Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 59

Po powrocie do Tokio i ogłoszeniu zaręczyn Sasuke i Sakury, wujek zaczął nabijać się z Itachiego, że jego dzieci biorą ślub w odwrotnej kolejności od oczekiwanej.
-Macie szczęście, że jesteśmy zaprawieni w boju z Sarą i Gaarą. To co, ślub jakoś za dwa lub trzy miesiące?- wujek wyszczerzył się do nas, a my zaczęliśmy się śmiać.
-Nie, tato. Póki co skupiamy się na studiach. Rozmawialiśmy z Sakurą i uznaliśmy, że najlepszy będzie przyszły rok jakoś późną wiosną lub wczesnym latem. Naprawdę z nami możecie obejść się spokojnie.- powiedział Sasuke. Wydawał się odprężony jak nigdy.
-A czy gdyby udało nam się zaplanować ślub latem tego roku, też bylibyście zainteresowani? Uwierzcie, że na pewno dam radę coś przygotować. Mam w tym niezłą wprawę.- powiedziała ciocia, a my znowu zaczęliśmy się śmiać.
-Nie. Naprawdę nie chcemy niczego przyśpieszać. Niech wszystko dzieje się spokojnie. Nie mamy ochoty na żadne szaleństwa. Gaara i Sara to była inna historia i wszyscy wiemy dlaczego pobrali się tak szybko. Są szczęśliwi, więc uważam, że była to najlepsza decyzja jaką podjęli. My z Saki chcemy spokojnie wszystko przygotować, poobmawiać, zobaczyć. Dlatego ślub dopiero w przyszłym roku.- powiedział Sasuke, a Sakura przytaknęła.
            Wpatrywała się w mojego kuzyna jak w ósmy cud świata, jej twarz promieniała szczęściem, oczy dawno nie były tak błyszczące. Przez ponad osiem lat naszej przyjaźni nigdy nie widziałam jej w takim stanie jak teraz. Tak, jak byłam pewna, że nie mógł mi się trafić lepszy mąż niż Gaara, tak czasem uważałam, że Sasuke mógł nie być odpowiedni dla Sakury. Jednak widząc ją w takim stanie przestałam tak myśleć. Saki go kochała. Kochała go tak jak ja kochałam Gaare. I właśnie w tamtym momencie zdałam sobie sprawę jak wdzięczna jestem mojemu kuzynowi za to, że się zmienił i sprawił, że Sakura w końcu znalazła stabilizację w życiu.

-Padam na twarz.- mruknęłam, kiedy wróciliśmy do pokoju. Gaara zaczął pakować walizkę na wyjazd, a ja zrobiłam niezadowoloną minę.
-No co? Przecież wiedziałaś, że wyjeżdżam ledwo po powrocie z Hakuby.- Gaara spojrzał się na mnie i zmarszczył nos.
-Wieeem. Dobija mnie to, że przez najbliższe dwa tygodnie nie będzie cię ze mną, ale co mam poradzić? Miś musi cię zastąpić. Właśnie! Spryskaj go perfumami.- wyszczerzyłam się do Gaary.
-Zrobię to, kiedy się spakuję. Też nie chcę cię zostawiać, ale ten wyjazd... Sam nie wiem, co o nim myśleć...- Gaara wyglądał na zmartwionego.
-Dlaczego? To zwykły wyjazd z uczelni. Skoro ma w jakiś sposób podnieść ci kwalifikacje zawodowe, dobrze byłoby, gdybyś w nim uczestniczył.- wzruszyłam ramionami.
-Nie o to chodzi. Po prostu to, co profesor o nim powiedział nie do końca jest dla mnie jasne.- Gaara usiadł na łóżku i przetarł twarz dłońmi.
-O co chodzi, Gaara? Zaczynam się niepokoić i jednocześnie zastanawiać, czy czegoś przede mną nie ukrywasz.- powiedziałam zaniepokojona i usiadłam obok niego.
-Nic przed tobą nie ukrywam. Po prostu nie do końca sam rozumiem znaczenie tego wyjazdu. Profesor powiedział, że będzie to nie tylko szkolenie naszych i tak wysokich umiejętności, ale jednocześnie szansa na zdobycie międzynarodowego rozgłosu. Będą tam różne uczelnie, z różnych zakątków świata. Przez dwa tygodnie prowadzone będą specjalne zajęcia, konferencje i spotkania, na których uczelnie będą wymieniały zawodowe doświadczenia. Spotkam najlepszych z najlepszych. Czuję się po prostu... Niepewnie.
-Gaara, jesteś doskonały w tym fachu. Masz to we krwi. Jesteś geniuszem. Skoro masz możliwość pokazania, co umiesz, zrób to jak najlepiej. Nie ważne, czy ci się to uda, czy nie, i tak jestem z ciebie cholernie dumna, ponieważ z tylu uczniów z czterech lat profesor wybrał waszą grupę. Wierzę w ciebie i wiem, że na pewno dasz radę. Pamiętasz? To samo mówiłeś mi przed ślubem. Że mam przestać wymyślać sobie czarne scenariusze, bo wszystko będzie dobrze. I teraz też na pewno będzie. Wiem, że dasz radę, a za dwa tygodnie wrócisz równie mądry co Einstein.- powiedziałam, i mocno przytuliłam Gaare.
-Daj mi choć 1/4 tej wiary, którą masz we mnie, bo ja nie czuje nawet 1/100.- Gaara naprawdę wyglądał na zmartwionego.
-Doskonale wiesz, że sobie poradzisz. I ja też wiem, że tak będzie. Po prostu bądź sobą, a wszyscy się tobą zachwycą... Oczywiście, rób tak, żeby nie zachwycały się tobą inne studentki. Geje mogą...- Gaara zaczął się śmiać, a potem dał mi całusa.
-Jesteś czasem niemożliwa.

            Kiedy zawiozłam Gaare na dworzec, czułam, że robi mi się smutno. Nie była to czarna rozpacz jak za pierwszym razem, kiedy Gaara miał wyjechać na tydzień. Czułam jednak nieprzyjemne kłucie w sercu na myśl, że nie zobaczę Gaary przez całe dwa tygodnie.
            Szliśmy, trzymając się za ręce. Co chwila Gaara mówił coś, co sprawiało, że wybuchałam śmiechem, ale dźgałam go w bok palcem. Profesor, który wyjeżdżał z Gaarą stał już obok peronu, z którego mieli wyjeżdżać, razem z Naokim i Ryu.
-Witam panie Sabaku!- profesor wyciągnął rękę do Gaary, uścisnęli je sobie oraz lekko pokłonili.
-Witam profesorze. Czekamy tylko na Marie?- zapytał i odstawił torbę na ziemię.
-Taaa. Dzwoniliśmy do niej. Będzie za jakieś dziesięć minut. Jak to ona powiedziała musiała przepakować walizkę, ponieważ musi się dobrze reprezentować.- Ryu zaczął naśladować jej ton, a ja zaczęłam się śmiać.
-A to jest pewnie pana żona, panie Sabaku? Pan i pani bardzo często znajdują się na językach wykładowców na uczelni. Nazywają was nowym odkryciem Uniwersytetu Tokijskiego. Trzeba przyznać, że co do pana nie mam wątpliwości dlaczego. Jednak pana żona...- wykładowca spojrzał na mnie jakby przyglądał się dwunastolatce, która właśnie ogłosiła, że została wybrana do lotu na księżyc.
-Jest niepozorna, ale niech mi pan uwierzy, że to prawdziwy ogień. Tak w życiu zawodowym, jak i osobistym.- Gaara uśmiechnął się do wykładowcy.
-Skoro pan tak mówi, to nie śmiem wątpić. Przy okazji jak moim najbardziej uzdolnionym studentom minęły ferie zimowe? Widzę, że pan Naoki jest opalony, więc pewnie był gdzieś na egzotycznych wakacjach.
-Zgadza się, panie profesorze. Byłem na Karaibach razem z moją dziewczyną i rodzicami.- Naoki powiedział bez większego entuzjazmu.
-A pan Ryu? Wygląda wręcz na zmęczonego.
-Taaak. Pomagałem rodzicom w remoncie ich mieszkania. Od rana do nocy siedzieliśmy przy robocie. Mam serdecznie dość. Te dwa tygodnie to dla mnie świetny pretekst, żeby się wyrwać.- wszyscy się zaśmialiśmy.
-A pan, panie Sabaku?- profesor zwrócił się do Gaary.
-Ja? Razem z żoną i przyjaciółmi spędziliśmy tydzień w Hakubie. Pojechaliśmy tam bardzo dużą grupą i świętowaliśmy Nowy Rok. Muszę przyznać, że to był niesamowicie spędzony czas.- Gaara spojrzał na mnie i poprawił mi kosmyk włosów, który wchodził mi w oczy.
-Czyli rozumiem, że wszyscy mieli bardzo udane ferie? Bardzo się cieszę. Najważniejsze, żebyście teraz byli wypoczęci i bardzo aktywni. Musicie w końcu godnie reprezentować naszą uczelnię.

            Marie przyszła na ostatnią chwilę. Odpicowana jak malowana lala- wysokie platformy, dopasowane spodnie ze skaju, opinająca bluzka z której wylewał się biust... Zaniemówiłam, kiedy ją zobaczyłam.
-Och, cześć! Nie poznałam cię! Cześć chłopcy! Witam pana profesora. Bardzo przepraszam za spóźnienie.- przywitała się ze mną, na co zrobiłam wielkie oczy.
-Panno Marie, co pani ma na sobie?! To zakrawa na prostytucję!!!- profesor wyglądał tak, jakby miał wyrwać sobie z głowy resztki włosów.
-Pan profesor przesadza. Mam godnie reprezentować uczelnię, to właśnie teraz to robię.- Marie bez dalszych kłótni weszła do wagonu, a potem znalazła swój przedział. Z kolei w tym czasie konduktor wyszedł z pierwszego wagonu i gwizdnął gwizdkiem, że zbliża się czas odjazdu pociągu. Chłopcy szybko zapakowali się do wagonu, a Gaara postał ze mną jeszcze chwilę. Trzymał mnie za rękę i dosłownie przykleił się do mojego czoła.
-Kocham cię. Mam nadzieję, że nie zatęsknisz się za bardzo, kiedy mnie nie będzie.- powiedział Gaara, a ja uśmiechnęłam się z zadziornym błyskiem.
-Spokojnie. Nie masz się o co martwić. W razie czego mam Keia.- Gaara słodko zmarszczył nos z niezadowolenia, kiedy to powiedziałam.
            Nagle dał mi siarczystego klapsa.
-Ej! To był atak z...- zaczęłam oburzona, ale Gaara chwycił moją twarz w swoje dłonie i przyciągnął do pocałunku.
            Wsunął język w moje usta i pocałował tak zachłannie, że omal nie zemdlałam. Kiedy się ode mnie odkleił trzęsłam się na całym ciele, a obraz przed oczami mi się rozmazywał.
-Jeszcze raz usłyszę coś tak głupiego, a po powrocie przypnę cię kajdankami do zagłówka i dosłownie zabiję dawką przyjemności. Nie testuj mojej cierpliwość. Tylko ja mogę robić z tobą to, co robią niegrzeczni faceci, niegrzecznym dziewczynom. Idę. Inaczej pociąg odjedzie beze mnie.- powiedział, dał mi szybkiego całusa i złapał bagaż w rękę.
-Do zobaczenia za dwa tygodnie. Daj z siebie wszystko.- powiedziałam, a kiedy pociąg odjechał, zaczęłam kierować się do wyjścia.

            Przez pierwsze dwa dni bez Gaary byłam zaaferowana uczelnią. Profesorowie zlecali nam pełno projektów do opracowywania w grupach, a za tym szło to, że spełniał się największy koszmar Gaary- spędzałam z Keiem (jak i oczywiście całą resztą grupy) bardzo dużo czasu. Zawsze, kiedy Gaara do mnie dzwonił, oni byli gdzieś w pobliżu. Tak było również tym razem.
-Widzę, że świetnie sobie beze mnie radzisz...- Gaara mruknął niezadowolony w telefon, kiedy wyszłam na chwilę na hol w domu Tomoko.
-Gaara, daj spokój. To tylko projekty. Nie masz o co być zazdrosny.- prawie warknęłam.
-Wiem. W końcu jesteś moją żoną. Ufam ci.- powiedział, a potem zaczął głośno ziewać.
-Zmęczony?- zapytałam. Wyobraziłam go sobie ledwo żywego.
-Trochę tak. Wstajemy bardzo wcześnie, potem kilkanaście godzin siedzimy na tych nudnych konferencjach.... Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że nie jestem w stanie dogadać się ze studentami z Rosji? Matko! Ich angielski jest okropny.- zaśmiałam się, kiedy Gaara to powiedział.
-Tak jak dla większość obcokrajowców angielski Japończyków. Uwierz, że my mówimy jak zawodowi lektorzy.- tym razem Gaara się zaśmiał.
-To dopiero dwa dni, a ja już okropnie za tobą tęsknię. Jeszcze jak słyszę gdzieś w pobliżu ciebie tą podróbkę Jamesa Deana, to mnie krew zalewa.
-Wiesz dobrze, że nie masz się o co martwić. Wkręcasz sobie nie wiem po co. Czekam z niecierpliwością na ciebie. I też strasznie tęsknię.- mruknęłam.
-Sprawdziłaś, czy zrobili już te poprawki w naszym domu? Krew mnie zalewa jak myślę, że będziemy musieli czekać kolejnych kilka miesięcy żeby się wyprowadzić od twoich wujków.
-Aż tak ci źle z nimi? Masz Sasuke blisko siebie. - powiedziałam i oparłam się o ścianę.
-Nie jest mi źle. Jest wesoło. Jednak chciałbym... Chciałbym w końcu móc żyć jak prawdziwi mąż i żona, a nie jak dzieciaki, które szybko się pobrały i muszą z tego tytułu żyć na utrzymaniu rodziców. Po prostu czuję, że takie posiadanie własnego domu jeszcze mocniej scali nasz związek.
-Jeśli tylko zdecydujesz się na mycie naczyń, na pewno.- co jak co, ale mój mąż nienawidził tego robić.
-Dla ciebie mogę nawet polerować toalety szczoteczką do zębów, ale to już temat na inną rozmowę. Ryu właśnie przyszedł, zbieramy się na dalsze konferencje. Kocham cię. Pa!- powiedział i rozłączył się.
-Ja ciebie też kocham.- powiedziałam odruchowo, a potem wróciłam do moich znajomych.

            Kiedy zbliżał się weekend, a Gaary nie było ze mną już pięć dni, czułam się sfrustrowana. Na uczelni jeden z profesorów ochrzanił mnie, że za bardzo wyręczam moją grupę w pracy- sytuacja dotyczyła obrony projektu, który zrobiliśmy. Tylko ja potrafiłam jakoś sensownie wybrnąć z jego pytań- i że on tego tolerować nie będzie. Owszem, ja zdałam, jednak moja grupa musiała poprawić swoje części pracy, i profesor ostrzegł, że jeśli tylko okaże się, że im pomagałam, i oni i ja poniesiemy odpowiednie konsekwencje. Pokłóciłam się z Sakurą, która ciągle przypominała mi o tym, że Gaara jest na wycieczce z Marie. Ciocia coraz bardziej naciskała na to, żebyśmy się z Gaarą nie wyprowadzali, usłyszała stanowcze nie, co doprowadziło do wybuchu płaczu. Mój mąż nie odzywał się od dwóch dni.
            Kiedy leżałam wieczorem w łóżku, prawie płakałam. Kumulacja nerwów jaka się we mnie nagromadziła była jak położenie ręki na detonatorze. Podskoczyłam, kiedy mój telefon zadzwonił. Zacmokałam z irytacją, kiedy zobaczyłam Gaare na ekranie. Nie miałam ochoty na rozmowę. Odebrałam jednak.
-Cześć kochanie.- powiedział, a właściwie wyziewał do słuchawki.
-Hej.- tylko na tyle było mnie stać.
-Słyszę, że pani Sabaku w bojowym nastroju. Stało się coś?- zapytał, a ja usłyszałam, jak przekręca kurek w wannie.
-Trochę się nagromadziło. Po prostu jestem trochę przybita i zmęczona. I źle mi, że nie mogę się do ciebie przytulić, żeby poczuć się trochę lepiej. A przede wszystkim źle mi z tym, że od dwóch dni nie rozmawialiśmy.- Gaara zaczął się śmiać.
-Dzwonię, bo dopiero teraz wróciłem do domu o jakiejś w miarę przyzwoitej godzinie, gdzie wiem, że cię nie obudzę. Poza tym, chciałem zapytać, czy nie chciałabyś przyjechać do mnie do Kioto na weekend? Mamy wolne, a muszę ci powiedzieć, że to naprawdę piękne miasto.
-Ja? Do Kioto? A co z wykładowcami? Nie będą mieli nic przeciwko?- zapytałam i aż usiadłam na łóżku z wrażenia.
-Oni? Żartujesz? Mówię, nie mamy zajęć, a jesteśmy ulokowani w hotelu. Co prawda Hilton to to nie jest, ale dwie noce się przemęczymy. Poza tym jest tu tyle atrakcji, że pokój będzie nam służył tyko to przespania się, ogarnięcia i wyjścia na miasto. Z tego, co się orientuję, w piątki kończysz dość wcześnie. Wsiądziesz w Shinkansena i przyjedziesz. To raptem trzy godziny dobrej drogi.
-Ale... Naprawdę? To nie będzie problem?
-Sara, słyszysz co mówię? Nie będzie. Po prostu kwestia tego czy możesz lub czy w ogóle chcesz? I tak nie mam w weekend zajęć, więc będę mógł oprowadzić cię po mieście.
-W takim razie zobaczymy się w piątek!- krzyknęłam do słuchawki omal nie przebijając sufitu.

            Kiedy w czwartek rano ogłosiłam wszystkim zebranym w kuchni, że jadę na weekend do Gaary, ciocia kazała mi się puknąć w czoło.
-Daj spokój! A jak będziesz mu przeszkadzać na tych konferencjach? To nie ty byłaś tam zaproszona.- powiedziała, kiedy pakowała do torby wujka jego śniadanie.
-Ciociu, Gaara nie ma zajęć w weekend. Po prostu zostają tam, ponieważ nie opłaca im się wracać do Tokio. Poza tym nigdy nie byłam w Kioto i bardzo chętnie pojechałabym tam choć na dwa dni, żeby zobaczyć jakieś ciekawe miejsca!- czułam się jak małe dziecko, które musi powiedzieć mamie, dlaczego zrobiło coś wbrew jej woli.
-Sara, możesz być dla Gaary ciężarem. Może dla was to chęć zobaczenia się po przerwie, ale wykładowca Gaary może to odebrać... Dwuznacznie. Chyba nie chcesz być odebrana w sposób...- ciocia się zacięła.
-Jak dziwka? Ciociu, błagam cię! Gaara to mój mąż, a nie chłopak! Poza tym nie jadę tam po to, żeby uprawiać seks, tylko po to, żeby zwiedzić Kioto. Skoro Gaara mówi, że nie będzie problemu, to mu wierzę. Wiesz, że nie zrobiłby nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób narazić go na utratę reputacji. Sama wiele razy mówiłaś, że z naszej dwójki to Gaara jest tym bardziej odpowiedzialnym. Na pewno nie wpakowałby mnie na nic, co groziłoby mojej opinii. Ja mu ufam.
-Sara... Dobry Boże, jedź. Skoro tak bardzo chcesz to jedź. Widzę, że i tak czegokolwiek bym nie powiedziała i tak już postanowiłaś.- ciocia tylko pokręciła głową.
-Tak, postanowiłam i zdania nie zmienię, a teraz przepraszam, ale muszę jechać na uczelnię.

            Po powrocie z zajęć spakowałam się odpowiednio na trzy dni i zostawiłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy na wierzchu, żeby potem nie zapomnieć dopakować ich z samego rana.

            Czas na uczelni dłużył mi się niemiłosiernie. Miałam wrażenie, że pięć minut ciągnie się w nieskończoność.
-Co się stało, że tak często spoglądasz na zegarek?- zapytał Kei, kiedy na przerwie obiadowej nie mogłam znaleźć sobie miejsca.
-Nie mogę się doczekać końca zajęć.- powiedziałam i znowu spojrzałam na zegarek.
-No tak, zaczynamy weekend. Masz jakieś ciekawe plany? Z tego, co wiem Gaara znajduje się właśnie w Kioto razem za swoją grupą, więc pewnie nie masz nic do roboty?- Kei spojrzał na mnie, a potem czekał na moją odpowiedź.
-Tak właściwie to jadę do niego na weekend. Nie ma zajęć, więc zapytał, czy nie chciałabym wpaść w odwiedziny. Nigdy tam nie byłam, więc chętnie przyjęłam zaproszenie.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do mojego kolegi z grupy.
-Aaa... Rozumiem. Bo wiesz, tak sobie pomyślałem, że skoro twojego męża nie ma w Tokio, to może chciałabyś wyjść ze mną na kawę... Nie! To nie byłaby randka! Po prostu wyjście jako... Kumple z uczelni.- Kei wyglądem przypominał dojrzałego pomidora.
-Jesteś kochany, Kei, ale mam już plany. Może kiedy wrócę z Kioto umówimy się całą paczką na jakiejś wyjście? Nigdy nie mieliśmy okazji do czegoś takiego, a dobrze byłoby w końcu lepiej się poznać. Może nawet grupa Gaary się dołączy. Wtedy impreza byłaby naprawdę udana. Zwłaszcza, że możemy dużo nauczyć się od starszych kolegów.- powiedziałam i poklepałam Keia po ramieniu.
-Naprawdę czasem żałuję, że nie poznałem cię zanim nie wyszłaś za mąż. Fajna z ciebie dziewczyna.- poczułam, że się rumienię.
-Dzięki Kei. To miłe, ale jak wiesz ja mam męża, którego bardzo kocham i nie zamienię go na nikogo innego.- powiedziałam, a Kei uśmiechnął się bardzo delikatnie.
-Wiem. Dlatego życzę wam szczęścia. Zasługujecie na nie.- powiedział i poklepał mnie po dłoni.
-Dzięki. Cieszę się, że nie okazałeś się kolejnym napaleńcem, przez którego mój mąż dostaje szału.- Kei zaczął się śmiać.
-Nawet gdybym był i tak żaden facet nie ma szans z twoim mężem. Widzę jak na niego patrzysz i wiem, że żaden inny nie ma szans. Nigdy nie spotkałem tak zakochanej pary i zazdroszczę wam tego jak cholera.
-Na ciebie też kiedyś przyjdzie czas. Cierpliwości. A teraz lepiej jedzmy. Przerwa za chwilę się skończy.

            Sakura odwiozła mnie na dworzec i razem ze mną czekała na pociąg.
-Powiem ci, że zazdroszczę. Od czasu jak jesteś z Gaarą wyjeżdżałaś już chyba częściej niż z Martinem.- Sakura postukała się w brodę.
-Daj spokój. Nie liczę tego. Poza tym to tylko krótki wyjazd na weekend. Cieszę się, że Gaara pokaże mi Kioto.
-Przywieź mi coś ładnego. Nie wiem... Może jakiś magnes z Kioto z podpisem Made in China?- zaśmiałam się.
-Coś poszukam, nie martw się.- powiedziałam, a po chwili usłyszałam komunikat, który ogłaszał, że mój pociąg wjedzie za chwilę na peron.- To mój pociąg. Do zobaczenia w niedzielę, Saki!
-Paaa! I nie zamęcz tam swojego męża podczas tych dwóch dni! Miłego weekendu.- Saki dała mi buziaka w policzek, a ja pędem pobiegłam na swój peron.
-Kioto! Bądź na mnie gotowe! Przybywam!- powiedziałam szczęśliwa, a potem wsiadłam do Shinkansena, który miał zabrać mnie prosto do jednego z ciekawszych miast Japonii.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8