Rozdział 52

Rano wzięłam szybki prysznic, ubrałam jakieś w miarę ładne ubrania i pojechałam na sesję zdjęciową. Kiedy tylko znalazłam się w studiu oblegli mnie ludzie. Czułam się bardzo dziwnie. Kiedy trafiłam na odpowiednią scenerię zauważyłam Harumi.
-Saro, tutaj! Fotograf rozmawiał ze mną. Pytał, czy twoja ciąża jest bardzo widoczna.-podciągnęłam więc bluzkę do góry i pokazałam jej brzuch.-Nie aż tak, to dobrze. O! Idzie. Saro, poznaj proszę, to twój fotograf!
-Dzień dobry, miło mi poznać.-powiedziałam.
-Witam. Zaprasza cię do tamtego pomieszczenia, tam zostaniesz umalowana i uczesana, a potem stylistka dobierze ci bieliznę. Za godzinę widzimy się tutaj z powrotem.-facet był bardzo konkretny. Podobało mi się to. Poszłam do wskazanego pokoju, a potem czekałam, aż wyszykują mnie do sesji zdjęciowej. Szło im to zdecydowanie sprawniej niż ostatnim razem.

            Kiedy wyszłam w samym szlafroku, pod którym miałam bieliznę w dość erotycznym kolorze, poczułam się co najmniej dziwnie. Widziałam, jak stylistka przyglądała mi się podczas dobierania garderoby. Było to bardzo nieprzyjemne. Teraz z kolei czekało mnie pozowanie przed obiektywem w sali, w której znajdowało się przynajmniej 8 innych osób. Jedynym wsparciem była dla mnie Harumi. Pokazywała mi uniesione do góry kciuki, co skutecznie pozwalało mi odwrócić uwagę od tego, że ci wszyscy ludzie wiedzieli o moim stanie i zapewne nie odpowiadało im to, że termin sesji trzeba było przesunąć o całe trzy miesiące.
-Dobrze, ściągnij szlafrok i zapraszam cię przed obiektyw. Za jakiś czas powinniśmy skończyć.-fotograf uśmiechnął się do mnie. To dodało mi pewności siebie. Głośno nabrałam powietrza w płuca, a potem rozplotłam splot od szlafroka.

            Sesja skończyła się grubo po godzinie 18. Byłam zmęczona pozowaniem przez tyle godzin. Na dodatek męczyły mnie silne mdłości i zawroty głowy. Ta sesja należała chyba do najgorszych jakie miałam. Jednak fotograf był bardzo zadowolony z efektów. Kiedy oglądaliśmy zdjęcia w komputerze rzeczywiście musiała przyznać, że miał do tego talent. Grafik zajął się obróbką zdjęć, a ja w tym czasie ubrałam się w swoje ubrania. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Kiedy wyszukałam swoją komórkę w torebce, miałam 6 nieodebranych połączeń od Gaary! W panice zaczęłam do niego oddzwaniać. Nie odbierał. Dopiero za trzecim razem usłyszałam go w słuchawce.
-Po co dzwonisz? Mieliśmy się spotkać, a ciebie nie ma w domu. Olałaś mnie.-zrobiło mi się głupio.
-Dopiero wychodzę z sesji. Przepraszam! Nie miałam nawet jak do ciebie oddzwonić. Gdzie jesteś?
-Wyszedłem od ciebie z klatki.
-Poczekaj. Za 10 minut jestem... Proszę.-dodałam. Zależało mi na rozmowie z nim, jednak mogłam się założyć, że nie był w najlepszym humorze.
-Dobrze. Do zobaczenia.-rozłączył się, z kolei ja na wariata wyleciałam z budynku, wsiadłam do auta i pognałam na swoje osiedle.

            Gaara siedział na krawężniku pod moją klatką. Zrobiło mi się głupio, że musiał na mnie czekać.
-Przepraszam. Chodź na górę. Zrobię ci herbaty.-nie odezwał się nawet słowem. Po kręgosłupie przeszedł mnie prąd. Było to mało przyjemne uczucie.

            Kiedy w końcu znaleźliśmy się na górze niezręczna cisza zaczęła przeszkadzać mi jeszcze bardziej. Sama nie miała pojęcia w jaki sposób zacząć z nim rozmowę. Wymyśliłam coś głupiego.
-Podobała mi się piosenka, którą ostatnio śpiewaliście na zakończeniu roku.
-Taaa... prawie wszystkim się podobało. Nawet Tsunade doszła do wniosku, że muzyka zmienia ludzi.-to była jego bardzo wyczerpująca odpowiedź.
-Dlaczego ją napisałeś? Myślałam, że jesteś na mnie wściekły...-postanowiłam walnąć z grubej rury.
-Byłem wściekły na siebie, nie na ciebie. Temari na pewno powiedziała ci, co zrobiłem po rozmowie z tobą. Nie wiedziałem, jak mam to wszystko poukładać, boję się nowej życiowej roli i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Mam syf w głowie i nie wiem, co robić.
-Gaara, nie tylko ty. Chciałabym żeby dziecko chowało się z ojcem i matką, jednak wiem, że ty masz stypendium w Stanach Zjednoczonych, ja muszę zająć się firmą ojca tutaj...
-Zrezygnowałem ze stypendium. Mogę tam wrócić za kilka lat. Mam wolną kartę. Chcę zostać w Tokio z tobą. Przynajmniej do czasu, aż dziecko podrośnie, a potem zadecydujemy, razem.
-Jak to zrezygnowałeś ze stypendium? Myślałam, że chcesz jechać do tej szkoły policyjnej...
-Sara! W tym momencie najważniejsza jesteś ty i dziecko! Mówię, do szkoły policyjnej mogę wrócić za kilka lat. Mam wolny wstęp. Muszę tylko dać im znać, że przyjadę. Wytłumaczyłem im całą sytuację. Jesteś na pierwszy miejscu. I nie zmienię zdania. Domyślam się, że to właśnie o tym chciałaś porozmawiać.
-Jakim cudem ty zawsze wyprzedasz mój tok myślenia?-zapytałam zirytowana.
-Po prostu już trochę cię znam, nawet jeśli nie za bardzo pamiętam. W sumie ten gorset, który miałaś na sobie w moje urodziny w zeszłym roku... Masz go jeszcze? Chętnie cię w nim zobaczę.-odwróciłam się w jego stronę jak na zawołanie. Nie mówiłam mu tego, więc albo zmyśla, albo...
-Pamiętasz?
-Nie wszystko. Urywki niektórych wspomnień. Są niespójne, nie mają jednego ciągu, a na dodatek zawsze, kiedy się pojawiają niemiłosiernie boli mnie głowa. Jednak coś zaskakuje. Pamiętam jakąś wizytę u ciebie w domu, potem nagle pojawiła się strzelanina zraniona ręka...
-To u Konou. Wtedy zostałeś postrzelony w rękę, kiedy próbowałeś wyprowadzić mnie z jego rezydencji. Co jeszcze pamiętasz?
-Gokarty i kręgle. Nie wiem, gdzie to było.
-Twoje urodziny. Twoje osiemnaste urodziny. Stamtąd pamiętasz również gorset.
-Pamiętam jakąś naszą rozmowę nad jakimś urwiskiem...
-Po naszej kłótni. Nad zatoką Tokijską. Nie jest źle. Jedne z ważniejszych wspomnień.
-Wszystkie były ważne. Chcę przypomnieć sobie wszystkie. Pomóż mi w tym.
-Jak mam ci pomóc? Nic już nie będzie takie jak dawniej. Nic-wyszeptałam pod nosem. Byłam zmęczona po sesji zdjęciowej, nie miałam nawet siły się kłócić.
-Spróbujmy. Nie mam nic do stracenia.-poczułam w oczach łzy. Gaara podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Nie miałam pojęcia czy to przez hormony, czy przez wspomnienie tego, jakie miałam życie wychowując się bez rodziców, ale byłam skłonna wybaczyć Gaarze wszystko. Dosłownie wszystko, żeby tylko moje... nasze dziecko miało lepsze życie.

            Następnego dnia obudził mnie słodki zapach naleśników. Wstałam i przeciągnęłam się. Narzuciłam na siebie sweter i poszłam do kuchni. Gaara stał przy kuchence i smażył.
-Cześć.-podskoczył.
-Cześć. Chciałem zrobić ci niespodziankę i przynieść śniadanie do łóżka.-uśmiechnęłam się pod nosem. Urwałam mały kawałek naleśnika. Miał przyjemny słodki smak.
-Dziękuję. Nie trzeba było. Wystarczy mi fakt, że zrobiłeś śniadanie. Gdybyś jeszcze zrobił kawy, byłabym wniebowzięta.
-Nie powinnaś chyba pić kawy?-zapytał i uniósł jedną brew do góry.
-Spokojnie, to kawa zbożowa. Jest nieszkodliwa.  Póki co tylko taką mogę pić.-Gaara uśmiechnął się do mnie. Wstawił wodę, a potem nasypał zbożową kawę do mojego kubka, a do swojego prawdziwą. Czekał, aż woda się zagotuje.
-Jak się czujesz? Nadal masz mdłości?
-Trochę. Zależy od dnia, a w szczególności od zapachów, ich intensywności. Smak potraw też dużo robi. Mam nadzieję, że to jakoś niedługo minie. To trochę upierdliwe.
-Na pewno za jakiś czas ci przejdzie. Póki co, smacznego.-Gaara podsunął mi naleśnika z dżemem i nutellą. Kiedy ugryzłam od słodkości, aż zapiekło mnie w gardle. Jednak śniadanie, które przygotował Gaarą było miłą odskocznią od codziennej owsianki.

            Kiedy kończyłam ostatniego naleśnika rozdzwonił się mój telefon. Przełknęłam kęs, a potem odebrałam.
-Widziałaś dzisiejsze gazety?-głos Sakury był niespokojny.
-Nie... O co chodzi?-zapytałam. Nie miałam pojęcia co się dzieje.
-Wejdź na jakikolwiek portal plotkarski. Jak najszybciej.-wzięłam laptop i postawiłam na blacie. Włączyłam i czekałam, aż się załaduje. Kiedy w końcu mogłam z niego skorzystać. Weszłam na pierwszy lepszy portal plotkarski i o mało nie padłam.
            "Sara Iregiro w ciąży!" a pod nagłówkiem widniało moje zdjęcie z wczorajszej sesji zdjęciowej, gdzie niefortunnie wypięłam brzuch. Poczułam, że robi mi się słabo. Od razu kliknęłam na artykuł.
            "Wczoraj do naszej redakcji dotarły zdjęcia z najnowszej sesji zdjęciowej, dla znanej marki bielizny, której twarzą została córka tragicznie zmarłego Hasumo Iregiro, Sara. Trzeba przyznać, że panna Iregiro wygląda bardzo korzystnie na fotografiach. Jednak co rzuca się w oczy, to odstający brzuch młodej bizneswoman. Od naszego informatora wiemy, że termin sesji musiał zostać przesunięty o prawie trzy miesiące, ze względu na odmienny stan modelki. Z resztą widać to bardzo dobrze na załączonym zdjęciu. Lekarz ocenił to na 4-5 miesiąc. Cóż, pozostaje nam jedynie pogratulować młodej mamie i jej nieznanemu partnerowi, który jest ojcem dziecka."

-G... Gaara. Chodź tutaj.-ledwo wydukałam. Trzęsłam się jak osika. Kiedy mój chłopak zobaczył, co czytam w internecie zbladł.
-Nie tak to chyba miało wyglądać...-do oczu cisnęły mi się łzy. Coraz bardziej się denerwowałam. Wzięłam telefon i wybrałam numer do Harumi. Odebrała dosłownie po pierwszym sygnale.
-Widziałaś rewelacje w internecie?-zapytałam. Mój głos był roztrzęsiony.
-Nie, o co chodzi?
-Wejdź na jakikolwiek portal plotkarski. Natychmiast.-powiedziałam wściekła. Przez chwile słyszałam tylko jak bierze komputer, potem charakterystyczny dźwięk systemu Windows. Jej place poruszały się po klawiaturze dość sprawnie.
-Ok już mam... O rany...
-O rany?! O rany?! Tylko na tyle cię stać? Ktoś z wczorajszej sesji sprzedał informacje tabloidom o tym, że jestem w ciąży!!! To miało zostać na planie sesji! A tu proszę! Nawet zdjęcie wrzucili, na którym widać brzuch!!!-ryknęłam na nią wściekłam. Byłam bardzo zdenerwowana.
-Zaraz tam zadzwonię i wyjaśnię. Nie chce mi się wierzyć w to, co widzę. To na pewno pomyłka.
-To nie jest żadna pomyłka. Nawet jakiś lekarz ocenił wielkość brzucha! Do jasnej cholery, tego chciałam uniknąć!!! Podam to pismo do sądu!!!-ryknęłam wściekła. Rozłączyłam się, a potem zaczęłam szukać telefonu do naszego prawnika.

            Po południu musiałam pojechać do firmy. Nie było sensu ukrywać mojego stanu, skoro każdy mógł o tym śmiało przeczytać na każdym portalu plotkarskim. Ubrałam więc bardziej dopasowane ubrania, odwiozłam Gaarę do domu i pojechałam do firmy. Jak się spodziewałam, pod budynkiem koczowali paparazzi. Głośno nabrałam powietrza w płuca i odetchnęłam. Wysiadłam z samochodu i pewnym siebie krokiem zaczęłam kierować się w stronę budynku.
-Czy to prawda, że jesteś w ciąży? Dlaczego nie pochwaliłaś się tym faktem wcześniej?-zaczęły się głupie pytania. Zaczęłam przechodzić przez tłum bez słowa. Co chwile oślepiał mnie blask flesza. Właśnie tego tak bardzo chciałam uniknąć.
-Nie będę komentować tych rewelacji. Przepraszam spieszę się do pracy.-powiedziałam i jeszcze szybciej zaczęłam przebijać się przez tłum. Paparazzi byli jednak nieugięci. Nie chcieli mnie przepuścić. Na pomoc ruszyli mi ochroniarze z firmy.
-Proszę się odsunąć, nie mają państwo wstępu do budynku.-jeden z ochroniarzy złapał mnie za łokieć i wprowadził do budynku. Drugi zablokował drzwi, żeby paparazzi nie mogli wejść do środka. Dopiero wtedy zaczęłam się uspokajać. Pojechałam windą na samą górę. W gabinecie czekał na mnie wujek razem z naszym prawnikiem.
-Dzień dobry.-powiedziałam i ukłoniłam się. Usiadłam obok wujka.
-Mogłaby wyjaśnić cel naszego spotkania?
-Bezprawnie podano informację o mojej ciąży prasie, pomimo tego, że obiecano mi na piśmie, że zostanie to pomiędzy personelem i nie wyjdzie do nikogo na zewnątrz.
-Czy ktoś oprócz personelu wiedział?
-Czworo moich przyjaciół. No i oczywiście mój chłopak, ojciec dziecka. Zdjęcia pochodzą z wczorajszej sesji zdjęciowej, żadne z nich nie było na niej obecne.
-Myślę, że jest to do wygrania. Dobrze w takim razie powinniśmy omówić taktykę.

            Wyszłam z biura wujka dopiero późnym wieczorem. Paparazzi nie chcieli odpuścić. Nadal stali pod budynkiem. Ochroniarze odprowadzili mnie więc do samego samochodu, a potem czekali, aż spokojnie odjadę. Postanowiłam pojechać do Gaary. Wiedziałam, że on sam przejmuje się tym, że ta informacja wyciekła do mediów tak szybko. Dla mnie to oznaczało, że przez najbliższe pięć miesięcy będę nękana przez fotoreporterów.

            Temari otworzyła mi drzwi.
-Hej! Gaara ma gości. I chyba niezbyt chcesz tego gościa oglądać...-domyśliłam się o kim mówi Temari. Z resztą długo nie musiałam czekać żeby się w tym utwierdzić.
-Zrobiłeś jej dziecko?! Ty sukinsynie!!! Po co do niej wracałeś?!
-Możesz dać spokój mojemu chłopakowi? Ciebie ta sprawa nie dotyczy.-syknęłam na nią. Bez szpilek byłam od niej o pół głowy niższa. Kiedy podeszła do mnie nie dałam po sobie poznać, że trochę się bałam. Byłam w ciąży, nie wiedziałam, czy Shina nie będzie próbowała nic mi zrobić.
-Nie, nie mogę. Nie lubię dzielić się czymś, co należy do mnie. Ty jesteś po prostu nieprzyjemnym dodatkiem.-powiedziała. Podeszła bardzo blisko mnie. Kątem oka zauważyłam, że nawet Gaara się podniósł. Uspokoiłam go gestem dłoni.
-Pomyliłaś się chyba. Gaara jest ze mną. Przy okazji jest też w pewnym sensie wolny człowiekiem i nie należy do nikogo. Także możesz pocałować się w nos. Nieprzyjemnym dodatkiem z kolei możesz być ty. Tyle mam do powiedzenia w tym temacie.
-Złapałaś go na dziecko!!!
-Raczej nie miałam tego w planach. Ale to już nie twoja sprawa. Udław się swoimi domysłami. Nie odwiedzaj mojego chłopaka, bo wydrapię ci oczy. Wynoś się.-powiedziałam. Nawet nie podniosłam głosu. Shina czekała chyba na reakcję Gaary, a kiedy nie doczekała się jej, wzięła swoje rzeczy i wyszła. Dopiero wtedy odetchnęłam i usiadłam na fotelu. Dziecko się poruszyło. Położyłam więc dłoń na brzuchu i zaczęłam delikatnie masować.
-Wszystko dobrze?-zapytała Temari.
-Tak, spokojnie. To, że łapię się za brzuch nie oznacza, że od razu dzieje się coś złego. Temari, zrobiłabyś mi herbaty?
-Jasne. Zaraz wrócę.-wyszła, a wtedy ja przywitałam się z Gaarą. Pocałowałam go. Pociągnął mnie na swoje kolana.
-Porozmawiałaś z prawnikiem? Jak ocenił twoje szanse na wygraną?
-Powiedział, że są dość wysokie. Wiesz, mam na piśmie obietnicę, że informacje związane z sesją pozostaną tajemnicą. Jeśli ktoś chciał się wzbogacić moim kosztem, gorzko pożałuje.
-Nie odpuszczasz co?-uśmiechnęłam się.
-Ja? Raczej nie. Mam jutro wizytę u lekarza. Będzie robił mi pierwsze dokładne USG. Pójdziesz ze mną?-zapytałam. Było to dla mnie ważne. Jutro po raz pierwszy miałam usłyszeć bicie serca, oraz przyjrzeć się dokładnie dziecku.
-Jeśli chcesz. Po prostu przesunę o kilka godzin próbę z chłopakami. Raczej się nie obrażą. Szczególnie, że postanowili opić moje tacierzyństwo, skoro stało się ono informacją publiczną.
-Zostań u mnie na noc. Wizytę mam o 10, także moglibyśmy pojechać od razu ode mnie...
-Temari! Nie będzie mnie w domu na noc!!!-zaczęłam się śmiać.
-Domyśliłam się! W końcu będę miała chwilę spokoju!!!

            Następnego dnia pojechaliśmy do mojego lekarza. I Gaara i ja mieliśmy na sobie bluzy z kapturem i okulary. Nie chciałam, żeby ktokolwiek nas zauważył. Lekarz bardzo ucieszył się widząc naszą dwójkę. Kazał położyć się na łóżku.
-Pan to pewnie szczęśliwy ojciec?-zapytał i uścisnął Gaarze dłoń.
-Oczywiście.-uśmiech Gaary dał mi jasno do zrozumienia, że mówi szczerze. Lekarz polał mi brzuch żelem, a potem zaczął badanie. Pokręcił gałką przy urządzeniu, a my usłyszeliśmy strasznie głośne łupanie. Było podobne do uderzeń końskich kopyt.
-To serce państwa dziecka. Bije zdrowo. To dobrze. Proszę spojrzeć. Tu mają państwo zarys główki.

            Wyszliśmy z gabinetu uśmiechnięci od ucha do ucha. Dziecko rozwijało się prawidłowo, więc następny termin badania miałam dopiero za 6 tygodni. Odwiozłam Gaarę do domu, a sama pojechałam do firmy. Musiałam zając się sprawami finansowymi, które od dłuższego czasu olewałam. Nie miałam do niech chęci i siły. Prawie cały czas chodziłam zmęczona. Jednak po informacji, że z dzieckiem wszystko w porządku dostałam pozytywnego kopa. Miałam siłę do wszystkiego.

            Około 14 przyszedł do mnie Rio. Zdziwiłam się, ponieważ miał mieć próbę z Gaarą.
-Cześc, co tu robisz? Gaara mówił, że macie dzisiaj próbę.
-Co? Nie, nie mieliśmy dzisiaj próby. Wszyscy dochodzimy do siebie po wczorajszym piciu. Gaara powiedział, że idzie rano do lekarza razem z tobą, więc sobie odpuszcza.
-To... Skłamał!!! A to dupek!!!-krzyknęłam wściekła. Rio z kolei zaczął się śmiać.
-Uspokój się królewno. Pewnie miał jakiś powód. Wyjaśni się samo, w niedługim czasie, możesz być o to spokojna. Nagraliśmy demo piosenki, chcesz posłuchać?
-Jasne. Może się odstresuję.-Rio podał mi swój telefon. Włączyłam "play", a potem zaczęłam słuchać. Piosenka była wolna, tekst mówił o osobie, której nie chce się stracić. Uśmiechnęłam się pod nosem. Kiedy nagranie się skończyło miałam o wiele lepszy humor.
-Podoba ci się?
-Jasne... Rio, mógłbyś przesłać to na mój telefon?
-Nie ma problemu.-wziął mój telefon i zaczął coś w nim grzebać. Po chwili oddał mi moją własność z nagraniem.
-Dziękuję. Postaraj się dowiedzieć gdzie Gaara dzisiaj był. Dzięki temu będę trochę mniej się nad tym zastanawiać.
-Spokojnie Mała, podpytam... Ale nie obiecuję, że ci powiem.-zaczęłam się śmiać i szturchnęłam Rio w ramię.
-Jesteś okropny! Dobra, czas żebym się zbierał. Moja dziewczyna przez te nasze próby stęskniła się za mną. Do zobaczenia.
-Cześć Rio. Miłego popołudnia.



            Wieczorem siedziałam ze słuchawkami na uszach i non stop odtwarzałam nagranie, które dostałam od Rio. Piosenka według mojej opinii była świetna i to nie tylko dlatego, że to mój chłopak miał w nią wkład. Wpadała w ucho, miała, według mnie, świetny tekst. Wtedy w mojej głowie narodził się fajny pomysł. Byłam współudziałowcem w wytwórni muzycznej, miałam więc prawo podsunąć producentom nowe nagranie. Chciałam żeby świat usłyszał o zespole, który ma potencjał, a który może dużo osiągnąć dzięki pracy i uporowi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8