Rozdział 20
Konou mierzył do nas z pistoletu. W jego oczach widziałam
istny obłęd. Zaczęłam się bać, moje serce przyśpieszyło. Jednak fakt, że Gaara
był ze mną dodawał mi otuchy.
-Odsuń się od niego.-Konou wymierzył we mnie.
-Nie.-powiedziałam. Zadziwiła mnie twardość mojego głosu.
Zupełnie tak, jakbym to ja do niego mierzyła, a nie on do mnie.
-Powiedziałem, odsuń się od niego.-w głosie Konou
usłyszałam rozkaz, przeplatany z wściekłością.
-Powiedziałam nie.-nie ruszyłam się z miejsca. Konou
podszedł do mnie i szarpnął do góry.
-Jesteś moją narzeczoną! Masz się mnie słuchać!-Konou złapał
mnie za włosy i odrzucił na bok. Jednak ja w mgnieniu oka znowu znalazłam się
przy Gaarze. Wiedziałam, że igram z ogniem, ale nie mogę pozwolić, żeby świr go
skrzywdził.
-Nie jestem twoją narzeczoną! Nie dałeś mi
pierścionka!-powiedziałam, żeby grać na czas. Miałam nadzieję, że Gaara nie
przyszedł tu sam.
-Dostaniesz pierścionek z największym diamentem jaki jest
na ziemi, ale masz się od niego odsunąć! Chcę go zabić!-zasłoniłam Gaarę
własnym ciałem. Miałam nadzieję, że dzięki temu nic nam się nie stanie. Konou
ścisnął odcinek nosa między oczami. Zmrużył powieki.-Czy ja wyrażam się
niejasno?
-Wyrażasz się bardzo jasno. Nie pozwolę skrzywdzić mojego
przyjaciela.-powiedziałam.
-Przyjaciela?! Mam ci uwierzyć, że ten śmieć, to twój
przyjaciel, po tym, jak się z nim migdaliłaś?! O nie. Przyjaciele się tak nie
zachowują!!! Osuń się!-ryknął. Nawet nie drgnęłam.
-Mówiłaś mu?-za plecami usłyszałam szept Gaary.
-Nie odsunę się!!! Nie kocham cię! Nie chcę z tobą być!
Skoro tak bardzo chcesz mnie mieć, to możesz mnie porwać, zamknąć na bezludnej
wyspie, gwałcić ile wlezie, ale ja nigdy cię nie pokocham!!!-ryknęłam na niego.
-Ty już mnie kochasz.
-Nie! Nie kocham cię! Owszem, nasz związek poprawił mi
humor, ale nigdy cię nie kochałam. Nigdy cię nie pokocham! Nie jesteś chłopakiem,
który jest w stanie zdobyć moje serce. Konou, pogódź się z tym.-powiedziałam.
Ręka Konou zaczęła drżeć. Nawet nie zauważyłam, że przestałam oddychać. Moje
serce waliło w piersi jak oszalałe. Razem z Gaarą byliśmy zdani na łaskę
psychopaty, który w każdej chwili może nas zastrzelić.
-Saro, wiesz dobrze, że zostaniesz moją żoną. I będziemy
najszczęśliwszą parą na świecie, w dniu, w którym to się stanie. Przeszkodą są
tylko ludzie, którzy do tej pory ingerowali w nasze życie.
-Masz na myśli moich przyjaciół i mojego wujka tak?
Mówisz, że są to ludzie. Oni mają imiona. Naruto, Hinata i cała reszta. Mój
wujek? Jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Traktował mnie jak córkę!
I ty śmiesz mi mówić, że oni są dla mnie przeszkodą?! Jedyną przeszkodą w moim
życiu jesteś ty! Przez 4 miesiące żyłam w strachu, bo nasłałeś na mnie jakiś
osiłków, którzy mieli mnie porwać. Przez 4 miesiące kazałeś śledzić im każdy
mój krok! Jak ty w ogóle śmiesz!!!-ryknęłam na niego. Jak widać nie wiedział co
ma robić. Z kolei ja poczułam się znowu tą władczą Sarą, którą byłam w
stresujących sytuacjach. W tamtym momencie byłam z siebie dumna, ze to
potrafię.
-Wiesz dobrze, że chodziło mi tylko o to, żeby cię od
nich odizolować, żebyś mogli pobyć trochę sami.
-Milcz! Nienawidzę cię! Brzydzę się tobą, tym co robiłeś.
Nie wierzę, że chciałam z tobą być, że rzeczywiście w pewnym momencie nawet
przeszło mi przez myśl, że może ty to ten. Ale wszystko zepsułeś.-powiedziałam.
Konou opuścił głowę.
-Jesteś dla mnie najważniejsza, nie skrzywdziłbym
cię.-powiedział. Powoli zaczęłam podsuwać się w jego stronę. Modliłam się, żeby
póki co nic nie zrobił. Kiedy byłam już dostatecznie blisko, wstałam na nogi.
Konou spojrzał się na mnie. Podeszłam do niego i przytuliłam. Miałam nadzieję,
że to pomoże. Konou wtulił głowę w moje włosy.-Kocham cię. Kocham cię.
-Wiem Konou. Proszę cię, odłóż pistolet. Nie chcesz żeby
coś mi się stało, prawda? A ja nie chcę żeby coś stało się tobie, albo mojemu
przyjacielowi. Proszę cię, Konou.-powiedziałam. Czułam, że Konou się trzęsie,
pociągnął moją twarz do góry i wpił mi się w usta. Nie chciałam tego pocałunku,
ale jeśli Konou miał poczuć się trochę lepiej, to niech mnie całuje. Wplotłam
mu palce we włosy. Po prostu, odruchowo. Nigdy nie całowaliśmy się w taki sposób.
Jednak ten pocałunek... To nie te usta, które wywoływały ogień w moich żyłach.
Oderwałam się od Konou.
-Nie zostawiaj mnie, proszę.-szepnął. Próbowałam zabrać
mu broń z dłoni, jednak on jej nie puścił. Co gorsze. wymierzył w Gaarę i
strzelił.
-Nie!!!-krzyknęłam. Rzuciłam się w stronę szafki nocnej .
Jednak Konou był szybszy. Złapał mnie za ramię i rzucił na łóżko.
-Coś mi obiecałaś, pamiętasz?- rzucił się na mnie i
przygniótł do łóżka. Podciągnął mi koszulkę do góry. Miałam ochotę wrzeszczeć
jak wariatka. Jednak nie mogłam ruszyć nogami, a moje ręce były za słabe, żeby
go obezwładnić. Postarałam się więc dosięgnąć szafeczki nocnej. Złapałam coś w
rękę. Nie było to zbyt duże. Jednak kiedy uderzyłam tym Konou w głowę. Spadł na
ziemię. Stracił przytomność, ale oddychał. Zerwałam się z łóżka. Gaara leżał na
ziemi, trzymał się za rękę.
-Gaara!- krzyknęłam. Rzuciłam się do niego. Mocno go
przytuliłam. Zaczęłam płakać.
-Świetnie radzisz sobie z waleniem w głowę różnymi
przedmiotami. Chyba muszę zasugerować komisarzowi, żeby uczyli tego w szkole
policyjnej.-zaśmiał się.
-Ty idioto!!! Trzeba było zostawić mnie w cholerę! Po co
się narażałeś?!-ryknęłam na niego i mocno spoliczkowałam.
-I bądź tu uczynny! Jeszcze ci wleją! Najgorszym momentem
byłaś ty z nim, jak staliście tak blisko siebie, a ja musiałem na to spokojnie
patrzeć!-ryknął na mnie wściekle.
-Do cholery ratowałam nas! Nie moja wina, że zadawałam
się z psychopatą!!!-zapewne z boku wyglądało to komicznie. Powinniśmy uciekać,
jednak Gaara był ranny. Zbliżyłam się do niego.
-Boli cię to?-było to głupie pytanie. Na pewno bolało.
-Nie, łaskocze.-powiedział sarkastycznie.
-Zamknij się już!!!-krzyknęłam. Pocałowałam go. Było mi
to strasznie potrzebne. Myślałam, że mnie odepchnie. Jednak on mocno
przytrzymał mnie przy sobie zdrową ręką. Poczułam to charakterystyczne
łaskotanie w dole brzucha. Serce mi przyśpieszyło. Tak, to za tymi pocałunkami
tak strasznie tęskniłam!
-Przestań, bo za chwilę nie zważając na okoliczności,
rzucę się na ciebie.-szepnął mi do ucha, kiedy przerwaliśmy pocałunek.
-Zrób to.-jak widać odpowiedź mocno go zaskoczyła.
Uśmiechnął się do mnie, a potem szybko pocałował mnie ostatni raz. Podźwignął
się na nogi.
-Musimy iść. Nie wiem jak wygląda sytuacja przy frontowej
bramie, ale nie podoba mi się, że zrobiło się tak cicho.-powiedział. Złapał
mnie za dłoń zdrową ręką, a potem pociągnął na korytarz.
Kiedy
znaleźliśmy się na dole, w duchu modliłam się, żeby było po wszystkim. Nie było
słychać strzałów. Zaczęliśmy zbliżać się do głównego wyjścia, kiedy z tyłu
usłyszałam pstryknięcie.
-Myślałaś, że po tym wszystkim uciekniesz?-tym razem był
to Chibi. Powoli odwróciliśmy się w jego stronę. Bezmyślnie postąpiliśmy nie
zabierając ze sobą broni Konou.
-Chibi, to koniec. Daj sobie spokój.-kiedy to powiedziałam,
Chibi zaśmiał się wręcz demonicznie. Wszystkie włosy stanęły mi dęba.
-To dopiero początek! Oddasz mi firmę Iregiro! Ty
mała!!!- Chibi podbiegł do nas. Gaara wyskoczył w powietrze i kopnął go kilka
razy.
-Nie wiedziałam, że tak potrafisz.-przyznałam.
-Mam czarny pas w karate. Uciekajmy!- powiedział.
Pociągnął mnie do głównego wyjścia. Kiedy otworzył drzwi, oślepiło mnie
światło. Na podjeździe leżało pełno ciał.
-Mam ją! Sara jest cała!!!-krzyknął Gaara.
Czułam
się winna. To ja powinnam oberwać, nie Gaara. Siedziałam w karetce. Lekarze
badali mój stan ogólny. Zdziwili się, że mam tylko kilka siniaków i lekkie
wstrząśnienie mózgu. Z kolei w karetce obok Gaara miał zszywaną ranę
postrzałową. Okazało się, że kula go drasnęła, ale niestety bez szycia się nie
obeszło.
-Wszystko dobrze. Jest pani zdrowa.-powiedział lekarz,
kiedy nakleił mi mały plaster na łuk brwiowy. I tyle było z wielkich obrażeń.
Wstałam, szczelnie owinęłam się kocem. Podeszłam do karetki, w której
opatrywali mojego wybawcę.
-I jak się czujesz?-zapytałam. Lekarz zakładał ostatni
szew. Zrobiło mi się słabo, kiedy przebijał skórę igłą. Musiałam odwrócić
wzrok.
-Nie jest źle. Znieczulenie działa. Pytanie jak będzie
później.-powiedział. Lekarz zrobił mały supełek, a na sam koniec zakleił szycie
dość dużym plastrem. Potem dał Gaarze chustę.
-Powinien pan oszczędzać rękę. Przynajmniej do czasu
ściągnięcia szwów. Za tydzień proszę się zgłosić w tym celu do szpitala. Nie
sądzę, aby ręka wymagała rehabilitacji. Jednak proszę się nie przeciążać.-powiedział
doktor. Gaara podziękował. Lekarz odszedł do kilku policjantów, którzy
oberwali. Jednak ich obrażenia również nie były poważne. Konou, Chibiego i ich
goryla zabrała policja po wcześniejszym opatrzeniu ich ran.
-Szalona noc, co?-Gaara się zaśmiał na moje stwierdzenie.
-Bywały bardziej szalone.-przyznał.
-Nie wiedziałam, że prawie co kilka miesięcy ratujesz
swoje klientki z takich opresji. Myślałam, że jestem wyjątkiem.-przyznałam.
-Najbardziej szaloną akcją jaka spotkała mnie do dzisiaj,
był seks z jedną dziewczyną podczas podróży samolotem. O rany, to było...-nie
dokończył. Widział, że zrobiłam się cała czerwona. Myślała pewnie, że ze
wstydu. Ja jednak byłam wkurzona.
-Nie wnikam w szczegóły.-powiedziałam. Wstałam z miejsca
i chciałam odejść. Jednak Gaara mnie powstrzymał. Złapał mnie za rękę i
pociągnął na swoje kolana.
-Żartowałem. Jednak co do jednego masz rację. Jesteś
wyjątkowa.-szepnął i mnie pocałował. Dziękowałam Bogu, że mój wujek, kiedy
tylko dowiedział się o tym, że nic mi nie jest, poszedł do Yuto. Inaczej teraz
zapewne by nam przerwał. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, uśmiechnęłam się do
niego promiennie.
-Jak widać spór zażegnany co?-podskoczyłam na dźwięk tego
głosu. Kawałek od nas stał Naruto, byli wszyscy oprócz Hinaty, która jeszcze nie
wróciła z wycieczki.
-Cześć!!!-krzyknęłam radośnie. Miałam ochotę zerwać się
do nich, jednak zmęczenie zaczęło brać nade mną górę. Cała adrenalina powoli ze
mnie schodziła. Usłyszałam głos mojego wujka.
-Saro, jedziemy do domu. Jutro będziesz musiała zeznawać
przeciwko Konou i przeciwko jego bratu. Czeka cię ciężki dzień. Musisz się
wyspać. Yuto i Gaara nas odwiozą. Wami zajmie się inny policjant.
Kiedy
siedzieliśmy w radiowozie zaczęłam przysypiać. Żeby było mi wygodniej wtuliłam
się w ramię Gaary. Poczułam, że wplótł swoje palce w moje. Chciałam żeby ta
chwila nigdy się nie skończyła. Odnalazłam swój spokój.
Komentarze
Prześlij komentarz