Rozdział 59

Przez następny dzień Gaara się nie odzywał. Miałam ochotę rwać sobie włosy z głowy, jednak później sama próbowałam utwierdzić się w przekonaniu, że nie ma to dla mnie znaczenia, ponieważ zwiedzanie miasta, oraz ten wyskok na komisariacie były tylko chwilowe. W Tokio czekał na mnie stęskniony narzeczony.

            Następnego dnia zaczynałam się pakować. Miałam trochę więcej rzeczy niż po przylocie z Japonii, ale walizka była duża. Zmieściłam wszystko bez przeszkód. Wiążąc ze sobą sznurówki wybierałam numer do Jacoba.
-Dzień dobry pani Iregiro. Czym mógłbym służyć?
-Dzień dobry Jacobie. Mam do ciebie prośbę. Jutro mam samolot do Tokio. Czy mógłbyś przyjechać po mnie o 9:30? Muszę być na odprawie 2 godziny przed wylotem.
-Oczywiście, nie ma problemu. W takim razie do zobaczenia jutro. Życzę pani miłego wieczoru.
-Dziękuję, ja tobie również.-rozłączyłam się. Na wierzchu zostawiłam jedynie rzeczy, które planowałam jutro ubrać, kosmetyki oraz piżamę.

            Wzięłam komputer i zaczęłam oglądać jakieś cholernie nudne filmy. Wysłałam kilka wiadomości do wujka, sprawdziłam pocztę e-mail. Wszystko po to żeby zająć czymś myśli. Niestety nic nie skutkowało. Porwałam się na ostatni krok, który zawsze był skuteczny. Założyłam słuchawki na uszy i zaczęłam ćwiczyć. Jak wariatka. Nawet silny ból w kontuzjowanej ręce mi nie przeszkadzał. Kiedy w końcu wywróciłam się z braku równowagi usiadłam pod drzwiami balkonowymi i zaczęłam płakać. Spojrzałam na lewą dłoń, na której lśnił pierścionek zaręczynowy. Ściągnęłam go z palca i zaczęłam oglądać. Przypomniałam sobie ten moment. Oficjalna kolacja dla całej rodziny. Naoki wstał i zaczął mówić jak bardzo zmieniłam jego życie, jaki jest ze mną szczęśliwy. W tamtym momencie byłam zbyt zdziwiona żeby coś powiedzieć, mój mózg skupił się tylko na jego słowach, a kiedy zapytał, czy za niego wyjdę odruchowo powiedziałam tak. Musiałam wrócić do Japonii. Musiałam wrócić do życia, w którym było mi wygodnie. Musiałam zapomnieć o tych kilku gorących chwilach w Chicago. Były nieważne w całym życiu, jakie czekało mnie u boku przyszłego męża. Przynajmniej miałam nadzieję, że tak będzie.

            Z samego rana wzięłam prysznic i wyszykowałam się do wyjazdu. Wujek powiadomił mnie, że po przylocie mogą czekać na mnie paparazzi, więc postawiłam na elegancję i seksapil. Miałam w nosie matkę Naokiego. Zasunęłam zamek z boku pięknej koronkowej sukienki w waniliowym kolorze. Sięgała mi do połowy uda. Do kompletu ubrałam szpilki w takim samym kolorze. Zamówiłam pomoc boya hotelowego, który zjawił się w moim pokoju równo o 9:25. Wyniósł moje bagaże przed hotel, gdzie Jacob już czekał na dalsze instrukcje.
-Dzień dobry. Wygląda pani olśniewająco.-uśmiechnęłam się szeroko do mojego kierowcy.
-Dziękuję za komplement. Mam do ciebie prośbę. Mógłbyś pojechać na komisariat główny policji? To gdzieś we wschodniej części miasta. Muszę tam dopełnić formalności po tym wypadku.-była to po części prawda. Mój ubezpieczyciel wysłał mi na e-mail materiały, których potrzebowałam do opłacenia auta tamtego faceta. Jednak głównym powodem było to, że chciałam ostatni raz zobaczyć Gaarę.

            Jacob zaparkował, a ja wyszłam pośpiesznie z auta. Pewnym krokiem weszłam do budynku. Nie było w nim zbyt wielu pracowników.
-E, lala! Czego szukasz? Pomyliłaś fach!
-Doskonale wiem czego szukam.-powiedziałam. Na dźwięk mojego głosu z boksu wyłoniła się burza ciemnych włosów.
-Sara! Szef jest u siebie w biurze.-Michael obdarował mnie pięknym szerokim uśmiechem, który odwzajemniłam.
-Dobrze się składa. Mam dla niego dokumenty w sprawie tego wypadku.-Michael zaprowadził mnie do biura Gaary. Siedział przy biurku, na przeciwko niego Liz wpatrywała się w niego cielęcym wzrokiem. Kiedy mnie zobaczył oczy mu się zaświeciły. Ona z kolei łypnęła na mnie takim wzrokiem, że gdyby mógł, zabiłby mnie.-Dzień dobry.
-Dzień dobry. Czym możemy służyć?-zapytała Elizabeth, wyprzedzając w tym Gaare.
-Mam sprawę do G... pana komendanta. Ty nie jesteś mi potrzebna.-stanęłam w wyzywającej pozycji. Nie miałam ochoty dać się wziąć małolacie. Byłam prezesem ogromnej międzynarodowej firmy. Tak własnie chciałam się przy niej czuć. Z wyższością...
-Szkoli mnie także...
-Liz, wyjdź.- ton Gaary był spokojny. Dziewczyna spojrzała się na niego rozczarowana.
-Ale panie komendancie! Mogłabym zająć się tą sprawą. Na pewno nie wymaga to pana ingerencji.
-Liz, wyjdź.-tym razem powiedział to dość ostro. W oczach dziewczyny błysnęły łzy. Wyszła pośpiesznie z gabinetu zostawiając nas samych. Usiadłam na miejscu, które wcześniej zajmowała. Założyłam nogę na nogę.
-Mam dla ciebie dokumenty od ubezpieczyciela. Teraz możecie załatwić wszystko z tym facetem od wypadku. Ja nie mam na to czasu.-Gaara wwiercał we mnie wzrok.
-Cóż, rozumiem. Pewnie tyle spotkań, które cię tu czeka...
-Wyjeżdżam. Przyjechałam dostarczyć ci dokumenty i pożegnać się. Właśnie jadę na lotnisko.-starałam się opanować drżenie głosu. Gaara wyprostował się w fotelu. Dopiero teraz dostrzegłam czerwone pręgi na jego nadgarstkach. Zapewne pamiątka po wypisywaniu kartotek i zabawie z kajdankami. Na moje policzki wpłynął rumieniec. Nawet jeśli Gaara go zauważył, nic nie powiedział.
-Więc to tak. Myślałem, że jeszcze się spotkamy.
-Nie odzywałeś się 2 dni, więc myślałam, że nie masz na to ochoty... Tak więc, tu masz wszystkie dokumenty, podpisane i opatrzone odpowiednimi pieczątkami. Myślę, że nie będzie większego problemu z odszkodowaniem dla tego gościa, ale w razie czego masz mój numer. Kontaktuj się ze mną, gdyby coś było niejasne.-mówiłam jak na spotkaniu biznesowym. Odruchowo spojrzałam na zegarek na nadgarstku. 9:50. Wstałam. Gaara również.
-Dobrze, będę.-jego oczy świdrowały mnie na wylot. Podszedł do mnie. Serce zaczęło walić mi w piersi.
-Muszę się zbierać. Cóż... Dobrze było cię zobaczyć po tylu latach i przekonać się, że dobrze się trzymasz. Oby tak dalej. Życzę ci powodzenia.-wyciągnęłam do niego rękę żeby mógł ją uścisnąć. Spojrzał na nią. Uścisnął, a potem mocno przyciągnął mnie do siebie. Poczułam jego zapach i żar skóry. Chwycił moją twarz w swoje dłonie, a potem pocałował. Długo i namiętnie. Rozpłynęłam się pod jego pocałunkiem. Zaczęły piec mnie oczy. To był pocałunek pożegnalny. Gaara wyswobodził mnie ze swojego uścisku. Jego wargi były opuchnięte od pocałunku, oczy błyszczały. Musiałam wyglądać podobnie.
-To na pamiątkę pobytu w Chicago.-jego usta wygięły się w łobuzerskim uśmiechu. Wiedziałam, że zrobił to specjalnie. Wściekłość zaczęła buzować w moim ciele. Miałam ochotę go spoliczkować, jednak miałam przeczucie, że czeka na taki ruch. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji.
-Jednak nic się nie zmieniłeś.-rzuciłam kpiący uśmiech i wyszłam z gabinetu. Walczyłam z płaczem, ale szłam prosto i pewnie. Postanowiłam nie odwracać się za siebie. Gdybym to zrobiła, nie poleciałabym do domu.

            Wsiadając do samolotu, zdałam sobie sprawę, że życie to nie jest film. W filmie Gaara przyjechałby za mną, padlibyśmy sobie w ramiona i żyli długo i szczęśliwie. Zdążyłby przed odlotem, lub goniłby po całym lotnisku żeby mnie znaleźć. Jednak Gaary tu nie było. Ja dawno byłam po odprawie, a samolot właśnie szykował się do startu. Powstrzymałam łzy, które napłynęły mi do oczu.

            Wysiadając na lotnisku w Tokio żałowałam, że ubrałam się tak skąpo. Lało jak z cebra, wiał zimny wiatr. Moje włosy latały na wszystkie strony. Wujek czekał na mnie przy wyjściu. Razem z nim tłum paparazzi. Zaczęłam się sztucznie uśmiechać, mimo, że nie miałam na to najmniejszej ochoty. Udzieliłam kilku odpowiedzi na zadane pytania, a potem przecisnęłam się do wujka. Objął mnie ramieniem i zaprowadził do samochodu.
-Jestem z ciebie niesamowicie dumny! Udało ci się załatwić umowy, o które od dawna walczyliśmy. Wiedziałem, że wysłanie cię do Chicago będzie świetnym pomysłem!-entuzjazm wujka tak mnie dobił, że zaczęłam płakać.-Coś się stało?
-Nie, nic.-pośpiesznie wycierałam oczy wierchem dłoni.
-Jak to nic? Ty nie płaczesz bez powodu... Jesteś w ciąży?!
-Co?! Nie! Nie ma mowy!!!-krzyknęłam.-Wujku, skąd wiedziałeś, że Harumi to ta dziewczyna, z którą chcesz spędzić życie?
-Nie wiem skąd cię naszły takie pytania. Po prostu patrzałem na nią i wiedziałem. Kiedy ją dotykałem, łapałem za rękę, tuliłem do siebie, to po prostu to czułem... Rozumiem! Dopada cię stres przedślubny! Oczywiście!!! Spokojnie, za jakiś czas ci przejdzie. Naoki kupił wam obrączki. Będą trochę nie w twoim stylu, ale trzeba przyznać, że chłopak ma gest. Te diamenty w twojej obrączce są duże.
-Co? Mówiłam mu, że chcę mieć wąską obrączkę z białego złota z małym diamentowym oczkiem.
-Obrączki są szerokie. Twoja ma 4 duże oczka. Naoki twierdził, że będziesz zachwycona.
-Mam w dupie ten ślub! Mam dość Naokiego!-krzyknęłam.
-Saro, co się stało? Podejrzewam, że cierpisz na jakiś stres przed ślubem i na pewno jesteś zmęczona, ale... Wiesz, że Naoki za tobą szaleje. Nie wyobraża sobie życia bez ciebie.
-Ale ja owszem! Wujku ja... Kiedy byłam tam, w Chicago, przez ten tydzień, zrozumiałam, że nie jestem już tą samą dziewczyną, którą byłam kiedyś. Pozwoliłam na to żeby on i jego rodzina mną manipulowali. Na początku chciałam być miła. Potem, kiedy się stawiałam, zobaczyłam, że igrają z moim sumieniem. Jego matka wybiera mi nawet ubrania do pracy! Czuję się jak więzień, a powinnam czuć się wolna. Z tym mężczyzną mam, teoretycznie, spędzić całe moje życie. Nie tak ma ono wyglądać.
-Wiesz, że małżeństwo to rezygnowanie z pewnych rzeczy.
-Mam zrezygnować z siebie? Z samorealizacji, z hobby, z... z noszenia mini i szpilek, bo tak nie wypada? Gdzie w tym wszystkim mam znaleźć, to czego chcę?
-Powinnaś się przespać. Myślę, że zmęczenie źle na ciebie wpływa.
-Wujku! To nie jest zmęczenie, rozumiesz? Ja... Pal licho wszystko. Wydawało mi się, że kocham Naokiego, i owszem, kocham. Jednak nie w taki sposób w jaki powinno się kochać męża! Bardziej, jak starszego, denerwującego brata!
-Porozmawiaj ze swoim narzeczonym. Myślę, że jeśli coś cię w nim denerwuje, to postara się nad tym panować.-wujek sam nie był do końca przekonany o tym, co mówi. Nie znał Naokiego tak, jak ja.

            Późnym popołudniem pojechałam do rezydencji mojego narzeczonego. Jego mama powitała mnie z tym swoim stałym, sztucznym uśmiechem i formułką: "Cześć kochanie! Jak się cieszę, że cię widzę." Od tej słodyczy można było dostać mdłości. Poszłam do sypialni Naokiego. Siedział na łóżku z komputerem rozłożonym na nogach.
-Cześć! Jak tam po podróży?-wstał. Pocałował mnie na powitanie.
-Zmęczona. Bardzo zmęczona. Będę potrzebowała kilku tygodni na dojście do siebie.-usiadłam na rogu łóżka. Naoki obok mnie. Zaczął całować mnie po szyi, jego ręce zaczęły błądzić po mojej talii. Zadrżałam, jednak nie z podniecenia. Najgorsze było to, że zaczęłam porównywać jego dotyk, do dotyku Gaary. Dłonie mojego narzeczonego dotykały byle jak, byle gdzie, żeby tylko coś z nimi robić. Gaara doskonale wiedział, gdzie ma mnie dotykać i jak, żeby rozpalić wszystkie zmysły w dosłownie kilka sekund. Pocałunki Naokiego były zbyt natarczywe i nie miały w sobie żadnego sygnału pod tytułem "idziemy do łóżka, teraz." Gaara pokazywał to w każdym swoim geście, kiedy rzeczywiście miał na to ochotę. Jego pocałunki w takiej sytuacji były namiętne, wyrażały ten cały ogień. Odsunęłam się od Naokiego.-Mówiłam ci, że jestem zmęczona. Daj mi dzisiaj spokój.
-Tydzień się z tobą nie widziałem! Mogłabyś chociaż wynagrodzić mi ten czas!
-Naoki, ledwo mam siłę chodzić! Chcesz żebym zasnęła w trakcie?
-Nie zaśniesz, rozbudzę cię.-omal nie prychnęłam.
-Nie. Nie chcę, nie mam na to ochoty. Daj mi spokój i odsuń się ode mnie.-syknęłam na niego. Żałowałam, że w ogóle tu przyjechałam.
-Kiedy ostatni raz się kochaliśmy? Dawno. Wiecznie muszę być pod twoje dyktando.
-Naoki! Kochamy się niemal zawsze wtedy, kiedy ty chcesz i tak, jak ty chcesz! Moje dyktando? Przypomnę ci, że mieliśmy razem wybrać obrączki, zadecydowałeś za nas! Tort, róże, suknia na wesele! Mam dalej wymieniać, czy raczej zamkniesz swoją japę i przestaniesz pogrążać się jeszcze bardziej?!-ryknęłam na niego.
-Ogarnij się! Tydzień cię nie było. Popuściłem ci smycz i już gryziesz? Nie za dużo sobie pozwalasz?
-Nie wyjdę za ciebie.-powiedziałam to pewnie.
-Słucham?-widziałam przerażenie wypisane na jego twarzy. Ściągnęłam pierścionek z palca i położyłam obok niego na łóżku.
-To, co słyszysz. Nie wyjdę za ciebie. Zrozumiałam, że nie mogę żyć tak, jak ty. Dyktujesz mi niemal wszystko. Jak jakiemuś psu. Jestem żywym człowiekiem i dopóki mam wybór, podejmuję go. Nie wyjdę za ciebie. Po to przyjechałam. A dalsza rozmowa i to, co mi powiedziałeś, uświadomiło mi, że podjęłam słuszną decyzję.-wstałam i zaczęłam kierować się do drzwi.
-Myślisz, że tak łatwo możesz ze mną skończyć? Co ci się stało?-Naoki w kilku susach zagrodził mi wyjście i zamknął drzwi na klucz.
-Chcę być sobą Naoki. W twojej rodzinie będzie to absolutnie niemożliwe. Nie chcę się z nią utożsamiać. Mam swoje życie, mam swój charakter, który bardzo lubiłam. Nigdy nie chciałam być lalką w cudzych rękach. Dałam się zmanipulować tobie, twojej rodzinie. Dałam zrobić z siebie kogoś, kim nigdy nie chciałam być... Jaki jest mój ulubiony kolor róż?
-Co... Czerwony. Moja mama wybrała nam je na wesele.
-Nie Naoki. Mój ulubiony kolor róż, to kremowy. Nienawidzę orzechów, nie chciałam mieć białej sukni ślubnej. Ile łyżek sypię do kawy i jaką lubię pić?
-Espresso, nie słodzisz.-zaśmiałam się i zaczęłam płakać.
-Latte, dużo mleka dwie łyżeczki cukru.-mocno szarpnęłam za jego ramię żeby odsunąć go od drzwi. Chwyciłam za klamkę i wyszłam na korytarz. Jego mama stała pod drzwiami.
-Już idziesz?
-Nie udawaj idiotki. Wszystko słyszałaś, stoisz tu od czasu, jak zamknęły się za mną drzwi. Musisz czuć diabelną satysfakcję. Nigdy mnie nie lubiłaś. Nie bój się, nie zostanę twoją synową.-uśmiechnęłam się szeroko, a potem z wysoko uniesioną głową poszłam do wyjścia.

            Od razu po przyjściu do domu poczułam się tak, jakby zdjęto ze mnie ogromny ciężar. Usiadłam na kanapie i zaczęłam się głośno śmiać. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Naruto i Hinaty.
-Witam państwa Uzumaki!
-Cześć! Baliśmy się, że coś ci się stało. Nie odzywałaś się bardzo długi czas.-ton Naruto był oskarżycielski.
-Mogłabym do was przyjechać? Mam wam dużo do opowiedzenia! Kilka godzin temu wróciłam ze Stanów.
-Jasne. Zapraszamy!-w tle słyszałam wesoły głos Hinaty.
-Będę za jakieś pół godziny! Do zobaczenia!-krzyknęłam uradowana. Zaczęłam się ogarniać. Wyciągnęłam z dna szafy wszystkie ubrania, które mama Naokiego tam schowała. Bawiłam się kolorami, krojami. Tęskniłam za tym wszystkim. Na dworze było chłodno jak na połowę sierpnia. Jednak nie przejmowałam się tym. Ubrałam cienkie rajstopy i czarne materiałowe spodenki. Na górę wybrałam czerwony sweter. Wsunęłam nogi w wysokie zamszowe kozaki. Dawno nie czułam się tak dobrze. Włosy upięłam wysoko na głowie.

            Pod domem Naruto i Hinaty stał zaparkowany czarny sportowy samochód. Zmarszczyłam czoło, ponieważ wiedziałam, że na pewno nie był ich. Zamknęłam swoje auto, a potem weszłam na ganek. Drzwi były otwarte. Zdjęłam buty i poszłam do salonu.
-Cześć!!! Co się stało, że zostawiliście otwarte drzwi?-powiedziałam wesoło. Dopiero kiedy spostrzegłam przy stole mężczyznę o czarnych, nastroszonych włosach zrozumiałam dlaczego jest cicho.
-Iregiro. Dobrze cię widzieć po tylu latach.
-S... Sasuke.-mój głos trochę drżał. To było śmieszne. Najpierw Gaara, teraz on.
-Wiecie co, to trochę przykre. Przyjeżdżam do Tokio po tylu latach, a czeka mnie tak zimne powitanie.-ironiczny uśmieszek na jego ustach jasno dawał do zrozumienia, że wcale nie jest mu przykro. Usiadłam przy stole.
-Wiesz, gdybyś zapowiedział chwilę wcześniej, że wracasz, zaparzylibyśmy herbaty. Zjawiłeś się niespodziewanie.-chyba jako jedyna byłam w stanie mówić w miarę normalnie. Postawiłam na stole butelkę wina, którą kupiłam. Wiedziałam, że w razie czego mogę zostać u Uzumaki na noc.-Jak studia w akademii policyjnej?
-Świetnie. Wiesz, że Gaara został komendantem w Chicago, prawda? Z tego, co wiem wróciłaś dzisiaj z biznesowego wyjazdu.-po plecach przeszły mnie dreszcze. Sasuke zawsze był dziwny, w ciągu kilku lat najwidoczniej musiało się to pogłębić.
-Tak, wróciłam. Spotkałam go w Chicago. Miałam małą stłuczkę. Zajmował się moją sprawą.-siliłam się na neutralny ton. Widziałam szybkie spojrzenie jakie Naruto wymienił z Hinatą.
-Twój narzeczony o tym wie?-ciśnienie skoczyło mi bardo szybko. Nie chciałam jednak stracić panowania nad sobą. Sasuke na pewno na to czekał.
-Ja również bardzo się cieszę, że cię widzę, wiesz. Mów co u ciebie? -uśmiechnęłam się szeroko. Sasuke wyciągnął się na krześle i założył ręce za głowę.
-Mam tu kilka rzeczy do zrobienia. Przyszedłem zobaczyć jak się mają moi starzy znajomi.Widzę, że bardzo dobrze. Co tam u reszty?-poczęstował się winogronami, które leżały na stole.
-Ino i Sai nadal zakochani. Sakura z chłopakiem w Nowej Zelandii.-Sasuke drgnął. Niemal niewidocznie, jednak w niektórych zachowaniach tak przypominał Gaare, że nie mógł przede mną ukryć pewnych rzeczy.
-W nowej Zelandii? Dobre. Pojechała na poszukiwania Hobbitów? Czy raczej jej chłopak naobiecywał jej gruszek na wierzbie i popędziła za nim jak pies? Zawsze była naiwna.
-Zamknij się Sasuke.-warknął Naruto. Uciszyłam go gestem ręki.
-Wiesz, ona była naiwna. Ty byłeś z nami nieszczery. Jak tam Orochimaru? Popuścił ci smycz? Gdyby się dowiedział, że tu jesteś, co by zrobił?
-Mówił ci ktoś, że milczenie jest złotem?-jego czarne oczy błyszczały.
-Kto to jest Orochimaru? O co chodzi z tym, że byłeś z nami nieszczery?-Naruto zrobił się czujny.
-Nikt, kto powinien cię obchodzić.
-Jak to, Sasuke? Przecież od jakiś 7 czy 8 lat jesteś zastraszany. Nigdy się nie dowiedzieliście, że Sasuke zostawił nas, bo musiał? Nie jest takim skurwielem na jakiego wygląda.
-Zamknij się!!!-ryknął. Uderzył otwartymi dłońmi o blat. Stracił cierpliwość. Byłam z siebie dumna.
-Sasuke, to prawda? To, co mówi Sara.-Naruto też zaczynał tracić cierpliwość. Sasuke usiadł i odrzucił włosy do tyłu.
-Skończ grać dupka i powiedz nam o wszystkim. Czekamy na te wyjaśnienia prawie 8 lat.-powiedziałam spokojnie. Sasuke warknął, ale szybko się ogarnął. Oparł się o krzesło i skrzyżował ręce na piersi.

-Jeżeli tak bardzo chcecie wiedzieć, dobrze. Powiem wam. Jednak nie będzie to przyjemna opowieść jak te kończące się "i żyli długo i szczęśliwie."

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 6

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 11

Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 8