Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 2

Przez następne 2 tygodnie unikałam się z Sasuke, jak tylko mogłam. Przy każdym spotkaniu, nawet na głupim korytarzu, nie szczędził mi złośliwości, doprowadzając mnie do smutku. Itachi zwracał mu uwagę na to, że zachowuje się jak gówniarz, ale jak to Sasuke wpuszczał to jednym uchem, a wypuszczał drugim.
            W dniu moich urodzin obudziłam się dość wcześnie. Zegarek pokazywał 7 rano. Jęknęłam z niezadowolenia i nakryłam twarz poduszką głośno ziewając, a kiedy doszłam do siebie nałożyłam kapcie na nogi i zeszłam na dół do kuchni. Jakie było moje zdziwienie, kiedy w pomieszczeniu zastałam mojego młodszego kuzyna, który obściskiwał się z jakąś czerwonowłosą lalunią, na dodatek ubrany tylko w dresowe spodnie. Byli sobą tak pochłonięci, że nawet nie zauważyli mojej obecności.
-Sasuke, spokojnie.-mruknęła dziewczyna.
-Mam ochotę na powtórkę z nocy.-mój kuzyn zjechał ustami na szyję dziewczyny. Było to nieco krepujące. Zaczęłam się zastanawiać, czy wyjść z kuchni, czy raczej im przerwać. Jednak to dziewczyna szybciej mnie zauważyła i sama odsunęła się od Sasuke.-Masz jakiś problem przybłędo?! Spadaj do siebie do pokoju!
-Przyszłam tylko po szklankę soku. Spoko za chwile będziecie mogli wrócić do tego, co wam przerwałam.-warknęłam na mojego kuzyna, czym musiałam go zdziwić. Zwykle nie byłam na tyle odważna, żeby do niego pyskować.
-Proszę, proszę. Przybłęda zaczyna czuć się tu jak u siebie. To niedobrze! Powinnaś wiedzieć, gdzie twoje miejsce!-prychnął. Miałam mu odpowiedzieć, jednak mój telefon zaczął wibrować w kieszeni pidżamy. Zmarszczyłam czoło nie mając pojęcia kto może dzwonić o tak wczesnej porze, jednak kiedy tylko wyciągnęłam komórkę, a na ekranie wesoło migało zdjęcie mojej uśmiechniętej od ucha do ucha przyjaciółki, sama się uśmiechnęłam. Bez zastanowienia przesunęłam palcem po ekranie i przystawiłam telefon do ucha.
-Sto lat! Sto lat! Niech żyje, żyje nam!!!-wydarła się tak głośno, że aż skurczyłam się o całą szyje.
-Sakura, dziękuję ci za pamięć, ale w Waszyngtonie jest dopiero 19. Myślałam, że będziesz dzwonić później. Sama się śmiałaś, że musimy opić to razem jednego dnia.-mruknęłam.
-A idź! Tobie to wiecznie coś nie pasuje! Chciałam być pierwsza, chociaż twoja rodzina zapewne była pierwsza, co?! Albo Martin!-zrobiło mi się przykro na myśl o moim byłym chłopaku, którego zostawiłam w Stanach. Nie tak wyobrażałam sobie 18 urodziny. Na pewno nie bez najbliższych przyjaciół i chłopaka.
-Nie Sakura, zaskoczę cię. Jesteś pierwsza. Czuję się tak, jakbyśmy znowu mieszkały w internacie i równo o północy dawałaś mi kawał ciasta z wbitą świeczką odśpiewując sto lat!-zaśmiałyśmy się obie. Wtedy w tle usłyszałam głośny szum jakiegoś pojazdu. Brzmiało to jak samolot.-Sakura, gdzie jesteś? Głośno tam u ciebie!
-Jestem właśnie na terenach lotniska! Razem z Chrisem oglądamy startujące i lądujące samoloty-Chris był chłopakiem, który miał bzika na punkcie mojej przyjaciółki. Jednak ona nie planowała wiązać się z nikim na poważnie. Póki co wdawała się jedynie w przelotne romanse.
-To super! Daj mi go do telefonu! Dawno go nie słyszałam!-Sakura zaczęła nerwowo kaszleć.
-On... Poszedł siku! Nie ma go teraz przy mnie... Saro... Mam coś z zasięgiem! Paaaa!-dźwięk, który usłyszałam w słuchawce na pewno nie był spowodowany słabym zasięgiem, a raczej moją przyjaciółką, która zaczęła charczeć w telefon.
-Sakura! Halo... Grrr! Co za babsztyl!-warknęłam odsuwając aparat od ucha, ponieważ usłyszałam tylko charakterystyczny dźwięk zakończonej rozmowy.
-Już nawet przyjaciele nie chcą z tobą rozmawiać, co? Ja na ich miejscu też bym nie chciał.-zakpił mój kuzyn. Dopiero jego słowa przypomniały mi, że on i jego dziewczyna nadal tu byli.
-Sakura? Cóż, najwidoczniej znalazła sobie nowych przyjaciół. Trudno.-wzruszyłam ramionami. Sasuke nie musiał wnikać w moje znajomości. Sakura była jedną z tych nielicznych osób, co do których miałam pewność, że nie skrzywdziliby mnie z byle powodu.-Dobra, wracam do siebie. Możecie się dalej migdalić.

            Koło 12 wujek z ciocią wyszli na jakieś zakupy, a Itachi poszedł na spotkanie do swojego przyjaciela Deidary. W domu zostałam tylko ja i mój młodszy kuzyn. Kiedy wyciągnięta na kanapie jak leniwiec oglądałam jakiś film, przerwał mi dzwonek do drzwi. Święcie przekonana, że to Itachi czegoś zapomniał zrzuciłam z siebie koc i poszłam otworzyć ziewając i drapiąc się w tył głowy. Jak ogromne było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że przed drzwiami stoi grupa zupełnie nieznanych mi osób, i o zgrozo, byli to sami faceci.
-Tak?-zapytałam dość niepewnie. Miałam na sobie krótkie bawełniane spodenki i czarny top na ramiączkach.
-Naruto, na pewno dobrze nas przyprowadziłeś? Dom wygląda znajomo, ale Sasuke nie mówił, że..-zaczął jeden z nich. Przewróciłam oczami, ponieważ zrozumiałam o co chodzi.
-Sasuke!!! Masz gości!!!-ryknęłam na całe gardło wpuszczając jednocześnie chłopców do domu.
-Wow! Niezły kawał głosu! Szacunek!-blondyn, któremu otworzyłam drzwi uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja odwzajemniłam ten gest.
-Dzięki. Lata praktyk. Wejdźcie do salonu. Mój kuzyn na pewno za chwile zejdzie.-mruknęłam prowadząc ich do największego pokoju znajdującego się na parterze. Każdy rozsiadł się wygodnie na kanapach i fotelu, a ja w ostatniej chwili zabrałam koc, którym jeszcze chwilę temu się okrywałam.
-Kuzyn? Więc ty pewnie jesteś przy... o rany.-blondyn w ostatniej chwili ugryzł się w język.
-Dokończ. Przybłęda. Tak, Sasuke tak na mnie mówi. A tak naprawdę, nazywam się Sara. Wy zapewne jesteście przyjaciółmi mojego młodszego kuzyna, a patrząc na to, że nie macie ze sobą żadnych toreb, musicie być również członkami w jego zespole.
-Dobra w tym jesteś.-blondyn zmarszczył czoło i przyjrzał mi się dokładnie.
-Nie. Po prostu ten chłopak na fotelu ma pałeczki perkusyjne w ręce.-wskazałam brodą na jednego z kumpli mojego kuzyna. Blondas chciał się odezwać, jednak wszyscy jak na komendę zwrócili się w stronę drzwi, skąd dobiegł głos mojego kuzyna.
-Spadaj do siebie. To nie są ludzie twojego pokroju.-warknął na mnie Sasuke. Stał w drzwiach ubrany w czarne jeansy i białą bokserkę. Gdybym nie znała go od złej strony, powiedziałabym, że jest diabelnie przystojny. Jednak z jego charakterem, uważałam go za paskudnego chłopaka i nawet jego wygląd nie mógł mu w niczym pomóc.
-Patrząc na nich, twojego też nie. Taki cham jak ty nie zasługuje na to, żeby w ogóle mieć przyjaciół.-warknęłam na niego po raz kolejny tego dnia.
-Czy ty myślisz mała wywłoko, że skoro skończyłaś dzisiaj 18 lat, to możesz mi pyskować?! Spadaj i nie pokazuj mi się na oczy dopóki nie skończymy próby.
-Jasne, nie ma problemu. Załatw mi tylko zatyczki do uszu, bo słysząc to, jak śpiewasz pod prysznicem, dla mnie będą to męczarnie.-wzruszyłam ramionami i wyszłam z pokoju zanim Sasuke zdążył cokolwiek powiedzieć.

            Od dobrych dwóch godzin Sasuke razem ze swoimi kolegami dawali niezłe show w garażu. W moim pokoju dosłownie drżała podłoga, a że znajdował się centralnie nad garażem, miałam przerąbane. Zatykając uszy poduszkami, poczułam wibracje telefonu. Zaczęłam go szukać w zwałach pościeli, a kiedy to zrobiłam odebrałam nie patrząc nawet kto to.
-Saro, mogłabyś wyjść na dwór? Razem z wujkiem przeholowaliśmy trochę z zakupami i potrzebujemy twojej pomocy, będziemy za jakieś 10 minut. Sasuke jak zwykle nie odbiera, a Itachi jest u Deidary.-głos mojej cioci był ledwo słyszalny przez hałas dochodzący z garażu.-Chyba już wiem dlaczego Sasuke ignoruje moje telefony... Ostro ćwiczą?
-Chyba aż za. Za chwile nawet perkusja wyciągnie wysokie C. Jasne ciociu, pomogę wam, nie ma sprawy.-mruknęłam i rozłączyłam się. Narzuciłam na ramiona sweter, a potem zeszłam na dół. Nasuwając na stopy trampki zauważyłam, że klucz z drzwi wejściowych zniknął. Na pewno Sasuke go zabrał, kiedy szli ćwiczyć do garażu. Zirytowana skierowałam swoje kroki do tego pomieszczenia, a kiedy weszłam o mało nie ogłuchłam. Okazało się, że akurat przy drzwiach prowadzących do domu ustawili perkusję.
-Sasuke!-krzyknęłam jednak mój głos został zagłuszony przez walenie w bębny.-Sasuke!!!-krzyknęłam głośniej jednak to również nie poskutkowało. Nikt nawet nie zwrócił uwagi na moją obecność. Czerwona z wściekłości zauważyłam, że blondyn stoi przy mikrofonie jako wokal wspomagający i gitarzysta. Podeszłam do niego i akurat, kiedy miał śpiewać zabrałam mu mikrofon i zaśpiewałam.-Sasuke Uchiha, daj mi klucze do domu!-schodząc na bardzo charakterystyczne i mocne dźwięki jakie posiadał mój głos. Nagle wszystko ucichło.
-Przerywasz nam próbę!-warknął na mnie mój kuzyn. Jednak ja bez jakiegokolwiek pozwolenia podeszłam do niego i z tylnej kieszeni jego spodni wyciągnęłam klucze do domu.-Hej!
-Gdybyś nie był tak skupiony na próbie wiedziałbyś, że ciocia próbowała się do ciebie dobijać, ale jak zwykle ty jesteś głuchy!-wtedy usłyszałam charakterystyczny dźwięk hamowania na żwirze. Westchnęłam. Nie miałam już czasu biec przez cały dom, aby otworzyć drzwi, tak więc pociągnęłam za uchwyt od drzwi garażowych i mocno pchnęłam. Moja ciocia zauważyła mnie niemal od razu.
-O! Tu jesteś! A już myślałam, że jednak nie zejdziesz. Chodź. Pomożesz mi. Ja wezmę siatki z bagażnika, a ty weź te z tylnego siedzenia.-wzruszyłam tylko ramionami i podeszłam do auta. Otwierając drzwi w zamyśleniu o mało nie dostałam zawału.
-Cześć Iregiro!!!-poderwałam głowę do góry tak szybko, że aż uderzyłam się w nią. Upadłam na tyłek i zaczęłam rozmasowywać nabitego chwilę wcześniej guza. Spojrzałam na niespodziewanego gościa i zamarłam.
-Sakura?!
-A kogo się spodziewałaś? Zajączka Wielkanocnego?-zaśmiałam się. Itachi przywitał mnie niemal identycznie kiedy przyleciałam.
-Nie. Raczej zabójczo przystojnego Brada Pitta, jak mam być szczera.-podniosłam się z ziemi, a moja przyjaciółka wysiadła z samochodu. Stanęłyśmy na przeciwko siebie
-Wiesz co, wyglądasz jak jakieś czupiradło. Co to ma być? Wiejska impreza?! Nawet orkiestra jakaś taka denna.-uśmiechnęłam się. Uwielbiałam sarkazm Sakury.
-Haruno, wiesz co. Ja nawet jako czupiradło jestem ładniejsza od ciebie.-po chwili ciszy nastąpiła salwa śmiechu. Właśnie to charakteryzowało naszą przyjaźń. Żarty, które tylko my byłyśmy w stanie rozumieć. W jednej chwili padłyśmy sobie w ramiona i zaczęłyśmy się tulić.
-Ale ja za tobą tęskniłam! O rany! 2 tygodnie to jak 2 lata!-wzruszyłam się, chociaż obiecałam sobie, że nie będę płakać. Byłam święcie przekonana, że zobaczę Sakurę dopiero na przyszłe wakacje. A tu taka niespodzianka.
-Jestem na lotnisku i oglądam samoloty co? Ciekawe jak biedny Chris zareagowałby gdybym mu powiedziała, że wykorzystałaś go do okłamania mnie?!-Sakura się zaśmiała.
-Oj tam. Miała być niespodzianka, jest niespodzianka. Sto lat, stara dupo!-krzyknęła i znowu mocno mnie do siebie przytuliła. Dopiero wtedy zauważyłam ciocie, która szeroko się do mnie uśmiechała, a zaraz za nią pojawił się wujek.
-To wasza sprawka, co?!-zaśmiali się głośno i podeszli do mnie.
-Oczywiście, że tak, kochanie. Od dwóch tygodni podpytywałam cię co chciałabyś dostać na urodziny, a ty tylko mówiłaś, że masz już wszystko czego potrzebujesz. Raz napomknęłaś, że strasznie ci szkoda, że nie spędzisz swoich 18 urodzin ze swoją przyjaciółką, a mi prezent nasunął się sam. Sakura nawet chwili się nie zastanawiała nad moją propozycją.
-Przy okazji, jesteś na mnie skazana do końca sierpnia. Wracam do Waszyngtonu dopiero pod koniec wakacji.-wydawało mi się, że moja mina w tamtej chwili musiała być bezcenna, ponieważ cała trójka wybuchła głośnym śmiechem.

            Późnym popołudniem ciocia kazała nam ładnie się ubrać, a potem zejść do salonu. Zdawałam sobie sprawę, że to kolejna część urodzinowych niespodzianek, ponieważ Sasuke wyszedł gdzieś z kolegami, żeby jak on to ujął: "Nie przeszkadzać nam", a Itachi skrzętnie ukrywał coś za plecami, kiedy przechodził obok kuchni i zobaczył, że w niej siedzę. Moja kochana przyjaciółka brała w tym czasie prysznic.
-Poznam twoich kuzynów tak?-zapytała Sakura, która upinała włosy w wysokiego kitka.
-Tylko Itachiego. Sasuke gdzieś wyszedł. Nie mam pojęcia, o której wróci.-mruknęłam zapinając guziki w bluzce.
-Sasuke to ten cham, który wiecznie cię wyzywa, kiedy tylko mu się napatoczysz, tak?-kiwnęłam głową.-W takim razie i ja będę go unikać.
-Dzisiaj rano nakryłam go w kuchni z jakąś lafiryndą. Dobierał się do niej centralnie na środku pomieszczenia. Myślałam, że puszczę pawia.-Sakura wybuchła perlistym śmiechem i dała mi kuksańca w bok.
-Przyznaj się, zazdrościsz. Głodnemu chleb na myśli moja droga.-przewróciłam oczami i pokręciłam głową z niedowierzania.
-Och, Sakura. Żebyś wiedziała.

            Schodząc na dół słyszałam większe grono osób. Zmarszczyłam brwi, ponieważ nasza rodzina nie chciała utrzymywać ze mną kontaktu. Uważali mnie za nieprawego członka, ponieważ moja mama urodziła mnie nie będąc mężatką, na dodatek mój ojciec nie był Japończykiem. Jednak wujek i ciocia ani trochę się tym nie przejmowali. Traktowali mnie jak swoją córkę, a na przytyki reszty rodziny w ogóle nie reagowali.
-Przyszła i nasza jubilatka! Chodź tu mała! Niech cię uściskam!-Itachi pierwszy mnie dostrzegł. Podszedł do mnie i zaczął mnie do siebie tulić. Poczułam się tym trochę skrępowana, jednak po chwili mi przeszło. Odwzajemniłam ten gest głośno się śmiejąc.
-Nigdy nie przestaniesz wypominać mi wieku, co? A przy okazji, Itachi. Poznaj, oto moja piękna przyjaciółka Sakura. Sakura, to mój fajniejszy kuzyn Itachi.-przedstawiłam ich sobie. Widziałam, że przypadli sobie do gustu, tak więc miałam ochotę uciec gdzieś w bok, aby mogli ze sobą porozmawiać. Jednak odwracając się na pięcie zobaczyłam przed oczami przerażający widok. 2 pary ust wychodzące z dłoni! Stanęłam jak wryta, a potem krzyknęłam i zatoczyłam się do tyłu. Wszyscy zamilkli i zaczęli się we mnie wpatrywać.
-Deidara! Wystraszyłeś Sarę!-Itachi z marsową miną spojrzał się na chłopaka, który zrobił mi ten nieprzyjemny żart.
-Jej, przykro mi. Nie chciałem cię wystraszyć. Itachi zaprosił nas do siebie, ponieważ chciał żebyśmy lepiej cię poznali. Ostatnim razem wypadło to dość kiepsko. A przy okazji, nie bój się. To tylko rysunki.-uśmiechnął się i pomógł mi wstać.-Deidara.
-Sara. Miło mi. Spokojnie, nie gniewam się. Raczej zaskoczyłeś mnie tym... atakiem... Czekaj, ostatnim razem? To ty byłeś tym kolesiem ubranym w skóry podczas ostatniej próby Itachiego w garażu?-koleś uśmiechnął się do mnie najszczerzej jak tylko potrafił i kiwnął głową.
-We własnej osobie! Gitara basowa i wokal wspomagający Deidara!-zaśmiałam się z entuzjazmu kolesia. Jak widać muzyka była czymś, co kochał.

-Deidara, błagam cię. Nie narób mi wstydu przy rodzinie.-wszyscy zebrani w salonie zaczęli się głośno śmiać, wprawiając biednego chłopaka w niezłe zakłopotanie, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że będą to zapewne jedne z fajniejszych urodzin, jakie kiedykolwiek obchodziłam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8