Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 27
Kiedy odzyskałam
przytomność, Sakura akurat trzymała moje nogi w powietrzu, a ciocia przykładała
zimny kompres do czoła. Czułam się jak po przejażdżce kolejką górską, która
miała zdecydowanie za dużo zawijasów.
-Zemdlałam,
prawda?- zapytałam i wyswobodziłam nogi ze ścisku Sakury.
-Dosłownie po tym,
kiedy senior Uchiha wyszedł z domu. Złożyłaś się jak scyzoryk.- powiedziała, a
potem usiadła obok mnie na kanapie.
-Wcale się jej nie
dziwię, że zemdlała. Kiedy Sasuke powiedział mi, że przyjechał do was, dziadek
zerwałam się z wykładów. Znałem Tadahiego już wcześniej i wiedziałem, że chciał
mnie na męża jednej ze swoich córek. Nie sądziłem jednak, że podtrzymywał to
postanowienie przez tyle lat.
-Ciociu, Saki,
mogłybyście zostawić nas na chwilę samych? Chciałabym porozmawiać o czymś z
Gaarą.- powiedziałam poważnym tonem, co spowodowało, że Gaara automatycznie
cały się spiął.
-Oczywiście...
Zawołaj nas gdybyś tylko czegoś potrzebowała. Chodź Sakura, pomożesz mi
przygotować obiad.- ciocia i Saki opuściły pokój bez słowa, a ja poczekałam, aż
zamkną się za nimi drzwi.
Gaara z kolei wziął krzesło i
przysunął do kanapy. Wyglądał na rozluźnionego, jednak po napiętych ramionach
wiedziałam, że to tylko pozory.
-Za chwilę usłyszę
po raz enty, że nie powinniśmy brać ślubu, tak?- warknął, nim w ogóle się
odezwałam.
-Tego nie
powiedziałam.- zachowałam stanowczy ton.
-Ale na pewno tak
myślisz. Znam ten ton głosu, znam to spojrzenie i postawę.- westchnęłam na jego
słowa. Nie miał do końca racji, ale również się nie mylił.
-Gaara, Tadashi
powiedział mi, że pochodzisz z szanowanej Japońskiej rodziny. Wtedy zdałam
sobie sprawę z tego, że ja tak naprawdę nie mam pojęcia o tym, czym zajmuje się
twoja rodzina, oprócz ojca, który był prokuratorem. Kim są jej członkowie, czy
w ogóle ktoś jeszcze żyje oprócz twojego wujka? Nie wiem, w jaką rodzinę
wchodzę i co się z nią wiąże. Ja... Nie chcę mieć ponownie takiej sytuacji jak
ta, która dzisiaj miała miejsce. Nie chcę, żeby ktoś przypominał mi o tym, że
jestem Gaijin. Nawet jeśli jest to prawda i ja zdaję sobie z niej sprawę...
-Nie jesteś żadnym
Gaijin! Nie mów tak o sobie, i nie wierz w to, co mówił Tadashi! Uczucia są dla
mnie ważniejsze, niż pochodzenie i inne tego typu rzeczy. Poza tym jesteś w
połowie Japonką! Ten drań nie miał prawa nazywać cię w tak okropny sposób!-
Gaara zerwał się do pionu, a krzesło, na którym siedział przewróciło się w
hukiem.
-Gaara, uspokój
się. Mam wrażenie, że wizyta moich krewnych bardziej odbiła się na tobie, niż
na mnie. Owszem, zdenerwowałam się. Jednak Tadashi ma rację z jednym: ja nie
jestem typową japońską dziewczyną. Nie byłam wychowywana w twardym reżimie
tego, że kobieta ma niższe miejsce od męża. Nie będę spokojnie kiwać głową,
kiedy coś będzie szło nie po mojej myśli. Nie będę uległa. Nie jestem
przyzwyczajona do takiego życia.- powiedziałam.- Wydaje mi się, że Tadashi ma
rację w tym, że Japońska żona da ci szczęście. One nie sprawią, że twoja
reputacja może ucierpieć. One nie są Gaijin.
-Zaczynam mieć tego
naprawdę dość.- wycedził przez zaciśnięte zęby mój facet.
-Wiem jednak, że
nawet jako kobieta obeznana z inną kulturą, moja miłość i nasze małżeństwo
będzie dzięki temu inne. Mam cichą nadzieję, że nie zawiodę jako twoja
partnerka i nie przyniosę ci wstydu. Proszę cię, zaakceptuj to, że różnię się
od innych kobiet i nie zniechęć się przez to do mnie.- lekko skłoniłam głowę.
Kiedy ją podniosłam Gaara wpatrywał
się we mnie z lekkim szokiem wypisanym na twarzy.
-Właśnie dlatego,
że tak bardzo różnisz się od Japońskich kobiet, stałaś się dla mnie wyzwaniem,
które podjąłem. Mnie nie interesują uległe kobiety, które zawsze będą
przytakiwać. Mnie interesujesz ty. Twoja niezależność, szczerość w wyrażaniu
opinii, opanowanie, kiedy sytuacja tego wymaga, lub poddanie się emocjom, kiedy
czujesz je całą sobą. Nie chcę żony, która będzie szła za mną dwa kroki z tyłu
i potulnie przytakiwała: tak mężu, ty zawsze masz rację. Chcę żony, która
będzie szła obok mnie, i która będzie w stanie przywołać mnie do porządku jasno
mówiąc: Masz coś z głową, jeśli myślałeś, że się na takie coś zgodzę. I chcę
żony, którą kocham i szanuję za całokształt, a nie takiej, którą mam tylko
mieć. Kocham w tobie wszystko, co japońskie i niejapońskie.
-Boję się, że taka
mieszanka wybuchowa jak my, może być szokiem dla świata.- zaśmiałam się i
złapałam dłoń Gaary w swoją.- Więc... Nie przyjmiesz propozycji mojego wujka?
Tej, żeby ożenić się którąś z jego córek?
-Musiałbym być
idiotą, żeby pozwolić ci odejść. A już szczególnym, żeby wymienić ciebie, na
jakąkolwiek inną dziewczynę. Zwłaszcza, że Naoki tylko czeka, kiedy to zrobię.-
powiedział i zmarszczył nos z niezadowolenia. Zaśmiałam się widząc to.
Pochyliłam się i pocałowałam go,
napawając się przez chwilę ciepłem jego ust.
-Poza tym lubię,
kiedy okazujesz mi uczucia publicznie. A w Japonii nie jest to zbyt pożądane w
związkach. No i gdybym miał się z tobą kochać tylko kilka razy w życiu, żeby
spłodzić dziecko, umarłbym. Nie chcę żyć według Japońskiej tradycji. Nie, jeśli
to miałoby w jakikolwiek sposób źle na ciebie wpłynąć. Zostań taka jaka jesteś.
Nie wymagam więcej.
-Wiem, mówiłeś mi
to już, kiedy prosiłeś moich wujków o moją rękę.
-Wolałem powtórzyć
po raz drugi, żeby ci to odświeżyć.- powiedział. Zaczęliśmy śmiać się we dwoje,
ale Gaara przerwał śmiech pocałunkiem.
-Więc, wracając do
mojej wcześniejszej aluzji. Chciałabym wiedzieć w jaką rodzinę mam się wdać. Ja...
Nie chcę żeby się okazało, że popełniłeś mezalians czy coś...
-Cóż, mój tata był
prokuratorem, to już wiesz. Z kolei mój wuj razem z moją mamą odziedziczyli po
moim dziadku ogromną korporację, którą zarządza mój wuj. Dziadek jest już na
emeryturze i cieszy się wolnym czasem. Razem z babcią żyją na Okinawie, gdzie
czasem ich odwiedzamy.
-Okinawa? Czy to
nie tam spędzaliście święta?- zapytałam odświeżając wspomnienia.
-Dokładnie tam.
Jednak to było spowodowane bardzo złym stanem zdrowia najlepszego przyjaciela
wujka. Znają się od dzieciństwa, więc traktują się jak bracia. Również
chcieliśmy złożyć mu wizytę, ponieważ baliśmy się, że może nie doczekać Nowego
Roku. Na nasze szczęście żyje i ma się dobrze. Moich dziadków i resztę rodziny
poznasz w dniu ślubu. Obiecali przyjechać, żeby cieszyć się naszym szczęściem.
I zapewniam cię, że nie są tak restrykcyjni w zasadach jak rodzinna Uchiha. Nie
będą cię mieli za Gaijin. A jeśli którekolwiek się odważy, wyfrunie za drzwi.
-Daj spokój. Nie
kłóć się z rodziną przez coś takiego.
-To będzie też
twoja rodzina. Nie zawsze można wszystkim dogodzić, ale nawet jeśli coś nie
będzie im pasować, powinni to przemilczeć, lub być subtelni w słowach. I tak
większość rodziny śmiała się, że z moim podejściem do kobiet i tym, że lubiłem
się zabawić, raczej szybko się nie ustatkuję, o ile w ogóle. Z tego, co wiem od
wujka, wiadomość o ślubie zelektryzowała wszystkich i bardzo chcą poznać moją
ukochaną przyszłą żonę.
-Cóż... Może
powinniśmy pojechać do nich przed ślubem? Chociaż na weekend. Dzięki temu być
może mniej się rozczarują, że twoja narzeczona jest taka... Pospolita.-
zasugerowałam, a Gaara głośno się zaśmiał.
-W sumie, dlaczego
nie. Chociaż boję się, że moja rodzina może zagłaskać cię na śmierć. Lub dać w
kość tak bardzo, że sama ode mnie uciekniesz. Kiedy zobaczą jak naturalna i
swobodna jesteś będą prześcigać się w względach o twoją uwagę.
-Nie ucieknę! Chcę
po prostu poznać rodzinę mojego przyszłego męża. Niestety ja nie mogę
odwdzięczyć ci się tym samym, ponieważ... Spowoduje to na pewno więcej
takich sytuacji jak ta, która miała miejsce dzisiaj. Wolałabym ci ich
zaoszczędzić. Wstydzić się za narzeczoną to na pewno nic przyjemnego.
-To oni powinni się
wstydzić, nie ty. Ty nie masz sobie nic do zarzucenia. W takim razie ustalone.
Pod koniec roku szkolnego postaram się zadzwonić do dziadków i uprzedzić ich,
że chcemy im złożyć wizytę. Do tego czasu musisz dzielnie pozdawać egzaminy,
żebyś nie musiała chodzić na dodatkowe lekcje w wakacje.
-Ej! Akurat co do
mojej nauki nie mam zastrzeżeń! Martw się o siebie. Czeka cię sesja
egzaminacyjna. Pierwsza w życiu.
-Nie boję się. Dla
mnie to wszystko jest dość proste. Poza tym mam świetną grupę ludzi, z którymi
bronię kilka projektów.
-Och, zapomniałam,
że cudowna Marii i jej długie nogi na pewno pomogą wam w obronie egzaminów.-
powiedziałam lekko poirytowana, a Gaara zaczął się śmiać.
-Jesteś niemożliwa.
W gorący czerwcowy dzień leżałam na
kanapie i próbowałam rozwiązać jakieś bardzo dziwne zadanie z historii, które
zlecił nam Kakashi. Mieliśmy wcielić się w jakąś historyczną postać i
opowiedzieć o sobie kilka zdań. Później mieliśmy przedstawić to, czego
dokonaliśmy, a na samym końcu jak wyobrażalibyśmy sobie świat bez tego, co
odkryliśmy.
Zgniatałam właśnie dwunastą z kolei
kartkę z przekreślonym imieniem i nazwiskiem. Warknęłam wściekła i rzuciłam
notatnikiem w ścianę. Skwar panujący na dworze wcale nie ułatwiał mi zadania.
-Co za chore
zadanie!!!- wrzasnęłam w poduszkę i zaczęłam tupać nogami w zagłówek.
Zazdrościłam Sakurze, która była na
randce z Sasuke. Mój kuzyn zabrał ją Aqua Parku, żeby mogli się schłodzić. Mój
facet z kolei miał dzisiaj trzy różne egzaminy i od rana do wieczora miał
siedzieć na uczelni.
Sapnęłam i zerwałam się na równe
nogi. Podeszłam do fortepianu i otworzyłam klapę klawiszy. Wcisnęłam pierwszy
klawisz, a za nim następne. Kiedy w końcu rozgrzałam palce zaczęłam zastanawiać
się nad tym, co mogłabym zagrać. Zaczynałam kilka piosenek, ale żadne nie
pasowały do tego, żeby w jakiś sposób poprawić mi nastrój.
Zaczęłam wybijać melodię, której
nauczyłam się kiedyś w szkole muzycznej. Przez chwilę nie pamiętałam za bardzo,
co to było, ale po chwili przypomniałam sobie. Celine Dione i jej A
new day has come.
Moje palce zaczęły sunąc po
klawiaturze i wybijać miarowe pewne dźwięki. Po chwili zaczęłam też śpiewać
zapominając o całym świecie.
Kiedy skończyłam, głęboko
odetchnęłam. Było mi to zdecydowanie potrzebne, żeby zniwelować stres i udało
się znakomicie.
-Dawno nie
słyszałem jak śpiewasz.- podskoczyłam na krzesełku kiedy głos Itachiego wybił
mnie z transu.
-Fakt, ostatni raz
śpiewałam chyba na urodzinach Saki w marcu.- zaśmiałam się i założyłam
niesforny kosmyk włosów za ucho.
-Fakt. A szkoda.
Powinniśmy wznowić próby zespołu kiedy będziesz miała wakacje.- Itachi usiadł
na stołku obok mnie i uderzył w przypadkowe klawisze, fałszując dźwięki.
-Itachi! To
delikatny instrument!- fuknęłam na niego, a on zaczął się głośno śmiać.
-Nie umiem grać na
fortepianie. Przykro mi.
-W takim razie cię
pouczę. Chodź!- krzyknęłam z ogromnym entuzjazmem i klasnęłam w dłonie.
Itachi okazał się dość oporny. Miał
sztywne palce, ale po dłuższej rozgrzewce opanował dość proste uderzenia.
-Nie tu! Itachi!!!-
złapałam mojego kuzyna za głowę i zaczęłam tarmosić za włosy. Śmiał się tak
głośno, że do salonu zajrzała ciocia, która przygotowywała obiad.
-Co tu się dzieje?
Widzę, że świetnie się bawicie.- uśmiechnęła się do nas, kiedy zobaczyła jak
się wygłupialiśmy.
-Sara mnie bije!-
Itachi dźgnął mnie palcem w żebro.
-Nie prawda! Po
prostu próbuję wbić trochę oleju do tej głowy!!!- pisnęłam, kiedy spadł na mnie
grad łaskotek. Itachi ścisnął moje nogi swoimi nogami, a potem pastwił się, aż
nie zaczęłam wrzeszczeć, że się poddaję.
-Widzisz! Ja zawsze
wygrywam!- krzyknął cały czerwony z wysiłku.
-To była nierówna
walka! Zaskoczyłeś mnie!- powiedziałam, kiedy głęboko nabierałam powietrza.
Ciocia stała w progu i śmiała się z nas, ocierając łzy z kącików oczu.
-Dawno nie
widziałam was w tak dobrych nastrojach. Saro, prosiłabym żebyś później przyszła
do mnie do gabinetu. Mamy do omówienia kwestię rozsadzenia gości na weselu i
ilości alkoholu, którą trzeba zamówić.- przewróciłam oczami na słowa mojej
cioci.
-Zapomniałam, że
wychodzę za mąż.- mruknęłam, a potem spoważniałam.
-Ja też o tym
często zapominam. Wydaje mi się to takie surrealistyczne. Masz niecałe
dziewiętnaście lat, a za chwilę będę cię tytułował innym nazwiskiem.
-Itachi! Koniec! Do
szesnastego sierpnia jestem Sara Iregiro!
-Wiem, siostra.
Wiem.Po prostu nigdy nie sądziłem, że stanie się to tak szybko.
-Nie odczujesz tego
aż tak. Sara i Gaara będą mieszkać u nas przez pierwszy rok małżeństwa, tak jak
to ustaliliśmy z Gaarą w dniu, kiedy prosił o jej rękę. Więc przynajmniej do
dwudziestki, Sara na pewno będzie mieszkać u nas. Później albo zdecydują się
zostać, albo wyprowadzić. To będzie tylko i wyłącznie ich decyzja. A teraz
wybaczcie, ale czeka na mnie pieczeń w sosie. Nie przeszkadzajcie sobie.
Itachi pomógł mi zrobić zadanie z
historii. Oboje naśmialiśmy się przy tym zadaniu jak głupi, ponieważ nasza
inwencja twórcza przekraczała jakiekolwiek normy normalności.
-Mam nadzieję, że
Kakashi zrozumie nasze poczucie humoru inaczej może być kiepsko.
-Sądzę, że jak na
starego zgreda, to jest całkiem miły, więc tak źle być nie może.- zaśmialiśmy
się, a wtedy rozdzwoniła się moja komórka.
Na wyświetlaczu wesoło migało mi
zdjęcie Gaary. Odebrałam.
-Koniec!- krzyknął
mi w słuchawkę, a ja pogratulowałam mu z całego serca.
-Cieszę się. To
teraz masz wolne?- zapytałam i przeciągnęłam się.
-Tak. Czas na
wakacje. A, tak przy okazji. Idę dzisiaj z ludźmi ze studiów opijać koniec
roku.
-Cudownie.
Odstresujesz się po egzaminach. Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawił.-
powiedziałam, chociaż poczułam lekkie ukłucie zazdrości. Szczególnie, że
wiedziałam, że określenie znajomi dotyczy Marii...
-Prawdę mówiąc
miałem nadzieję, że będziesz chciała pójść tam ze mną.- lekko mnie wcięło.
-Gaara, to chyba
nie jest najlepszy pomysł. Nie znam twoich znajomych oprócz tej pokręconej
trójki, która u ciebie siedzi. No i nadal jestem licealistką... Poza tym ciocia
chciała porozmawiać ze mną na temat usadzenia gości na weselu i...
-Rozumiem, że to
delikatna odmowa?- zaśmiał się w słuchawkę.
-Po prostu nie
wiem, czy to dobry pomysł, abym szła na imprezę, gdzie będzie alkohol...
-Daj spokój. Ty i
Marii będziecie jedynymi dziewczynami w tym gronie. To raczej ja powinienem się
bać o ciebie.- tym razem to ja się zaśmiałam.
-Nie wiem, Gaara.
Zastanowię się jeszcze. Skoro będzie tam tylko Marii nie powinnam się martwić,
że będzie absorbować tylko twoją uwagę.
-Zdziwię cię. Ryu
powiedział, że ma to w planach dopóki nie ustąpię.
-O której się
spotykacie?- zapytałam, a Gaara ryknął głośnym śmiechem. Nawet jeżeli był to
tylko pretekst, żeby wyciągnąć mnie do knajpki, zdecydowanie był skuteczny.
Spóźniłam się pół godziny przez
rozmowę z ciocią na temat rozsadzenia gości. Później poszłam do stacji metra,
skąd pojechałam pod wskazany adres do dzielnicy Shibuya. Kiedy weszłam do
knajpki, obsługa-młody, dość przystojny chłopak- przywitał mnie z szerokim
uśmiechem na ustach.
-Witam. Czym mogę
służyć?- zapytał, a ja odwzajemniłam uśmiech.
-Wydział Prawa.
Jego studenci mieli dzisiaj bawić się w tym miejscu.
-Proszę za mną.-
powiedział, a potem zaprowadził mnie do odpowiedniej części sali.
Pokoje, w których siedzieli goście
były pooddzielane shoji, na podłogach wyłożone zostały maty do siedzenia. Kiedy
pracownik zaprowadził mnie pod jedne z drzwi usłyszałam ze środka głośny toast
i śmiechy.
-To tu. Życzę
panience miłej zabawy.- powiedział i otworzył drzwi.
Nagle zaczęło się we mnie wpatrywać
około piętnastu par oczu, a ja poczułam się bardzo niezręcznie.
-A ty kim jesteś?!-
zapytał jeden z chłopaków i niegrzecznie wskazał na mnie palcem.
-Ja...- wydukałam,
a głos odmówił mi posłuszeństwa.
-Sara! Jaka miła niespodzianka!-
ktoś wstał z miejsca, a kiedy zobaczyłam Naokiego, odetchnęłam z ulgą. Chłopak
podszedł do mnie i wprowadził mnie do środka.- Siadaj!
-Gdzie Gaara?-
zapytałam i zajęłam miejsce obok chłopaka.
-Poszedł po drinki.
Za chwile wróci. Co cię tu sprowadza? Twój mąż nie mówił, że przyjdziesz.-
powiedział, a ja się zaśmiałam.
-No tak,
najwidoczniej planował wielką niespodziankę. Rozumiem, że Ryu i Marii poszli z
nim?- zapytałam i spojrzałam na Naokiego rozbawionym wzrokiem.
-Ryu pilnuje Gaare
przed zalotami Marii. Powiedział, że to oburzające, żeby jakakolwiek dziewczyna
zachowywała się w taki sposób. Poza tym uchodzisz w jego oczach za ideał
wdzięku.- znów się zaśmiałam.
-Ryu jest uroczy.
Będę musiała odwdzięczyć mu się kiedyś za takie miłe słowa.
-Ej! Ja też mówię
temu kretynowi takie rzeczy, ale zawsze się wścieka. Jest zazdrosny, że ktoś
mógłby mu cię odbić. Zwłaszcza ja!- Naoki nadymał policzki z niezadowolenia, a
ja dźgnęłam jeden z nich uśmiechając się do niego.
-On nie ma cię o co
martwić. Mówiłam ci już, że jest u mnie na pierwszym miejscu.- błysk radości w
oczach Naokiego zgasł na te słowa.
Drzwi salki znów się otworzyły, a
wtedy stanął w nich Gaara razem z Marii i Ryu. Ten ostatni, kiedy tylko mnie
zobaczył w podskokach odłożył tacę z napojami i przybiegł do mnie.
-Sara-chan!!!-
chwycił mnie w niedźwiedzi uścisk i uniósł ponad ziemię tarmosząc mną na lewo i
prawo. Piszczałam i śmiałam się bardzo głośno dopóki mnie nie puścił.- Gdybym
miał ubrać cię dziś tylko w słowa, byłabyś pięknym kwiatem wiśni w promieniach
zachodzącego słońca.
-Ryu, pomyliłeś
kierunki. Zdecydowanie powinieneś iść na filologię japońską i powinieneś pisać
wiersze. Chyba, że przy pisaniu protokołów masz zamiar być równie wylewny?-
zapytałam i poprawiłam ramiączko w białej bluzce odciętej tasiemką pod biustem.
Moje słowa z kolei wywołały śmiech wszystkich zgromadzonych osób.
-Ryu, Myśleliśmy,
że jesteś gejem, ale twoja dziewczyna jest bardzo słodka.- jeden z kolegów
Gaary spojrzał się na mnie z uśmiechem.
-Ale Sara-chan nie
jest moją dziewczyną! To żona Gaary!- na sali zapanowała niezręczna cisza, a ja
poczułam, że moje policzki robią się okropnie czerwone.
-Ryu! Ja nie
jestem...- zaczęłam, ale tym razem Gaara przejął inicjatywę. Podszedł do mnie i
objął mnie ramieniem.
-Spóźniłaś się.-
uśmiechnął się lekko.
-To przez ciocie.
Mówiłam ci, że nie odpuści mi tych nudnych rzeczy związanych ze ślubem.-
mruknęłam, co jeszcze powiększyło uśmiech na twarzy Gaary.
-Chłopaki,
chciałbym wam przedstawić. To Sara. Ryu trochę minął się z prawdą, ponieważ
jeszcze nie jesteśmy małżeństwem, ale w sierpniu się pobieramy.- nieśmiało
skłoniłam głowę.
-Dobry wieczór.-
mruknęłam, a potem razem za Gaarą zajęłam miejsce przy stole.
-Więc ty i nasz
klasowy prymus się pobieracie? A to ci nowina! Nikt nawet nie wiedział, że ma
dziewczynę. Panny na roku będą bardzo niepocieszone słysząc to!- jeden kolega
Gaary zajął mnie rozmową, podczas gdy mój narzeczony w najlepsze dyskutował ze
swoimi kolegami i Marii. Zirytowałam się widząc to.
-Nie sądzę, żeby
Gaara chciał o tym mówić reszcie swojego roku. Poprosi was pewnie o dyskrecję,
kiedy zaczniecie rozchodzić się do domów.- machnęłam ręką.
-Co studiujesz? Nie
widziałem cię na kampusie.
-Jestem w ostatniej
klasie liceum. Na studia idę dopiero na wiosnę.- mruknęłam.
-CO?! JESTEŚ
JESZCZE LICEALISTKĄ?!- chłopak zerwał się z miejsca z krzykiem, i wpatrywał we
mnie oczami wielkimi jak spodki. Jego krzyki zwróciły uwagę reszty towarzystwa
i znów w pomieszczeniu zapadła niezręczna cisza.
-Tak. Jestem
jeszcze licealistką.- powtórzyłam z wielkim rumieńcem na twarzy.
-Przepraszam, że
pytam, ale nie pijesz alkoholu, prawda? Nie powinnaś tego robić, jeśli...
-Nie jestem w
ciąży. Nie dlatego postanowiliśmy się pobrać.- mruknęłam zażenowana coraz
bardziej. Gaara siedział na drugim końcu stołu, a ja zostałam porzucona na
pastwę losu kilku jego kolegom, którzy teraz wpatrywali się we mnie szeroko
otwartymi oczami.
-Nie do wiary. To
naprawdę musi być miłość, skoro postanowiliście pobrać się tak wcześnie.
-Wiecie co, to nie
jest temat, na który chciałabym dzisiaj rozmawiać...- powiedziałam opuszczając
wzrok.- Gratuluję zdania egzaminów. W końcu po to się tu wszyscy spotkaliście,
prawda?- szybko zmieniłam temat i uśmiechnęłam się do chłopców najszczerzej jak
umiałam.
-Tak! Racja! No
więc toast, za zdane egzaminy!!!- wszyscy unieśli do góry swoje szklanki, a
potem przybiliśmy się nimi. Kiedy pociągnęłam łyk ze swojej szklanki, tylko
siłą woli powstrzymałam się, żeby nie wypluć tego na dwóch chłopaków siedzących
najbliżej.
Wódka z tabasco!!! Paląca, okropnie
niesmaczna i przywołująca najgorsze wspomnienia z dzieciństwa. Właśnie ją
piłam. W dodatku sos był tak ostry, że do moich oczu niemal natychmiast
napłynęły łzy.
Zerwałam się na równe nogi i
pobiegłam do łazienki.
Kiedy wracałam do naszej grupy
słyszałam teraz ostrą kłótnię zza ścianki. Gaara kłócił się z Marii. Otworzyłam
drzwiczki i zajęłam swoje miejsce.
-Wszystko w
porządku?- zapytał jeden z kolegów Gaary. Kiwnęłam niepewnie głową, choć nadal
czułam pieczenie w przełyku i gardle.
-Prosiłem, żebyś
zamówiła tonik z sokiem malinowym. Mówiłem ci, że Sara nie pije alkoholu.-
Gaara stał nad Marii z miną anioła zemsty.
-Rany, jeden drink
by jej nie zaszkodził, wielka mi rzecz. Po prostu by się rozluźniła. Nie moja
wina, że barman się pomylił i zrobił jej wściekłego psa zamiast czegoś innego.
Przynajmniej mieliśmy ubaw.- Marii spojrzała na mnie z wrednym błyskiem w
oczach. Odpowiedziałam jej stoickim spokojem.
-Dla mnie to wcale
nie było śmieszne.- warknął i zrobił krok w stronę Marii zajmując jej
przestrzeń.
-Rany, daj spokój!
Jesteś nudny jak flaki z olejem. Nic się jej nie stało, a nawet dzięki temu
dostała rumieńców na tej swojej pospolitej twarzyczce. Serio nie rozumiem jak
możesz być z kimś tak nudnym. Powinieneś zainteresować się jakąś bardziej
rozrywkową dziewczyną.
-Na przykład tobą?
Dzięki, ale mam jednak lepszy gust.- widziałam błysk łez w oczach dziewczyny i
uznałam, że to było za dużo.
-Gaara, już
wystarczy.- powiedziałam stanowczo i zerwałam się na równe nogi. Spojrzałam
surowo na Gaare, który chwilę spoglądał na mnie, a potem lekceważąco odwrócił
wzrok.- Skoro tak uważasz.
-Owszem, uważam.-
widziałam, że Gaara był już lekko wcięty. Jego oczy były lekko zamglone, a
policzki rumiane. Bez dalszych zbędnych słów zajął swoje miejsce i złapał
szklankę w dłoń. Całą resztę wieczoru przesiedział z kolegami w kącie i nawet
nie raczył mnie spojrzeniem.
Wracaliśmy do domu w niezręcznej
ciszy. Naoki i Ryu obiecali odprowadzić ledwo przytomną Marii do domu, ja z
kolei potrzebowałam świeżego powietrza i orzeźwienia po tym, co stało się w
barze. Pieszo mieliśmy do domu jakąś godzinę drogi, ale Gaara nie oponował,
kiedy powiedziałam, że chcę wracać do domu spacerem. Po prostu cicho przytaknął
i szedł obok mnie. Spoglądał pustym wzrokiem na mijane budynki, ludzi i ulice,
a jego myśli błądziły bardzo daleko.
Kiedy szliśmy przez park zatrzymał
się i zagapił na staw, w którym odbijało się światło latarni, a płaczące
wierzby moczyły w nim swoje łodygi. Stanęłam obok niego i również podziwiałam
widok.
-Byłeś dla niej
okropny, wiesz?- zapytałam, kiedy cisza zaczęła być uciążliwa.
-Dla kogo?- zapytał
i nadal wpatrywał się w taflę wody.
-Dla Marii.
Powiedziałeś o kilka słów za dużo. Mogłeś jej tego oszczędzić.
-Zrobiła to
specjalnie! Dwa razy pytałem, czy to, co zamówiła dla ciebie to na pewno
bezalkoholowy napój, a ona twierdziła, że tak. Liczyła na to, że się ośmieszysz
i wyplujesz to na któregoś z moich kolegów. Chyba cię nie doceniła, bo jednak
tego nie zrobiłaś.
-Kiedy w grę
wchodzą uczucia, rozsądek schodzi na dalszy plan. Marii cię lubi, a dopóki wie,
że nie pobraliśmy się, jest jeszcze szansa na odbicie cię. Nawet jeśli wybrała
bardzo nieprzyjemną metodę, muszę przyznać, że nie doceniłam jej. Następnym
razem muszę być po prostu bardziej uważna. A co do ciebie, nie powinieneś się z
nią kłócić, w dodatku w tak niemiły sposób. Razem tworzycie grupę na zaliczenia
z przedmiotów. I to przez następne kilka długich lat. Będzie lepiej jeśli
będziecie kłócić się jak najrzadziej.- westchnęłam i zatknęłam za ucho niesforne
pasemko włosów.- Poza tym to nie wina Marii, że nie piję. Myślę, że gdybym
znała smak alkoholu reagowałabym na niego inaczej.
-Nie sądzę. To
zawsze wykręca twarz.- zaśmiałam się na jego słowa.
-W takim razie
widzę, że nie warto próbować. Cóż, lepiej wracajmy do domu. Zrobiło się późno,
a nie chcę żeby ciocia się o mnie martwiła. Poza tym jestem już zmęczona i chcę
iść spać.- powiedziałam, choć nie do końca była to prawda. Miałam po prostu
dosyć tej dziwnej sytuacji, w której obecnie byliśmy z Gaarą.
Zapatrzona w fale wywołane podmuchem
wiatru nie zauważyłam, że Gaara stanął za mną. Objął mnie ramionami i mocno
przyciągnął do siebie.
-Pierwszy raz
widzę, żebyś broniła swojej rywalki.
-Gaara, daj spokój.
Nie bronię jej. Uważam po prostu, że zachowałeś się zdecydowanie nieodpowiednio
do sytuacji. Marii i tak jest przybita w związku z tym, że nie może cię
usidlić. Nie musiałeś dolewać oliwy do ognia przy waszych wspólnych znajomych.
Zwłaszcza, że po powrocie na uczelnie na pewno wszyscy już będą wiedzieli o
tym, że się ożeniłeś w dodatku z licealistką. Twoi koledzy spojrzeli się na
mnie tak, jakbym ogłosiła, że mam nie więcej niż trzynaście lat, co nie było
komfortowe.
-Ale nie przejęłaś
się tym zbytnio. Przynajmniej ja tego po tobie nie widziałem.
-Bo nie przejęłam
się tym tak, jak kiedyś. Czułam się trochę zażenowana, ale nie na tyle, żeby
czuć się z tym źle. Za niespełna dwa miesiące będę mówić o tobie mój mąż. Czas
najwyższy przyzwyczaić się do myśli o ślubie i nie wracać do tego więcej. Poza
tym za tydzień czeka nas wycieczka do twojej rodziny. To zaprząta moją głowę
dużo bardziej niż myśli o ślubie.- wzruszyłam ramionami.
-Moja rodzina
absorbuje twoje myśli aż tak bardzo? Może jednak powinniśmy odwołać wyjazd? Nie
chcę, żebyś się denerwowała.
-Zaufaj mi, że dam
sobie radę. Znosiłam gorsze rzeczy.- powiedziałam i chwyciłam jego dłonie
splecione na wysokości moich piersi.
-Nie wątpię w to.
Ty jedna jesteś w stanie to zrobić.- powiedział i wtulił twarz w mój
kark.-Przejdźmy się po parku, co? Wieczór jest piękny, a klimat na randkę
cudowny. Dawno nigdzie razem nie byliśmy.
-Jako dziewczyna to
ja powinnam to zaproponować. Ale chętnie. Masz rację, studia, szkoła,
przygotowania do ślubu... To wszystko zdecydowanie zabiera nam za dużo czasu.-
powiedziałam.
Odwróciłam się do Gaary i stanęłam
na palcach, żeby go pocałować.
-Kocham cię,
wiesz?- zapytałam, a potem odszukałam jego ciepłą dłoń i splotłam razem nasze
palce.
-Ja też cię kocham.
Chodźmy już. Droga do domu zajmie nam trochę czasu.- Gaara zaczął iść przez park,
a ja tuż obok niego, ciesząc się ciepłem jego dłoni i poczuciu bezpieczeństwa,
jakie mi dawało.
Komentarze
Prześlij komentarz