Opowiadanie numer dwa/ Rozdział 33
Rano siedziałam
przy stole w kuchni. Głowę miałam opartą na dłoniach, oczy zamknięte. Czułam
pulsujący ból w skroniach.
-Dobrze się
czujesz?- usłyszałam głos cioci dochodzący od drzwi. Uchyliłam powieki i
spojrzałam na nią.
-Dziewczyny
naprawdę nie odpuściły mi kieliszka.- mruknęłam.
Ostatni raz czułam się tak okropnie,
kiedy spiłam się będąc z Gaarą na Okinawie. Wtedy upiłam się sześcioma
kieliszkami sake. Teraz kac był dużo gorszy, wywołany Whiskey.
-Kieliszka? Chyba
dziesięciu kieliszków patrząc na to, jak wyglądasz.- ciocia położyła mi dłoń na
czole.
-Czterech drinków
pół na pół. Każdy drink na inny toast. Pierwszy na zmianę stanu cywilnego.
Drugi za szczęśliwe małżeństwo. Trzeci za to, żebyśmy razem z Gaarą byli zawsze
piękni, młodzi, bogaci i zakochani w sobie. Czwarty za to, żebyśmy nigdy nie
mieli dość seksu. I to ten ostatni drink totalnie mnie dobił...- wydukałam, a
ciocia zaczęła się śmiać.- Czuję się gorzej, niż kiedy rodzina Gaary upiła mnie
na Okinawie. Będąc w takim stanie nie rozumiem, jak moi rodzice mogli być w nim
przez cały czas.
-Dla nich była to
ucieczka od problemów. Woleli pić i żyć w nieświadomości niż być trzeźwym i
mierzyć się z problemem. Picie od czasu do czasu z powodu jakiś okazji nie jest
złe. Uważam, że jeśli wypijesz jeden kieliszek na swoim weselu, nikt na to
krzywo nie spojrzy.
-Podziękuję. Mam
słabą głowę do picia, a kac to coś tragicznego...- ciocia znów się zaśmiała, a
potem wstała i wyjęła coś z szafki nad zlewem. Położyła przede mną dwie białe
tabletki i szklankę wody.
Około południa wybrałam się do
Gaary. Kiedy kilka razy zadzwoniłam dzwonkiem, drzwi otworzył mi ledwo żywy
Kankuro.
-Hej! Jak tam mój
narzeczony?- zapytałam.
-Nadal śpi.-
powiedział, a ja obdarzyłam go szerokim uśmiechem.- Coś kiepski ten wasz
wieczór panieński. Wyglądasz jakbyś spała przynajmniej od osiemnastej dnia
wczorajszego.
-Zdradzę ci sekret.
Nazywa się troskliwa ciocia.- puściłam mu oko, a potem wyjęłam z torby tabletki
na kaca, które ciocia dała mi rano.- Popij całą szklanką wody. Za jakąś chwilę
powinno być ok.
Kiedy weszłam do sypialni Gaary, ten
spał z poduszką na głowie i niemiłosiernie chrapał. W pomieszczeniu dosłownie
waliło gorzelnią i było ciemno jak w grobowcu. Otworzyłam okno i delikatnie
uchyliłam zasłony, żeby wpuścić do pokoju trochę światła i świeżego powietrza.
Usiadłam na materacu i zdjęłam poduszkę z głowy Gaary. Zauważyłam, że nadal
miał na sobie ubrania, w których wczoraj imprezował. Kiedy pochyliłam się, żeby
odgarnąć mu kosmyk włosów z czoła, poczułam ekskluzywne perfumy, dym
papierosowy i alkohol.
-Kochanie, obudź
się.- mruknęłam mu na ucho, a on poruszył się niespokojnie i wtulił twarz w
poduszkę.- Gaara, obudź się.
Chwyciłam za jego koszulę i zaczęłam
rozpinać guziki. Wtedy Gaara zaczął machać rękoma, próbując mnie odpędzić.
-Zostaw mnie głupia
dziwko! Powiedziałem ci, że mam narzeczoną!- burknął.
-Gaara Sabaku! Ja
jestem twoją narzeczoną!- krzyknęłam, a Gaara zerwał się do pozycji siedzącej.
Zaczął rozglądać się po sypialni
nieprzytomnym wzrokiem, a kiedy natrafił na mnie opadł na poduszki.
-Myślałem, że to ta
idiotka, która wczoraj cały wieczór dostawiała się do mnie w klubie...-
mruknął, a ja zaczęłam się śmiać.
Pochyliłam się nad nim i pocałowałam
w czoło. Jęknął.
-Dawno się tak nie
upiłem.- powiedział i zasłonił oczy.
Dałam mu tabletki, którymi
obdarowała mnie ciocia, oraz butelkę wody z torebki. Gaara popił tabletki, przy
okazji wypijając całą butelkę wody na raz. Oddał mi pusty plastik i znów
zatopił się w miękkich poduszkach.
-Gdzie są twoi
kuzyni?- zapytałam, kiedy zauważyłam na podłodze jedynie materac Kankuro.
-Wczoraj Kankuro
ulokował ich wszystkich w salonie. Wiedział, że raczej nie wrócimy zbyt
trzeźwi, a zaufaj mi, że takie pole minowe jakie by tu było, byłoby dla nas
niemożliwe do przejścia.- parsknęłam pod nosem.
-Ty chyba nadal nie
jesteś zbyt trzeźwy, co, kochanie?
-Pomińmy ten
szczegół. Głowa mi pęka.- mruknął, a potem objął mnie i wtulił twarz w moje
piersi.- Tu mi zdecydowanie najlepiej.
-Podobno pod tym
względem faceci pozostają wiecznymi dziećmi.
Gaara położył mi dłoń na jednej z
piersi i zaczął ją masować.
-Gdyby każdy facet
mógł dotykać takich piersi, jak twoje, żaden by z tego nie wyrósł.
-Na prezent ślubny
kupię ci takie żelowe cycki żebyś mógł ich codziennie dotykać.- przeczesałam
jego włosy palcami, a on jeszcze mocniej wtulił się w mój dekolt. Poczułam jak
przejechał językiem po delikatnej skórze.
Przymrużyłam oczy, żeby jak
najlepiej skupić się na jego pieszczotach. Gaara z kolei wsunął dłoń w mój
stanik i zaczął pieścić nagą pierś.
-Och!- jęknęłam
zaskoczona, a Gaara się zaśmiał. Jego druga ręka zsunęła się w dół mojego
biodra na udo. Dłoń wsunęła się pod sukienkę. Położył palce na moich majtkach i
zaczął mnie przez nie delikatnie pieścić.- Gaara...
Gaara, nie przerywając pieszczot,
pocałował mnie. Fakt, że czułam na języku lekki posmak wódki i papierosów, w
ogóle mi nie przeszkadzał. Moja dłoń powędrowała na jego krok. Poczułam
wybrzuszenie, które ścisnęłam. Gaara jęknął, ja z nim.
-Dzieci mogą tu
wejść.- powiedziałam, kiedy Gaara chwycił moje majtki i zaczął je ze mnie
zsuwać.
-Nie. Nie ma ich w
domu. Dziadek zabrał je na wycieczkę po Tokio. Obiecał nam wczoraj, że pozwolą
nam się wyspać.- Gaara jednym ruchem zsunął mi bielizn z nóg.
-Byłam święcie
przekonana, że ostatni przedmałżeński seks był wczoraj.- powiedziałam pomiędzy
pocałunkami.
-Gdybyśmy mogli być
dzisiaj sami, na pewno byłoby ich dużo więcej.- powiedział i położył się na
mnie.
Kiedy osiągnęłam spełnienie musiałam
wtulić twarz w poduszkę, żeby zagłuszyć krzyk. Ledwo oddychałam i czekałam, aż
moje ciało przestanie drżeć.
-Jeśli kiedyś
będziesz się wymigiwać od seksu mówiąc, że boli cię głowa po prostu tego nie
kupię tylko od razu idziemy do łóżka. Czuję się teraz jako nowo narodzony.-
Gaara leżał na materacu obok mnie z szerokim uśmiechem na ustach.
-Ja nie boję się
powiedzieć ci, że nie, bo po prostu mi się nie chce. Nie bój się, ból głowy to
najstarsza wymówka świata.- zaczęłam się śmiać i wstałam z łóżka. Powili
kompletowałam garderobę.- O rany, to już jutro.
-Owszem, jutro
staniesz się moją kurą domową na własny użytek.- Gaara wyszczerzył się do mnie,
a ja zmrużyłam oczy i zrobiłam kaczy dzióbek.
-Kochanie, dzisiaj
jest dzisiaj. Na twoje życzenie mogę stać się uciekającą panną młodą na już.-
mój uśmiech był jeszcze szerszy niż ten Gaary.
-I gdzie ty
znajdziesz drugiego tak cudownego faceta jak ja, co?- miałam ochotę się
zaśmiać. Gdyby nie to, że rozumiałam ten ironiczno-sarkastyczny humor Gaary
nigdy w życiu nie mogłabym się z nim związać.
-Wiesz, Beyonce
miała kiedyś taką fajną piosenkę o bardzo prawdziwym tytule Irreplaceable.
O ile dobrze pamiętam: I can have another you by tomorrow. So don't
you ever second get to thinking, you're irreplaceable.- zaśpiewałam krótki
fragment, a Gaara wytrzeszczył na mnie oczy.
-Dobra tym razem
wygrałaś.- tym razem to ja wytrzeszczyłam oczy na niego.- No co? Ćwiczę swoją
rolę w małżeństwie. To nie wiesz, że w małżeństwie jedna strona ma rację, a
druga to mąż?
-Gaara!- złapałam
za poduszkę z krzesła i cisnęłam w niego z całej siły. Wtedy on zerwał się z
łóżka i wziął mnie na ręce.
-Idziemy pod
prysznic. Musisz trochę ochłonąć.- powiedział.
-Ja się dzisiaj
kąpałam! Puszczaj!- jednak jego ścisk był tak silny, że nie byłam w stanie się
wyrwać.
Gaara bezceremonialnie wszedł ze mną
pod prysznic i zamknął drzwi kabiny. Puścił wodę, a lodowaty strumień uderzył w
moje ciało. Zaczęłam piszczeć i próbowałam się wyrwać.
-To tylko chłodny
prysznic. Idealny na pobudzenie do życia.
-Ja ci dam na
pobudzenie do życia! Zabiję cię jak tylko mnie puścisz.
-W takim razie nie
mogę cię puścić.- uśmiechnął się, a potem odstawił mnie na ziemię, splótł razem
nasze dłonie, a potem przycisnął mnie plecami do kafelek. Woda zrobiła się
ciepła, a skóra przestała mnie piec.-Już ci trochę lepiej?
-I tak cię zabiję.-
powiedziałam poważnym tonem, a on wykrzywił usta w kpiącym uśmiechu.
Pocałował mnie bardzo delikatnie i
powoli zaczął pogłębiać pocałunek. Dostałam gęsiej skórki od przyjemności.
-Nadal chcesz mnie
zabić?- zapytał lekko ochrypłym głosem.
-Tak.- na moją
odpowiedź usta Gaary drgnęły ze śmiechu.
-Uparty diabełek z
ciebie. Ale mam na to sposób.- Gaara znowu wrócił do pocałunków. Niesamowite
było to, że byliśmy ze sobą od roku, a ja dalej czułam się jakbym całowała się
z nim po raz pierwszy wtedy, przy samochodzie na plaży. Kolana miałam jak z
waty, a moje serce waliło jak dzwon.
Wtedy usłyszałam dźwięk mojego
telefonu dochodzący zza drzwi łazienki.
-Nie odbieraj.
Ostatni przedmałżeński seks na nas czeka.- zaśmiała się na słowa Gaary i
delikatnie wyswobodziłam z jego uścisku.
-My o tym
przedmałżeńskim seksie mówimy od kilku dni. Gaara, puść! Muszę odebrać.-
powiedziałam i biegiem wypadłam z brodzika a potem pobiegłam do swojej torebki.
Na wyświetlaczu pokazywał się
kontakt cioci. Odebrałam.
-Tak słucham?-
zapytałam.
-Saro! Jak się
cieszę, że odebrałaś! Przyjdź do domu! Stało się coś strasznego! Chciałam
wsadzić twoją suknię do pokrowca i kiedy próbowałam wywinąć rękaw zahaczyłam go
pierścionkiem. Pociągnęłam, a w koronce zrobiła się wielka dziura!- poczułam
niemiły skurcz w żołądku.
-Dobrze, ciociu.
Wracam do domu. Póki co ni martw się tym. Zobaczymy co da się zrobić.-
powiedziałam, ponieważ ciocia po drugiej stronie słuchawki dosłownie sapała z
nerwów.
-Tak strasznie cię
przepraszam kochanie! Gdybym wiedziała w życiu nawet bym jej nie dotknęła!-
ciocia się rozkleiła.
Mój ślub był dość stresujący dla
moich wujków. Zwłaszcza dla cioci, która tak naprawdę wzięła na siebie
odpowiedzialność przygotowania go od A do Z.
-Ciociu, uspokój
się. Za chwilę przyjdę do domu, zobaczymy co da się zrobić. Daj mi Saki albo
babcię...
-Sakura jest z
Sasuke z centrum handlowym. Ale masz babcię.
Kiedy wróciłam do domu ciocia leżała
na kanapie nakryta kocem i spała. Babcia z kolei trzymała moją suknię na
kolanach i oglądała zniszczenie.
-Babciu, jakim
cudem ciocia zasnęła tak szybko?- zapytałam po cichu.
-Dałam jej te
krople na uspokojenie, o których mówiłaś.- powiedziała nie odrywając wzorku od
dziury w rękawku.
Kiedy sama przyjrzałam się
zniszczeniu wiedziałam, że rękawka nie da się uratować. Dziura była tak duża,
że luźno i bez problemu mogłam wcisnąć w nią dłoń.
-Czeka mnie chyba
wizyta w salonie i błaganie na kolanach o przeróbkę na już.- powiedziałam.
-Mogę ją dla ciebie
przerobić, kochanie. Moje dzieci były mistrzami w robieniu dziur, a ja stałam
się mistrzynią w robieniu przeróbek. Chodź do mojej sypialni. Coś wymyślimy.
Stałam w sypialni babci, a ona coś
tam podpinałam szpilkami, tam coś mierzyła. Mruczała pod nosem.
-Dobrze. Idź do
siebie i daj mi pracować. Nie martw się. Postaram się zrobić co w mojej mocy,
żeby twoja suknia wyglądała jak najlepiej.- babcia pocałowała mnie w czubek
głowy, a potem pokazała, że mam uciekać z pokoju.
W środku nocy byłam tak
zdenerwowana, że nie mogłam spać. Wierciłam się na łóżku, moje serce waliło jak
szalone, dłonie mi się pociły. Denerwowałam się sytuacją z suknią, a emocje
wywołane tym, że dosłownie za kilkanaście godzin miałam stać się żoną Gaary osiągnęły
poziom krytyczny.
-Boże, to tylko
kwestia krótkiej chwili...- stęknęłam i przekręciłam się na bok.
Rano zeszłam do kuchni ledwo
przytomna. W pomieszczeniu siedziała ciocia. Nerwowo przygryzała kciuki.
-Saro, tak
strasznie, strasznie cię przepraszam! Nie chciałam zniszczyć twojej sukni!
Błagam wybacz mi! Jeśli chcesz, możemy natychmiast pojechać do salonu sukien
ślubnych i tam znajdziemy ci nową suknię. Zapłacę za nią każdą cenę.
-Ciociu, spokojnie.
Babcia obiecała, że zajmie się moją sukienką. Myślę, że wszystko będzie
dobrze.- powiedziałam dość niepewnie.
-Naprawdę tak
strasznie, strasznie...- zaczęła ciocia, a wtedy od drzwi usłyszałam ostry głos
babci.
-Przestań, Mikoto!
Sara i tak ma już dość stresów. Zrobiłam wszystko, co mogłam. Rękawów nie udało
mi się uratować. Dlatego suknia wygląda trochę inaczej. Lepiej żebyś
przymierzyła ją jak najszybciej- poczułam, że moje kolana robią się miękkie ze
stresu.
Stałam przed lustrem i próbowałam
przyzwyczaić się do tego, co widziałam w lustrze. Suknia straciła swoje długie
koronkowe rękawy, a w zamian za to stała się suknią z szerokimi ramiączkami.
Zdziwiona uznałam, że ta suknia podoba mi się bardziej od swojej pierwotnej
postaci.
-Jest lepiej niż
było.- powiedziałam. Uznałam, że ten krój pasuje do mnie zdecydowanie bardziej.
Nabrałam lekkiej zadziorności.
-Mówiłam, że stałam
się mistrzem w robieniu przeróbek?- babcia puściła mi oko, a ja się zaśmiałam.
Wtedy do pokoju wpadła Sakura. Miała
wałki na głowie i była ubrana w różowy szalik oraz kapcie z zajączkami.
-Tu jesteś! Chodź
natychmiast! Muszę zacząć cię przygotowywać!- dopiero po chwili zauważyła, że
moja suknia przeszła małą przemianę.- Wow! Wygląda lepiej niż ta z salonu! Co
cię naszło na tak nagłe zmiany?
-Mój
pierścionek...- burknęła pod nosem ciocia, a Saki zmarszczyła brwi na jej
słowa.
-Nic nie rozumiem,
ale naprawdę wygląda obłędnie! Chodź już! Mam tylko kilka godzin żeby cię
przygotować!!!- moja przyjaciółka podeszła do mnie i zdjęła ze mnie suknię.
Narzuciła mi koc na ramiona, a potem bezceremonialnie wyciągnęła mnie z pokoju.
Pierwszą rzeczą w przygotowaniach
Sakury było władowanie mnie pod zimny prysznic.
-Sakura!!!-
krzyknęłam, kiedy pomimo moich prób wydostania się spod lodowatego strumienia
wody ona z powrotem mnie pod niego wpychała.
-Masz mieć jędrną
skórę i zero opuchlizny na ciele! Zimna woda jest zdrowa. Lśnią od niej włosy.
-Nos od smarków też
się błyszczy, a jeśli za chwilę stąd nie wyjdę podróż poślubną spędzę z
aspiryną i paczką chusteczek... Saki!!!
-Oj, bądź już
cicho! Jesteś pod moją władzą i nie pominę nawet jednego punktu z przygotowań.
Jestem twoją druhną. Nie mogę pozwolić żebyś narobiła mi wstydu na ceremonii!!!
-Ja tobie?!-
sytuacja wydawała mi się aż za bardzo abstrakcyjna.
-Milcz już!- Sakura
fuknęła na mnie i z powrotem wepchnęła pod zimną wodę.
Sakura zafundowała mi dziwne
peelingi, maseczki i balsamy na ciało. Nigdy w życiu nie pachniałam taką
ilością różnych dziwnych rzeczy.
-Współczuję
gościom, którzy będą stać niedaleko mnie. Całe Tokio mnie wyczuje.- mruknęłam.
Czułam na sobie jakieś mleczko kokosowe z domieszką miodu i nie miałam pojęcia
czego jeszcze.
-Przestań! To twój
wyjątkowy dzień. Powinnaś wyglądać tak pięknie jak to tylko możliwe!
-Sakura... Tak
strasznie się boję. Chyba naprawdę stanę się uciekającą panną młodą. Czuję się
tak, jakbym za chwilę miała zemdleć... A co będzie jeśli naprawdę
zemdleję na ślubie?! Matko, teraz denerwuję się jeszcze bardziej!- dostałam
takich spazmów, że nie mogłam normalnie nabrać powietrza.
Sakura położyła mi dłonie na ramionach
i spojrzała w oczy.
-Saro, uspokój się.
Gaara i ty bierzecie dzisiaj ślub. Wszystko się od dzisiaj zmieni, ale pomyśl,
że będą to zmiany na lepsze. Kochacie się, ufacie, szalejecie za sobą. Uda wam
się, ponieważ pasujecie do siebie, a przede wszystkim szanujecie się wzajemnie.
On o ciebie zadba. Będzie dobrym mężem. A ty będziesz dobrą żoną. Dlatego
uspokój się. Przestań wmawiać sobie coś, co powoduje, że możesz zmienić ten
dzień w coś złego.
-Nie umiem, Saki.
Nadal nie wierzę w to, że w ciągu ostatniego roku spotkało mnie tyle dobrego.
Boję się, że po ślubie wszystko się zmieni. Że się obudzę i życie stanie się na
powrót koszmarem.
-Tak się nie
stanie, Saro. Gaara to dobry chłopak. A ty jesteś dobrą dziewczyną. Zasłużyłaś
na szczęście.- na ustach mojej przyjaciółki pojawił się bardzo blady uśmiech.
Sasuke przywiózł mi wiązankę z
kwiaciarni. Ja byłam już pomalowana i uczesana. Malowałam jedynie paznokcie na
czerwono, żeby odznaczały się jako kolorystyczny akcent i żeby pasowały do
czerwonych róż w bukieciku. Dłonie mi drżały.
-Hej, siostra!
Przywiozłem to twoje zielsko.- odwróciłam się w stronę drzwi.
Sasuke był ubrany w biały T-shirt i
czarne jeansy. Według mojej opinii wyglądał jak ciasteczko do schrupania.
-Kwiaciarka nie
spoglądała na ciebie z żalem, kiedy powiedziałeś, że przyszedłeś po wiązankę
ślubną?- zapytałam.
-Była tak oślepiona
moją wspaniałością, że aż kapała jej ślinka.- parsknęłam pod nosem, jednak po
chwili znowu spoważniałam i zaczęłam bez celu wpatrywać się w jeden punkt.-
Wszystko dobrze?
-Sasuke... Myślisz,
że Gaara dobrze robi żeniąc się ze mną?- zapytałam.
Sasuke zmarszczył brwi i usiadł obok
mnie na łóżku.
-W jakim sensie?
Nie jestem nim, więc...
-Jesteś jego
przyjacielem. Myślałam, że może powinieneś z nim porozmawiać. Co, jeśli naprawdę
popełni ogromny błąd?- poczułam okropne zimno.
-Wiesz... To mój
przyjaciel, to fakt. Jest dla mnie niemal jak brat. Od dobrych... Pięciu lat
widziałem jak zmieniał dziewczyny dosłownie co chwila, ponieważ taki właśnie
był. A każda kolejna wierzyła, że go zmieni. Kiedy dowiedziałem się, że
jesteście razem, był to dla mnie szok. Gaara gustował w zupełnie innych
dziewczynach. Zwykle wyglądały jak modelki. Piękne, długonogie. Myślałem
sobie: O co do cholery chodzi? Przecież Sara wygląda zupełnie inaczej. Dopiero
później, kiedy widziałem jak bardzo się przy tobie zmienił... Z tamtymi
dziewczynami nie był szczęśliwy. Uśmiechał się, pokazywał z nimi, ale nie był
szczęśliwy. Powiedział mi, że one były jak piękne skorupy. A ty byłaś... Ty
byłaś jak grom z jasnego nieba. Nie wiem ile w tym prawdy, ale Gaara
mówił, że twój uśmiech był jak słońce. I, że właśnie tak stopiłaś jego lodowate
serce. On naprawdę w końcu jest szczęśliwy. Po tym, jak zmarł jego tata nie
sądziłem, że będzie to możliwe. Okazało się, że jest. Właśnie dzięki tobie.
Więc wiem, że Gaara... On nie zrezygnuje.
-Ja też nie.-
powiedziałam i głęboko odetchnęłam.
Kiedy, przygotowana od góry do dołu,
zeszłam do salonu wszyscy zaniemówili. Ciocia i wujek popłakali się na mój
widok. Sakura szybko wycierała kąciki oczu. Itachi i Sasuke wyglądali na
wzruszonych. Dziadkowie również.
-Gotowa?- zapytała
Sakura.
-Jak nigdy
wcześniej.- uśmiechnęłam się bardzo szeroko.
Kiedy zajechaliśmy pod *kościół czułam, że cały
stres powoli mnie opuszczał. Wiedziałam, że w środku znajduje się mój kochany
mężczyzna. Mężczyzna, który od tej pory miał stać się częścią mnie.
Wujek złapał mnie pod ramię i
poklepał po dłoni.
W środku rozbrzmiały organy.
-Zaczyna się.-
powiedział wujek. W eleganckim garniturze wyglądał bardzo przystojnie.
Niepewnie kiwnęłam głową i wyprostowałam się.
Kiedy drzwi do kościoła się
otworzyły, oślepiło mnie światło przebijające się przez witraże. Jeden z tych
witraży był umiejscowiony w taki sposób, że jego światło padało centralnie na
Gaare stojącego przy ołtarzu. Wstrzymałam oddech, kiedy na niego spojrzałam.
Światło podkreślało jego kości policzkowe, kształt ust. Długie rzęsy rzucały
cienie na policzki. Moje serce zabiło bardzo szybko. Namierzyłam jego wzrok i
zauważyłam, jak jego źrenice rozszerzyły się, kiedy mnie zobaczył. Uśmiechnęłam
się do niego nieśmiało, a ona szybko potrząsną głowa i odwzajemnił mój gest.
Jego uśmiech sprawił, że zapomniałam
o całym stresie, o wszystkich ludziach obecnych na ceremonii. Mój narzeczony,
ubrany w elegancki garnitur, z uśmiechem, jakiego nigdy wcześniej u niego nie
widziałam. Moje serce było lekkie, umysł czysty. Czułam, że znajdowałam się w
miejscu, w którym być powinnam. Czułam to tak, jak jeszcze nigdy wcześniej.
Wujek podprowadził mnie do ołtarza,
gdzie Gaara wyszedł nam na spotkanie, a potem pokłonił się mojemu wujkowi.
Kiedy się wyprostował, to mój wujek pokłonił się Gaarze.
-Gaara, dbaj o nią.
Proszę.- powiedział i podał Gaarze moją dłoń.
Dopiero, kiedy poczułam ciepło jego
ciała, wiedziałam, że wszystko jest tak, jak od zawsze być powinno. Podeszliśmy
do ołtarza.
-Wyglądasz tak
pięknie... Aż nie mogę uwierzyć, że to już dzisiaj.- Gaara szepnął mi na ucho.
-To samo mogę
powiedzieć o tobie.- z uśmiechem stanęliśmy przed kapłanem.
-Zebraliśmy się
tutaj, aby wziąć udział w ceremonii zawarcia związku małżeńskiego pomiędzy Sarą
Iregiro i Gaarą Sabaku.
Cała ceremonia przebiegała sprawnie
i jak miałam być szczera, przypominała mi śluby pokazywane na wszystkich
amerykańskich filmach. Jednak ja nie przejmowałam się tym. Liczył się tylko
Gaara obecny obok mnie, który siedział spięty i oczekiwał momentu składania
sobie przysięgi. Kiedy nadszedł czas na wymianę obrączek stanęliśmy na
przeciwko siebie z uśmiechami na ustach.
-Ja, Gaara, ta
obrączką biorę sobie ciebie, Saro, za żonę. Ślubuję ci miłość, wierność i
uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci.- wypowiadał te
słowa z błyszczącymi oczami, a jego dłonie drżały od emocji, kiedy wsuwał mi
obrączkę na palec.
-Ja, Sara, tą
obrączką biorę sobie ciebie, Gaara, za męża. Ślubuję ci miłość, wierność i
uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci.- mój głos był
spokojny. Dłonie mi nie drżały. Czułam jedynie radość i spokój. Pewność.
Wiedziałam, że to wszystko było właściwe.
-Wszem i wobec
ogłaszam, że jesteście małżeństwem. Pan młody może pocałować swoją żonę.- żonę.
Na to słowo moje serce zaczęło bić jak szalone z euforii.
Bez zastanowienia chwyciłam twarz
Gaary i przyciągnęłam do siebie. Pocałowałam go. Pocałowałam pewnie, nieśpiesznie.
Pocałowałam, pieczętując rozpoczęcie nowego wspólnego życia. Goście zaczęli bić
nam brawo.
-Ledwo założyłem ci
obrączkę na palec, a ty już stałaś się Yamato Nadeshiko.- zaśmiał się, a potem
mocno objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie znów całując.
-Że kim jestem? Czy
ty już mnie obrażasz?- zapytałam ze śmiechem i podparłam się pod boki.
-To określenie
idealnej żony. Chodźmy.- podał mi rękę, a potem śmiejąc się, dosłownie
wybiegliśmy z kościoła. Goście oglądali się za nami i dalej bili brawo.
Na zewnątrz słońce świeciło wysoko
na niebie. Powietrze było ciepłe, pachniało miastem i suchą ziemią.
-Brawo!!!- goście,
którzy wypadli za nami z kościoła zaczęli rzucać w nas ryżem i płatkami białych
róż. Ciocia biegała z aparatem i non stop robiła nam zdjęcia, a ja miałam
ochotę śmiać się na cały głos przypominając sobie stres, który czułam jeszcze
tego ranka. Słońce odbiło się od obrączki na moim palcu, a ja przyjrzałam się
swojej lewej dłoni. Gaara zrobił to samo.
-Pokażcie mi wasze
dłonie!- ciocia krzyknęła do nas, a my odwróciliśmy ręce w jej kierunku i
szeroko się uśmiechnęliśmy.
Kiedy siedziałam w samochodzie razem
z Gaarą nie mogłam usiedzieć na miejscu. Byłam szczęśliwa, naładowana pozytywną
energią i nie miałam pojęcia jak jeszcze mogłam określić stan, w którym się
znajdowałam. Gaara przytulił mnie do siebie i pocałował w zagłębienie szyi.
-Widzę, że cię nosi
moja żono.- powiedział, a ja się zaśmiałam.
Żona. To słowo nadal brzmiało
bardzo, bardzo dziwnie.
-To ze szczęścia.
Ta chwila jest już za nami. W końcu jesteśmy małżeństwem.- powiedziałam i
wyszczerzyłam się do Gaary.
-Spokojnie,
spokojnie. Mamy jeszcze przyjęcie weselne, także ta chwila przeciągnie się
jeszcze trochę w czasie. A potem pojedziemy w naszą podróż poślubną. I kiedy
wrócimy do Tokio ty zaczynasz ostrą naukę do egzaminów na Uniwersytet Tokijski.
-Kochanie, dzisiaj
jest dzień naszego ślubu. Nie chcę słyszeć o żadnej szkole, żadnych egzaminach
i niczym innym co nie ma związku z naszym ślubem. Absolutnie nic takiego.
Dzisiaj po prostu cieszymy się naszym szczęściem.
-Masz rację. W
końcu siedem miesięcy od zaręczyn nareszcie wszystko się dopełniło. I wiesz, co
ci powiem?- zapytał, a ja wysoko uniosłam brwi i zmarszczyłam czoło.- Kocham
Cię. Tak po prostu. I w tym momencie jestem najszczęśliwszym mężczyzną na
świecie.
-To dopiero
pierwszy dzień. Przypomnij mi, żeby to nagrać i odtworzymy to za kilka lat i
zobaczymy czy dalej będziesz tak śpiewał.
-Chcesz, żebym
zaśpiewał? Nie ma sprawy.- nabrał powietrza i wydobył z siebie pierwszy dźwięk.
Ja z kolei szybko zatkałam mu usta pocałunkiem.
-Nie, nie śpiewaj.
Chcę, żebyś pomruczał mi później coś niegrzecznego do ucha, ale póki co mam
raczej pytanie. Czy wiesz, co twój wuj zaplanował na naszą podróż poślubną?
-Powiem ci tak. Nie
mam pojęcia. Najśmieszniejsze z kolei jest to, że wiedzą wszyscy wokół. Kankuro
powiedział mi tylko, że on i Temari dostali bojowe zadanie. Kiedy my
szykowaliśmy się do ślubu, oni mieli za zadanie spakować nasze walizki. Mieli
wziąć odpowiednie rzeczy nadające się do tego miejsca. Z tego, co wiem, Sakura,
Sasuke i cała reszta twojej rodziny dostała te same wytyczne.
-Może ucieknijmy z
tego auta i jedźmy do mojego... Naszego domu? Spędzimy czas wesela tylko we
dwoje?- zapytałam z lekką nutką błagalnego tonu.
-Bardzo bym chciał,
ale niestety nasi goście by nas pozabijali. Spokojnie. Od razu po weselu
jedziemy na lotnisko. Wujek na pewno powie nam o prezencie w trakcie wesela,
albo od razu po nim. W razie czego wrócimy z miesiąca miodowego szybciej. Nie
sądzę, że przebukowanie biletów będzie problemem. Nie stresuj się. Teraz czeka
nas zabawa.
-Jak ja nie lubię,
kiedy mówisz nie stresuj się. Wtedy stresuję się jeszcze bardziej.-
powiedziałam i szturchnęłam go w ramię.
-Dobrze. Zrelaksuj
się. I po prostu ciesz chwilą. A tak przy okazji. Nie mogę się na ciebie
napatrzeć. Wyglądasz tak pięknie w tej sukni, że nie mogę oderwać oczu.
-Cóż, pierwotnie
miała wyglądać zupełnie inaczej, ale przez niefortunny wypadek miała wczoraj
baaardzo szybkie przeróbki. Na szczęście babcia jest w tym naprawdę dobra.
Inaczej mogło się to skończyć ślubną tragedią w formie mojego załamania
nerwowego.
-Nie mam pojęcia
jak miała wyglądać na samym początku, jednak na pewno wyglądałabyś w niej
równie pięknie. Jesteśmy na miejscu. Wysiadka.
Kiedy stanęliśmy przed budynkiem, w
którym miało się odbyć wesele ciocia zaczęła strzelać nam zdjęcia. Gaara z
kolei został zmuszony do wzięcia mnie na ręce i przeniesienia przez próg.
Zrobił to bez najmniejszego wysiłku, a kiedy tylko odstawił mnie na ziemię,
pocałował mnie.
Po zjedzeniu weselnego obiadu
mieliśmy odtańczyć z Gaarą nasz pierwszy wspólny taniec. Stanęliśmy na środku
parkietu.
-Teraz czas na
pierwszy taniec młodej pary. Tą piosenkę pan młody pragnął zadedykować pani
młodej. Tak więc z dedykacją: Dla mojej żony.- powiedział D'J, a ja spojrzałam
na Gaare.
Szeroko się uśmiechnęłam, kiedy
usłyszałam pierwsze nuty. Zdałam sobie sprawę z tego, że to jedna z moich
ulubionych: I don't want to miss a thing zepsołu Aerosmith.
Zaczęliśmy powoli bujać się w rytm muzyki mocno objęci.
-Skąd wiedziałeś,
że akurat tą piosenkę uwielbiam?- zapytałam wtulona w jego ramię.
-Kazałaś mi włączać
za każdym razem, kiedy u mnie siedziałaś. I jako jedna z niewielu zawsze cię
wzruszała.
-Mówiłam ci już, że
będziesz świetny w swoim zawodzie, prawda?
-Mówiłaś. Ja
również uważam, że będzie z ciebie świetny prawnik. Tak więc idealnie się
dobraliśmy.
Słowa piosenki idealnie oddawały to,
co teraz czułam. Przysięgam, że wtulona w Gaare mogłam tak tańczyć do rana.
Czułam się bezpiecznie i pewnie. Czułam się nieziemsko szczęśliwa i zapomniałam
o tym, że wokół nas są ludzie. Zapomniałam o tym, że w ogóle istniała reszta
świata. Moja reszta świata trzymała mnie właśnie w ramionach.
W trakcie wesela co chwila
podchodzili do nas goście żeby poskładać życzenia, zapytać jak wyglądają nasze
plany na przyszłość. Mieliśmy sesję zdjęciową z każdym z gości osobno. Było to
męczące tak bardzo, że poczułam się zmęczona już koło dwudziestej pierwszej.
Kiedy Itachi dał mi znak, że mam do
niego podejść Gaara nieufnie na mnie spojrzał.
-Co ty
kombinujesz?- zapytał i uśmiechnął się do mnie.
-Zobaczysz. A teraz
przepraszam cię drogi mężu, ale mam coś do zrobienia.- powiedziałam i szybko
poszłam w stronę Itachiego.
Pół godziny później stałam razem z
całym moim zespołem na scenie.
-Witam wszystkich!
Zapewne zastanawiacie się co do licha robię na scenie w trakcie swojego wesela.
Otóż po pierwsze chciałam podziękować z całego serca wszystkim gościom, którzy
uczestniczą razem ze mną i z moim, już treaz, mężem w tym wyjątkowym dniu.
Bardzo cieszymy się z tego, że jesteście tu dziś z nami. Ja z kolei chciałabym
wykorzystać okazję i wykonać utwór, który napisałam jakiś czas temu. Dedykuję
go mojemu mężowi i naszemu wspólnemu życiu.- powiedziałam i wzięłam mikrofon w
rękę.
https://www.youtube.com/watch?v=bwB9EMpW8eY
Kiedy stałam na scenie w sukni
ślubnej, a moja kapela w garniturach było dla mnie dość śmieszne. Wyglądało to
tak, jakbyśmy mieli nagrywać teledysk, jednak wcale tak nie było. Śpiewałam o
tym co czułam. Napisanie tej piosenki zajęło mi kilka tygodni, ponieważ emocje,
które towarzyszyły mi aż do dzisiejszego dnia były rozchwiane jak Rów Mariański
do Mount Everestu. Jednak w końcu mi się udało. I kiedy tylko wykonałam ją na
próbie z chłopakami, Deidara od razu zaproponował, że powinnam wykonać ją na
ślubie, ponieważ w pewnym sensie pasowała do okazji.
Po skończonym występie wszyscy
goście zaczęli nam bić brawo, a Gaara wszedł na scenę.
-Przejdziesz ze mną
przez piekło mówisz? Zobaczymy co zrobisz jak zacznę rozrzucać skarpetki po
pokoju!- powiedział i wyszczerzył się do mnie, a ja wytknęłam mu język. Goście
głośno zaczęli się śmiać.
Obok nas zjawił się wujek Gaary i
jego dziadek. Zmarszczyłam brwi i zrobiłam młodszemu mężczyźnie miejsce przy
mikrofonie.
-Otóż skoro mamy
już część zabawy za sobą przyszła pora na niespodziankę ode mnie. Jak
obiecywałem funduję wam wycieczkę z okazji miesiąca miodowego.- poczułam
nieprzyjemny dreszcz przechodzący po plecach.- Mam tu dla was kopertę, w której
znajduje się moja niespodzianka dla was. Gaara, jako że kobiety mają
pierwszeństwo pozwól, że to twoja żona ją odpakuje.
-Nie mam nic
przeciwko.- Yashamaru podszedł do mnie i wręczył mi białą podłużną kopertę.
Zaczęłam zastanawiać się po jakiejś
dżungli przyjdzie mi biegać przez następne dwa tygodnie, lub w najlepszym
przypadku będę zwiedzać jakieś górskie zbocza. Otworzyłam kopertę i z miną
cierpiętnicy wyjęłam dwa bilety na samolot. Szybko przebiegłam wzrokiem po
błyszczącym kawałku papieru.
Praslin. Zmrużyłam oczy, ponieważ
nic mi to nie mówiło. Z kolei kiedy Gaara zajrzał mi przez ramię i przeczytał
napis na biletach omal nie zachłysnął się swoją śliną.
-Wujku,
oszalałeś?!- zapytał, a ja spojrzałam na niego bardzo zdezorientowana.
-Nie. Nie żartuję.
Wysyłam was na dwutygodniowy pobyt na wyspę Praslin w archipelagu Seszeli.-
sama wybałuszyłam oczy na wujka Gaary.
Seszele! W najskrytszych snach nie
marzyłam o tym, że kiedykolwiek pojadę w podróż poślubną właśnie tam!!!
-O mój Boże!!!-
krzyknęłam przejęta i rzuciłam się wujkowi na szyję.- Dziękujemy!!!
-To nie koniec
niespodzianek. Dziadek też ma wam coś do powiedzenia.- tym razem Yashamaru
ustąpił miejsca swojemu ojcu.
-Ojii-san.-powiedziałam
i skłoniłam głowę.
-Po pierwsze witam
w rodzinie nową wnuczkę. Oby szczęście zawsze gościło w waszym domu, a miłość
była jego znakiem rozpoznawczym.
-Dziękujemy,
dziadku.- tym razem to Gaara zabrał głos. Uściskał się ze starszym mężczyzną,
a potem staruszek uściskał mnie.
-Jako, że to wasz
ślub chciałbym przekazać wam bardzo szczególny prezent. Jesteście już
małżeństwem, a babcia nadal nie zrezygnowała z planu, abyście w przyszłym roku
przywieźli na Okinawę nowego członka rodziny. Jednak nie to chciałem
zakomunikować. Otóż, jako że Gaara jest moim pierwszym wnukiem, który się
ożenił chciałem dać mu to.- powiedział i wręczył w dłonie Gaary kopertę. Tym
razem dużo mniejszą. Wydawała się tak lekka, że niemal pusta.
Mój mąż otworzył zalakowane wieko, a
potem ze środka wyjął mały srebrny klucz.
-Dostaliśmy
rodzinne auto? Dziadku, mówiłem, że póki co nie myślimy o dzieciach.- Gaara
wyglądał na poirytowanego, ale jego odpowiedź tylko rozbawiła gości.
-To nie klucz do
samochodu. To klucz do waszego nowego domu. Jako nowożeńcy powinniście mieć
swoje gniazdko, a my cieszymy się, że możemy mieć w to wkład.
Zamurowało nas. Dosłownie. I ja i
Gaara staliśmy sztywno jak kije i wpatrywaliśmy się w mały srebrny kluczyk.
Dom! Na tak abstrakcyjny pomysł mogła wpaść tylko rodzina Gaary.
-Dziadku, wiesz, że
nie możemy tego przyjąć...- powiedział Gaara, ale mężczyzna tylko uciszył go
gestem dłoni.
-Możecie i jak
najbardziej powinniście go przyjąć. Chcemy żebyście zaczęli nowe, szczęśliwe
życie. Jeśli chodzi o umeblowanie i tym podobne Yashamaru i wujkowie Sary
obiecali zająć się tym. Jednak dopiero za jakiś czas. Powiedzieli, że ty masz
jakąś umowę z rodziną Sary i musi upłynąć cały najbliższy rok. A teraz wracamy
do zabawy! Rei, nalej mi proszę kieliszek sake!
Kiedy tańczyłam z Gaarą wolnego
nadal nie mogłam uwierzyć w to, co stało się dosłownie kilka godzin wcześniej.
-Seszele. Nowy dom.
To na pewno jest sen. Na pewno za chwilę obudzę się w Waszyngtonie i okaże się,
że to wszystko to sen wywołany jakimś upadkiem.- powiedziałam, a Gaara się
zaśmiał. Jago dłoń powędrowała na moje ramię, które uszczypnął.- Ej! To bolało!
-Po prostu
uświadomiłem ci, że nie śnisz. Jak mam być szczery spodziewałem się tego, że
moja rodzina coś odwali, ale nie spodziewałem się tego, że coś takiego.-
powiedział z uśmiechem na ustach.
-Nasze rodziny
pasują do siebie. Moi wujkowie też są w to zamieszani i to na pewno od bardzo
długiego czasu. Nie puścili nawet obłoczka pary z ust pomimo tego, że o
wszystkim wiedzieli.
-Przynajmniej
zszokowane miny na zdjęciach ślubnych wyjdą bardzo, ale to bardzo
autentycznie.- zaśmiałam się na słowa Gaary.
-I pójdą na samo
dno szafy, żebyśmy mogli odpakować je za jakieś pięćdziesiąt lat, żeby się
pośmiać.- skwitowałam.
Wywijałam właśnie z Sakurą do
piosenki Shakiry Whenever, Whenever. Wyginałyśmy się we
wszystkie strony, śpiewałyśmy i wygłupiałyśmy się
-Czy kiedy pokłócę
się w przyszłości z Sasuke będę mogła zamieszkać na strychu w waszym domu?
-Jasne! Możesz też
liczyć na to, że załatwimy ci gdzieś po drodze Gryzeldę i Anastazję oraz matkę
chrzestną, która wyprawi cię na bal w odpowiednim momencie. A na poważnie nawet
nie musisz pytać. Zawsze będziesz mile widziana w naszym domu!- wtedy nagle
muzyka ucichła.
Spojrzałam zdezorientowana w stronę
sceny. Stał na niej wujek Gaary i rozmawiał z moim wujkiem.
-Halo, halo.
Wiadomość dla państwa młodych. Zapraszamy was do waszego pokoju żebyście mogli
się przebrać. Samolot do Praslin wylatuje za trzy godziny. Czas pożegnać się z
gośćmi i udać się w wyczekiwaną przez was podróż poślubną.- westchnęłam
zirytowana, ale kiwnęłam głową. Odnalazłam Gaare, który przybijał ostatniego kieliszka
z chłopakami, a potem pomachał mi i wskazał palcem na sufit.
Ja pożegnałam się z gośćmi w dość
wymowny sposób. Rzuciłam dziewczyną moją wiązankę ślubną, którą złapała Hinata.
Pokryła się szkarłatnym rumieńcem, kiedy trzymała bukiet w dłoniach.
-Jesteś następna w
kolejce!- krzyknęłam, a ona nieśmiało się uśmiechnęła.
W pokoju czekały na nas zapakowane
walizki, skompletowane ubranie do założenia na podróż oraz dokumenty. Bardzo
szybko się ogarnęliśmy, a potem zeszliśmy do gości weselnych, którzy czekali na
nas w foyer. Był to czas na ostatnie pożegnalne uściski, buziaki i przyjmowanie
życzeń. Kiedy i to się skończyło wujek Gaary podjechał po nas samochodem i
odwiózł nas na lotnisko.
-Cieszę się kochany
bratanku, że nie schlałeś się jak świnia. Inaczej nie wpuściliby cię na pokład.
-Dziękuję ci wujku
za skwitowanie mnie. Jestem trochę wstawiony, ale do czasu jak będziemy wsiadać
na pokład na pewno mi przejdzie.- Gaara sięgnął po moją dłoń i splótł razem
nasze palce.
Spojrzałam na niego kątem oka, a
potem na nasze splecione dłonie. Właśnie mieliśmy wyjeżdżać w naszą pierwszą
wspólną podróż tylko we dwoje. Nie jako chłopak i dziewczyna. Nie jako
narzeczeństwo. Wyjeżdżaliśmy w pierwszą wspólną podróż już jako małżeństwo. A
ja nigdy nie byłam równie podekscytowana jak tym, że mieliśmy spędzić nasz
pierwszy romantyczny wyjazd sam na sam na dodatek w takim miejscu jak Seszele!
-Oddam fortunę za
twoje myśli.- Gaara założył mi kosmyk włosów za ucho, a potem pogładził
kciukiem policzek.
-Nie myślę o niczym
szczególnym. Zastanawiam się jak szybko będziemy mieli ochotę się zabić na tym
miesiącu miodowym. Raczej nic nadzwyczajnego.- wzruszyłam ramionami, a Gaara
się zaśmiał.
Pochylił się w moją stronę i musnął
ustami moje odkryte ramię.
-Tak zajmę twoje
myśli, że nie będziesz miała ochoty myśleć o niczym innym, jak o tym, żeby nie
wchodzić ze mną z łóżka.- szepnął mi na ucho bardzo cicho, a ja poczułam
przyjemny prąd przechodzący po ciele.
-Trzymam cię za
słowo.- powiedziałam, a moje serce zabiło radośnie.
* Jako,
że ten rozdział wymagał ode mnie zaznajomienia się z tym, jak wygląda ślub w
Japonii, przeżyłam niemały szok. Zaznaczyłam słowo kościół czerwoną kropką,
ponieważ ceremonia ślubna wygląda tam mniej więcej tak: Do zarejestrowania
małżeństwa nie jest potrzebny nawet pan młody obecny fizycznie w urzędzie. Para
wypełnia formularze małżeństwa, gdzie podpisują się jeszcze świadkowie.
Dokumenty te są składane w urzędzie i w ten sposób para staje się panem i panią
XXX (chodzi o ślub cywilny).Jako, że tradycyjny japoński ślub nazywa się shinzenshiki a
jego przebieg wygląda zupełnie inaczej, postanowiłam, że Gaara i Sara wezmą
ślub w takim obrządku jaki jest znany nam, czyli (trochę naciąganym) obrządku
chrześcijańskim. Mam nadzieję, że notka pomimo tego jest znośna.
Komentarze
Prześlij komentarz