Rozdział 56

W nocy nie mogłam zasnąć. Cierpiałam chyba na jet lag. Przewracałam się z boku na bok. W końcu znudzona czymś takim wzięłam laptopa na kolana i włączyłam go. Na skype siedziała Sakura, natychmiast do niej zadzwoniłam. W kamerze powitała mnie jej uśmiechnięta twarz.
-Witam naszą pani prezes! Jak tam wyjazd?
-Tragedia. Śpię w południe i mam koszmary, w nocy nie mogę zasnąć, wspólnicy nie traktują mnie poważnie ponieważ jestem kobietą i mam z tego tytułu same problemy. Dodać coś jeszcze?-zapytałam. Zaczęłam trzeć oczy.
-Jej, to rzeczywiście kiepsko. Zadzwoń do narzeczonego. Myślę, że będzie z tego powodu szczęśliwy.
-Żartujesz sobie? Naoki pojechał do Osaki wybierać nam obrączki. Dostałam od niego taką wiadomość. Myślałam, że coś mnie strzeli.-powiedziałam zirytowana.
-Ooo. Teściowa będzie ci również wybierać bieliznę na noc poślubną?-zaśmiałam się.
-Uwielbiam twoje sarkastyczne poczucie humoru, ale niestety znając jego matkę będzie chciała mieć na to wpływ. Już sobie wyobrażam siebie w jakiejś wściekle różowej koszulce sięgającej do kostek.-tym razem Sakura się zaśmiała.
-Cóż każdy ma inne zboczenia... Co się stało z tą dziewczyną, która reklamowała bieliznę i uczyła się tańczyć dla swojego chłopaka na rurze...-musiałam zrobić jakąś smutną minkę, ponieważ Sakura szybko się zreflektowała.-Przepraszam, jeszcze czasem się zapominam, kiedy wspominam lata liceum.
-Nic nie szkodzi Sakura. Wiesz dobrze, że Gaara to już zamknięty rozdział w moim życiu. Odkochałam się. Teraz jestem zakochana w kimś innym i dobrze mi z tym.-poczułam lekkie ukłucie w sercu.
-Wiesz, codziennie powtarzam to sobie myśląc o Sasuke i zastanawiam się, czy jest to rzeczywiście prawda. Zastanawiam się, czy gdybym miała okazję z nim porozmawiać i wyjaśnić sobie wszystko, czy... Eh, wiem to głupie.
-Sakura, wiesz dlaczego z tobą zerwał? Czy nigdy ci tego nie powiedział?-rozmasowałam skronie.
-Nie wiem. Myślę, że po prostu znalazł sobie inna dziewczynę. Wcale bym się nie zdziwiła gdyby spotykał się z Karin. Z resztą teraz nie ma co tego roztrząsać, nie uważasz? Ty też nie zastanawiasz się, jak Gaara układa sobie teraz życie.
-Zastanawiam. Codziennie od czasu, jak zniknął w drzwiach sali szpitalnej.-noc była chyba najgorszą porą na rozmowy. Robiłam się wtedy bardzo szczera.
-Ja również często myślę o Sasuke od czasu, kiedy ostatni raz widziałam go na zakończeniu roku. Wiem, że wyjechał do Stanów. Może go spotkasz.-zaśmiałam się.
-Nie ma szans. Gaara i Sasuke poszli do tej samej szkoły policyjnej, która znajduje się w Nowym Jorku. Ja jestem w Chicago, co daje jakieś 1400 km, może trochę więcej. Nie wybieram się do Nowego Jorku, więc nie ma szans, że ich spotkam. Sama nad tym wczoraj myślałam.
-A, myślałam, że ta szkoła jest gdzieś w Chicago. To w takim razie masz spokój w sercu.
-Dosłownie.-poczułam, że ogarnia mnie silne zmęczenie. Zegarek pokazywał 2 w nocy. O 6 musiałam wstać, żeby na 8 zdążyć na spotkanie biznesowe.-Sakura, jestem zmęczona. Idę spać. Odezwę się jutro o tej samej porze. Dobrej nocy.
-Dobranoc i słodkich snów.-wyłączyłam komputer i przyłożyłam głowę do poduszki i niemal natychmiast odleciałam.

            Rano ledwo dałam radę wstać. Wyplątałam się z pościeli, a potem powlekłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic. Dzisiaj pogoda zapowiadała się na bardzo ładną, postanowiłam więc ubrać czarne rurki, do tego białą koronkową bluzkę z rękawem 3/4 i czerwoną marynarkę. Dobrałam do tego czerwoną kopertówkę i czerwone szpilki. Potrzebowałam pewności siebie. Czerwony kolor dodawał mi jej aż w nadmiarze.

            Wchodząc do firmy wywołałam małe zamieszanie. Wyglądałam inaczej niż wczoraj, włosy miałam rozpuszczone, makijaż dość mocny. Mój pewny krok był dodatkową atrakcją dla oczu. Dopiero teraz naprawdę czułam się jak stara ja. Musiałam tylko wejść do biura i pewnością dawnej pani prezes przekonać nowych kontrahentów. Weszłam do sali.
-Dzień dobry państwu.-powiedziałam, i pewnym siebie krokiem przeszłam do biurka.
-Witam panią, pani Iregiro. Rozumiem, że wczorajsze nieporozumienia nie zniechęciły pani do dalszej współpracy.-facet pożerał mnie wzrokiem.
-Oczywiście, że nie. Jestem profesjonalistką w swoim fachu. Otóż chciałabym przedstawić panom najnowszy produkt naszej firmy. Mam nadzieję, że moja prezentacja będzie dla panów odpowiednią zachęta.-uśmiechnęłam się perliście. Faceci zaczęli przyglądać mi się wzrokiem cielaków. Dokładnie o to mi chodziło. Wyjęłam z torebki pendrive'a i podłączyłam go do laptopa, a potem uruchomiłam rzutnik. Zaczęłam przedstawiać nowy produkt. Tym razem wszyscy słuchali mnie z dużą uwagą.

-Świetna prezentacja pani Iregiro. Jestem pod dużym wrażeniem.-większość mężczyzn wyszła już z biura. Zostałam tylko ja i jeden z głównych wspólników.
-Powinien pan podziękować Hikaremu. to on przygotował tak wspaniałą prezentację. On również chciał, aby produkt trafił na Amerykański rynek.-odpowiedziałam. Zaczęłam zbierać ostatnie dokumenty z biurka. Mężczyzna oparł się o nie i spojrzał na mnie błyszczącymi oczami.
-Dałaby się pani zaprosić na obiad?-drgnęłam. Coś mi mówiło, że nie będzie to najlepszy pomysł.
-Chętnie, ale... Jadę już na spotkanie z przyjacielem ze szkolnych lat. Mieszka w Chicago od jakiegoś czasu. Obiecał oprowadzić mnie po mieście.-wymyśliłam na poczekaniu. Zauważyłam z niepokojem, że dłonie lekko mi drżały, zostałam z tym facetem sam na sam. Głośno przełknęłam ślinę. Facet zbliżył się do mnie.
-Ależ nalegam. Znam najlepsze restauracje w tym mieście.-był tak blisko, że mogłam niemal policzyć delikatne piegi na jego nosie. Odsunęłam się automatycznie.
-Nie, dziękuję. Do zobaczenia jutro.-szybko się ukłoniłam i wyszłam z gabinetu jak oparzona. Musiałam uspokoić oddech. W zaproszeniu na obiad nie było nic niestosownego, niestety w spojrzeniu tego faceta już tak.

            Pojechałam na następne spotkanie w centrum. Tym razem okazało się, że widownia jest mieszana. Dzięki temu czułam się bardziej pewnie przy wygłaszaniu prezentacji. Kiedy więc wychodziłam z budynku byłam dość podekscytowana. Niemal automatycznie zadzwoniłam do wujka i zaczęłam powoli cofać autem. Zaaferowana i skupiona na rozmowie nie zauważyłam dużego pickupa, który próbował wjechać na moje miejsce. Usłyszałam dźwięk gniecionego metalu, od którego aż przeszły mnie ciarki.
-Wujku, muszę kończyć.-powiedziałam. Kiedy odłożyłam komórkę w oknie pojawił się siny z wściekłości facet i coś krzyczał. Westchnęłam zgasiłam silnik i wyszłam z auta.
-Ty głupia babo! Patrz co zrobiłaś!!! Moje autko! Nikt nie uczył cię jeździć?!-wymachiwał mi rękami przed twarzą, co powodowało coraz większy wzrost ciśnienia.
-Pan próbował się wepchnąć na moje miejsce zanim jeszcze zakończyłam manewr. To pana wina.-powiedziałam spokojnie.
-Moja wina?! Tak oczywiście, moja wina. Wy zawsze tak mówicie! Trzeba było szybciej się ruszać! Zawsze mówię, że głupie baby nie powinny wsiadać za kółko. Ciekawy jestem co musi kryć się w tym małym móżdżku, skoro...-zaczęliśmy wydzierać się na siebie. Kiedy w końcu facet nazwał mnie tępą zdzirą, uderzyłam go z pięści w nos. Zatoczył się i wpadł na maskę mojego auta robiąc w niej wgniecenie. Zaczęłam się wydzierać jeszcze bardziej. Sama nie wiem kiedy pojawiła się policja. Ktoś musiał ją wezwać. Uspokoiłam się i zaczęłam rozmawiać z jednym z funkcjonariuszy.
-Wie pani, że musi pojechać z nami na komisariat i złożyć zeznania? Niestety jest to konieczne gdyż doszło do rękoczynów.-głośno westchnęłam. To był moment, kiedy przeklęłam swój porywczy charakter.
-Dobrze, jeśli muszę. Mogłabym tylko zadzwonić po mojego kierowcę żeby odholował auto do warsztatu?
-Proszę. Nie mam nic przeciwko.-na moje szczęście policjanty był dość młody i kontaktowy. Szybko wybrałam numer do Jacoba i wyjaśniłam mu zaistniałą sytuację. Obiecał zjawić się najszybciej jak tylko będzie to możliwe. Miał zapasowe klucze, więc zamknęłam auto i poszłam razem z funkcjonariuszem do auta. Narwanemu właścicielowi pickupa skuto ręce, ponieważ machał nimi za dużo. Policjant posadził mnie z przodu, jak wyjaśnił dla bezpieczeństwa. Podziękowałam mu słabym uśmiechem.
-To wina tej baby! Moje biedne auto!!!-darł się niemal przez całą drogę.
-Jeśli za chwilę się pan nie uciszy, przysięgam, że zatrzymam pana na 48 godzin w areszcie, gdzie może trochę pan spotulnieje!-krzyknął w końcu kierowca. Mężczyzna zamknął jadaczkę i do końca drogi milczał.

            Na komisariacie posadzono nas w osobnych boksach. Miły policjant zaczął przeprowadzać ze mną rozmowę. Co chwilę z boksu obok słyszałam krzyki tego faceta.
-Mógłbym poprosić o pani dokumenty?-podałam mu dowód osobisty, wizę i paszport. Niestety musiałam nosić wszystko przy sobie.
-Eh...-mężczyzna zdębiał. Wszytko było po Japońsku.
-Sara I...-chciałam powiedzieć.
-Proszę chwilkę poczekać. Pójdę po komendanta. Zna japoński.-kiwnęłam głową. Z drugiej strony byłam pełna podziwu. Japoński nie był łatwym językiem, a fakt, że ktoś chciał się go uczyć zasługiwał na pochwałę. Policjant wstał, a ja zostałam sama. Wtedy facet od pickupa wstał i wystawił głowę znad swojego boksu. Ściany nie były za wysokie, więc widziałam go aż do wysokości klatki piersiowej.
-Widzi pan! Mówiłem, że to wredna baba! Siedzi tak spokojnie jak jakieś niewiniątko. Gadała przez telefon cofając! Takim to powinno się odbierać prawo jazdy od razu! Kobiety w ogóle nie powinny jeździć.-wstałam i również podeszłam do faceta.
-Taki narwany dziadyga jak ty również nie powinien prowadzić auta! Badał cię ktoś, czy wszystko z głową masz dobrze?-powiedziałam. Zaczęłam oglądać paznokcie żeby nie dać się sprowokować.
-Takie kobiety jak ty powinny siedzieć w domu i zajmować się tym, co do nich należy, czyli gotowaniem i sprzątaniem. Ty wyglądasz jak ekskluzywna prostytutka. Swoją drogą ile kosztują twoje usługi?
-Nawet gdybyś wygrał w lotto nie byłoby cię na mnie stać. Z resztą nie sypiam z byle kim.-cały komisariat zaczął się śmiać.
-Zapłacisz mi za to, że mnie uderzyłaś!!!-krzyknął.
-Mogę zaraz doprawić z drugiej strony jak jeszcze ci mało ofiaro losu, dawaj podejdź bliżej!!!-ryknęłam. Facet cofnął się o krok.
-No, no! Sara Iregiro jak zwykle narwana i gotowa do władowania komuś pięści w nos.-na dźwięk tego głosu automatycznie odwróciłam głowę w bok. Kolana zaczęły mi drżeć. Stał tam, jak młody bóg i uśmiechał się promiennie.
-G... Gaara...-szepnęłam. Dopiero teraz dostrzegłam, że pomimo szerokiego uśmiechu jego oczy nie wyrażały żadnych emocji.
-Cóż to za miła niespodzianka! Nie widziałem cię ile? Z 6 lat? Niemal nic się nie zmieniłaś. Mój podopieczny wezwał mnie do siebie, ponieważ miał problem z dokumentami jakiejś Japonki. Powinienem był się domyślić, że gdzie są kłopoty tam jest i Iregiro.-zacisnęłam dłonie w pięści.
-Powinnam się domyślić, że z moim szczęściem na ciebie trafię.-syknęłam.
-Och, nie cieszysz się, że mnie widzisz? To takie przykre.-udawał urażonego.
-Moglibyśmy przejść do rzeczy. Widzę, że czerpiesz przyjemność z dokuczania mi, jednak chciałabym jak najszybciej wrócić do hotelu i...-wtedy rozdzwonił się mój telefon. Zaaferowana podbiegłam do biurka. Spojrzałam na wyświetlacz. Nie teraz!!!-Naoki, cześć!
-Kupiłem nam obrączki! Cieszysz się?!-omal nie zakrztusiłam się śliną.
-Mieliśmy zrobić to razem!-krzyknęłam. Miałam dość tego dnia.-Z resztą u nas jest 3 rano. Co robisz o tak później porze. Piłeś?
-Tak mi ciebie brakuje, że muszę zatopić smutki w kieliszku. Obiecuję ci, że kiedy przyjedziesz tak cię przelecę, że będziesz krzyczeć! Juhu!!!-poczułam, że robię się cała czerwona. Gaara stał tak blisko mnie, że na pewno wszystko słyszał i co gorsza rozumiał.
-Naoki, jestem na komisariacie. Przepraszam, ale muszę kończyć.
-Na komisariacie? Co ty...
-Kocham cię. Porozmawiamy później.-syknęłam i szybko się rozłączyłam.
-Narwany ten twój chłopak.
-To mój narzeczony.-odruchowo pokazałam mu pierścionek z diamentem na lewej dłoni. Gaara wskazał krzesło na przeciwko siebie. Obrócił ekran komputera w moją stronę i zaczął wklepywać dane. Uniosłam brwi bardzo wysoko, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że robi to z pamięci nie patrząc na mój paszport. Dopiero kiedy dostrzegł mój wzrok zrozumiał o co mi chodzi. Z lekkim roztargnieniem wziął mój paszport i co jakiś czas zaglądał do niego. Wiedziałam jednak, że robi to bardziej dla pozorów, niż z konieczności.
-To tak, wjechałaś jakiemuś facetowi w bok i potem go pobiłaś, tak?
-Nie. Facet próbował wepchnąć się na moje miejsce miejsce zanim całkiem z niego wyjechałam. Owszem przyznaję się, rozmawiałam przez telefon. Wujek chciał wiedzieć jak poszła transakcja. Po prostu robiłam wszystko wolniej, co nie oznacza, że nie rozglądałam się, i nie uważałam!-powiedziałam. Rozmawialiśmy po japońsku co bardzo mi odpowiadało.
-Wiem, że jesteś świetnym kierowcą, ale mamy świadków, że po pierwsze rozmawiałaś przez telefon, po drugie kłóciłaś się z facetem i na dodatek na samym końcu, czyli po trzecie rąbnęłaś go w nos. Wiesz dobrze, że na mnie takie zachowanie nie robi wrażenia, ale tutaj...
-Gaara, to jest Ameryka. Tu normalne jest jeżdżenie na świni na autostradzie.-widziałam, że kąciki jego ust drgnęły, a oczy zaczęły błyszczeć. Rozbawiłam go. Punkt dla mnie.
-Cóż, na świni jeszcze nikogo nie złapaliśmy, ale był śmiałek jeżdżący na jeleniu.-roześmiałam się. Pękła ściana, która między nami stała.
-Dobrze przyznaję się, że uderzyłam tego faceta. Zwyzywał mnie od wrednych zdzir, a przed chwilą od ekskluzywnej prostytutki. Ręka sama mi poszła. Mogę zapłacić za naprawdę samochodu tego faceta. Nie przeproszę go jednak za to uderzenie.-mówiłam z taką dozą emocji, żywo gestykulowałam. Gaara non stop patrzył się na moją twarz. Zaczęło mi to przeszkadzać.
-Daniel! Sara... Pani Iregiro jest gotowa ponieść koszty naprawy samochodu oskarżyciela.
-A co z moją twarzą?!-Gaara wstał i podszedł do boksu.
-Wie pan co, myślę, że i tak nic jej już nie zaszkodzi.-cały komisariat ryknął śmiechem. Facet zaczął się wydzierać. Gaara również postraszył go aresztem. Zamilkł. Zaczął coś furkać pod nosem. Po 10 minutach wstał i wyszedł. Gaara wrócił na swoje miejsce.-Załatwione. Musisz podać numer swojego ubezpieczenia, z konta ściągną pieniądze przeznaczą na naprawę auta.
-Wiem jak działa ubezpieczenie samochodowe. Nie traktuj mnie jak idiotki.-powiedziałam. Naoki znowu zaczął dzwonić.-Co chcesz?!
-Rany, ogarnij się. Seksu ci brakuje.-mówił niewyraźnie. Zaciągał samogłoski, śmiał się chrapliwie. Na pewno palił papierosy.
-Żebyś wiedział! Szkoda, że kiepski z ciebie kochanek.-warknęłam i od razu pożałowałam tych słów. Gaara słuchał tego wszystkiego i na pewno miał ubaw po pachy.
-Ty...
-Porozmawiamy później.-rozłączyłam się. Zaczęłam głośno oddychać.
-Problemy par przed ślubem?-zakpił.
-Nie twój interes.-warknęłam. Miałam zły humor.
-Grzeczniej. Bo zaraz pobawimy się w policjantów i złodziei.-jego oczy zdradzały, że jest rozbawiony.
-Zakujesz mnie w kajdanki?-położyłam ręce na biurku. Spojrzałam się na niego rzucając wyzwanie.
-Kuszące. Niestety jestem na służbie.-wyciągnął się w fotelu i założył ręce za głowę. Ten widok był tak znajomy, że aż zakuł w oczy. Odwróciłam głowę.
-Cóż, nic nie szkodzi. Co ty tu... Rio mówił, że studiujesz w Nowym Jorku.
-Skończyłem je rok temu. Musiałem znaleźć sobie pracę. Nie chciałem jej w Nowy Jorku, za dużo znajomych. Potrzebowałem odbicia. Chicago jest trochę spokojniejsze. Od roku wynajmuję tu mieszkanie. Płaca też jest całkiem całkiem. Jak widzisz mam pod sobą ludzi, więc idzie mi całkiem nieźle.
-Rany, nigdy bym nie pomyślała, że spotkam cię na drugim końcu świata! Ale numer.-uśmiechnęłam się. O dziwo nie czułam się niezręcznie. Rozmawiałam z nim, jak ze starym przyjacielem.
-Szefie, musisz zając się papierami, wiesz o tym.-była to dziewczyna na oko młodsza ode mnie i od Gaary. Najprawdopodobniej stażystka lub praktykantka.
-Tak, oczywiście. Zaraz przyjdę. Saro, poznaj to jest nasza praktykantka, Liz. Liz, to moja...
-Stara przyjaciółka z liceum. Miło mi, jestem Sara.-wstała z miejsca i lekko się ukłoniłam. Dziewczyna spojrzała się na mnie wilkiem. Domyślałam się o co chodzi. Niemal natychmiast wróciła spojrzeniem do Gaary. Jej oczy całe błyszczały.
-Mi również miło poznać. Wracam do swoich obowiązków.-powiedziała i poszła. Zrozumiałam dlaczego. Gaara wlepiał wzrok we mnie.
-Wiem, że ładnie wyglądam, nie musisz aż tak mi się przyglądać.-powiedziałam złośliwie. Gaara powoli wstał i podszedł do mnie.
-Masz jutro czas? Chciałbym pokazać ci miasto.-oniemiałam.
-Mam... to znaczy... mam spotkanie na 9 w jednej firmie. Możemy spotkać się o 12...-próbowałam jakoś zatrzymać ten potok słów.
-Dobrze.-wziął do reki mój telefon, wstukał  swój numer, a potem dla pewności, że się nie rozmyślę puścił strzałkę z mojego telefonu na swój. Oddał mi moją komórkę.-To do zobaczenia jutro o 12. Załatwiliśmy wszystkie formalności, więc jesteś wolna. Facet na pewno nie wniesie oskarżenia co do pobicia.
-Dobrze, dziękuję za pomoc.-powiedziałam cicho. Gaara wziął z biurka moje dokumenty, złożył je w jedną kupkę i podał mi. Specjalnie ustawił dłoń w taki sposób, że nasze palce się zetknęły. Przeskoczył między nimi prąd, na chwilę zapomniałam o oddechu.
-Nie ma za co. To do zobaczenia jutro.-powiedział, a potem przepuścił mnie w wyjściu z boksu. Jego współpracownicy odwracali się za mną, czułam na sobie ich spojrzenia. Kilku cicho gwizdało pod nosem, co wcale mi nie pomagało.-Iregiro!!!
-Słucham?-odwróciłam się z bijącym sercem. Gaara stał dość luźno, była to jednak poza. Jego ramiona były napięte. Na jego ustach pojawił się łobuzerski uśmiech, od którego moje kolana zrobiły się miękkie.
-Dobrze było cię znowu zobaczyć.-uśmiechnęłam się szeroko i kiwnęłam głową.-Wracać do roboty!!!

-Ciebie również.-powiedziałam to tak cicho, że tylko ja mogłam to usłyszeć. Z sercem walącym jak dzwon wyszłam przed komisariat.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8