Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 44


Kiedy my razem z Gaarą szykowaliśmy się do wyjazdu do Hachimantai, Sakura i Sasuke non stop się kłócili. Po tych kłótniach Sasuke wychodził z domu z trzaskiem drzwi, a Sakura zamykała się w pokoju i wyła do poduszki jak głupia.
            Siedziałam w pokoju z Gaarą i słuchałam kolejnej kłótni z serii Haruno vs Uchiha.
-Rany... Niech oni się już zamkną. Może po prostu rzućmy im noże i niech problem sam się rozwiąże?- Gaara grzebał właśnie w biurku i szukał swojego paszportu.
-Gaara! To moja najlepsza przyjaciółka i jej... facet?- niepewność w moim głosie sprawiła, że Gaara zaczął się głośno śmiać.
-Może tak, a może nie. Nie oznacza to, że mamy znosić takie kłótnie na co dzień od tak długiego czasu. Moja cierpliwość też ma granice! Chciałbym po prostu na spokojnie spakować walizkę, żeby przez następne dwa tygodnie móc byczyć się z moją żoną na werandzie domku letniskowego i oglądać ją w bikini. Potem chciałbym zdjąć z niej to bikini i robić bardzo nieprzyzwoite rzeczy, które z reguły chce się robić, kiedy ma się tak gorącą kobietę...- rzuciłam w Gaare poduszką, a on odrzucił ją we mnie.
-Jak możesz myśleć o czymś takim w takiej chwili?! Martwię się o Sasuke i Sakurę i dopóki nie przestanę, nie masz co liczyć na seks.- podeszłam do okna i objęłam się ramionami.

            Już od jakiegoś czasu sama byłam bardzo zdenerwowana. Od dwóch tygodni czułam się bardzo źle, miałam mdłości i podwyższoną temperaturę. Okres, pomimo tego, że nadal regularnie brałam hormony, w tygodniowej przerwie tym razem się nie pojawił. Bałam się, że mogę być w ciąży. Nie chciałam póki co rozmawiać o tym z Gaarą, ponieważ on sam miał ogromny stres na uczelni. Przez tydzień czekał na decyzję dziekana w sprawie przyjęcia go na specjalizację prokuratorską. Odpowiedź dostał dopiero wczoraj: pozytywną. Więc cały wieczór i połowę nocy imprezował ze znajomymi ze studiów, a ja nie chciałam zepsuć mu dobrego humoru, którym zarażał od rana. Postanowiłam porozmawiać z nim o tym, kiedy tylko się spakujemy. Albo kiedy będziemy w Hachimantai. Albo najlepiej kiedy byłabym w dziewiątym miesiącu i próbowała się tłumaczyć, że zjadłam arbuza na raz...
            Kiedy poczułam ciepłe dłonie na ramionach wzdrygnęłam się.
-Wiem, że martwisz się o Sasuke i Sakurę, ale już ci tłumaczyłem, że pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Nie możesz na siłę zmuszać ich, żeby byli ze sobą. Za krótką chwilę miałabyś taką sytuację jak teraz.- Gaara obrócił mnie w swoją stronę i przytulił.
-To... To nie tylko to. Martwię się też kilkoma innymi rzeczami. Nie sądzę jednak, żeby to był powód, żeby zawracać ci głowę.- wzruszyłam ramionami i odsunęłam się kawałek od mojego męża. Zapach jego perfum sprawił, że wszystko podeszło mi do gardła.
-Wiesz dobrze, że możesz powiedzieć mi wszystko, co leży ci na sercu. Po wczorajszym dniu raczej nie chciałbym mocniej obciążać swojej wątroby.- Gaara uśmiechnął się do mnie, a wtedy we mnie coś pękło.
            Wybuchnęłam głośnym płaczem i zasmarkałam się jak małe dziecko. Gaara, zupełnie ogłupiały, zaczął kojąco głaskać mnie po głowie i szeptać coś.
-Co się stało? Sara, dlaczego tak emocjonalnie zareagowałaś?- zaprowadził mnie na łóżko i posadził na materacu.- Wiem, że to są problemy, którymi nie chcesz się dzielić, i zapewne uważasz, że mnie nie dotyczą, ale...
-Chyba jestem w ciążyyy!!!- krzyknęłam i zaczęłam się zanosić płaczem jeszcze bardziej.
            Gaara osłupiał. Jego oczy zrobiły się okrągłe z przerażenia. Wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę, a potem odchrząknął.
-Jej... Spodziewałem się czegoś w stylu: wykupili mi piękną torebkę, którą chciałam dostać, albo przytyłam dwa kilo, ale nie spodziewałem się tego...
-Wiem!!! Tak strasznie przepraszam! Nie chcieliśmy mieć dzieci w ciągu najbliższych lat! Tak, strasznie, strasznie przepraszam!!!- zawyłam jeszcze głośniej, a Gaara aż się skulił.
-Cóż, nie rozumiem tylko dlaczego powiedziałaś, że to jest problem, który mnie nie dotyczy? Czyżbym to nie ja był ojcem?-zaczęłam okładać Gaarę poduszką.
-Jak w ogóle śmiesz tak mówić?! Ty wstrętny, wstrętny...- Gaara pociągnął mnie za ramię i przygwoździł do materaca, a potem namiętnie mnie pocałował.

            Poczułam, jak cała złość, którą czułam rozmywa się. Odwzajemniłam jego pocałunek i przesunęłam dłonie na jego plecy, a potem przyciągnęłam do siebie.
-To zawsze na ciebie działa.- Gaara się zaśmiał.
-Przyjdzie taki czas, że przestanie.- mruknęłam, a potem powoli wstałam.
-Na pewno. A teraz chciałbym, żebyś wyjaśniła dlaczego powiedziałaś, że ciąża to nie jest mój problem?- Gaara usiadł obok mnie i zmierzył groźnym spojrzeniem.
-Miałeś tyle stresów... Wybór specjalizacji, egzaminy końcowe, eseje... Po prostu nie chciałam cię martwić. Jeszcze od wczoraj, kiedy dowiedziałeś się o tym, że przyjęli cię na twoją specjalizację... Po prostu uznałam, że nie ma sensu ci o tym mówić.- wzruszyłam ramionami.
-A za kilka miesięcy sukcesywnie wmawiałabyś mi, że zjadłaś arbuza w całości, co?- zaśmiałam się i kiwnęłam głową.
-Dokładnie taki miałam plan.
-Kochanie, ustalmy coś. To jest problem naszej dwójki. Myślę, że nie mam podstaw żeby posądzać cię o to, że mnie zdradzasz, a wiatropylna raczej nie jesteś, więc ja również za to odpowiadam.- powiedział i dotknął mojego brzucha.- A poza tym byłaś u lekarza? Robiłaś test?
-Nie. Bałam się. Sakura ciągle kłóci się z Sasuke, więc nawet nie miałam kogo poprosić o to, żeby był przy tym. Tobie nie chciałam mówić, ponieważ miałeś już wystarczająco dużo problemów na głowie. Po prostu od dwóch tygodni mam silne mdłości i po ostatniej tygodniowej przerwie nie dostałam okresu.
-No to jest się o co martwić. Ubieraj się. Pojedziemy do szpitala. Tam zrobią ci badania.
-Co? Nie! Nie chcę żeby wszyscy na oddziale się na mnie gapili. I tak wystarczającą sensacją jest to, że mam ledwo dwadzieścia lat i męża od prawie roku.
-Zaufaj mi, że większą sensacją będzie to, że taka stara krowa bała się iść do lekarza, żeby dowiedzieć się czy za kilka miesięcy nie urodzi dziecka.- na to stwierdzenie mocno uderzyłam Gaare poduszką.- Uwielbiam cię wkurzać.- powiedział, a potem mnie pocałował.

            Wyszliśmy z domu nic nikomu nie mówiąc. Gaara prowadził, ponieważ ja byłam w taki stanie, że bardzo łatwo mogłam spowodować wypadek samochodowy. Kolana i dłonie dosłownie żyły swoim życiem. Nie mogłam powstrzymać ich drżenia. Gaara widząc to niemal od razu złapał mnie za rękę.
-Ej, nie denerwuj się.- przejechał palcem po wewnętrznej stronie mojej dłoni.
-A co jeśli lekarz potwierdzi moje obawy? Przecież moi wujkowie nas zabiją. Obiecywaliśmy, że nie będzie dzieci przez najbliższych kilka lat.- wydukałam i poczułam piekące łzy pod powiekami.
-Sara, słuchaj. Nie chcieliśmy, ale z drugiej strony sypiamy ze sobą i nawet tabletki nie dają 100% pewności, że się nie wpadnie. Jeśli badania potwierdzą, że naprawdę zostaniemy rodzicami będzie ciężko, ale poradzimy sobie. Mamy siebie, mamy moich dziadków, którzy na pewno będą się bardzo cieszyć z powodu dziecka, no i będziemy mieli je. I ono będzie potrzebowało nas. Dlatego musimy dać radę. Musimy i damy.- powiedział, a potem mocno ścisnął moją rękę.

            W szpitalu pielęgniarka wpisała nas w kartę, a potem kazała udać się do poczekalni. Na krzesłach siedziały kobiety, głównie koło trzydziestki, z wydatnymi brzuchami i uśmiechami na twarzach. Wszystkie trzymały ręce na piłkach przed sobą i głaskały je w czułym odruchu. Ja z kolei miałam ochotę uciekać stamtąd z krzykiem. Gaara złapał mnie za rękę i zaprowadził na wolne miejsce. Usiadł, a potem wziął mnie na kolana.
-Czuję się jak bardzo odpowiedzialny tatuś- wyszczerzył się do mnie.
-Radzę ci nie pogarszaj swojej sytuacji, bo będzie z tobą źle.- mruknęłam, a potem mocno objęłam go ramionami.

            Jakieś piętnaście minut później Gaara dostał telefon. Spojrzał na wyświetlacz i mocno zmarszczył brwi.
-Mój opiekun roku. Ciekawe dlaczego dzwoni. Poczekaj, za chwilę wrócę.- pocałował mnie przelotnie w usta, a potem szybko wyszedł z oddziału.

            Kiedy nie było go przez około dwudziestu minut zaczęłam się niepokoić.
-Pani Sabaku, zapraszam do gabinetu.- powiedziała pielęgniarka, a potem zniknęła w głębi pomieszczenia.
            Ja z kolei bardzo głęboko odetchnęłam i na miękkich nogach poszłam do pokoju.
            Całe pomieszczenie było wyklejone słodkimi do wyrzygania zdjęciami dzieci, a napisy na ścianach głosiły jakie to szczęście być matką (domyślałam się, że było to spowodowane drastycznym niżem demograficznym w Japonii).
            Usiadłam przed miłą lekarką w średnim wieku. Kobieta była ubrana w klasyczny biały fartuch i drewniaki. Na głowie miała klasycznego koka.
-Zapraszam. Pani Sabaku, tak?- niepewnie kiwnęłam głową.- Co panią do mnie sprowadza?
-Ja...- zaczęłam i głośno przełknęłam ślinę. Czułam jak język przykleja mi się do podniebienia z nerwów.
-Tak? Pani.
-Ja... Ja chyba jestem w ciąży.- powiedziałam, a potem wypuściłam powietrze z płuc z uczuciem ulgi.
-Objawy?- zapytała, a potem zaczęła notować coś w mojej karcie.
-Mdłości, wahania nastroju, brak miesiączki. Brałam regularnie tabletki antykoncepcyjne, dlatego dziwię się, że mogę być w ciąży.
-Współżyje pani regularnie? Pani partner nie jest na nic chory i nie ma szans, żeby zaraził panią jakąkolwiek chorobą weneryczną.- zdębiałam. Tak naprawdę nigdy nie pytałam Gaary o to, czy się badał, nie czułam takiej potrzeby. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że chyba powinnam była.
-Eee... Tak sypiam z mężem regularnie.Co do chorób... Nie mam o nich pojęcia. Od dwóch lat uprawiam z nim seks i jakoś nie zauważyłam u siebie żadnych objawów czegokolwiek. Nie miałam nawet infekcji.- powiedziałam lekko zażenowana.
-Zapraszam na fotel, zbadam panią.- powiedziała lekarz, a potem wstała i uderzając z charakterystycznym dźwiękiem drewniakami o podłogę, poszła w stronę fotela ginekologicznego.

            Kiedy leżałam na tym głupim fotelu setki myśli galopowały mi przez głowę. Myślałam o ciąży, o tym czy mój mąż przez przypadek nie sprzedał mi jakiegoś syfa, którego złapał od Ayo albo Fumiko, albo jeszcze innej dziewuchy, z którą kiedyś sypiał. Nagle myśl o dziecku wydała mi się bardzo przyjemna.
-Nie widzę żadnej infekcji, wszystko wygląda bardzo ładnie. Pobiorę wymaz i zrobię cytologię. Gdyby działo się coś złego pielęgniarka będzie do pani dzwonić w celu konsultacji lekarskiej. Teraz proszę przejść na łóżko. Zrobię USG.
            Skrzywiłam się, kiedy lekarka zaczęła robić mi badanie. Spoglądałam w ten głupi monitor i wśród tych wszystkich dziwnych kształtów próbowałam dostrzec zarys płodu lub czegokolwiek innego.
-Hm. Nie jest pani w ciąży to na 100%. Macica w porządku, jajniki i jajowody też... Była pani ostatnio pod wpływem silnego stresu?- zapytała lekarz, a ja kiwnęłam głową.
            Przez ostatnie trzy tygodnie mało spałam i jadłam przez wzgląd na egzaminy na uczelni. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że ciąża, o która tak potwornie się bałam, to po prostu chroniczne przemęczenie.

            Kiedy wróciłam na fotel byłam w dużo lepszym nastroju.
-Wypiszę pani receptę na pigułki. Długo je pani bierze?
-Około 1,5 roku.- szybko policzyłam w pamięci.
-Więc czas je zmienić. Zapiszę pani te. Gdyby coś się działo proszę do mnie przyjść. Przy okazji dam pani kilka ulotek dotyczących nowoczesnej antykoncepcji, która nie obciąża wątroby. Skoro ma pani męża, zdecydowanie polecałabym to, zamiast psucia sobie układu pokarmowego.

            Kiedy wyszłam z gabinetu Gaara chodził od ściany do ściany. Wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Kiedy tylko mnie zobaczył niemal od razu jego oczy rozszerzyły się. Bez słowa przeszłam obok niego i wyszłam na główny hol. Gaara wypadł za mną.
-I co? Jesteś w ciąży?- zapytał.
-Nie. To tylko stres. Lekarka zasugerowała mi też zmianę antykoncepcji. To wszystko.- wzruszyłam ramionami.
-Odetchnąłem z ulgą.
-Czego chciał twój opiekun roku?- zapytałam, kiedy przypomniałam sobie o jego telefonie.
-Powiem ci w samochodzie. Chodźmy. Zabieram cię na jakiś miły obiad.- Gaara pocałował mnie w policzek, a potem złapał za rękę.

            Kupiliśmy chińszczyznę na wynos, a potem pojechaliśmy na parking obok parku, gdzie zaczęliśmy ją jeść.
-Powiesz mi w końcu o co chodziło?- zapytałam i ze smakiem wciągnęłam obfitą porcję makaronu do ust.
-Musimy znowu odwołać wylot do Hachimantai.- jego ton nie był zbyt zadowolony.
-Umarł pies twojego opiekuna i dostałeś oficjalne zaproszenie na pogrzeb?- zapytałam, a Gaara zaczął się śmiać.
-Nie. Na nasz uniwersytet przyjeżdżają studenci z Anglii. Będą u nas cały lipiec, a ja zostałem poproszony o to, żeby być ich przewodnikiem w Tokio.
-Rozumiem, że profesor Takeuchi nie miał nikogo innego na twoje miejsce?- zapytałam bardzo poirytowana.
-Nie tylko ja zostałem o to poproszony. Studentów jest ośmiu. Każda osoba z mojej czwórki bierze na siebie obowiązek dbania o dwójkę z nich.
-Czy ty chcesz przez to powiedzieć, że oni będą z nami mieszkać?!- zapytałam zdenerwowana.
-Owszem.- znałam ten ton. Gaara nie miał zamiaru z niczego mi się tłumaczyć.
-Cieszę się, że łaskawie raczyłeś zapytać jak ja to rozpatruję, wiesz! Jestem po prostu tak szczęśliwa z faktu, że liczysz się z moim zdaniem, że za chwilę przebiję sufit w samochodzie!!!- krzyknęłam.- Dlaczego to ty i reszta twoich znajomych zostaliście do tego wybrani? Dlaczego nie ktoś inny?
-Bo Naoki, Ryu i ja mamy najwyższą średnią na naszym roku. Marie się nie załapała. Za nią dostał się inny student. Moi Anglicy będą mieszkać w domu mojego wujka w moim starym pokoju. Dzwoniłem do wujka i poinformowałem go już o wszystkim. Nie ma przeciwwskazań.
-Ale ja mam! To jest miesiąc wakacji wyjęty z życia na opiekowanie się turystami z Anglii!
-To nie są turyści. Przyjeżdżają na nasz uniwersytet zdobyć doświadczenie zawodowe. My również nauczymy się dzięki temu czegoś pożytecznego.
-O nie, mój drogi. Żadne my. Ty się na to zgodziłeś, ty będziesz się z tym męczył. Ja nie przyłożę do tego ręki, a nawet nie kiwnę palcem przy twoich gościach.
-Jak chcesz. Myślałem, że skoro również studiujesz prawo będziesz chciała nauczyć się czegoś pożytecznego, ale jak wolisz.- Gaara po prostu wzruszył ramionami, co jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło.

            Przez kilka dni nie odezwałam się do Gaary nawet słowem. On z kolei nie próbował nawiązywać ze mną żadnych rozmów. Po prostu żyliśmy obok siebie i jednocześnie udawaliśmy, że nie ma nas obok siebie.
            Sytuacja zmieniła się tego ranka, kiedy Gaara miał jechać po swoich gości na lotnisko. Miał taką migrenę, że poprosił mnie o bycie kierowcą, a ja, pomimo wściekłości zgodziłam się. Nie przez wzgląd na niego. Po prostu nie chciałam, żeby ktokolwiek stał wtedy na jego drodze.
            Kiedy siedzieliśmy w aucie Gaara trzymał się za skronie i próbował je rozmasować.
-Kurwa, czemu akurat dzisiaj...- warczał do siebie pod nosem. Westchnęłam i zjechałam na pusty parking.
            Usiadłam Gaarze na kolanach i zaczęłam rozmasowywać jego głowę. Wtulił się we mnie i mocno objął ramionami.
-To ze stresu przez nasze kłótnie.- mruknął, a potem pocałował mnie w dekolt.
-Jakie kłótnie? Od dobrych czterech dni w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy.- powiedziałam i mocniej nacisnęłam na jego skronie.
-Właśnie dlatego. Denerwowałem się tym, że moja własna żona nie chce ze mną rozmawiać i przez to miałem za wysokie ciśnienie. Wyszło mi to w postaci bólu głowy. Ale teraz już powoli jest lepiej. Tulenie się do ciebie rozładowuje mój stres.- mruknął, a potem wtulił się we mnie jak małe dziecko.
-Mam wrażenie, jakbym była mamą pięciolatka.- przeczesałam włosy Gaary palcami, a potem pocałowałam go w czoło.
-Nie kłóćmy się już. I ciebie i mnie kosztuje to zbyt wiele nerwów.
-Przyznasz, że miałam prawo się zdenerwować.- spojrzałam na Gaare wymownym spojrzeniem.
-Miałaś. Przyznaję. Nie sądziłem jednak, że będziesz aż tak okrutna żeby przez tyle dni nawet nie odezwać się do mnie słowem. Tęskniłem za tym cudownym dotykiem.- zamruczał z zadowolenia, kiedy delikatnie pociągnęłam jego czerwone pukle.
-Nigdy więcej nie stwarzaj takich sytuacji. Uwierz, że zostać postawionym przed faktem dokonanym jest czymś okropnym. Masz szczęście, że ci goście będą spać u wujka. Inaczej miałbyś ogromny problem.
-Obiecuję, że więcej nie postawię cię przed faktem dokonanym. A teraz pomasuj mi jeszcze trochę głowę, bo jest to bardzo skuteczne.- powiedział zadowolony.
-Nie spóźnimy się na przylot tych twoich kolegów?- zapytałam i spojrzałam na zegarek, który pokazywał chwilę po szóstej rano.
-Nie. Specjalnie wyjechaliśmy dobre czterdzieści minut szybciej. Nie wiedziałem jak będzie wyglądać sytuacja na drogach, a spóźnianie się nie leży w mojej naturze.- powiedział, a ja zaczęłam się śmiać.
-Ty jesteś niemożliwy. Specjalnie obudziłeś mnie o czwartej, żeby zapytać, czy zawiozę cię na lotnisko i jeszcze bezczelnie mi tu mówisz, że mamy czterdzieści minut zapasu do przylotu Anglików. Mogłam jeszcze spać.- zażartowałam, a Gaara chwycił moją twarz i przyciągnął ją do siebie.
            Uwielbiałam pocałunki naładowane elektrycznością tak bardzo, że aż trzeszczało. Instynktownie chwyciłam dolną wargę Gaary zębami i delikatnie ją przygryzłam. Jękną, a całym jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam całować jeszcze bardziej namiętnie. Dosłownie pożeraliśmy się.
            Kiedy wsunął mi ręce pod sukienkę i ścisnął pośladek aż sapnęłam.
-Znowu samochód. Czuję się, jakbym znowu zabierał cię na szybkie randki jako gówniarz.- Gaara chwycił moje majtki i zaczął je ze mnie zsuwać.
-Nie w tej pozycji. Nie będę miała czasu, żeby potem szukać bielizny gdzieś po podłodze.- jęknęłam i sięgnęłam do zamka w spodniach Gaary. Odwróciłam się do niego plecami i złączyłam nogi, a potem wsunęłam w siebie. Głośno jęknęłam i podparłam dłonie na kolanach mojego męża. Zaczęłam wykonywać mocne ruchy biodrami, ale Gaara trochę mnie przystopował. Zaczął poruszać mną w górę iw dół dostosowując odpowiadający mu rytm. Jednak kiedy puścił moje biodra, odrobinę przyspieszyłam. On z kolei przesunął swoją dłoń do przodu i zaczął dodatkowo mnie pieścić. Odgięłam głowę do tyłu i głośno jęknęłam z zadowolenia. Jeszcze przyspieszyłam ruchy bioder.
- Bawisz się w amazonkę moja mała nimfomanko?- gorący oddech Gaary owiał moje ucho, a kiedy tylko delikatnie przygryzł je zębami dosłownie odleciałam i całkiem straciłam nad sobą kontrolę.

            Krzyknęłam, a moje ciało wpadło w konwulsje od intensywnego orgazmu. Gaara jęknął gardłowo, a potem wtulił się w moje plecy i złożył na moim ramieniu delikatny pocałunek.
-Zapewniłaś mi bardzo dobry humor na resztę dnia. I ból głowy też mi minął.- mruknął zadowolony.
-Taki miałam zamiar.- zaśmiałam się, a potem szybko się ogarnęłam i z powrotem przeszłam na siedzenie kierowcy.

            Zajechaliśmy na lotnisko o czasie. Kiedy weszliśmy do hali przylotów Naoki, Ryu i jeden z kolegów Gaary już na nas czekali. Pomachałam im, a potem razem z Gaarą podeszliśmy do nich.
-Sara-chan!!! Jak bardzo się cieszę, że cię widzę. Wyglądasz kwitnąco! Aż nie mogę się na ciebie napatrzeć.- Ryu dał mi buziaka w policzek na powitanie, a mnie wcięło.
-Ej, Ryu! Co to, to nie!- Gaara pogroził mu palcem.
-Gaara-kun, daj spokój. Twoja żona to hetero w stu procentach. Ja jestem homo w stu procentach i wiem, że wy też zdajecie sobie z tego sprawę.- Ryu puścił oczko do mojego męża, a ja zaczęłam się śmiać.
-W końcu się przyznałeś! Czekałam na to ponad rok.- dałam Ryu kuksańca w bok. Cześć Naoki. Cześć eee... Kolego Gaary, którego nie znam.
-Haku.- chłopak się zaśmiał, a potem uścisnął mi rękę.
-Haku. Miło mi. Sara.
-Ciebie na kampusie zna chyba każdy. Dziewczyna, która usidliła największe ciacho na kampusie. Jesteś sławna.- Haku puścił mi oko, a ja westchnęłam z irytacją.
-Nie wiem, czy akurat ten rodzaj sławy mi odpowiada.
-Zmieniając temat. Samolot z Londynu już wylądował, prawda?- Gaara spojrzał na tablicę z wyświetlonymi numerami lotów.- Idziemy pod wejście numer 5. Naoki, masz może kartkę z nazwą uczelni?
-Jasne. Cambridge zawsze w modzie.- Naoki pokazał nam kartkę z wydrukowanymi na czerwono literami.
-Masakra. Nie wiedziałem, że to dzieciaki z Cambridge...- mruknął Gaara i przetarł twarz dłońmi.
-Boisz się, że będą lepsze od ciebie?- zapytał Naoki.

            Od jakiegoś czasu ostra rywalizacja pomiędzy chłopakami zaostrzyła się. Naoki negował niemal wszystko to, co mówił Gaara i vice versa.
-Lepsze? W jakim świecie ty żyjesz, Naoki? Poza tym ja już jestem najlepszy z najlepszych.- Gaara wyszczerzył się do chłopaka.
-Niby w czym? We wkurwianiu ludzi? Tu muszę przyznać ci rację.
-Nie. Rozbiłem bank, kiedy ożeniłem się z tym skarbem, który tu obok mnie stoi.- na słowa Gaary poczułam jak miękną mi kolana. Spojrzałam się na niego, a moje serce mocno zabiło w piersi.
-Taaa... Pamiętaj, że życie nie zawsze układa się tak, jak planujesz. Może się okazać, że za kilka lat kto inny będzie tak do niej mówił.
-Chłopcy, przestańcie sobie dogryzać! Naoki, nie ma powodów, żebyś w ogóle tak mówił. Kocham Gaare i nie wymienię go na kogo innego.
-Teraz tak mówisz. Nie wiesz co będzie za kilka lat.
-Owszem, wiem. Za kilka lat razem z Gaarą skończymy studia, a ja urodzę dziecko. Potem następne i następne i następne. W międzyczasie kupimy sobie psa. A potem polecimy gdzieś na wycieczkę i tam właśnie zmajstrujemy pierwsze dziecko.- zaczęłam wyliczać na palcach. Ryu i Haku zaczęli się śmiać. Jednak Naoki wcale nie zrozumiał żartu.
-Może się okazać, że wzięłaś ślub za szybko i jednak nie poznałaś tego właściwego faceta.- Naoki wzruszył ramionami.
            Wtedy Gaara zrobił coś, czego nigdy bym się po nim nie spodziewała. Ruszył na Naokiego, a Ryu w ostatniej chwili wszedł pomiędzy nich.
-Posłuchaj gnojku, odpieprz się od mojej żony, a te dwuznaczności wsadź sobie w dupę! Spróbuj chociaż tknąć palcem Sarę, a przysięgam, że obiję ci ryj. Mam dość tego, że wpierdalasz się w nieswoje sprawy, a od czasu moich urodzin robisz to wręcz nagminnie. Znajdź sobie swój mały ogródek szczęścia i przestań wpierdalać się z buciorami do mojego.- dawno nie widziałam Gaary w takim stanie. W jego oczach dosłownie paliła się furia.
-Widzisz, Iregiro? O tym mówiłem.- Naoki prychnął, a Gaara naparł na Ryu żeby tylko dosięgnąć Naokiego.
            Wepchnęłam się pomiędzy Ryu i Gaare i położyłam Gaarze dłonie na klatce piersiowej.
-Kochanie, proszę cię, uspokój się. Nie dawaj Naokiemu tej satysfakcji, że wyprowadził cię z równowagi. Wiesz doskonale, że to nieprawda. Gaara spójrz na mnie, proszę.- powiedziałam stanowczym, ale bardzo spokojnym tonem.
            Gaara spełnił moją prośbę. Pod palcami czułam jak szybko bije mu serce. Przez dłuższą chwilę po prostu się na siebie patrzeliśmy i prowadziliśmy rozmowę bez słów. W końcu Gaara odetchnął i rozluźnił ciało. Blado się do niego uśmiechnęłam i wspięłam na palce. Pocałowałam go. Krótko, stanowczo i z wielkim uczuciem.
-Mój grzeczny chłopiec. - uśmiechnęłam się do niego, a potem przytuliłam.- Liczę na to, że w nocy staniesz się bardzo niegrzecznym chłopcem.- wyszeptałam do jego ucha i znów pocałowałam.
-Dobra, weźcie przestańcie. Rzygać mi się chce od tych waszych czułości.- zirytowany głos Naokiego sprawił, że Gaara uśmiechnął się pod nosem i znów mnie pocałował. Bardzo namiętnie, wręcz natarczywie. I ten pocałunek sprawił, że miałam ochotę zaciągnąć go do auta i znów ostro się kochać.
-Huhu. Atmosfera robi się bardzo gorąca państwo Sabaku. Czy powinienem zamówić wam pokój w hotelu?- zażartował Ryu, a ja zaśmiałam się bardzo głośno.
-Ryu, pokój? My z Gaarą nie potrzebujemy pokoju. Wystarczy mi nawet ta ławka.- wskazałam podbródkiem na metalową ławkę dla oczekujących na lot pasażerów.
-Rok po ślubie, dwa lata w związku, a ty nadal taka napalona na swojego męża? Zadziwiające.- Ryu puścił mi oczko.
-Nadal? To co teraz robimy w łóżku to połowa tego, co było przed ślubem. Daj spokój. Trochę wypadamy z gry. Starzeję się i tyle... O, to chyba oni.- Gaara spojrzał w stronę wyjścia z odgrodzonej od reszty strefy.
            Samym środkiem holu szło sześciu facetów i dwie dziewczyny. Wszyscy byli poubierani bardzo formalnie: garnitury, garsonki, wypastowane na połysk buty i wysokie markowe szpilki.
            Spojrzałam na chłopaków, którzy byli ubrani bardzo luźno w jeansy i zwykłe koszulki z krótkim rękawem. Przy studentach z Cambridge wyglądali jak plebs.
            Naoki uniósł kartkę, a wtedy tamci skierowali się w naszą stronę.
            Kiedy znaleźli się obok nas od razu poznałam, że będą z nimi problemy. Po samej postawie jasno widziałam, że są zwykłymi zepsutymi dzieciakami.
-Cześć. Nazywam się James Connor. Jesteście pewnie studentami z uniwersytetu Tokijskiego, z którymi współpracujemy.- chłopak mówił po angielsku, z typowym (osobiście cholernie dla mnie irytującym) brytyjskim akcentem.- To moje koleżanki, Lilian Marshall, Kimberly Clark, a cała reszta to Adam Hunt, Dominic Johnson, Paul Smith oraz Jonathan Follows. Jesteśmy studentami z Cambridge.
-Miło nam. Ja nazywam się Gaara Sabaku, chłopak obok mnie to Ryu Hitoshi, Naoki Keizo i Haku Masami. To my będziemy się wami zajmować na czas waszego pobytu w Tokio.- Gaara uśmiechnął się do chłopaka, a ja z irytacją zauważyłam jak dwie Angielskie laski wymieniają między sobą zachwycone spojrzenia i przeskakują z jednego chłopaka na drugiego.
-Nam również miło poznać. A kim jest ta malutka dziewczyna? Słodka. To pewnie siostra któregoś z was, tak? Sądząc po fizycznym podobieństwie... Siostra Ryu?- zapytał James, a ja zacmokałam zirytowana.
-Nazywam się Sara Sabaku. Miło mi.- skłoniłam głowę.
-Sabaku? A więc jesteś siostrą Gaary. Cieszę się, że będziemy mogli się bliżej poznać.- chłopak pocałował mnie w wierzch dłoni, a ja poczułam się niezręcznie.
-Tak technicznie rzecz biorąc, James, Sara to moja żona. Tak więc nie, nie poznacie się zbyt blisko.- Gaara objął mnie ramieniem, a ja miałam ochotę ryknąć śmiechem. Znałam to aż za dobrze: Mój mężczyzna poczuł zagrożenie.
-Ech, no trudno. Miałem nadzieję, że wywiozę z Japonii choć kilka miłych wspomnień, ale to nic. Dobrze, w takim razie może wyjdziemy na zewnątrz żeby każdy z was mógł nas zabrać do stancji, w której będziemy mieszkać?
            Kiedy szliśmy za chłopakiem i jego bandą miałam dziwne wrażenie, że ich przyjazd nie był najlepszym pomysłem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8