Rozdział 58

Obudziłam się koło 16. Byłam wypoczęta i... szczęśliwa. Włączyłam komputer. Sakura jak zwykle była dostępna na Skype. Zupełnie jakbym wywołała ją myślami, ponieważ zadzwoniła dosłownie kilka sekund później. Odebrałam.
-I jak było?-zapytała. Włączyłam kamerę, chociaż musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść. Makijaż na pewno mi się rozmazał, a włosy były potargane.-Jej...
-Tak wiem, źle wyglądam. Obudziłam się dosłownie kilka minut temu.-ziewnęłam.
-Źle? Widziałaś się w lustrze? Oczy masz jak dwa wielkie szafiry. Na policzkach rumieńce. Kochałaś się z nim?-zrobiłam się cała czerwona.
-Co?! Nie! Dobrze wiesz, że mam narzeczonego! Nie zrobiłabym tego! To było przyjacielskie spotkanie po latach. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Jak kumple.-Sakura zrobiłam poirytowaną minę.
-Wiesz, jakoś z doświadczenia wiem, że owszem przyjaźń między byłymi się zdarza, jednak nie za często. Z resztą ja nie umiałabym się przyjaźnić z facetem, z którym kiedyś spędzałam niemal cały mój wolny czas, z którym robiłam jakieś konkretne plany, z którym często się całowałam, kochałam i inne.-Sakura była po studiach medycznych. Miała również podstawy z psychologii. Rzeczywiście wiedziała bardzo dużo i co gorsza trafiała dzięki temu w czułe punkty. Teraz również tak było.
-Sakura, zostały mi 3 dni pobytu tutaj. Nie będę zaprzepaszczać związku o stażu dwóch lat, dla kilku chwil zapomnienia. Przestań. Owszem, cieszę się, że spotkałam Gaare, ale traktuję go tylko jak przyjaciela.
-Dotknęliście się? Chociaż przypadkiem?-przypomniało mi się skakanie z płotu, palący skórę dotyk, dreszcze, kiedy zakładał mi kosmyk włosów za ucho i niechcący drasnął mój policzek...
-Nie.-skłamałam. Nie chciałam dawać Sakurze kolejnego tematu do przemyślenia. Nie miałam również zamiaru słuchać kazań.
-Umówiłaś się z nim na dzisiaj?
-Zabiera mnie ze sobą na nocny dyżur. Mamy patrolować miasto, chociaż myślę, że był to raczej żart z jego strony.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Odruchowo spojrzałam na zegarek. Dochodziła 16:30.
-Będziesz się bawić w policjantów i złodziei? To miłe, że tak ci umila czas. Nie masz przypadkiem jutro spotkań z rana?
-Tak, mam.
-Ale idziesz dzisiaj na nocną zmianę z Gaarą?-wciągnęłam powietrze ze świstem.
-Sakura, o co ci chodzi? Tak, spotykam się z nim, dobrze nam się rozmawia, a on chce pokazać mi swoją pracę. Nie wiem czy wiesz, ale interesuje mnie życie policjantów. On również często uczestniczył w moim życiu zawodowym, kiedy byliśmy razem.
-Powiem ci tylko jedną rzecz. Nie zmarnuj szansy, którą dał ci los. Ma w tym jakiś interes.
-Sakura! Proszę cię! Nie komplikuj mi tego! Wychodzę za Naokiego! Zapewni mi dobre życie. Jest jedną z najlepszych partii w Japonii. Gaara i ja to dawno zamknięty rozdział. Nasze burzliwe uczucie z lat młodości zostało zakończone po moim poronieniu.
-Wiesz dobrze, że zerwałaś z nim z powodu impulsu. Przyznaj się sama przed sobą, że na pewno wszystkie uczucia, które do niego żywiłaś, dawno w tobie umarły. Wtedy dam ci spokój.-zastanawiałam się o kilka sekund za długo. Sakura i tak mi nie uwierzyła. Od dalszej rozmowy uratował mnie Shor, który wrócił do domu. Z ciężkim sercem rozłączyłam się, a potem przetarłam twarz. Na dłoniach miałam pokruszony tusz do rzęs. Wzięłam ciepły prysznic. Stojąc w kabinie intensywnie myślałam nad słowami Sakury. Zastanawiałam się, czy byłam w stanie z czystym sumieniem przyznać się, że czuję do Gaary tylko przyjacielską sympatię.
-Och! Do diabła mam narzeczonego! To chyba logiczne, że nie byłabym z nim gdybym go nie kochała! Gaara to zamknięty rozdział!!!-powiedziałam sama do siebie na głos, żeby w to uwierzyć. Kochałam Naokiego. On liczył się dla mnie najbardziej.

            Około 21 rozdzwonił się mój telefon. Znudzona jakimś filmem w internecie nawet nie patrzałam kto to.
-Jesteś gotowa?-głos Gaary wywołał u mnie ciarki.
-Myślałam, że to było na żarty.-rzuciłam zaczepnie.
-Nie. Nie było. Mam nadzieję, że nie będę musiał na ciebie za długo czekać? Stoję pod twoim hotelem i parkingowy patrzy się na mnie krzywym okiem.
-Daj mi 10 minut.-rozłączyłam się i jak burza biegałam po pokoju. Ubrałam legginsy w czarnym kolorze, biały trochę dłuższy top z rozcięciami na bokach, wsunęłam nogi w trampki. Włosy zaplotłam w luźnego warkocza, rzęsy delikatnie wytuszowałam. Wzięłam małą torebkę, do której wrzuciłam telefon i kartę do pokoju. Wyleciałam z windy jak burza. Gaara opierał się o jeden z filarów.
-Rychło w czas.-odwrócił się na pięcie i wyszedł. Potruptałam za nim, jak dziecko. Otworzył mi drzwi po stronie pasażera, a kiedy zajął miejsce kierowcy, kazał mi zapiąć pas.-Niestety nastąpiła zmiana planów. Muszę uzupełniać kartotekę na komisariacie, jeśli nie chcesz nie musisz jechać. Nie jest to zbyt ciekawe zajęcie.
-Chcę. Jedźmy.-Gaara lekko się uśmiechnął. Włączył silnik, a potem zaczął się kierować do wschodniej części miasta.

            Kiedy weszliśmy na komisariat kilku jego kolegów zaczęło się śmiać.
-Co tym razem przeskrobała?-zapytał młody policjant, który przyjechał ostatnio do mojej małej stłuczki. Chyba Michael.
-Nic. Sara to moja stara znajoma z liceum. Chciałem jej pokazać jak wygląda praca w policji.-uśmiechnęłam się nieśmiało do chłopaka. Odwzajemnił uśmiech.
-Wiesz komendancie, że nie powinieneś?-pomimo poważnej miny jego ton był rozbawiony.
-Zaufaj mi, że Sara z niczym się nie wygada. Dokumenty są na biurku?-zapytał, a potem odpiął kaburę z pasa i przewiesił sobie przez ramię. Z czarnej skórzanej kieszeni wystawała rączka pistoletu.
-Tak, czeka cię pracowita noc szefie. Masz tam ponad 150 teczek do przejrzenia. Myślę jednak, że w takim towarzystwie przyjemnie spędzisz czas.
-Dzięki Mike. Dobra, idziemy do mojego biura, jakbyś czegoś chciał śmiało przychodź.-powiedział Gaara i dał Michaelowi swoja kaburę.
-Uśmiech tej pięknej pani na resztę wieczoru zupełnie wystarczy.-zaśmiałam się bardzo głośno. Chłopak puścił do mnie oczko, a ja się zarumieniłam. Gaara pociągnął mnie za sobą na tyły komisariatu. W jego biurze siedziała Liz. Kiedy mnie zobaczyła zrobiła posępną minę.
-Dobry wieczór.-rzuciła oschle. Jej wzrok przeszywał mnie na wylot. Gaara z kolei zrobił zdziwioną minę.
-Elizabeth? A co ty tu jeszcze robisz? Skończyłaś służbę o 19. Wiesz dobrze, że nie pochwalam siedzenia praktykantów po godzinach.-rzucił twardo.
-Przepraszam, chciałam dokończyć wszystko żeby mieć mniej roboty na jutro. Z resztą chciałabym poprosić o wpis.
-Zostały ci dwa tygodnie praktyk. Mogę dać ci wpis, nie ma problemu, jednak zdajesz sobie sprawę z tego, że to oszustwo?-uniosłam wysoko brwi. Gaara zachowywał się jak szef wobec pracownika. Z kolei dziewczyna liczyła zapewne na jakiś flirt i dlatego została po godzinach.
-Odbędę praktyki do końca, daję słowo.-Gaara westchnął i wystawił rękę do dziewczyn.Ta z promiennym uśmiechem wręczyła mu małą książeczkę. Zauważyłam, że dając mu ją dotknęła jego dłoni. Jednak Gaara nawet nie drgnął. Przeszedł pewnym krokiem przez gabinet i pochylił się nad biurkiem. Mięśnie jego pleców napięły się, a ja poczułam przypływ gorąca, kiedy to zobaczyłam. Próbowałam odwrócić wzrok, jednak nie mogłam. Z resztą nie tylko ja. Elizabeth miała zaróżowione policzki i lekko rozchylone usta. Musiała poczuć na sobie mój wzrok, ponieważ rzuciła mi nienawistne spojrzenie. Po kręgosłupie przeszedł mnie prąd. Gaara odwrócił się do nas przodem. Powolnym krokiem przeszedł przez długość biura. Domyśliłam się, że robił to specjalnie. Na mnie jego magia aż tak nie działała. Liz z kolei oniemiała.
-Proszę. Mam nadzieję, że poprawiło ci to humor.-dopiero jego słowa w jakiś sposób ją ocuciły. Spąsowiała, a potem dygnęła i szybko wyszła.-Rany, nie chce mi się wierzyć, że kiedyś też miałem 19 lat i uważałem, że takie wpatrywanie się we mnie jest urocze.
-Nigdy tak nie uważałeś. Wkurzało cię to.-byłam dość konkretna. Usiadłam na jego biurku i skrzyżowałam nogi w kostkach. Gaara uśmiechnął się szelmowsko i zajął miejsce w swoim fotelu. Włączył komputer, a potem wziął pierwszą teczkę do ręki. Zrobiłam to samo. Z czystej ciekawości. Trafiłam na akta kobiety, która w napadzie szału po zdradzie męża zmiażdżyła mu genitalia młotkiem. Skrzywiłam się i odłożyłam teczkę na bok. Gaara zaśmiał się pod nosem. Wzięłam drugą teczkę. Ta dotyczyła jakiegoś małolata, który został przyłapany na posiadaniu zielska.
-Co robicie z nieletnimi, których złapano na posiadaniu jakichkolwiek narkotyków?-zapytałam z zaciekawieniem.
-Najpierw trafiają przed sąd rodzinny. Z reguły muszą udać się na przymusowe wizyty u psychologa, a potem dostają kuratora do ukończenia 21 lat. Jeżeli zostaną przyłapani na tym samym wykroczeniu, chociaż tutaj uchodzi ono za przestępstwo, trafiają do poprawczaka.
-A co z kobietą, która rozgniotła swojemu małżonkowi genitalia młotkiem?
-Postępowanie karne, zapewne areszt i być może więzienie. W końcu jest to spowodowanie uszczerbku na zdrowiu. To podlega wymiarowi sprawiedliwości. Dlaczego pytasz?
-Gdybym zrobiła coś takiego mojemu narzeczonemu gdyby dobierał się do mnie, a ja bym nie chciała, to co?
-W pewnym sensie obrona własna. Ale znając ciebie, jemu to nie grozi.-zrobiłam kwaśną minę. Gaara przyjrzał mi się w taki sposób, że słowa same popłynęły z moich ust.
-Nienawidzę seksu. Dziwnie to brzmi, ale serio nienawidzę, nie sprawia mi żadnej przyjemności.-dopiero po fakcie ugryzłam się w język. Poczułam słony smak krwi. Mina Gaary dobitnie mówiła o tym, że nie takiej odpowiedzi się spodziewał.
-Ty? Przecież...
-Tak wiem! Kiedyś coś takiego nie przyszłoby mi nawet do głowy. Jednak dużo rzeczy się zmieniło. Moglibyśmy zmienić temat? Czuję się zażenowana. Przepraszam, że musisz tego słuchać.
-Spokojnie, nic się nie stało.-powiedział, a potem zaczął przepisywać jakieś rzeczy z teczki do komputera.
-Może moglibyśmy zrobić to razem? Dyktowałabym ci, a ty byś zapisywał? Byłoby szybciej.
-Dobry pomysł. Proszę. Zacznij od tego miejsca.

            Około 3 ogarnęliśmy już jakieś 130 teczek. Zostało nam ich jeszcze 20, może trochę mniej. Gaara zarządził małą przerwę i poszedł nam po coś do picia. Zostałam w jego gabinecie i ciekawie się rozglądałam. Pomieszczenie nie przypominało tych z amerykańskich filmów. Było urządzone dość elegancko w czernie i brązy. Na ścianach wisiały jakieś stare dekrety, teksy przysięgi, a nawet małe książki otwarte na poszczególnych stronach, domyślałam się, że muszą być to stare kodeksy karne. Na małym stoliku pod ścianą leżały kajdanki, pałki, paralizatory i inne. Wzięłam do reki kajdanki. Były zdecydowanie cięższe niż te z sex shopu i oczywiście nie były obłożone futerkiem. Nie można ich było odpiąć specjalnym zatrzaskiem z boku zamka. Te wymagały klucza.
-Widzę, że zaciekawiło cię wyposażenie policyjne. Czemu mnie nie dziwi, że wybrałaś kajdanki?-zapytał z rozbawieniem. W dłoniach trzymał dwa tekturowe kubki, z których unosiła się para. Poczułam, że robię się czerwona. Jednak nie na długo. Miałam ochotę na mały flirt. Zaczęłam obracać kajdankami na placu.
-Może dlatego, że fajnie mieć czasem władzę nad silnym mężczyzną?-podeszłam do niego. Spojrzałam na kubki w jego dłoniach.
-Proszę. Latte. Taka jak lubisz. Dużo mleka, dwie łyżeczki cukru.-wzięłam od niego kubek z wdzięcznością. Pociągnęłam spory łyk i pisnęłam.-Gorąca.
-Zauważyłam.-wystawiłam język. Piekł mnie niemiłosiernie. W oczach miałam łzy. Gaara zaczął się śmiać, a potem usiadł za biurkiem. Wrócił do sprawdzania kartotek. Usiadłam obok niego. Na biurku zauważyłam małe klucze, które najprawdopodobniej pasowały do zamka w kajdankach. W mojej głowie zrodził się głupi plan. Wzięłam jeden klucz i wsunęłam do dziurki od kluczyka. Przekręciłam i coś kliknęło. Ząbki wysunęły się z zabezpieczeń. To samo zrobiłam z drugą bransoletą. Widziałam, że Gaara przygląda mi się kątem oka.
-Co robisz?-silił się chyba na naturalny ton.
-Bawię się. Pierwszy raz mam takie coś w dłoniach.-droczyłam się. Gaara głośno przełknął ślinę. Musiał sobie coś przypomnieć, ponieważ mała żyłka na jego szyi zaczęła szybciej się kurczyć. Poruszył się niespokojnie na krześle.-Masz coś na plecach. Jakiś paproch.
-Co? Co takiego?-zapytał. Odwrócił się do mnie. Ściągnęłam jakąś brązową nitkę z jego pleców. Z sykiem wciągnął powietrze, kiedy tylko go dotknęłam. Sama nie wiedząc czemu to robię nachyliłam się do jego ucha.
-Mogę cię spiąć? Tak na chwilę.-prychnął ze śmiechu.
-Chcesz mieć władzę nad dużym mężczyzną?-rzucił luźno, jednak założył ręce za plecy. Zacisnęłam mu kajdanki na nadgarstkach.-Trochę za ciasno. Zaraz pokażę ci jak to robić.
-Myślę, że jednak wiem jak to robić.-Gaara wstał z fotela i stanął na przeciwko mnie.
-Nie rozkujesz mnie? Co przeskrobałem?-o tak, właśnie o taki nastrój mi chodziło.
-Cóż. Jesteś cholernie seksownym facetem w mundurze, a laski patrząc na ciebie tracą rozum. Nie powinieneś chodzić po ulicach.-sama nie wiedziałam dlaczego, ale mój puls przyspieszył.
-Zamkniesz mnie w celi i będziesz znęcać się nade mną za coś takiego? Gnębienie więźniów również podchodzi pod kodeks karny. Nie jest to dozwolone.
-Wykorzystywanie ich również?-widziałam po jego minie, że zaskoczyłam go tym pytaniem.
-Również.-rzucił po chwili.
-W takim razie będziesz musiał mnie zamknąć za to, co za chwilę zrobię.-przysunęłam się do Gaary i rozpięłam górne guziki jego koszuli. Sama nie miałam pojęcia dlaczego to robiłam. Działam jak pod wpływem jakiegoś impulsu.
-Sara...-jego głos był niski i chrapliwy. To nakręciło mnie jeszcze bardziej. Rozchyliłam materiał i spojrzałam na jego klatkę piersiową. Był pięknie umięśniony. Dotknęłam jego skóry, była gorąca, gładka i taka cholernie znajoma. Jego zapach uderzył we mnie jak jakiś odurzający narkotyk. Zauważyłam bliznę po postrzale, dotknęłam jej palcem, a potem pochyliłam się i ją pocałowałam. Gaara jęknął. Spojrzałam się w jego oczy. Ich barwa przypominała burzowe niebo. Zabrakło mi tchu. Jego wzrok dobitnie zdradzał czego chce. Wspięłam się na palce i musnęłam jego wargi. Nie spodziewałam się, że wywoła to taki ogień. Gaara dosłownie rzucił się na mnie i swoim ciałem popchnął na biurko. Stanął między moimi nogami. Szarpał się dziko próbując wyswobodzić ręce. Warknął wściekle kiedy na nic zdały się jego wysiłki.
-Właśnie za to lubię kajdanki.-szepnęłam w jego usta. Dokończyłam rozpinanie jego koszuli. Nie poznawałam samej siebie. Moje ciało drżało, czułam charakterystyczne szarpanie w dole brzucha. Moje ręce zaczęły błądzić po brzuchu i plecach Gaary. Jedną ręką na oślep szukałam klucza od kajdanek, drugą pieściłam jego ciało. Kiedy znalazłam mały metalowy przedmiot, zaczęłam grzebać przy zamku. Przekręciłam klucz i długo nie musiałam czekać. Gaara wręcz przywarł do mnie. Wsadził mi dłonie pod bluzkę i zaczął pieścić. Wariowałam. Kiedy pocałował mnie namiętnie, odleciałam. Rozchylił mi wargi językiem, a potem wsunął go w moje usta. Nie pamiętałam, żebym kiedykolwiek z taką pasją i zapamiętaniem całowała się z Naokim. Tylko Gaara potrafił doprowadzić mnie do takiego stanu samymi pocałunkami. Moje podbrzusze całe pulsowało, ciało domagało się jego dotyku. Przysunął mnie do swoich bioder. Nawet przez materiał spodni czułam jak bardzo jest podniecony. Kiedy objęłam go nogami w pasie wydał gardłowy jęk.-Czy uwodzenie policjanta na służbie podchodzi pod kodeks karny?
-Owszem, uprawianie seksu na nocnej zmianie również.-warknął, a potem wrócił do całowania mnie. Moja podświadomość krzyczała, że mam narzeczonego, który czeka na mnie w Japonii, z kolei moje sumienie miało w nosie wszystkie zasady. Podsuwało mi tylko coś w rodzaju, że Gaara tak jak nikt inny zawsze o mnie dbał.-Jeżeli to zabrnie za daleko wiesz, że się nie wycofam.
-Nie mam zamiaru cię powstrzymywać.-szepnęłam mu na ucho. Gaara wsunął mi dłoń w legginsy i zaczął pieścić. Jęknęłam w jego usta. Pojęcie "gra wstępna" od bardzo długiego czasu niemal dla mnie nie istniało. Teraz doskonale sobie o nim przypomniałam. Podrapałam Gaarę od ramion aż do łopatek. Syknął jednak nie przestał mnie pieścić. Czułam pod palcami drżenie jego ciała, jego szybki puls. Zaczęłam majstrować przy guziku jego spodni.

            Moja komórka rozdzwoniła się jak wściekła. Gaara odskoczył ode mnie jak oparzony. Ja z kolei potrzebowałam około kilki sekund żeby dojść do siebie. Pobiegłam po torebkę jak szalona. Wyjęłam telefon i zamarłam. Na wyświetlaczu wesoło migało do mnie zdjęcie Naokiego.
-Iregiro, słucham.-starałam się opanować drżenie głosu.
-Wybrałem kapele na nasze wesele! Na pewno się ucieszysz. Są świetni.-byłam tak rozpalona, że głos Naokiego działał na mnie wręcz irytująco. Miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę, popchnąć Gaarę na krzesło i kochać się z nim dopóki nie uznam, że mam dość.
-Czy mogłabym mieć jakikolwiek wkład w te przygotowania, czy mam po prostu wbić się w tą okropną kieckę, którą wybrała dla mnie twoja matka i przejść sięe po kościele udając, że wszystko jest dobrze?!-krzyknęłam wściekle do słuchawki.
-Co? Myślałem, że podoba ci się to, co robimy. Dzięki nam nie masz za dużego wkładu w to wszystko.-teraz to dopiero się wściekłam.
-Właśnie to podoba mi się najmniej! Porozmawiamy jak wrócę. Jestem zajęta.-żałowałam, że powiedziałam te ostatnie słowa.
-U ciebie jest 4 rano, co ty możesz robić?
-Właśnie, jest 4 rano! Nie rozumiem dlaczego dzwonisz do mnie tak wcześnie!!!-rozłączyłam się i wyłączyłam komórkę. Schowałam ją do torebki. Wróciłam do biurka. Gaara nawet nie drgnął.-Przepraszam.
-Nic nie szkodzi. Narzeczony obrażony?
-Narzeczony mnie wkurza.-syknęłam. Gaara stanął między moimi nogami. Pocałował mnie delikatnie.
-Myślę, że to był znak. Lepiej wracaj już do hotelu. Mam tu trochę rzeczy do dokończenia.
-Nie chcę wracać.-powiedziałam to jak obrażone dziecko.
-To nie jest dobry pomysł żebyś tu ze mną siedziała.-Gaara zaczął zapinać guziki przy koszuli.
-Zobaczymy się dzisiaj?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-Nie wiem. Wrócę do domu i postaram się jakoś ogarnąć ze wszystkim, ale mam kolejny nocny dyżur. Także myślę, że dzisiaj sobie odpuścimy.-poczułam się urażona. Gaara pocałował mnie w policzek.-Nie obrażaj się.
-Znowu coś zrobiłam źle?-zapytałam. Miałam wrażenie, że Gaara nie chce się ze mną spotkać, zupełnie jakbym go do siebie zraziła.
-Nic nie zrobiłaś źle. Michael!!!-ryknął. Po chwili młody pojawił się w drzwiach.
-Słucham, szefie.-Gaara skinął na niego głową.
-Zamówiłbyś Sarze taksówkę? Lepiej żeby wróciła do hotelu. Ma biznesowe spotkania z samego rana.-usiadł na krześle i zaczął dokańczać kartoteki.
-Jasne. W sumie sam mogę ją odwieźć. Dostaliśmy wezwanie na Jackson Boulevard, to chyba po drodze.
-Tak. Jedna przecznica za moim hotelem.-powiedziałam.
-Dobra, to ja będę czekał na korytarzu. Muszę się przygotować. Mam nadzieję, że zaraz pani... dojdziesz do mnie.-kiwnęłam głową. Michael wyszedł. Ściągnęłam torebkę z kołka na ścianie i przerzuciłam sobie przez ramię.
-Dziękuję za budujący wieczór.-rzuciłam i wyszłam z gabinetu nawet nie patrząc na Gaarę.

            Michael dość szybko jechał przez puste ulice.
-I jak podoba ci się praca policjanta?-zaśmiałam się. Taka forma jaką my przedstawiliśmy była całkiem niezła, jednak Michael nie mógł się o tym dowiedzieć.
-Przyznam szczerze, że jako prezes dużej firmy często mam styczność z papierami i dokumentami, więc nie było to dla mnie specjalnie interesujące. Może poza kilkoma przypadkami, które były w tych kartotekach. Myślałam, że pojadę na patrol, zobaczę jak się strzela do uciekających bandytów, że będzie rozpierducha i inne.-Michael zaczął się śmiać.
-Już wiem dlaczego komendant tak cię lubi. Jesteś bardzo zabawna. Czasami się zdarza, jednak nie za często. Całe szczęście. Takie akcje nie należą do zbyt przyjemnych. Kilku policjantów już zginęło...
-Komendant mnie toleruje. Lubiliśmy się w czasach liceum.
-Kiedy pojawiłaś się na komisariacie po tej małej stłuczce non stop o tobie gadał. Chodził wesoły, jakby ktoś podstawił kogoś innego na jego miejsce. Dawno nie widziałem go w takim stanie. Liz chodziła wściekła jak osa.
-Ty wiesz, że ona...
-Każdy to wie. Widać to jak na dłoni. Nie ma jednak chyba specjalnych względów. Nie należy do elity inteligentnych dziewczyn.
-Świetnie dogadałaby się w moim narzeczonym.
-Masz narzeczonego?
-Tak. Jestem z nim od dwóch lat.
-Szkoda. Myślałem, że może zostałabyś w Stanach. Jednak z tego co słyszę masz firmę. Na pewno jesteś tam potrzebna.
-Mówił ci ktoś, że jesteś bardzo bezpośredni?-zapytałam. Michael się zaśmiał.
-Oj, dużo ludzi. Nie uważam tego za wadę, wręcz przeciwnie! Proszę. Oto twój hotel. Ja uciekam do swoich zajęć.-podziękowałam mu promiennym uśmiechem i trzasnęłam drzwiami. Boy hotelowy dziwnie mi się przyglądał, kiedy wchodziłam do hotelu.

            Zadzwoniłam na Skype do Sakury. Od razu opowiedziałam jej co się wydarzyło.
-Domyślałam się, że zajdzie coś takiego.-zdziwiłam się.
-Ty to przewidziałaś? Gdybyś mi powiedziała, nie poszłabym!-rzuciłam oskarżycielsko. Sakura zaczęła się śmiać.

-Właśnie dlatego ci nie powiedziałam. Widzę po tobie, że jesteś szczęśliwa. Chciałam cię choć raz taką zobaczyć. Zanim weźmiesz ślub.-doskonale wiedziałam do czego Sakura pije. Przygryzłam dolną wargę. Przez te kilka godzin, które spędziłam z Gaarą nie pomyślałam o Naokim, nie zastanawiałam się nad swoimi problemami. Istniała tylko tamta chwila. Zaczęłam gubić się we wszystkim. Przestałam rozumieć swoje uczucia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8