany!- krzyknął.
-Jak sobie chcesz!-
warknęłam i wyskoczyłam z łóżka, a potem zaczęłam iść w stronę drzwi.
-Sara, zaczekaj.
Wracaj do łóżka.- powiedział mój mąż i przetarł oczy ze zmęczenia. Usiadłam
obok niego i głośno westchnęłam.- Czym się tak denerwujesz?
-Nie wiem. Chyba
tym, żeby nie narobić wam wszystkim wstydu. Nigdy nie jeździłam na nartach.
Boję się, że wrócę połamana, że ten wyjazd to będzie coś strasznego. Boję się,
że znowu się pokłócimy, albo jakieś inne pierdoły. Boję się, że zapomnę jakieś
bardzo ważne rzeczy i tyle będzie z mojego zimowego szaleństwa.- znowu
westchnęłam.
Gaara wyplątał się z kołdry i usiadł
obok mnie. Objął mnie ramieniem, a potem przyciągnął do siebie.
-Niepotrzebnie
wymyślasz sobie problemy. Nauczę cię jeździć, ponieważ i ja, i Sasuke, i Itachi
jesteśmy w tym naprawdę nieźli. Jeśli zapomnisz jakiejś części stroju nie martw
się, bo istnieją wypożyczalnie, które gwarantują ci wypożyczenie czegoś
takiego. Na pewno się pokłócimy, bo to po prostu nasza tradycja na wyjeździe,
ale jakoś nie rozwiedliśmy się jak do tej pory i nie sądzę, że teraz też tak
będzie. Nie spinaj się tak o takie drobnostki, bo szkoda na to nerwów. Chodź,
rozmasuję ci ramiona.- powiedział, a potem obrócił mnie do siebie plecami i
zaczął uciskać moje ramiona. Poczułam ból i syknęłam.
-Rozmasujesz mi
ramiona, a pewnie za chwilę będziemy się kochać, co?- zapytałam, a Gaara się
zaśmiał.
-Wyjdę na mięczaka,
ale po dzisiejszym dniu po prostu nie mam ochoty. Padam na ryj i jedyne o czym
marzę, to po masażu przytulić się do ciebie i iść spać.
Rano ledwo zwlekliśmy się z łóżka.
Gaara na wpół przytomny zniósł nasze bagaże do garażu, gdzie czekał już na
niego mój starszy kuzyn. Zapakowali cały sprzęt, a potem wrócili na górę, żeby
się wyszykować. Kiedy rano sprawdzałam pogodę dla Hakuby, zapowiadali tam
siarczyste mrozy i silne opady śniegu. Ubrałam się więc jak mały bałwan,
umalowałam i dopakowałam resztę rzeczy do małego plecaka, który postanowiłam
zabrać. Gaara i Sasuke czekali na mnie w salonie. Wiązali ze sobą deski.
-Nie wiem, co
zrobiłaś mu w nocy, ale chłopak ledwo widzi na oczy.- zażartował Sasuke, a ja
wytknęłam mu język. Podeszłam do mojego męża i najzwyczajniej w świecie się do
niego przytuliłam.
-Nie zrobiłam tego,
co chciałabym zrobić.- mruknęłam, a potem przymknęłam powieki i zaczęłam
skupiać się na biciu serca Gaary.
-Rany, ale wy nudni
jesteście. Idę zrobić wam kawy, żebyście nie przespali całej podróży. Zwłaszcza,
że mam się po drodze zamienić z Gaarą.- Sasuke wyszedł z salonu, a my
zostaliśmy, dalej się do siebie tuląc.
-Zmęczona?- zapytał
Gaara, a ja tylko wydukałam mhm.- A dasz mi buziaka na lepszy początek dnia?
Zaśmiałam się, a potem wspięłam na
palce i pocałowałam Gaare. Na początku był to zwykły buziak, ale po krótkiej
chwili rozchyliłam usta Gaary językiem i zdecydowanie pogłębiłam pocałunek. Mój
mąż jękną i przyciągnął mnie bliżej siebie, a potem splótł ze sobą nasze
języki. Wsunął mi palce we włosy i całował coraz bardziej namiętnie.
To ja pierwsza się od niego
odkleiłam. Dyszałam, a zmęczenie, które czułam chwilę wcześniej, zupełnie
odeszło w niepamięć.
-Jesteś lepszy niż
najmocniejsza kawa.- powiedziałam zachrypniętym głosem, a potem przelotnie musnęłam
jego usta.
-Zastanawia mnie
jakim cudem będąc ze sobą już tyle czasu nadal pocałunki działają na mnie tak
mocno, albo i jeszcze mocniej niż na samym początku. Reszta moich kumpli mówi,
że kiedy dziewczyna chce się z nimi całować zbyt długo, to po prostu szybko
przechodzą do seksu.- zaśmiałam się na stwierdzenie Gaary.
-A ty tak nie
robisz?- zapytałam chcąc się z nim podroczyć.
-A ty tak uważasz?-
odbił pałeczkę.
-Nie.- taka była
prawda. Były dni, kiedy potrafiliśmy całować się z Gaarą bardzo, bardzo długo,
ale niekoniecznie dochodzi wtedy do seksu. Po prostu mamy ochotę popieścić się
tylko w ten sposób i trzeba przyznać, że wychodzi nam z tego istna bomba.
-No więc właśnie. A
teraz prosiłbym cię, żebyś pomogła dokończyć mi wiązanie tej deski. Zanim Sasuke
przyniesie nam kawę, zdążymy to zrobić.
Kiedy siedzieliśmy już w aucie,
gotowi do odjazdu Sasuke dziesięć razy pytał Gaare o wszystko, łącznie z kartą
rezerwacji, dokumenty, sprzęt, apteczkę. Jednak, kiedy Gaara wyjaśnił, że na
parterze hotelu znajduje się apteka, uznał, że niepotrzebnie braliśmy ze sobą
wszystkie leki. Ja szybko przeanalizowałam w głowie, czy zabrałam wszystko, co
było mi potrzebne, a potem z lekkimi obawami ruszyliśmy w stronę naszego
cudownego zimowego wypoczynku.
Po drodze podjechaliśmy jeszcze po
Naruto, Hinate Ino i Saia, którzy mieli jechać jednym autem, oraz Kankuro, jego
pannę, Shikamaru, Temari, Choujiego i jego dziewczynę. Itachi obiecał, że
dołączy do nas ze swoją ekipą, ponieważ Pain musiał czekać na jakiś ważny list.
Obiecali zebrać się najszybciej jak będzie to możliwe i być z nami w kontakcie.
Kiedy wyjeżdżaliśmy siedziałam z tyłu za Sakurą, a Gaara za Sasuke. Mój mąż
podał mi rękę i splótł razem nasze palce, a ja uśmiechnęłam się do niego.
Zaczęłam spoglądać za okno i podziwiałam Tokio, które spowijały lecące z nieba
płatki śniegu. Było bardzo wcześnie, ale sama podróż zapowiadała się męcząco,
ponieważ pogoda nie dopisywała. Kiedy wyjechaliśmy za Tokio śnieg sypał tak
gęsto, że Sasuke jechał ledwo pięćdziesiąt na godzinę, a trafiały się odcinki
gdzie zwalniał do trzydziestu na godzinę.
-Nosz kurwa mać. W
takim tempie to dojedziemy tam na sylwestra.- warknął, kiedy wycieraczki
pracowały na najszybszych obrotach. Odwróciłam się i spojrzałam na auta naszych
przyjaciół, które powoli toczyły się za nami. Centralnie za naszym autem
znajdował się Naruto, który mrugnął światłami, kiedy zobaczył, że się
odwróciłam. Pomachałam mu w odpowiedzi i usiadłam na miejsce.- Ciągną się?
-Tak. Za nami
jedzie Naruto. Reszta aut też jakoś daje radę.
Po około trzech godzinach
znajdowaliśmy się niewiele ponad połowę drogi do miejsca docelowego. Według
GPS, kiedy wyjeżdżaliśmy z Tokio, trasa miała nam zająć nie więcej niż cztery
godziny. Według tempa jakie mieliśmy w trasie, wydłużyła się do prawie sześciu
godzin.
Kiedy chłopcy napili się kawy, a
Gaara zapalił żeby podnieść sobie ciśnieni i być bardziej uważnym na drodze,
ruszyliśmy w dalszą trasę, modląc się, aby śnieżyca choć trochę odpuściła.
Kiedy byliśmy już prawie na miejscu,
tyłek bolał mnie od wielogodzinnego siedzenia. Sakura też zaczynała narzekać na
trudne warunki i długą trasę, jednak kiedy Gaara oznajmił nam, że za nie więcej
niż dwadzieścia minut znajdziemy się na miejscu, od razu się ożywiłyśmy.
Szczególnie, kiedy wjechaliśmy w kilkumetrowe zaspy śnieżne, które tworzyły
niesamowity tunel*. Niemal od razu zrobiłam się spięta na myśl, że ten śnieg
mógłby nas przysypać. Jednak kiedy w końcu wyjechaliśmy na prostą drogę,
poczułam się rozluźniona.
-Właśnie
wjechaliśmy do Hakuby moje miłe panie. Oznajmił Gaara, a my dosłownie
przykleiłyśmy się do szyb żeby podziwiać miasto.
Jakie było nasze rozczarowanie,
kiedy okazało się, że Hakuba to nie miasto, a dosłownie wieś, z kilkunastoma
domkami na krzyż. Nie było tu nawet większego supermarketu, kina czy
czegokolwiek takiego.
-Eee... Gaara, na
pewno dobrze trafiliśmy? Nie wygląda mi to na luksusowy kurort narciarski.-
powiedziała niepewnie Saki, a wtedy mój mąż się roześmiał.
-Spodziewałyście
się pewnie Hilton Hotel albo innych tego typu? Rozczaruję was. Owszem, w samym
sercu kurortów, czyli tam, gdzie jedziemy, rzeczywiście hotele są ładne i
zrobione typowo pod turystów, ale sama Hakuba to wieś. Liczy niecałe dziesięć
tysięcy mieszkańców i jeśli liczyłyście na szalone wojaże po centrach handlowych
kupując pamiątki, to tego tu nie dostaniecie.
-Żegnaj mój śnie o
magicznych zimowych feriach w kurortach podobnych do Aspen!!!- Sakura wydała z
siebie żałosne zawodzenie, a ja zaczęłam się bardzo głośno śmiać na myśl o tym,
jak bardzo moja przyjaciółka musiała rozczarować się wyglądem miasteczka, do
którego trafiliśmy.
Ja z kolei liczyłam na to, że dzięki
spędzeniu czasu z przyjaciółmi w końcu będę mogła się rozluźnić, a przede
wszystkim odrobić dużo straconego czasu z moim mężem.
Komentarze
Prześlij komentarz