Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 47
-Sakura, mówię ci,
że to niepotrzebne! Nie planuję dzisiaj szalonej imprezy, więc nie będę się
stroić!- fuknęłam na moją przyjaciółkę, kiedy ta zaproponowała mi małą czarną z
wysokimi szpilkami do kompletu.
-No już! Przestań
marudzić! Na pewno cieszysz się, że Anglicy jadą już za dwa dni. W końcu
odzyskasz męża na własność.- głośno westchnęłam na słowa Sakury.
To była prawda. Cały miesiąc pobytu
Anglików minął bardzo szybko. Dzisiaj miałam iść razem z nimi i Gaarą do
knajpki, aby opić pożegnanie. Ubrałam na siebie zwykłe jeansowe szorty i
dopasowaną koszulkę. Przyjęcie nie było żadną oficjalną kolacją, więc wolałam
nie przesadzać ze strojeniem się. I tak zrobiłam sobie mocniejszy makijaż po
to, aby nie wyglądać za młodo w stosunku do reszty osób.
O umówionej godzinie stanęłam pod
kinem w dzielnicy Shinagawa. Niespokojnie przeskakiwałam z nogi na nogę i
spoglądałam na zegarek.
Drgnęłam, kiedy poczułam na ramieniu
czyiś dotyk, a w dosłownie kilka sekund spięłam się, kiedy zrozumiałam, że nie
były to dłonie mojego męża.
-Zgubiłaś się
maleńka? Sterczysz tu od kilku długich minut. Obserwowałem cię.- odwróciłam się
na pięcie jak szalona.
Przede mną stał facet. Około
trzydziestoletni. Był wysoki, dobrze zbudowany i, o zgrozo, dość mocno podpity.
Wyszczerzył się do mnie, a ja od razu poczułam zapach wódki.
-Nie. Doskonale
wiem gdzie jestem. Czekam na swoich przyjaciół.- powiedziałam i zrzuciłam dłoń
faceta ze swojego ramienia.
-Ooo. A mogę
dołączyć się do was? Myślę, że to byłoby bardzo sympatyczne spotkanie.
-Facet, odczep się.
Nie jestem zainteresowana.- warknęłam i zaczęłam oddalać się od niego. Wtedy
poczułam mocny chwyt na przedramieniu.
-Posłuchaj,
laleczko. Proponuję ci tylko miłe wyjście...
-Masz jakiś
problem, facet?- i ja i mężczyzna odwróciliśmy się.
Gaara stał ze zmrużonymi oczami i
wściekle wpatrywał się w faceta, który trzymał mnie za przedramię.
-Spadaj szczeniaku.
Jestem obecnie zajęty tą oto dziewczyną. Spóźniłeś się.- machnął na Gaare tak,
jakby próbował odgonić natrętną muchę.
-Tak się składa, że
ta dziewczyna to moja żona, więc radzę ci zabrać ręce.- Gaara spojrzał na
faceta, który automatycznie zabrał rękę.
Gaara podszedł do mnie i objął mnie
ramieniem.
-Sory. Nie
wiedziałem, że ta dziewczyna to mężatka. Wygląda jak licealistka.- facet
wzruszył ramionami i odszedł.
-Wszystko dobrze?-
zapytał mój mąż, a ja kiwnęłam głową.- Chodźmy już. Przepraszam, że musiałaś
tyle tyle czekać.
-A może
przyjedziecie kiedyś do nas, do Anglii? Cambridge na pewno dużo by zyskało
gdyby tak uzdolnieni studenci z Tokio wnieśli do niego swój wkład.- zasugerował
Adam.
-Ja bardzo chętnie
bym do was pojechał. W końcu z Cambridge jest dość blisko do Londynu.
Moglibyśmy poimprezować. Europejskie dziewczęta są bardziej rozrywkowe od tych
Japońskich.- powiedział Naoki, a my wszyscy się zaśmialiśmy.
-Ja również nie
miałbym nic przeciwko temu, aby odwiedzić Europę.- powiedział Ryu.
-Jestem za.- Haku
szeroko uśmiechnął się do Anglików.
Wtedy wszyscy skierowali swój wzrok
na Gaare.
-No chłopaki. Czemu
wszyscy nagle gapią się na mnie?- zapytał.
-Czekam na twoją
odpowiedź.- stwierdził Naoki.- Chociaż pewnie ty powiesz, że nie jedziesz. Masz
w końcu kochającą żonę w domu, której nie zostawisz na krok, z lęku, że ktoś
mógłby ci ją odbić, co?
-Choć raz się w
czymś zgadzamy.- Gaara uśmiechnął się do Naokiego, ale ja dostrzegłam w jego
oczu błysk złośliwości i czekałam co jeszcze ma do powiedzenia.- Z resztą moja
żona nie szuka rozrywki na boku.
-Skąd jesteś tego
taki pewny? Może Sara tylko czeka, aż wyjedziesz.- westchnęłam zirytowana na
słowa Naokiego.
-Ja nie mam nic
przeciwko temu, żeby Gaara wyjechał razem z wami. Przeżyłam tydzień bez niego.
Z resztą jeśli to ma w jakikolwiek sposób pomóc zdobyć Gaarze doświadczenie
zawodowe tym bardziej jestem za.- powiedziałam.
-Serio? Nie masz
nic przeciwko temu, żeby Gaara wyjechał chociaż na jeden tydzień?- Ryu tak
mocno zmarszczył brwi, że aż zginęły mu w czarnych włosach..
-Nie. Nie mam.
Gaara w przyszłości zostanie najlepszym prokuratorem jakiego Japonia miała
okazję poznać. Chcę, żeby zdobył tak dużo doświadczenia, jak tylko jest w
stanie. Jeśli chcecie pojechać do Anglii żeby zobaczyć Cambridge, nie mam nic
przeciwko.
-O cholera. Odważna
decyzja. Powinnaś bardziej pilnować swojego męża, a nie posyłać go na stary
kontynent w łapy napalonych na egzotyczną urodę europejek.- stwierdziła Lilian.
-Mój mąż wie czym
grozi zdrada z jego strony. Ma swój rozum. I bardzo dużo do stracenia.
-W sumie racja.
Dom, przyjaźń ze strony twojego kuzyna...
-Moją żonę. To
wystarczający argument. Z resztą o czym my rozmawiamy. Nie będzie żadnej
zdrady. A co do wyjazdu też jedynie o tym gadamy.
-Właśnie! Wracając
do własnego domu. Ty i Sara po wycieczce na Filipiny wprowadzacie się w końcu
do własnego gniazdka, prawda?- zapytał Ryu.
Od dokładnie trzech miesięcy urządzaliśmy
nasz nowy dom, do którego planowaliśmy wprowadzić się pod koniec sierpnia. W
końcu mieliśmy mieć nasze własne cztery kąty i żyć na własny rachunek (nie
wliczając w to pieniędzy od wujków i mojej teściowej)
-Zgadza się.
Chociaż nie od razu po wycieczce. Chcemy najpierw rozpakować się, pobyć
ostatnie dni w pełnym gronie, a potem czeka nas przeprowadzka do naszego
wspólnego domu. W końcu na swoim.- uśmiechnęłam się, kiedy poczułam dłoń Gaary
na mojej talii.
-Mam rozumieć, że
niedługo zaczniecie zapełniać dom małymi, wrzeszczącymi ludzikami, co?-
zaśmialiśmy się z Gaarą na to stwierdzenie.
-Raczej nie. Dobrze
wiesz, że chciałabym skończyć studia. Daj nam jeszcze te trzy lata aż zrobię
chociaż te nieszczęsne studia licencjackie *- powiedziałam, a Ryu po prostu się zaśmiał.
-Dobra, ja
proponuję wyjście do jakiegoś klubu karaoke! Sara-chan, jesteś ze mną w
parze!!!
Kiedy szliśmy przez miasto, mocno
trzymałam dłoń Gaary i szłam blisko niego.
-Pomysły Ryu
wykończą mnie.- mruknęłam i ziewnęłam. Dochodziła dopiero 21, ale i tak czułam
się zmęczona.
-Sara! Gaara!!!-
usłyszałam jak ktoś woła moje imię.
Zaczęłam rozglądać się wokoło, aż
dostrzegłam profesor Kurenai i profesor Asumę. Szli z wózkiem spacerowym.
-Pani profesor!
Panie profesorze!- krzyknęłam uradowana.- Przepraszamy was na chwilę. To nasi
nauczyciele z liceum!
Kiedy podeszliśmy do naszych byłych
nauczycieli Kurenai od razu chwyciła mnie w niedźwiedzi uścisk.
-Och, jak dobrze
was widzieć. Jak ma się moja najzdolniejsza uczennica?- zapytała, a ja się
zaśmiałam.
-Bardzo dobrze. Nie
miałam pojęcia, że pani profesor już urodziła.- powiedziałam i zajrzałam do
wózka.
W środku leżało niemowlę. Ubrane od
góry do dołu w róż.
-Dziewczynka. Macie
córeczkę.- zauważył Gaara, który nachylił się za mną, żeby zobaczyć dzidzię.
-Tak. Mirai
Sarutobi. Urodziła się dwa miesiące temu.- powiedziała Kurenai i spojrzała na
córkę z wielką miłością.- Saro, może wymienimy się numerami telefonu i po
prostu wpadniecie do nas razem z Gaarą na jakąś kawę?
-Myśli pani, że to właściwe?-
zapytałam.
-Kurenai. Nie
jestem dłużej twoją nauczycielką, więc wolałabym żebyś mówiła mi po imieniu. Co
ty na to, Asuma?- Kurenai skierowała wzrok na swojego partnera.
-Nie mam nic
przeciwko. Miło byłoby gdybyście przyprowadzili swoich przyjaciół. Lubiłem
waszą grupę. Byliście jednymi z nielicznych normalnych dzieciaków w szkole.-
zaśmialiśmy się we czwórkę, a mała zakwiliła słysząc hałas.
-Oj, chyba
powinniśmy już iść. Nasza córka zaczyna się niecierpliwić.- Kurenai zaczęła
bujać wózkiem.
Wzięła ode mnie numer telefonu, a
potem pożegnała się z nami mocnym uściskiem. My z kolei wróciliśmy do naszych
znajomych.
W klubie karaoke zamówiłam sobie
delikatnego drinka. Zaczęliśmy przeglądać propozycję piosenek w albumie, a
potem wybieraliśmy numery na pilocie. W pierwszej kolejności zaczęła śpiewać
Lilian razem z Johnem. Śpiewali piosenkę Chrisa Browna i Jordin Spark No air.
Kiedy Lilian miała wyciągać wysokie dźwięki ja dosłownie przytykałam uszy.
Pierwszy raz w życiu miałam okazję słyszeć, żeby ktoś tak mocno zaciskał gardło
próbując to zrobić. Po nich Naoki śpiewał piosenkę The Rolling Stones
Satisfaction. Zdumiona przyglądałam się temu, że potrafił poruszać się jak Mick
Jagger. Po Naokim to Gaarze przypadł zaszczyt śpiewania. Pewnym krokiem podszedł
do mikrofonu, a Ryu wcisnął przycisk odpowiadający za losowy wybór piosenki.
Gaara uśmiechnął się pod nosem,
kiedy wylosował zespół Skillet i piosenkę o tytule Whispers in the dark.
Odchrząknął, a potem z jego gardła wydobył się głos, który uwielbiałam, a który
sprawiał, że w dosłownie sekundę byłam w gęsiej skórce i tak zasłuchana, że
świat mógłby nie istnieć. Od razu przed oczami stanął mi obraz sprzed dwóch
lat.
Mój mąż, dziewiętnastoletni, gorący
jak jasna cholera, śpiewał na karaoke w domu moich wujków, a na mojej skórze
raz po raz pojawiały się ciarki. To właśnie w ten wieczór poczułam niesamowitą
chemię pomiędzy nami, a Shikamaru zdobył dziwną moc namierzania nas, kiedy
byliśmy sami. Przypomniałam sobie rozbrajającą pewność siebie i niesamowitą swobodę
z jaką Gaara zachowywał się przy mikrofonie, a wszystkie jego gesty były tak
naturalne jak oddech. Już wtedy zaczęłam się w nim zakochiwać. A po upływie
dwóch lat to uczucie było jedynie silniejsze.
-Wooow!!!
Gaara-kun! Cholera, muszę ci powiedzieć, że minąłeś się z powołaniem. Z takim
głosem powinieneś być na scenie.- Ryu przybił z Gaara piątkę. Mój mąż jedynie
zaśmiał się ze stwierdzenia Ryu.
-Dawno i
nieprawda.- Gaara usiadł obok mnie i skradł mi szybkiego całusa.- Coś nie tak?
Wyglądasz jakbyś się upiła.
-Wszystko dobrze.
Po prostu dawno nie słyszałam jak śpiewasz, a to obudziło wspomnienia, kiedy
obóz Sasuke i obóz Itachiego stał się nieodwracalnie obozem Uchiha.-
powiedziałam, a Gaara ryknął śmiechem.
-Pośpiewam ci w
takim razie do poduszki. Kochanie, twoja kolej. Naoki, wybierz Sarze coś bardzo
wymagającego. Moja żona uwielbia wyzwania. Gaara puścił do mnie oczko, a potem
dosłownie wypchnął na scenę.
Kiedy na ekranie wyświetliła mi się
piosenka, zacmokałam i westchnęłam.
-No! Sara-chan!
Śpiewasz dla swojego męża!!!- Ryu potrafił być bardzo irytujący po alkoholu.
Naoki wylosował dla mnie piosenkę
Celine Dion Because you loved me. Odetchnęłam, a potem zaczęłam śpiewać. Po
pewnym czasie naprawdę tak bardzo się wczułam, że dosłownie śpiewając, miałam
przed oczami mojego męża, który idealnie wpasował się zachowaniem w słowa
piosenki.
Kiedy skończyłam po prostu wróciłam
na swoje miejsce i usiadłam obok mojego męża.
-Wy jesteście jacyś
zmutowani. Jesteście za idealni. Wasze dzieci urodzą się jako jakieś cyborgi.-
powiedział Adam, a ja zmarszczyłam brwi.
-Niby dlaczego?-
zapytałam i wzięłam do ręki drinka mojego męża. Kiedy wyczułam w nim mocny
aromat wódki, od razu z powrotem wcisnęłam mu go w rękę.
-Popatrzcie na
siebie. Młodzi, piękni, na prestiżowych studiach, utalentowani. Mam dziwne
wrażenie, że wasi rodzice przed poczęciem was wybierali idealnego plemnika
ojca, który miał pomóc w stworzeniu nadczłowieka.- Adam był dobrze zrobiony.
Mówił nienaturalnie dużo jak na niego, gadał głupoty, ale przede wszystkim był
zarumieniony jak pawiani tyłek.
-Moje pojawienie
się na świecie to był zdecydowanie przypadek, bo moi rodzice nigdy dzieci mieć
nie chcieli.- wzruszyłam ramionami.
-Całe szczęście, że
jednak kiedyś za bardzo się zapomnieli i cię stworzyli. Świat zyskał. I twój
mąż zdecydowanie też.- John puścił do nas oczko.
-Nie chcę ciągnąć
tego tematu. Sara jest tu, jest moją żoną i uważam, że większe szczęście
spotkać mnie nie mogło.- Gaara objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.
Kiedy szliśmy w stronę metra wszyscy
głośno się śmialiśmy i wygłupialiśmy, co zwracało uwagę ludzi, którzy byli na
spacerach. Japończycy mieli bardzo specyficzny sposób zachowywania się- byli
bardzo cisi. Nawet na ulicach. Z reguły głośne rozmowy były bardzo wyjątkowe i
zdarzały się głównie między obcokrajowcami (tak jak pomiędzy nami w tamtej
chwili). Rodowici Japończycy rozmawiali przyciszonymi głosami i pochylali się w
swoją stronę, aby zminimalizować głośność rozmowy. Ja, wychowywana przez pięć
lat w Waszyngtonie, dość często tego nie robiłam, jednak kiedy Sasuke i Gaara
szli przodem, zauważyłam, że Tokijskie wychowanie weszło im w krew. Jedynym
wyjątkiem był Naruto, ale no cóż... Naruto zawsze był wyjątkowy.
Po odprowadzeniu Adama i Dominica
pod drzwi domu Sabaku, złapaliśmy się za ręce i powoli zaczęliśmy kierować w
stronę naszego domu.
-Będę za nimi
tęsknić. Wprowadzili trochę zamieszania do naszego poukładanego życia.-
powiedziałam i spojrzałam w niebo. Czarne sklepienie było pokryte gwiazdami.
Księżyc znajdował się w nowiu, więc nie tłumił ich blasku. W pewnym momencie
dostrzegłam spadająca gwiazdę.- Gwiazda spadła!!! Szybko, życzenie!!!- zaczęłam
szybko kręcić głową chcąc pobudzić myślenie.
Gaara po prostu przyciągnął mnie do
siebie i chwycił moją twarz w swoje dłonie. Pocałował mnie tak namiętnie, że aż
zakręciło mi się w głowie. Odruchowo położyłam mu dłonie na karku i jeszcze
bardziej przyciągnęłam do pocałunku. Kiedy się oderwałam, dyszałam.
-Za co to było?-
zapytałam.
-Na wszelki wypadek
żeby nic głupiego jako życzenie nie przyszło ci do głowy.- Gaara wytknął mi
język. Wydęłam usta ze złości.
-To źle, że
przerwałeś mi wypowiedzenie go, ponieważ prosiłam w myślach, żeby mój mąż ostro
mnie, jak ty to mówisz bardzo często, zerżnął, ale skoro wolałeś pocałunek już
nic na to nie poradzę. Muszę czekać na kolejną spadającą gwiazdę.
-Tu nie potrzeba
żadnej spadającej gwiazdy. W takim razie wracamy do domu w podskokach,
kochanie. Łóżko nie może czekać.- Gaara nagle poderwał mnie na ręce i zaczął
iść ze mną, śmiejącą się bardzo głośno, w stronę naszej willi.
Tydzień później siedzieliśmy w
samolocie, który miał nas zabrać do stolicy Filipin, Manili. Byłam tak bardzo
podniecona wizją wycieczki z moim mężem, która miała być powtórką miesiąca
miodowego sprzed roku, że omal nie wyskoczyłam z siedzenia.
-Kochanie,
spokojnie. Czekają nas jakieś 4 godziny lotu. Nie zużyj całej energii na
przeżywanie tego.- Gaara odgarnął mi niesforny kosmyk włosów za ucho.
-Nie mogę! Jadę z
tobą na Filipiny! Tylko ty mogłeś zrobić mi tak szalony prezent z okazji
pierwszej rocznicy ślubu!- z tej radości pocałowałam Gaare i zaczęłam
wypatrywać za okno, kiedy samolot zaczął toczyć się po pasie startowym.
-Znowu lotnisko
Narita. Zobaczymy jakie cudowne pomysły przyjdą ci do głowy tym razem w sprawach
naszego małżeństwa.- Gaara wyszczerzył się do mnie, a ja walnęłam go w ramię.-
Ej! A to za co?!
-Za to, że gadasz
takie głupoty. Chcę spędzić z tobą cudowny tygodniowy urlop oparty na szalonym
zwiedzaniu, zabawach, rozmowach do białego rana, bliskości i cholernie dzikim
seksie. To chcę robić podczas naszej podróży. Po prostu cieszyć się tobą i
naszym wspólnym czasem.- powiedziałam i wtuliłam się Gaarze w klatkę piersiową.
-Przyjąłem i
akceptuję. Sądzę, że dobrze byłoby gdybyśmy od razu po przylocie na Filipiny
kupili...
-Gaara!!! Sara!!!-
na dźwięk tego głosu poczułam jak włoski na karku stają mi dęba. Odwróciłam się
i zobaczyłam głowę Fumiko, która namiętnie machała do mnie ręką.
Kiedy zza Fumiko wyjrzał Naoki
myślałam, że wpadnę pod pokładowy fotel i nie dam rady spod niego wyjść.
-Naoki?! Fumiko?!
Co wy tu do jasnej anielki robicie?!- Gaara niemal wrzasnął zwracając na nas
uwagę całego samolotu.
-Jak to co? Po tym,
jak powiedziałeś, że planujesz zabrać Sarę na Filipiny uznałem, że Fumiko też
bardzo chętnie ze mną pojedzie. Najwidoczniej czekają nas wspólne wakacje!- za
uśmiech jaki posłał nam Naoki miałam ochotę rąbnąć go w nos tak, żeby posłać go
na księżyc.
Sama z kolei miałam ochotę wysiąść z
wzbijającego się w niebo samolotu, żeby zostać w Tokio.
Komentarze
Prześlij komentarz