Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 58


Sylwestrową zabawę, a raczej wszystko co należało przed nią zrobić mogę śmiało opisać w kilku krokach, i skwitować jednym słowem:
                PORAŻKA!
1. Przygotowania do zabawy sylwestrowej zaczęły się w naszym pokoju od niemal samego rana. Gaara zaczął wyrzucać ze swojej torby wszystkie ubrania, a kiedy wyrzucił wszystko, co w niej było, okazało się, że zapomniał garnituru na dzisiejszą zabawę sylwestrową.
2. Kiedy zeszliśmy na śniadanie okazało się, że wczoraj nie doczytaliśmy informacji o tym, że będzie ono podane godzinę wcześniej i o tyle wcześniej się skończy, przez wzgląd na przygotowanie sali do balu. Oznaczało to, że byliśmy skazani na siedzenie głodni jak wilki do godziny dwunastej.
3. Gaara zaproponował, żebyśmy ubrali się ciepło i zeszli do wioski na śniadanie, oraz przy okazji znaleźli dla niego garnituru na zabawę. Zgodziłam się, ponieważ i tak nie widziałam lepszej alternatywy.
4. W wiosce otwarta była jedna knajpka, w dodatku z tak niesmacznym jedzeniem, że modliłam się o to, żeby do wieczora się nie rozchorować.
5. Nie. Nie znaleźliśmy garnituru. Mój mąż ratował się kupnem czarnych jeansów, zwykłej białej koszuli i jakiejś kamizelki z dziwnego materiału, w dodatku trochę opiętej, ponieważ nie mieli nic na jego szerokie barki.
6. Kiedy wróciliśmy do hotelu byliśmy wyczerpani bardziej niż po całej nocy miłosnych zabaw. Przy okazji Gaara wpadł na jakiegoś kolesia w hotelowym lobby, który okazał się bucem na taką skalę, że omal nie pobił mojego męża.
-Boże, niech ten dzień się już skończy! Jest dopiero jedenasta, a ja już mam dość!- Gaara rzucił siatki z zakupami na kanapę i wściekły padł się na łóżko.
-Może do wieczora będzie lepiej? Bal dopiero na dwudziestą. Do tego czasu zdążymy odpocząć.- powiedziałam i usiadłam na łóżku obok Gaary. Poklepałam go po plecach dla dodania otuchy.
-Wiesz o czym marzę? O zwykłym spędzeniu tego wieczoru z tobą, w pokoju, oglądaniu filmów, rozmowach. Nawet nie chce mi się schodzić na dół, siedzieć wśród tych rozwrzeszczanych ludzi i głośnej muzyki. Nie chce pić drinków, po których będę zdychał, ani oglądać wkurwionej Sakury, kiedy Sasuke będzie obracał raz za razem inną dziewczynę... Zastanawiam się dlaczego Itachi nie obił mu mordy...
-Ty też tego nie zrobiłeś, kiedy zasugerowałam, że chyba ktoś powinien.- Gaara uśmiechnął się do mnie kwaśno.
-To inna sprawa. Sasuke jest twoim kuzynem. Krew z krwi. Kim ja jestem? Jego wieloletnim przyjacielem i mężem jego kuzynki, ale z drugiej strony nie łączą mnie z nim żadne więzy pokrewieństwa. W dodatku weź pod uwagę, że jednak z wami mieszkam. Nie chciałbym kwasów, które mogłyby z tego wyniknąć. Z resztą... Sasuek nigdy nie wtrącał się w nasze problemy. Ja też nie chcę tego robić. Jest dorosły i ma swój rozum.- Gaara wzruszył ramionami, a ja przewróciłam oczami.
-Solidarność penisów. I testosteronu. I jąder. I nie wiem czego jeszcze.- powiedziałam.
-Równie dobrze ty trzymasz z Sakurą i resztą kobiet na świecie solidarność macicy, jajników, jajowodów i pochwy.
-Choćbyś zszył moje narządy rodne z narządami Marie albo Fumiko nigdy nie byłabym z nimi solidarna. Prędzej wycięłabym sobie to wszystko do zera.- na moje słowa Gaara ryknął śmiechem.
            Przy obiedzie (na który się nie spóźniliśmy), obgadałyśmy z dziewczynami, że przyjdą do mnie do pokoju, w którym będziemy szykować się przed imprezą. Gaara był bardzo niezadowolony z tego planu, ale po moim ostrym spojrzeniu uznał, że pójdzie do Sasuke i tam się przygotuje. Rozumiałam, że oznaczało to lekkie zaprawienie się przed imprezą, ale z drugiej strony myślałam, że może Gaara w końcu na spokojnie porozmawia z Sasuke i dowie się, dlaczego mój kuzyn zdradził Sakurę. Oznaczało to również, że Gaara nie będzie miał możliwości dostawiania się do mnie, kiedy tylko zaczęłabym chodzić po pokoju w bieliźnie, wymalowana i uczesana tak, jak chciałam.
            Ustaliłyśmy, że chłopcy (którzy potrzebowali zdecydowanie mniej czasu na ogarnięcie niż my) pójdą pojeździć na stoku. Tak więc po skończonym posiłku wszyscy szybko rozeszli się do pokoi.
-Nie podoba mi się to, że nie spędzę z tobą czasu przed zabawą sylwestrową.- Gaara był naburmuszony jak mały chłopiec. Siedział w łazience, ja z kolei wyciągałam z szafy ubrania, które planowałam ubrać na bal.
-Spędzimy go razem już na balu. Kilka godzin rozłąki nam nie zaszkodzi.- mruknęłam i rzuciłam pokrowiec z suknią na łóżko.
-Co nie zmienia faktu, że wolałbym teraz się zdrzemnąć niż czekać na harem dziewic, który za chwilę tu przyjdzie.- zaczęłam się śmiać, kiedy Gaara to powiedział.
-Harem to i może, ale gwarantuję ci, że na pewno żadna z nich nie jest już dziewicą.- powiedziałam, a potem rzuciłam buty obok łóżka. Gaara wyszedł właśnie z łazienki, a ja szeroko otworzyłam oczy.
            Mój gorącokrwisty mąż stał na środku pokoju ubrany w okropne, szare kalesony, które w dodatku były na niego za małe o jakiś rozmiar. Widziałam dosłownie WSZYSTKO.
-Co to jest?- zapytałam i wskazałam na niego palcem. Gaara wyszczerzył się do mnie.
-To, kochanie, są męskie antygwałty. Mają podobne działanie do kobiecych podkolanówek. Przy czym akurat mnie ratuje mój super seksowny tyłek.
-I super seksowna skromność... Wyglądasz w nich okropnie! Są za małe o dobry rozmiar. Jestem w stanie dostrzec w nich kształt twojego przyrodzenia!- powiedziałam.
-Fakt, ja nie noszę takich... Krzyków mody. Te są mojego przyszłego szwagra, pożyczyłem. Wczoraj na stoku moje rodowe klejnoty mocno mi zmarzły. Zrobiły się malutkie jak fistaszki. Bałem się, że mogą stać się nieprzydatne, a przecież nie mógłbym cię tak skrzywdzić. Zapłakałabyś się, gdyby nagle zaczęły szwankować. Co prawda czuję niezły ucisk, ale przemęczę się w imię miłości do ciebie.- moje oczy musiały wielkością przypominać spodki, po tej przemowie.
-W imię miłości do mnie, czy raczej w imię miłości do seksu, który mógłbyś uprawiać w porze jedzenia i po nim?- uniosłam jedną brew, a Gaara szeroko się uśmiechnął. W jego oczach pojawił się dziki błysk.
-No nie powiesz mi, że nie wyglądam seksownie? Jestem zimową wersją chippendaelsa!- Gaara zaczął wymachiwać biodrami w tych strasznych kalesonach.
            Zaczęłam się głośno śmiać, kiedy mój mąż stał w tych okropnych portkach na środku pokoju i wymachiwał biodrami na lewo i prawo, oraz kręcił kółka. Z każdym mocniejszym ruchem nogawki spodni podchodziły mu prawie do połowy łydki, a miejsca intymne odznaczały się tak mocno, że można by je przerysować przez kalkę. Po krótkiej chwili zaczął mnie boleć brzuch, a Gaara naciągnął na siebie okropne wełniane skarpetki niemal do kolan, co znowu wywołało mój śmiech.
-Gaara zakładaj na siebie spodnie. Kiedy wejdą tu dziewczyny spalę się ze wstydu!- rzuciłam w Gaare jeansami, które ten nałożył na siebie, po soczystym wytknięciu mi języka.
-Jaka maruda! Tak, to jak jesteś napalona nie robisz nic więcej, jak rozpięcie mi rozporka. Tu, pierwszy raz działa to w taki sposób, że każesz mi się ubrać. Chyba serio nie podobam ci się w kalesonach.
-Nie. Zdecydowanie nie. Jednak z drugiej strony nie chcę żebyś je ściągał, skoro idziesz bawić się z chłopakami na stoku. Już nawet nie chodzi o twoje klejnoty, ale jeśli się zaziębisz, będzie dramat. Teraz wyglądasz już lepiej. Nie widać nawet gumki z tych okropnych galotów. Teraz znowu mnie podniecasz.- wyszczerzyłam się, a Gaara przewrócił oczami.
-Hipokrytka.
-Słucham? A kiedy ja słyszę, że mam ubrać co seksownego żeby cię bardziej nakręcić, to jest ok?
-No właśnie! Ja mógłbym się z tobą kochać nawet wtedy, kiedy byłabyś ubrana w wielki szary dres i skarpetki po kolana. Podobasz mi się we wszystkim...- zawiesił się nagle, jakby nad czymś się zastanawiał.- Nie, dobra. Podkolanówki. Podkolanówek nie przełknę, ale całą resztę ok. A ty mi tu robisz awanturę o to, że raz ubrałem na siebie kalesony. Jesteś okropną żoną!
-Wiem. I za to mnie kochasz. Poza tym nigdy w życiu, od czasu jak jesteśmy razem, nie miałam na nogach podkolanówek. Ugryź się w nos!- kiedy to powiedziałam usłyszałam pukanie do drzwi. Zerwałam się i pobiegłam otworzyć.
            Dziewczyny stały w drzwiach. Każda z nich miała w ręku swoje stroje, kosmetyczki, buty i urządzenia do układania włosów.
-Wow. Mini salon kosmetyczny właśnie rozpoczął urzędowanie. Wchodźcie.
            Kiedy wpuściłam dziewczyny do środka dziewczyna Choujiego nagle zaczerwieniła się po same czubki uszu i rozchyliła usta. Kiedy podążyłam za jej wzrokiem zobaczyłam Gaare, który nadal stał na środku pokoju bez koszulki i wpatrywał się w moich gości.
-Cześć dziewczyny.- powiedział Gaara, a potem podszedł do komody i wyjął z niej koszulkę, bluzkę z mikrofibry, sweter, a potem poszedł do łazienki.
-O mamo! Gorący!- powiedziała Karui, a ja zaczęłam się śmiać.
-Wiem. W końcu to Gaara. On nie może nie być gorący. Chociaż... Nie. Przed chwilą pewna rzecz odjęła mu -100 do seksowności.- przypomniałam sobie mojego męża w kalesonach.
-Kalesony? Nie żartuj, że w końcu je na siebie ubrał.- powiedziała Temari.
-JA WSZYSTKO SŁYSZĘ!!!- nagle z łazienki usłyszałyśmy krzyk Gaary, na co wszystkie zaczęłyśmy się głośno śmiać.

            Saki była w tak podłym nastroju, że niemal od razu odechciało mi się zabawy. Pomimo tego, że założyła na siebie obłędną suknię w szmaragdowym kolorze i wyglądała niemal jak księżniczka, uśmiech miała sztuczny, a oczy bardzo smutne. Nigdy nie sądziłam, że Sakura zakocha się w kimś tak mocno, a już na pewno nie sądziłam, że będzie to mój znienawidzony przed laty kuzyn.
-Hej, Saki, jak się...- zaczęłam, ale Sakura niemal od razu przykleiła do ust szeroki uśmiech, kiedy zakładała piękne zielone kolczyki. Upięła włosy i wyeksponowała szyję. Naprawdę wyglądała jak gwiazda filmowa.
-Czeka nas cudowna zabawa, prawda?! Och, już nie mogę się doczekać aż zejdę do sali balowej, gdzie mam nadzieję wyrwać jakiegoś przystojniaka. Podejrzewam, że faceci będą bardzo zawiedzeni, kiedy dowiedzą się, że reszta z was jest zajęta, ale przynajmniej ja mogę poszaleć, co nie?- jej ton był sztuczny jak tipsy, ale wiedziałam, że w ten sposób stara się bronić przed bólem. Zamilkłam i sama wymusiłam uśmiech.
-Masz rację. Przynajmniej jedna z nas może poszaleć.

            Na rozpoczęcie imprezy spóźniłyśmy się elegancko piętnaście minut. I przy okazji zrobiłyśmy niezłe show. Nawet zajęci faceci łamali sobie karki, kiedy odwracali się za nami. My z kolei pewnymi krokami przeszłyśmy w stronę naszych facetów, którzy stali przy barze i omal nie opluli się drinkami, kiedy tylko nas zobaczyli. Gaara niemal od razu posłał w moją stronę niegrzeczny uśmiech, a jego oczy pociemniały. Kiedy podeszłam do niego, niemal od razy porwał mnie w ramiona i mocno przytulił.
-Mimo, że w czerni, gorąca jak cholera.- powiedział, a potem pocałował mnie w policzek.
            Nie chciałam jakoś specjalnie odstawać, dlatego wybrałam długą, dopasowaną prostą suknię na szerokich ramiączkach z rozcięciem na udzie. Dodatkowym atutem była koronka naszyta na całej długości pleców.
-Jestem mężatką, nie powinnam być za bardzo seksowna, żeby mój mąż przypadkiem nie był zazdrosny jak kilka dni temu.- Gaara uśmiechnął się.
-Twój Norweg znowu był dzisiaj na stoku. Byłem wściekły, ale patrząc w tym momencie na ciebie zupełnie zapomniałem co to za uczucie.- Gaara objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
-Ach tak? A to dlaczego?
-Bo jesteś tu ze mną. I to ja co noc sprawiam, że krzyczysz mi do ucha, nie ten tleniony blondyn.- przewróciłam oczami, kiedy Gaara to powiedział.
-Nie, kochanie. Ty wcale nie jesteś zazdrosny.- powiedziałam, a potem dałam Gaarze buziaka.

            Kiedy po kolacji goście zostali wezwani na parkiet, Gaara niemal od razu poprosił mnie do tańca. Kątem oka zauważyłam, że do Sakury podszedł wysoki szatyn o piwnych oczach i poprosił ją do tańca, na co ta od razu się zgodziła. Sasuke z kolei wyglądał tak, jakby miał tego chłopaka zabić.
-Nie rozumiem. Skoro to Sasuke zdradził Saki, dlaczego tak się wścieka o to, że ktoś inny śmiał się nią zainteresować?- zapytałam mojego męża, kiedy wirowałam w jego ramionach. Wtedy on parsknął śmiechem.
-Mężczyźni są jak psy ogrodnika. To czasem jest nie do pojęcia, kochanie. Lepiej nie zadręczaj się tym, tylko skup na tym, że własnie rozpoczyna się nasz kolejny rok cudownego pożycia małżeńskiego, pełnego przygód, radości, szczęścia, seksu.
-Czemu byłam pewna, że to powiesz?- zapytałam, a Gaara zaśmiał się tak głośno, że kilka par wokół nas spojrzało na nas.

            Chwilę przed północą obserwowałam moją przyjaciółkę, która zamieniła się w boginię flirtu, oraz mojego kuzyna, który zamienił się w boga nadąsania. Kiedy tylko próbowałam go o coś zapytać warczał pod nosem i co chwilę chodził palić. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Zupełnie tak, jakby byciem demonem uwodzenia kobiet nagle z niego wyparowało. Owszem, dziewczyny na sali podchodziły do niego i próbowały zagadywać, ale on zupełnie je ignorował i po prostu sączył whiskey z lodem gapiąc się na moją przyjaciółkę. W końcu nie wytrzymałam i podeszłam do niego.
-Sas, chodź zatańczyć. Nie martw się, nie będę wypytywać cię o Saki. Chcę po prostu, żebyś na chwilę przestał tak zawzięcie się na nią gapić.- powiedziałam i pociągnęłam mojego kuzyna za rękę.

            Kiedy wirowaliśmy wśród ludzi na parkiecie Sasuke był milczący, ja również nie nalegałam na rozmowę. W końcu jednak mój kuzyn odchrząknął i przemówił.
-Zaprowadź Sakurę na taras i powiedz, że musisz gdzieś wyjść. Chcę z nią porozmawiać.
-Sasuke, nie wiem czy...
-Proszę.- ścisnęło mnie w dołku, kiedy to powiedział.
            Sasuke nigdy nie prosił. Nigdy nie potrafił się na to zdobyć. Teraz z kolei wyglądał jak zbity pies, a ja nie potrafiłam mu odmówić.

            Chwilę po tańcu z Sasuke poprosiłam Saki, żeby poszła ze mną na taras trochę się ochłodzić. Przystała na pomysł bardzo zadowolona, porwała z tacy dwie lampki szampana, a potem krokiem godnym pantery poszła razem ze mną w stronę oszklonych drzwi. Odetchnęłyśmy zimnym powietrzem i napawałyśmy się pięknym widokiem ośnieżonego terenu.
-Tu jest jak w bajce.- powiedziała Sakura, a mi było ciężko nie przyznać jej racji. Po raz kolejny w ciągu kilku dni cieszyłam się, że wujek rozstał się z tą głupią dziewczyną.
-Masz rację. Jest jak w bajce.- uśmiechnęłam się.
-Szkoda tylko, że dla mnie ta bajka skończyła się, zanim w ogóle się zaczęła. Sasuke... On nawet nie reaguje na to, że flirtuję z innymi. Myślałam, że wywołam w nim zazdrość, że będzie w jakiś sposób próbował nawiązać ze mną kontakt. Chociaż może to dlatego, że wyrzuciłam go na cholernie niewygodną kanapę w naszym pokoju... Ale jemu już na mnie nie zależy. Naprawdę przestał się mną interesować.- Saki szybko wytarła łzy z policzków, a potem znowu przykleiła do ust sztuczny uśmiech. Nienawidziłam oglądać jej w takim stanie.
-Wiesz, Saki, co do tej zazdrości, to nie byłabym taka pewna, czy...- powiedziałam, a potem poczułam mocny chwyt w pasie. Spięłam się, ale kiedy położyłam dłonie na dłoniach tej drugiej osoby, od razu się rozluźniłam.
-Kochanie, jesteś szalona. Jest minus sto, a ty wychodzisz na taras rozebrana jak nimfa wodna.- Gaara narzucił mi dziwną pseudo marynarkę na ramiona i mocno mnie do siebie przytulił.
-Musiałam odetchnąć świeżym powietrzem. Szampan zaczyna buzować mi w głowie.
-Chciałem zaprosić cię na drinka. W końcu nie miałem okazji wypić z tobą nawet jednego drinka od ponad trzech godzin. Saki, mogę ją porwać?- zapytał Gaara a potem spojrzał na moją przyjaciółkę. Sakura uśmiechnęła się.
-Przecież to twoja żona. Nie musisz pytać mnie o zdanie. Idźcie się napić, ja jeszcze chwilę ochłonę.- powiedziała. Ja spojrzałam na moją smutną przyjaciółkę i zaczęłam mieć wątpliwości, czy powinnam iść z moim mężem.
-Gaara, ja nie wiem czy...
-Chodź. Teraz to już tylko sprawa między nimi.- Gaara delikatnie, ale stanowczo pociągnął mnie za ramię. Kiedy odwróciłam się w stronę wejścia na salę, dostrzegłam tam Sasuke. Niepewnie wpatrywał się w Sakurę.
-Gaara, to nie jest najlepszy pomysł!- syknęłam, ale mój mąż wcale mnie nie słuchał. Wyprowadził mnie z tarasu, a potem zaprowadził do baru.

            Kiedy po ponad pół godzinie Sasuke i Sakura nadal nie wracali, zaczęłam się zastanawiać, czy moja przyjaciółka przypadkiem nie zrzuciła mojego kuzyna z tarasu, a teraz ciągnie jego ciało gdzieś w tej seksownej sukience, żeby ukryć je pod grubą warstwą śniegu w pobliskich lasach.
-Gaara, to trwa za długo! Co oni tam robią?! Za chwilę północ, a ja nie mam ochoty być wezwaną na świadka, do zabójstwa w afekcie popełnionym ozdobną spinką do włosów!!!- zaczęłam wymachiwać dłońmi przed twarzą Gaary, na co ten, tylko chwycił moje dłonie i pocałował mnie w czoło.
-Czemu ty zawsze jesteś w gorącej wodzie kąpana. Daj spokój. Rozluźnij się trochę. Naruto, pijemy szoty?- Gaara zwrócił się do naszego przyjaciela, a ten chętnie na to przystał. Naruto miał już zarumienione policzki i był uśmiechnięty od ucha do ucha. Ciągle tulił Hinatę i dawał jej buziaki. Jak sama przyznała, często miał tak, kiedy wypił za dużo.
-Jasne, że tak! Z tobą zawsze!!!- Naruto wystawił w stronę Gaary kciuk, a ja widząc jego entuzjazm, na chwilę się rozluźniłam.

            Po drugiej serii szotów zauważyłam, że Sasuke i Sakura wychodzą z tarasu. Sas obejmował Saki w pasie i mocno do siebie tulił. Ona z kolei była rozmazana, rozczochrana, ale radość bijąca z jej oczu byłą widoczna nawet z drugiego końca sali.
-Widzisz, mówiłem ci, że nie ma się czym martwić.- Gaara chwycił mnie za podbródek i dał mi buziaka.
-Powiedz mi co ja bym bez tych twoich mądrości zrobiła, co kochanie? Ty jakoś zawsze wszystko wiesz.- powiedziałam i odwzajemniłam pocałunek.
-Po prostu rozmawiałem z Sasuke. Wiem o co chodzi i jestem spokojny.- Gaara przysunął mnie do siebie, a ja wtuliłam twarz w jego koszulę.

            Kiedy moja przyjaciółka podeszła do nas wszystkich razem z Sasuke trzęsła się na całym ciele. Sasuke też wyglądał na rozluźnionego w stosunku do momentu, kiedy wchodził na taras.
-Ej, brat, co jest? Dawno nie widziałem cię tak milczącego.- Itachi podszedł do Sasuke, który miał wypieki od mrozu godne koloru tyłka pawiana naprawdę zaniemówił. Jednak po chwili nabrał powietrza i spokojnym tonem powiedział.
-Saki powiedziała tak. Zaręczyliśmy się.- powiedział, a ja poczułam, że moje serce wywija fikołka ze szczęścia.
            Sakura, która chyba dopiero teraz uwierzyła, że to naprawdę się stało, popłakała się ze szczęścia i rzuciła Sasuke na szyję. Pocałowali się, a ja poczułam, że po moich policzkach płyną łzy szczęścia. Miałam ochotę rzucić się Sakurze na szyję, wycałować i życzyć wszystkiego najlepszego.
-No! To kolejni do kompletu! Czas wznieść toast!!!

            Kiedy chłopcy głośno dyskutowali ze szczęśliwym Sasuke, my odciągnęłyśmy Sakurę na bok i próbowałyśmy wypytać o szczegóły.
-Ale jak to?! Planował to od początku grudnia i nie zrobił tego na przykład na święta?- Ino była więcej niż oburzona.
-Powiedział, że wiedział o tym, że Naruto chce się oświadczyć Hinacie i nie chciał psuć im tego czasu, oraz chciał, żeby dla mnie to było coś wyjątkowego. Dlatego kiedy usłyszał o wyjeździe w góry wiedział, że to ten czas.- Sakura co rusz spoglądała na piękny pierścionek ze szmaragdowym oczkiem w owalnym kształcie, wokół którego znajdowały się małe diamenty.
-A Fukouoka? Kim była ta dziewczyna? Przecież pisała do niego takie rzeczy, że...- zaczęłam niepewnie, a Saki zaczęła się śmiać.
-To dziewczyna ze studiów. Sasuke mówi, że podrywa go na każdym kroku, o każdej porze dnia i nocy. Ten SMS wysłała do niego z powodu jakiegoś projektu. Pokazał mi wszystkie wiadomości od niej. Rzeczywiście pisze bardzo dwuznacznie. Myślę, że miała nadzieję, że któregoś dnia to ja odczytam wiadomość.
-Boże, co za kretyn z tego Sasuke. Dlaczego nie mógł powiedzieć ci tego od razu, tylko czekał. Mogłaś w tym czasie nie daj Boże pójść w długą z kimkolwiek, żeby zagrać mu na nosie.- powiedziałam.
-Wiem, ale jednak nie miałam tego w planach. Sasuke powiedział, że chciał żeby emocje opadły. Wiedział, że nie uwierzę mu od razu po fakcie. Byłam nabuzowana jak butla coli po wrzuceniu do niej mentosa. Nie uwierzyłabym mu. Po prostu myślałabym, że to próba usprawiedliwienia zdrady.
-Sasuke i Gaara są typem faceta, którzy wolą na zimno przeanalizować pewne rzeczy. Gdyby Gaara był jak ty, czy ja, na wejściu dałby Sasuke w ryj. Ja z resztą też.- wzruszyłam ramionami, a Sakura mocno mnie przytuliła.
-Staniemy się rodziną, Sara. Taką prawdziwą. Zostanę twoją kuzynką.- Sakura wyglądała jakby to sprawiło jej więcej szczęścia, niż świadomość ślubu z moim kuzynem.
-Matko, Saki! Jaka ty jesteś niekumata. Ty od samego początku jesteś moją rodziną. I nie jakąś tam kuzynką tylko moją siostrą. To, że nie w świetle prawa mnie nie obchodzi. Wiedziałam to od początku naszej przyjaźni. Poza tym moi wujkowie zobowiązali się do opieki nad tobą. To też było wejście do rodziny, także ekscytuj się zaręczynami, a nie czymś, co było dla mnie logiczne od ośmiu lat.- puściłam Saki oczko, a ona się popłakała. Rzuciła mi się na szyję i zaczęła wyć jak małe dziecko.
-Jestem tak potwornie szczęśliwa! Tak cholernie się cieszę, Sara! On powiedział mi, że mnie kocha. Pierwszy raz powiedział mi, że mnie kocha. Myślałam, że zemdleję, kiedy to zrobił. Ręce tak mu się trzęsły, że bałam się, że pierścionek wypadnie mu z palców, kiedy wyciągał go z pudełka i nakładał mi na palec... Boże, jak się cieszę.- Sakura była tak zaaferowana, że i mnie udzielił się jej nastrój. Wyłam razem z nią ze szczęścia i nie mogłam się doczekać dnia, w którym ona i Sasuke powiedzą sobie tak.

            Po zabawie wróciłam razem z Gaarą do pokoju. Byłam zmęczona, ale bardzo szczęśliwa. Gaara z kolei błądził myślami gdzieś daleko i od czasu ogłoszenia przez Saki i Sasa zaręczyn, prawie w ogóle się nie odzywał. Oczywiście oprócz pocałowania mnie tak namiętnie w czasie wystrzału fajerwerków, że nawet nasi znajomi uznali, że potrzebujemy pokoju, oraz po wyszeptaniu mi na ucho: "kocham cię. Chciałbym aby ten rok był dla nas lepszy niż poprzedni." Nie odezwał się już wcale. Przetańczyłam z nim kilka tańców, a potem uznaliśmy, że chcemy iść już spać.
            Kiedy wyszłam z łazienki ze zmytym makijażem, rozczesanymi włosami i szlafroku, Gaara stał przy oknie i podziwiał górskie szczyty. Był boso, w rozpiętej koszuli, jego włosy były potargane, kciuki wsunął w kieszenie spodni.
            Niepewnie podeszłam do niego i wtuliłam w jego plecy. Uwielbiałam to robić. W momencie, kiedy moja twarz znajdowała się pomiędzy jego łopatkami czułam każdy mięsień poruszający się pod jego skórą i przypominałam sobie, jak pewny jest w moim życiu.
-Wiem, że nawet jak zapytam mogę nie otrzymać odpowiedzi, ale co się stało? Od czasu, kiedy Sasuke i Sakura powiedzieli nam o zaręczynach ty stałeś się milczkiem.
-Zastanawiałem się...- powiedział, a potem westchnął.
-Nad?- zapytałam niepewnie.
-Nad tym, jaki beznadziejny ze mnie facet.- wzruszył ramionami, a ja bardzo zdziwiona oderwałam się od niego.
-Dlaczego mówisz takie rzeczy? Skąd ci to nagle przyszło do głowy?- zapytałam zbita z tropu.
-Sara, jestem beznadziejny. Dopiero teraz to sobie uświadamiam.
-Ale dlaczego?! Do cholery od tak wpadłeś na pomysł, że jesteś beznadziejny?!- krzyknęłam zirytowana.
-Uświadomiłem to sobie dopiero teraz, kiedy nasi przyjaciele zaczęli się zaręczać...- burknął pod nosem i w końcu łaskawie odwrócił się w moją stronę.
-A co to ma do rzeczy? Oni ci coś powiedzieli? Jeśli tak, to przysięgam, że pocałują moją pięść jako serdeczne życzenia z okazji Nowego Roku!!!- krzyknęłam i prawie zaczęłam iść do wyjścia.
-Nie! Sara, to nie ma związku z niczym co mi powiedzieli. Po prostu sam do tego doszedłem. Chodzi o nasze zaręczyny i ślub.- zmroziło mnie. Poczułam, że w cały kręgosłup wbijają mi się lodowate igiełki, które sprawiły, że zrobiłam się sztywna jak kłoda.
-Uważasz, że odbyły się za wcześnie?- zapytałam.
-Nie. Uważam, że odbyły się w zły sposób.- powiedział, a moje brwi powędrowały we włosy, kiedy uniosłam je na jego odpowiedź.- Sara, zobacz jak robią to moi przyjaciele. Oficjalna kolacja z rodziną lub przyjaciółmi. Jakieś wielkie oficjalne wydarzenia. Piękne pierścionki zaręczynowe, kwiaty. Wyznanie miłości, szampan, wszyscy wokół płaczą ze szczęścia, są wielkie gratulacje... Co ja zrobiłem? Zapytałem czy zostaniesz moją żoną leżąc z tobą na szpitalnym łóżku, po tym, jak obudziłaś się po wypadku. Nie było szampana, nie było gratulacji rodziny, nie było nawet pierścionka zaręczynowego, którym mógłbym wyrazić, że rzeczywiście zależy mi na tym, żebyś wyszła za mnie. Nie dałem ci kwiatów, tylko pytania o to, czy przypadkiem nie jesteś w ciąży ze strony najbliższej rodziny... Po prostu patrząc na to uważam, że powinienem był kupić ci chociaż ten głupi pierścionek już wtedy. Zwłaszcza, że kiedy leżałaś nieprzytomna, wiedziałem że kiedy tylko się obudzisz, chcę się oświadczyć...- Gaara przeczesał włosy palcami, a ja wpatrywałam się w niego nie wierząc w to, co mówi.
            Dopiero po chwili zaczęłam się śmiać, a potem złapałam go za koszulę i przyciągnęłam do pocałunku. Tak namiętnego, że Gaara musiał objąć mnie w pasie i przycisnąć do ściany, żeby się nie przewrócić.
-Jaki ty czasem jesteś głupi, o matko! Gaara, daj spokój! Czy ty myślisz, że ja naprawdę dbam o to, czy dałeś mi wtedy pierścionek? Albo, że nie mieliśmy wtedy szampana, truskawek, bitej śmietany, oficjalnej kolacji z rodziną? Albo, że nie miałam na sobie pięknej sukni, tak jak Sakura? Nie wierzę, że w ogóle pomyślałeś o czymś takim.- zaczęłam się śmiać przez łzy i znowu pocałowałam Gaare.
-Myślałem, że dziewczyny marzą o czymś takim...
-Gaara, do dzisiaj pamiętam to, jak na mnie spoglądałeś, kiedy pytałeś, czy za ciebie wyjdę. Nigdy w życiu nie widziałam w kimś takiej obawy, nadziei i miłości co w tobie w tamtym momencie! Nie potrzebowałam pierścionka, poza tym dostałam go na swoje dziewiętnaste urodziny chwile przed ślubem. Wiedziałam, że mnie kochasz, i że twoje intencje są szczere. Wiedziałam też, że ja kocham ciebie, i że nawet jeśli to szaleństwo, zgodziłam się za ciebie wyjść. Pamiętam każdy twój zdeterminowany krok po tym, jak ogłosiłeś zaręczyny ze mną swojej rodzinie, a potem prosiłeś wujka i ciocię o zgodę na nasz ślub w tak młodym wieku. Pamiętam, jak martwiłeś się, żebym przez przygotowania nie zawaliła szkoły, oraz z jakim oporem, ale jednak, zgodziłeś się, abym do końca liceum nosiła swoje nazwisko. Pamiętam, jak załamany byłeś, kiedy na początku studiów wściekałam się na ciebie o Marie, ale za każdym razem udowadniałeś mi, że nic cię z nią nie łączy... Gaara tych przykładów są setki. I naprawdę nie wierzę, że w ogóle mogłeś pomyśleć, że ja kiedykolwiek uznam, że nasze zaręczyny odbyły się w zły sposób tylko dlatego, że nie odbyły się z pompą.- spojrzałam na mojego męża, który wpatrywał się we mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Ja po prostu teraz... Teraz uważam, że mogło być lepiej. Tak... Idealnie.- wzruszył ramionami.
-Dla mnie było. A już na pewno oryginalnie. Na pewno nikt kogo w życiu spotkam nie może powiedzieć, że ich zaręczyny odbyły się w szpitalnym łóżku po przebyciu śmierci klinicznej. Skok ze spadochronem czy zaręczyny podczas lotu helikopterem nad czynnym wulkanem? Pff, komu to potrzebne i co to za wrażenia?- powiedziałam sarkastycznie, a Gaara się zaśmiał.- Proszę cię. Niech nigdy więcej do głowy nie przychodzi ci takie coś. Byłam najszczęśliwszą i najbardziej zdziwioną dziewczyną w Tokio w tamtym dniu, ale jednocześnie wiedziałam, że tego chcę. W tym roku wypada nasza druga rocznica ślubu, więc możemy zaplanować coś spontanicznego i szalonego, czego jakoś niezbyt oczekuje po wycieczce na Filipiny.- Gaara znowu się zaśmiał.- Albo po prostu cieszyć się każdym dniem razem. Nie wiem, jak ty, ale ja wolę tą drugą opcję.
-Kocham cię.- Gaara pocałował mnie bardzo czule, ale jednocześnie pocałunek był naładowany elektrycznością.
-Ja ciebie też kocham. Teraz chyba nawet bardziej niż jeszcze chwilę temu.- powiedziałam, a potem złapałam za guziki od jego koszuli.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8